Z okazji Dnia Dziecka w Brdowie odbył się festyn rodzinny, którego głównym organizatorem był o. Tomasz Wieczorek ze Zgromadzenia Ojców Paulinów. Impreza odbywała się na polu namiotowym nad Jeziorem Brdowskim,
czyli na tzw. Pasterniku. Piękna pogoda sprzyjała doskonałej zabawie, w której uczestniczyli przedstawiciele trzech pokoleń: wnuki, rodzice i dziadkowie. Było tłoczno, radośnie, familiarnie.
I właśnie o to chodziło o. Tomaszowi, który wraz z br. Adamem Kiełkiewiczem wzięli na siebie obowiązki wodzirejów festynu. Trzeba przyznać, że mieli doskonały kontakt z dziećmi i dorosłymi. Różnymi
sposobami zachęcali do brania udziału w zabawie i sami wybornie się bawili.
Z przyjemnością słuchano towarzyszących imprezie piosenek i pieśni w wykonaniu scholi, kierowanej przez miejscowego organistę. Najmłodsi „okupowali” wielki, nadmuchiwany zamek z basztami.
Śmiechu było co niemiara. Starsze dzieci chętnie uczestniczyły w rozgrywkach sprawnościowych, brały udział w konkursach - tanecznym i wokalnym. Rodzice musieli popisać się umiejętnościami tanecznymi.
Rywalizacja była ostra, pełne wigoru popisy wywoływały radość i kończyły się wręczeniem nagród dla zwycięzców (każde dziecko otrzymało przynajmniej jedną). Powodzeniem cieszyły się też przejażdżki konne
i rowerem wodnym. Zapobiegliwy o. Tomasz wcześniej zyskał fundatorów - firmy i osoby prywatne, dzięki którym były prezenty i poczęstunek. Mamy uczestniczących w festynie dzieci oraz trzy nauczycielki
upiekły pyszne ciasta.
Za okazaną życzliwość wszystkim osobom, które pomagały w organizacji przedsięwzięcia, służyły radą, przekazały produkty spożywcze, złożyły ofiary, ufundowały nagrody, wypożyczyły konie do jazdy i
sprzęt, organizatorzy i uczestnicy festynu z serca dziękują. Należy się cieszyć, że cel festynu - popularyzacja spędzania czasu wolnego z całą rodziną na świeżym powietrzu oraz integracja społeczności
parafialnej, został osiągnięty.
Krwotok, brak znieczulenia, zbyt długi transport. Takie scenariusze w polskich porodówkach nie są teorią – powiedział PAP prof. Przemysław Kosiński z UCK WUM. Dodał, że przy małej liczbie porodów doświadczenie zespołu zanika, a to grozi tragedią więc potrzeba sieci dobrze przygotowanych porodówek.
PAP: Wyobraźmy sobie sytuację graniczną. Jest telefon na numer 112. Dzwoni kobieta w ciąży. Mówi, że ma skurcze, odeszły jej wody, pojawiło się krwawienie. Do najbliższej porodówki jest sto kilometrów. Co powinno się jej doradzić?
Opowiadanie stoi w samym środku dramatu posłuszeństwa. Samuel przychodzi do Saula z twardym słowem Pana. W tle pozostaje wojna z Amalekitami i nakaz objęcia ich „klątwą” (ḥerem), czyli oddaniem wszystkiego Bogu bez prawa do łupu. Saul zachował to, co wyglądało na rozsądny zysk i pobożny zamiar. W perykopie słychać inne kryterium. Samuel zaczyna od znaku słyszalnego: odgłosu owiec i bydła. Zewnętrzny hałas ujawnia wybór serca. Potem pada zdanie-klucz całego wydarzenia: Pan ma upodobanie w posłuszeństwie. Hebrajskie (šāma‘) znaczy „słuchać” i niesie sens „być posłusznym”. Saul słyszy rozkaz, a układa własne usprawiedliwienia. Chce złożyć ofiarę z najlepszego łupu. Samuel widzi w tym odwrócenie porządku. Ofiara wyrasta z przymierza, a przymierze żyje ze słuchania. Prorok nazywa bunt grzechem wróżbiarstwa, a upór winą bałwochwalstwa. To porównania z obszaru praktyk, które obiecują kontrolę i bezpieczeństwo. Serce upierające się przy swoim planie przenosi tę samą postawę na relację z Bogiem. Na końcu brzmi wyrok: odrzucenie słowa Pana prowadzi do odrzucenia króla. W Izraelu władza królewska pozostaje służbą poddającą się Słowu. Tekst dotyka też religijnej pokusy. Człowiek potrafi mnożyć gesty pobożności, a równocześnie omijać posłuszeństwo. Słowo Boga przenika takie zasłony i wzywa do prostoty serca. W starożytnym kulcie tłuszcz ofiary uchodził za część najcenniejszą. Samuel przypomina, że nawet to, co najlepsze, nie zastąpi słuchania. Posłuszeństwo otwiera drogę błogosławieństwu i chroni przed duchowym rozproszeniem. Samuel nie prowadzi sporu o strategię wojny. On odsłania relację króla z Bogiem, która stoi u źródeł decyzji.
Przerażeni pasażerowie dwóch pociągów, które wykoleiły się w niedzielę w południowej Hiszpanii, opowiedzieli hiszpańskim mediom o swoich przeżyciach, porównując je do horroru. Ci, którzy wyszli cało lub z lekkimi obrażeniami z jednej z największych katastrof kolejowych w historii Hiszpanii, mówili o wygraniu losu na loterii.
Pasażerowie podróżujący z Malagi do Madrytu wspominali, że w niedzielny wieczór pociąg zaczął gwałtownie hamować, a ludzie i walizki - bezładnie przemieszczać się w wagonach.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.