Reklama
Drogi Biskupie Stanisławie, pasterzu Kościoła łomżyńskiego,
Czcigodni Konfratrzy, moi drodzy Rodacy, Bracia i Siostry,
Drodzy Radiosłuchacze zasłużonego dla chrześcijańskiej formacji,
rozmodlonego Radia Maryja,
Zapraszam dziś wszystkich do odbycia duchowej pielgrzymki
do Zuzeli, miejscowości i parafii położonej na Mazowszu, na terenie
diecezji łomżyńskiej, gdzie 100 lat temu, 3 sierpnia 1901 r. urodził
się Stefan Wyszyński. Z pewnym nabożnym humorem już jako Maryjny
Prymas, tak o tym mówił: "Urodziłem się w swoim domu rodzinnym pod
obrazem Matki Bożej Częstochowskiej i to w sobotę, żeby we wszystkich
planach Bożych był ład i porządek" (5 sierpnia 1974 r.)
W tejże parafii, w starym kościółku w Zuzeli, został
ochrzczony przez proboszcza - ks. kan. Antoniego Lipowskiego.
Po kilku latach rodzice przenieśli się do niedalekiego
Andrzejewa, gdzie ojciec Stefana nadal pełnił funkcję organisty.
Tu dziewięcioletni Stefan stracił matkę, której grób będzie wiernie,
aż do swojej śmierci, odwiedzał.
Tu, w Zuzeli, przyjmował kolejne sakramenty święte i
chodził do szkoły powszechnej, jak się wtedy mówiło. Gimnazjum rozpoczął
w Warszawie, przez dwa lata kontynuował je w Łomży, a stamtąd poszedł
do Liceum - Niższego Seminarium Duchownego we Włocławku, gdzie też
przyjął święcenia kapłańskie.
O tych latach dziecięcych i młodzieńczych mówił z ciepłą
sympatią, zwłaszcza gdy odwiedzał te strony i miał okazje publicznie
przemawiać podczas uroczystości kościelnych w Zuzeli, Andrzejewie
czy Łomży. "To w Łomży kształtowało się moje powołania kapłańskie.
Św. Brunon z Kwerfurtu stoi u kolebki chrześcijaństwa na ziemi łomżyńskiej.
Może jemu zawdzięczamy, że ziemia ta już bardzo wcześniej została
ogarnięta miłującymi ramionami Kościoła i dochowuje wierności Bogu,
Krzyżowi i Ewangelii, z tak przedziwną stałością i zapałem, iż można
o niej w całej Polsce mówić, jako o ziemi najbardziej religijnie
żywej i gorliwej w modlitwie i wierności".
Tak, dzisiaj przychodzimy podziękować Panu Bogu za tak
wielkiego Syna naszej łomżyńskiej ziemi, naszej polskiej, katolickiej
rodziny, za tego Kapłana z szeregów kapłanów Kościoła katolickiego,
który jak niejeden z nich tak często bywał niewygodny dla wrogów
prawdy i łaski, i doznawał dla imienia Chrystusowego obelg i zniewag,
ale nieustannie służył wszystkim, a za prześladowców się modlił.
Przychodzimy dziś wspólnie się modlić - dzięki Radiu
Maryja uczynimy to jako wielka ogólnopolska rzesza wierzących, prosząc
Wszechmogącego Ojca o wyniesienie do chwały ołtarzy tego Sługi Bożego,
aby swoim przykładem, swoją mądrością wiary i miłością do Kościoła
i Ojczyzny mógł skuteczniej jeszcze usługiwać naszym czasom i ludziom.
A czasy są coraz trudniejsze dla ludzi prostych i uczciwych, przywiązanych
do tradycji narodu chrześcijańskiego, krzywdzonego dziś niejednokrotnie
przez własnych swych synów, którzy lekceważą dobro narodu, depczą
sprawiedliwość, a na szpaltach swych gazet bezkarnie naciągają prawdę,
atakują Polskę i od dziesiątków lat lansują niemoralność i grzech.
Polska ma dzisiaj w świecie coraz więcej przyjaciół i to wśród wszystkich
narodów. Wielka to zasługa takich ludzi jak obecny Papież czy Prymas
Tysiąclecia. Kardynał Wyszyński przestrzegał jednak, żebyśmy nie
zapominali, że w "aparacie międzynarodowym są zmobilizowane potworne
siły, które zawsze czyhać będą na wolność naszego narodu".
Ojciec Święty Jan Paweł II nazwał kard. Stefana Wyszyńskiego "
Prymasem Tysiąclecia", przez to samo powiedział, że taki Prymas zdarza
się raz na 1000 lat. I oto do takiego nauczyciela wiary przychodzimy
dziś po lekcję mądrości, świadomi, że owoc i skutek tej lekcji zależy
nie tylko od Mistrza - który jest wielki, ale i od uczniów - którzy,
jak to bywa z uczniami, bywają nieuważni i roztargnieni, niepojętni
i nie zawsze pilni. Potrzebne będą powtórki, sprawdziany i zachęty (
wybaczcie przeto, że i dzisiaj niekiedy posłuchacie o znanych wam
sprawach).
Źródła wielkości człowieka
Reklama
Postawmy więc sobie pytanie: jak to się dzieje, że jedni ludzie
dochodzą do prawdziwej wielkości, a innym to się jednak nie udaje?
Odpowiedź dostarczyć nam może właśnie ks. kard. Stefan
Wyszyński. Skąd wzięła się jego niezwykłość? Skąd się bierze niezwykłość
Matki Teresy z Kalkuty, wielkość i autorytet Jana Pawła II, bądź
też heroizm o. Maksymiliana Kolbego?
W tych ludziach zaistniała harmonia, współpraca i prawdziwy
rozwój tego, co ludzkie i tego, co Boże. Szczera współpraca człowieka
z Bogiem przynosi owoce nieoczekiwane, trwałe i piękne. Tak może
być w życiu każdego człowieka, nawet grzesznika, jeśli się nawróci
i otworzy na działanie łaski Bożej. Cyprian Norwid zauważył, że "
ludzkość bez Boskości, sama siebie zdradza". To, co ludzkie w człowieku,
także wyszło z ręki Stwórcy i w harmonii z Nim rozwija się najpełniej.
Obserwatorzy życia mówią, że na geniusz składa się 10%
talentu i 90% pracowitości. To dlatego manuskrypty wielkich poetów
noszą ślady licznych poprawek, są wielokrotnie przepisywane i dojrzewają
w rozlicznych zmaganiach.
Oto uzasadnienie, dlaczego do częstej spowiedzi św. i
do codziennej Komunii św. przygotowuje się kapłan i biskup, i każdy
chrześcijanin. Przygotowywał się do niej w trudzie codziennym i mozole
ksiądz Stefan i kardynał Prymas Wyszyński. Ślady tej pracy nad sobą
są wielorakie, a i owoce niezwykłe. Z dziennika duszy i z zapisków
więziennych Wielkiego Prymasa można się wiele nauczyć.
Ks. kard. Stefan Wyszyński to przede wszystkim autentyczny
człowiek, zdrowa, bogata i otwarta osobowość. To człowiek wierny
swoim obowiązkom aż do końca, potrafił być wierny w przyjaźni z ludźmi
i z Bogiem.
Ci, którzy go znali z bliska, wiedzą, że kiedy zaufał
komuś, niełatwo zmieniał zdanie. Jeżeli kogoś "postawił" na jakimś
miejscu, konsekwentnie stał za nim. W jego osobowości natura harmonizowała
z łaską. To człowiek bardzo wszechstronny, otwarty na wielość zainteresowań
i na wielu ludzi. Kochał wielkich i niezwykłych, małych i skromnych.
Był cały dla wszystkich.
Pan Bóg pozwolił mi poznać tylko jeszcze jednego człowieka,
który w tym dorównuje Prymasowi Tysiąclecia.
A przy tym był to człowiek bardzo pokorny i wewnętrznie
wolny. To było źródłem jego krytycyzmu wobec siebie i innych oraz
fundamentem jego wewnętrznej siły. On zawsze i przede wszystkim liczył
bardziej na Boga i ludzi niż na siebie. Z tej perspektywy niezwykle
trafnie i oryginalnie oceniał świat i otoczenie.
Po powrocie z trudnych rozmów z głównym przedstawicielem
ateistycznej, bezwzględnej przecież władzy Prymas dzielił się refleksją: "
Tam tylko ja jestem wolny. Oni się boją, bo nie wiedzą, co im wolno"
.
Wytaczał ludziom drogi wolności słowem i przykładem.
Gotów był do dialogu, rozmów, układów i porozumień, ale we właściwym
momencie, kiedy "władcy" przekraczali granice, miał siłę powiedzieć "
non possumus" - nie możemy.
Zachęcał do odważnego poszukiwania dróg wolności, do
twórczego szukania rozwiązań. To było ewidentne w życiu i w słowach
tego wielkiego, chrześcijańskiego humanisty.
"Pamiętajcie, tylko orły szybują nad graniami, nie lękają
się przepaści, bo orły to wolne ptaki". Mądry i dalekowzroczny Nauczyciel
Narodu za niezwykle ważną sprawę uważał stworzenie warunków dla wolności,
dla manifestacji wiary, aby nie pozwolić przekonań religijnych zamknąć
do zakrystii, do anonimowości. Katolik anonimowy to żaden katolik,
bowiem wiara zdaje egzamin w życiu, w wyborach sumienia i świadectwie.
Przypominał rolę integralnej formacji konkretnego człowieka, każdego
człowieka. "Człowiek - mówił - traci swą osobistą suwerenność już
wtedy, gdy jest wewnętrznie rozżalony, gdy zaistniał rozkład religijny,
moralny, rodzinny, obyczajowy".
Eklezjalne otwarcie Prymasa sprawiało, że przeżywał i
angażował się w sprawy Kościoła powszechnego oraz innych narodów.
Mówił często o misjach, o odpowiedzialności za ewangelizację, współczuł
cierpiącym sąsiadom z "Kraju Ikony", jak nazywał Rosję - bliskim
nam przez szczere współczucie wobec prześladowanych za wiarę. Z potrzeby
serca zaangażował się wraz z innymi biskupami Soboru Watykańskiego
II w nawiązaniu braterskich stosunków z sąsiadami, z którymi nie
zawsze poprawnie układały sie dzieje.
Napisał słynny list do biskupów niemieckich ze słowami: "
Przebaczamy i prosimy o przebaczenie", świadomy, że każdy biskup
i każdy chrześcijanin zawsze powinien naśladować Chrystusa w przebaczaniu
i pokornym budowaniu pokoju i zgody, w doszukiwaniu się własnych
win bardziej niż w robieniu rachunku sumienia innym. Dzisiaj te słowa
biskupów polskich weszły do kanonu relacji miedzy narodami. Trzeba
jednak czuwać, aby nie straciły swej religijnej treści, aby nie stały
się deklaracją dyplomacji i polityki.
Prymas był również nieprzeciętnym mówcą; to w czasie
jego kazań i przemówień dowiadywaliśmy się jak wielkie dary naturalne
miał do dyspozycji. Dorobek jego argumentacji przekonywał, a raczej
pozyskiwał słuchacza. Dziesiątki ton propagandy okazywały się bezowocne
po jednym jego przemówieniu. Dysponował też wyjątkowo subtelnym poczuciem
humoru sytuacyjnego. Stosował go także do siebie. Sprawiało to, że
przebywanie w jego obecności nie męczyło, a wprost stawało się umocnieniem
i odpoczynkiem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Naród - Ojczyzna
Ksiądz Prymas nie unikał tematów ważnych, chociaż trudnych.
Wiedział, że na jego słowo czeka naród, że przyjmują je ludzie, że
Polacy utożsamiają się z jego myśleniem i jego słowem, chociaż często
nie starcza im wytrwałości i męstwa, aby dochować wierności do końca.
Dokładnie jak w Ewangelii, gdzie ciernie i chwasty zagłuszają wzrost
ziarna Ewangelii (por. Mt 13, 22).
Pamiętam uroczystość w Łomży w 1975 r. Po wykładzie socjologa
Ksiądz Prymas uważał za konieczne uzupełnić wizję Kościoła i jego
pracy o wymiar nadprzyrodzony i teologiczny tej rzeczywistości Bosko-ludzkiej,
której bez wiary zrozumieć niepodobna. Obecni na tej uroczystości
dwaj księża niemieccy (z Kwerfuru i Magdeburga) stwierdzili z satysfakcją,
że dopiero teraz, patrząc na słuchaczy i słuchając Mówcy, zrozumieli,
co to znaczy Pater Patriae - "Ojciec Ojczyzny".
Przede wszystkim był dobrym synem Ojczyzny. Zrodzony
i wyrosły w trudnych czasach niewoli rosyjskiej, ks. Stefan Wyszyński
kochał wolność i kochał naród. Ojczyznę nazywał matką. I przypominał,
że o matce nawet ubogiej, przygarbionej i pomarszczonej cierpieniem
nie godzi się źle mówić wobec obcych. Jej zawdzięczamy wszystko,
co mamy na ziemi i należy ją darzyć szczerą i ofiarną miłością.
Od dziecka uczył się historii Polski tu, w Zuzeli. Pierwszym
nauczycielem był jego ojciec, który w długie, ciemne wieczory, gdy
już nie było obawy, że przyjdzie ktoś obcy, wyciągał z ukrycia książkę
z 24 ilustracjami z historii Polski i tłumaczył dzieciom jej dzieje.
Po wielu latach Prymas przejmuje na siebie powinność
nauczyciela Ojczyzny i stwierdzi bardzo mocno: "Naród, który odcina
się od historii, który się jej wstydzi, który wychowuje młode pokolenie
bez powiązań historycznych - to naród renegatów. Nie wolno tworzyć
´dziejów bez dziejów´, nie wolno zapomnieć o tysiącleciu naszej ojczystej
i chrześcijańskiej drogi, nie wolno sprowadzać narodu na poziom ´zaczynania
od początku´".
Dzisiaj jesteśmy świadkami odwrotu od historii Polski.
Niektóre środowiska intelektualne - zwłaszcza te liberalne - za wszelką
cenę próbują odciąć się od tradycji i historii. Według nich, nie
do przyjęcia jest treść słów "naród katolicki", "Polak - chrześcijanin;
- katolik", jakby zapominali o tym, że religia katolicka poprzez
Kościół prowadzi do Bożego Syna, Odkupiciela ludzi Jezusa Chrystusa,
mówi o godności i odpowiedzialności każdego człowieka, domaga się
szacunku wobec innego narodu lub innej religii. Prymas Stefan Wyszyński
pragnął, aby cały nasz naród był katolicki nie tylko z chrztu, ale
i z ducha, z przekonania i moralności, naród ukształtowany kulturą
Ewangelii, szanujący inne narody, ale szanujący siebie.
Realizował to pragnienie na wiele sposobów. Szczególnie
poprzez pobożność maryjną, pod okiem i sercem Matki Najświętszej.
Wskazywał niestrudzenie drogi jedności narodu poprzez odniesienie
do Jasnogórskiej Królowej Polski. Maryja była dla niego niezwykle
ważna, wprost egzystencjalnie ważna. Bez Niej nie mógłby żyć, bez
Niej nie chciał rozumieć niczego. Czuł się Jej synem i tego dziecięctwa
duchowego uczył nas wszystkich.
Komuniści bali się każdej siły, rosyjskiej, amerykańskiej,
prasowej. Paraliżowała ich również siła duchowa, nie mogli zaakceptować
drogi, która podnosiła na duchu naród, jednoczyła nas nie wokół Bieruta,
Gomółki czy Gierka, ale wokół Jezusa i Maryi. Dlatego aresztowali
po kolei: najpierw Prymasa, a potem obraz Matki Bożej Częstochowskiej.
Nie znali Boga ani Maryi i bali się nie w tym "miejscu", gdzie się
bać powinni. Nie lękali się sądu Bożego ani utraty zbawienia. Bali
się utraty władzy. Ale i tak zwani postępowi intelektualiści katoliccy
również nie rozumieli wymagającej maryjnej pobożności. Ośmieszali
ją oskarżeniami o ludowość - tak jakby chrześcijaństwo było religią
elit, a nie religią uniwersalną, religią pokornej miłości Jezusa
do Ojca i do wszystkich ludzi.
Subtelnie przemyślana strategia zaprowadziła kontestatorów
Prymasa nawet na Sobór, do Rzymu, gdzie rozdawali protesty i memoriały
przeciwko Prymasowi i Biskupom polskim. Ksiądz Prymas boleśnie to
odczuł, cierpiał nie tyle nad urażoną godnością własną, ale dlatego,
że widział brak jedności, niebezpieczeństwo rozłamu, a nade wszystko
widział grzech nieprawdy, kłamstwa, który jest zawsze obrazą Boga
i zwiastunem działalności ojca kłamstwa.
Miłość do Ojczyzny, zdrowy patriotyzm, którym Ksiądz
Prymas żył i nim niejako oddychał, to w pełni świadome zaangażowanie
na rzecz Ojczyzny i chrześcijańskiego narodu, któremu przewodził
w drodze do zbawienia. Tak rozumiał swą posługę od kapłańskiej młodości,
kiedy studiował katolicką naukę społeczną i organizował chrześcijańskie
związki zawodowe we Włocławku. Nie bał się robotników, szedł do nich
i im bliżej poznawał ich problemy, tym stawał się im bliższy. Jego
książka Duch pracy ludzkiej do dzisiaj nic nie straciła ze swej aktualności.
Dwa miasta w powojennej Polsce miały wybitnych księży
społeczników, zaangażowanych w struktury związkowe w duchu nauki
Kościoła: Wilno z ks. Aleksandrem Mościckim (późniejszym biskupem
pomocniczym w Łomży) i Włocławek z ks. Stefanem Wyszyńskim, który
ponadto założył Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy i sporo pisał
pod pseudonimem "dr Zuzelski".
Zaangażowany społecznik był jednocześnie wielkim teologiem
- mistykiem: to było fundamentem jego mądrości pasterskiej, dzięki
której rozeznawał czasy, problemy i ludzi. Uczył, przestrzegał i
usługiwał z ambony, na Konferencjach Episkopatu czy w ścisłych kontaktach
z rodzącą się, wielką ideą "Solidarności": Robotnika i rolnika się
nie bał, ufał mu, obawiał się jednak niewierzących ideologów robotniczych
lub inteligenckich i przestrzegał przed nimi.
W nauce społecznej Prymasa centralne miejsce zajmuje
człowiek: "Człowiek jest najważniejszą na świecie istotą, jest centrum,
ku któremu powinny się kierować wszystkie sprawy ziemskie".
Umiał bezwzględnie stawiać diagnozę wobec społecznych
chorób, będących przyczyną powszechnej niedoli. Kazania jasnogórskie
i świętokrzyskie są tego przykładem. "Nie da się - uczył - usprawiedliwić
pensji dyrektora przedsiębiorstwa, gdy przekracza ona - mówiąc nawet
przesadnie - tysiąc razy odpowiedni zarobek robotnika. Taka pensja
zawiera w sobie niezmiernie wiele utraconych zarobków bezrobotnych
pracowników - taki stan jest godny najostrzejszego napiętnowania"
.
Wśród priorytetów życia społecznego stawiał rodzinę,
bo ona "stoi na straży życia narodu. Bez mocnej, czystej, zwartej
rodziny nie ma narodu". Rozumiemy teraz lepiej, dlaczego atak współczesnego
sekularyzmu skierowany jest przeciwko zwartej, czystej rodzinie,
którą zakłada mężczyzna i kobieta, w której jest miejsce dla wielu
dzieci, dla kolejnego dziecka.
"Kościół wytrwale broni rodziny, będzie mówił o prawach
rodziny do bytu ekonomicznego, bo zabezpieczenie jej praw bytowych
jest podstawą dla dobrobytu narodu i państwa, a nie na odwrót. Wtedy,
gdy rodzina zabezpieczona jest w swoim bycie, gdy jest w dostatku,
wtedy w dobrobycie są naród i państwo".
Najważniejsze jest jednak to - uczył Prymas - "aby między
prawdą ewangeliczną a życiem naszym codziennym nie było rozbieżności"
.
W jednej z ostatnich już homilii Ksiądz Prymas wśród
przyczyn głębokiego kryzysu, w jakim Polska się znalazła w latach
1980-81, wymienia nade wszystko rozkład moralny społeczeństwa. Mówił
wtedy, "że może jeszcze łatwiej się będzie nam dźwigać z niedoli
gospodarczej, ale z tej straszliwej fali rozkładu moralnego, która
nas ogarnęła, wydobywać się będziemy z wielkim trudem. Trzeba zacząć
od naprawy człowieka. Nie trzeba się oglądać na innych, na tych lub
owych, może na polityków, żądając od nich, aby się odmienili. A wtedy,
gdy wszyscy będziemy się odradzać i politycy będą musieli się odmienić,
czy będą chcieli, czy nie. Nie idzie bowiem w tej chwili w ojczyźnie
naszej tylko o zmianę instytucji społecznej, nie idzie też o wymianę
ludzi, ale idzie przede wszystkim o odnowienie się człowieka, aby
człowiek był nowy, aby nastało ´nowych ludzi plemię´" (2 lutego 1981
r., O moralną odnowę narodu).
Minęło 20 lat od wygłoszenia tej homilii, ale słowa Prymasa
Tysiąclecia się nie starzeją. Polska czeka na prawdę o nas samych
i na odnowę każdego z nas; mamy się odnowić, a raczej odnawiać nieustannie,
ja i ty, polityk i robotnik, właściciel supermarketu i pracownica,
młodzieniec i emeryt, redaktorzy Gazety Wyborczej i założyciele
partii - wszyscy! Bez nawrócenia nie ma odnowy, bez nawrócenia, bez
zerwania z kłamstwem fałszywych obietnic nic nie przyniosą zbliżające
się kolejne wybory do parlamentu czy samorządu.
Martwa jest Konstytucja, która nie przywołuje Boga jako
najwyższego Prawodawcy, martwe są słowa i obietnice, które rodzą
usta bez odniesienia do sumienia człowieka, który je wypowiada. Ciężkie
są czasy, kiedy nieuczciwość chodzi bezkarnie po ulicach wiosek i
miast, a doszła tam zrodzona w zmartwiałych sumieniach.
Zakończenie
Powróćmy na koniec do pytania: Skąd się brała wielkość Prymasa
Tysiąclecia, którą ukazywał w nauczaniu i w życiu, w radości i cierpieniu,
podczas odpoczynku i w więzieniu, w czasie oskarżeń prasowych i wtedy,
kiedy ci sami oszczercy przysyłali mu róże na urodziny?
Był człowiekiem wielkiej pracy, a więc i nieustannego
doskonalenia siebie. Nie szczędził też trudu dla innych. Ten dostojny
Hierarcha, wierny prawdzie i łasce, był jednocześnie bardzo pokorny,
gwarantował bowiem innym prawo do obecności obok siebie i prawo do
słowa, do opinii różnej niż jego własna.
Inspirowany Ewangelią i nauką Kościoła kochał Chrystusa,
Matkę Najświętszą i Kościół całym sercem, i dlatego kochał ludzi,
nawet tych, którzy go nienawidzili i krzywdzili. Kochał miłością
nadprzyrodzoną, Bożą, sięgającą po mądrość o perspektywach wieczności
i dlatego nakreślał plany dalekosiężne, trudne. Był autorem Wielkiej
Nowenny i Zawierzenia Matce Najświętszej, co realizował całe życie.
Znał jednak siłę kłamstwa, dlatego tuż przed więzieniem
ostrzegał: "gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził
sprawę Bożą - nie wierzcie! Gdyby mówili, że Prymas stchórzył, gdy
będą mówili, że Prymas działa przeciwko Narodowi i własnej Ojczyźnie
- nie wierzcie! Kocham Ojczyznę więcej od własnego serca i wszystko,
co czynię dla Kościoła, czynię dla niej". I dzisiaj nie wierzcie,
gdy bedą oskarżać Kościół, ksieży i Ewangelię. A będą!
Najpiękniejsze świadectwo - i najbardziej znaczące -
dał o kardynale Stefanie Wyszyńskim Jan Paweł II: "Ksiądz Prymas
odzwierciedla siłę fundamentu tego Kościoła, którym jest Jezus Chrystus.
Na tym polega jego własna siła" (2 czerwca 1979 r.). "Zawsze byłem
przekonany, że Duch Święty powołał Waszą Eminencję w wyjątkowym momencie
dziejów Ojczyzny i Kościoła. Patrzyłem na to trudne, ale jakże błogosławione
wezwanie od czasów mojej młodości i dziękowałem za nie Bogu jako
za łaskę szczególną dla Kościoła i Polski. Dziękowałem za to, że "
taką moc dał Człowiekowi" (Jan Paweł II, 30 października 1979 r.)
.
I my chcemy patrzeć i dziękować Bogu za moc i mądrość,
którą daje ludziom i chcemy czerpać nadzieje, że ich wstawiennictwo
przed Bogiem będzie skuteczne w zachowaniu wiary i miłości do Chrystusa
i Kościoła i dziś, i jutro, i na zawsze.
Na wielkość Prymasa Tysiąclecia składa się wiele elementów:
jego zdolności, gorliwa praca, dary naturalne i działanie Boże. To
ostatnie było szczególnie czytelne w jego życiu. Jest jeszcze jeden
ważny element, na wielkość Prymasa złożyła się współpraca ludzi najbliższych,
zafascynowanych nim współpracowników, jedność biskupów, księży i
świeckich, współpraca, modlitwa i oddanie Instytutu Jasnogórskich
Ślubów Narodu. Te oddane niewiasty służyły jemu, a z nim Kościołowi
- bezgranicznie. To dzięki tym ludziom zafascynował się nim naród,
kochał go i ufał.
Księże Kardynale Stefanie, Sługo Boży, Sługo Maryi, okaż
moc Twego wstawiennictwa i módl się za nami, módl się za naszą Ojczyznę,
o uzdrowienie sumień, o mądrość, moc i prawość dla rządzących, o
świętość kapłanów, biskupów i wszystkich ochrzczonych. Amen.