Reklama

Biali bracia Indian

2012-09-12 14:18

Z prof. dr. hab. n. med. Zdzisławem Janem Rynem oraz Markiem Lubińskim rozmawia A. Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 37/2012, str. 36-37

ARCHIWUM PROF. ZDZISŁAWA J. RYNA
Indiańska aptek w Chivay, Peru

ANNA CICHOBŁAZIŃSKA: - Panie Profesorze, tradycyjna medycyna staje się coraz modniejsza, całymi garściami czerpie z niej medycyna naukowa, medycyna estetyczna, medycyna sportowa, ale też dietetyka, kosmetologia i wiele innych nauk. Skąd to nagłe zainteresowanie tradycyjnymi sposobami leczenia, czyżbyśmy się zawiedli na osiągnięciach współczesnej medycyny?

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - Na kontynencie Ameryki Południowej, a szerzej Łacińskiej, bo chodzi tu również o Meksyk i Amerykę Środkową, do dziś żyją miliony ludzi, którzy nie widzieli na oczy lekarza, gdzie „leczeniem” zajmują się jedynie curanderos - uzdrawiacze. Ta sztuka uzdrawiania nie jest oparta na wiedzy naukowej, znajomości fizjologii, anatomii, skomplikowanych procesów, jakie zachodzą wewnątrz organizmu ludzkiego, ale na wielowiekowym doświadczeniu przekazywanym przez tysiące pokoleń. Staramy się budować pomost między medycyną naukową, racjonalną, a ich ogromnym doświadczeniem wynikającym z obserwacji, ale też prób stosowania rozmaitych środków w celu leczenia oraz z popełnionych błędów.

- Czy Pan Profesor nie boi się oskarżeń o szamanizm?

- Od dawna świat medyczny wie, że głównym zasobem środków leczniczych jest przyroda, przede wszystkim zioła lecznicze. Ok. 400 podstawowych leków, jakie stosujemy w nowoczesnej medycynie, to leki, na które zwrócili uwagę pierwotni curanderos. Oni korzystali z zasobów natury, a my, opierając się na analizie chemicznej, biochemicznej czy farmakodynamicznej, syntetyzujemy te środki. Jednak pierwotnie wzięły się one z natury. Mieszkańcy Ameryki Łacińskiej mają przeświadczenie, że są cząstką kosmosu, oni znacznie wcześniej niż my uświadomili sobie, że cały wszechświat zbudowany jest z tych samych pierwiastków. To, co jest odkryciem współczesnej nauki, oni wiedzieli intuicyjnie od tysięcy lat. W naturze jest wszystko, co potrzebne jest człowiekowi do odżywiania, do reprodukcji, ale również do leczenia.

- Wydaje się jednak, że sztuka leczenia rdzennej ludności Ameryki Łacińskiej została przez wieki zaniechana, choć w czasach konkwisty i później czerpano z niej pełnymi garściami.

MAREK LUBIŃSKI: - To prawda. W pamiętnikach zakonników, którzy dotarli z Francisco Pizarro do krainy Inków, zauważa się wiele informacji na temat ziołolecznictwa. Lecznicze zioła poznawano, klasyfikowano i wywożono do Hiszpanii, gdzie znalazły zastosowanie w medycynie. Ale te doświadczenia zostały w następnych latach zaprzepaszczone. Ameryka Łacińska fascynowała zdobywców innymi walorami: bogactwem przyrody, minerałów, złota. Indianie stali się ważni ze względu na wiedzę, gdzie znajduje się złoto, a nie jak leczyć choroby. Wartość zdrowia nie była wówczas w cenie, a cenny kruszec - owszem. Gdy Europejczycy towarzyszący Kolumbowi dotarli do Ameryki, słali do króla Hiszpanii informację, by nie przysyłał lekarzy, że jest na miejscu wielu uzdrawiaczy, którzy świetnie sobie radzą z chorobami, a nawet istnieją struktury szpitalne, zapewniające całodobową opiekę nad chorym. Pierwsi botanicy, którzy przypłynęli do Meksyku, korzystając z doświadczenia miejscowych curanderos, napisali wielotomowe księgi o roślinach leczniczych. Część tych roślin przetransportowano i zaaklimatyzowano w europejskich warunkach. Następowała wymiana. Z Europy transportowano do Ameryki wiedzę, a z Ameryki - lecznicze rośliny. Rozpoczął się proces synkretyzmu, mądrość Indian zaczęła się zazębiać z ówczesną wiedzą europejską. Niestety, niewiele z tego zjawiska pozostało do dziś.

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - Obserwuję to z własnego podwórka. Żaden uniwersytet, w tym mój rodzimy, Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, nie ma w programie przedmiotu „medycyna tradycyjna”. Jedyne, co na ten temat dowiaduje się student medycyny, zawarte jest w przedmiocie „historia i filozofia medycyny”, gdzie podawane są informacje na temat medycyny chińskiej, tybetańskiej, hinduskiej czy nawet medycyny Aborygenów, ale ani słowa nie ma na temat całego bogactwa medycyny tradycyjnej ludów Ameryki Łacińskiej.

- Z czego to wynika? Z mody?

- Z odległości. Tybet i Chiny czy Indie to ten sam kontynent, Ameryka Łacińska to już koniec świata, a Wyspa Wielkanocna to nawet poza końcem świata. Zainteresowałem się medycyną tradycyjną w czasie 14-miesięcznej ekspedycji wysokogórskiej w Kordylierach Andyjskich w latach 1973-74. Obserwowałem wówczas, jak funkcjonuje zetknięcie się medycyny naturalnej z nowoczesną. Owocem 14 lat, jakie spędziłem w Ameryce Południowej, stała się książka „Medycyna indiańska”. Chciałem pokazać światu medycznemu, z jakich korzeni wyrasta medycyna współczesna. Także w mojej dziedzinie etnopsychiatrii, zajmującej się klasyfikacją, opisem zaburzeń psychicznych w różnych kulturach, w tym przypadku w kulturach latynoamerykańskich, gdzie tubylcy stworzyli własną klasyfikację chorób psychicznych i własne sposoby leczenia tych zaburzeń, nieodpowiadające naszej mentalności, np. omamy wzrokowe czy słuchowe, które traktujemy jako głęboką patologię, dla Indian są atrybutem wyróżniającym w społeczności.
To są różnice kulturowe wynikające z odmiennej mentalności, kosmowizji, a także definicji zdrowia i choroby. W badaniach naukowych dochodzimy do prawd, które Indianie znają od czasów prekolumbijskich. W ich rozumieniu zdrowie to rodzaj harmonii z samym sobą, z najbliższym otoczeniem, strukturą rodzinną, sąsiedzką, szczepową, klanową, a wreszcie z przyrodą. Zdrowie to również równowaga między człowiekiem a istotami nadprzyrodzonymi.

- Tyle nauka, a co na temat medycyny tradycyjnej powie praktyk? Pan zajmuje się ziołami Ameryki Południowej u źródeł... W jaki sposób pozyskiwane są zioła amazońskie i andyjskie?

MAREK LUBIŃSKI: - W tej chwili powstają pierwsze uprawy, ale to nie do końca się sprawdza, ponieważ badania i studia nad ziołami potwierdzają tezę, że największą moc leczniczą, najlepsze właściwości mają zioła, które rosną w swoim naturalnym środowisku. Tam, walcząc agresywnie z innymi roślinami o przetrwanie, wytwarzają pod wpływem stresu substancje mające właściwości lecznicze. Jeżeli zakłada się plantację, przesadza roślinę w inne środowisko, to jej wartość lecznicza obniża się. W jaki sposób pozyskujemy zioła? Najbardziej znana roślina - vilcacora (łac. „uncaria tomentosa”, nazwa hiszpańska „uńa de gato”, czyli koci pazur) - znajdujemy miejsce, w którym ona rośnie, i nie zakładamy plantacji, tylko pomagamy jej rosnąć w naturalnym środowisku. Dbają o to miejscowi Indianie. Firma, która zajmuje się komercjalizacją ziół leczniczych, ma kontakty z wieloma wioskami indiańskimi w Andach i Amazonii i kontraktuje na początku sezonu ilość surowca. Zakłada punkty skupu, do których Indianie przynoszą zebrane zioła, za co dostają pieniądze. Następnie zioła są suszone w odpowiednich warunkach.

- Jest Pan przedstawiany jako spadkobierca o. Szeligi. Jak to rozumieć?

MAREK LUBIŃSKI: - 10 lat współpracy z o. Edmundem Szeligą w Peru spowodowało, że siłą rzeczy przejąłem od niego wiedzę na temat ziołolecznictwa, którą on nabył od Indian. O. Szeliga zawsze podkreślał potrzebę dbania o wysoką jakość ziół, które dostarcza się ludziom. Staram się być wierny temu przesłaniu. Potrzebne są duża wiedza, znajomość terenu oraz kontakty, aby pozyskiwać surowiec autentyczny, dobrej jakości. O. Szeliga, znając miejscowe warunki, starał się uchronić potencjalnych pacjentów przed szarlatanami, oszustami, dlatego założył w Limie Instytut Fitoterapii Andyjskiej i Amazońskiej - Instituto Peruano de Investigación Fitoterápica Andina (IPIFA). W 1999 r. wspólnie ze mną założył Instytut Uncaria, którego zadaniem było przybliżenie wartości leczniczych ziół andyjskich Polakom rozproszonym po całym świecie.

- Panowie są wyjątkowo wyróżnieni przez społeczności tubylcze Ameryki Południowej...

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - Należymy do nielicznego grona osób, które pozyskały zaufanie Indian do tego stopnia, że przyjęto nas podczas rytualnej ceremonii jako białych braci. Pan Marek jest Białym Bratem Indian Ashanica w Peru, a ja Białym Bratem Indian Mapuche, czyli Araukanów na południu Chile. Podstawą tego wyróżnienia było nasze autentyczne zainteresowanie Indianami. Nie chcieliśmy od nich niczego poza zainteresowaniem i wiedzą. Indianie mają poczucie, że biały człowiek jest złodziejem, bo powykradał najpiękniejsze zabytki Indian i zniszczył ich środowisko naturalne, bo eksploatuje najcenniejsze złoża naturalne. Gdy przelatuje się nad Chile, to widać, jak bardzo okaleczona jest matka ziemia przez kopalnie odkrywkowe. Jak niszczone są płuca świata - lasy amazońskie. W ostatnich latach tempo niszczenia uległo przyspieszeniu, bo zostały odkryte pokłady złota i ropy naftowej. Wycinana jest dżungla w poszukiwaniu złota i z powodu cennych gatunków drzew. Na wycięte obszary wchodzą kartele narkotykowe z nielegalnymi plantacjami liści koki do produkcji kokainy.

- Panowie będą brać czynny udział w VIII Światowym Kongresie Medycyny Tradycyjnej w Limie. Jakie są tradycje Kongresu?

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - Kongresy medycyny tradycyjnej odbywają się w kilku krajach. Jednym z pionierów badań medycyny tradycyjnej był prof. Fernando Cabieses Molina, autor kilkudziesięciu prac naukowych. Badał medycynę prekolumbijską zapisaną m.in. w ceramice. Szeroki rozgłos uzyskał album ceramiki erotycznej („huacos eróticos”), w której utrwalono przedkolumbijską wiedzę o psychopatologii życia seksualnego. Znalazła się grupa lekarzy humanistów, którzy docenili znaczenie kulturowe, cywilizacyjne, a także medyczne okresu prekolumbijskiego. Zwrócili oni uwagę świata naukowego na bogactwo wiedzy prekolumbijskiej. I tak zrodził się pomysł organizowania kongresów medycyny tradycyjnej. Uczestniczą w nich naukowcy i praktycy - lekarze i curanderos, uprawiający dawne praktyki uzdrawiania.

- Ten kongres będzie dedykowany o. Edmundowi Szelidze SDB.

PROF. ZDZISŁAW J. RYN: - To, co zrobił o. Szeliga w Peru, zasługuje na wyróżnienie i upamiętnienie. Ogromny zakres prac badawczych nad właściwościami leczniczymi ziół amazońskich i andyjskich przeprowadził nie lekarz, lecz polski zakonnik, który udał się do Indian jako misjonarz. Na kongres przybędzie m.in. prof. Iwona Wawer, farmaceuta z Uniwersytetu Warszawskiego, znana w świecie osób zajmujących się ziołolecznictwem. Udało się pozyskać życzliwość Jerzego Majcherczyka - prezesa Polsko-Amerykańskiego Klubu Podróżników w Nowym Jorku, odkrywcy Kanionu Colca w Peru, który przybędzie wraz z grupą Polonii amerykańskiej, naukowcami i biznesmenami. Kongres będzie kolejnym przykładem współpracy naukowej w relacjach polsko-peruwiańskich, mającej już wieloletnią tradycję.
Z uwagi na dedykację kongresu o. Szelidze wygłosimy tam dwa referaty. Ja przypomnę życie i dzieło o. Szeligi, a Marek Lubiński podzieli się refleksją o osobistych kontaktach z Ojcem i przypomni testament, którego głównym punktem jest życzenie o. Szeligi, by bogactwo „największej apteki świata”, jaką jest Amazonia, trafiło także do Polaków, jego rodaków.

VIII Światowy Kongres Medycyny Tradycyjnej w Limie odbędzie się w dniach 13-15 września 2012 r. w audytorium Colegio Quimico Farmacéutico del Peru w Limie. Informacje i zgłoszenia udziału: cimt2505@gmail.com.

* * *

O. Edmund Szeliga SDB (1910-2005)
Urodził się w Tychach na Śląsku. W latach 30. XX wieku wyjechał do Peru, gdzie pełnił misję wśród amazońskich Indian. To właśnie wśród tubylczej ludności Ameryki Południowej zapoznał się z tradycyjnymi sposobami leczenia, opartymi na roślinności andyjskiej i amazońskiej. Przez 70 lat leczył preparatami roślinnymi schorzenia, z którymi od wieków borykała się medycyna. Oddany Indianom, dbał o ich środowisko naturalne, podejmując odważne działania na rzecz ochrony przed dewastacją bogatej w lecznicze zioła dżungli amazońskiej. Doprowadził do nadania kilku indiańskim plemionom dokumentów własności na ponad 120 tys. ha amazońskiej dżungli. Jest pochowany w Limie. Wielki Polak i wielki patriota o. Edmund Szeliga otrzymał wiele odznaczeń i wyróżnień, m.in. Order Orła Białego.

Tagi:
zdrowie

Modlitwa najlepszym lekarstwem

2018-02-07 13:42

Agnieszka Busz
Edycja rzeszowska 6/2018, str. VI

©Alex Motrenko/fotolia.com

AGNIESZKA BUSZ: – Czym jest zdrowie i co się na nie składa?

DR MARTA ĆMIEL-GIERGIELEWICZ: – Światowa Organizacja Zdrowia już w 1946 r. sformułowała definicję zdrowia obowiązującą do dziś. Jest to stan pełnego fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu, a nie tylko całkowity brak choroby czy niepełnosprawności. Organizm ludzki, jako żywy system, stanowi niepodzielną całość złożoną z wzajemnie zależnych podsystemów: biologicznego, psychologicznego i społecznego. Istotna dla zdrowia jest relacyjność jego składowych. Zarówno dolegliwości fizyczne i emocje, np. wzbudzane kontaktami społecznymi, mogą powodować stres, którego następstwem jest napięcie spoczynkowe i przeciążenie przyczyniające się do nasilenia odczuwanych dolegliwości i negatywnych emocji. Przerwanie tego błędnego koła jest możliwe dzięki całościowemu podejściu do leczenia i opieki uwzględniające interdyscyplinarny model bio-psycho-społeczno-religijny. Rozwój medycyny przyczynił się do wzrostu jakości życia osób niepełnosprawnych i przewlekle chorych. Umożliwiając im realizację funkcji rodzinnych czy zawodowych, a przede wszystkim niespostrzeganie siebie jako osoby chorej.

– Jaki wpływ na nasze zdrowie ma religia i wiara?

– Zainteresowanie wpływem religii na zdrowie posiada bogatą historię badań naukowych sięgających XIX w. Prekursorem ich był Emil Dyrkheim, który wskazywał na religijność, jako jeden z czynników zapobiegający np. samobójstwom. Dzięki współczesnym badaniom wiemy, iż praktyki religijne, np. modlitwa, wzmacniają pozytywne emocje i uczucia, takie jak: nadzieja, miłość, zadowolenie, przebaczanie. Są one nieodzowne na każdym etapie leczenia, od diagnozowania, przez hospitalizację, rekonwalescencję, a także umieranie człowieka. Pozytywne emocje odnajdywane w religii i jej praktykowaniu poprzez układ hormonalny człowieka zmniejszają wydzielanie hormonów stresu: noradrenaliny i kortyzolu. Skutkuje to zmniejszeniem lęku, obniżeniem ciśnienia krwi, zmniejszeniem częstości pracy serca i zużycia tlenu, przyczyniając się do poprawy zdrowia. Należy jednak wspomnieć także o osobach, u których wiara i asceza z nią związana może wzbudzać w nich nadmierne poczucie winy, powodując urazy emocjonalne.

– Czy wiara przyczynia się do zachowań prozdrowotnych?

– Zdrowie jako wartość zajmuje szczególne miejsce w systemie wartości chrześcijaństwa. Rady dotyczące dbania o zdrowie odnaleźć można nawet w Piśmie Świętym. Około 18% treści Ewangelii to opisy uzdrowień dokonanych przez Jezusa. Świadczy to o tym, że Jezus przywiązywał dużą wagę nie tylko do sfery duchowej, ale i fizycznej. Najczęstszymi zachowaniami prozdrowotnymi wynikającymi z przekonań religijnych są: adekwatny do potrzeb sposób odżywiania, aktywność fizyczna, niepalenie tytoniu oraz dbanie o zdrowie innych. Przejawia się to między innymi w umiejętności i chęci udzielania pierwszej pomocy potrzebującemu. Szczególne znacznie dla zdrowia bliźniego i jego życia ma szybkie podjęcie masażu serca i sztucznego oddychania (resuscytacji krążeniowo-oddechowej) w przypadku zatrzymania krążenia i oddechu.

– Czy można stwierdzić, że ksiądz dla wiernych odgrywa podobną rolę jak terapeuta?

– Trudno porównać to, co człowiek otrzymuje od kapłana, do pomocy świadczonej przez terapeutę. Psycholog poprzez zaplanowane działanie wobec pacjenta (terapię) pomaga mu, wyposaża w narzędzia pomocne w zmierzeniu się z problemem, zaburzeniem. Pomoc księdza, owocna spowiedź, modlitwa, dają nam siłę do zmierzenia się z problem i podjęcia terapii u specjalisty. Pomoc, jaką otrzymujemy od kapłana i psychologa, powinna nawzajem uzupełniać się, wzmacniać pożądane zmiany, np. w walce z uzależnieniem.

– Co jest istotne w utrzymaniu zdrowia?

– Zdrowie człowieka w około 50-60% uwarunkowane jest stylem życia. Wiedza dotycząca zachowań prozdrowotnych jest więc dla zdrowia niezbędna. Edukację zdrowotną należy rozpocząć już w dzieciństwie. Wiedza również zmniejsza strach przed zabiegami medycznym, np. badaniem fizykalnym, pobieraniem krwi, badaniem stomatologicznym, zwłaszcza u dzieci. Taki świadomy „mały pacjent” już jako osoba dorosła chętnie będzie uczestniczył w profilaktyce zdrowotnej i dokonywał wyborów korzystnych dla zdrowia. Adaptacja do zabiegów medycznych, zwłaszcza wśród dzieci, została uznana za profilaktykę XXI wieku. Uważam, że wiedza jest niezbędnym atrybutem w utrzymaniu zdrowia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Egzorcyzmy: Czym są, kto i jak może je sprawować

2018-02-21 08:22

Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Egzorcyzmy są sakramentalium, w którym mocą Jezusa uwalnia się osobę spod panowania złego ducha. Egzorcysta musi mieć moralną pewność o opętaniu oraz powinien w miarę możliwości uzyskać zgodę osoby opętanej, zanim przystąpi do obrzędów. W ramach rozeznania problemu powinien przeprowadzić wywiad diagnostyczny oraz konsultować się ze specjalistami z dziedziny duchowości, medycyny i psychiatrii.

esthermm/pl.fotolia.com

Kościół na ziemi kontynuuje misję Jezusa. Ewangelie przytaczają wiele przykładów wyrzucania przez Niego złych duchów. Od Zbawiciela Kościół otrzymał też władzę nad złymi duchami (por. Mk 16,17). Jedną z form bezpośredniej walki ze złem wcielonym są uroczyste egzorcyzmy nad osobami opętanymi. Pierwszą księgą liturgiczną ujednolicającą i porządkującą w Kościele zachodnim obrzędy egzorcyzmu był Rytuał Rzymski wydany przez papieża Pawła V w 1614 roku, jako realizacja postanowień Soboru Trydenckiego. Używano go aż do wydania zreformowanej księgi w 1999 r. przez Jana Pawła II.

Kto może egzorcyzmować?

W rycie rzymskim istniały nawet - do czasu zmian po Drugim Soborze Watykańskim - niższe święcenia egzorcystatu (dalej istnieją w nielicznych wspólnotach związanych z nadzwyczajną formą rytu rzymskiego). Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 r. potwierdził praktykę, że egzorcyzmów według uroczystego rytuału może dokonywać tylko biskup i wyznaczeni przez niego prezbiterzy. Tę zasadę podtrzymuje aktualny Kodeks Prawa Kanonicznego oraz późniejsze orzeczenia w tej kwestii.

Egzorcysta ten obrzęd wykonywać może jedynie na terenie swojej diecezji. Kapłan posługujący egzorcyzmem powinien cechować się pobożnością, wiedzą, roztropnością i nieskazitelnością życia (KPK 1172 § 2). Powinien być również odpowiednio przygotowany (wiedza teologiczna, odpowiedni zakres wiedzy z dziedziny medycyny, psychiatrii i psychologii), ostrożny i roztropny. Powinien być rozmodlony i praktykujący post.

W Polsce zaleca się trzy etapy przygotowania do pełnienia posługi egzorcysty: udział w zjazdach egzorcystów, czas próbny pod opieką doświadczonego egzorcysty i właściwe realizowanie powierzonej przez biskupa misji. Egzorcyści powinni troszczyć się o stałą formację, czemu służą m. in. doroczne zjazdy i regularne spotkania z biskupem. Delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. egzorcystów jest bp Henryk Wejman, który współpracuje z zespołem specjalistów.

Próba sprawowania egzorcyzmów bez upoważnienia biskupa jest nie tylko sprzeczna z prawem kościelnym, ale i grzechem.

Kiedy można egzorcyzmować?

Egzorcysta musi mieć moralną pewność o opętaniu danego człowieka oraz powinien w miarę możliwości uzyskać zgodę osoby opętanej, zanim przystąpi do obrzędów. W ramach rozeznania problemu powinien przeprowadzić wywiad diagnostyczny oraz konsultować się ze specjalistami z dziedziny duchowości, medycyny i psychiatrii.

Objawy będące wskazówkami opętania: - mówienie w nieznanym języku lub rozumienie go. - znajomość spraw, o których osoba z problemem nie miała prawa wiedzieć, - ponadnaturalna siła fizyczna, - niechęć do Boga, świętych, Kościoła, przedmiotów poświęconych, etc.

Gdzie można egzorcyzmować?

Egzorcyzmów nie można sprawować publicznie. Odpowiednią przestrzenią jest zarezerwowana dla tego rytuału kaplica lub inne stosowne miejsce, w którym jest krzyż i obraz Matki Bożej. Należy zadbać, by w tym miejscu osoba egzorcyzmowana nie mogła zaznać żadnej krzywdy, a także, by podczas manifestacji złego ducha nie doszło do profanacji miejsca świętego.

Jak przebiega egzorcyzm?

Egzorcyzmy należy odprawiać tak, by wyrażały wiarę Kościoła oraz nie przywoływały skojarzeń z magią i zabobonami. Egzorcysta nie może zachęcać do przerwania leczenia medycznego ani podejmować działań wykraczających poza jego kompetencje.

Podczas egzorcyzmu, poza odpowiednimi modlitwami z Rytuału Rzymskiego (litania do wszystkich świętych, psalmy, antyfony, fragmenty z Pisma Świętego, Credo, wyrzeczenie się szatana i odnowienie chrzcielnego wyznania wiary, modlitwy błagalne i formuła nakazująca złemu duchowi w imię Jezusa opuścić ciało opętanego, dziękczynienie, błogosławieństwo), występują gesty znane z katechumenatu czy chrztu sprzed posoborowej reformy (znaki krzyża, tchnienie, nałożenie rąk, woda). Nie przewidziano żadnych form dialogu ze złym duchem.

Egzorcyście powinny towarzyszyć odpowiednio przygotowane osoby, wspierające go modlitwą. Służy to również bezpieczeństwu i uniknięciu oskarżeń. Wszyscy uczestnicy zobowiązani są do zachowania tajemnicy.

Po egzorcyzmach osoba uwolniona od złego ducha powinna wziąć udział w rekolekcjach ewangelizacyjnych. Organizowanie publicznych modlitw o ochronę przed wpływem złego ducha wymaga wiedzy i zgody biskupa miejsca. Jeśli podczas takich spotkań modlitewnych ktoś zachowuje się w sposób niepokojący lub wskazujący na możliwość zniewolenia, nie należy publicznie modlić się nad tą osobą, tylko ją bezpiecznie wyprowadzić i w odpowiednim miejscu zapewnić pomoc.

Na podstawie:

Wskazania dla kapłanów pełniących posługę egzorcysty, KEP 2015. Komisja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów: "Egzorcyzmy i inne modlitwy błagalne".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Jasna Góra: już wkrótce specjalne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących

2018-02-22 10:05

it / Częstochowa (KAI)

Już wkrótce na Jasnej Górze pojawią się specjalne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących. - To wyjście naprzeciw potrzebom pielgrzymów i turystów, także tych starszych wiekiem - przekonują paulini. Chodzi również o zwiększenie dostępności i bezpieczeństwa. Troska o niepełnosprawnych w różnych obiektach użyteczności publicznej jest coraz bardziej widoczna. Jeśli chodzi o zabytki, są to rozwiązania innowacyjne.

Mazur/episkopat.pl
Jasna Góra

Jerzy Jóźwik, koordynujący projekt wyjaśnia, że już niebawem w kilku miejscach Jasnej Góry m.in. w Kaplicy Matki Bożej zostaną umieszczone specjalne tablice tyflograficzne a więc dotykowe dla niewidomych. Będzie można jednak z nich korzystać, jak ze zwykłych planów. Pojawią się także oznaczenia poziome, które również będą uniwersalne, bo „sygnalizujące” np. rozpoczynające się schody czy progi.

- Jasną Górę odwiedza coraz więcej osób, w skali roku to ok. 4 mln. Ojcowie paulini przez swoją gościnność, wychodząc naprzeciw potrzebom pielgrzymów, stwarzają warunki, by z tego wyjątkowego miejsca mogły korzystać wszystkie osoby, również te wykluczone z powodu niepełnosprawności - powiedział Jerzy Jóźwik. Dodał, że chodzi głównie o to, by „poprawić bezpieczeństwo i pomóc niedowidzącym i niewidomym w tym, żeby poruszali się po Jasnej Górze wiedząc, gdzie się znajdują, dokąd mogą pójść, jak się układają ścieżki, przejścia w kolejnych etapach zwiedzania czy bytności w Sanktuarium”.

- Jest to inicjatywa klasztoru, która wynika z potrzeby uniwersalnego projektowania i uwzględnienia potrzeb wszystkich pielgrzymów. Tego typu rozwiązania są coraz częściej stosowane w różnych obiektach użyteczności publicznej, natomiast w skali zabytku są to rozwiązania innowacyjne - podkreśla inny z przedstawicieli koordynatorów Sławomir Ochman.

Oznakowania zostały dostosowane do zabytkowego charakteru częstochowskiego sanktuarium. To najważniejsze, ponieważ obiekt znajduje się pod szczególną opieką konserwatorską. Tablice zostały wykonane w mosiądzu, jak różnego rodzaju inne tablice na Jasnej Górze. Dwie ogólne z nich zostaną umieszczone przy wejściach na teren klasztoru. Cztery inne obejmą miejsca będące w zakresie realizowanego teraz projektu: Salę Jana Pawła II, która niebawem po remoncie zostanie oddana do użytku, Bastion św. Rocha, w którym znajduje się Skarbiec Pamięci Narodu i tzw. atrium w Kaplicy Matki Bożej.

- Wszystkie elementy będą na tyle uniwersalne, że będą użyteczne dla każdego. Osoby w pełni sprawne, które np. z zamyślenia nie zwrócą uwagi na zbliżające się schody, zostaną ostrzeżone dotykiem, co może uchronić je przed kontuzjami - dodaje Sławomir Ochman.

Wyczuwalno-wizualne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących powstają we współpracy z przedstawicielami Polskiego Związku Niewidomych. To kolejny etap projektu realizowanego w ramach trwających prac remontowych z środków unijnych „Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko”.

Wkrótce do użytku oddane zostaną także kolejne udogodnienia dla osób niepełnosprawnych ruchowo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem