Reklama

Kościół jest zawsze młody!

Niedziela toruńska 34/2008

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Młodość i witalność są cechami charakterystycznymi wspólnoty ludu Bożego, w którym żyje Jezus przez Ducha Świętego. Tej rzeczywistości mogli doświadczyć wszyscy, którzy śledzili przebieg XXIII Światowego Dnia Młodzieży w Sydney. Kościół jest zawsze młody ze swoim ponad 80-letnim Papieżem. Młody wszystkimi, którzy są otwarci na działanie Ducha Świętego. Młody przede wszystkim entuzjazmem młodzieży. Udzieliło się to głównie tym, którzy bezpośrednio uczestniczyli w kolejnym święcie młodych na gościnnej ziemi australijskiej. W uroczystościach brała udział kilkunastoosobowa delegacja naszej diecezji, wśród nich 6 kapłanów. Przygotowania do tego wydarzenia rozpoczęły się po zakończeniu ŚDM w Kolonii. Barierą, która nie pozwoliła wielu chętnym zrealizować swoich pragnień, była odległość, a co za tym idzie koszty podróży (ok. 6 tys. zł). Mimo to było widać Polaków w Sydney, nie tylko z kraju, lecz także z Niemiec, USA, Kanady, Południowej Afryki i Australii. Długie i żmudne przygotowania formalne wymagały wiele czasu i zaangażowania. Już pod koniec czerwca różnymi liniami lotniczymi i drogami uczestnicy ŚDM udawali się na spotkanie. Naszej grupie, wraz z przedstawicielami diecezji pelplińskiej, wyznaczono odlot 6 lipca przez Londyn i Hongkong. Długie oczekiwanie na lotnisku, mimo 5 godzin zapasu, wprowadziło zaniepokojenie, czy zdążymy na przesiadkę w Londynie. Jak wielkie było rozgoryczenie, gdy dowiedzieliśmy się, że nasz odlot został odwołany, a podróż będziemy mogli kontynuować następnego dnia. Jednak dostanie się do Australii możliwe jest dopiero za 2 tygodnie. A więc już po Światowym Dniu Młodzieży. Zdecydowana interwencja przedstawiciela biura podróży, organizatora przejazdu, spowodowała, że podzielono naszą grupę (toruńsko-pelplińską) na 4 zespoły, każdy inną trasą i w innym czasie udał się w drogę. Nasza grupa (8 osób), po nocy spędzonej na koszt LOT-u w hotelu Mariett z 26-godzinnym opóźnieniem, udała się do Melbourne przez Monachium i Szanghaj. Podróż przebiegła bez większych trudności. Tylko w Szanghaju byliśmy dość skrupulatnie kontrolowani. Lotnisko jest na wysokim światowym poziomie. O szczęściu nie mogły mówić też inne grupy, zagubione bagaże i kolejne interwencje.
Spóźnienie i rozbicie grupy spowodowało zamieszanie u naszych gospodarzy w Melbourne, ale nie przeszkodziło w serdecznym przyjęciu. Nie mieliśmy czasu na rozpakowanie się, gdyż za godzinę rozpoczynała się zaplanowana wycieczka do ogrodów zoologicznych, by zobaczyć kangury, misie koala i pingwiny. Nie byliśmy na to zbyt dobrze przygotowani. Niska temperatura, silne wiatry (w Australii jest w tym czasie zima) spowodowały, że wielu pielgrzymów przeziębiło się. Gościliśmy u polskich rodzin. Nad wszystkim czuwał proboszcz ks. Wiesław Słowik, który ponad 30 lat służy Polonii w Melbourne. Polacy przeżywali doświadczenia Kościoła w Australii wśród rodaków w Sydney, Adelajdzie, Brisbane, a nawet w Nowej Zelandii.
Melbourne to 3, 5-milionowe, nowoczesne miasto w stylu europejskim, stolica stanu Wiktoria, najbardziej zielony stan piątego kontynentu. Piękna, okazała katedra świadczy o wierze i wyczuciu artyzmu kilku pokoleń zamieszkałych tam katolików, którzy stanowią ok. 25% mieszkańców. Wydarzeniem, które wpisało się na stałe w pamięci tamtejszej Polonii i uczestników ŚDM z Polski, był ślub Pauliny i Sławomira ze Śląska. Poznali się na dniu młodych w Kolonii i postanowili pobrać się na następnym. Wesele w sali parafialnej, przygotowane dla ok. 300 osób, to dzieło Polonii z ks. Wiesławem Słowikiem. Atrakcją turystyczną był wyjazd do „12 apostołów”, iglic skalnych wyrzeźbionych przez fale morskie. Ten wytwór sił przyrody można zaliczyć do cudów natury. Wielkie wrażenie zrobiło nawiedzenie miejsca pamięci narodowej, wybudowanego dla uczczenia ofiar I wojny światowej. Wieczny znicz upamiętnia także poległych podczas II wojny światowej, wojen koreańskiej, wietnamskiej i w Zatoce Perskiej. Obiekt skonstruowano tak, by promienie Słońca wpadały do środka 11 listopada w porze zawieszenia broni w 1918 r. Wiele eksponatów z miejsc bitew, odznaczenia wojskowe, pokazy multimedialne i spotkanie z weteranami były okazją do budowania patriotyzmu i integracji młodego narodu australijskiego.
Punktem kulminacyjnym pobytu w Melbourne była Eucharystia sprawowana pod przewodnictwem arcybiskupa tamtejszego Kościoła na krytym stadionie baseballowym. Bogata oprawa liturgiczna i pięknie przygotowane śpiewy wywołały głębokie przeżycia duchowe.
14 lipca pożegnaliśmy gościnne Melbourne i udaliśmy się drogą lotniczą do Sydney. Po 2 godzinach lotu znaleźliśmy się na wielkim, nowoczesnym lotnisku, gdzie spotkaliśmy pielgrzymów z różnych stron świata. Po konsultacji z przedstawicielami biura organizacyjnego ŚDM udaliśmy się do oddalonej o 20 km Szkoły św. Jana Vianeya na peryferiach północnej części Sydney. Pełen serdeczności i pokory Ksiądz Proboszcz i zarazem dyrektor szkoły przygotował jak najstaranniej nasz kilkudniowy pobyt. Stosunkowo spartańskie warunki (spanie na podłodze, toalety na zewnątrz) nie przeszkodziły w radosnej atmosferze, jaka panowała wśród pielgrzymów i gospodarzy. Pobyt w tym miejscu to drugi etap realizacji ŚDM. Przez 3 dni w kościele parafialnym odbywały się katechezy o Duchu Świętym, które prowadzili biskupi z Polski: bp Jan Tyrawa z Bydgoszczy, bp Stanisław Guzek z Krakowa i bp Jerzy Mazur z Krakowa. Następnie odbyła się Eucharystia animowana przez poszczególne grupy z Polski, m.in. Katowic, Wrocławia, Zamościa i Bielska-Białej. Po katechezie była okazja do pogłębienia wiary przez dyskusję, modlitwę i śpiew. Wspólnie spożyty lunch przyczynił się do wymiany doświadczeń i integracji. Umocnieni tym duchowym i materialnym pożywieniem udaliśmy się na spotkanie z Benedyktem XVI, który od 13 lipca przebywał w Australii. Serdeczne powitanie Papieża, który statkiem przybył na miejsce, wywołało entuzjazm kilkuset tysięcy ludzi. Powitania, które Ojciec Święty wygłosił w języku angielskim, mogliśmy słuchać w tłumaczeniu na język polski za pośrednictwem fal radiowych. W piątkowe popołudnie staliśmy się uczestnikami niezwykłej Drogi Krzyżowej. Inscenizacja Ostatniej Wieczerzy - w pięknej oprawie wokalnej, na tle okazałego gmachu opery - była pierwszą stacją męki naszego Pana. Sobota, 19 lipca, rozpoczęła się od porannej Eucharystii w parafialnym kościele, po której wyruszyliśmy na spotkanie z Papieżem.
W barwnym pochodzie przeszliśmy przez główny most Sydney i trasę ok. 10 km z pełnym wyposażeniem, by znaleźć się na placu celebry - hipodromie, stadionie wyścigów konnych. Sektor F4 znajdował się ok. 150 m od ołtarza. Kilkanaście telebimów to dodatkowy atut, który sprzyjał dobrej komunikacji. Piękna, słoneczna pogoda spowodowała, że było można znaleźć właściwe dla siebie miejsce, ok. 1, 5 m˛. Musieliśmy podzielić się na 3 grupy. Naszymi sąsiadami byli pielgrzymi z Nowej Zelandii. Spotkanie, w którym uczestniczyli ludzie różnych kultur, ras i języków, pozwala uświadomić sobie uniwersalizm Kościoła. Wymiana znaczków, pamiątek, życzliwe spojrzenia, uśmiechy, wspólne fotografie i wymiana zdań świadczyły o braterstwie. Trwało oczekiwanie na przyjazd Benedykta XVI. Czas był wypełniony modlitwą, śpiewem i tańcem. Dobrze zorganizowana sieć toalet, umywalni, punktów sanitarnych i informacyjnych dawały poczucie bezpieczeństwa. Ok. godz. 20 przybył Ojciec Święty. Radosne okrzyki „Benedicto” były wyrazem sympatii. Przedstawiciele młodzieży dawali świadectwo swojej wierze, dzieli się problemami, wątpliwościami, nadziejami, a jednocześnie prosili Biskupa Rzymu o duchowe wsparcie. Słowo Boże o roli Ducha Świętego działającego w życiu ludzi wierzących było odpowiedzią i wezwaniem do dalszej refleksji, jak nieść wiarę i dać się prowadzić Duchowi Świętemu. Modlitwa o poszczególne dary Ducha Świętego była dopełnieniem czuwania. Nabożeństwo trwało prawie 2 godziny i rozmodliło wszystkich uczestników.
Wkrótce temperatura powietrza zaczęła się obniżać. Po spotkaniu z Ojcem Świętym organizatorzy dla rozgrzewki zainspirowali niejako taniec liturgiczny. Zabawa trwała prawie do północy. Nie dało się odczuć, że temperatura nie przekracza 6şC. Po tej zaprawie, która też w jakiś sposób umęczyła, wszyscy powoli kładli się spać. Plac na hipodromie zamienił się w największą sypialnię pod gwiazdami (ok. 500 tys. osób). Aluminiowa folia, która należała do wyposażenia plecaka pielgrzyma, posłużyła jako izolacja od ziemi lub dla niektórych jako wierzchnie przykrycie. Oczywiście, niezbędne były karimaty, śpiwory oraz odpowiednie odzienie. Z krótkimi przerwami minęła noc, która - jak się okazało - była najbardziej sprzyjającą w ciągu 16-dniowego pobytu w Australii.
O godz. 6 wraz ze współbraćmi w kapłaństwie udaliśmy się na miejsce celebry, by koncelebrować Eucharystię z Benedyktem XVI. Na podstawie akredytacji zostaliśmy wpuszczeni do odpowiedniego sektora. Już 3 godziny przed rozpoczęciem Mszy św. sektor zapełnił się. Według naszych obliczeń do koncelebry przygotowanych było ok. 3 tys. miejsc. O godz. 8 rozpoczęła się jutrznia w języku angielskim, bardzo dobrze przygotowana pod względem liturgicznym i muzycznym. Po porannej modlitwie Kościoła kilkunastu kapłanów otrzymało stuły.
O godz. 9.30 na telebimach można było dostrzec zbliżający się papamobil z radosnym Papieżem. Od czasu do czasu samochód z Dostojnym Gościem zatrzymywał się, a Ojciec Święty brał na ręce dzieci, by je ucałować. Jak bardzo te sceny przypominały Jana Pawła II, zwłaszcza z 13 maja 1981 r. Ołtarz papieski z siedmioma smukłymi świecznikami przypominał czasy przedsoborowe. Dopełnieniem były I modlitwa eucharystyczna i Komunia św. udzielana przez Papieża do ust. Msza św. o Duchu Świętym była sprawowana w szatach w kolorze czerwonym. Benedykt XVI udzielił sakramentu bierzmowania 24 przedstawicielom młodzieży z różnych stron świata.
Homilia papieska wzywająca do niesienia Ewangelii współczesnemu światu mogła przypominać tę z 2 czerwca 1979 r. na placu Zwycięstwa w Warszawie. Zrobiło się cieplej na sercu, kiedy wśród wezwań modlitwy wiernych było jedno w języku polskim, przeczytane przez dziewczynę w stroju krakowskim. Niezapomnianym elementem podczas sekwencji do Ducha Świętego pozostanie taniec aborygenów, rdzennej ludności australijskiej. Również diakoni aborygeńscy podawali Ciało i Krew Pańską koncelebrującym kapłanom. Na koniec 3-godzinnej liturgii Papież ogłosił, że następny Światowy Dzień Młodzieży odbędzie się w Madrycie. Wywołało to wielki entuzjazm wśród Hiszpanów. Rzesza ludzi powoli opuszczała plac. Przez ostatnie 24 godziny był on wielkim wieczernikiem pod gołym niebem. Wieczernikiem, w którym uczniowie Jezusa oczekiwali darów Ducha Świętego i gdzie On był obecny. Każdy na swój sposób przeżył te szczególne chwile. Spotkanie różnych języków w Duchu Świętym to prawdziwy obraz Kościoła we współczesnym świecie. Doświadczenie spotkania z młodymi, radość i entuzjazm pozwalają uświadomić sobie, że Kościół dzięki Duchowi Świętemu jest wciąż młody. Dobrze zorganizowano przemarsz szerokimi ulicami Sydney. Młodzi, niektórzy w strojach ludowych, z flagami narodowymi i transparentami byli świadectwem Kościoła napełnionego Duchem Świętym.
22 lipca wczesnym rankiem opuściliśmy gościnne Sydney z charakterystyczną operą, która w czasie ostatnich dni stała się miejscem wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu. Pożegnaliśmy miasto z okazałymi drapaczami chmur i potężnymi mostami. Wśród wzbudzającej podziw nowoczesnej architektury, będącej wizerunkiem myśli technologicznej III tysiąclecia, przeżywaliśmy obecność Jezusa w różnych znakach. Jednym z nich był obraz Jezusa Miłosiernego, przywieziony przez siostry z Łagiewnik. Siostry Miłosierdzia Matki Teresy z Kalkuty umożliwiły uczczenie relikwii swojej założycielki. Była też szansa modlitwy przy trumnie ze zwłokami bł. Piera Giorgia Frassatiego. Te wspomnienia zabraliśmy ze sobą. Australijczycy natomiast spotkali ludzi, których łączy nie tylko sport czy wydarzenia kulturalne i artystyczne, lecz cel religijny.
Autokarami udaliśmy się na północ do oddalonego o 800 km Brisbane. Po drodze podziwialiśmy piękne krajobrazy, m.in. busz australijski, wielkie rzeki i piękne, szerokie, piaszczyste plaże Pacyfiku. Naszym celem był monastyr położony w lesie, otoczony górami, prowadzony przez ojców paulinów. Można powiedzieć australijska Jasna Góra, gdzie czci doznaje głównie Matka Boża Częstochowska. W kaplicach są figury Matki Bożej z głównych sanktuariów na świecie. To miejsce, gdzie słychać cudowny śpiew ptaków różnych gatunków, daje możliwość wyciszenia i zdystansowania od zgiełku. Udało nam się również wykąpać w Oceanie Spokojnym, mimo australijskiej zimy i dość dużej fali. Będąc w oceanarium, podziwialiśmy florę i faunę. Doświadczyliśmy, czym jest deszcz australijski o charakterze monsunowym. I tak bez większych przeszkód z Brisbane przez Hongkong, Paryż przybyliśmy do Ojczyzny, by dzięki Duchowi Świętemu być jeszcze bardziej świadkami Jezusa i Jego Ewangelii. Jak wykorzystamy te możliwości?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Przywrócona do życia

Nadzwyczajne łaski za wstawiennictwem św. Krescencji wymadlane są nieprzerwanie od jej śmierci w 1744 r. A pomocy katolickiej zakonnicy wzywają nawet niemieccy protestanci.

Siostra Maria Krescencja przyszła na świat jako Anna Höss w ubogiej, wielodzietnej rodzinie tkaczy z bawarskiego miasteczka Kaufbeuren. W wieku 21 lat wstąpiła do klasztoru Franciszkanek w Kaufbeuren. Zasłynęła mądrością, niezliczone rzesze ludzi zgłaszały się do niej z prośbą o radę w sprawach zarówno duchowych, jak i doczesnych. Zmarła w opinii świętości. Jej grób zaczęły nawiedzać tysiące pielgrzymów, z czasem miejsce jej spoczynku stało się jedną z najczęściej wybieranych pielgrzymkowych destynacji.
CZYTAJ DALEJ

Manifestacja "Stop zalewaniu Polski migrantami przez Niemcy" w Gubinie

2025-04-05 17:39

[ TEMATY ]

manifestacja

PAP/Lech Muszyński

W przygranicznym Gubienie odbył się protest pod nazwą „Stop zalewaniu Polski migrantami przez Niemcy”, podczas którego zgromadzeni manifestanci domagali się obrony szczelności polskich granic, a także zmiany polityki rządu w tej sprawie.

Tutaj, w Gubinie, jak w Słubicach, Zgorzelcu, tutaj dokonuje się akt bezprawia ze strony Niemiec, którzy narzucają Polakom nielegalnych migrantów, wpychając ich do Polski, destabilizując państwo polskie i narażając nas wszystkich na utratę bezpieczeństwa i spokoju, z którego przecież Polska słynie — mówił.
CZYTAJ DALEJ

Łódź: „Evening in Love”

2025-04-05 14:15

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

Julia Saganiak

- Ważne dla nas jest to, żeby to było spotkanie wypełnione miłością. Bóg jest miłością i Jego tutaj zapraszamy – powiedzieli Lena i Maciej Durlakowie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję