W Rzymie odbywały się niedawno IV Światowe Rekolekcje Podhalańskie,
w których wzięli udział górale z Polski i z Polonii. 17 stycznia
górale uczestniczyli w audiencji generalnej. Ojciec Święty skierował
do nich specjalne przemówienie. Następnego dnia udali się na Monte
Cassino. O. Konrad Hejmo - dyrektor Duszpasterskiego Ośrodka dla
Pielgrzymów Polskich "Corda Cordi" - przewodniczył Mszy św. dla górali
i wygłosił kazanie, które drukujemy w całości.
Wczoraj na audiencji generalnej Ojciec Święty powiedział
do Was: "U początku nowego tysiąclecia przybyliście tutaj z kraju
i z zagranicy, ażeby wspólnie umacniać się świadectwem wiary, która
na Podhalu i w innych regionach południowej Polski od pokoleń stanowiła
centrum życia osobistego, rodzinnego i społecznego. Prosta, a zarazem
głęboka miłość do Chrystusa, oddanie dla ojczyzny i odpowiedzialność
za Kościół - to wartości, których górale strzegli jak najcenniejszego
skarbu. Wiem, że program Waszych rekolekcji do tego dziedzictwa nawiązuje.
Chcecie odkrywać, w jaki sposób Krzyż jest drogą do ślebody; dlaczego
Ojczyzna to ojcowizna, nad którą trzeba pracować. Szukajcie wytrwale
odpowiedzi na te pytania nie tylko w ciągu rekolekcji, ale także
w życiu na co dzień. A owoce tego poszukiwania nieście z Bożą pomocą
innym, ażeby bogata religijna tradycja Podhala rozwijała się i była
zaczynem duchowej odnowy rodzin i środowisk we wszystkich krajach,
w których żyjecie" (L´Osservatore Romano, 18 stycznia 2001 r.).
Ci, którzy spoczywają na tym cmentarzu, doskonale odegrali
zaleconą przez Ojca Świętego rolę: ukochali Jezusa Chrystusa... Przed
bitwą spowiadali się i przystępowali do Komunii św. Oddali życie
na tutejszej Kalwarii. Pokazali, że Krzyż prowadzi do wolności: "
Wolność krzyżami się mierzy". Swoją ofiarą utorowali drogę Ojczyźnie
do niepodległości, choć trzeba było długo na to czekać...
My jesteśmy pokoleniem ludzi wolnych, ale nie umiemy
korzystać z tej wolności... Wolność trzeba stale zdobywać. Marazm
w tej dziedzinie prowadzi do zniewolenia. Jesteśmy obciążeni słabościami,
które odziedziczyliśmy po naszych przodkach. Do nich doszły zwyrodnienia
okresu komunizmu. I jesteśmy problemem sami dla siebie, a jeszcze
bardziej dla innych. Także dla społeczeństwa. Warto posłuchać prawdy
o sobie, by budować lepszą przyszłość dla swojej rodziny, dla Ojczyzny,
dla Kościoła.
Zacznijmy od opinii Stefana Batorego, który w
1578 r. dał przywilej lokacyjny Zakopanemu. Tak powiedział generalnie
o Polakach, którymi rządził: "Polacy mimo męstwa naród płochy, wytrwałości
nie ma, zabawę woli niż pracę, życie sobie niewiele ceni. Dać je
w chwili zapału, poświęcić majątek - to u nich łatwo. Fantazji dużo,
ale gdy się na słowa wyczerpią, do czynu ochoty i sił brak. Sekretu
nie zachowa; mówić dużo lubi, czynić mało" (Artur Górski, Myśli wybrane,
Warszawa 1934 r., s. 101).
Jesteśmy dziwnym "naródem" - mówi Sarbiewski Maciej(1959-1640). - "Ażeby coś im się wydało wielkim, musi być bardzo
odległe. Nawet ojczyznę swoją kochają dopiero wtedy, gdy są z dala
od niej, a będąc na miejscu, nie cierpią jej, jakby po to wyjeżdżali
za granicę, aby ją pokochać, a wracali, aby znienawidzieć".
Ile się nasłuchałem przekleństw wygłaszanych przeciw
Polsce przez emigrantów lat 1986/87. A teraz płaczą za Polską w Kanadzie
i innych krajach zatrzymania... Ale wróćmy do Sarbiewskiego: "Ale
jak lubią długo o wszystkim mówić, tak powoli zabierają się do czynu.
Wierni są Bogu, królowi, ojczyźnie, oficjalnie nie wyrzekli się religii
raz przyjętej z rąk rzymskich papieży, oni jedni nie buntowali się
przeciw żadnemu ze swoich władców, żadnego nie zabili, choć mieli
pomiędzy nimi i obcych, niekiedy jak najgorszych, a raz nawet kobietę" (oczywiście, Bonę - przyp. K. H.).
Dziś mamy naród okropnie skłócony. Wiele razy w historii
taki stan doprowadzał do klęsk i niewoli. Ciągle jeszcze prawdziwe
jest powiedzenie: "Polak przed i po szkodzie głupi". To obserwujemy
i dziś. Ręce opadają... Wiadomo, że jak się na prawicy nie zjednoczą,
to wszyscy przegrają. Dziecko to wie. Doświadczyliśmy tego w 1993
r. Jakaś głupia ambicja, bo nie ma różnic ideowych, tak zaciemnia
umysły posłów i polityków na prawej stronie, że idą na oślep pod
nóż, jak chore krowy... A wystarczyłoby odpowiedzieć na proste pytanie:
Czy moja decyzja pomoże, czy też zaszkodzi Polsce? Nie mnie osobiście,
ale Ojczyźnie, naszej wspólnej Matce? Nepomucen Kamiński (1777-1855) nawoływał po powstaniu listopadowym:
"Tak, tak, Polacy! jedności nam trzeba,
Naszym zamiarom sprzyjać będą nieba;
Nadejdą czasy powszechnej radości
I Polak jeszcze wróci do wolności!" -
jeżeli zacznie pracować nad jednością
(Jan Nepomucen Kamiński, Do wolności w. 13-16.).
Aby się jednoczyć, trzeba kochać Ojczyznę rzeczywiście,
jak ci, co zginęli. Nie obnosić się ze swoją miłością, ale faktycznie
Ojczyźnie służyć. Trochę przydługi, ale piękny i prawdziwy jest wiersz
Jana Kasprowicza, więc go zacytuję w całości:
"Rzadko na moich wargach -
Niech dziś to warga ma wyzna -
Jawi się krwią przepojony,
Najdroższy wyraz: Ojczyzna.
Widziałem, jak się na rynkach
Gromadzą kupczykowie,
Licytujący się wzajem,
Kto Ją najgłośniej wypowie.
Widziałem, jak między ludźmi
Ten się urządza najtaniej,
Jak poklask zdobywa i rentę,
Kto krzyczy, iż żyje dla Niej.
Widziałem, jak do Jej kolan -
Wstręt dotąd serce me czuje -
Z pokłonem się cisną i radą
Najpospolitsi szuje.
Widziałem rozliczne tłumy
Z pustą, leniwą duszą,
Jak dźwiękiem orkiestry świątecznej
Resztki sumienia głuszą.
Sztandary i proporczyki,
Przemowy i procesyje,
Oto jest treść Majestatu,
Który w niewielu żyje.
Więc się nie dziwcie - ktoś może
Choć milczkiem słuszność mi przyzna -
Że na mych wargach tak rzadko
Jawi się wyraz: Ojczyzna"
(Księga ubogich XI, w. 1-28).
Władysław Syrokomla - właściwie Ludwik Kondratowicz
- postawił młodzieży swej epoki podstawowe pytanie, które do dziś
nie straciło aktualności:
"A wieszże, młokosie,
Co jest ojczyzna? - Oto ja ci powiem:
Starzy ją zwali swym życiem, swym zdrowiem,
Służąc jej wiernie w złym i dobrym losie
(tak jak ci spoczywający tutaj - przyp. K. H.).
Co jest ojczyzna? - To twej chaty ściany,
To dach twój stary, słomą poszywany,
To zagon żyta, co cię karmi w głodzie,
Z rzeczki twej woda, co cię rzeźwi w lecie,
To piękność dziewcząt, co ci serce bodzie,
To twoje niebo najpiękniejsze w świecie,
Smak twego jabłka, cień twojej jabłoni,
To dzwon kościelny, co ci na mszę dzwoni,
To twoich sejmów trwałość i swoboda,
To twego ojca osiwiała broda".
(Nocleg hetmański cz. II, V, w. 13-26).
A Wincenty Poldodaje:
"Ojczyzna stoi także tylko chlebem,
Chlebem poczciwej pracy, w pocie uzbieranym,
Zwykle łzami ludzkimi - często i krwią zlanym"
(Wincenty Pol, Pamiętniki, Tradycja szlachecka,w.
14-16).
Podczas Waszych rekolekcji zastanawialiście się nad ojcowizną,
narodem i jednością. Stefan Żeromski napisał bardzo trafne
rozważanie:
"Naród jest tym, co w zbiorowiskach ludzi na globie ziemskim
jest najbardziej istotnego, najściślej prawdziwego. Bytowanie narodu
jest najistotniejszą prawdą i najgłębszą tajemnicą. Uczucie miłości
dla narodu swego jest niepojęte a niespożyte, tak samo jak uczucie
miłości dla rodziców i rodziców dla dzieci. Podobnie jak w was żyje
nasz ojciec, dziad i pradziad, tak samo w narodzie żyje wiecznie
i trwa jego przeszłość, prężą się siły, czyny, żądze i idee naddziadów,
wieczyście wstające z martwych. Podobnie jak drży serce wobec grobu
rodziców, drży serce wobec niezgłębionej przeszłości narodu" (S.
Żeromski, Róża, s. 44).
Naród i jego jedność niszczy bardzo totalna krytyka ze
strony tych, którzy demokratycznie nie zostali wybrani do władz centralnych
i nie zachowują reguły gry opozycji. Henryk Rzewuski (1791-1866)
napisał: "... żywiołem Polaków jest wieczna opozycja przeciw wszystkim,
co stać będą przy sterze rządu. Gdzie indziej opozycja bywa środkiem
do dopięcia czegoś, tu jest ona celem. Opierają się rządowi, byle
się opierać. Na próżno w tej opozycji chciałbyś wynaleźć jakieś widoki
polityczne" (Elegancja dwóch światów s. 158-159).
Jedność w narodzie niszczą także chorobliwe ciągoty Europejczyków.
Stanisław Brzozowski dał dobrą charakterystykę
takiego Polaka:
"Oświecony Europejczyk jest w stanie zrozumieć wszystko
prócz sumienia, prócz chęci wdania się w życie ludzkie, stoczenia
z nim walki. Europejczyk oświecony rozumie doskonale więzienie, dom
rozpusty, nie pojmie nigdy, jak można po prostu nie godzić się na
istniejące życie. Dlaczego? Jaki cel? Iść tak bez żadnych szans osobistego
zwycięstwa na zgubę pewną" (Płomienie, t. II, IV, Myszy i koty, s.
59). Człowiek taki, pozbawiony wiary i szacunku dla wyższych wartości,
nie wie, co to ofiara, bezinteresowność, pokora i służba w milczeniu.
Władysław Orkanwytknął swoim ziomkom materializm
praktyczny, który niszczy jedność, a który nie ominął także Podhala: "
Oto idą zakopiańcy: naród strasznie chytry, umiejący i diabła samego
oszukać, jakby tego trza było koniecznie. Wysoko się niosą ponad
głowy, pamiętają, widać, jeszcze owe dobre czasy, kiedy to Luptów
drżał przed ich potęgą, a narody podhalańskie czuły ich przewagę
i podziwiały ich jastrzębią drapieżność i siłę. Teraz jakieś kupiectwo
ich opanowało, chciwość ludzka na pieniądze, i zmaleli przez to" (W Roztokach, t. I, roz. VI, s. 108).
A trzeba przyznać, że Pan bardzo ubogacił ten region
i jego mieszkańców. Nawet Ojciec Święty najbardziej ten region ukochał
i tej miłości wcale nie ukrywa. Opatrzność Boża też nie poskąpiła
tym terenom swoich bogactw, piękna, a ludziom - talentów i życzliwości.
Aby nie zawęzić się jedynie do południowych terenów Polski, chcę
przytoczyć wspaniały tekst naszego Wieszcza i znawcy spraw polskich Zygmunta Krasińskiego, który w liście do swego ojca tak napisał:
"Nie zdołałaby ręka polska opisywać, jako nam Opatrzność
wydzieliła ogrom darów swoich, jako nas postawiła na pysznej drodze,
na samym środku Słowian, jako napisała w przeznaczeniach naszych,
że my powinni ich skupić i uorganizować, jako nam dała potęgę, wtedy,
kiedy sąsiedzi byli słabsi i dzicy, jako nas połączyła, nas jednych
z słowiańskiego szczepu, z żyjącą i oświeconą Europą i jako my wszystko
zmarnowali nie przez hojność, nie przez popęd, nie przez rozpasanie
namiętności, ale tylko przez nieporządek, przez opieszałość, przez
brak rozumu, a nieraz i serca". Ten brak rozumu, po prostu głupota,
za często u nas dochodzi do głosu.
Stefan Żeromskiutrzymuje, że ocaleniem jest zgoda,
i pisze:
"Wpośród nas zasiada niewidzialna nasza wieczna królowa
Zgoda. Ona jedna trzyma nas i w naród spaja. Kto naszej królowej
Zgody pojąć nie może i uznać nie chce - nie jest Polakiem" (Duma
o hetmanie, s. 188).
Jesteśmy ludźmi gór. Bądźmy świadomie ludźmi gór!
Nie tylko o Tatry chodzi, choć Giewont zawsze pozostanie
symbolem ojcowizny wielu Polaków. Jest Biskup, który ma w herbie
Giewont z krzyżem. Asnyk o Giewoncie tak napisał:
"Stary Giewont na Tatr przedniej straży
Głową trąca o lecące chmury -
Czasem uśmiech przemknie mu po twarzy,
Czasem brwi swe namarszczy ponury
I jak olbrzym w poszczerbionej zbroi
Nad kołyską ludzkich dzieci stoi"
(Giewont, w. 1-6).
Do tych naszych wspaniałych gór trzeba powracać, bo to
ojcowizna...
Ale nie damy sobie w życiu rady bez Góry Kalwarii, na
której umierał nasz Pan - Jezus Chrystus, biorąc na swoje barki wszystkie
nasze małości, nikczemności i tchórzostwa i ucząc nas mądrości Krzyża,
bez której możemy swoje życie przegrać. Koniecznie musimy na Górze
Kalwarii stanąć blisko Niewiasty, która jest naszą Matką, Opiekunką
i Gaździną naszych rodzin, naszej ojcowizny i naszej Ojczyzny. Musimy
błagać Ją słowami Wieszcza: "Wolnego ludu śpiew zanieś przed Boga
tron" (J. Słowacki, Hymn, w. 8-9)
Nie damy sobie rady bez Wzgórza Watykańskiego... Opatrzność
Boża zwyczajnie uśmiechnęła się do naszego pokolenia, pozwalając
nam żyć na przełomie tysiącleci razem z Papieżem-Polakiem. Żadnemu
pokoleniu Polaków nie przydarzyło się to w historii świata i chyba
żadnemu nie przytrafi się taki wyjątkowy zaszczyt. Ale na takie Boże
wyzwanie musimy odpowiedzialnie zareagować. Musimy być ludźmi żywej
wiary, gorącej i spontanicznej miłości i musimy mieć nadzieję, która
nie zawodzi.
Cytowany już wcześniej Asnyk napisał:
"Miejmy nadzieję!... Nie tę lichą, marną,
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera
(Miejmy nadzieję, w.1-4).
Ludzie gór muszą być zdolni podjąć nawet bohaterskie
działania. Tak jak podjęli ci, którzy spoczywają tutaj, na tej Górze
Cassino, tuż obok klasztoru założonego w 529 r. przez św. Benedykta,
Patrona Europy. Z tego klasztoru wyszły przez wieki setki świętych
misjonarzy z naszym męczennikiem św. Wojciechem na czele. Ich dewizą
życiową było znane zawołanie: "Ora et labora" - "Módl się i pracuj". Niech ono i dziś pozostanie dewizą ludzi gór, którzy odważnie zmierzają,
przez trudy porządkowania tej ziemi, naszej polskiej ziemi, ku Górze
Spotkania, na której czeka Pan. Amen.
Pomóż w rozwoju naszego portalu