O sytuacji w Iraku z rezydującym w Bagdadzie biskupem kurii patriarchatu chaldejskiego Shlemonem Wardunim rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Włodzimierz Rędzioch: - Jak przedstawiała się sytuacja irackich chrześcijan w czasie zbrojnej interwencji anglo-amerykańskiej?
Bp Shlemon Warduni: - Chrześcijanie, tak jak wszyscy obywatele Iraku, żyli zastraszeni i przerażeni. Był to dla nas ciężki okres, chociaż nigdy nie traciliśmy ufności w Boga i trwaliśmy na modlitwie razem ze wszystkimi ludźmi dobrej woli.
- Jan Paweł II i dyplomacja Stolicy Apostolskiej czynili wszystko, by uniknąć wojny w Iraku, gdyż uważali, że żaden konflikt zbrojny nie prowadzi do sprawiedliwego rozwiązania kontrowersji międzynarodowych. Jak postrzegano interwencje watykańskie w Iraku?
Reklama
- Chciałbym wyjaśnić na wstępie, że wielkim błędem prezydenta Busha było nazwanie interwencji przeciw Irakowi "wyprawą krzyżową". Sprawiło to, że świat muzułmański uznał politykę rządu amerykańskiego za akcję chrześcijan przeciw islamowi. Dopiero apele Jana Pawła II przeciwko wojnie i jego działania mające na celu zachowanie pokoju sprawiły, że muzułmanie zrozumieli, iż nie chodzi tu o starcie z chrześcijaństwem. Wizyta papieskiego wysłannika kard. Rogera Etchegaraya przed wojną i niedawna wizyta abp. Paula Cordesa, przewodniczącego Papieskiej Rady "Cor Unum", utwierdziły ich w tym przekonaniu. Gdy wyjeżdzaliśmy do Rzymu, niektórzy przywódcy muzułmańscy prosili nas o przekazanie Papieżowi podziękowania za to wszystko, co zrobił dla dobra Iraku.
- Jak dziś żyje się w Iraku?
- Sytuacja jest bardzo trudna: nie ma władz, a co za tym idzie - nikt nie zapewnia ludziom bezpieczeństwa. Widzi Pan, że noszę - tak jak wszyscy biskupi - drewniany krzyż z obawy
przed kradzieżą.
Ludzie nie mają pracy i są zdesperowani. Niektórzy nie dostają pensji od 5 miesięcy. Na dodatek brakuje wszystkiego, nawet lekarstw. W naszym kraju, który posiada bogate złoża
ropy naftowej, ludzie nie mogą dostać butli gazowej. Dlatego apelujemy do Amerykanów, by powołali tymczasowy rząd, który mógłby wreszcie zaprowadzić porządek w kraju.
- Wróćmy do sprawy wojny. Przez wiele miesięcy rządy Stanów i Wielkiej Brytanii podnosiły alarm, twierdząc, że reżym iracki ma do dyspozycji arsenały broni masowego rażenia i może ich użyć w każdej chwili. To był bezpośredni pretekst do wojny, którą rozpętano bez poparcia Narodów Zjednoczonych. Dziś, gdy wiadomo, że alarmistyczne raporty służb wywiadowczych niektórych krajów zachodnich były "naciągane" pod presją polityków, ideologowie zbrojnej interwencji w Iraku tłumaczą, że celem wojny z Irakiem była zmiana reżymu - regime changing, tzn. obalenie Saddama Husajna i wprowadzenie demokracji. Rodzi się jednak pytanie: Dlaczego uderzono właśnie w Irak, skoro świat jest pełen dyktatorów, a wiele państw posiada broń masowego rażenia?
Reklama
- Napisałem książkę na ten temat, ale można odpowiedzieć na to pytanie krótko: ropa naftowa i Izrael. Wojna przeciwko Irakowi to wojna o interesy gospodarcze, bo Irak posiada olbrzymie
zasoby ropy naftowej. Drugi aspekt to Izrael, który dziś rządzi światem. Nie mamy nic przeciwko narodowi żydowskiemu, lecz Izrael nie powinien występować przeciw innym narodom.
Broń iracka? Kto dziś nie ma broni? A kto zbroił Saddama? Saddam był dobry, gdy prowadził wojnę przeciwko Iranowi. Później przestał być dobry. Problem w tym, że Stany Zjednoczone
uzurpują sobie prawo do decydowania o losach innych państw.
- Amerykanie twierdzą, że są w Iraku, aby zaprowadzić demokrację...
- Teraz Amerykanie mówią, że są okupantami...
- Mówią też, że muszą okupować ten kraj, by zmienić mentalność ludzi po kilkudziesięciu latach reżymu totalitarnego. Powołują się na przykład Niemiec i Japonii - państw totalitarnych, które okupowali po II wojnie światowej, i które stały się modelami demokracji. Czy jednak można "narzucić" demokrację zachodnią takiemu państwu jak Irak?
- My chcemy tylko żyć w wolności, zgodnie z Bożym prawem i respektując prawa innych. To niesprawiedliwe narzucać cokolwiek innemu narodowi. A poza tym, jaką
wolność i demokrację chcą nam narzucić? Wolność do narkotyków, do rozwiązłości moralnej, która prowadzi do rozpadu rodziny, do legalizacji homoseksualizmu.
Nie ma jednego modelu demokracji i nie można go narzucić. Dlatego i my musimy wypracować swój model, który nie będzie taki jak w Ameryce czy w Niemczech.
Wymaga to jednak długiego procesu edukacyjnego. My, ludzie Wschodu, mamy inną mentalność i tradycje, dlatego nie możemy kopiować modeli zachodnich.
Reklama
- Obserwatorzy polityki międzynarodowej zwracają uwagę na dwa niebezpieczne scenariusze zakończenia kwestii irackiej: rozpad Iraku na trzy części (szyickie południe, sunnickie centrum i kurdyjską północ) lub szyicką dominację, tzn. "iranizację" Iraku (dążą do tego niektórzy szyiccy przywódcy religijni oraz np. radykalny polityk Al Sader). Czy istnieje tego rodzaju zagrożenie?
- Nie jestem politykiem, lecz mam nadzieję, że nie dojdzie do rozpadu kraju. Amerykanie obiecali, że nie dopuszczą do podziałów terytorialnych. Tym niemniej, istnieje realne niebezpieczeństwo ze strony fanatyków muzułmańskich: sunnickich wahabitów i szyitów. Są jednak wśród wyznawców islamu także ludzie umiarkowani i otwarci, którzy chcą budować kraj, w którym wyznawcy wszystkich religii będą cieszyć się wolnością oraz gdzie będzie istniał rozdział między polityką a religią.
- Fundamentem demokracji zachodniej są rządy większości. Stosując tę zasadę w Iraku, w demokratycznych wyborach do władzy doszliby szyici i mielibyśmy nową, tym razem religijną dyktaturę...
- Raz jeszcze powtórzę, że my jesteśmy inni, iracka rzeczywistość jest inna i dlatego musimy wypracować inne formy demokracji. Nie możemy dopuścić, by w demokratycznych wyborach doszli do władzy fanatycy oraz by demokracja służyła tylko jednej grupie religijnej. Wielu światłych muzułmanów nie chce reżymu religijnego, bo widzą, co się dzieje w Iranie czy Pakistanie. Chcą oni - tak jak i my - rządu, który służyłby całemu narodowi i który zapewniłby wszystkim wolność religijną.
- Czy te siły umiarkowane są na tyle silne, by zadecydować o losach Iraku?
Reklama
- Niedawno spotkaliśmy się z niektórymi przywódcami muzułmańskimi. Powiedzieliśmy im, że musimy współpracować w budowaniu nowego Iraku. Stwierdziliśmy, że musimy być przykładem dla innych i wychowywać naszych wiernych do braterstwa, gdyż wszyscy jesteśmy dziećmi jednego miłosiernego Boga.
- Co chciałby Ksiądz Biskup powiedzieć polskim żołnierzom, którzy rozpoczęli służbę w Iraku?
- Wiadomo, że ważne decyzje podejmują politycy, a żołnierze wykonują tylko rozkazy. Po pierwsze chciałbym jednak, by Wasi żołnierze pełnili służbę w naszym kraju w duchu pomocy dla Iraku. Czasami żołnierze koalicji kpili sobie z nas i naszych tradycji - nie można tego czynić, bo Irakijczycy są na tym punkcie bardzo wrażliwi. Powinni również wystrzegać się niemoralnego zachowania.
- Jak można pomóc chrześcijanom w Iraku?
- Przede wszystkim nie powinno się zapominać o irackich chrześcijanach. Należy ich wspierać modlitwą, a w tym dramatycznym momencie potrzebna jest także pomoc materialna.
- Dziękuję za rozmowę.
Chrześcijanie w Iraku
Wspólnota chrześcijańska na terenach obecnego Iraku powstała w czasach Apostoła Tomasza. Dziś w Iraku jest ok. 800 tys. chrześcijan, z czego 80% to katolicy. Działa tam kilka katolickich Kościołów wschodnich: przede wszystkim Kościół chaldejski, następnie Kościół syryjski i ormiański oraz Kościół łaciński. Wśród Kościołów niekatolickich trzeba wymienić: Kościół nestoriański, jakobicki, apostolski ormiański, prawosławny melchicki i protestancki.