Reklama

Największa bitwa polskiego średniowiecza

Sławomir Błaut
Niedziela Ogólnopolska 28/2010, str. 28-29

http://pl.wikipedia.org
Bitwa pod Grunwaldem - obraz Jana Matejki

Bitwa pod Grunwaldem, jak każdy heroiczny wyczyn w dziejach narodu, obrosła z czasem legendą. Legendą, która znajduje potwierdzenie w faktach. Niewiele szkody przyniosły powtarzane przez wielu stereotypy odnoszące się do tego tematu. Dziś, w 600. rocznicę bitwy, warto poszukać odpowiedzi na pytanie o miejsce Grunwaldu w historii Polski

Bitwa pod Grunwaldem, rozegrana 15 lipca 1410 r., znana większości Polaków z podręczników szkolnych, a może bardziej z literatury pięknej - z „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza i filmu Aleksandra Forda, jest w dziejach Polski wydarzeniem wielkim, ale dla nas współcześnie bardzo już odległym. Na polach, gdzie przed 600 laty odbyła się bitwa, od kilkunastu lat w jej rocznicę organizowana jest inscenizacja z udziałem ponad tysiąca „rycerzy” - pasjonatów historii i militariów. „Bitwę” ogląda każdego roku ok. 100 tys. widzów. Porównywalne zainteresowanie wzbudza dawna krzyżacka superwarownia w Malborku, odwiedzana chętnie przez turystów. Na jej terenie zawsze tydzień po inscenizacji Grunwaldu odbywa się impreza plenerowa „Oblężenie Malborka”.
600-lecie bitwy grunwaldzkiej stanowi dobrą okazję nie tyle do okazania radości czy dumy ze zwycięstwa rycerstwa polskiego w epoce średniowiecza - jak zwykło się tę rocznicę traktować - co pretekstem do poznania historii słynnej bitwy i czasów, w których się odbyła.
Zwycięstwo pod Grunwaldem, początkowo słabo wykorzystane politycznie, było przez całe wieki symbolem naszej siły, przewagi nad wrogiem, krzepiło serca Polaków w ciężkich chwilach, których w naszej historii nie brakowało. Wiktoria grunwaldzka przedstawiona w sposób alegoryczny na monumentalnym płótnie Jana Matejki była w czasach zaborów odpowiedzią na kulturkampf, podobnie jak Sienkiewiczowska powieść „Krzyżacy”, w której niemieccy zakonnicy zostali przedstawieni w najczarniejszych barwach. Ich klęskę pod Grunwaldem uznano za sprawiedliwość dziejową, bo Polacy doznali wielu krzywd od zakonu. W podobnym politycznym klimacie jak powieść Sienkiewicza powstała w 1960 r. ekranizacja „Krzyżaków” w reżyserii Aleksandra Forda. Sprzyjały temu nastroje antyniemieckie po II wojnie światowej i szeroko lansowane w krajach socjalistycznych braterstwo narodów słowiańskich.
Obecną wiedzę tyczącą Grunwaldu - daleką od uproszczeń, legend i mitów, które Polacy przechowywali przez wieki w tzw. pamięci zbiorowej - dokumentują setki rozpraw naukowych. Ważnym źródłem pozostają „Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego” Jana Długosza. Gruntownie zbadali ten problem wybitni polscy historycy mediewiści, m.in. Stefan Maria Kuczyński, Marian Biskup i Gerard Labuda.

Dobrzy i źli Krzyżacy

Zakon krzyżacki u początków swego istnienia oraz współcześnie (obecnie funkcjonuje jako dzieło charytatywne w Wiedniu pod patronatem rodziny Habsburgów) - słusznie jest kojarzony z chrześcijańską misją niesienia pomocy bliźnim. Tymczasem w historii Polski jawi się jako uosobienie zła. Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (Ordo fratrum domus hospitalis Sanctae Mariae Theutonicorum in Jerusalem) powstał w 1190 r. w Akce, w celu opieki nad pielgrzymami chrześcijanami podążającymi do Ziemi Świętej. W zakon rycerski przekształcono go w 1198 r., po czym wzbogacił się dzięki licznym nadaniom ziemskim. Potoczna nazwa „zakon krzyżacki” pochodzi od czarnego krzyża na białych płaszczach rycerzy-zakonników. Ta chwalebna misja zakonu zakończyła się, kiedy krzyżowcy zostali wyparci przez Turków z Ziemi Świętej. Niemiecki zakon, który w dobie krucjat nie był w stanie wystawić do armii krzyżowców 10 rycerzy, postanowił osiedlić się we wschodniej Europie, w pobliżu Rzeszy Niemieckiej. Gdy nie powiodła się próba osiedlenia na pograniczu ziemi węgierskiej, Krzyżacy utworzyli zalążek swojego państwa w Polsce. Książę Konrad Mazowiecki oddał im ziemię chełmińską w 1226 r.
Polska, a jeszcze bardziej Litwa, była na niższym szczeblu cywilizacji niż Rzesza. Feudałom z Zachodu tereny te jawiły się jako dzikie pustkowia zamieszkiwane przez pogan. Niemieckim rycerzom w habitach łatwo było zaskarbić sobie przychylność cesarza i papieża dla „misji ewangelizacyjnej”. Władcy Polski ze zdumieniem, a może nawet z podziwem graniczącym z zazdrością przyglądali się, jak zakon organizuje swoje państwo. Praktycznie z niczego powstała ta potęga. Krzyżacy powiększyli swoje terytorium kosztem m.in. Prusów oraz Polski, zajmując m.in. Pomorze Gdańskie. Z Krzyżakami wojowali Władysław Łokietek i Kazimierz Wielki, ale byli zbyt słabi, by złamać ich potęgę. Jeszcze w 1237 r. zakon krzyżacki połączył się z niemieckim zakonem inflanckim, a kolejną jego zdobyczą była oddzielająca ziemie dwu zakonów Żmudź, należąca do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Gdy kraj ten połączył się unią personalną z Królestwem Polskim w 1385 r., stało się jasne, że nowy król Polski - Litwin Władysław II Jagiełło nie pozostawi swej ojczyzny osamotnionej w walce z zakonem.

Reklama

Wielka wojna 1409-11

Po przeprowadzonej przez Jagiełłę i królową Jadwigę chrystianizacji Litwy zdezaktualizował się cel zakonu - rozszerzanie chrześcijaństwa na ziemie pogańskiej Litwy. Wiosną 1409 r. na Żmudzi wybuchło powstanie antykrzyżackie. Litwa, a za nią Korona wystąpiły w obronie Żmudzinów. 6 sierpnia wielki mistrz Ulryk von Jungingen wysłał królowi polskiemu pisemne wypowiedzenie wojny.
Obie strony konfliktu znakomicie przeprowadziły przygotowania do wojny w okresie jesienno-zimowym, również od strony dyplomatycznej. Szczególnie strona polska popisała się kunsztem strategicznym. By połączyć się z Litwinami wielkiego księcia Witolda i uderzyć w serce zakonu - Malbork, Polacy przeprawili się przez specjalnie sporządzony most pontonowy na Wiśle pod Czerwińskiem. 10 lipca 1410 r. na polach Grunwaldu wojska zakonu zastąpiły drogę armii polsko-litewskiej. Niemcy nazywają to starcie pierwszą bitwą pod Tannenbergiem. Do bitwy stanęły armie konne. W średniowieczu każdy rycerz wyruszał w bój z dwoma sługami na koniach, wyposażonymi w kusze (strzelcy). Tę trójkę jeźdźców nazywano kopią - od podstawowej broni rycerza kopijnika. Niewielu rycerzy posiadało pełną zbroję, bo kosztowała ona równowartość 17 wołów. Ogromna większość nosiła lżejsze kolczugi. Oprócz rycerstwa - szlachty z ziem podległych władzom kraju (tzw. pospolite ruszenie) w armiach służyli także najemnicy, tzw. zaciężni. Wojsko było podzielone na chorągwie - oddziały poszczególnych ziem. Piechoty pod Grunwaldem była prawdopodobnie garstka przy krzyżackich armatach - w tamtych czasach w polu zupełnie nieskutecznych. W bitwie wzięło udział ok. 15-20 tys. wojsk zakonu, w tym zaledwie ok. 350 braci-rycerzy jako dowódców (w całym zakonie było ok. 700 braci-rycerzy). Armię tę stanowiło rycerstwo z ziem należących do państwa zakonnego i z Rzeszy oraz posiłki z całej Europy - rycerze, którzy stawili się jak na krucjatę, a także zaciężni (ok. 3,7 tys.). Polaków wraz z niewielką liczbą zaciężnych, m.in. Czechów było ok. 20 tys., a wojsk litewskich oraz posiłków ruskich i tatarskich ok. 10 tys. Ubiór i uzbrojenie w obu armiach niewiele się od siebie różniły, dlatego Jagiełło nakazał rycerzom przepasać się słomianymi powrósłami, by odróżniali się od przeciwnika, i używać haseł: „Kraków” i „Wilno”.
Bitwa rozpoczęła się w upalne południe. Wcześniej Jagiełło wysłuchał dwóch Mszy i pasował na rycerzy kilkuset wojów. Zniecierpliwiony wielki mistrz, którego armia uszykowała się już od dawna do boju, wysłał heroldów z wezwaniem do bitwy. Dwa nagie miecze podarowane wówczas Jagielle, według rycerskiego zwyczaju, jako wezwanie do bitwy, po zwycięstwie uznano za symbol pychy Krzyżaków. Miecze te złożono na Wawelu, ale w czasie rozbiorów Polski wywieziono je do Rosji, gdzie zaginęły. Tuż przed starciem wojsko polskie odśpiewało „Bogurodzicę”, następnie rozpoczęła się szarża oddziałów litewskich oraz kilku polskich. W starciu z siłami zakonu po godzinie wojska litewskie poszły w rozsypkę. W trakcie bitwy zdarzył się niepokojący incydent - sztandar z Orłem Białym, tzw. wielki gonfanon, runął na ziemię, ale zaraz polscy rycerze go podnieśli (zniknięcie sztandaru było sygnałem, że klęska jest bliska i należy się wycofać). Po 6 godzinach walki - podczas których oddziały zastępowały się, by na chwilę odpocząć, opatrzyć rany, zmienić konie czy uzupełnić rynsztunek - zarysowała się przewaga wojsk polsko-litewskich. Niewątpliwie słabością wojsk zakonu, oprócz mniejszej niż przeciwnik liczby zbrojnych, była wielonarodowość. Goście zakonu, lennicy (np. chorągiew ziemi chełmińskiej, która poddała się na polu bitwy, a jej wódz został później za to ścięty przez Krzyżaków), najemnicy, nie mieli woli, by - jak Polacy czy Litwini - oddać życie w tej rozprawie. My walczyliśmy za ojczyznę. Wielki mistrz próbował jeszcze odwrócić losy batalii uderzeniem odwodu, ale nie zmieniło to sytuacji na polu bitwy. Polegli wszyscy dostojnicy zakonu, zdobyty też został obóz krzyżacki. Krzyżacy stracili ok. 10 tys. ludzi, a nasze straty były niewielkie. 10 dni po bitwie wojska polskie dotarły pod Malbork. Nie zdołały go zdobyć. Obrońcą stolicy, a w konsekwencji całego władztwa krzyżackiego był Henryk von Plauen, komtur ze Świecia. 1 lutego 1411 r. w Toruniu zawarto pokój. Jego warunki nie przyniosły zbyt wiele stronie zwycięskiej: ziemia dobrzyńska wróciła w granice Polski, a Litwa odzyskała Żmudź, ale tylko do śmierci Jagiełły i Witolda, potem miała wrócić do zakonu. Krzyżacy zapłacili też duży okup za uwolnienie jeńców. O pozostałych kwestiach spornych miał zadecydować arbitraż. Jednak zakon po Grunwaldzie się już nie podniósł, jego potęga została złamana, z czasem ziemie państwa krzyżackiego stały się lennem królów polskich. Dopełnieniem pierwszego pokoju toruńskiego był drugi pokój toruński z 1466 r. (po wygranej przez Polskę wojnie trzynastoletniej z zakonem).

Pamięć o zwycięstwie

Polacy zawsze pamiętali o wielkim zwycięstwie nad Krzyżakami. Na ziemiach polskich znajdujących się pod zaborami głośnym echem odbiły się krakowskie uroczystości 500. rocznicy bitwy pod Grunwaldem. Były one demonstracją patriotyzmu i miały dodać Polakom otuchy. Uczestniczyło w nich 150 tys. gości, m.in. Henryk Sienkiewicz i Ignacy Paderewski, jeden z głównych fundatorów pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie. Po raz pierwszy publicznie wykonano „Rotę” Marii Konopnickiej.
Do sprawy Grunwaldu sięgała niejednokrotnie propaganda niemiecka. Rozbiory Rzeczypospolitej w XVIII wieku uznano za zemstę za rozbicie państwa krzyżackiego. Na początku I wojny światowej, w 1914 r., II Rzesza Niemiecka oficjalnie uznała zwycięstwo nad Rosjanami w drugiej bitwie pod Tannenbergiem za udany rewanż bitwy z 1410 r. Wódz III Rzeszy wykorzystywał propagandowo dziedzictwo krzyżackie, ale zakonników - którzy od 1929 r. zrzeszeni byli w odrodzonym, katolickim zakonie - zamknął w obozie zagłady w Dachau. W 1938 r. powstał spór w sprawie znaczka pocztowego przedstawiającego Jadwigę i Jagiełłę, u których stóp były miecze grunwaldzkie i krzyżacki szyszak. Niemcy zażądali usunięcia tych symboli. Po wybuchu powstania w Warszawie 1 sierpnia 1944 r. pierwszą bitwę pod Tannenbergiem, czyli Grunwald, przywołał Himmler w rozmowie z Hitlerem, dowodząc, że musi być zniszczona stolica narodu Polaków, który od setek lat, m.in. pod Grunwaldem, stał Niemcom na drodze na Wschód.
O ile oficjalna propaganda niemiecka i część historiografii pamiętały o porażce z 1410 r., to już dla przeciętnego Niemca z Rzeszy, dla którego dzieje zakonu krzyżackiego nie stanowiły szczególnie ważnego zagadnienia, kompleksy z tym związane nie miały znaczenia. Może o tym świadczyć choćby wydanie w Niemczech 9 różnych przekładów „Krzyżaków” Sienkiewicza.
Dziś pozostała pamięć o triumfie. Cieszą nas inscenizacje słynnej bitwy na polach Grunwaldu, zachwyca architektura Malborka i innych zamków krzyżackich na naszych ziemiach. Po rzetelną wiedzę o dziedzictwie Krzyżaków i ich roli w historii Polski może sięgnąć każdy z nas. Warto to zrobić przy okazji 600. rocznicy bitwy pod Grunwaldem.

Tagi:
historia bitwa

W legnickim muzeum o świątyni sławy

2018-04-18 12:13

Ks. Piotr Nowosielski
Edycja legnicka 16/2018, str. V

Ks. Piotr Nowosielski
Na wystawie pokazano pierwszy raz projekty witraży Michała Borucińskiego

Rocznica Bitwy pod Legnicą stała się okazją do zaprezentowania w Muzeum Miedzi wystawy, noszącej tytuł: Świątynia Sławy. Wystawę zaprezentowali Marcin Makuch, dyrektor Muzeum Miedzi i Konrad Byś.

A czym jest, czym właściwie miała być tytułowa Świątynia Sławy? To miejsce miało związek z powstałym w okresie międzywojennym warszawskim Muzeum Wojska (otwarte w 1922 r.).

Ze względu na rozrastające się zbiory przeniesiono je na al. 3 maja (obecnie Aleje Jerozolimskie) w końcu lat 20. XX wieku. W zamyśle jego dyrektora, Bronisława Gembarzewskiego, miało to być miejsce o podniosłym charakterze i wystroju tzw. Mauzoleum. Zwyciężyła jednak koncepcja Tadeusza Tołwińskiego, u którego takie pomieszczenie miało być nazwane Salą Pamiątek po Bohaterach Narodowych. Miały znaleźć się w niej m.in. urny z prochami zasłużonych. Ponieważ dyrektorowi Gembarzewskiemu nie udało się zrealizować zamiaru umieszczenia na centralnym miejscu urny z sercem Tadeusza Kościuszki, dlatego planowanym elementem wystroju pomieszczenia, stały się podobizny poległych na polu bitwy wodzów-rycerzy: księcia śląskiego Henryka Pobożnego, króla Władysława Warneńczyka, hetmana Stanisława Żółkiewskiego oraz księcia Józefa Poniatowskiego.

Konkurs na wypełnienie witrażami 4 smukłych okien wygrał projekt Michała Borucińskiego. Prace nad witrażami rozpoczęto w 1936 r. Ukończono je w roku następnym. Tak powstały witraże „Stanisław Żółkiewski”), „Henryk Pobożny”, „Władysław Warneńczyk” i „Józef Poniatowski”.

Podczas II wojny światowej witraże uległy zniszczeniu, a po wznowieniu działalności muzeum, znanego odtąd jako Muzeum Wojska Polskiego, nie powrócono do przedwojennych założeń ideowych sali Mauzoleum.

Na legnickiej wystawie prezentowane są natomiast ponad 4-metrowej wysokości projekty wspomnianych witraży. Na co dzień są one niedostępne i są po raz pierwszy eksponowane poza Warszawą. Stąd jej wyjątkowość, dająca także możliwość przypomnienia postaci i twórczości Michała Borucińskiego, zapomnianego, lecz utalentowanego artysty, autora wielu dzieł o tematyce historycznej.

Uzupełnieniem otwarcia wystawy była także część naukowa, podczas której zaprezentowano dwa tematy: „Ikonografię bitwy legnickiej z 1241 r. w zbiorach Muzeum Miedzi” w prezentacji Grażyny Humeńczuk oraz „Henryk Pobożny z Cincinnati. O zapomnianym rysunku Carla Friedricha Lessinga”, który zaprezentował Konrad Byś.

Zachęcamy do odwiedzenia wystawy prezentowanej w Muzeum Miedzi (Legnica, ul. Partyzantów 3), e-mail: biuro@muzeum-miedzi.art.pl . Telefon: 76 862 49 49.

Więcej na www.muzeum-miedzi.art.pl. Ekspozycję można zwiedzać do lipca br. Fotogaleria na: www.niedziela.diecezja.legnica.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Polak prezesem watykańskiej agencji ds. jakości kształcenia akademickiego

2018-06-19 18:09

o. Mariusz Mazurkiewicz CSsR, redemptor.pl / Rzym (KAI)

Polski redemptorysta, o. prof. Andrzej Wodka, został mianowany 19 czerwca prezesem AVEPRO - Agencji Stolicy Apostolskiej do Spraw Oceny i Promocji Jakości Kształcenia na Uniwersytetach i Wydziałach Kościelnych. O. Wodka jest także od 2013 r. prezesem Akademii Alfonsjańskiej, wyższego instytutu teologii moralnej Zgromadzenia Redemptorystów w Rzymie oraz pełni inne odpowiedzialne funkcje w życiu akademickim Wiecznego Miasta.

www.redemptor.pl
prof. Andrzej Wodka CSsR

AVEPRO to Agencja Stolicy Apostolskiej do Spraw Oceny i Promocji Jakości Kształcenia na Uniwersytetach i Wydziałach Kościelnych. Została erygowana przez papieża Benedykta w 2007 roku. Jej celem jest podjęcie ścisłej i harmonijnej współpracy z wydziałami i uniwersytetami kościelnymi w całej Europie, która ma pomóc w tworzeniu solidnych procedur sprzyjających zapewnieniu jakości kształcenia, zgodnych z wymaganiami Procesu Bolońskiego oraz Europejskimi Standardami i Wskazówkami dotyczącymi Zapewnienia Jakości w Europejskim Obszarze Szkolnictwa Wyższego (ESG).

O. Andrzej Wodka CSsR urodził się w 1959 r. w Borzęcinie. Święcenia kapłańskie przyjął jako redemptorysta w 1985 r. Ukończył studia specjalistyczne (licencjat z Pisma Świętego) w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie. W latach 1989-1992 pracował jako wykładowca, wychowawca i duszpasterz powołaniowy w Wyższym Seminarium Duchownym Redemptorystów (Tuchów i Kraków). Po uzyskaniu doktoratu z teologii biblijnej (Uniwersytet Gregoriański w Rzymie), w 1997 r. został zatrudniony w charakterze profesora zaproszonego w Akademii Alfonsjańskiej, rozpoczynając działalność dydaktyczną z zakresu teologii moralnej biblijnej. Od 2015 r. jest profesorem zwyczajnym Akademii Alfonsjańskiej, gdzie również należał do różnych komisji i gremiów. Od 2013 r. jest prezesem tejże uczelni.

O. prof. Andrzej Wodka jest nadto wykładowcą teologii życia konsekrowanego na Claretianum, wykładowcą antropologii biblijnej na Teresianum, wykładowcą corocznych letnich kursów biblijnych dla osób konsekrowanych przy „Seminario Romano” (CSSE) w Rzymie. W latach 2007-2015 uczestniczył w pracach Kongregacji ds. Duchowieństwa. Aktualnie jest również sekretarzem Konferencji Rektorów Papieskich Uniwersytetów Rzymu (CRUPR), przewodniczącym Komitetu Dziekanów i Prezesów Papieskich Uczelni w Rzymie, a także wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Bibliotek Papieskich Uczelni Rzymskich (URBE).

W Zgromadzeniu Redemptorystów o. Wodka od wielu lat żywo uczestniczy w kapitułach prowincjalnych i generalnych. Jest chętnie zapraszanym rekolekcjonistą i prelegentem w Polsce, we Włoszech, w USA, a także autorem wielu artykułów naukowych i popularnonaukowych z zakresu teologii biblijnej, moralnej i duchowości. W listopadzie 2015 r. prowadził doroczne rekolekcje dla Episkopatu Polski na Jasnej Górze.

Akademia Alfonsjańska, założona przez redemptorystów w 1949 roku, kontynuuje tradycję tak istotną dla charyzmatu Zgromadzenia, jaką jest prowadzenia badań naukowych, studium i refleksji w dziedzinie teologii moralnej, w kontekście zmian kulturowych i historycznych. Dla św. Alfonsa Marii de Liguori, studium i nauczanie teologii moralnej było istotną posługą dla Zgromadzenia, a zwłaszcza dla całego Kościoła.



Publikujemy rozmowę z o. Wodką, przekazaną KAI przez redakcję portalu redemptor.pl Prowincji Warszawskiej Redemptorystów.

O. Janusz Sok: – Komunikat mówi, że został Ojciec mianowany Prezydentem AVEPRO. Szybki komentarz głównego zainteresowanego?

O. prof. Andrzej Wodka: Tak, wiadomość jest dość zaskakująca. Dla mnie samego i może dla wielu innych. Jestem przecież w trakcie drugiej tury rektorowania na naszej Akademii teologii moralnej i pozostał mi jeszcze rok tej posługi. Minione pięć lat pracy w prowadzeniu istniejącej od 70 lat placówki naukowej (od 1949 r.), w zasadzie jedynej w swoim rodzaju na świecie, wprowadziło mnie w szerszy świat odpowiedzialności za papieską edukację wyższą w Rzymie. Być może dlatego skierowano na mnie oczy w szukaniu nowego odpowiedzialnego za AVEPRO – Agencji Stolicy Apostolskiej ds. Oceny i Promocji Jakości Uczelni Kościelnych.

o. JS: – AVEPRO: jak to się tłumaczy?

- Jest to agencja, podobna w swoich zadaniach do PAK - Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Można by więc oględnie mówić o „watykańskiej komisji akredytacyjnej”. Powstała w 2007 r. podczas pontyfikatu papieża Benedykta XVI. Agencja ta jest organem niezależnym Stolicy Świętej, odpowiedzialnym za weryfikację i promocję jakości nauki oferowanej i prowadzonej przez uczelnie papieskie i kościelne. Z natury rzeczy Agencja współpracuje więc z Kongregacją do spraw Wychowania Katolickiego. Powstała jako efekt włączenia się Stolicy Apostolskiej w tzw. proces boloński w 2003 r. Jest to temat sam w sobie. Najogólniej mówiąc, AVEPRO ma za zadanie harmonizować działalność dydaktyczną, badawczą, a także administracyjną uczelni kościelnych z przyjętymi standardami szkolnictwa w ramach Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego (EOSW), który obejmuje 48 państw.

o. JS: – Wygląda to na jakąś nowość…

- W pewnym sensie tak! Jak już wspomniałem, Agencja została powołana do istnienia odręcznym pismem Benedykta XVI, 11 lat temu, by promować i kształtować kulturę jakości w uczelniach podlegających Stolicy Apostolskiej. Ale kryteria tej „akademickiej doskonałości” zostały określone jeszcze przez naszego Świętego Rodaka, Jana Pawła II w jego konstytucji apostolskiej "Sapientia christiana" (Mądrość chrześcijańska) w 1979 r., a więc niemal 40 lat temu. Co nie znaczy, że przez wszystkie wieki, odkąd Kościół zajmuje się nauczaniem, nie starano się o jakość poznania i jego przekazu! Chodzi raczej o bardziej uwspółcześnione podejście do zagadnienia, zasugerowane już przez Sobór Watykański II, który „dla bardziej skutecznej misji w tym nowym okresie dziejów” zalecił – w Dekrecie o formacji kapłanów "Optatam totius" – „twórczą rewizję studiów kościelnych”. Najświeższa nowość jest zaś w tym, że w styczniu bieżącego roku została promulgowana nowa konstytucja apostolska, obecnego papieża Franciszka, pod nazwą Veritatis gaudium (Radość prawdy), która już w art. 1 § 2, poddaje formalnie i normatywnie uniwersytety i wydziały kościelne, a także inne instytucje szkolnictwa wyższego, pod ocenę właśnie naszej „Agencji Stolicy Apostolskiej do Spraw Oceny i Promocji Jakości Kształcenia na Uniwersytetach i Wydziałach Kościelnych (AVEPRO)”. W swoim działaniu, Agencja stosuje więc własne kryteria, ale także kieruje się m. in. Europejskimi Standardami i Wskazówkami (European Standards and Guidelines), przyjętymi na Konferencji Ministrów Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego w Erywaniu 2015 r., w której brałem udział z ramienia Stolicy świętej.

o. JS: – Skoro tak, to wygląda na to, że Ojciec Profesor został już do tego jakoś przygotowany…

- Bezwiednie, może troszkę tak. Pracując na Akademii od 21 lat (od 1997), zwłaszcza w ostatnim pięcioleciu, odkąd złożono na moich barkach odpowiedzialność za naszą Akademię Alfonsjańską, musiałem się obracać w kręgach osób spełniających podobną posługę. Tak się złożyło, że zostałem przysłowiowo „wciągnięty” w kilka gremiów na poziomie odpowiedzialności za nie. Byłem zatem szefem, a wcześniej wiceszefem, Komitetu Dziekanów i Prezesów Wydziałów Teologii na papieskich uniwersytetach i instytutach rzymskich (lata 2014-2018). Po dziś dzień, od 5 lat, jestem też sekretarzem Konferencji Rektorów Papieskich Uczelni Rzymskich (CRUPR). Ponadto, od półtora roku jestem ekspertem wizytacji akredytacyjnych w ramach AVEPRO, a ostatnio znów brałem udział w Konferencji Ministrów Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego, tym razem w Paryżu, w maju br., ponownie jako członek delegacji Stolicy Świętej. Widać więc, że Boża Opatrzność jakoś mnie wprowadzała w te „rewiry”, które w dużej mierze muszę jednak jeszcze poznać…

o. JS: – Nie obawia się Ociec Profesor ogromu nowych zadań?

- To jest szczere pytanie i trzeba dać szczerą odpowiedź. Liczby rzeczywiście sprawiają duże wrażenie. Już sam świat rzymskich uczelni papieskich (23 instytucji, w tym 7 uniwersytetów) jest ogromnie bogaty. Jeśli jednak spojrzeć na cały świat katolickiej edukacji, to trzeba mocno rozszerzyć duszę, aby objęła cyfry niepomiernie większe. Na całym obszarze uczelni katolickich mamy bowiem 289 wydziałów kościelnych oraz 503 instytucje naukowe połączone z innymi na zasadzie afiliowania, stowarzyszenia czy inkorporacji. W sumie więc muszę jakoś ogarnąć 792 instytuty kościelnych studiów wyższych. Katolickie uniwersytety i atenea stanowią razem liczbę 28 uczelni, które obejmują dużą ilość wydziałów. Te zaś dzielą się na 160 wydziałów teologii, 49 filozofii, 32 prawa kanonicznego i 40 wydziałów innych dyscyplin.

o. JS: – To praktycznie cały świat…

- Istotnie! Wszystkie te instytucje rozsiane są po wszystkich kontynentach. W Afryce mamy 17 wydziałów i 76 instytucji stowarzyszonych, w Azji zaś jest 25 wydziałów i 56 instytucji z nimi połączonych. Ameryka Północna cieszy się liczbą 19 wydziałów i 25 podpiętych pod nie instytucji naukowych, zaś Ameryka Południowa ma 22 wydziały i 56 zależnych od nich mniejszych uczelni. Oceania ma najmniej, bo tylko 1 wydział i 3 instytucje skoligacone, ale za to Europa bryluje 207 wydziałami i 287 instytucjami połączonymi. Wszystkie te uczelnie goszczą ok. 64.500 studentów, natomiast służy im 12.000 profesorów.

o. JS: – Z jaką „duszą” podejmie Ojciec Profesor nowe odpowiedzialności?

- Myślę najpierw poznać samą Agencję i wszystkich współpracowników, by skorzystać z ich doświadczeń, zwłaszcza mojego poprzednika na urzędzie, nieocenionego w swoim doświadczeniu o. Gianfranco Imody, SJ. Ton wszystkiemu nada jednak, tak myślę, sama konstytucja apostolska Veritatis gaudium i jej podstawowe kryteria „odnowienia i odrodzenia wkładu studiów kościelnych w Kościół wychodzący na misję”. Papież Franciszek na pierwszym miejscu stawia tu „wprowadzanie duchowe, intelektualne i egzystencjalne w serce kerygmatu”, czyli w „radosną nowinę Ewangelii Jezusa”. Tutaj dusza oddycha tlenem Łaski… Pozostałe kryteria to dialog „jako nieodłączny wymóg, by zyskać wspólnotowe doświadczenie radości prawdy”, potem interdyscyplinarność, a nawet transdyscyplinarność (!), które mają umiejscowić rozwój wszelkiej wiedzy „w obrębie Mądrości płynącej z Objawienia Boga”. Ostatnie zaś kryterium dotyczy pilnej potrzeby tworzenia „sieci pomiędzy różnymi instytucjami, które w każdej części świata uprawiają i krzewią studia kościelne”. Dodatkowym ubogaceniem ma być wymóg współdziałania z tymi instytucjami, które są inspirowane „różnymi tradycjami kulturowymi i religijnymi”.

o. JS: – Łaski Bożej nie może tu zabraknąć…

O tak! Studiowanie teologii, ale też zdobywanie wszelkiej wiedzy, jak napisał Papież Franciszek, „jest owocne tylko wtedy, gdy robi się to z otwartym umysłem i na kolanach”, więc musi opierać się zarówno na solidnym akademickim dociekaniu, jak i głębokiej wierze. Obok prawdziwej komunii międzyludzkiej, liczę zawsze i pierwotnie na nieustanną asystencję Ducha Zmartwychwstałego Pana, który wszystko ożywia i daje wzrost, ale też na „niezrównaną miłość macierzyńską” Matki Nieustającej Pomocy, pod której sercem już od 30 lat mieszkam w Rzymie, a której Niepokalane Poczęcie stało się datą podpisania nowej konstytucji apostolskiej Veritatis gaudium, to jest 8 grudnia 2017 r. Ona, Sedes Sapientiae, a zarazem Pierwsza Uczennica Syna Bożego, na pewno nauczy mnie stawiać pierwsze kroki w tej nowej posłudze, która na razie zapiera dech…

o. JS: – Tego więc wszyscy Ojcu życzymy i dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Bielsko-Biała: ponad 247 tys. zł na hospicjum z akcji „Pola Nadziei”

2018-06-19 21:05

rk / Bielsko-Biała (KAI)

Ponad 247 tys. zł zgromadziły w tym roku szkoły z Podbeskidzia oraz salwatoriańskie parafie w USA, które w ramach 14. edycji programu „Pola Nadziei” zbierały na rzecz działającego od ponad półtora roku pierwszego w Bielsku-Białej hospicjum stacjonarnego im. Jana Pawła II. W programie wzięły udział 62 placówki edukacyjne z Bielska-Białej, powiatu bielskiego, Skoczowa oraz cztery polskie wspólnoty ze stanów Nowy Jork i New Jersey.

Bożena Sztajner

Podsumowanie programu „Pola Nadziei” było okazją do spotkania się reprezentantów wszystkich szkół uczestniczących w akcji, a także samorządowców, parlamentarzystów i duchownych z Kościoła katolickiego. Wspólnie modlono się 19 czerwca podczas nabożeństwa słowa Bożego w kościele NMP Królowej Polski w Bielsku-Białej. Liturgii przewodniczył bp Piotr Greger.

W kazaniu biskup pomocniczy podziękował nauczycielom i uczniom w imieniu Kościoła bielsko-żywieckiego za podjęte wysiłki na rzecz dzieła hospicyjnego. „To jest bezcenny dar, świadczący o trosce o ludzi przeżywających czas choroby nowotworowej. Dziękuję za to, że macie w sobie i coraz bardziej kształtujecie postawę ludzi, dla których wyobraźnia miłosierdzia nie jest pustym hasłem. Czujecie odpowiedzialność za tych, którzy są naznaczeni szczególnym krzyżem bólu i cierpienia. Jest w was nieocenione pragnienie niesienia pomocy tym, którzy potrzebują jej najbardziej ze wszystkich” – podkreślił biskup.

Jak poinformowała prezes Salwatoriańskiego Stowarzyszenia Hospicyjnego Grażyna Chorąży, w kończącym się roku szkolnym 2017/2018 szkoły uzbierały i przekazały na rzecz Hospicjum im. Jana Pawła II w Bielsku-Białej ponad 247 tys. zł. organizując zbiórki, kiermasze, koncerty, przedstawienia, sprzedając ciasta i własnoręcznie wykonane drobiazgi. Zebrana kwota – 247 tys. 810 zł – wspomoże codzienną działalność hospicjum.

Prawie 10 tys. dolarów zebrano w polskich parafiach i salwatoriańskim klasztorze w USA. Podsumowanie „Pól Nadziei 2018” było również okazją do wręczenia dyplomów Honorowego Członka Salwatoriańskiego Stowarzyszenia Hospicyjnego za szczególną pomoc dla hospicjum. Z rąk ks. Piotra Schory SDS, kapelana hospicjum, otrzymali je: Ewa Żak – radna sejmiku województwa śląskiego oraz Urszula i Andrzej Omyliński – małżeństwo publicystów.

Budowę bielskiego hospicjum zainicjowało Salwatoriańskie Stowarzyszenie Hospicyjne przy bielskiej parafii księży salwatorianów. W październiku 2016 roku hospicjum rozpoczęło swoją działalność.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem