2017-01-01 08:27
http://niedziela.pl/artykul/26504/Polityczny-bilans-roku-w-10-punktach

Polityczny bilans roku w 10 punktach

Artur Stelmasiak

1. Już pod koniec 2015 roku rozgorzał spór o Trybunał Konstytucyjny, a właściwie konflikt pomiędzy większością Sejmową, a byłym prezesem TK prof. Andrzejem Rzeplińskim. Zła komunikacja i praktyczny brak polityki informacyjnej obozu rządzącego spowodował rozhuśtanie nastrojów społecznych i duże protesty na ulicach, których można było uniknąć. Rok 2016 pokazał jednak, że zarówno opozycja parlamentarna, jak i ta uliczna jest całkowicie bezradna. Tak samo bezradny jest Parlament Europejski i Komisja Europejska. Wszystko wskazuje na to, że konflikt wygenerowany przez poprzednią większość sejmową, Prezydenta Bronisława Komorowskiego i prezesa Andrzeja Rzeplińskiego ( oni przygotowali w 2015 roku wadliwą ustawę o TK) został już zażegnany. Jest nowy prezes TK, którego zaakceptowali wszyscy sędziowie i wszystko wskazuje na to, że po wielomiesięcznej obstrukcji praca sądu konstytucyjnego będzie przebiegała w normalnych warunkach. Dlatego obserwujemy coraz bardziej nerwowe i rozpaczliwe ruchy opozycji, która poszukuje nowego źródła konfliktu.

2. Przyznam szczerze, że jestem niedowiarkiem i gdy w 2015 roku słyszałem zapowiedzi programu 500+ w kampanii prezydenckiej, to traktowałem je z przymrużeniem oka. Dlatego rok 2016 był dla mnie miłym zaskoczeniem, bo wreszcie politycy wywiązali się ze składanych obietnic. Oczywiście można się sprzeczać, co do szczegółów, ale nie zmienia to faktu, że są to najlepiej wydane publiczne pieniądze w całej historii III RP. Wreszcie, ktoś pomyślał propaństwowo i strategicznie. Mamy już pierwsze efekty gospodarcze programu, ale najważniejszy jest ich wymiar społeczny. Sam fakt, że o 94 proc. spadło ubóstwo wśród dzieci, to przecież wystarczający argument mówiący o tym, iż było warto. W Polsce rodzi się też więcej dzieci, co jest dobrym prognostykiem przyszłości, bo przecież demografia jest największym problemem, gdy myśli się długofalowo o rozwoju Polski. Gdyby jeszcze udało się na szeroką skalę wprowadzić program Mieszkanie+, to za kilka lat będziemy mówić o przewrocie kopernikańskim w polskiej polityce społecznej.

3. W obecnej sytuacji Polska ma dwa największe wyzwania strategiczne, a nawet cywilizacyjne. Pierwszym z nich jest wymieniona już demografia, a drugim bezpieczeństwo militarne naszego państwa w obliczu coraz bardziej agresywnych poczynań Moskwy. Od czasu wyjazdu z Polski wojsk Rosyjskich, niezmiennym marzeniem praktycznie całej klasy politycznej było zaproszenie nad Wisłę żołnierzy NATO, a w szczególności USA. W tym kontekście szczyt NATO w Warszawie trzeba zaliczyć na poczet wielkiego sukcesu rządu i Prezydenta Andrzeja Dudy. Za kilkanaście dni w Polsce pojawią się amerykańscy żołnierze, a za kilka miesięcy bazy NATO. Jest to szczególnie ważne, bo według prognoz niektórych ośrodków strategicznych, Władimir Putin będzie chciał zaatakować w 2017 roku jedno z państw nadbałtyckich. Może być to największy test dla Paktu Północnoatlantyckiego od czasów zimnej wojny.

Reklama

4. Szczyt NATO, a zwłaszcza Światowe Dni Młodzieży były ważne jeszcze z jednego powodu. Polska pokazała światu, że w czasach, gdy Europa nękana jest zamachami terrorystycznymi, jesteśmy oazą bezpieczeństwa i normalności. Ponad 2 mln osób z całego świata przyjechało do Krakowa i nikomu nie spadł włos z głowy. To jest podsumowanie polityczne, a nie religijne. Nie będę pisał o wymiarze duchowym i ewangelizacyjnym ŚDM, ale chciałbym zwrócić uwagę na aspekt kulturowo-cywilizacyjny spotkania młodych z Papieżem Franciszkiem. Powiew młodzieńczego entuzjazmu pokazał światu istotną różnicę miedzy Chrześcijaństwem i Islamem. Gdyby europejscy politycy odczytali właściwie te znaki, to wycofaliby się z dalszego wspierania "kultury" skrajnie antyreligijnej, a właściwie antychrześcijańskiej. Najwyższy czas, aby przywódcy UE zauważyli, że ich dotychczasowa polityka po prostu szkodzi Europie.

5. W tym kontekście bardzo ważne były uroczystości związane z obchodami 1050. rocznicy Chrztu Polski. Tu znów mieliśmy przykład, gdy de facto wydarzenie religijne miało zarazem charakter państwowy. Tak się złożyło, że w przypadku Polski początek Kościoła i naszego państwa ma dokładnie to samo historyczne źródło. Także całe 1050-lat wspólnej koegzystencji pokazały, że siła Polski drzemie właśnie w sile Kościoła. Dzięki chrześcijaństwu naród przetrwał w doskonałej kondycji nawet bez swojej państwowości. Dlatego też wrogowie Polski zawsze byli też wrogami Kościoła katolickiego. Jednak rok 2016 był tak mocno nafaszerowany dużymi wydarzeniami państwowymi i religijnymi, że obchody 1050. rocznicy Chrztu Polski zostały nieco zmarginalizowane i mam wrażenie, że nie wykorzystaliśmy ich w pełni. Pisząc jednak o związku państwa i Kościoła muszę dodać jeszcze otwarcie po 225 latach Świątyni Opatrzności Bożej, która przecież była pomysłem władzy świeckiej, a nie kościelnej. Dlatego ma ona także wymiar zarówno religijny, jak i państwowy.

6. Największym błędem, a raczej "politycznym grzechem zaniechania" roku 2016 było odrzucenie obywatelskiego projektu ustawy chroniącej życie dzieci nienarodzonych. Prawo i Sprawiedliwość wystraszyło się protestów ulicznych. Ale moim zdaniem częściową winę za taki obrót sprawy ponoszą także przywódcy PiS, bo przecież już wiosną 2016 r. doskonale wiedzieli, że taki projekt trafi do Sejmu. Politycy oraz media publiczne mogły więc poprowadzić informacyjną kampanie społeczną, a nie udawać, że sprawa ich nie dotyczy. Opozycja wykorzystała bierność obozu rządzącego i rozhuśtała nastroje społeczne do histerycznego stopnia. Przypomnę, że za czasów rządów Platformy Obywatelskiej posłowie PiS zawsze głosowali za życiem.

Polacy, którzy nie zgadzają się na to, aby bezbronne dzieci były nadal zabijane w majestacie prawa, pozostali z mglistymi obietnicami programu "Za życiem" oraz jeszcze bardziej enigmatyczną zapowiedzią ograniczenia aborcji eugenicznej. Ciągle czekamy na spóźnioną i zapowiadaną przez rząd kampanię społeczną na temat życia poczętego. Myli się ten, kto w PiS uważa, że o sprawie można po prostu zapomnieć. Na wiosnę znów ruszy zbieranie podpisów pod ustawą chroniącą dzieci. Bez wyraźnej woli politycznej i zdecydowanego działania będziemy mieli powtórkę sytuacji z 2016 roku. Moim zdaniem PiS powinien zrobić ruch wyprzedzający. Politycy partii rządzącej wielokrotnie pokazali, że potrafią szybko i skutecznie działać, jeżeli na czymś im zależy. Czy na życiu niewinnych dzieci im nadal zależy?

7. W roku 2016 udało się zrealizować także trzy kolejne obietnice wyborcze. Powrót do wieku emerytalnego sprzed reformy PO-PSL, wycofanie się z przymusu szkolnego dla sześciolatków i reforma edukacji wygaszająca stopniowo gimnazja. Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o zmiany w edukacji, to protesty mnie po prostu śmieszą, bo są skrajnie naciągane politycznie. A najbardziej kuriozalna jest postawa Związku Nauczycielstwa Polskiego, który w minionym roku stał się przybudówką KOD.

Prezes ZNP Sławomir Broniarz najpierw w 1998 roku protestował przeciwko wprowadzeniu gimnazjów, a teraz protestuje i ich broni. Większość argumentów ZNP jest tak absurdalnych, że nawet dziecko by w nie nie uwierzyło. Przecież w systemie edukacji będzie dokładnie ta sama ilość uczniów, co sprzed reformy minister Anny Zalewskiej. Będzie więc potrzebnych tyle samo nauczycieli i wychowawców. Przypomnę tylko, że ZNP nie protestowało, gdy rząd PO-PSL skracał okres edukacji o jeden rok wychowania przedszkolnego, co skutkowało mniejszą ilością etatów nauczycielskich. Najprawdopodobniej był to jakiś polityczny układ ZNP z PO, bo przecież nie da się inaczej wytłumaczyć faktu, dlaczego ZNP protestuje w czasach, gdy rząd PiS wydłuża okres obowiązkowej edukacji i zwiększa subwencje oświatowe na naukę w przedszkolach.

Oczywiście ZNP bazuje na emocjach nauczycieli, którzy dziś pracują w gimnazjach i w sposób naturalny obawiają się o swoją przyszłość. Ale na pewno nie chodzi im o dobro dzieci. Wielokrotnie rozmawiałem z dyrektorami nawet prywatnych gimnazjów, liceów i z profesorami wyższych uczelni. Od wszystkich słyszałem, że wprowadzenie gimnazjów było złym pomysłem i nie sprawdziło się. Długo można wymieniać dlaczego.

8. Repolonizacja - to hasło odmieniane było w wielu przypadkach przez polityków partii rządzącej. Są już pierwsze efekty tego procesu, ale też nie brakuje przeszkód. Wszystko wskazuje na to, że PZU udało się zakupić bank Pekao SA dzięki czemu ponad połowa całego sektora bankowego jest teraz w rękach Polski. Również wielkie kontrakty wojskowe na pierwszym miejscu stawiają rodzime firmy, a Polska Grupa Zbrojeniowa inwestuje w przemysł i nowe technologie nad Wisłą, a nie nad Sekwaną. Trudno będzie szybko odkręcić ćwierćwiecze polityki, która opierała się głownie na sprzedawaniu wszystkiego co się da. Problemem są też przepisy unijne o czym rząd przekonał się próbując wprowadzić podatek od sklepów wielkopowierzchniowych. Najtrudniejsza sytuacja jest na rynku medialnym, gdzie niektóre sektory są nawet w 90 proc. w rękach zagranicznych. Tak jest w przypadku prasy lokalnej, ale nie najlepiej wygląda pod tym względem również internet.

9. Choć gospodarka Polski rozwijała się w nieco niższym od zakładanego tempie, to jednak dziura budżetowa na koniec listopada była o 50 proc. niższa od prognozowanej. Okazało się, że rządowi PiS udało się coś, co ich poprzednicy uważali za niemożliwe. W 2016 roku mieliśmy rekordowe wpływy do budżetu bo zwiększyła się ściągalność podatków. Wzrost jest na poziomie 18 mld, a wystarczy przypomnieć, że obsługa programu 500+ w 2016 roku wyniosła 17,5. Można więc powiedzieć, że rząd PiS znalazł 500 złotych dla dziecka, które leżało na ulicy.

Kolejnym ważnym wskaźnikiem poprawy życia Polsków jest rekordowe, bo najniższe od 25 lat bezrobocie. To idealny czas, aby podnieść płace minimalne, które rząd wprowadza od 1 stycznia 2017 roku.

10. Programy wspierające rodziny, rosnące pensje i spadające bezrobocie sprawia, że poziom optymizmu wśród Polaków także się poprawia. Z politycznego punktu widzenia nie jest to więc dobry czas dla opozycji. Jak na ich "nieszczęście" wygasł też spór o Trybunał Konstytucyjny. I to jest właśnie główny powód trwającego protestu okupacji Sejmu przez posłów części opozycji. Sytuacja przypomina trochę napastnika na boisku piłkarskim, który widzi przewagę przeciwnika. Doskonale wie, że nie ma szans na strzelenie bramki i rozpaczliwie szuka wymuszonego faulu.

Protest w Sejmie jest przykładem tego, jak opozycja sama się zakiwała. Prawie nikogo już nie obchodzą samozwańczy więźniowie Sejmu, którzy po godzinach nieźle się bawią. Doskonale wiedzą, że nikt z stamtąd ich siłą nie usunie, a oni coraz bardziej stają się pośmiewiskiem. Na razie sprawa protestu wygląda beznadziejnie, bo nikt z opozycji nie ma pomysłu, jak wyjść z Sejmu i powiedzieć, że protest zakończył się sukcesem.