Od niedzieli do niedzieli
Mam 16 lat, jestem osobą samotną i poszukuję przyjaciół. Na dyskoteki nie chodzę, ale pomimo to jestem osobą towarzyską, lubię słuchać muzyki i czytam dużo książek. Może ktoś do mnie napisze? Skończyłam szkołę podstawową, do zawodówki się nie dostałam, choć mam zamiar od nowego roku szkolnego dalej się uczyć. Mam kochanych rodziców, którzy się o mnie troszczą. Jestem pogodnego usposobienia i bardzo pragnę z kimś nawiązać korespondencję. To tyle na razie. Odpiszę na każdy list.
Izabela
Cześć! Mam na imię Łukasz i chodzę do V klasy SP. Moje hobby to zbieranie katalogów samochodowych, bardzo lubię geografię i język angielski. Interesuję się państwami i samochodami. Ponieważ jeszcze nie bardzo mogę samodzielnie podróżować, bardzo chciałbym z kimś korespondować, by choć w ten sposób poznać inne miejsca na ziemi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Łukasz
Reklama
Serdecznie dziękuję Redakcji "Niedzieli" za to, że mój list
znalazł w niej swoje miejsce ("Wspólnota wspólnot" - "Niedziela"
z 7 listopada 1999 r.). Jest mi niezmiernie miło, że nie pozostał
on bez echa - otrzymałam kilka listów, za które pragnę podziękować
szczególnie tym osobom, które nie podały adresów lub telefonów. Wszystkie
listy dokładnie przeczytałam, a każdy z nich dał mi coś innego do
myślenia na temat samotności. Dziękuję też za słowa pocieszenia i
otuchy, a może i nadziei.
Wszystkim Czytelnikom "Niedzieli", Pani Aleksandrze oraz
całej Redakcji przekazuję serdeczne życzenia noworoczne, a wszystkim
tym, którzy do mnie napisali, składam serdeczne Bóg zapłać!
Teresa
Dziękujemy Pani Teresie za wiadomość o otrzymanej korespondencji
- czynimy to wyjątkowo, również w imieniu innych naszych Czytelników,
gdyż nie moglibyśmy zamieścić wszystkich podobnych listów z powodu
braku miejsca. Z założenia nie zamieszczamy adresów naszych korespondentów,
nawet gdy na to zezwalają, rozumiemy też chęć zachowania anonimowości.
Na ogół drukujemy korespondencję, w której nadawcy podają swoje adresy,
choć zdarzają się, wyjątkowo, listy bez takich danych, godne jednak,
naszym zdaniem, zamieszczenia ich w niniejszej rubryce.
Jak wynika z listów, piszą do nas osoby w różnym wieku -
to znaczy też, że Niedziela jest czytana bez względu na wiek Czytelników.
To dla nas wielka radość, ale i wyzwanie. A na pewno każdy list,
każda opisana sprawa jest dla nas zawsze równie ważna, bo - jak to
powiedział pewien nasz klasyk (cytuję z pamięci, więc przepraszam
za ewentualną niedokładność) - "wielkość każdej niedoli nie zależy
od tego, jaka ona jest sama w sobie, ale od tego, jak ją ktoś odczuwa"...
Aleksandra
Brońcie czystości domowych progów
Reklama
Artykuł w Niedzieli z 2 stycznia 2000 br. pt. Brońcie czystości
domowych progów skłonił mnie do refleksji, którymi pragnę podzielić
się z Redakcją. W artykule tym przytoczona jest wypowiedź przedstawiciela
AWS na temat pornografii, z której wynika, że "wchodzimy w Jubileusz
Dwutysiąclecia Narodzin Chrystusa z ustawą sprzyjającą odnowie naszego
narodu". Ja uważam, że obecną zmianą art. 202 kodeksu karnego posunęliśmy
się zaledwie niewielki krok do przodu. Co to jest bowiem za osiągnięcie,
jeżeli nadal można produkować i rozpowszechniać pornografię prawie
bez ograniczeń? To, że obecnie modelka "porno" musi mieć powyżej
18 lat, a przed zmianą mogła mieć powyżej 15, jest niewielkim postępem.
Fakt, że obecna ustawa zabrania publikowania zdjęć fotograficznych
bądź filmowych, na których widoczne są narządy płciowe w czasie aktu
seksualnego, także niewiele zmienia, bo równie demoralizujące mogą
być zdjęcia wyuzdanych par czy pojedynczych osób. Niepokoi mnie,
że nadal sprzedawcy w kioskach mogą wykładać na wystawach, na widocznym
miejscu, piśmidełka "porno" i sprzedawać je osobom powyżej 15. roku
życia. Tymczasem artykuł 173 kk z 1969 r. całkowicie zakazywał produkcji
i rozpowszechniania pornografii.
Szkoda, że wysiłek prawie ćwierci miliona obywateli, którzy
wysłali do parlamentu pisemne protesty przeciw pornografii, nie przyniósł
spodziewanych efektów. Uważam, że większość naszego 40-milionowego
społeczeństwa chce całkowitej eliminacji pornografii. Fakt, że zaraza "
porno" będzie nadal niszczyć zdrową tkankę naszego narodu napawa
mnie i wiele innych osób goryczą.
Maciej z Sopotu
Do byłych pracowników Volkswagena
Serdecznie apeluję o pomoc do osób, które w 1944 r. pracowały w fabryce Volkswagena w Wolsburgu w Niemczech, posiadają odpowiednie dokumenty i mogą potwierdzić, że ja tam również w tym czasie pracowałem.
Józef Felczyński
Korespondencję do naszego Czytelnika prosimy kierować pod adresem Niedzieli, z dopiskiem: "dla Józefa Felczyńskiego".
Zakładajmy szkaplerze
Reklama
Historia szkaplerza karmelitańskiego sięga XII wieku. Duchowi
synowie proroka Eliasza prowadzili życie modlitwy na Górze Karmel
w Palestynie. Potem z powodu prześladowań przenieśli się do Europy.
Kościół, uznając regułę ich życia, dał prawny początek Zakonowi Karmelitów.
Zakon rozwijał się szybko i promieniował przykładnym życiem. W Anglii
szczególną świątobliwością wsławił się św. Szymon Stock. Kiedy dostrzegł,
że Zakonowi grozi niebezpieczeństwo, błagał Najświętszą Dziewicę
o pomoc. W nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. ujrzał Najświętszą Maryję
Pannę w otoczeniu aniołów, która podała mu brązowy szkaplerz, mówiąc: "
Przyjmij najmilszy szkaplerz twego zakonu jako znak mego braterstwa,
przywilej dla ciebie i wszystkich karmelitów. Kto w nim umrze, nie
zazna ognia piekielnego. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach,
przymierze pokoju i wiecznego zbawienia".
Otóż, w Lublinie w kościele św. Józefa u Karmelitów Bosych
w każdą trzecią niedzielę miesiąca na uroczystej Mszy św. do Matki
Bożej Szkaplerznej ojciec karmelita nakłada szkaplerze. Osoby przyjmujące
szkaplerze muszą je nosić w dzień i w nocy, codziennie odmawiać naznaczoną
modlitwę, naśladować cnoty Matki Bożej i szerzyć Jej cześć.
Serdecznie zachęcam, by Czytelnicy Niedzieli, którzy chcą
i mogą spełnić te warunki, przyjmowali szkaplerze i w ten sposób
byli przygotowani na spotkanie z wiecznością.
Anna z Lublina
Pomaga mi kard. Wyszyński
W Niedzieli z 1 sierpnia 1999 r. była zamieszczona modlitwa o beatyfikację Stefana Kardynała Wyszyńskiego - Prymasa Tysiąclecia. Ja uczepiłam się tej modlitwy jak tonący brzytwy, ponieważ moja córka bardzo cierpiała z powodu choroby. Odkąd zaczęłam się modlić, następowała poprawa. Dlatego mam dług wdzięczności i będę się modliła do końca moich dni. Wierzę, że Stefan Kardynał Wyszyński zostanie wyniesiony na ołtarze jako wielki święty.
Dorota
List z Nowego Jorku
Od naszych Czytelników, którzy podjęli ważne życiowe decyzje o
zerwaniu z grzechem i nałogami, otrzymujemy wzruszające i pouczające
listy. Wielu kroczących tą trudną drogą znalazło wsparcie w kapłanach
i osobach zakonnych, w literaturze i prasie religijnej, a nade wszystko
w łasce Bożej, o którą usilnie się modlili. Jeden z najbardziej poruszających
listów otrzymaliśmy niedawno z Nowego Jorku od polskiego emigranta.
Na kilkunastu starannie zapisanych kartkach opowiedział nam o swoim
poprzednim i obecnym życiu, o doznaniach, które skłoniły go do podjęcia
decyzji o zrezygnowaniu z alkoholu oraz o tym, w jaki sposób umacnia
się na tej nowej drodze.
"Mam 50 lat - pisze Czytelnik - czwórkę dzieci, jednego
wnuka, narodzin drugiego oczekuję w lutym. Ciężko pracuję, by zarobić "
zielone" - jest to około 70 godzin tygodniowo. Długo, niestety, nawet
bardzo długo żyłem w grzechu. Ile przeszedłem, wie o. Jan - mój spowiednik
i ojciec duchowy. Zastanawiam się, jak potoczyłyby się moje losy,
gdybym z moimi problemami duchowymi nie trafił do tego księdza. Nie
wiem, czy kiedykolwiek zdołam mu się odwdzięczyć za łaskę pojednania
z Bogiem. Gdy oglądam się wstecz, trudno mi uwierzyć, że jeszcze
niedawno przeżywałem takie problemy i niepokoje. Teraz, także dzięki
Niedzieli, którą regularnie czytam, umiem już dbać o swoje zdrowie
duchowe. Dotknięcie łaski Bożej jest faktem. Moje małżeństwo było
już prawie w rozpadzie. Odzyskałem żonę i dzieci. W tej chwili jestem
już na tyle silny, że mogę mówić innym o swoich błędach życiowych".
Czytelnik nie ukrywa, że przyczyną dramatów w jego życiu
był alkohol. Nawet jeżeli w ciągu tygodnia nie mógł sobie pofolgować,
to przychodziły "pijane weekendy", kiedy to już od piątkowego popołudnia
liczyła się tylko butelka. Mimo świadomości, że popada w coraz większe
uzależnienie, nie potrafił zerwać z nałogiem. Zwrot przyszedł niespodziewanie.
"3 maja 1998 r. podjąłem nagle decyzję, że raz na zawsze
zrywam z wódką. Z początku nie wiedziałem, skąd wzięła się ta niespodziewana
przemiana. Teraz wiem, że zawdzięczam to Matce Bożej Bolesnej i Duchowi
Świętemu. W kilka dni później uczestniczyłem w nabożeństwach ku czci
Matki Bożej Fatimskiej. Pamiętam, że kiedy odmawialiśmy Modlitwę
Oddania się Najświętszej Maryi Pannie, na słowa: "Wiem, że własnymi
siłami niczego nie dokonam" - łzy stanęły mi w oczach. Potem była
pielgrzymka do amerykańskiej Fatimy i tak się zaczęło. To jest piękne
i cudowne. Pragnę w tym wytrwać do końca życia. W czasie pielgrzymki
poznałem s. Teresę, która była animatorką Grupy Różańcowej, teraz
jest jej przewodniczącą, zaś ja - jej zastępcą. Właśnie s. Teresie
i o. Janowi szczególnie zawdzięczam mój rozwój duchowy. Dobrze, że
nam, emigrantom, Bóg zsyła takie osoby, które roztaczają nad nami
opiekę duszpasterską. Nazywam ich oboje "moimi kryształami".
Znakami przewodnimi w wielkiej wewnętrznej podróży do Chrystusa
dla naszego Czytelnika są: uczestniczenie w Grupie Różańcowej "Wieczernik",
comiesięczne czuwania wieczorne, lektura książek i prasy religijnej,
kasety magnetofonowe z rozważaniami o. Jana.
"Moje lektury dobieram bardzo starannie - pisze Czytelnik.
- Pragnę czytać tylko takie książki, które pozwolą, by moje relacje
z żoną, dziećmi, rodzicami i rodzeństwem były coraz bardziej pełne
miłości, bym mógł ciekawymi myślami dzielić się z o. Janem oraz z
osobami, które przychodzą na spotkania naszej grupy modlitewnej.
Teraz piszę do Was, bo chciałbym, by mój przykład walki z błędami
i grzechami posłużył jako mały drogowskaz innym ludziom.
Jeszcze jedno. Mimo wielu wspaniałych przemian, które dokonały
się w moim życiu, wiem, że jest jeszcze przede mną daleka droga.
Teraz mogę siebie zaliczyć do grupy "letnich chrześcijan". Jeżeli
zdecydujecie się na publikację mojego listu w Niedzieli, to proszę
tak właśnie mnie podpisać".
Letni chrześcijanin
