W dniach 5-7 kwietnia bieżącego roku w La Castille, w południowej
Francji, odbyły się XVIII Mistrzostwa Europy Wyższych Seminariów
Duchownych w Piłce Nożnej. Pierwszy raz w historii tych rozgrywek
Drohiczyn został zaproszony do udziału w tej imprezie. Dzięki aprobacie
rektora, ks. Leszka Gardzińskiego oraz zgodzie bp. Antoniego Dydycza
jedenastu kleryków z ks. Jerzym Dylewskim - dyrektorem administracyjnym
drohiczyńskiego WSD - ruszyło na podbój Starego Kontynentu. To, czego
tam dokonali seminarzyści znad Buga przerosło oczekiwania nawet największych
optymistów. Relację zdaje jeden z naocznych świadków.
Po intensywnych przygotowaniach zaplecza materialnego
i solidnych treningach piłkarskich razem z ks. Jerzym, który jest
odpowiedzialny za seminaryjną sekcję sportową, wyjechaliśmy w następującym
składzie: dk. Mariusz Rosłon, dk. Jarosław Rosłon, dk. Tomasz Żukowski,
Robert Grzybowski, Arkadiusz Siergiejuk, Daniel Radziszewski, Dariusz
Kucharek, Paweł Grzeszek, Andrzej Zalewski, Krzysztof Grzybowski
i Marcin Wojtyra.
Wyruszyliśmy już drugiego dnia świąt wielkanocnych, aby
przez kilka dni, poprzedzających mistrzostwa, zobaczyć kawałek Europy.
Po ok. dwudziestu godzinach od wyjazdu z Drohiczyna, rankiem 3 kwietnia,
dojechaliśmy do Brukseli. Tam zostaliśmy zakwaterowani w jednej z
parafii, w której proboszczem jest Polak - ks. Stanisław Dziura.
Cały wtorek spędziliśmy na zwiedzaniu przepięknych kościołów i starego
miasta ze słynnym Grand Place. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni przez
Księży Oblatów do Domu Polskiej Misji Katolickiej na Mszę św. Tam
spotkaliśmy sporą grupę Polaków, przede wszystkim z Podlasia, którzy
spędzali święta na obczyźnie. Przy kolacji mogliśmy porozmawiać z
księżmi i siostrami o sytuacji Kościoła w Belgii i dowiedzieć się
o wielu interesujących rzeczach.
W środę, 4 kwietnia, z samego rana ruszyliśmy w kierunku
Paryża. Dwa noclegi mieliśmy zapewnione u Sióstr Niepokalanek w La
Ferte, niedaleko stolicy Francji. Przez półtora dnia zwiedzaliśmy
przepiękny Paryż. Wśród wielu atrakcji wyjątkowym przeżyciem był
rejs statkiem po Sekwanie porą wieczorną. Najpiękniejsze zabytki
Paryża w świetle reflektorów robiły niesamowite wrażenie. Wszyscy
z nas po raz pierwszy w życiu mogli zobaczyć katedrę Notre Dame,
Luwr, Pola Elizejskie, wieżę Eiffela i wiele innych cudownych obiektów.
Byliśmy naprawdę pod wrażeniem.
W piątek, ok. godz. 2 w nocy, musieliśmy ruszać ku celowi
naszej wyprawy, czyli do seminarium w La Castille, aby zdążyć na
rozpoczęcie turnieju. Zatrzymując się po trasie zobaczyliśmy przy
okazji Avignon i Marsylię. Już na miejscu tamtejsi klerycy przyjęli
nas bardzo uprzejmie. Mieliśmy tylko nieco problemów z ustaleniem
języka, w którym moglibyśmy się porozumiewać. Nieraz najbardziej
czytelny okazywał się "język migowy". Po uzyskaniu pierwszych wskazówek
organizacyjnych, po wspólnej modlitwie i kolacji, spotkaliśmy się
wszyscy razem w wielkim namiocie na uroczystym wieczorze zapoznawczym.
Przybyły drużyny z 22 seminariów z 9 krajów Europy: Francji, Belgii,
Niemiec, Anglii, Irlandii, Włoch, Czech, Słowenii i Polski. Obok
nas zgłosiły się jeszcze dwie polskie ekipy: białostocka i kaliska.
Późnym wieczorem odbyło się losowanie, w którym zostali wyłonieni
nasi pierwsi rywale. Wszystkie zespoły zostały podzielone na 4 grupy,
z których dwie najlepsze drużyny miały przejść do ćwierćfinału. Dalej
miał już obowiązywać system pucharowy, czyli - przegrany odpada.
Los chciał, że trafiliśmy do jednej grupy z klerykami z Lille (Francja),
Potenzy (Włochy), Freiburga (Niemcy) i Paryża (Francja). Przyznamy,
iż poszliśmy spać z obawą, że możemy żadnego meczu nie wygrać, a
wtedy będzie wstyd wracać do Polski.
Kolejny dzień rozpoczęliśmy wspólną Eucharystią, bezpośrednio
po której udaliśmy się na stadion piłkarski. Mieliśmy grać na połowie
normalnego boiska, po siedmiu zawodników, w czasie 2 razy po 15 minut.
W pierwszym meczu spotkaliśmy się z klerykami z francuskiego Lille
i nie bez trudu wygraliśmy z nimi 3:0. Po ok. 1 godz. przerwy wyszliśmy
do rywalizacji z Włochami. Była to, jak się później okazało, najsłabsza
drużyna turnieju, ale pokonaliśmy ich skromnie, bo tylko 2:0. Pozostały
więc nam 2 mecze grupowe z Freiburgiem i Paryżem. W tamtym momencie
wiedzieliśmy już, że Paryż wygrał wszystkie dotychczasowe mecze,
a więc jeśli pokonamy Niemców, jesteśmy w ćwierćfinale. Nie tylko
pokonaliśmy, ale wręcz "rzuciliśmy ich na kolana", gdyż mecz skończył
się, na ich szczęście, tylko 4:0 dla Drohiczyna. Ok. godz. 14.30
miał być rozegrany szlagier dnia, czyli mecz Paryż - Drohiczyn. Wśród
kibiców były różne prognozy i mimo to, iż chyba większość obstawała
za Francuzami, wszyscy byli pewni, iż Polacy są "czarnym koniem"
zawodów. Białystok bowiem i Kalisz także "gromiły" swoich grupowych
przeciwników. Po kilku minutach meczu Paryża z Drohiczynem nikt nie
miał już żadnych złudzeń, iż "Droicin", gdyż tak wszyscy wymawiali,
jest faworytem mistrzostw. Mecz zakończył się naszym zwycięstwem
5:1. Byliśmy już w ósemce najlepszych w Europie. Ażeby być w czwórce
musieliśmy pokonać trzykrotnych mistrzów z poprzednich edycji, a
więc obrońców tytułu mistrzowskiego - seminarzystów z francuskiego
Ars. W trakcie tego meczu był chyba najgłośniejszy doping. Chociaż
my, Polacy, byliśmy mniejszością, nie daliśmy się przekrzyczeć żadnej
innej nacji. Podtrzymywali nas na duchu także księża i alumni będący
w Polsce, z Księdzem Rektorem i szefem naszego klubu kibica - Marcinem
Kuśmirkiem na czele, którzy nieustannie łączyli się z nami telefonicznie
aby dowiedzieć się jak wygląda sytuacja. Wszyscy grali na najwyższych
obrotach, ale nikt nie mógł udowodnić tego strzeleniem bramki. Zaczęło
się już robić nerwowo, kiedy czas się zbliżał do końca, a tu dalej
0:0. W ostatnich minutach bramkę na wagę złota zdobył nasz Arek Siergiejuk
i tak się pięknie zakończyło.
Została już tylko niedziela. Z jednej strony byliśmy
niezmiernie szczęśliwi, iż doszliśmy tak daleko, a z drugiej chcieliśmy
jeszcze coś wygrać, bo "apetyt rośnie w miarę jedzenia". Z samego
rana rozpoczęły się dwa półfinały: Białystok z Czechami i Drohiczyn
z tzw. Tradycjonalistami z Francji. W jednym i drugim spotkaniu Polacy
byli górą. Oba mecze skończyły się rezultatem 3:1 dla kleryków z
Podlasia. Finał, pomimo deszczowej pogody, zgromadził wielu widzów.
Przy wspaniałym dopingu można było obejrzeć niezły futbol. Po niesamowicie
wyrównanym meczu Drohiczyn udowodnił swoją wyższość pokonując kolegów "
zza miedzy" 4:3. Radości nie było końca.
Na zakończenie dziękowaliśmy Bogu na ostatniej, międzynarodowej
Mszy św., którą celebrował tamtejszy Ksiądz Biskup. Po Eucharystii
wszyscy klerycy wraz z parafianami udali się na uroczyste wręczenie
nagród. Przy owacjach na stojąco zawodnicy z Drohiczyna odebrali
puchar, pamiątkowe medale i zostali publicznie ogłoszeni nowymi mistrzami
Europy.
Niestety, wszystko co piękne szybko się kończy, dlatego
też w pośpiechu trzeba było wracać do domu. Przez Włochy, Austrię
i Czechy, z noclegami w Bergamo i niedaleko Wiednia, trafiliśmy szczęśliwie
do naszego pięknego i kochanego Drohiczyna. Tutaj chwalimy się tylko
naszym sukcesem i zbieramy gratulacje.
Teraz dziękujemy przede wszystkim Bogu, ale także Księdzu
Biskupowi Antoniemu i rektorowi ks. Leszkowi Gardzińskiemu za to,
iż mogliśmy uczestniczyć w tym turnieju. Wyrażamy wyjątkową wdzięczność
ks. Jerzemu Dylewskiemu i wszystkim, którzy nam pomogli, tj. ks.
Andrzejowi Witerskiemu, firmie Seat Pielech Siedlce, sieci sklepów
i hurtowni z artykułami spożywczymi - "Topaz", oraz tzw. "cichym"
sponsorom, iż mieliśmy możliwość ubogacić się tak niezwykłym doświadczeniem.
Zobaczyliśmy bowiem jak wygląda sytuacja Kościoła w zachodniej Europie
i jak bardzo brakuje tam kapłanów. Mogliśmy porozmawiać z klerykami
niemal z całego świata i zakosztować powszechności naszego Kościoła.
Cieszymy się niezmiernie i dzielimy się tą radością, iż drohiczyńskie
WSD odniosło taki międzynarodowy sukces. Jesteśmy pewni, iż klerycy
wielu europejskich seminariów "Droicin" na długo zapamiętają.
Pomóż w rozwoju naszego portalu