Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.
Zamknij

Reklama

Kościuszkowskie nauki pod rozwagę

Henryk Kocój

24 marca 1794 r. przysięgał Kościuszko na krakowskim Rynku, obejmując jako Naczelnik powstania najwyższą władzę wojskową i cywilną, że władzy swojej nie użyje na „żaden prywatny ucisk, lecz jedynie na obronę całości granic, odzyskanie samowładności narodu i gruntowanie powszechnej wolności”

Polub nas na Facebooku!

Z przebiegu powstania kierowanego przez Tadeusza Kościuszkę wiemy, iż przysięgi tej dotrzymał, powstanie jednakże, podobnie jak późniejsze - listopadowe i styczniowe, zakończyło się klęską wskutek przemocy potęgi rosyjskiej i braku jedności wśród Polaków.
Dzisiaj z wielu względów należy nawiązywać do trwałych wartości idei kościuszkowskiej.

Siła miłości i zapału

Powstanie Kościuszki było jednym z najsilniejszych naszych powstań. Walczyło ono długo i skutecznie z wojskami wszystkich trzech zaborców Polski. Miało chwile wzlotów i powodzeń, miało momenty, w których wydawało się, że ponownie zawitała nadzieja uratowania Rzeczypospolitej. Odparło potężną armię prusko-rosyjską spod Warszawy, sięgnęło daleko w głąb Wielkopolski zwycięską wyprawą Dąbrowskiego na Bydgoszcz, zaimponowało siłą i żywotnością, cechami tak niedocenianymi wśród Polaków.
W czym tkwiła siła insurekcji kościuszkowskiej?
Zanim Najwyższy Naczelnik rozpoczął działania wojenne, do których zbierał siły i wszelką konieczną pomoc, usiłował podnieść i przygotować ducha całego narodu. W swoich odezwach, pełnych szczerego i gorącego zapału, a świadczących o jego ofiarnej miłości do kraju, przemawiał do cywilnej ludności tak, jak się mówi do wojska: „W pogardzie śmierci jest jedynie nadzieja polepszenia losu naszego i przyszłych pokoleń. Pierwszy krok do zrzucenia niewoli jest odważyć się być wolnym, pierwszy krok do zwycięstwa - poznać się na własnej sile”.
Gdy zaś przemawiał do wojska, widział w nim obywateli kraju i w tym duchu skierował do nich swoją odezwę: „Bądźmy jednym ciałem z obywatelami, łączmy się najściślej, łączmy serca, ręce i sposoby wszystkich naszej ziemi mieszkańców. Biorę z Wami, Ukochani Koledzy, za hasło: śmierć albo zwycięstwo; ufam Wam i narodowi, który zginąć raczej postanowił, aniżeli dłużej jęczeć w haniebnej niewoli”.
W końcu kwietnia 1794 r., idąc w kierunku Połańca, zatrzymał się Kościuszko w Winiarach nad Nidą, skąd wydał odezwy: 19 maja do mieszkańców Podlasia, a 2 maja do całego narodu, gdy się dowiedział, że Rosja dla swych celów podburza włościan przeciw panom. Były to jakoby ojcowskie upomnienia narodu, zawierające jednocześnie doskonałą i ciągle aktualną charakterystykę Polaków. „Nigdy by Polakom - mówił - broń ich nieprzyjaciół straszną nie była, gdyby sami między sobą zgodni znali swą siłę i całej tej siły użyć umieli. Nigdy by Polaków orężem pokonać nie można było, gdyby chytry nieprzyjaciel przewrotnością, zdradą i podstępami nie niszczył chęci i sposobów oporu... Chytrość moskiewskich intryg gubiła zawsze Polaków”. Niezwykle silną wymowę ma też jego następująca wypowiedź: „...Los tedy Polski od tego zawisł, byśmy skruszyli podwójną siłę nieprzyjaciół, tj. siłę oręża i siłę intrygi”.

Z prostotą żołnierza

Tadeusz Kościuszko stworzył w sercach narodu niezniszczalny pomnik przede wszystkim tym, że odważył się 24 marca 1794 r. podnieść chorągiew walki z najeźdźcami w chwili, gdy ludzie stojący u steru narodu zdolni byli tylko do uległości i prowadząc naród od jednej hańby do drugiej, staczali go powoli po pochyłości takiego upadku, z którego już się nie powstaje. On był żołnierzem, nie politykiem ginącej wówczas Polski.
Od czasów króla Jana III nie było w Polsce człowieka, który by tak silnie i niepodzielnie zapanował nad sercami żołnierskimi. On myślał i czuł tak, jak czuli wtedy w Polsce prości żołnierze. Kościuszko zdawał sobie sprawę, że bierne uleganie przemocy nie zbawi kraju, na który podpisali wyrok trzej zaborcy, a przeciwnie - przyspieszy tylko niesławny jego ostateczny upadek. Ratunku upatrywał jedynie w czynie zbrojnym, który jak wszystko, co silne i odruchowe, podniesie serca polskie, skupi ludzi dzielnych i pokaże światu, że ojczyzna nasza nie da się zbyt łatwo pokonać.
Zaczynał z siłami militarnymi bardzo szczupłymi. „Za mało nas tutaj - mówił do otaczających go na krakowskim Rynku - aby zwyciężyć, ale dość, aby zginąć z honorem”. Wierzył jednak, że jego poświęcenie wydobędzie z Polski nowe siły i stworzy nowych bohaterskich ludzi. Odzywał się do narodu słowami zapału, gorących wezwań, ale często także i twardym żołnierskim słowem: „Kto nie z nami, ten przeciw nam”.
Powstanie ogarnęło całe ówczesne nasze państwo, a także teren drugiego zaboru pruskiego, odbiło się głośnym echem nawet w Kurlandii i w Gdańsku. Wywołało niebywały zapał mieszczaństwa i pospólstwa, dzięki któremu Warszawa po ciężkiej dwudniowej walce zdołała się wyzwolić i zniszczyła silny garnizon rosyjski. Z krwawych pól walki tego powstania, czasem zwycięskich (Racławice), a często tak strasznych dla nas (rzeź Pragi), powiała ta dziwna moc narodowa, której nie było w Polsce za czasów pierwszego ani drugiego rozbioru.

Reklama

Odwaga dla ojczyzny

Na jedną jeszcze cechę Tadeusza Kościuszki należałoby zwrócić uwagę. Ten wielki patriota nie znał miłości własnej lub zawodowej, gdy w grę wchodził ratunek sprawy ojczystej. Odważał się na wszystko, gdy głębokie przekonanie mówiło mu, że przez narażenie siebie i wojska może osiągnąć zwycięstwo lub choćby tylko uchronić ojczyznę przed grożącym ciosem. Stawał się wtedy prostym żołnierzem, pełniącym swój obowiązek.
Taki był pod Racławicami, gdy prowadził osobiście kosynierów i swą piechotę do ataku wręcz; taki był pod Warszawą, gdy spełniał służbę inżyniera naczelnego wojsk polskich; taki był pod Maciejowicami, gdy sam objął dowództwo słabych oddziałów wojskowych, które miały pobić korpus rosyjski Fersena, aby zapobiec jego złączeniu się z korpusem Suworowa. Dzięki tym cechom Naczelnik stał się prawdziwym sercem powstania. Gdy ciężko rannego na pobojowisku pod Maciejowicami zabrano do niewoli rosyjskiej, powstaniu zabrakło tchu i natchnienia.

Współpracować z mistrzem

Nie ulega wątpliwości, że najważniejsze pytanie, jakie należy sobie zadać z perspektywy 220 lat, to: Dlaczego powstanie zakończyło się klęską? Oczywiście, złożyło się na to wiele czynników. Kwestią najistotniejszą jednak było zagadnienie, czy otoczenie Kościuszki dostosowało się do jego wielkich wymagań oraz czy jego podwładni mieli na tyle wiedzy i zdolności, aby zespolić swój czyn z wielkim inicjatorem.
Jeden z biografów Tadeusza Kościuszki, Feliks Koneczny, stwierdził: „Obok wielkiego Kościuszki zabrakło mniejszych ludzi, lecz do niego podobnych, i dlatego powstanie upadło”.
Na powstaniu roku 1794 niemal przez cały czas trwania mściła się przeszłość Rzeczypospolitej. Kiedy Kościuszko wstępował na widownię walki, Polska przedstawiała już tylko ruiny, w których wygasały ostatki dawnej potęgi, a budzące się nowe życie zaczynało dopiero kiełkować.
Jakkolwiek dzień 24 marca 1794 r. na zawsze pozostanie w dziejach Polski jako jedno z najważniejszych wydarzeń, bo wtedy czyn Kościuszki poruszył wszystko w narodzie, co było żywe, wszystko, co czuło, cierpiało, pragnęło wolności i niepodległości, to czyn ten jednak nie poruszył najpotężniejszej i mającej największe wpływy klasy narodu - nie poruszył ogółu szlachty.

Rola doświadczenia

Powstanie nie miało sił należycie zorganizowanych, nie miało zasobów materialnych, poważnej siły zbrojnej ani dowódców stojących na wysokości zadania. Wprawdzie armia ożywiona duchem patriotycznym z okresu Konstytucji 3 maja, zagrzana męstwem Naczelnika, biła się dobrze, ale miała do czynienia z wojskami zaprawionymi w licznych bojach, doskonale zorganizowanymi, z dowódcami, którzy mieli i siły liczniejsze, i długotrwałe doświadczenia ubiegłych kampanii wojennych.
Tymczasem wszyscy polscy generałowie, z wyjątkiem Henryka Dąbrowskiego, którym Kościuszko powierzał samodzielne zadania, nie sprostali nałożonym na nich obowiązkom. Zawiedli Naczelnika: Wielhorski, Mokronowski, Sierakowski, Zajączek i Poniński.
Kościuszko doskonale rozumiał, że Polska nie może liczyć na złudne poparcie mocarstw, lecz na własne siły. Naczelnik, którego wyniosły na szczyt nadzwyczajna prawość charakteru, ofiarny patriotyzm i rzetelne cnoty republikańskie, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że naród powstający (podobnie jak to było we Francji rewolucyjnej) z samego siebie wykrzesać musi potrzebną do zwycięstwa siłę i że tylko własna tego narodu siła jest w walce niezawodna. Kościuszko przyjął na swe barki olbrzymie zobowiązania, ale nie miał niezbędnego poparcia. Niektórzy historycy utrzymują, że powstanie 1794 r., wobec zupełnego odosobnienia Polski, zmuszone walczyć z trzema państwami zaborczymi, z których każde militarnie było od niej silniejsze, nie miało szans zwycięstwa, że musiało zakończyć się klęską. W tym rozumowaniu jest dużo racji, ale nie należy zapominać, że wówczas na Europę oddziaływał przykład zwycięskich wojsk francuskich i że powstanie Polski było walką o życie i przetrwanie narodu, podczas gdy państwa z nią walczące prowadziły wojnę w celu dalszych zaborów. Na tle ogólnego wzburzenia ludów dawało to powstaniu pewną przewagę moralną.

Ginąć z chwałą męstwa

Wprawdzie czyn Kościuszki nie zdołał, niestety, przełamać piętrzących się na drodze przeszkód, nie zdołał porwać całego narodu do rozgromienia wrogów, nie zdołał wykrzesać ze społeczeństwa niezbędnych sił do wyzwolenia, niemniej jednak dzięki powstaniu państwo polskie schodziło z widowni z orężem w dłoni, z chwałą męstwa, które rozbłysło na polach Racławic i na ulicach Warszawy, podczas dwudniowych walk 17 i 18 kwietnia. Ginęło ze świadectwem żywotności, ginęło z wielkimi ideami, które przetrwały upadek i dały moc życia pokoleniom późniejszym.
Czyn Kościuszki, rozpoczęty 24 marca 1794 r. uroczystą przysięgą na krakowskim Rynku, skupił po raz pierwszy w dziejach naszych pod jednym sztandarem przedstawicieli wszystkich warstw - szlachtę, mieszczan i chłopów. Zajaśniała w nim w pełni bohaterska postać Naczelnika, oddającego wszystkie swe siły w ofierze umiłowanej ojczyźnie.

Niedziela Ogólnopolska 16/2011 , str. 36-37

E-mail:
Adres: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa
Tel.: +48 (34) 365 19 17

Tagi
Nasze serwisy
Polecamy
Zaprzyjaźnione strony
Najpopularniejsze
24h7 dni

Reklama

Lidia Dudkiewicz, Red. Naczelna

Tragiczny staje się świat, który odrzuca Boga EDYTORIAL

Ludzie szczęśliwi to ci, którzy osiągnęli pełnię miłości do Boga i człowieka. »
Bp Edward Janiak

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2017


Adresy kontaktowe


www.facebook.com/tkniedziela
Tel.: +48 (34) 365 19 17, fax: +48 (34) 366 48 93
Adres redakcji: ul. 3 Maja 12, 42-200 Częstochowa


Wydawca: Kuria Metropolitalna w Częstochowie
Redaktor Naczelny: Lidia Dudkiewicz
Honorowy Red. Nacz.: ks. inf. Ireneusz Skubiś
Zastępca Red. Nacz.: ks. Jerzy Bielecki
Sekretarz redakcji: ks. Marek Łuczak
Zastępca Sekretarza redakcji: Margita Kotas