Reklama

Kalendarze 2019

Życie pełne miłosierdzia

S. Józefa Podstawka
Niedziela Ogólnopolska 14/2008, str. 24

Zbliża się radosny dzień 24 maja br.: we Lwowie zostanie ogłoszona błogosławioną sługa Boża s. Marta Wiecka ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego ŕ Paulo (szarytki).
S. Marta urodziła się12 stycznia 1874 r. na Pomorzu w Nowym Wiecu w rodzinie ziemiańskiej. Zacnych rodziców Bóg obdarzył trzynaściorgiem dzieci, Marta była trzecim z kolei. Jej dzieciństwo upływało pod troskliwą opieką rodziców, którzy dokładali wszelkich starań, aby każde z dzieci wychować religijnie, intelektualnie, a także patriotycznie. Ten ostatni aspekt wychowawczy przysparzał niemało trudności, ponieważ Pomorze objęte było zaborem pruskim. Germanizowano te tereny, a w szkole obowiązywał język niemiecki. Dla s. Marty ten stan rzeczy był trudny do przyjęcia, co nieraz uzewnętrzniała w gestach sprzeciwu.
Już od młodych lat Marta była pobożna i odpowiedzialna. Systematycznie pokonywała 11 kilometrów, aby dotrzeć na lekcję religii, a przedtem jeszcze uczestniczyć we Mszy św. Do tej praktyki umiała także przekonać swoje koleżanki. Pan Bóg zaprosił 18-letnią Martę na drogę rad ewangelicznych, chcąc, by służyła Mu w osobach chorych, samotnych, ubogich. Wstąpiła więc do krakowskiej prowincji Sióstr Miłosierdzia. W czasie postulatu oraz nowicjatu nabywała cnót charakterystycznych dla siostry miłosierdzia, wskazanych przez założycieli: św. Wincentego ŕ Paulo i św. Ludwikę de Marillac. Szczególną spośród nich jest miłosierdzie względem bliźnich.
Po ukończeniu nowicjatu s. Marta została przydzielana do posługi chorym w szpitalach: we Lwowie, w Podhajcach, w Bochni oraz w Śniatynie. Wszędzie wykazywała fachowość posługi, gorliwość i oddanie drugiemu człowiekowi, bez względu na narodowość czy wyznanie. Bardzo często wyrywana ze snu, biegła na salę szpitalną, by ulżyć ludzkiemu cierpieniu. Opatrując rany chorego, pytała, jak tam dusza? Robiła wszystko, aby nikt nie odszedł do wieczności, nie pojednawszy się z Bogiem. Jej pełna wiary modlitwa przebijała niebiosa...
Postawę s. Marty Wieckiej doskonale oddaje wydarzenie, które miało miejsce w 1904 r. Był majowy poranek. S. Marta, przychodząc na dyżur, dowiedziała się, że trzeba zdezynfekować separatkę, w której leżała kobieta dotknięta zaraźliwą chorobą tyfusu plamistego. Zadanie to miał wykonać młody mężczyzna, który opowiadał jej kiedyś o szczęściu rodzinnym, o swojej żonie i dziecku. Zaczęła wówczas wyobrażać sobie, co się stanie, gdy ten mężczyzna - mąż i ojciec - podczas dezynfekcji ulegnie zakażeniu: niechybnie umrze, a dom bez ojca to jak mieszkanie bez dachu - pomyślała. Natychmiast zdecydowała, że ona zastąpi tego człowieka. Przecież nie ma nic do stracenia, do zyskania zaś - niebo, o którym zawsze marzyła. Ten czyn miłosierdzia przeobraził się w akt miłości Bożej, który wyniósł ją na ołtarze. To była jej wyobraźnia miłosierdzia.
Gdy później dowiedziała się, że zaraziła się tyfusem, w ciągu kilku dni uporządkowała swoje sprawy duchowe i materialne, pożegnała się ze wszystkimi, aby z czystym sercem przejść do Domu Ojca. 27 maja do Śniatynia przyjechał jej rodzony brat, ks. Jan Wiecki, towarzysząc jej aż do śmierci, która nastąpiła 30 maja. On też zajął się organizacją pogrzebu, który przemienił się w manifestację.
S. Martę pochowano w Śniatynie. Tereny te, szczególnie za czasów komunistycznych, były objęte represjami ze względów religijnych. Ludzie jednak, nie zważając na nic, nawiedzali grób s. Marty. Przychodzili, by modlić się i wypraszać sobie łaski. Przychodzili ludzie nie tylko obrządku rzymskokatolickiego, ale i prawosławni, i unici. Grób s. Marty stał się jakby zwornikiem ludzi różnych wyznań, prześladowanych przez komunizm.
Wspomniany ks. Wiecki, widząc nieustanny kult zmarłej, zbierał świadectwa o otrzymanych łaskach. Dzięki niemu Zgromadzenie ma ok. 140 zeznań o nadzwyczajnych łaskach otrzymanych za wstawiennictwem s. Marty. Od chwili śmierci ks. Jana w 1970 r. brakowało jednak bliższych danych dotyczących prywatnego kultu s. Marty. Dopiero w 1990 r., gdy otwarto granicę na Wschodzie, siostry mogły dotrzeć do Śniatynia, gdzie zastały ludzi modlących się przy grobie ich współsiostry. Okazało się, że doświadczają oni wielu łask za jej wstawiennictwem.
31 maja 2007 r. miało miejsce nadanie sztandaru i imienia sługi Bożej s. Marty Wieckiej Publicznej Szkole Podstawowej w Szczodrowie.Miejscowość ta wpisana jest w życiorys s. Marty jako miejsce, gdzie przyjęła chrzest św.
7 lipca 2007 r. Papież Benedykt XVI upoważnił Kongregację Spraw Kanonizacyjnych do promulgowania dekretu dotyczącego cudu uzyskanego przez wstawiennictwo s. Marty Wieckiej. Został on wybrany do procesu beatyfikacyjnego spośród 270 łask zgłoszonych z różnych stron Polski i z zagranicy. Cud dotyczy uzdrowienia p. Bronisława Kohna, zamieszkałego w Słubicach, z nieuleczalnej choroby - raka.

Więcej informacji na stronie: www.martawiecka.pl.

Modlitwa o uproszenie łask za przyczyną bł. s. Marty Wieckiej

Panie Boże, Ty powołałeś s. Martę Wiecką do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia, by idąc za Twoim Synem, służyła ubogim i chorym. Posłuszna Twemu wezwaniu, szła drogą wincentyńskiego powołania, poświęcając się całkowicie służbie, aż do oddania życia za człowieka.
Panie, Boże mój, uwielbiam Cię za wszystkie łaski, jakich raczyłeś udzielić bł. s. Marcie Wieckiej. Błagam Cię, racz okazać przez jej wstawiennictwo potęgę Twojej miłości i udziel mi łaski... o którą Cię pokornie i z ufnością proszę, jeżeli to zgadza się z Twoją wolą. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Reklama

Ojcze nasz..., Zdrowaś Maryjo..., Chwała Ojcu..., O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy.

O łaskach uzyskanych za przyczyną służebnicy Bożej s. Marty Wieckiej prosimy powiadomić:
Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia
ul. Warszawska 8, 31-155 Kraków
archiwumsmk@szarytki.pl
www. martawiecka.pl

„Chciałem cię zabić”

2019-01-08 11:58

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 27


Archiwum prywatne

Długo stał na korytarzu, przestępował z nogi na nogę, schodził trzy stopnie niżej, aby za chwilę powrócić pod same drzwi. Wcześniej wielokrotnie widział tę scenę w wyobraźni. Czuł, jak naciska klamkę, wchodzi do środka... Dalej nie starczało mu już odwagi, by przewidywać, co się stanie. Teraz wreszcie stał przed tymi drzwiami. Przemógł chęć ucieczki i był tu... Uniesiona w górę dłoń lekko zadrżała. W końcu mruknął coś do siebie, przełknął ślinę i nacisnął dzwonek. Otworzył mu wysoki, niemal równy mu wzrostem mężczyzna. Miał bujną szpakowatą czuprynę i głębokie bruzdy pod dużymi niebieskimi oczami. Jego nieogolone policzki były blade jak u człowieka, który jest bardzo zmęczony.

– Dzień dobry, jestem... – zaczął.

– Wiem, kim jesteś – przerwał mu starszy mężczyzna i krótkim gestem dłoni zaprosił go do wnętrza mieszkania.

Z korytarza wyjrzały dwie zaciekawione twarze ślicznych dziewcząt, bez skrępowania patrzyły mu prosto w oczy.

– Moje córki – na twarzy gospodarza pojawił się wątły uśmiech.

Weszli do przestronnego pokoju. Był pełen słonecznego światła i ciężkich, staromodnych mebli. Smugi światła wydobywały obraz wirowania drobinek kurzu, które kłębiły się tuż nad podłogą. Usiedli przy przedwojennym dębowym stole.

– Palisz? – starszy mężczyzna wyciągnął ku niemu paczkę czerwonych Marlboro.

– Nie, dziękuję – odruchowo pokręcił głową.

Rozległ się trzask zapałki i starszy chciwie zaciągnął się papierosem. Słyszał, jak dziewczyny cicho szepczą za drzwiami, nie był jednak w stanie złowić sensu ich ożywionego trajkotania.

Przybysz miał ściśnięte szczęki, z trudem przeciskały się przez nie słowa. Ukradkiem spoglądał na szpakowatego gospodarza i musiał przyznać, że za młodu był zapewne bardzo przystojny. Do teraz jego twarz zachowała harmonijne, szlachetne rysy. Córki urodę odziedziczyły pewnie po nim.

Pokój był urządzony ze smakiem, regały z tysiącami książek, masywne biurko, na którym stała prawdziwa lampa od Tiffany’ego. Młody sam robił szklane witraże, potrafił więc rozpoznać precyzyjne, ręcznie wykonywane łączenia różnokolorowych kawałków barwnego szkła. W tym pokoju królował człowiek, który dobrze wiedział, czym są wyrafinowanie i dobry smak.

– Chciałem cię zabić! – powoli uniósł twarz, tak aby dojrzeć wyraz źrenic człowieka, który siedział naprzeciw.

Szpakowaty mężczyzna zgarbił się, ale ani na moment nie opuścił wzroku, wytrzymał jego spojrzenie. W pokoju zaległo ciężkie milczenie. Nawet drobiny kurzu sprawiały wrażenie, jakby zastygły w swoim bezrozumnym tańcu. Miast oczekiwanego przerażenia przybysz dojrzał, jak gospodarz spogląda na niego z rosnącym zaciekawieniem. Czuł, jak dyskretnie omiata go ciepłym spojrzeniem, wpatruje się w jego twarz, przygląda się jego dłoniom. Coś w myślach precyzyjnie szacuje.

Czytał jego ostatnią książkę. Wzruszała go i przez to jeszcze bardziej go nienawidził. Przez wiele nocy przewracał kolejne kartki, aby chwilę potem rzucać książką z rozmachem o ścianę i mleć w ustach najwulgarniejsze przekleństwa. Nienawidził tej patetycznej, napuszonej frazy, nie mógł znieść pewności, z jaką autor wypowiadał swoje ostateczne sądy. Gdyby wtedy był w pokoju obok, z całą pewnością dźgnąłby go nożem i spokojnie spoglądał na krew, która sączyłaby się z rany. Zapamiętał nawet fragment, za który najbardziej go nienawidził: „Brat Andrzej wiedział, że umrze – skromnie, bez komunikowania tego komukolwiek i rozgłaszania o nadchodzącej nieuchronności, czekał na ostatni moment. Uśmiechał się jak człowiek nie tylko pogodzony z opuszczeniem swojej doczesnej postaci, ale także rozliczony ze wszystkim, co w życiu zrobił i pomyślał, ze wszystkim, czego kiedykolwiek pragnął i czego nigdy nie osiągnął. Nadchodząca śmierć przynosiła mu poczucie coraz większej i coraz bardziej bezwarunkowej wolności”.

– Pieprzony obserwator! – młody czytelnik warczał w myślach, wspominając opis ostatnich chwil brata Andrzeja.

Gospodarz nadal palił papierosa i ciągle patrzył na niego, tak jakby starał się zapamiętać najdrobniejszy szczegół jego oblicza. Wyglądał jak człowiek, który chce się nauczyć tego, co widzi, i wbić sobie ten widok w najbardziej wytrzymałe struktury pamięci. Głosy dziewcząt za drzwiami dawno już umilkły. Znudzone zapewne poszukały sobie bardziej stosownej dla ich wieku rozrywki. W wypełnionym już wieczornym półmrokiem pokoju nagle rozległy się słowa przybysza:

– Matka nigdy mi o tobie nie opowiadała. Gdy byłem mały, mówiła, że zginąłeś w wypadku samochodowym, tuż przed moim narodzeniem – młodzieniec przerwał i nerwowo wstał z fotela. Zaczął krążyć po rozległym pokoju, aż w końcu zatrzymał się tuż przed oknem. Gospodarz widział teraz jego barczyste plecy obrysowane gasnącym światłem dnia.

– Kiedyś, jak byłem już w liceum, znalazłem wasze zdjęcia ze studiów. Wtedy powiedziała mi prawdę – młodzieniec zaśmiał się nerwowo. – Wtedy dowiedziałem się, że żyjesz. Była bardzo dumna, ale wymusiłem na niej, aby opowiedziała mi całą prawdę.

Gospodarz niepewnie podniósł się ze swojego fotela.

– Nie, jeszcze nie teraz! – warknął przybysz. Ciągle stał przed oknem, wpatrując się w pierwsze zapalone latarnie. – Jeszcze ja chcę mówić!

– Ale ja...

– Jeszcze chwila! – przybysz ponownie brutalnie mu przerwał.

– Wiem, że nie wiedziałeś. Dałeś jej przecież pieniądze na skrobankę, a potem zniknąłeś. Nigdy więcej jej nie zobaczyłeś.

– Pięć lat temu napisała do mnie list – głos gospodarza był spokojny i cichy, brzmiał jak bardziej chropawa wersja tembru młodzieńca.

Młody mężczyzna odwrócił się zaskoczony.

– List?

– Tak. Napisała do wydawnictwa. Opisała mi ciebie, twoje studia...

– Zmarła dwa miesiące temu – młodzieniec znów mu przerwał, tym razem jednak jego głos nie był już tak zimny jak kilka minut wcześniej. Podszedł do fotela i znów usiadł naprzeciw gospodarza. – Nie wiedziałem, że cię znalazła. Szukałem wśród waszych starych znajomych ze studiów. W końcu dowiedziałem się, że wyjechałeś do Łodzi, że założyłeś rodzinę. Przez te wszystkie lata życzyłem ci śmierci. Modliłem się, aby Bóg zesłał na ciebie śmiertelną chorobę, uderzył cię nieszczęściem. Przez te wszystkie lata nienawidziłem cię najmocniej, jak tylko potrafiłem.

– Wiem – szpakowaty mężczyzna znów skurczył się w ramionach.

– Skąd ty to możesz wiedzieć?! Przyjechałem tu... – młody głos zawisł na chwilę w powietrzu.

Zaskoczony gospodarz dostrzegł łzy w oczach młodzieńca.

– Przyjechałem tu, aby cię przeprosić, aby...

– Przeprosić? – starszy stuknął się dłonią w czoło.

– Tak. I prosić, byś mi wybaczył.

– Ja tobie?!

– Tak.

Starszy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach, jego plecy zadrgały w bezgłośnym szlochu.

***

Kiedy z wielkiego okna na powrót zaczęły się sączyć pierwsze promienie porannego słońca, młody mężczyzna wstał i pocałował gospodarza w dłoń.

– Dziękuję.

– To ja dziękuję – odpowiedział gospodarz. – Wyzwoliłeś mnie z więzienia mojej bezsenności – dodał, zauważywszy pytające spojrzenie młodzieńca. – Od dwudziestu lat nie mogłem spać. Myślałem o dziecku, które się nie narodziło, o jego małych rączkach, ustach, sercu. Potem, pięć lat temu, gdy dowiedziałem się, że jednak istniejesz, dziękowałem Bogu, napisałem tę książkę, a teraz przyniosłeś mi wolność.

Młodzieniec cicho przeszedł przez korytarz – dziewczyny spokojnie spały w swoim pokoju. Zamknął drzwi najciszej jak umiał i lekko zbiegł po schodach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Prezydent Duda weźmie udział w uroczystościach pogrzebowych Prezydenta Pawła Adamowicza

2019-01-16 19:41

maj, aw / Gdańsk (KAI)

Prezydent RP Andrzej Duda weźmie udział w uroczystościach pogrzebowych tragicznie zmarłego Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza. Pozostaje w związku z tym w stałym kontakcie z Premierem oraz Urzędem Miasta Gdańska - informuje Kancelaria Prezydenta RP.

KPRM

Pogrzeb zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza odbędzie się w sobotę 19 stycznia. Eucharystia, której będzie przewodniczył metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź rozpocznie się o godz. 12.00. Szczątki Zmarłego zostaną złożone w Bazylice Mariackiej.

Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz zmarł w poniedziałek 14 stycznia wskutek ciężkich ran odniesionych poprzedniego wieczora po ataku nożownika podczas gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Miał 53 lata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem