Marzec przychodzi z nadzieją wiosny, chociaż szaleje czasem śnieżyca, a wiatr sypie w oczy śniegową kaszą. Bywa też zaskakujący ciepłym, wiosennym podmuchem, powodując topnienie lodów i wezbranie szumiących potoków, zbierających płachty śniegu z gór i wąwozów. W tej walce żywiołów widać zwycięską siłę słońca, które budzi przyrodę z uśpienia, jakby na rozkaz św. Kazimierza - pięknego i mądrego królewicza - wszystko piękniało. W środku marca przychodzi z ciszą św. Józef Oblubieniec, przy którym rośnie Jezus, nabierając mocy do działania. Maryja - Pani Zwiastująca - cudownym bogactwem swoich rąk przemienia świat, rozsiewając kwiaty radości, lecznicze zioła i jak jasna Jutrznia uprzedza, wskazując największą potęgę Zmartwychwstałego Pana jako uzdrowienie i zaspokojenie w różnych przednówkach życia.
Klucze ptaków wracających z odlotów znaczą rytm, jaki wyznaczył stworzeniom Odwieczny Prawodawca. Ich śpiew to echo radosnej modlitwy, którą składa Stwórcy przyroda ożywiona.
Wielki Post powinien być czasem zbierania sił na wybuch Bożej energii i witalnego przebudzenia mocy zamkniętej w cząsteczkach materii po pierwszym akcie stwórczym dającym znać w rytmicznym działaniu, aż do ostatniej przemiany: „Oto wszystko nowym czynię” (por. Ap 21, 5).
Zmartwychwstanie to rewolucja i cud we wszechświecie, który kładzie się na pył ziemi, na umarłą przyrodę okrzykiem: Jeżeli Pan zmartwychwstał, to i my zmartwychwstaniemy. Jest to pewność logiczna i teologiczna, bo to co ma w sobie tchnienie życia wiecznego, nie może umrzeć. Pewnik jest jeden: zmartwychwstaniemy, ale nie wszyscy będziemy odmienieni (por. 1 Kor 15, 51). Ta prawda brzmi złowrogo. Zła na siłę nie można odmienić. Grzech w cudowny sposób nie zniknie. Bo Bóg stworzył nas bez nas, ale bez nas nie może nas zbawić. Klucz do zbawienia przechodzi z ręki Bożej w ręce człowieka. My musimy otworzyć serce: skruchą, żalem, modlitwą, pokutą, wynagrodzeniem, miłością - czyli nawróceniem. Słabi i grzeszni możemy się oddać Miłosierdziu jako przemieniającej sile łaski wypływającej z Ukrzyżowanej Miłości, aby nie wpaść w otchłań zatracenia. Ocieramy się o krawędzie zła. Zaglądamy trwożliwie w ocean wiary i sprawiedliwości Bożej, a zarazem wołamy o Miłość Miłosierną, bo ona swoim bogactwem wszystko uprzedza i karze nam pozbyć się lęku. „Ufajcie, Ja zwyciężyłem śmierć, piekło i szatana”. Światu dzisiejszemu jak nigdy dotąd trzeba pochylenia się nad studnią Ewangelii. Ten fakt to akt pokory - uklęknięcia nad Źródłem i zaczerpnięcia Wody Życia. Zbyt wiele strumieni jest zatrutych, brońmy tych najmłodszych przed niedoświadczeniem a dorastających przed brawurą, sami przez doświadczenie wiary zostawiajmy ślad, po którym inni podążając, odnajdą Boga jako szczęście największe.
Pomóż w rozwoju naszego portalu