Reklama

Życie pod kopułą

W tym roku cyrk Ewy i Stanisława Zalewskich obchodzi 25-lecie działalności. Są siódmym w ich rodzinie pokoleniem artystów cyrkowych. Ich syn Kamil i synowa Aneta otwierają kolejne. Zalążki cyrkowej rodziny sięgają początków ubiegłego wieku. Wtedy to z Czech do Polski, jeszcze pod zaborami, przywędrowała prababka Ewy – Aniczka Niemeczek

Niedziela Ogólnopolska 30/2017, str. 46-47

Hanoi Photography/Fotolia.com

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jej rodzice, Franciszka i Ludwik, byli artystami cyrkowymi i właścicielami popularnego Cyrku Harry’ego, który występował niemal w całej Europie, także w Rosji. Ojciec Aniczki był atletą i zapaśnikiem. Również żonglerem i treserem koni, co do dzisiaj jest jednym z koronnych numerów Cyrku Zalewski. Aniczka, podobnie jak jej cała rodzina, urodziła się w wozie cyrkowym. Już od 8. roku życia występowała na arenie. Jako 15-latka poznała swojego przyszłego męża, też cyrkowca – Rudolfa Nowotnego. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, Aniczka i Rudolf pobrali się i osiedli w Polsce. Urodził im się syn Jan, który został ojcem dwóch córek: Ewy i Lidii. Dziś obie kontynuują tradycje pradziadków, dziadków i rodziców. Ewa została właścicielką Cyrku Zalewski, Lidia – Cyrku Korona.

Ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć

Reklama

W cyrkowym gabinecie Ewy i Stanisława Zalewskich, jak również na folderach reklamowych, widać sepiowe zdjęcia ich protoplastów. Sceny z dawnych występów, jak również pierwsze, wraz z ojcem, numery akrobatyczne kilkuletniej Ewy. To już z lat 50. ubiegłego wieku. Wraz ze zdjęciami idą opowieści, ułożone gdzieś między anegdotą i faktem. Wspomnienie o pradziadku – atlecie, który dla zabawy wchodził pod wóz mieszkalny i unosił go do góry. Razem „z zawartością”. I wcale niezabawna historia o upaństwowionym przez komunistów cyrku dziadków, którzy do końca życia mieszkali w wozach na terenie cyrkowej bazy w podwarszawskim Julinku. Opowiadania zarówno o trudach, jak i urokach zawodu artysty cyrkowego. Z latami po wędrownej drodze gubią się trudy i we wspomnieniach zostają tylko uroki zawodu – pozostają zachwyty publiczności, oklaski, niepohamowany śmiech dzieci podczas występu klaunów i zapierająca dech cisza przy numerach akrobatycznych pod kilkudziesięciometrową kopułą.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

– Królową areny jest akrobatyka – mówi Ewa Zalewska. – Uwielbiałam ćwiczyć, ćwiczyłam godzinami, bo w sztuce cyrkowej trzeba się codziennie oswajać z lękiem. Choć się go nie czuje, zawsze jest gdzieś z tyłu głowy. Przed występem konieczny jest dobry sen. Od rana dwie, trzy godziny próby, bo to uspokaja. Pozwala mieć świadomość, że wieczorem występ się uda. Śniadanie należy zjeść lekkostrawne. I cały dzień musi być w pełni podporządkowany temu, co się wydarzy wieczorem. To takie podstawowe zasady. Ale przede wszystkim trzeba ćwiczyć, ćwiczyć.

Reklama

Ewa Zalewska choć urodziła się już nie w wozie cyrkowym, to jednak mieszkała w nim do piątej klasy szkoły podstawowej. W tym czasie chodziła do blisko 50 szkół. Czasem bywało, że do jednej – przez 3 tygodnie, do innej przez pół roku. Po maturze zdała na Uniwersytet Warszawski na studium języków obcych. Wkrótce jednak wybrała szkołę cyrkową w Julinku. Tam też poznała swojego męża. W 1985 r., na największym międzynarodowym festiwalu sztuki cyrkowej w Monte Carlo, za akrobatyczny pokaz „Trio Zalewskich”, wraz z Andrzejem Suszczyńskim, otrzymali Srebrnego Klauna. Dla cyrkowców jest to odpowiednik filmowego Oscara. Występowali w wielu filmach, telewizji i w rewiach, takich jak Scala w Madrycie. Odnosili duże sukcesy przez 20 lat, zdobyli wiele nagród na festiwalach, także angaży w najlepszych europejskich cyrkach. Od 1993 r. sami organizują rokrocznie międzynarodowe festiwale cyrkowe w Warszawie.

– Wiedziałam od dziecka, że najważniejsze są arena i sztuka cyrkowa – wspomina Ewa Zalewska. – Nasze życie było wspaniałe. Kiedy byłam małym dzieckiem, zatrzymywaliśmy się w miastach na długie miesiące. Można było ćwiczyć, rozwijać się. Atmosfera była rodzinna. Artyści znali się bardzo dobrze. Był czas, żeby spotkać się wieczorem po przedstawieniu, mój tata grał na akordeonie, bawiliśmy się, tańczyliśmy przy ognisku, piekliśmy kiełbaski. Towarzystwo w cyrku niemal zawsze było i jest międzynarodowe. Przybysze opowiadali o swoich krajach, o mniej lub bardziej egzotycznych miejscach na mapie.

Rodzice Ewy Zalewskiej występowali w państwowych cyrkach znajdujących się pod zarządem Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych, podobnie jak później ona sama i jej mąż Stanisław. Mimo wielokrotnych zachęt i nacisków, nie przystąpili jednak do PZPR. Paszporty otrzymali więc dopiero w 1981 r. Od tego czasu występowali poza Polską niemal bezustannie, z krótkimi przerwami na podpisanie kontraktu z następnym zagranicznym cyrkiem. Wrócili do Polski dopiero na początku lat 90. ubiegłego wieku. I niemal od razu postanowili, że założą swój cyrk.

Miejsce dla cyrku

Reklama

Dziś Cyrkiem Zalewski współkieruje ich syn Kamil z małżonką Anetą. Oboje występują na arenie. Aneta, podobnie jak jej teść Stanisław, jest pierwszym cyrkowym pokoleniem w rodzinie. Trafiła pod kopułę już jednak jako zawodowa akrobatka, gdyż wcześniej uczyła się jej w szkole sportowej. Bez trudu więc weszła w cyrkowe „numery”. Kamil, wychowywany od dziecka „pod kopułą”, choć skończył ekonomię na warszawskiej SGH, wybrał cyrk. Pokochał nie tylko akrobatykę, ale także ojcowską tresurę koni, przede wszystkim jednak specjalizuje się w iluzjonistyce. Jak mówi, właściwie nie wyobrażał sobie życia poza cyrkiem. Owszem, jego pokolenie nie mieszka już w wozie cyrkowym, tylko w nowoczesnym kamperze, z kuchnią, salonem i łazienką, ale jak dawniej nie tęskni za osiadłym trybem życia.

Cyrk Zalewski posiada dziś kilka namiotów. Jako jedyny w kraju ma też namiot na 2 tys. miejsc zwany katedrą. Cyrk zatrudnia blisko 20 artystów i kilkudziesięciu pracowników technicznych. Jest więc małym przedsiębiorstwem „na kołach”. Jednak, aby wszyscy mogli się utrzymać, „przedsiębiorstwo” musi codziennie być w innym mieście. Rokrocznie cyrk przemierza ok. 30 tys. kilometrów, dając występy w ponad 250 miastach. Jednakże od czasu gier komputerowych i dostępu do Internetu coraz mniej jest chętnych na „cyrkową iluzję”. Jak jednak zapewniają fachowcy z branży, to wcale nie zapowiada końca sztuki cyrkowej, ale musi ona szukać swojej formuły, nowego miejsca, nowego klienta. Potwierdza to Kamil Zalewski.

– Wciąż utrzymuje się przekonanie, że cyrk jest tylko dla dzieci. I przychodzą coraz młodsze. Pierwszoklasista już się krępuje być w cyrku. Woli pograć na PlayStation. Zmienia się styl życia, no i portfele rodziców nie są z gumy – mówi Kamil Zalewski. – Cyrk był zawsze niedrogim widowiskiem, bo przychodziła ogromna rzesza ludzi. Teraz, kiedy liczba odwiedzających cyrk zmniejszyła się, zmieniają się też ceny biletów, są zdecydowanie droższe. W ostatnich latach tzw. liderzy opinii mówią negatywnie o cyrku, szczególnie jeśli chodzi o rzekome wykorzystywanie zwierząt. I to psuje nam frekwencję. Mamy więc coraz większe problemy ze znalezieniem terenu. Prezydenci miast czy burmistrzowie, którzy utrudniają nam wynajęcie jakiegoś placu, jakby nie zdają sobie sprawy, że my przyjeżdżamy z widowiskiem dla ich społeczności – można powiedzieć, że dla ich potencjalnych wyborców. A tu nie ma równego terenu, gdzie by można ustawić namiot. Tracimy czas i pieniądze na wyrównanie jakiegoś placu, bo artyści i zwierzęta muszą być bezpieczni. W Niemczech każde miasto ma tzw. Festplatz, gdzie urządza się spotkania cyrkowe, targi, stają wesołe miasteczka. Słowem: jest jakieś utwardzone miejsce z dostępem do wody, prądu itd. Rozumiem, że buduje się sklepy, wielkie galerie i miejsc dla cyrku jest coraz mniej. Urzędy miast czerpią bowiem większe zyski ze sklepów niż z jednodniowego postoju cyrku. Ale też nie powinny eliminować rozrywki, jaką jest cyrk.

2017-07-19 10:19

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jan Paweł II: Papież, który dotarł do Pokolenia Z

2025-04-03 16:49

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

Z archiwum Bernarda Oliveiry dos Santos/Vatican News

Choć od śmierci św. Jana Pawła II mija 20 lat, to jego przesłanie wciąż inspiruje młodych na całym świecie. Dla 16-letniego Bernardo Oliveiry dos Santosa z brazylijskiego Salvadoru papież Polak pozostaje wzorem wiary, odwagi i bliskości z młodzieżą, mimo że, tak jak już miliony katolików na całym świecie, urodził się już lata po 2 kwietnia 2005 roku.

„Jan Paweł II był wielkim papieżem, szczególnie dla nas, młodych” – mówi Radiu Watykańskiemu-Vatican News Bernardo Oliveira dos Santos, akolita z Brazylii. Choć urodził się już za pontyfikatu Benedykta XVI, nauczanie papieża z Polski zna dobrze – z opowieści rodziców, ludzi Kościoła i własnych poszukiwań. Najbardziej zapadły mu w serce słowa, które papież często kierował do młodzieży. „Podczas swojego pontyfikatu zbliżył wielu młodych ludzi do Kościoła. Tak często zwracał się do nas, młodych, abyśmy nie bali się być świętymi” - podkreśla.
CZYTAJ DALEJ

Uzdrowiona po modlitwach do bł. Solanusa Caseya

2025-04-03 21:13

[ TEMATY ]

świadectwo

zrzut ekranu YT/pl.wikipedia.org

Mary Bartold/Solanus Casey

Mary Bartold/Solanus Casey

Wielu katolików przypisuje błogosławionemu Solanusowi Caseyowi pomoc w uzdrowieniu ludziom cierpiącym na choroby. Mary Bartold z DeWitt w stanie Michigan należy teraz do wielu osób, którym udało się to osiągnąć po tym, jak jej dwa guzy zniknęły bez interwencji medycznej, ale dzięki jej nieustającym modlitwom do bł. Caseya.

Jak podaje Detroit Free Press, nieoczekiwane problemy zdrowotne Mary zaczęły się prawie rok temu, pod koniec kwietnia 2024 roku . Była wówczas uczennicą drugiego roku szkoły średniej, gdy zaczęła odczuwać silne bóle brzucha. Mary i jej rodzina nie potrafili dokładnie określić, na czym polegał problem.
CZYTAJ DALEJ

Za krzyżem przez las turzański

2025-04-03 23:35

Piotr Ożóg

Droga Krzyzowa w Trzebusce

Droga Krzyzowa w Trzebusce

Organizatorem nabożeństwa były Koło Gospodyń wiejskich „Dworzanki” w Trzebusce, sołectwo Trzebuska i Towarzystwo Miłośników Ziemi Sokołowskiej. Zadania koordynatora podjęli sołtys Piotr Ciupak i wiceprezes TMZS Piotr Ożóg. Nabożeństwu przewodniczył proboszcz parafii w Trzebusce ks. Władysław Szwed. O bezpieczeństwo na drodze zadbali policjanci z Komisariatu Policji w Sokołowie oraz druhowie z OSP w Górnie. Wydarzenie objął swoim patronatem burmistrz sokołowski Andrzej Kraska, a patronatu medialnego udzieliło Katolickie Radio VIA.

Uczestnicy nabożeństwa aktywnie włączyli się w prowadzone modlitwy. Śpiew animowali parafianie sokołowscy: Beata Głowala, Kazimierz Partyka i Karol Chorzępa. Za poszczególne rozważania odpowiadali przedstawiciele: Służby Liturgicznej z Trzebuski, młodzieży, Parafialnego Oddziału Caritas w Trzebusce, KGW w Trzebuska, matek, ojców, Służby Zdrowia, oświaty, Róż Różańcowych, Rady Parafialnej w Trzebusce, sołtysów, mieszkańców gminy, służb mundurowych i Nienadówki. W asyście maszerowały orlęta z Sokołowa, Nienadówki i Górna należące do sokołowskiej Jednostki Strzeleckiej nr 1914 im. ppor. Jakuba Darochy oraz orlęta z Nowej Wsi koło Zaczernia. Atmosferze modlitwy i skupienia sprzyjały zapalone pochodnie i lampiony, a także niesione flagi.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję