Reklama

Wiadomości

Piotr

Niedziela Ogólnopolska 14/2013, str. 38-39

[ TEMATY ]

chorzy

Bożena Sztajner

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

„Nazywam się Piotr, mam 23 lata. W wyniku wypadku uszkodziłem rdzeń kręgowy, przez to jestem całkowicie sparaliżowany i niewydolny oddechowo. Dzięki swojej determinacji ukończyłem studia na kierunku Informatyka i Ekonometria. Po wszczepieniu rozrusznika nerwów przeponowych i nowatorskiej terapii w Turynie po czterech latach mogę znów cieszyć się własnym oddechem...”.

Kartki z taką treścią, uzupełnioną o przygotowania do kolejnej nowatorskiej terapii i prośbą o wsparcie wręczała mama Piotra każdej znajomej osobie, a ta przekazywała je dalej. Rodzina Piotra z własnego doświadczenia zna siłę łańcucha ludzi dobrej woli, którzy mogą spowodować, że to, co wydawało się niemożliwe, stało się możliwe. Jeszcze dwa lata temu Piotr, podobnie jak setki innych niewydolnych oddechowo chorych, żył dzięki oddychającej za niego maszynie podłączonej rurką do tchawicy. Dziś sam oddycha. Mówi, że do nowatorskiej terapii, którą przeszedł w Turynie, kwalifikuje się wielu chorych w Polsce, którzy podłączeni są do respiratora i poddani codziennym bolesnym zabiegom z tym związanym.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Nie tylko cud

Reklama

Nie byłoby to możliwe, gdyby nie rodzina Piotra mieszkająca od lat we Włoszech. Po wypadku Piotra zaczęli rozpytywać o możliwość leczenia osób z takim urazem. Powoli rosła sieć ludzi, w tym lekarzy neurologów, anestezjologów, którzy zgłaszali akces do pomocy licealiście z Polski, który w czasie ćwiczeń na drążku zawieszonym w drzwiach własnego mieszkania upadł na tyle niefortunnie, że przerwaniu uległ rdzeń kręgowy. Wypadek ten unieruchomił chłopca od szyi w dół i właściwie na stałe przykuł do łóżka. Wyniki tomografii i rezonansu magnetycznego Piotra zostały wysłane do Turynu dr. Cesaremu Gregorettiemu. Lekarze wykorzystali całą swoją wiedzę, by znaleźć metodę leczenia, która pozwoli przywrócić ciągłość rdzenia kręgowego. Taką innowacyjną metodę wynalazł prof. Carlos Lima z Portugalii. Zgodził się leczyć Piotra, ale pod warunkiem, że zacznie samodzielnie oddychać. Samodzielnie oddychać? - polscy lekarze mówili, że jest to niemożliwe, że może to spowodować tylko cud. Prof. Lima polecił Piotrowi innego lekarza - Portugalczyka prof. Joăo Carlosa Wincka. Ten zgodził się przyjechać do Polski, by nauczyć Piotra samodzielnego oddychania. Niestety, żaden szpital, do którego zgłosili się rodzice Piotra, nie zgodził się przyjąć ich syna na czas nauki metody samodzielnego oddychania przez portugalskich lekarzy. - Pozostał nam wyjazd do szpitala w Turynie - mówi mama Piotra. - Przelot samolotem z synem podłączonym do respiratora nie wchodził w grę. Po prostu nie było nas na to stać. Koszt takiej ekspedycji wyniósłby 30 tys. euro. Załadowaliśmy z mężem Piotra z całym oprzyrządowaniem niezbędnym do utrzymania życia do wynajętego campera i na własną odpowiedzialność pojechaliśmy z synem do Turynu, gdzie miała przyjechać ekipa lekarzy z Portugalii.

Anioł stróż

Jak zawsze w takim przypadku potrzebna jest osoba, która przygotuje logistykę tego międzynarodowego przedsięwzięcia. Taką osobą dla chłopca z Polski okazała się Włoszka - pani Ornella Cimieri. To ona organizowała kontakty z lekarzami, międzynarodowe konsultacje, szpital, w którym miał się odbyć zabieg odłączenia Piotra od respiratora i uczenie go samodzielnego oddychania. Jak udało jej się umieścić Piotra w grafiku portugalskich lekarzy, którzy terminy mieli zajęte na kilka lat do przodu, stanowi tajemnicę nawet dla rodziców Piotra. Rodzice mieli wziąć na siebie opłacenie portugalskich lekarzy - 9 tys. euro. Zebranie tej kwoty byłoby niemożliwe bez pomocy krewnych, znajomych i darczyńców z Fundacji „Zdążyć z Pomocą”, w której Piotr ma swoje konto. - Jak was na to stać!? - zapytał mamę Piotra jej znajomy z uczelni. - Żyjemy skromnie - odpowiedziała. - Wszystko, co zarabiamy, ja i Wiesio, inwestujemy w leczenie i rehabilitację Piotra.

Innowacyjna metoda

Reklama

Aby zakwalifikować bliską osobę do innowacyjnego leczenia, krewni często podkolorowują stan chorego. A chory do tego typu terapii musi być sprawny intelektualnie i psychicznie. - Gdy nawiązywaliśmy kontakty z Portugalią, Piotr sam rozmawiał po angielsku z lekarzami przez telefon. Pytał lekarzy o wszystko wnikliwie i sam szukał informacji na całym świecie - mówi mama Piotra. A metoda uczenia samodzielnego oddychania u osób podłączonych do respiratora istnieje od 30 lat. Jednak w Europie jest rzadkością, w Polsce w ogóle nie jest stosowana. Samodzielnego oddychania uczą specjaliści (na świecie dwie ekipy), ale ćwiczenia trzeba kontynuować samodzielnie, aż osiągnie się perfekcję, stąd do tej metody mogą być kwalifikowane osoby spełniające kryteria i fizyczne, i psychiczne.

Studia

Polski system edukacji nie przewiduje, by ludzie wentylowani studiowali. Dlatego gdy Piotr świetnie zdał maturę, jego mama, adiunkt w Politechnice Częstochowskiej, udała się do rektora macierzystej uczelni prof. dr hab. Marii Nowickiej-Skowron i zapytała o możliwość studiowania dla syna. - Biorąc pod uwagę wysiłek Piotra, należy mu pomóc w realizacji jego marzeń - stwierdziła pani Rektor i dziś Piotr ma licencjat z Informatyki i Ekonometrii. Czy było łatwo? - Nauczyciel w szkole ma płacone za nauczanie ucznia w domu, nauczyciele akademiccy przychodzący do syna nie mają nic - mówi mama Piotra. - W pomocy dla osoby jej potrzebującej najważniejsze są dwie rzeczy - dopowiada Piotr - pieniądze i czas, przy czym czas postawiłbym na pierwszym miejscu.

Grupa wsparcia

Reklama

Rodziny osób z wentylacją domową dobrze rozumieją się nawzajem. Wymieniają się doświadczeniami i wiedzą za pośrednictwem rehabilitantów i lekarzy, a później telefonicznie i przez Internet. - Wspieramy się nawzajem - mówi Piotr. - Oczywiście, są nieliczne przypadki osób skupionych na sobie, ale pozostali tworzą specyficzną grupę pomocną szczególnie w początkach zmagań z chorobą. - Wiem, co czuje matka, gdy sprzęt do wentylacji nie działa, gdy dziecko się dusi - mówi mama Piotra. - My to wszystko przeżyliśmy. I może na co dzień nie mogę w pełni zaangażować się w pomoc innym, bo opieka nad Piotrem jest czasochłonna, to jeżeli tylko mogę pomóc, to z chęcią to robię. Jednak to, co jest najcenniejsze, to wiedza Piotra i jego rodziców na temat metod leczenia, które sami przeszli. Metod innowacyjnych, prostych, którymi nikt w Polsce nie jest zainteresowany.

Dzień Piotra

Dzień Piotra wypełniony jest rehabilitacją (rehabilitant przychodzi dwa razy dziennie), zabiegami pielęgnacyjnymi (wykonywanymi przez rodziców). Z komputera (ok. 8 godzin dziennie) Piotr korzysta dzięki specjalnej myszce, którą porusza ustami. Na razie zrobił sobie przerwę w studiowaniu. Dużo uczy się sam. Prowadzi rozległą korespondencję elektroniczną. Słucha audiobooków i korzysta z komputera.

Dom opuszcza rzadko. Specjalny wózek (prowadzony przez Piotra ustami) może się poruszać tylko po gładkiej powierzchni, a te w Polsce mają np. wielkopowierzchniowe markety i galerie, za którymi Piotr jednak nie przepada. Osoba całkowicie sparaliżowana poruszająca się na wózku za pomocą ust jest w Polsce ciągle nowością i wywołuje ludzką ciekawość, a Piotr nie lubi szumu i zamieszania wokół siebie. Natomiast przepada za meczami „Włókniarza”. Pasją kibica zaraził go dziadek, prowadząc od wczesnego dzieciństwa na mecze. - Od czasu wypadku pójście na mecz było moim marzeniem. Tata powiedział, że jak nauczę się samodzielnie oddychać, to mnie zabierze - mówi Piotr. - Dziś dzięki uprzejmości prezesa klubu - pana Pawła Mizgalskiego możemy wjechać samochodem na teren stadionu i stamtąd oglądać mecz.

Reklama

Latem Piotr lubi przebywać z rodzicami na działce. - Właściwie tylko wtedy może odetchnąć świeżym powietrzem. Przez cały rok jest zamknięty w czterech ścianach pokoju. Opuszcza je rzadko. Osobę całkowicie sparaliżowaną trudno jest przemieszczać. Ciało jest sztywne, jak kłoda drzewa. Trzeba sporo sił, by Piotrka posadzić na wózku i transportować - mówi mama. W nocy, ponieważ wtedy organizm funkcjonuje inaczej, Piotr podłączany jest do stymulatora nerwów przeponowych, który wspiera oddychanie. Wydzielina odsysana jest co kilka dni. Bez bólu, bez infekcji typowej dla osób podłączonych do respiratora. - To powinno być standardem w Polsce. Zależy mi, by ludzie w Polsce się o tym dowiedzieli. Na Zachodzie odchodzi się od niepotrzebnych, kosztochłonnych metod leczenia - mówi Piotr.

Świat

Świat Piotra to sterylna przestrzeń pokoju, w którym stoi łóżko, stolik z komputerem, meblościanka, w której przechowywane są środki medyczno-pielęgnacyjne potrzebne do codziennego funkcjonowania. Na ścianie wysoko został powieszony telewizor, by Piotr mógł go oglądać ze swojej horyzontalnej pozycji. - Dzień, w którym Piotrek wrócił ze szpitala, to była domowa rewolucja - mówi mama. - Na śmietniku wylądowało to, o co przez lata dbałam: kwiaty, dywan, firanki. Osobę całkowicie sparaliżowaną może nękać wiele chorób: infekcje, odleżyny, wirusy. Z najbliższej przestrzeni muszą zniknąć przedmioty przyciągające kurz, bakterie i inne niebezpieczne drobnoustroje. Przekonał się o tym na własnej skórze znany aktor grający Supermana. Christopher Reeve, który, mimo zaplecza finansowego, nie zadbał o właściwą pielęgnację unieruchomionego ciała, zmarł na infekcję spowodowaną odleżynami.

Znajomi

Reklama

Znajomi z liceum pojechali na studia do innych miast, ale odwiedzają Piotra w czasie wakacji i przerw semestralnych. Częstymi gośćmi są znajomi z duszpasterstwa akademickiego, obecnego i wcześniejszego, które prowadził ks. Andrzej Przybylski. Teraz jest on rektorem Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej i dlatego Piotra odwiedzają w niedzielę klerycy. Po przyjęciu święceń kapłańskich rozjeżdżają się po diecezji, ale wpadają do kolegi. Stają się przyjaciółmi, jak choćby ks. Paweł od bezdomnych. Piotr nazywa go cudownym człowiekiem, który widzi w bezdomnych braci, otwiera się na nich mimo ich ułomności, nałogów i drażniącego tzw. normalnych ludzi brudu.

Walka

Kolejna innowacyjna terapia, do której przygotowuje się Piotr Robak, jest bardzo droga, a możliwości finansowe rodziny ograniczone. Dla urzędników Piotr jest osobą niestandardową. Nie powinien sam oddychać, nie powinien się uczyć, nie powinien...

- To co może człowiek w twojej sytuacji? - pytam Piotra. - Może walczyć - odpowiada.

Możesz pomóc Piotrowi, przekazując 1% podatku. Wystarczy wpisać w zeznaniu podatkowym w rubryce: „wniosek o przekazanie 1% podatku należnego na rzecz organizacji pożytku publicznego” - numer KRS 0000037904, w rubryce: „informacje uzupełniające - cel szczegółowy” - należy wpisać: na leczenie i rehabilitację Piotra Robaka 5298.

2013-04-03 07:24

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Lourdes - sanktuarium nadziei

Światowy Dzień Chorego ustanowił Ojciec Święty Jan Paweł II, w liście z 13 maja 1992 r. do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady Duszpasterstwa Pracowników Służby Zdrowia, kard. Fiorenzo Angeliniego, ustalając jednocześnie datę na 11 lutego - święto Matki Bożej z Lourdes. Po raz pierwszy Dzień ten obchodzono w następnym roku (1993) w Lourdes i częściowo w Rzymie, a uroczystościom przewodniczył w Rzymie osobiście Ojciec Święty. W 1994 r. główne obchody odbyły się w naszym narodowym sanktuarium na Jasnej Górze - przewodniczył im kard. Angelini. Odtąd miejscem centralnych obchodów Dnia jest zawsze jakieś znane sanktuarium maryjne w różnych krajach. Odbywały się one kolejno w Jamusukro (Wybrzeże Kości Słoniowej, 1995), Guadalupe (Meksyk, 1996), Fatimie (1997), Loreto (1998), Harissie (Liban, 1999), Rzymie (2000, połączone z Jubileuszem Chorych), Sydney (2001) i w narodowym sanktuarium katolików indyjskich w Vailankamy (2002). W bieżącym roku centralne obchody już XI Światowego Dnia Chorego odbędą się w Waszyngtonie, gdzie końcowym punktem trzydniowych uroczystości będzie Msza św. w narodowym sanktuarium maryjnym Stanów Zjednoczonych - stołecznej bazylice Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Powiązanie Światowego Dnia Chorego z liturgicznym wspomnieniem Najświętszej Maryi Panny z Lourdes ma swój szczególny wydźwięk. Kto przybywa do tego miejsca - obojętnie czy jako pielgrzym czy jako turysta - staje przed Grotą, w której 11 lutego 1858 r. Maryja ukazała się po raz pierwszy skromnej dziewczynie Bernadetcie Soubirous. Co prawda Grota dziś już wygląda inaczej niż w dniach objawień, ale każdy, kto przed nią staje, musi unieść wzrok, aby zobaczyć figurę Maryi, ustawioną w miejscu dokonanych objawień. Trzeba "unieść wzrok", aby widzieć wyżej, by szukać tego, co "pochodzi z góry", wszystkiego, co prawdziwe, szlachetne, sprawiedliwe, czyste i godne miłości. O tej Grocie Bernadetta mówiła: "To było moje niebo". To tutaj, usłyszała też słowa z ust Maryi - których sama jeszcze nie rozumiała - że przychodzi ona na ziemię jako "Niepokalane Poczęcie". Było to potwierdzeniem tej prawdy, którą Kościół czcił od wieków, a cztery lata wcześniej, w 1854 r. ogłosił światu przez Piusa IX dogmat o Niepokalanym Poczęciu. Bóg uzdolnił Maryję w sposób szczególny, aby przez Nią mógł przyjść na ziemię Zbawiciel - Syn Boży. Tak więc z jednej strony Lourdes uczy nas "unosić wzrok ku górze", z drugiej zaś, uczy nas także dostrzegania tego, co "na dole", uczy spotkania z cierpieniem. Każdego roku do tego sanktuarium przybywa około 5 mln pielgrzymów. Z tego około 80 tys. to ludzie chorzy. Nie są sami. Przy nich łatwo możemy spotkać mężczyzn wyposażonych w specjalne "szelki" i kobiety w białych czepkach, którzy pomagają chorym w poruszaniu się, przenoszą ich z miejsca pobytu na wspólną modlitwę, pomagają w zwyczajnych sprawach, które od pełnosprawnych nie wymagają większego wysiłku, dla tych chorych zaś są czasami wielkim trudem. To wolontariusze, którzy należą do Biura Wolontariatu (powołane do życia w 1885 r.) i w ten sposób tworzą dziś ponad 200 tys. rzeszę mężczyzn i kobiet, w różnym wieku, mówiących różnymi językami i reprezentujących wszystkie rasy i narody. W Lourdes przybywający chorzy kierowani są szczególnie do dwóch miejsc: szpitala Accueil Saint Frai - który może pomieścić 400 łóżek terapeutycznych i szpitala Accueil Notre Dame z 904 łożkami. Dzięki pomocy wolontariuszy mogą wraz z innymi uczestniczyć w codziennej Mszy św., nabożeństwie i procesji różańcowej, w nabożeństwie dla chorych, mogą przemierzyć szlak św. Bernadetty, modlić się przy Grocie, skorzystać z kąpieli w specjalnie przygotowanych basenach. To spotkanie pielgrzymów i turystów z osobami chorymi - w różnych stadiach i odmianach choroby - a także odwrotnie, chorych z osobami zdrowymi, pozostawia trwały ślad u wszystkich. I jest to jedno z najczęściej wywożonych wspomnień, zaraz po osobistych przeżyciach duchowych związanych z nawiedzeniem tego miejsca objawień. Samo Lourdes jest dobrze przygotowane na przyjęcie przybywających tu pielgrzymów. Miasto liczące ponad 15 tys. mieszkańców ma prawie 300 hoteli i miejsc noclegowych, umożliwiających przyjmowanie przybywających z różnych stron świata ludzi. Zazwyczaj pierwsze kroki kierowane są do wspomnianej już Groty objawień, przy której najczęściej wykonywane są trzy gesty: dotknięcie skały, zapalenie świecy, obmycie się i skosztowanie wody ze źródła. Człowiekowi potrzeba oparcia, czegoś trwałego, dotknięcie skały to symbol naszego oparcia się na Bogu, oparcia na wierze. Zapalona świeca, która często towarzyszy pielgrzymom, to zarazem znak naszego wewnętrznego pielgrzymowania i przedłużenie naszych modlitw podejmowanych w tym miejscu. Obmycie zaś wodą, któremu najczęściej towarzyszy modlitwa z prośbą o oczyszczenie duszy i ciała, często prowadzi także pielgrzymów do sakramentalnej spowiedzi. Każdego dnia pielgrzymi mogą wziąć udział we Mszy św. odprawianej najczęściej w ojczystym języku, mogą zatrzymać na modlitwie w wielu miejscach. Oprócz Groty, jest tu tzw. bazylika górna pw. Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej, krypta z relikwią św. Bernadetty, bazylika Matki Bożej Różańcowej, podziemna bazylika św. Piusa X (mogąca pomieścić ponad 20 tys. osób), kościół św. Bernadetty, kaplica adoracji, a także kaplica spowiedzi. Można odprawić nabożeństwo Drogi Krzyżowej, wziąć udział w procesji eucharystycznej (godz. 17.00), procesji maryjnej (godz. 21.00), wspólnie odmawianym Różańcu przy Grocie (godz. 15.30) a także odwiedzić któreś z muzeów, szczególnie zaś przejść szlakiem św. Bernadetty. Nieprzypadkowo wybrał więc Ojciec Święty to miejsce i ten czas w życiu liturgicznym Kościoła, ustanawiając Światowy Dzień Chorego. Kieruje tym samym nasze myśli ku niebu i naszemu codziennemu życiu, szczególnie życiu dotkniętemu przez krzyż codziennego cierpienia i choroby. Niech więc ten dzień będzie dla chorych dniem umocnienia Bożą łaską przez spotkanie z Chrystusem w sakramencie pokuty, Eucharystii, a także ustanowionym przez Niego sakramencie chorych. A dla zdrowych jest to okazja, aby swoją modlitwą wspierać ludzi chorych, a także pomóc w dotarciu w tym dniu do kościoła wszędzie tam, gdzie będzie w parafiach odprawiana Msza św. w intencji chorych. Można też w rozmowie z ludźmi chorymi, którym już trudno się poruszać, zachęcić do przyjęcia kapłana z Najświętszym Sakramentem.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo: Cud w Kanadzie

2025-12-30 11:57

Niedziela Ogólnopolska 1/2026, str. 68-69

[ TEMATY ]

świadectwo

Bliżej Życia z wiarą

Magdalena Pijewska/Niedziela

„Boże Miłosierdzie spowodowało, że z bycia świeckim, światowym Amerykaninem, który dbał tylko o swoją dziewczynę i biznes, stałem się katolickim księdzem” – mówi ks. Chris Alar.

Dzienniczek św. Siostry Faustyny oraz orędzie Jezusa przekazane polskiej zakonnicy zainspirowały jego drogę do kapłaństwa. 10 listopada 2025 r. na instagramie Parousia Media marianin opublikował historię cudu eucharystycznego, którego był świadkiem w Kanadzie.
CZYTAJ DALEJ

PRAY4TEENS – adoptujesz nastolatka?

2026-01-11 13:30

[ TEMATY ]

duchowa adopcja

PRAY4TEENS

Red

Czy jedna duchowa adopcja może coś zmienić? Tak, właśnie skala „jeden na jeden” jest najbardziej realna i nigdy nie kłamie. Chociaż oczywiste jest, że depresji nie da się „zamodlić”, tak jak nie da się zamodlić złamanej nogi. Depresję trzeba leczyć.

Nie szukałam tego tematu. Przyszedł do mnie niejako sam. Kliknęłam „przypadkiem” — choć od lat wiem, że wszystko dzieje się tylko po coś – i trafiłam na stronę „PRAY4TEENS – duchowa adopcja nastolatków”. I na zaproszenie: 19 stycznia 2026 roku w Mistowie pod Warszawą w kościele pw. Matki Bożej Fatimskiej, o19:00 odbędzie się Błogosławiony Poniedziałek. Wieczór uwielbienia. Ale nie „kolejny”, podobny do wielu innych. To wieczór modlitwy wstawienniczej za nastolatków: tych, którzy zmagają się z kryzysem, depresją, myślami samobójczymi. I tych, którzy już są po drugiej stronie, bo odebrali sobie życie.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję