Reklama

Największa bitwa polskiego średniowiecza

Sławomir Błaut
Niedziela Ogólnopolska 28/2010, str. 28-29

http://pl.wikipedia.org
Bitwa pod Grunwaldem - obraz Jana Matejki

Bitwa pod Grunwaldem, jak każdy heroiczny wyczyn w dziejach narodu, obrosła z czasem legendą. Legendą, która znajduje potwierdzenie w faktach. Niewiele szkody przyniosły powtarzane przez wielu stereotypy odnoszące się do tego tematu. Dziś, w 600. rocznicę bitwy, warto poszukać odpowiedzi na pytanie o miejsce Grunwaldu w historii Polski

Bitwa pod Grunwaldem, rozegrana 15 lipca 1410 r., znana większości Polaków z podręczników szkolnych, a może bardziej z literatury pięknej - z „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza i filmu Aleksandra Forda, jest w dziejach Polski wydarzeniem wielkim, ale dla nas współcześnie bardzo już odległym. Na polach, gdzie przed 600 laty odbyła się bitwa, od kilkunastu lat w jej rocznicę organizowana jest inscenizacja z udziałem ponad tysiąca „rycerzy” - pasjonatów historii i militariów. „Bitwę” ogląda każdego roku ok. 100 tys. widzów. Porównywalne zainteresowanie wzbudza dawna krzyżacka superwarownia w Malborku, odwiedzana chętnie przez turystów. Na jej terenie zawsze tydzień po inscenizacji Grunwaldu odbywa się impreza plenerowa „Oblężenie Malborka”.
600-lecie bitwy grunwaldzkiej stanowi dobrą okazję nie tyle do okazania radości czy dumy ze zwycięstwa rycerstwa polskiego w epoce średniowiecza - jak zwykło się tę rocznicę traktować - co pretekstem do poznania historii słynnej bitwy i czasów, w których się odbyła.
Zwycięstwo pod Grunwaldem, początkowo słabo wykorzystane politycznie, było przez całe wieki symbolem naszej siły, przewagi nad wrogiem, krzepiło serca Polaków w ciężkich chwilach, których w naszej historii nie brakowało. Wiktoria grunwaldzka przedstawiona w sposób alegoryczny na monumentalnym płótnie Jana Matejki była w czasach zaborów odpowiedzią na kulturkampf, podobnie jak Sienkiewiczowska powieść „Krzyżacy”, w której niemieccy zakonnicy zostali przedstawieni w najczarniejszych barwach. Ich klęskę pod Grunwaldem uznano za sprawiedliwość dziejową, bo Polacy doznali wielu krzywd od zakonu. W podobnym politycznym klimacie jak powieść Sienkiewicza powstała w 1960 r. ekranizacja „Krzyżaków” w reżyserii Aleksandra Forda. Sprzyjały temu nastroje antyniemieckie po II wojnie światowej i szeroko lansowane w krajach socjalistycznych braterstwo narodów słowiańskich.
Obecną wiedzę tyczącą Grunwaldu - daleką od uproszczeń, legend i mitów, które Polacy przechowywali przez wieki w tzw. pamięci zbiorowej - dokumentują setki rozpraw naukowych. Ważnym źródłem pozostają „Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego” Jana Długosza. Gruntownie zbadali ten problem wybitni polscy historycy mediewiści, m.in. Stefan Maria Kuczyński, Marian Biskup i Gerard Labuda.

Dobrzy i źli Krzyżacy

Zakon krzyżacki u początków swego istnienia oraz współcześnie (obecnie funkcjonuje jako dzieło charytatywne w Wiedniu pod patronatem rodziny Habsburgów) - słusznie jest kojarzony z chrześcijańską misją niesienia pomocy bliźnim. Tymczasem w historii Polski jawi się jako uosobienie zła. Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (Ordo fratrum domus hospitalis Sanctae Mariae Theutonicorum in Jerusalem) powstał w 1190 r. w Akce, w celu opieki nad pielgrzymami chrześcijanami podążającymi do Ziemi Świętej. W zakon rycerski przekształcono go w 1198 r., po czym wzbogacił się dzięki licznym nadaniom ziemskim. Potoczna nazwa „zakon krzyżacki” pochodzi od czarnego krzyża na białych płaszczach rycerzy-zakonników. Ta chwalebna misja zakonu zakończyła się, kiedy krzyżowcy zostali wyparci przez Turków z Ziemi Świętej. Niemiecki zakon, który w dobie krucjat nie był w stanie wystawić do armii krzyżowców 10 rycerzy, postanowił osiedlić się we wschodniej Europie, w pobliżu Rzeszy Niemieckiej. Gdy nie powiodła się próba osiedlenia na pograniczu ziemi węgierskiej, Krzyżacy utworzyli zalążek swojego państwa w Polsce. Książę Konrad Mazowiecki oddał im ziemię chełmińską w 1226 r.
Polska, a jeszcze bardziej Litwa, była na niższym szczeblu cywilizacji niż Rzesza. Feudałom z Zachodu tereny te jawiły się jako dzikie pustkowia zamieszkiwane przez pogan. Niemieckim rycerzom w habitach łatwo było zaskarbić sobie przychylność cesarza i papieża dla „misji ewangelizacyjnej”. Władcy Polski ze zdumieniem, a może nawet z podziwem graniczącym z zazdrością przyglądali się, jak zakon organizuje swoje państwo. Praktycznie z niczego powstała ta potęga. Krzyżacy powiększyli swoje terytorium kosztem m.in. Prusów oraz Polski, zajmując m.in. Pomorze Gdańskie. Z Krzyżakami wojowali Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki, ale byli zbyt słabi, by złamać ich potęgę. Jeszcze w 1237 r. zakon krzyżacki połączył się z niemieckim zakonem inflanckim, a kolejną jego zdobyczą była oddzielająca ziemie dwu zakonów Żmudź, należąca do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Gdy kraj ten połączył się unią personalną z Królestwem Polskim w 1385 r., stało się jasne, że nowy król Polski - Litwin Władysław II Jagiełło nie pozostawi swej ojczyzny osamotnionej w walce z zakonem.

Reklama

Wielka wojna 1409-11

Po przeprowadzonej przez Jagiełłę i królową Jadwigę chrystianizacji Litwy zdezaktualizował się cel zakonu - rozszerzanie chrześcijaństwa na ziemie pogańskiej Litwy. Wiosną 1409 r. na Żmudzi wybuchło powstanie antykrzyżackie. Litwa, a za nią Korona wystąpiły w obronie Żmudzinów. 6 sierpnia wielki mistrz Ulryk von Jungingen wysłał królowi polskiemu pisemne wypowiedzenie wojny.
Obie strony konfliktu znakomicie przeprowadziły przygotowania do wojny w okresie jesienno-zimowym, również od strony dyplomatycznej. Szczególnie strona polska popisała się kunsztem strategicznym. By połączyć się z Litwinami wielkiego księcia Witolda i uderzyć w serce zakonu - Malbork, Polacy przeprawili się przez specjalnie sporządzony most pontonowy na Wiśle pod Czerwińskiem. 10 lipca 1410 r. na polach Grunwaldu wojska zakonu zastąpiły drogę armii polsko-litewskiej. Niemcy nazywają to starcie pierwszą bitwą pod Tannenbergiem. Do bitwy stanęły armie konne. W średniowieczu każdy rycerz wyruszał w bój z dwoma sługami na koniach, wyposażonymi w kusze (strzelcy). Tę trójkę jeźdźców nazywano kopią - od podstawowej broni rycerza kopijnika. Niewielu rycerzy posiadało pełną zbroję, bo kosztowała ona równowartość 17 wołów. Ogromna większość nosiła lżejsze kolczugi. Oprócz rycerstwa - szlachty z ziem podległych władzom kraju (tzw. pospolite ruszenie) w armiach służyli także najemnicy, tzw. zaciężni. Wojsko było podzielone na chorągwie - oddziały poszczególnych ziem. Piechoty pod Grunwaldem była prawdopodobnie garstka przy krzyżackich armatach - w tamtych czasach w polu zupełnie nieskutecznych. W bitwie wzięło udział ok. 15-20 tys. wojsk zakonu, w tym zaledwie ok. 350 braci-rycerzy jako dowódców (w całym zakonie było ok. 700 braci-rycerzy). Armię tę stanowiło rycerstwo z ziem należących do państwa zakonnego i z Rzeszy oraz posiłki z całej Europy - rycerze, którzy stawili się jak na krucjatę, a także zaciężni (ok. 3,7 tys.). Polaków wraz z niewielką liczbą zaciężnych, m.in. Czechów było ok. 20 tys., a wojsk litewskich oraz posiłków ruskich i tatarskich ok. 10 tys. Ubiór i uzbrojenie w obu armiach niewiele się od siebie różniły, dlatego Jagiełło nakazał rycerzom przepasać się słomianymi powrósłami, by odróżniali się od przeciwnika, i używać haseł: „Kraków” i „Wilno”.
Bitwa rozpoczęła się w upalne południe. Wcześniej Jagiełło wysłuchał dwóch Mszy i pasował na rycerzy kilkuset wojów. Zniecierpliwiony wielki mistrz, którego armia uszykowała się już od dawna do boju, wysłał heroldów z wezwaniem do bitwy. Dwa nagie miecze podarowane wówczas Jagielle, według rycerskiego zwyczaju, jako wezwanie do bitwy, po zwycięstwie uznano za symbol pychy Krzyżaków. Miecze te złożono na Wawelu, ale w czasie rozbiorów Polski wywieziono je do Rosji, gdzie zaginęły. Tuż przed starciem wojsko polskie odśpiewało „Bogurodzicę”, następnie rozpoczęła się szarża oddziałów litewskich oraz kilku polskich. W starciu z siłami zakonu po godzinie wojska litewskie poszły w rozsypkę. W trakcie bitwy zdarzył się niepokojący incydent - sztandar z Orłem Białym, tzw. wielki gonfanon, runął na ziemię, ale zaraz polscy rycerze go podnieśli (zniknięcie sztandaru było sygnałem, że klęska jest bliska i należy się wycofać). Po 6 godzinach walki - podczas których oddziały zastępowały się, by na chwilę odpocząć, opatrzyć rany, zmienić konie czy uzupełnić rynsztunek - zarysowała się przewaga wojsk polsko-litewskich. Niewątpliwie słabością wojsk zakonu, oprócz mniejszej niż przeciwnik liczby zbrojnych, była wielonarodowość. Goście zakonu, lennicy (np. chorągiew ziemi chełmińskiej, która poddała się na polu bitwy, a jej wódz został później za to ścięty przez Krzyżaków), najemnicy, nie mieli woli, by - jak Polacy czy Litwini - oddać życie w tej rozprawie. My walczyliśmy za ojczyznę. Wielki mistrz próbował jeszcze odwrócić losy batalii uderzeniem odwodu, ale nie zmieniło to sytuacji na polu bitwy. Polegli wszyscy dostojnicy zakonu, zdobyty też został obóz krzyżacki. Krzyżacy stracili ok. 10 tys. ludzi, a nasze straty były niewielkie. 10 dni po bitwie wojska polskie dotarły pod Malbork. Nie zdołały go zdobyć. Obrońcą stolicy, a w konsekwencji całego władztwa krzyżackiego był Henryk von Plauen, komtur ze Świecia. 1 lutego 1411 r. w Toruniu zawarto pokój. Jego warunki nie przyniosły zbyt wiele stronie zwycięskiej: ziemia dobrzyńska wróciła w granice Polski, a Litwa odzyskała Żmudź, ale tylko do śmierci Jagiełły i Witolda, potem miała wrócić do zakonu. Krzyżacy zapłacili też duży okup za uwolnienie jeńców. O pozostałych kwestiach spornych miał zadecydować arbitraż. Jednak zakon po Grunwaldzie się już nie podniósł, jego potęga została złamana, z czasem ziemie państwa krzyżackiego stały się lennem królów polskich. Dopełnieniem pierwszego pokoju toruńskiego był drugi pokój toruński z 1466 r. (po wygranej przez Polskę wojnie trzynastoletniej z zakonem).

Pamięć o zwycięstwie

Polacy zawsze pamiętali o wielkim zwycięstwie nad Krzyżakami. Na ziemiach polskich znajdujących się pod zaborami głośnym echem odbiły się krakowskie uroczystości 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Były one demonstracją patriotyzmu i miały dodać Polakom otuchy. Uczestniczyło w nich 150 tys. gości, m.in. Henryk Sienkiewicz i Ignacy Paderewski, jeden z głównych fundatorów pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie. Po raz pierwszy publicznie wykonano „Rotę” Marii Konopnickiej.
Do sprawy Grunwaldu sięgała niejednokrotnie propaganda niemiecka. Rozbiory Rzeczypospolitej w XVIII wieku uznano za zemstę za rozbicie państwa krzyżackiego. Na początku I wojny światowej, w 1914 r., II Rzesza Niemiecka oficjalnie uznała zwycięstwo nad Rosjanami w drugiej bitwie pod Tannenbergiem za udany rewanż bitwy z 1410 r. Wódz III Rzeszy wykorzystywał propagandowo dziedzictwo krzyżackie, ale zakonników - którzy od 1929 r. zrzeszeni byli w odrodzonym, katolickim zakonie - zamknął w obozie zagłady w Dachau. W 1938 r. powstał spór w sprawie znaczka pocztowego przedstawiającego Jadwigę i Jagiełłę, u których stóp były miecze grunwaldzkie i krzyżacki szyszak. Niemcy zażądali usunięcia tych symboli. Po wybuchu powstania w Warszawie 1 sierpnia 1944 r. pierwszą bitwę pod Tannenbergiem, czyli Grunwald, przywołał Himmler w rozmowie z Hitlerem, dowodząc, że musi być zniszczona stolica narodu Polaków, który od setek lat, m.in. pod Grunwaldem, stał Niemcom na drodze na Wschód.
O ile oficjalna propaganda niemiecka i część historiografii pamiętały o porażce z 1410 r., to już dla przeciętnego Niemca z Rzeszy, dla którego dzieje zakonu krzyżackiego nie stanowiły szczególnie ważnego zagadnienia, kompleksy z tym związane nie miały znaczenia. Może o tym świadczyć choćby wydanie w Niemczech 9 różnych przekładów „Krzyżaków” Sienkiewicza.
Dziś pozostała pamięć o triumfie. Cieszą nas inscenizacje słynnej bitwy na polach Grunwaldu, zachwyca architektura Malborka i innych zamków krzyżackich na naszych ziemiach. Po rzetelną wiedzę o dziedzictwie Krzyżaków i ich roli w historii Polski może sięgnąć każdy z nas. Warto to zrobić przy okazji 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem.

Tagi:
historia bitwa

Bolszewicy na plebanii

2017-08-10 09:34

Witold Dudziński
Edycja warszawska 33/2017, str. 7

Wyszków wydawał się świetnym miejscem wypadowym dla stworzonego przez bolszewików marionetkowego polskiego rządu. Do czasu spodziewanego wkrótce zdobycia Warszawy, za swoją siedzibę wybrali wyszkowską plebanię

Wikipedia
Członkowie Polrewkomu, wśród nich Dzierżyński, Marchlewski i Kohn

Bolszewicy z Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski (TKRP), Polrewkomu, zjawili się na probostwie 15 sierpnia 1920 r., gdy wojska bolszewickie podchodziły pod Warszawę. Powołano go trzy tygodnie wcześniej w Smoleńsku, po przekształcenia Biura Polskiego przy Komitecie Centralnym partii bolszewickiej z działaczy komunistycznych polskiego pochodzenia. Miał być rządem planowanej Polskiej Republiki Rad, stworzyć pozory, że najazd Sowietów nie jest obcą inwazją, ale próbą niesienia pomocy polskim robotnikom i chłopom.

Na gorąco na temat próby zainstalowania bolszewickiego rządu pisała kilka dni później „Rzeczpospolita” piórami Stefana Żeromskiego i Adam Grzymały-Siedleckiego, dziennikarzy i pisarze, opierając się na relacji ks. kan. Wiktora Mieczkowskiego, proboszcza parafii św. Idziego, gospodarza na plebanii. Obserwacje ks. Mieczkowskiego Żeromski wykorzystał potem, pisząc opowiadanie „Na probostwie w Wyszkowie”, zakazane w okresie PRL, niewydawane i usunięte z bibliotek.

Głodna i obdarta rzeszy

Mieszkańcy Wyszkowa wcześniej wiedzieli, co się święci. W nocy z 10 na 11 sierpnia było słychać wybuchy pocisków. „Armaty i ostatnie placówki pośpiesznie wycofywały się za most kolejowy, a po godzinie 9. rano wojsko nasze zapaliło most drewniany na Bugu, co było sygnałem zbliżania się bolszewików pod Wyszków – pisał we wspomnieniach ks. Mieczkowski. – Garstka pobożnych zebrała się w kościele przed statuą św. Idziego, która pochodzi z XIV wieku i już nieraz była świadkiem inwazji i klęsk narodowych. Pieśń: »Kto się w opiekę…» wzbijała się pod sklepienia, szła, zdawało się, je przebijać i wznosić aż do Tronu Najwyższego”.

Wkrótce potem do miasta zaczęli napływać żołnierze bolszewicy. „Jedni po cywilnemu, inni w mundurach różnych armii, a najwięcej w mundurach wojska polskiego, prawdopodobnie zabranych, z pozostawionych przez nas składów na Białej Rusi, lub zdjętych z żołnierzy, wziętych do niewoli – wspominał ks. Mieczkowski. – Boleść serce ściskała na widok tej głodnej i obdartej rzeszy, a w dodatku niezbyt licznej, przed którą jednak nasze wojsko, względnie dostatnio odziane – ustępuje”.

Ustrój sowiecki

Polrewkom przemieszczał się w pociągu pancernym za nacierającą Armią Czerwoną. Obszar kontrolowany przez niego ograniczał się do Podlasia i części Mazowsza czasowo zajętych przez tę armię. Rozpoczęto formowanie Polskiej Armii Czerwonej, ale bez wielkiego skutku. Liczebność całej PACz wyniosła 176 ochotników. Gdy Armia Czerwona szturmowała przedpola Warszawy, kierownictwo TKRP przyjechało do Wyszkowa, aby z bolszewickimi wojskami wkroczyć do stolicy.

Jeszcze przed ich pojawieniem się tu Juliana Marchlewskiego – formalnego przewodniczącego, Feliksa Dzierżyńskiego – faktycznego szefa i Feliksa Kohna, na ulicach rozlepiono odezwę, która zapowiadała powołanie Polskiej Republiki Rad z „ustrojem sowieckim”, odebranie władzy burżuazji i szlachcie, likwidację własności prywatnej.

Bolszewicy proboszcza nie przepędzili, przeciwnie: poprosili go, by został . „Widziałem, że miny ich były poważne i ze mną nadzwyczaj swobodnie dyskutowali, nie zdradzając się, że jadą do Warszawy” – wspominał potem ks. Mieczkowski. Ale wyraźnie szykowali się do wkroczenia do stolicy. „Przykro mi było, że ludzie tak inteligentni powiększają liczbę zdrajców Ojczyzny, być może jako fanatycy obłędu bolszewickiego” – wspominał ksiądz.

Dali drapaka

Żeromski i Grzymała-Siedlecki do Wyszkowa dojechali 19 sierpnia, tuż po kontrofensywie wojsk polskich. Wysłuchali opowieści ks. Mieczkowskiego o pobycie bolszewików. Podobnie, jak gdzie indziej, entuzjazm z powodu wkroczenia Sowietów wykazywali jedynie nieliczni bolszewicy i część ludności żydowskiej. Już pierwszego dnia zwołali wiec, na którym powiedzieli na czym mają polegać nowe porządki.

W Wyszkowie zainstalowała się Cze-Ka., powołano rewolucyjny komitet wojskowy (rewkom) i milicję, z budynków usuwano religijne i państwowe symbole. Trwały rabunki i plądrowanie miasta. Niszczono okoliczne dwory, ludziom odbierano inwentarz i żywność. Tworzono listę „wrogów ludu”, w pobliskim Rybienku Leśnym czekiści zamordowali po torturach siedem osób, w tym czterech wziętych do niewoli żołnierzy.

Trzej rewolucjoniści zniknęli z Wyszkowa, gdy otrzymali telegram o odparciu sowieckiego ataku pod Warszawą. „Odetchnąłem, gdy ich auto pomknęło w stronę Białegostoku” – wspominał ks. Miecznikowski. „Na odgłos strzałów, rozlegających się za Bugiem – pisał w zakończeniu opowiadania Żeromski – dr Julian Marchlewski, jego kolega Feliks Dzierżyński, pomazany od stóp do głów krwią ludzką, i szanowny weteran socjalizmu Feliks Kohn – dali drapaka z Wyszkowa”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Muzeum w Markowej apeluje o rzetelny przekaz o rodzinie Ulmów

2018-02-20 12:25

pab / Markowa (KAI)

W dyskusji nad tekstem nowelizacji ustawy o IPN powielane są błędne informacje o rodzinie Ulmów i ekspozycji muzealnej – podało w specjalnym oświadczeniu Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej.

Muzeum w Markowej
Wiktoria i Józef Ulmowie oraz ich dzieci zostali zamordowani 24 marca 1944 r. za pomoc Żydom

Przykład muzeum w Markowej w ostatnich tygodniach bardzo często przywoływany jest w dyskusji nad tekstem nowelizacji ustawy o IPN. Dyrekcja placówki zauważa, że w publikacjach często dochodzi do podawania nieprawdziwych informacji.

Jedną z nich jest ta, że rodzina Ulmów została sprzedana przez polskich sąsiadów. „Dziwi i smuci nierzetelność przekazu, bo przecież wystarczy zapoznać się z monografiami lub zwiedzić muzealną ekspozycję, by wiedzieć, że Ulmów zdradził najprawdopodobniej Włodzimierz Leś – granatowy policjant z Łańcuta. Cytowane błędy, pojawiające się wyjątkowo często w ostatnim czasie, zdarzały się i wcześniej” – czytamy w oświadczeniu.

Inną zdarzającą się pomyłką jest ta, że muzeum znajduje się na miejscu domu Ulmów, podczas gdy lokalizacja ta jest zupełnie inna.

„Jako Muzeum mieliśmy okazję przekonać się, zwłaszcza w ostatnich dniach, jak krzywdzące bywają nie tylko tego rodzaju błędy merytoryczne, ale też uogólnienia i uproszczenia formułowane – paradoksalnie – często przez tych, którzy przed nimi przestrzegają” – zauważa dyrekcja placówki.

Jak czytamy w oświadczeniu, w jednym z tekstów zarzuca się muzeum w Markowej, że dąży do prezentowania całej nacji jako „narodu ratujących”. „Statut Muzeum wyraźnie precyzuje zadanie Muzeum, którym jest „ukazanie historii ratowania Żydów przez Polaków podczas II wojny światowej, polsko-żydowskich relacji w czasach Holokaustu, oraz upowszechnianie wiedzy o losach Rodziny Ulmów z Markowej”. Realizujemy je nie pomijając bynajmniej wątków negatywnych, co widoczne jest i na ekspozycji, i w ofercie warsztatowej, i w organizowanych wydarzeniach” – podkreśla muzeum.

„Zarzut jednostronności równie dobrze można formułować wobec tych, którzy w dyskursie o pełnym spektrum postaw Polaków wobec Zagłady Żydów odmawiają zasadności akcentowaniu pozytywnych przykładów, a jednocześnie w pełni akceptują epatowanie przykładami negatywnymi. Sam pomysł upamiętnienia polskiej pomocy prześladowanej w czasie niemieckiej okupacji ludności żydowskiej ratujących Żydów w formie dedykowanego im muzeum też nie powinien nikogo bulwersować. Wszak analogiczne muzea poświęcone bohaterom łotewskim, francuskim, włoskim czy niemieckim powstają w całej Europie (Rydze, Le Chambon-sur-Lignon, Nonantola, czy Berlinie) i nie wywołują takiej lawiny krytyki. Tam również ekspozycje poświęcone są bohaterom, bo z zasady to im, a nie złoczyńcom, stawia się pomniki” – czytamy w oświadczeniu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Jasna Góra: już wkrótce specjalne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących

2018-02-22 10:05

it / Częstochowa (KAI)

Już wkrótce na Jasnej Górze pojawią się specjalne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących. - To wyjście naprzeciw potrzebom pielgrzymów i turystów, także tych starszych wiekiem - przekonują paulini. Chodzi również o zwiększenie dostępności i bezpieczeństwa. Troska o niepełnosprawnych w różnych obiektach użyteczności publicznej jest coraz bardziej widoczna. Jeśli chodzi o zabytki, są to rozwiązania innowacyjne.

Mazur/episkopat.pl
Jasna Góra

Jerzy Jóźwik, koordynujący projekt wyjaśnia, że już niebawem w kilku miejscach Jasnej Góry m.in. w Kaplicy Matki Bożej zostaną umieszczone specjalne tablice tyflograficzne a więc dotykowe dla niewidomych. Będzie można jednak z nich korzystać, jak ze zwykłych planów. Pojawią się także oznaczenia poziome, które również będą uniwersalne, bo „sygnalizujące” np. rozpoczynające się schody czy progi.

- Jasną Górę odwiedza coraz więcej osób, w skali roku to ok. 4 mln. Ojcowie paulini przez swoją gościnność, wychodząc naprzeciw potrzebom pielgrzymów, stwarzają warunki, by z tego wyjątkowego miejsca mogły korzystać wszystkie osoby, również te wykluczone z powodu niepełnosprawności - powiedział Jerzy Jóźwik. Dodał, że chodzi głównie o to, by „poprawić bezpieczeństwo i pomóc niedowidzącym i niewidomym w tym, żeby poruszali się po Jasnej Górze wiedząc, gdzie się znajdują, dokąd mogą pójść, jak się układają ścieżki, przejścia w kolejnych etapach zwiedzania czy bytności w Sanktuarium”.

- Jest to inicjatywa klasztoru, która wynika z potrzeby uniwersalnego projektowania i uwzględnienia potrzeb wszystkich pielgrzymów. Tego typu rozwiązania są coraz częściej stosowane w różnych obiektach użyteczności publicznej, natomiast w skali zabytku są to rozwiązania innowacyjne - podkreśla inny z przedstawicieli koordynatorów Sławomir Ochman.

Oznakowania zostały dostosowane do zabytkowego charakteru częstochowskiego sanktuarium. To najważniejsze, ponieważ obiekt znajduje się pod szczególną opieką konserwatorską. Tablice zostały wykonane w mosiądzu, jak różnego rodzaju inne tablice na Jasnej Górze. Dwie ogólne z nich zostaną umieszczone przy wejściach na teren klasztoru. Cztery inne obejmą miejsca będące w zakresie realizowanego teraz projektu: Salę Jana Pawła II, która niebawem po remoncie zostanie oddana do użytku, Bastion św. Rocha, w którym znajduje się Skarbiec Pamięci Narodu i tzw. atrium w Kaplicy Matki Bożej.

- Wszystkie elementy będą na tyle uniwersalne, że będą użyteczne dla każdego. Osoby w pełni sprawne, które np. z zamyślenia nie zwrócą uwagi na zbliżające się schody, zostaną ostrzeżone dotykiem, co może uchronić je przed kontuzjami - dodaje Sławomir Ochman.

Wyczuwalno-wizualne oznakowania dla niewidomych i słabowidzących powstają we współpracy z przedstawicielami Polskiego Związku Niewidomych. To kolejny etap projektu realizowanego w ramach trwających prac remontowych z środków unijnych „Program Operacyjny Infrastruktura i Środowisko”.

Wkrótce do użytku oddane zostaną także kolejne udogodnienia dla osób niepełnosprawnych ruchowo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem