Helena Maniakowska: - Od jak dawna pracuje Pan dla tego katolickiego pisma, jaka jest jego częstotliwość i nakład, czy ma edycje lokalne?
Luke Coppen: - W redakcji pisma „The Catholic Herald”, założonego w 1888 r., pracuję od 11 lat, a od 5 jestem redaktorem naczelnym. Jest to tygodnik o nakładzie 10 tys. egzemplarzy. Jeśli chodzi o jego zawartość, to lokalnie podejmuje zagadnienia związane z Wielką Brytanią i Irlandią. Posiada także siostrzaną gazetę w Szkocji pod nazwą „The Scottish Catholic Observer”. „The Catholic Herald”
- Jak prezentuje się profil tematyczny pisma, jakie są główne zagadnienia, czy są też okresowe wydania specjalne?
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
- Nasza uwaga skupiona jest głównie na wiadomościach dotyczących Kościoła katolickiego w Anglii i Walii. Jesteśmy bardzo zainteresowani informacjami z Rzymu i całego świata. Stałymi zagadnieniami są refleksje nad Biblią, świętymi oraz rozwojem osobistej duchowości. Są także: sekcja misyjna „Pamiętnik z Chin”, kolumna o nauce i edukacji katolickiej. Naszą pasją jest sztuka, mamy dział dotyczący książek, recenzji filmowych i teatralnych. Dwa razy w roku wydanie powiększa się o dodatek na Wielkanoc i święta Bożego Narodzenia. Składają się na niego głównie refleksje na dany czas roku liturgicznego. Ostatnio przyczyniliśmy się do wydania książki o wczesnym okresie życia Josepha Ratzingera oraz dystrybucji miesięcznika do modlitwy i refleksji biblijnych pt. „Magnificat”.
- Jakie są kryteria i wymogi wobec pracowników, czy są to tylko katolicy, czy są jakieś ograniczenia wiekowe?
- Nie ma wymogu bycia katolikiem, aby pracować w naszej redakcji. Mamy hindusów, żydowskich autorów, a nawet anglikanów pracujących dla nas. Ciekawostką, którą zaobserwowałem, jest to, że kiedy katolicy zaczynają pracować dla nas, a nie praktykują wiary, to po paru miesiącach pracy wracają do praktyk Kościoła i wspólnoty katolickiej. Pracujemy także z wolontariuszami. Wielu ciekawych i utalentowanych przeważnie młodych osób pracuje dla nas, np. ostatnio jednym z nich jest zielonoświątkowiec z Nigerii. Mamy pracowników, którzy są z nami od wielu lat, np. karykaturzysta, niedawno odszedł na emeryturę po 40 latach pracy.
- Jak Pan postrzega katolicyzm w UK, a w szczególności swój rozwój w wierze katolickiej?
Reklama
- Katolicyzm w UK jest religią mniejszości, jednakże dominującą. Angielski Kościół katolicki jest mały, lecz wpływowy. Niejedna ważna postać z życia publicznego Wielkiej Brytanii na przestrzeni ostatnich paru dziesięcioleci zdecydowała się zostać katolikiem. Pamiętamy informację o przejściu byłego premiera Tonego Blaira na katolicyzm. Z drugiej strony przez ostatnie 40 lat Kościół katolicki w Anglii przeżywa niejaki kryzys, objawiający się malejącą liczbą osób praktykujących, tj. biorących udział w cotygodniowej Mszy św., przystępujących do sakramentów itp. Przybycie rzesz Polaków do UK, po przystąpieniu Polski do UE, poprawiło znacznie tę sytuację i wlało nową energię w życie Kościoła katolickiego na Wyspach.
Jeśli natomiast chodzi o moją drogę wiary w Boga, to jestem konwertytą. W tym roku przypada 11 lat od momentu, gdy przyjąłem wiarę katolicką. Zostałem ochrzczony w kościele anglikańskim, będąc dzieckiem, dopiero w czasie mojego pobytu na uniwersytecie odkrywałem przeróżne chrześcijańskie tradycje. Poznałem Brata Rogera z Taizé, który dostarczył mi wielu inspiracji na poziomie duchowym. Tam także poznałem moją żonę Marlenę. Moją ulubioną świętą jest św. Teresa z Lisieux.
- Czy osoba Jana Pawła II miała wpływ na rozwój Pana duchowości i życie?
- Owszem, Jan Paweł II i jego duchowość pomogły mi w dotarciu do wiary katolickiej. Jestem pod głębokim wrażeniem historii jego heroicznego życia. Czułem się zatem uprzywilejowany, mogąc jako dziennikarz przeżywać i opisywać jego ostatnie dni na ziemi. Tym wielkim dla mnie czasem był moment śmierci Papieża w kwietniu 2005 r. Pamiętam, że w ten dzień byłem w studiu BBC, aby udzielić wywiadu i gdy patrzyłem na szeregi odbiorników telewizyjnych ukazujących kanały telewizyjne z całego świata przeżywałem głęboko. Na każdym z ekranów była twarz Jana Pawła II. Miałem wtedy wrażenie, że cały świat był zjednoczony przez święty dramat jego śmierci. W Anglii nie było aż tak oczywistych dni żałoby jak w Polsce, ale wiele osób mówiło, jakiego wzruszenia doświadczali, oglądając ostatnie godziny życia Papieża, starając się towarzyszyć mu w tych chwilach. Parę dni po jego śmierci jedna z parafianek podeszła do mnie i powiedziała, że widziała mnie w telewizji, była bardzo poruszona tym, co widziała na ekranie. Wiele osób w katolickich mediach podkreślało, że to wydarzenie było czasem szczególnej łaski.
- Ma Pan 33 lata, żona jest Polką z Wrocławia, praktykującą katoliczką, macie Państwo 2-letnią córeczkę, a więc mariaż dwóch kultur. Czy to pomaga w lepszym zrozumieniu, że Kościół jest jeden, powszechny i apostolski?
- Żona i ja spotkaliśmy się w Taizé, gdzie wielu ludzi z różnych krajów świata, w tym pięknym miejscu, poszukuje Boga i medytuje. Tam właśnie po raz pierwszy doświadczyłem powszechności i jedności Kościoła. To, co nas łączy, na pewno jest czymś głębszym niż różnice wynikające z różnic na poziomie kulturowym. Chociaż mamy czasami drobne konflikty na tle: „Co kupować - dobre książki czy dobre jedzenie?”. Żona zawsze wybiera to drugie. Ale w końcu właśnie ona dba o naszą kuchnię polsko-angielską. Natomiast apostolstwo Kościoła przeżywam w pracy redakcyjnej w „The Catholic Herald”, gdzie czuję i rozumiem, że mój wysiłek trafia do wielu ludzi.