Reklama

Sylwetka: Walerian Piotrowski

Wierny chrztowi św.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Wielkopolskie korzenie

Reklama

Urodził się 11 grudnia 1927 r. w Grodzisku Wlkp. Ojciec był stolarzem, a mama - jak to było w zwyczaju w tym czasie - nie miała wyuczonego zawodu i całe życie zajmowała się domem. Już 26 grudnia został ochrzczony w swoim kościele parafialnym pw. św. Jadwigi Śląskiej, a więc pod takim samym wezwaniem jak zielonogórska konkatedra - parafia, do której obecnie należy.
W wieku siedmiu lat, gdy rozpoczął naukę w szkole podstawowej, postanowił zostać ministrantem. - Warunkiem zostania ministrantem była umiejętność czytania. Wręczono mi teksty - jak to mówiono - ministrantury i trzeba było się tego wyuczyć w miarę krótkim czasie. Dopiero wtedy dopuszczano do ołtarza. Wyuczyłem się ich, choć problemem dla mnie była litera "q", której nie znałem i nie wiedziałem, jak się ją czyta. To wyuczenie się było jednak łatwiejsze niż przenoszenie Mszału podczas liturgii. Po lekcji przenosiło się Mszał z pulpitem z prawej strony ołtarza na lewą. To było ciężkie, a do tego wchodziło się po takich specjalnych schodkach. Raz nawet wywróciłem się z tym Mszałem.
Rok później, w drugiej klasie, przyjął I Komunię św. (rok wcześniej niż rówieśnicy). Oprócz ministrantury należał także do Krucjaty Eucharystycznej. Tak było do wybuchu wojny. W sierpniu 1939 r. ojciec został powołany do wojska. Wobec tego najstarszy w rodzinie - Walerian bardzo prędko wydoroślał i przejął część obowiązków głowy rodziny. W wieku 14 lat, jesienią 1941 r. musiał podjąć pracę. Na szczęście nie opuścił rodzinnego Grodziska ani rodziny: matki i dwóch młodszych sióstr.
W Grodzisku Wlkp. rodzina Piotrowskich mieszkała do zakończenia II wojny światowej. Gdy ojciec wrócił z wojny, wraz z żoną i entuzjastycznie nastawionymi do pomysłu dziećmi, postanowili przenieść się na tzw. Ziemie Odzyskane, a dokładniej do Zielonej Góry.

Zielonogórskie początki

Reklama

Do Zielonej Góry przyjechali w lipcu 1945 r. Walerian i jego dwie siostry rozpoczęli naukę w Miejskim (potem Państwowym) Gimnazjum i Liceum. W związku z tym, że polskie dzieci w czasie wojny nie chodziły do szkoły, po wojnie nauka odbywała się w skróconym czasie: w ciągu jednego roku robiło się dwa lata. W 1946 r. założono w szkole Sodalicję Mariańską, której prezesem został Walerian Piotrowski. Objął też funkcję prezesa samorządu szkolnego. Było to wejście na długą drogę działalności społecznej.
- To była piękna szkoła, a ja się do niej odnoszę z wielkim pietyzmem, także z tej racji, że miałem tam okazję poznać swoją żonę. Ale także dlatego, że była to szkoła, która krzewiła polskość. Mieliśmy nauczycieli z Wileńszczyzny, zwłaszcza najsłynniejszą w całej szkole polonistkę - panią Helenę (Janina) Sołowiej. Była niesłychanie wymagająca, ale też niezwykle miła. Był dyrektor Stanisław Krzysik, który mówił nam, że chciałby tę szkołę zbudować na wzór Liceum Krzemienieckiego. Potem to wszystko się załamało, w 1948 r. nastąpiła gwałtowana komunizacja, dyrektora odwołano, z nowym rokiem szkolnym wprowadzono 11-letni system kształcenia.
Wtedy już młody, 21-letni Walerian zdał maturę i wyjechał do Poznania, by tam podjąć studia prawnicze. Jego przyszła żona - Janina wybrała natomiast studia z psychologii we Wrocławiu. Rozłąka nie trwała zbyt długo, Walerian zdołał przekonać Janinę, by przeniosła się do Poznania i jeszcze przed ukończeniem studiów wzięli ślub.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Pracowite lata

Reklama

W 1952 r. wracają do Zielonej Góry. Walerian rozpoczyna aplikaturę, a Janina pracę w Poradni Zdrowia Psychicznego, a także włącza się w pionierską naukę religii dzieci przedszkolnych, a później także niepełnosprawnych, która odbywała się przy parafii.
Kolejne lata wypełniły starania o aplikację adwokacką i praca zawodowa. W 1956 r. wraz z gronem przyjaciół podjęli próbę założenia Klubu Inteligencji Katolickiej. Z czasem przerodziło się to w kontakty różnych grup zawodowych z Kościołem. W mieszkaniu państwa Piotrowskich odbywały się m.in. spotkania grupy lekarskiej z benedyktynem o. Karolem Meissnerem, gdy w Zielonej Górze głosił on rekolekcje. Gdy w latach 50. do Zielonej Góry przyszedł ks. Jerzy Nowaczyk, pomagali mu w prowadzeniu duszpasterstwa akademickiego, najpierw przy Studium Nauczycielskim, a potem przy Wyższej Szkole Inżynierskiej.
- Rok 1960 to wielki bój o Dom Katolicki. Byłem ex professo obrońcą wielu osób w tych procesach. Na ponad 160 procesów karnych broniłem w ponad 50 sprawach. Muszę jednak powiedzieć, że z tego powodu nigdy wprost nie miałem żadnych represji. Choć pod koniec lat 70. najpierw mojej żonie, a potem mnie zabrano paszporty. W pierwszej kolejności wezwano moją żonę do Wydziału Paszportowego i gdy przyszła, poproszono o wkładkę paszportową do wglądu i ją przekreślono. I wydano taki dokument, z którego wynikało, że uczyniono to z dwóch powodów: z ważnych względów państwowych i z uwagi na interes społeczny. Wkrótce potem mnie zrobiono to samo.

Z perspektywy Warszawy

Reklama

Jednak najważniejsze wydarzenia przyszły wraz z rokiem 1989. Wtedy to został wybrany Senatorem Rzeczpospolitej Polskiej.
Był przewodniczącym Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego, członkiem Komisji Ustawodawczej, w latach 1996-97 członkiem zespołu Episkopatu Polski ds. Konstytucji, w którego obradach brali udział m.in. bp J. Michalik, bp Z. Kamiński, bp T. Pieronek. W 1997 r. został wybrany sędzią Trybunału Stanu, który rozpatruje kwestie odpowiedzialności konstytucyjnej.
W historii ośmioletniej pracy na Wiejskiej Walerian Piotrowski zapisał się jednak przede wszystkim jako inicjator uchylenia ustawy aborcyjnej z 1956 r. W tym czasie zaprzyjaźnił się z ks. prof. Tadeuszem Styczniem, który organizował spotkania panelowe nt. ochrony życia z niektórymi przeciwnikami tego projektu. Praca nad zmianą ustawy aborcyjnej, zakończona niepełnym sukcesem, gdyż przyjęto niedoskonałą po wprowadzeniu poprawek ustawę, wiązała się także z szykanami. Otrzymywał obelżywe listy, groźby podpalenia domu. Do Warszawy nawet przyjechała grupa kobiet z transparentem: "Zielona Góra wstydzi się senatora Piotrowskiego".
Jeszcze jako kandydat na senatora mówił, że prawna ochrona życia jest jednym z podstawowych problemów, którym należy się zająć. Wcześniej wraz z państwem Witkowskimi jeździł po parafiach z wystawą propagującą ochronę życia od momentu poczęcia do naturalnej śmierci, organizując przy okazji prelekcje i spotkania.
- Było to oczywiste dla mnie, dla naszego środowiska katolicko-społecznego, że ten problem, skoro nastaje czas wolności, gdzie będzie można decydować, trzeba uregulować w zgodzie z prawem naturalnym. Tam, gdzie chodzi o życie człowieka, podstawowym obowiązkiem państwa jest jego ochrona. Ta walka o ochronę życia poczętego, o jej zakres, była istotnym elementem sporu o kształt ustroju państwa, to było jakby u jej fundamentu. Wszystko w zasadzie zależy od nas, od tego, jaką reprezentację narodową do rządzenia wyłaniamy, a w gruncie rzeczy, jacy my sami jesteśmy. Jest przeniesienie tych naszych poglądów na to, co w Sejmie się dzieje. Ten, kto jest reprezentantem, ma także obowiązek kształtować opinię, a nie tylko ma słuchać, bo to jest populizm. Tam, gdzie chodzi o kwestie podstawowe, o zasady, wartości, to trzeba o tym mówić bez względu na jakieś osobiste konsekwencje. I wokół takich zasad, tak to widzę, starałem się koncentrować własne działania. Myślę, że ten mój udział polityczny, to jest bardzo ważny okres mojego życia, on jest o wiele ważniejszy od okresu mojej pracy zawodowej. Zawsze starałem się traktować te moje mandaty jako służbę na rzecz całego narodu, gdyż poseł i senator ma być reprezentantem całego narodu, tak to jest wpisane w Konstytucji.
Zaangażowanie na rzecz ochrony życia zaowocowało także spotkaniami z Ojcem Świętym: w Rzymie i w Warszawie. Osobiście przedstawił go Janowi Pawłowi II bp J. Michalik, który wspierał jego senatorską działalność.

Mała ojczyzna

W życiu Waleriana Piotrowskiego wielka polityka przełożyła się z czasem na politykę lokalną. Po powrocie do Zielonej Góry był jednym z inicjatorów powołania w diecezji duszpasterstwa polityków. W czasach senatorskich wielokrotnie korzystał z pomocy bp. St. Stefanka czy ks. K. Kurka, który był członkiem Komisji Episkopatu Polski ds. Rodziny. Dobrze wiedział, że ludzie, którzy przyjmują na siebie taką odpowiedzialność za sprawy społeczne, a ściślej polityczne, powinni mieć możliwość spotykania się, wymieniania poglądów, ukierunkowywania myślenia, formowania duchowości.
Pozytywnie także odpowiedział na apel Ojca Świętego o reaktywowanie działającej przed wojną w Polsce Akcji Katolickiej. Był nawet członkiem Komitetu Organizacyjnego Krajowego Instytutu AK, w ramach którego stanął w obronie zachowania przedwojennej nazwy.
- Poczuwam się jednak - nie sprawując żadnego mandatu - do odpowiedzialności za życie polityczne, za kulturę tego życia, także zależy mi na tym, żeby ludzie, którzy kierują się zasadami katolickimi i społecznymi wchodzili w to życie polityczne i przyjmowali na odpowiednich funkcjach odpowiedzialność za miasto, za region, za państwo.
W historię Zielonej Góry wpisał się także jako inicjator postawienia Krzyża na cmentarzu komunalnym.
- Zaaranżowałem spotkanie u ks. prał. Konrada Herrmanna. On jeszcze zaprosił kilka innych osób. Zgodziliśmy się z tym, że cmentarz nie ma centralnego krzyża i trzeba go postawić. Napisałem pismo do ówczesnego Prezydenta Miasta. Dostałem odpowiedź, że wyraża zgodę. Wtedy rozpoczęliśmy starania o wykonanie projektu i jego realizację przez "Zastal". Później przyłączył się do tego także Związek Sybiraków. Krzyż został uroczyście poświecony przez bp. J. Michalika w 1991 r. Ile razy jestem na cmentarzu, staram się przejść koło tego krzyża. Myślę, że na cmentarzu komunalnym świadczy on o kulturze chrześcijańskiej "mieszkańców" cmentarza i tych, którzy na ten cmentarz przychodzą i którzy tu będą.

* * *

- Przez całe życie starałem się być wierny chrztowi św. I to właściwie wszystko. Staram się orientować w zasadach wiary w nauce Kościoła, z upodobaniem zapoznawać się z zasadami katolickiej nauki społecznej. W życiu trzeba kierować się i miłością, i prawdą, i sprawiedliwością. To nie jest takie proste, prawdy trzeba dochodzić, prawdy wiary trzeba poznawać. Trzeba wykazywać staranność w poznawaniu problemów.

2002-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Milewski: w „Dzienniczku” św. Faustyna zostawiła najlepszy program na przeżycie Wielkiego Postu

2026-02-23 08:04

[ TEMATY ]

bp Mirosław Milewski

św. Faustyna Kowalska

Karol Porwich/Niedziela

Bp Mirosław Milewski

Bp Mirosław Milewski

U progu Wielkiego Postu św. Faustyna Kowalska uczy nas swoim życiem i zapiskami z „Dzienniczka”, jak dobrze przeżyć czterdzieści dni pokuty i nawrócenia. Przybliżała się do Jezusa trzema drogami: modlitwą, postem i jałmużną - powiedział bp Mirosław Milewski podczas wprowadzenia relikwii Apostołki Bożego Miłosierdzia w swojej rodzinnej parafii św. Franciszka z Asyżu w Ciechanowie.

Uroczystość odbyła się 22 lutego, w 95. rocznicę pierwszego objawienia Jezusa Miłosiernego w Płocku. Wspólnota parafii, w której - jak podkreślał biskup - kult Bożego Miłosierdzia jest żywy od lat, przyjęła relikwie jako dar i zobowiązanie. W parafii od dekady działa Bractwo Miłosierdzia, codziennie odmawiana jest Koronka do Miłosierdzia Bożego, a każdego 22. dnia miesiąca trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. - Relikwie są znakiem obecności świętych pośród nas. To szczególna pamiątka po osobie, która heroicznie odpowiedziała na Boże wezwanie - mówił bp Milewski, wskazując, że przyjęcie relikwii u progu Wielkiego Postu ma głęboką wymowę.
CZYTAJ DALEJ

Były rektor anglikańskiego seminarium w Oxfordzie został katolikiem

2026-02-22 18:01

X Robin Ward

Robin Ward, były rektor seminarium St. Stephen’s House w Oksfordzie, które kształciło pokolenia anglikańskich księży, ogłosił, że wstępuje do Kościoła katolickiego „bez żalu i wahania”.

„Zostałem przyjęty do Kościoła katolickiego. Proszę o modlitwę” – napisał 14 lutego w mediach społecznościowych. Do 2025 roku przez 19 lat kierował St. Stephen’s House, jedną z głównych instytucji teologicznych Kościoła Anglii.
CZYTAJ DALEJ

Dzień Myśli Braterskiej w Wołowie

2026-02-23 16:28

Archiwum Skautów Króla

Blisko dwustu Skautów Króla i instruktorów spotkało się w Wołowie, by wspólnie przeżyć setne obchody Dnia Myśli Braterskiej – święta nawiązującego do idei zapoczątkowanej przez sir Roberta Baden-Powella, twórcę światowego ruchu skautowego.

Obchody rozpoczęły się już w sobotę - 21 lutego, w przeddzień rocznicy urodzin założyciela skautingu. Do Wołowa przyjechała 35-osobowa grupa Wędrowników wraz z opiekunami. Spotkanie miało charakter formacyjny i integracyjny. W programie znalazły się wspólna modlitwa, studium Pisma Świętego, zajęcia z musztry oraz warsztaty o tematyce liturgicznej. Wieczorem uczestnicy wzięli udział w aktywnościach sportowych i grach zespołowych, był też czas na rozmowy oraz ognisko. Miejscem, w którym odbywała się część zajęć i nocleg był budynek Zespołu Szkół Zawodowych w Wołowie, który stał się zapleczem logistycznym wydarzenia.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję