Reklama

100 modlitw za Polskę

Sztuka wychowania

2017-02-15 09:52

Agnieszka Porzezińska
Niedziela Ogólnopolska 8/2017, str. 46-47

Konstantin Yuganov/fotolia.com

Jestem pewna, że każdy kochający rodzic pragnie uchylić swoim dzieciom nieba, i to dosłownie, oraz wychować je na szczęśliwych dorosłych. Realizacja tego pragnienia jest bardzo trudna i jest źródłem niemal ciągłego rodzicielskiego niepokoju, bo im bardziej jesteśmy dojrzali, my – rodzice, tym bardziej uświadamiamy sobie fakt, że nie da się całkowicie uniknąć błędów wychowawczych

Nie będę zbyt odkrywcza, pisząc, że szansa na dobre wychowanie dzieci wzrasta diametralnie, gdy my sami otrzymaliśmy od naszych rodziców solidne wychowanie i nauczyliśmy się stawiać sobie twarde wymagania, bez których nie jest możliwe osiągnięcie dojrzałości. Nasz wpływ na dzieci jest też tym dojrzalszy, im bardziej jesteśmy świadomi tego, co się w nas dzieje, im lepiej znamy swoje wady i zalety, im bardziej zdajemy sobie sprawę z tego, jakie obciążenia i zranienia wynieśliśmy z domu. Ważne jest, by nasza recepta na wychowanie dzieci nie brzmiała: nie popełnię błędów, jakie wobec mnie popełnili moi rodzice. Kierując się jedynie takim „ideałem”, staniemy w pół drogi; nie otworzymy się na wartościowe cele i metody wychowania. Być może nie powtórzymy wtedy błędów naszych rodziców czy dziadków, ale wymyślimy własne błędy, może jeszcze groźniejsze niż tamte.

Poczucie bezpieczeństwa

Nie zgadzam się z popularnym obecnie twierdzeniem, że każdy rodzic może mieć własny pomysł na wychowanie i że nie ma tutaj jakichś obowiązujących zasad czy trwałych fundamentów, które każdemu dziecku są potrzebne. Otóż jestem pewna, że takie zasady oraz fundamenty wychowania istnieją, gdyż wszyscy ludzie mają podobną naturę. Nikt z nas tej natury nie może ani wymyślić, ani zmienić. Możemy i powinniśmy ją natomiast uszanować. Każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga, a nie swoich rodziców. Nie swoich rodziców – to jedna z trudniejszych do przyjęcia prawd. Ale właśnie dlatego prowadzenie dzieci do Boga stanowi fundament wychowania. My, rodzice, możemy pomóc naszym dzieciom, by czuły się coraz bardziej kochane i coraz bardziej bezpieczne w dającym nieraz powody do płaczu świecie, nie tylko dając im naszą miłość, ale przedstawiając im Kogoś, kto je kocha od zawsze i zawsze będzie kochał, kto zawsze nad nimi czuwa, kto zawsze jest przy nich i komu mogą zaufać jeszcze bardziej niż rodzicom. Musimy przekazywać naszym dzieciom dobrą nowinę o Jezusie, czasami wbrew naszym doświadczeniom katechetycznym i jeszcze nieuleczonym ranom przeszłości. Trzeba opowiadać dzieciom o tym, że Bóg kocha je ponad własne życie, że wymyślił je z miłości, że bardzo się nimi cieszy, że skakał z radości, czekając na ich narodzenie. Z takim Bogiem dzieci będą chciały rozmawiać. Takiego Boga nie będą się bały.

Im bardziej pomożemy dzieciom czuć się kochanymi i bezpiecznymi w obliczu Boga, tym większe będzie ich poczucie własnej wartości. Gdy będą je miały, pewniej staną w prawdzie na temat swoich słabości i odważniej będą nad nimi pracować. W konsekwencji, bez negatywnego osądu siebie samego, nasze dzieci będą otwarte na ludzi, a gdy osiągną dorosłość, będą w stanie mądrze wybrać małżonka i stworzą szczęśliwą rodzinę.

Reklama

Płeć ma znaczenie

Dobre wychowanie chłopców i dziewczynek różni się, gdyż płeć nie jest czymś pozornym czy mało ważnym. Zwykle rodzice sądzą, że łatwiej jest wychować dziewczynki, gdyż są one z reguły wrażliwsze, czulsze, bardziej skupione i bardziej skłonne do posłuszeństwa niż chłopcy. To jednak błędne przekonanie. W rzeczywistości w obydwu przypadkach wychowanie jest trudną sztuką i wymaga nieraz heroicznej wręcz walki o dobro i rozwój dziecka. Czasem musimy bronić dziecka przed nim samym, przed jego niedojrzałością, naiwnością, skłonnością do lenistwa i egocentryzmu.

Nie wiem nic o wychowaniu chłopców, bo od kilkunastu lat specjalizuję się w wychowywaniu dziewczynek. Jestem pewna, że dobre wychowanie córek wymaga wykrzesania z siebie ogromnych pokładów czułości, cierpliwości, oddania serca i wielu godzin czasu. Każdego dnia trzeba być przy nich, z nimi i dla nich. Dziewczynki odczuwają nieustannie potrzebę więzi, rozmów, bycia w bezpośredniej, fizycznej bliskości z tymi, przez których czują się kochane i przy których czują się bezpieczne.

Wyjaśnienie tego faktu znajduję w Biblii. Księga Rodzaju ukazuje Ewę jako tę, która – w przeciwieństwie do Adama – nie doświadczyła innego sposobu istnienia niż to, które polega na byciu w kontakcie z innymi. Adam doświadczył obydwu form istnienia. Najpierw żył w samotności. Niewiele w tym względzie się zmieniło. Chłopcy i mężczyźni nadal potrzebują „przerw” w kontaktach z bliskimi. Potrzebują czasu dla siebie. W przeciwnym przypadku czują się „przeciążeni” więziami. Tak myślę. W oczach kobiet wydają się zbyt mało otwarci na relacje międzyludzkie i zbyt skoncentrowani na sobie. Dziewczynki i kobiety są ciągle nastawione na kontakt i więzi. Czują się „przeciążone” raczej poczuciem osamotnienia niż więziami.

Bliskość i obecność

Dziewczynki doskonale widzą i czują, czy inni ludzie znajdują się obok nich, czy też są obecni dla nich, czy wczuwają się w ich potrzeby i przeżycia, czy reagują na najbardziej nawet dyskretne sygnały smutku lub wołania o wsparcie. Chłopcom wystarczy zwykle sama fizyczna, pasywna obecność któregoś z rodziców, by mogli czuć się bezpieczni i kochani, by potrafili spokojnie się bawić albo skupić się na odrabianiu lekcji. Dziewczynkom potrzebna jest obecność aktywna, pełna empatii, czułości i zainteresowania tym, co dana dziewczynka w tym konkretnie momencie przeżywa, czego pragnie, w czym potrzebuje pomocy. Inaczej krzyczy, że się nudzi.

W wychowaniu dzieci obowiązuje zasada: tyle miłości, ile obecności. W odniesieniu do dziewczynek to zasada, od której nie ma wyjątków. To właśnie dlatego bycie kochającym rodzicem dziewczynek wymaga, być może, jeszcze więcej ofiarności niż bycie kochającym rodzicem chłopców. Synowie chcą, by rodzice czasem zajęli się sobą i na trochę o nich „zapomnieli”. Dziewczynki mają odwrotne pragnienia. Chcą, by rodzice zapomnieli o sobie i by nieustannie byli przy nich: ciałem i sercem. Córki czują się na tyle ważne i na tyle kochane, na ile rodzice mają czas i siły, by dostrzec to, co się w nich dzieje, by wspólnie cieszyć się ich sukcesami i by razem z nimi przeżywać ich niepokoje czy rozczarowania.

Mama, tata i czas

Dobre wychowanie dzieci wymaga miłości i obecności obojga rodziców. Widać to szczególnie wyraźnie w odniesieniu do dziewczynek. Wzajemna miłość rodziców jest dla nich szczytem szczęścia w dzieciństwie.

Nigdy nie mówię dzieciom, że się dla nich poświęcam, co najwyżej ofiarowuję mój czas, moje siły, moje serce. Ja ich kocham, a to coś zupełnie innego.

Nie wierzę w popularyzowaną obecnie koncepcję, że liczy się jakość obecności, a nie ilość. Jestem przekonana, że bez odpowiedniej ilości nie będzie jakości. Dziecko potrzebuje czasu, żeby upewnić się, że jest kochane, żeby poczuć się bezpiecznie, żeby się oswoić i otworzyć. Nie zwierzy się od razu i nie wtedy, kiedy my sobie tego zażyczymy. Najpierw będzie się chciało upewnić, że jest bezcenne, czyli że rodzic ma dla niego czas nawet wtedy, gdy nie ma czasu dla siebie. Z dziećmi, a zwłaszcza z córkami, trzeba spędzać wiele godzin dziennie. Chodzi o bycie dla dzieci w sposób aktywny i twórczy, czyli taki, który dzieci zaciekawia i rozwija.

Uśmiech pozostaje

Gdy dziecko pragnie być z nami, gdy wyraża radość z naszej obecności, to wtedy warto komunikować, że to dostrzegamy, że się z tego bardzo cieszymy, że doceniamy bliskość dziecka i jego otwartość na naszą obecność. Czas, jaki radośnie dajemy dziecku, umacnia w nim poczucie, że będzie kochane zawsze. Trzeba nie tylko być przy dziecku i okazywać miłość. Trzeba też stawiać wymagania i mobilizować dziecko do pokonywania własnych słabości. Nawet najbardziej szlachetne, wrażliwe i Boże dziecko pozostaje dzieckiem. One też może ulec nastrojowi chwili, zniechęceniu, lenistwu czy przekonaniu, że z czymś sobie nie poradzi.

Mam taką zasadę, że gdy rozstaję się z dziećmi, to staram się do nich uśmiechać. Nie chcę, żeby rozstanie kojarzyło im się ze smutkiem, gniewem czy niepokojem. Mam przekonanie, że mój akceptujący i wspierający uśmiech daje im siły na cały dzień. Do Państwa też się uśmiecham na cały kolejny tydzień.

* * *

Agnieszka Porzezińska
Dziennikarka, scenarzystka, w TVP ABC prowadzi program „Moda na rodzinę”

Tagi:
rodzina wychowanie

Małe olśnienia

2018-09-19 10:33

Wanda Mokrzycka
Edycja wrocławska 38/2018, str. VIII

©micromonkey/stock.adobe.com

Już pora, wychodzimy. Liście leniwie żółkną na słońcu. Wśród gałęzi toczy się batalia o orzecha włoskiego, ukrytego, w tej chwili, w pyszczku zwinnej wiewiórki. Wrona kracze, łomocąc rudzielca skrzydłami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Chciałam sprawdzić Maryję – świadectwo z Niepokalanowa

2018-09-19 20:21

Agnieszka Bugała
Kaplica w Niepokalanowie

Na nocne czuwania przed Najświętszym sakramentem w Niepokalanowie przed pierwszą sobotą miesiąca przyjeżdżam już od roku. Wcześniej słyszałam często jak o. Mirosław Kopczewski OFMConv zachęcał do takiej formy modlitwy. Myślałam sobie: to nie dla mnie, nie czułam się na siłach. Bałam się, czy starczy mi sił, czy podołam fizycznie tak czuwać w nocy. (Swoją drogą dziwne te lęki, bo przecież na weselu tańczy się całą noc i siły się znajdują).

Przekonały mnie jednak słowa o. Mirosława o tym, że jak ofiarujesz Matce Bożej jajko, Ona w zamian odda ci kurę, a jeśli podarujesz kurę, Ona da tobie wołu, jeśli ofiarujesz wołu Ona odda ci farmę, a jeśli Maryi ofiarujesz farmę…?

Pomyślałam, że sprawdzę na własnej skórze, we własnym życiu, czy to prawda, czy ta zasada działa, czy rzeczywiście Maryja jest tak hojna. I tak to się zaczęło, od sprawdzenia Matki Bożej, a Ona ze swoim Synem, powolutku lecz dostrzegalnie, przemieniała i nadal przemienia moje przekupne serce i życie.

W czasie adoracji Pan Jezus sam wyznacza co będzie tematem spotkania. Ja daję Mu do dyspozycji czas, samą siebie i ..... dzieje się. Bóg hojnie odpowiada na moją dyspozycyjność wg. zasady: DAR za dar.... Często na adoracji dotyka mnie mocno jakiś fragment z Pisma św., czasem jest to jakiś obraz, a czasem jest tylko cisza, tak bardzo kojąca cisza... Na samym początku czuwania były dla mnie jakby jałowe. Piszę „jakby jałowe”, ponieważ nie przynosiły rewolucyjnych zmian w moim życiu, jednak zawsze dawały pokój, ukojenie i nowe siły.

Teraz za każdym spotkaniem już tęsknię. Czasami łapię się na tym, że już po przyjeździe do domu, czy w połowie miesiąca, myślę o kolejnej adoracji, by móc odpocząć przy Jezusie, tak słodko, tak w milczeniu. Coraz mocniej odczuwam w sercu brak tych spotkań i Obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie w tygodniu, gdy daleko jeszcze do wyjazdu. To niesamowite, jak Jezus słucha naszych pragnień i delikatnie na nie odpowiada, zapraszając do spotkania, do głębszej relacji.

Na rozpoczęcie mojego urlopu pewien znajomy życzył mi dużo wakacyjnego wypoczynku na słonecznej plaży. Uśmiechnęłam się i podziękowałam za życzenia. Nie wiem jak to się stało, ale od razu w mojej głowie pojawiła się myśl, złota myśl: przecież to jest super pomysł, że też sama na to nie wpadłam! Mogę przez całe wakacje spotykać się z Jezusem przed Najświętszym Sakramentem. Nigdy dotąd nie spędzałam tak wakacji!

Złotą myśl wprowadziłam w czyn i słów zachwytu mi brakuje, by opisać jak wspaniałomyślnie Jezus odpowiedział na ten dar codziennych adoracji.

Owocem tych adoracji jest m.in coraz to głębsze poznawanie samej siebie, życie w prawdzie o sobie , o swoim życiu, o moim grzechu. To dzięki tym spotkaniom wiem co jeszcze muszę wyznać na spowiedzi, za co jeszcze nie żałowałam, za co nie zadośćuczyniłam ludziom i Bogu. Dzięki tym spotkaniom Jezus pomógł mi rozeznać, po blisko 20. latach modlitw i próśb, jakie jest moje powołanie… Chwała Panu! Jezus pomaga dostrzec ślady Jego obecności w mojej codzienności i całym moim życiu...

Im więcej, częściej i na dłuższy czas spotykam się z Jezusem na adoracji, tym więcej jeszcze pragnę nabierać przy Nim sił - TO DZIAŁA JAK MAGNES, przyciąganie gwarantowane. I widzę jak Jezus pomaga mi w życiu realizować te pragnienia.

Sprawdziła się zasada: Im więcej dasz, tym więcej otrzymasz...

DAR ZA DAR, MIŁOŚĆ ZA MIŁOŚĆ, CIERPIENIE ZA CIERPIENIE....

I im więcej dasz, tym więcej i bardziej pragnąć będziesz – tak to działa.

Czasami jednak „ktoś mi w głowie myśli” inaczej i zaciemnia wszystko... Przychodzą wtedy chwile niechęci, myślenia typu: Może już starczy tych adoracji? Po co ich tyle? To nic nie daje (mimo, iż mam realne, odczuwalne skutki działania tej modlitwy). Kiedy jednak przychodzę na adorację, mimo zwątpienia i czarnych myśli, to Jezus jak zawsze działa z mocą, pokrzepia ducha i ciało. I często sama się dziwię, że będąc bierna, zmęczona, siedzę tylko w ławce, a Jezus leczy i przemienia to, co we mnie mroczne i ciemne. Zawsze wychodzę z adoracji inna niż przyszłam, bardziej radosna, lżejsza jakaś.

Jaka moc, jaka siła ukryta jest w tym małym kawałku Chleba! Wciąż mnie to zadziwia…

Chwała Panu za wszystkie Jego cuda....
Chwała Panu za wszystkie Jego dary...
Chwała Panu, za Jego nieustanną, uzdrawiającą Obecność...
Dobrze, że jesteś Panie. Dobrze, że jesteś...

Świadectwo Marty udostępnione o. Mirosławowi Kopczewskiemu OFMConv

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Abp Kupny do młodzieży: budujcie swoje życie na Chrystusie

2018-09-22 16:30

xrk / Góra Ślęża (KAI)

Kilkuset młodych ludzi z całej archidiecezji wrocławskiej na Górze Ślęży przeżywało dziś swoje święto w związku z przeżywanym niedawno wspomnieniem św. Stanisława Kostki. Wydarzeniu towarzyszyła Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu, tańce uwielbieniowe, świadectwa oraz koncerty.

Tomasz Lewandowski
Praca nie jest smutnym obowiązkiem człowieka, ale stanowi o jego panowaniu, wyróżnia go spośród reszty stworzenia – mówi abp Józef Kupny

Zebraną na szczycie góry, która zyskała już miano Tabor Młodych, uczestników święta młodzieży, odwiedził abp Józef Kupny. Podkreślił, że celem spotkania jest wpatrywanie się w postać patrona ludzi młodych – św. Stanisława Kostki.

- Minęło już 450 lat od jego narodzenia i nie chodzi o to, byśmy go naśladowali, bo inne są czasy, ale myślę, że on może nas wiele nauczyć – mówił pasterz Kościoła wrocławskiego, dodając: - Potrafi nas zainspirować, byśmy byli wierni naszej wierze. W czasach, gdy żył, konflikt między katolicyzmem a protestantyzmem był bardzo wyostrzony. Wiemy, że gdy św. Stanisław klękał do modlitwy, wyśmiewano się z niego. On jednak nie bał się dawać świadectwa swojej wiary".

W tym kontekście hierarcha zachęcał słuchaczy, by na wzór świętego nie wstydzili się krzyża, medalika oraz świadczenia o swojej przynależności do Jezusa.

- Zachęcam was, drodzy młodzi, abyście budowali swoje życie na Chrystusie, na wartościach chrześcijańskich, na mocnym fundamencie – mówił abp Kupny. Przekonywał, że każdy musi sobie stawiać wymagania, żeby swoje życie przeżyć pięknie i szlachetnie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem