Reklama

Inny od innych

Prof. Jan Żaryn w środowisku skrajnej prawicy uchodzi za nie dość prawicowego. W środowisku lewicy - za skrajnie prawicowego. Jednak, jak przyznają jedni i drudzy, jest jednym z najciekawszych historyków średniego pokolenia. Specjalizuje się w historii Kościoła i ruchów narodowych w Polsce. Profesor. Wykładowca uniwersytecki. Pracownik IPN-u

Niedziela Ogólnopolska 10/2012, str. 12-13

Mateusz Wyrwich

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Wieczny turysta, z nieodłącznym plecakiem. Wysoki, nieco zgarbiony, w okularach. Urodzony w końcu lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, jako ostatni z pięciorga rodzeństwa. Od dzieciństwa podwórkowy łazik. Kiedy miał 6 lat, zmarł mu ojciec. Wychowywała go mama i starsze rodzeństwo. Jak dziś podkreśla: wychowywano go w samodzielności, która wykształciła w nim „daleko idącą wolność i suwerenność”.
Jego rodzina mocno zaznaczyła się w historii Polski. Ze strony matki spokrewniony jest z francuską arystokracją, a także z ziemiańską rodziną znanych przemysłowców Karszo-Siedlewskich. Jego pradziadowie brali udział w powstaniach: listopadowym i styczniowym, w wojnie 1920 r., a także w Powstaniu Warszawskim. Jest kuzynem Stanisława Jankowskiego „Agatona” - adiutanta gen. Bora-Komorowskiego.
Rodzina od strony ojca przywędrowała do Polski w XVI wieku, uciekając z Rosji przed Iwanem Groźnym. Osiedliła się najpierw na Litwie. Następnie w Polsce. Ojciec prof. Jana Żaryna w czasie II wojny światowej został ranny we wrześniu 1939 r., potem działał w podziemiu. Mama była współtwórczynią znanej warszawskiej biblioteki „Exlibris”, która wkrótce stała się miejscem spotkań ziemian i inteligencji. Niezłomnej kobiecie, wychowującej piątkę dzieci, komuniści nie pozwolili jednak wrócić na studia prawnicze. Pamiętali, że była ziemianką z sygnetem, działaczką Katolickiej Młodzieży Narodowej. Studia mogła sfinalizować dopiero w końcu lat sześćdziesiątych. Podobnie jak mąż, zajmowała się ochroną zabytków. Ojciec Jana Żaryna - Stanisław, architekt, po wojnie odbudowywał stolicę. Pozostał w pamięci warszawiaków jako twórca Komisji Badań Dawnej Warszawy i obrońca zabytków. Dziś jedna ze stołecznych ulic nosi jego imię.
Dalecy przodkowie Jana Żaryna ze strony ojca byli wyznania prawosławnego. Dziadowie i rodzice jego mamy, a nawet ona sama do 16. roku życia - kalwinami. Jednak od pokoleń w rodzinie Żarynów byli katoliccy księża i zakonnice. Rodzice i Kościół, a także najstarszy brat dzisiejszego historyka, Szczepan, odcisnęli mocną pieczęć na jego osobowości. - Pamiętam rozmowy z mamą... takie dość purytańskie - mówi Jan Żaryn - gdzie nie było miejsca na złe traktowanie starszych ludzi, na tchórzostwo, na kłamstwo. Gdzie jako jedną z najwyższych wartości była odwaga cywilna.
Autorytetem był również ojciec, który z czasem stał się niedoścignioną legendą. Przed wojną działacz organizacji narodowych. Podczas niej żołnierz września ’39 i Narodowych Sił Zbrojnych. - Wychowywałem się niewątpliwie w autorytecie ojca. Jego droga była mi dobrze znana - uzupełnia Jan Żaryn. - Ale choć nie byłem wychowywany w atmosferze buntu przeciwko PRL-owi, nie tolerowało się jego dwuznaczności moralnej. Gdy jeden z wujów przystąpił do PZPR w 1956 r., rodzina zerwała z nim kontakty. Drugą barierą była bariera etyczna. Jedna z moich ciotek rozwiodła się. Kościół przez długie lata nie uznał jej małżeństwa za zawarte nieważnie. Kiedy więc ponownie wyszła za mąż, do czasu unieważnienia oboje mieli zamknięte drzwi do naszego domu i naszej szeroko pojętej rodziny. Potem ciotka i mama stały się bliskimi przyjaciółkami.
Jak dziś podkreśla prof. Żaryn, sam nie wie, jak potoczyłyby się jego losy, gdyby nie Kościół. Tu od najmłodszych lat podlegał formacji jako ministrant. Najpierw w obecności proboszcza Zygmunta Choromańskiego, już wówczas biskupa i sekretarza Episkopatu Polski, który był dla niego największym autorytetem moralnym po prymasie Stefanie Wyszyńskim, a później m.in. księży Bogusława Bijaka, Edwarda Nowickiego i Leona Firleja. Aż po czas maturalny. Szczególnie jednak Kościół pomógł przyszłemu profesorowi historii, kiedy ten wszedł na ścieżkę licealnego buntownika.

Stroni od polityki, choć...

W sposób bezpośredni Jan Żaryn nie zajmuje się dziś polityką, choć wspiera wiele działań i bierze udział w wielu tych, które mają miejsce po „prawej stronie” sceny politycznej. Startował też dwa razy w wyborach do parlamentu. Niegdyś z listy Porozumienie Centrum-Zjednoczenie Polskie, w ubiegłorocznych wyborach z listy PiS-u. Uczestniczy w wielu przedsięwzięciach patriotycznych z udziałem Kościoła bądź stowarzyszeń patriotycznych o charakterze narodowym. Jest współzałożycielem konserwatywnego stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza (niemającego nic wspólnego z partią o tej nazwie). Ostatnio zaś podjął się przewodniczenia obchodom Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Jak dziś podkreśla, zobowiązuje go do tego wychowanie, jakie otrzymał w rodzinie, oraz udział przodków w kształtowaniu historii Polski.
Polityka jednak „zainteresowała się” nim już, kiedy miał 10 lat. Jego starszy o 11 lat brat Szczepan brał udział w wydarzeniach marcowych. Służba bezpieczeństwa zrobiła rewizję w domu Żarynów. Grzebano także w... książkach Brzechwy i „Kubusiu Puchatku” 10-letniego Jasia. - Do szkoły średniej włącznie nie byłem jednak zaangażowany w żadną strukturę, działania. W mój model wychowania było wpisane to, że komunizm jest czymś zewnętrznym - mówi Jan Żaryn. - Nie byłem młodzieńcem skłonnym zakładać jakąś niepodległościową organizację. Czytałem prasę podziemną, ale nic więcej. Uważałem, że przegraliśmy wojnę, a jedyną instytucją, której można wierzyć, jest Kościół. Kiedy więc powstał KOR, nie uważałem, że trzeba szukać z nimi kontaktu. Sądziłem, że to komuniści podzielili się na dwie grupy. Na rządzących i byłych rządzących komunistów. Jedni i drudzy biją się między sobą, a ofiarą tej walki mogę być ja. Jak stał się nią Staszek Pyjas.

Nadzieja na niepodległość

Dorosłe i świadome wybory polityczne przyszłego wybitnego historyka przypadły na 16 miesięcy legalnie działającej „Solidarności” i budowanie samorządności studenckiej na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Do Niezależnego Zrzeszenia Studentów nie zapisał się jednak, uważając je za ekspozyturę KOR-u. Za to współtworzył samorząd studencki Wydziału Historycznego UW. W stanie wojennym trafił na 3 miesiące do więzienia - do Białołęki, złapany przez ZOMO podczas manifestacji 10 listopada 1982 r. Uniewinniony na rozprawie, w głównej mierze dzięki staraniom żony oraz przyjaciela rodziny prof. Aleksandra Gieysztora i obrońcy z wyboru - Czesława Jaworskiego.
Ożenił się w 1981 r. z absolwentką historii. W drugim miesiącu stanu wojennego urodziła się ich córka, 2 lata później - jeden, a w 1988 r. drugi syn. W stanie wojennym Jan Żaryn zaangażował się w działalność edukacyjną. Wykłady prowadził w domu prywatnym dla konspirujących licealistów, a „zawodowo” - od 1985 r. w Liceum im. Stefana Batorego w Warszawie. Od połowy lat osiemdziesiątych publikował w piśmie „Przegląd Katolicki”. Działał też w kierowanym przez prof. Annę Sucheni-Grabowską Studium Kultury Chrześcijańskiej. Incydentalnie pisał w prasie podziemnej. Rozległość dydaktyczno-politycznej aktywności Jana Żaryna stale się zresztą powiększała. Podjął m.in. współpracę z prawicowym środowiskiem skupionym wokół Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego. Został ekspertem ds. oświaty w Episkopacie Polski. Związał się także z Duszpasterstwem Nauczycieli i Wychowawców Archidiecezji Warszawskiej oraz Studium Kultury Chrześcijańskiej. W 1989 r. został prezesem warszawskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców, które korzeniami sięgało właśnie lat osiemdziesiątych. Po 1989 r. Jan Żaryn zaczął też próbować sił na scenie politycznej: startował z 10. miejsca w wyborach z listy ugrupowania Porozumienie Centrum-Zjednoczenie Polskie, jakie zawiązał Wojciech Ziembiński, utożsamiany z przedwojenną formacją „piłsudczykowską”. Dostał 300 głosów.
Pracę magisterką Jan Żaryn napisał o środowiskach narodowej demokracji. W doktorskiej zaś - już w wolnej Polsce, u prof. Krystyny Kersten jako doktorant Polskiej Akademii Nauk, pisał o stosunkach państwo - Kościół. Otrzymał za nią dwie prestiżowe wówczas nagrody historyczne: im. Jerzego Łojka oraz nagrodę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ufundowaną przez polskich emigrantów, państwa Skowyrów. Od tego czasu zaczął być zauważany i doceniany w środowisku historyków. W tym też czasie zostaje redaktorem naczelnym pisma Narodowych Sił Zbrojnych „Szaniec Chrobrego”. Wydaje kolejne książki, publikuje rozproszone teksty historyczne. Wreszcie, w 2000 r., rozpoczyna pracę w IPN-ie. To niezwykle aktywna działalność edukacyjna, zwłaszcza od 2006 r., kiedy obejmuje funkcję dyrektora Biura Edukacji Publicznej. Zostaje również członkiem Rady Programowej Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”. Jest także zaproszony do udziału we władzach Komitetu Upamiętnienia Polaków Ratujących Żydów, gdzie kieruje Komisją Historyczną. Ma grono wychowanków, magistrów i doktorów historii, z którymi prowadzi nie tylko seminaria, ale - dla nich - także nową serię wydawniczą „W służbie Niepodległej”. To jedynie niektóre jego pola aktywności…
Wkrótce kolejne książki Jana Żaryna stają się głośne w środowisku naukowym. Zarówno te, które powstały w wyniku olbrzymiej kwerendy do pracy doktorskiej, jak również popularny „Kościół w PRL” - książka, która była fragmentem jego pracy habilitacyjnej. Jednak to, co wywołało największe zainteresowanie mediów książkami Jana Żaryna, było zupełnie przez niego niezamierzone. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Polska Agencja Informacyjna zamówiła u cenionego już historyka książkę, która miała być tłumaczona na kilka języków i rozprowadzana przez ambasady polskie na całym świecie. Publikacja, zgodnie z zamówieniem, miała być skondensowaną historią Polski. Ukazała się w 1998 r. pod tytułem „Od niepodległości do współczesności”. Książka nie otrzymała jednak „debitu” ówczesnego ministra spraw zagranicznych Bronisława Geremka. Jan Żaryn został zaatakowany przez „Gazetę Wyborczą” i niemal przez tydzień był na jej łamach. - Okazałem się nacjonalistą, antysemitą i dostało mi się za obóz narodowy. Za pogrom kielecki - że nie tak go opisałem, nie z pozycji lewicowych. A największe cięgi dostałem za rok 1989 i obrady Okrągłego Stołu. Bo napisałem, że OS był rodzajem zmowy - mówi Jan Żaryn. - PAI został zmuszony do przerwania produkcji mojej książki w języku angielskim. Niewątpliwie to wydarzenie sprawiło, że stałem się człowiekiem znanym w elitach polityczno-publicystycznych. W „Michnikowszczyźnie” wspomniał o mnie Rafał Ziemkiewicz, pisząc o tworzeniu przez tamten obóz polityki historycznej opartej na różnych kłamstwach. Jego zdaniem, byłem ofiarą tej polityki, która nie dopuszczała niektórych tematów do dyskusji. A ja to tabu przełamałem.
Książka jednak bardziej pomogła autorowi, niż zaszkodziła. To wydarzenie jeszcze raz potwierdziło, że ukazywanie prawdy, choć przez jakiś czas może uciążliwe, nie znosi kompromisu. - Dopuszczam kompromis, ale nie w sferze wartości. W sferze wartości uważam siebie za człowieka bezkompromisowego - podkreśla Jan Żaryn. - Nie umiem znieść i tolerować dwóch postaw czy zachowań. Kłamstwa - bo czuję się obrażany kłamstwem jako człowiek. I mój honor nie pozwala mi na to, żeby mnie oszukiwać. Nie znoszę też chamstwa. Może dlatego, że kiedyś jako uczeń szkoły średniej pozwalałem sobie na takie wybryki. Jestem bliźnim spolegliwym, jeśli chodzi o szanowanie cudzych poglądów. Ale nieustępliwym w sprawach dotyczących szanowania systemu wartości i wszystkiego, co odnosi się do Polski, patriotyzmu, tożsamości narodowej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2012-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

św. Katarzyna ze Sieny - współpatronka Europy

Niedziela Ogólnopolska 18/2000

[ TEMATY ]

św. Katarzyna Sieneńska

Giovanni Battista Tiepolo

Św. Katarzyna ze Sieny

Św. Katarzyna ze Sieny
W latach, w których żyła Katarzyna (1347-80), Europa, zrodzona na gruzach świętego Imperium Rzymskiego, przeżywała okres swej historii pełen mrocznych cieni. Wspólną cechą całego kontynentu był brak pokoju. Instytucje - na których bazowała poprzednio cywilizacja - Kościół i Cesarstwo przeżywały ciężki kryzys. Konsekwencje tego były wszędzie widoczne. Katarzyna nie pozostała obojętna wobec zdarzeń swoich czasów. Angażowała się w pełni, nawet jeśli to wydawało się dziedziną działalności obcą kobiecie doby średniowiecza, w dodatku bardzo młodej i niewykształconej. Życie wewnętrzne Katarzyny, jej żywa wiara, nadzieja i miłość dały jej oczy, aby widzieć, intuicję i inteligencję, aby rozumieć, energię, aby działać. Niepokoiły ją wojny, toczone przez różne państwa europejskie, zarówno te małe, na ziemi włoskiej, jak i inne, większe. Widziała ich przyczynę w osłabieniu wiary chrześcijańskiej i wartości ewangelicznych, zarówno wśród prostych ludzi, jak i wśród panujących. Był nią też brak wierności Kościołowi i wierności samego Kościoła swoim ideałom. Te dwie niewierności występowały wspólnie. Rzeczywiście, Papież, daleko od swojej siedziby rzymskiej - w Awinionie prowadził życie niezgodne z urzędem następcy Piotra; hierarchowie kościelni byli wybierani według kryteriów obcych świętości Kościoła; degradacja rozprzestrzeniała się od najwyższych szczytów na wszystkie poziomy życia. Obserwując to, Katarzyna cierpiała bardzo i oddała do dyspozycji Kościoła wszystko, co miała i czym była... A kiedy przyszła jej godzina, umarła, potwierdzając, że ofiarowuje swoje życie za Kościół. Krótkie lata jej życia były całkowicie poświęcone tej sprawie. Wiele podróżowała. Była obecna wszędzie tam, gdzie odczuwała, że Bóg ją posyła: w Awinionie, aby wzywać do pokoju między Papieżem a zbuntowaną przeciw niemu Florencją i aby być narzędziem Opatrzności i spowodować powrót Papieża do Rzymu; w różnych miastach Toskanii i całych Włoch, gdzie rozszerzała się jej sława i gdzie stale była wzywana jako rozjemczyni, ryzykowała nawet swoim życiem; w Rzymie, gdzie papież Urban VI pragnął zreformować Kościół, a spowodował jeszcze większe zło: schizmę zachodnią. A tam gdzie Katarzyna nie była obecna osobiście, przybywała przez swoich wysłanników i przez swoje listy. Dla tej sienenki Europa była ziemią, gdzie - jak w ogrodzie - Kościół zapuścił swoje korzenie. "W tym ogrodzie żywią się wszyscy wierni chrześcijanie", którzy tam znajdują "przyjemny i smaczny owoc, czyli - słodkiego i dobrego Jezusa, którego Bóg dał świętemu Kościołowi jako Oblubieńca". Dlatego zapraszała chrześcijańskich książąt, aby " wspomóc tę oblubienicę obmytą we krwi Baranka", gdy tymczasem "dręczą ją i zasmucają wszyscy, zarówno chrześcijanie, jak i niewierni" (list nr 145 - do królowej węgierskiej Elżbiety, córki Władysława Łokietka i matki Ludwika Węgierskiego). A ponieważ pisała do kobiety, chciała poruszyć także jej wrażliwość, dodając: "a w takich sytuacjach powinno się okazać miłość". Z tą samą pasją Katarzyna zwracała się do innych głów państw europejskich: do Karola V, króla Francji, do księcia Ludwika Andegaweńskiego, do Ludwika Węgierskiego, króla Węgier i Polski (list 357) i in. Wzywała do zebrania wszystkich sił, aby zwrócić Europie tych czasów duszę chrześcijańską. Do kondotiera Jana Aguto (list 140) pisała: "Wzajemne prześladowanie chrześcijan jest rzeczą wielce okrutną i nie powinniśmy tak dłużej robić. Trzeba natychmiast zaprzestać tej walki i porzucić nawet myśl o niej". Szczególnie gorące są jej listy do papieży. Do Grzegorza XI (list 206) pisała, aby "z pomocą Bożej łaski stał się przyczyną i narzędziem uspokojenia całego świata". Zwracała się do niego słowami pełnymi zapału, wzywając go do powrotu do Rzymu: "Mówię ci, przybywaj, przybywaj, przybywaj i nie czekaj na czas, bo czas na ciebie nie czeka". "Ojcze święty, bądź człowiekiem odważnym, a nie bojaźliwym". "Ja też, biedna nędznica, nie mogę już dłużej czekać. Żyję, a wydaje mi się, że umieram, gdyż straszliwie cierpię na widok wielkiej obrazy Boga". "Przybywaj, gdyż mówię ci, że groźne wilki położą głowy na twoich kolanach jak łagodne baranki". Katarzyna nie miała jeszcze 30 lat, kiedy tak pisała! Powrót Papieża z Awinionu do Rzymu miał oznaczać nowy sposób życia Papieża i jego Kurii, naśladowanie Chrystusa i Piotra, a więc odnowę Kościoła. Czekało też Papieża inne ważne zadanie: "W ogrodzie zaś posadź wonne kwiaty, czyli takich pasterzy i zarządców, którzy są prawdziwymi sługami Jezusa Chrystusa" - pisała. Miał więc "wyrzucić z ogrodu świętego Kościoła cuchnące kwiaty, śmierdzące nieczystością i zgnilizną", czyli usunąć z odpowiedzialnych stanowisk osoby niegodne. Katarzyna całą sobą pragnęła świętości Kościoła. Apelowała do Papieża, aby pojednał kłócących się władców katolickich i skupił ich wokół jednego wspólnego celu, którym miało być użycie wszystkich sił dla upowszechniania wiary i prawdy. Katarzyna pisała do niego: "Ach, jakże cudownie byłoby ujrzeć lud chrześcijański, dający niewiernym sól wiary" (list 218, do Grzegorza XI). Poprawiwszy się, chrześcijanie mieliby ponieść wiarę niewiernym, jak oddział apostołów pod sztandarem świętego krzyża. Umarła, nie osiągnąwszy wiele. Papież Grzegorz XI wrócił do Rzymu, ale po kilku miesiącach zmarł. Jego następca - Urban VI starał się o reformę, ale działał zbyt radykalnie. Jego przeciwnicy zbuntowali się i wybrali antypapieża. Zaczęła się schizma, która trwała wiele lat. Chrześcijanie nadal walczyli między sobą. Katarzyna umarła, podobna wiekiem (33 lata) i pozorną klęską do swego ukrzyżowanego Mistrza.
CZYTAJ DALEJ

Francuzi przypomnieli sobie o Michale Archaniele? "Aniołowie powracają z wielką siłą"

2026-04-29 09:31

[ TEMATY ]

św. Michał Archanioł

Francuzi

aniołowie

wielka siła

Vatican Media

Święci Archaniołowie

Święci Archaniołowie

Odrodzenie kultu Michała Archanioła we współczesnej Francji jest faktem i ewidentnym znakiem czasu. To spontaniczna reakcja wiernych, bo im bardziej nasila się zło, tym bardziej potrzebujemy pomocy Michała Archanioła – mówi rektor tego najbardziej malowniczego sanktuarium we Francji. Za tydzień poprowadzi trzydniową pieszą pielgrzymkę na Górę św. Michała.

Pielgrzymka to oddolna inicjatywa młodych katolików. W zeszłym roku szła po raz pierwszy i zgromadziła 500 uczestników. W tym roku będzie ich dwa raz więcej.
CZYTAJ DALEJ

Asteroida nazwana imieniem papieża Leona XIII

2026-04-29 20:38

[ TEMATY ]

asteroida

Leon XIV

pixabay.com

Po raz pierwszy ciało niebieskie zostało nazwane imieniem papieża Leona XIII (1878-1903). Niedawno odkryta asteroida została zarejestrowana przez Międzynarodową Unię Astronomiczną (IAU) pod nazwą „Gioacchinopecci”, poinformowało 29 kwietnia Obserwatorium Watykańskie. Nosi ona numer rejestracyjny 858334 i została odkryta za pomocą teleskopu watykańskiego znajdującego się na Górze Graham w Arizonie.

Gioacchino Pecci to imię chrzcielne urodzonego w 1810 roku późniejszego papieża Leona XIII, który odegrał znaczącą rolę w historii astronomii watykańskiej. Podczas jego pontyfikatu zostało na nowo utworzone w 1891 roku papieskie obserwatorium. Decyzję tę podjął na mocy motu proprio zatytułowanego „Ut mysticam”. W dokumencie papież zlecił przedstawicielom Kościoła promowanie nauk przyrodniczych w miarę ich możliwości.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję