Jakże wymowna jest ta nazwa. Analogia między historią bitwy
pod Termopilami w 480 roku p.n.e. i walki pod Zadwórzem jest oczywista,
łączy je ta sama idea.
Tam na Półwyspie Bałkańskim, na czele trzystu Spartan,
król Sparty Leonidas stoczył śmiertelny bój z Persami. Pod Zadwórzem
w dramatycznej walce z nawałą bolszewicką ginie 318 młodych ludzi,
czyniąc to miejsce symbolem polskiego bohaterstwa.
W sierpniu 1920 r. wojna polsko-radziecka przedstawiała
się niekorzystnie dla strony polskiej. Po listopadowej zwycięskiej
Obronie Lwowa znowu ważyły się losy tego miasta. W tym czasie gdy
Tuchaczewski atakował Warszawę, Budionny całą siłą parł w kierunku
Lwowa, osaczając miasto w sytuacji bez wyjścia. Dobrze wyposażone
cztery lotne dywizje ze słynną konnicą kozacką pod dowództwem Budionnego
zbliżały się do Lwowa z przekonaniem, że miasto zagrożone taką siłą
podda się bez oporu.
Tymczasem Lwów bronił dostępu do swoich granic staczając
ciężkie walki na przedpolach.
Do powstających w tym czasie Ochotniczych Armii zgłaszała
się młodzież gimnazjalna, studencka i inni młodzi ludzie, którzy
po przeszkoleniu bojowym byli kierowani do poszczególnych oddziałów.
Dowódcą jednego z tych oddziałów o szczególnym przeznaczeniu był
rotmistrz Roman Abraham.
Sława dowódcy "straceńców" z okresu listopadowej Obrony
Lwowa i chęć znalezienia się w tym właśnie oddziale przyciągała młodych
ludzi. Po zaprzysiężeniu przed lwowską katedrą "detachement" Abrahama
wyrusza na front, gdzie po ciężkich bojach pod Radziechowem, Ohladowem
i Krzywem wstrzymuje konnicę Budionnego. Następnie oddział Abrahama
zostaje przerzucony na południowy odcinek frontu, tu znowu odnosi
wiele sukcesów w walkach z armią Budionnego. Po brawurowych wypadach
w głąb rosyjskich pozycji zajmuje kilka miejscowości, bierze do niewoli
setki jeńców.
Kiedy rotmistrz Abraham zostaje ciężko ranny i przewieziony
do szpitala we Lwowie, dowództwo obejmuje kpt. Bolesław Zajączkowski,
który w walkach pod Zadwórzem spełni rolę legendarnego wodza Spartan
- Leonidasa.
W sierpniu sytuacja na froncie stawała się coraz bardziej
krytyczna, załamywały się ostatnie reduty polskiej obrony, został
przerwany kontakt z naczelnym dowództwem. Brak konkretnych rozkazów
i wiadomości wywołał zrozumiały niepokój wśród walczących. Tymczasem
główne siły Budionnego znajdowały się już w pobliżu oddziału Abrahama.
Sytuacja stawała się groźna.
Wstał w mgłach spowity poranek owego pamiętnego dnia
17 sierpnia 1920 r., po nocy odpoczynku, wczesnym świtem oddział
wyruszył w kierunku Zadwórza. Krążące pogłoski, że idą w kierunku
Lwowa wywołały radość wśród żołnierzy, każdy miał nadzieję, że jeszcze
dzisiaj znajdzie się wśród swoich.
Zbliżało się południe, upał sierpniowy dawał się we znaki,
maszerujący wśród łanów dojrzałego zboża upadali z pragnienia, rozgrzane
słońcem hełmy paliły skronie, pot zalewał oczy. Oddział maszerował
w kierunku dworca zadwórzańskiego, było na ogół spokojnie, tylko
gdzieś w okolicy dworca słychać było pojedyncze eksplozje.
Podświadomie wyczuwano bliskość wroga, wzmożono czujność,
pozorna cisza nie wróżyła nic dobrego. Nagle maszerujący zostali
zaskoczeni strzałami i wybuchami granatów. Na rozkaz dowódcy oddział
zajął pozycje bojowe.
Jest południe, żar leje się z nieba nie do zniesienia.
Oficerowie bacznie lornetują okolicę i oceniają sytuację jaka się
wytworzyła. Po prawej stronie na pobliskim wzgórzu ukazała się konnica
kozacka, te pierwsze wedety lustrują teren i patrzą z pogardą na
garstkę obrońców, którzy mają odwagę stanąć do walki. Tuż obok bolszewicy
zajmują dworzec, Polacy wiedzą co to oznacza, za żadną cenę nie mogą
pozwolić na odcięcie drogi do Lwowa.
Rozgorzała walka, to już nie brawura, to szaleństwo.
Chłopcy rzucili się do ataku nie bacząc na przerażającą siłę wroga,
na pociski padające wprost na szeregi. Strzelają bez wytchnienia,
młoda krew rozsadza żyły, broń parzy dłonie, pot leje się strumieniami.
Oni pamiętają, że honoru Abrahamczyków nie wolno splamić, nacierają
na wroga z coraz większą pasją, z okrzykiem "za Polskę", "za Lwów";
i jeszcze bardziej zapalają się do walki. Pokonany nieprzyjaciel
wycofuje się na swoje pozycje, aby z jeszcze większą wściekłością
atakować.
Sześciokrotnie uderzają na nasz oddział, chłopcy trzymają
się ostatkiem sił, walczą jednak do ostatniego ładunku. Brak amunicji
przesądza sprawę, tamci nawołują do poddania się, raz jeszcze burzy
się krew Abrahamczyków, jeszcze się bronią.
Odpowiedź na wezwanie wroga daje dowódca, pierwszy odbiera
sobie życie, po nim czynią to inni oficerowie. Kilkudziesięciu chłopców
do ostatka nie poddaje się. Rażący ogień wroga sieje spustoszenie,
wokół ziemia zalana krwią, jak skoszone kwiaty padają lwowskie dzieci.
Nadeszła chwila, kiedy trzeba było śmierci spojrzeć w oczy. W zachodzącym
słońcu błysnęły krzywe kozackie szable, pochyleni w kulbakach ostatni
raz szarżują, lecz zanim uderzą raz jeszcze spojrzeć muszą na tych
młodzieńców o nieulękłym spojrzeniu, którzy stojąc zwartą grupą naprzeciw
rozwścieczonej dziczy przyjmują to wyzwanie śmierci i jeszcze wołają: "
Niech żyje Polska, niech żyje Lwów". Sieczeni kozackimi szablami
padają z ostatnim słowem na ustach: "mamo"...
Tragedia owego dnia 17 sierpnia 1920 r. dobiegła końca.
Nad Lwowem słońce zachodziło krwawo, nikt nie wiedział,
że w obronie miasta rozegrała się jedna z najtragiczniejszych bitew.
Może tylko serce niejednej matki biło niespokojnie i oczy zachodziły
łzami, bo nadaremnie czekała dziś na syna. Gdzieś w podmiejskim domku
dziewczyna długo czekała na swego Jurka czy Adasia. Ale oni pozostali
tam wszyscy, Polska Ziemia jak Matka przygarnęła ich umęczone ciała,
a dusze opromienione chwałą przyjął Bóg Ojciec.
Naród Polski w hołdzie bohaterom wzniósł kopiec w miejscu,
gdzie zostali pochowani, w 1927 r. został na nim usytuowany pomnik
z piaskowca w kształcie słupa granicznego zwieńczonego krzyżem.
W latach międzywojennych dwa razy do roku odbywały się
tutaj uroczystości, oddawano cześć poległym, pamięć o tych legendarnych
bohaterach miała szczególny wpływ na patriotyczne wychowanie młodego
pokolenia.
Po długiej przerwie, kiedy wokół kurhanu trwała cisza
i zapomnienie nadszedł czas pielgrzymek do tego Świętego Miejsca
i pamięć ludzka odżyła na nowo. Idźmy tam wszyscy choćby myślami,
stańmy pod kurhanem w zadumie nad bohaterstwem i cierpieniem; zaczerpnijmy
siłę ducha na codzienne trwanie. Historia tej bitwy niestety jest
mało znana, bowiem z niezrozumiałych względów nie została opracowana
naukowo. Ta legendarna bitwa, która nie ma istotnego określenia i
porównania nie znalazła dotąd właściwego miejsca na tle naszych historycznych
wydarzeń.
Polskie Termopile
Wokół kurhanu słychać nocą
szczęk szabel z jękiem zmieszany,
ostatnie słowo na ustach, mamo,
przechodniu idź powiedz....
Ziemia przesiąkła krwią niewinną
tych, co w niewolę pójść nie chcieli,
kwiaty umarły razem z nimi,
ptaki zamilkły z przerażenia.
Przechodniu, idź powiedz światu,
że tam, gdzie Polskie Termopile
znów rosną kwiaty.
Krzyż obok krzyża stoi na mogile
i tylko czasem o północy,
słychać szum skrzydeł jakby w przelocie.
I nie wiesz czy to orłów loty,
czy dusze tych, co oddali życie.
Ileż to lat, gdy stanęli przed Majestatem,
wraz z chórami aniołów
hosanna, hosanna śpiewają,
a każda dusza święta i każdy z nich to anioł.
Idźmy pod kurhan w Zadwórzu,
przystańmy na chwilę zadumy
i prośmy Boga w pokorze
o siłę, która stąd płynie.
Pomóż w rozwoju naszego portalu