Reklama

Kalendarze 2019

W 20. rocznicę śmierci ks. Franciszka Blachnickiego

Wywiad dla tygodnika „Niedziela” z ks. Adamem Wodarczykiem, postulatorem procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego
Niedziela Ogólnopolska 8/2007, str. 16-19

Ks. Adam Pradela: - Co skłoniło Biskupa Katowickiego do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego ks. Franciszka Blachnickiego?

Ks. Adam Wodarczyk: - W sercach wielu ludzi, szczególnie związanych z Ruchem Światło-Życie, ale nie tylko, po śmierci ks. Blachnickiego zrodziło się przekonanie o świętości życia tego Kapłana. Przejawem tego były liczne nawiedzenia jego grobu, który do 2000 r. znajdował się w Carlsbergu w Niemczech, gdzie Sługa Boży zmarł, a obecnie jest w Krościenku, dokąd zostały przeniesione jego doczesne szczątki. Wiele osób zanosiło swoje prywatne modlitwy za jego wstawiennictwem. Wzrastało zainteresowanie jego pismami - nie tylko tymi dotyczącymi licznych koncepcji pastoralnych ks. Blachnickiego, ale przede wszystkim publikacjami, które prezentowały jego sylwetkę duchową. Wiele osób, które miały okazję zetknąć się z ks. Blachnickim, stwierdzało, że noszą osobiste przekonanie o świętości jego życia, przejawiającej się szczególnie w jego heroicznej wierze, określanej czasem mianem „wiary odważnej”. Również przejmujący telegram obecnego Sługi Bożego Jana Pawła II, napisany z okazji pogrzebu ks. Blachnickiego, w którym nazwał go „gorliwym apostołem wewnętrznej odnowy człowieka” oraz „gwałtownikiem Królestwa Bożego”, dawał wiele do myślenia. Wszystkie wspomniane przeze mnie fakty oraz osobiste przekonanie skłoniły arcybiskupa katowickiego Damiana Zimonia do zainicjowania pod koniec 1995 r., w osiem lat po śmierci ks. Blachnickiego, procesu beatyfikacyjnego tego Kapłana, na co jednomyślnie wyraził zgodę Episkopat Polski oraz watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych.

- W 20. rocznicę śmierci, przypadającą 27 lutego 2007 r., chcielibyśmy przypomnieć sylwetkę tego Kapłana, który odegrał wielką rolę w polskim Kościele.

- Działalność sługi Bożego ks. Blachnickiego koncentrowała się na tworzeniu oddolnych środowisk formacyjnych dla polskich katolików. Wywarł on wielki wpływ na recepcję myśli Soboru Watykańskiego II w odniesieniu do odnowy liturgicznej, odnowy wizji Kościoła oraz życia rodzinnego. Szczególną uwagę zwracał na promocję ludzi świeckich, na ukazywanie ich miejsca w parafiach, w nowych formach ewangelizacji oraz w różnorakich formach apostolatu, które określał mianem diakonii - służby podejmowanej na wzór Chrystusa, który „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć”. Życie, działalność i duchowość ks. Blachnickiego były również niezwykle budujące dla księży i osób konsekrowanych, którzy odnajdywali dzięki niemu praktyczny przykład realizacji wizji życia kapłańskiego i konsekrowanego, inspirowanego myślą soborową. Ks. Blachnicki wywarł ogromny wpływ na formowanie elit chrześcijańskich w Polsce, a w ostatnich latach życia - również w Niemczech. Czynił to mocą swej niezwykłej osobowości, którą coraz głębiej odkrywamy nie tylko na płaszczyźnie wielorakich inicjatyw duszpasterskich, ale także duchowości mistycznej, wyłaniającej się z jego „Pamiętnika duchowego”.

- Kim chciał być w życiu Franciszek Blachnicki?

- Pod koniec nauki w gimnazjum, przed maturą, marzył o tym, by zostać politykiem, dlatego chciał studiować ekonomię polityczną. Jednak po zdaniu matury najpierw odbył zasadniczą służbę wojskową, którą rozpoczął w połowie 1938 r. W 1939 r. jako plutonowy wziął udział w kampanii wrześniowej. Udało mu się uciec z niemieckiej niewoli, w której znalazł się pod koniec września 1939 r. Wrócił do rodzinnych Tarnowskich Gór, gdzie wkrótce rozpoczął działalność konspiracyjną. W kwietniu 1940 r. został aresztowany. Przebywał 13 miesięcy w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Wyrokiem sądu niemieckiego został skazany w 1942 r. na karę śmierci za działalność konspiracyjną przeciw Niemcom. Gdy w katowickim więzieniu ponad 100 dni oczekiwał na wykonanie wyroku przez ścięcie, 17 czerwca 1942 r. przeżył głębokie nawrócenie. W jego sercu zapłonęło światło wiary zapalone „niewidzialną ręką” Opatrzności Bożej, które od tego momentu nieustannie, przez dalsze 45 lat życia, świeciło coraz mocniejszym blaskiem.
Franciszek Blachnicki postanowił, że jeżeli ocaleje, poświęci swoje życie Bogu i ludziom. W niezwykłych okolicznościach, po 138 dniach oczekiwania na egzekucję, wyrok śmierci został zamieniony na wieloletnie więzienie. W ten sposób, jako więzień niemiecki, Franciszek Blachnicki doczekał końca II wojny światowej w Lengenfeld. Po powrocie na Górny Śląsk wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie.

- Co charakteryzowało Franciszka Blachnickiego w Seminarium Duchownym?

- Był jednym z najlepszych studentów - przez wszystkie lata studiów teologicznych na Uniwersytecie Jagiellońskim miał niemal same oceny celujące. Pisał w tym czasie swoje pierwsze teksty religijne do czasopism katolickich, które zapowiadały jego wielki talent pisarski. Wtedy też dojrzewało jego zamiłowanie do liturgii, zdobywał podstawy do swojej przyszłej działalności na polu abstynenckim. Widoczne było już wówczas jego głębokie nabożeństwo do Matki Bożej, oparte na duchowości św. Ludwika M. Grignion de Montfort oraz Maksymiliana M. Kolbego, późniejszego świętego. Dlatego dzień po święceniach kapłańskich, które miały miejsce 25 czerwca 1950 r. w Katowicach, wyruszył wraz ze swoimi siostrami z Tarnowskich Gór na Jasną Górę, by tam, przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej, odprawić swoją pierwszą Mszę św. W tym właśnie dniu Maryi powierzył swoją drogę kapłańską.

- Jak układały się losy ks. Blachnickiego po święceniach kapłańskich?

- Pracował w kilku parafiach śląskich jako wikariusz. W szczególny sposób poświęcał swą uwagę pracy duszpasterskiej z dziećmi i młodzieżą. W czasach, kiedy komuniści rozwiązali wszystkie organizacje kościelne, skoncentrował się na pracy z ministrantami. Starał się ukazać dzieciom i młodzieży piękno życia chrześcijańskiego, przeżywanego w duchu dziecięctwa Bożego. Od początku lat 50. XX wieku organizował nowe formy rekolekcji dla dzieci i młodzieży męskiej, podczas których przeżycia religijne były połączone z różnymi elementami obrzędowości obozu harcerskiego. Z czasem rekolekcje te otrzymały nazwę Oaza Dzieci Bożych. W dalszych latach ks. Blachnicki dopracował tę nowatorską metodę rekolekcyjną, która otrzymała popularną nazwę oazy. Przeżycie rekolekcji oazowych proponował również dorosłym - zarówno kapłanom i osobom konsekrowanym, jak i świeckim. Od połowy lat 60. ubiegłego wieku oazy stały się jedną z najpopularniejszych form rekolekcyjnych, w których w połowie lat 80. uczestniczyło rocznie blisko 80 tys. osób.
W 1955 r., w okresie, kiedy biskupi śląscy byli internowani przez komunistów, ks. Blachnicki za bezkompromisową postawę wierności wobec śląskich pasterzy został wydalony ze Śląska przez podległego komunistom wikariusza kapitulnego, zarządzającego diecezją katowicką. Udał się do Niepokalanowa. Tam blisko rok studiował myśl i duchowość o. Kolbego, które inspirowały go wielokrotnie w jego dalszej działalności. Następnie, od 1957 r., ks. Blachnicki tworzy wielką akcję odnowy religijno-moralnej o nazwie Krucjata Wstrzemięźliwości. Jej celem było przeciwstawienie postawy abstynenckiej szerzącej się pladze alkoholizmu i rozwiązłości moralnej. Działalność ta była bardzo skuteczna, po trzech latach ks. Blachnicki skupił w szeregach Krucjaty Wstrzemięźliwości ponad 100 tys. ludzi.

- Za tę działalność, która nie podobała się ówczesnym władzom, ks. Blachnicki trafił znów do więzienia...

- Znalazł się w więzieniu w Katowicach 15 marca 1961 r. Został aresztowany za działalność religijną w ramach Krucjaty Wstrzemięźliwości. Już w tym okresie był postrzegany przez Służbę Bezpieczeństwa jako wielkie zagrożenie dla systemu komunistycznego. Paradoks polegał na tym, że było to dokładnie to samo więzienie, w którym się nawrócił, oczekując na wykonanie wyroku śmierci podczas okupacji niemieckiej. Ten drugi pobyt w więzieniu ks. Blachnicki ocenił jako czas „więziennych rekolekcji”. Uważał, że Bóg obdarzył go w tym okresie łaską wielkiej modlitwy oraz nowego spojrzenia na wiele spraw. Był to w pewnym sensie okres, w którym został przygotowany duchowo do nowych zadań - stworzenia ruchu odnowy Kościoła, który wpłynął na pogłębienie życia duchowego tysięcy osób w Polsce i poza jej granicami. Widać było też jego wielką siłę ducha, z jaką przyjmował prześladowania, oraz niezwykłą, odważną wiarę, która prowadziła go przez całe życie od momentu nawrócenia.

- Dlaczego dla ówczesnych władz ks. Blachnicki był tak niebezpieczny?

- Z kilku powodów. Po pierwsze - był wolny od lęku, którym komuniści zniewalali tysiące ludzi w Polsce. Po drugie - służył prawdzie i głosił ją odważnie, co wywoływało wściekłość ze strony aparatu represyjnego, który całe swe funkcjonowanie opierał na fałszu, kłamstwie i ukazywaniu zakłamanego obrazu rzeczywistości. Po trzecie - ks. Blachnicki, jako sługa ewangelicznej Prawdy, czyli Chrystusa, niósł przebudzenie i duchowe wyzwolenie tysiącom ludzi w Polsce, co w naturalny sposób musiało budzić wściekłość „sług ciemności”, jakimi byli esbecy...

- Jak upłynęły lata 60. i 70. w życiu ks. Blachnickiego?

- Po wyjściu z więzienia, w lipcu 1961 r., ks. Blachnicki rozpoczął studia specjalistyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, które w 1965 r. uwieńczył tytułem doktorskim. Równocześnie rozpoczął pracę naukową na KUL-u. Tworzył tam od drugiej połowy lat 60. Sekcję Katechetyczną w ramach Instytutu Teologii Pastoralnej. Animował różne inicjatywy związane z odnową liturgii i teologii pastoralnej. Był w tamtym okresie - i pozostał w pewnym sensie do dziś - jednym z najwybitniejszych przedstawicieli eklezjologicznego nurtu teologii pastoralnej w polskiej teologii. Publikował wiele artykułów dotyczących problematyki teologii pastoralnej, katechetyki oraz liturgiki. Uważał, że trzeba wcielać w życie duszpasterskie polskiego Kościoła treści Soboru Watykańskiego II, dokonując odnowy polskiego duszpasterstwa.
Od końca 1961 r. ks. Blachnicki często przebywał w Krościenku nad Dunajcem, gdzie korzystał z gościnności miejscowego proboszcza - ks. Bronisława Krzana. Z czasem zamieszkała tam grupa współpracownic ks. Blachnickiego z okresu Krucjaty Wstrzemięźliwości, które w późniejszych latach, zainspirowane jego duchowością, utworzyły świecki instytut życia konsekrowanego, noszący imię Niepokalanej Matki Kościoła. Krościenko stało się od połowy lat 60. miejscem narodzin założonego przez ks. Blachnickiego polskiego ruchu oazowego, który z czasem przyjął nazwę Ruch Światło-Życie. Była to na pewno największa tego typu inicjatywa duszpasterska, swoisty fenomen religijny w całym bloku sowieckim, który rozwinął się w Polsce pomimo szykan i prześladowań ze strony komunistycznych władz, tworząc oddolne podstawy dla odnowy polskiego duszpasterstwa.

- Czym wytłumaczyć fenomen oaz? Gdzie są źródła rozwoju Ruchu Światło-Życie?

- Ks. Blachnicki często podkreślał, że ruch oazowy to „dzieło Niepokalanej Matki Kościoła”. W swoim „Pamiętniku” oraz w „Testamencie” podkreślał, że Ruch Światło-Życie traktował jako dar - charyzmat otrzymany od Boga, któremu starał się wytrwale służyć, aby jak najwięcej ludzi doprowadzić do żywej i pogłębionej wiary oraz świadomego uczestnictwa w życiu Kościoła. Źródła Ruchu Światło-Życie są więc zakorzenione w odczytaniu woli Bożej i w przyjęciu Bożego daru. Charyzmat ten bazował na głębokiej wierze Sługi Bożego, jego odwadze działania w warunkach państwa totalitarnego oraz głębokiej duchowości i znajomości teologii, którą dzielił się z kapłanami i świeckimi, włączającymi się w działalność ruchu oazowego w Polsce.

- Czym zaowocował w życiu ks. Blachnickiego wybór kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową?

- Podobnie jak miliony Polaków, ks. Blachnicki był zafascynowany niezwykłym wkroczeniem Boga w historię świata. Zainspirowany nauczaniem Jana Pawła II, podejmował różne inicjatywy duszpasterskie. Już z okazji papieskiej pielgrzymki do Polski w 1979 r. stworzył Krucjatę Wyzwolenia Człowieka, której celem była duchowa i moralna odnowa narodu polskiego z różnorakich zniewoleń, takich jak alkoholizm, nikotynizm czy narkomania. Rok później, w 1980 r., tworzy plan wielkiej ewangelizacji narodu polskiego, który nazywa słowami zaczerpniętymi z nauczania Jana Pawła II - „Ad Christum Redemptorem”. Plan ten zakłada dotarcie z Dobrą Nowiną do wszystkich Polaków w ciągu trzech lat. W tymże 1980 r., który był związany z powstaniem „Solidarności”, ks. Blachnicki wykazał się prorockim widzeniem rzeczywistości, ponieważ sześć miesięcy wcześniej, pod koniec lutego 1980 r., w słynnej „Deklaracji jasnogórskiej” napisał o potrzebie przemian społecznych w Polsce, które powinny być inspirowane Ewangelią i nauczaniem polskiego Papieża. To nauczanie społeczne było charakterystyczne dla jego ostatnich lat życia. Zyskało ono miano „polskiej teologii wyzwolenia”, a jego hasło brzmiało: „Prawda - Krzyż - Wyzwolenie”.
Za istotny wymiar odnowy świadectwa chrześcijańskiego we współczesnym świecie uznawał ekumenizm. Jego zdaniem, tylko pojednanie między chrześcijanami różnych wyznań może sprawić, że chrześcijańskie świadectwo o Chrystusie będzie bardziej czytelne we współczesnym świecie. Dlatego od połowy lat 70. aż do końca życia Sługa Boży podejmował wraz z chrześcijanami z różnych wspólnot protestanckich wiele inicjatyw ewangelizacyjnych. Z ich pomocą przeprowadził wspaniałą akcję druku Pisma Świętego dla potrzeb Kościoła w Polsce oraz akcję charytatywną, która zapewniła przeprowadzenie rekolekcji oazowych w okresie największego kryzysu gospodarczego w Polsce w 1981 r. i w latach następnych. Można powiedzieć, że ks. Blachnicki był apostołem praktycznego „ekumenizmu oddolnego”, który wiązał się z pełną odpowiedzialnością za własną tożsamość, jednak był bardzo otwarty na konkretną współpracę i wymianę darów duchowych z braćmi i siostrami ze wspólnot protestanckich.

- Kim w życiu ks. Blachnickiego był kard. Karol Wojtyła - i na odwrót?

- Kard. Wojtyła, a później Jan Paweł II, był dla ks. Blachnickiego wielkim protektorem i osobą, która zapewniała mu wsparcie w jego działalności. Widząc pozytywne owoce pracy ks. Blachnickiego, wielokrotnie chronił go swoim autorytetem. Czynił to, zapewniając biskupów i księży, o wartości jego nowatorskiego spojrzenia na duszpasterstwo. Bronił również ks. Blachnickiego i ruch oazowy przed atakami komunistów. Jednocześnie ks. Blachnicki w jakimś sensie inspirował kard. Wojtyłę. Wspomnę tylko dwie kwestie: inicjatywa nowej ewangelizacji, podjęta przez Jana Pawła II, w jakimś stopniu mogła być zainspirowana akcjami ewangelizacyjnymi, które ks. Blachnicki podejmował w Polsce od połowy lat 70. Również Światowe Dni Młodzieży - wyjątkowo ważna inicjatywa Ojca Świętego - przypominają oazowe Dni Wspólnoty, w których kard. Wojtyła tak chętnie i często uczestniczył w latach 70., jako arcybiskup Krakowa.

- Na czym polegał geniusz ks. Blachnickiego?

- Potrafił on doskonale reagować na znaki czasu, na różne wyzwania, które przynosiło życie. Chciał dzielić się swoim doświadczeniem wiary, które stało się jego udziałem w celi śmierci, dlatego szukał sposobów, aby docierać do mentalności współczesnego człowieka. Był teologiem, który potrafił przekładać koncepcje teologiczne na praktyczne programy duszpasterskie. W związku z tym z wielką uwagą wsłuchiwał się w nauczanie Ojca Świętego i Stolicy Apostolskiej, starając się ich wskazania natychmiast wprowadzać w życie. Równocześnie wydobywał pozytywne doświadczenia duszpasterskie z ruchów działających w różnych krajach Europy Zachodniej, które przeszczepiał na grunt polski. Jego geniusz wyrażał się więc w wybitnej osobowości, przejawiającej się w zdolności do podejmowania działań na szeroką skalę, którymi potrafił pociągnąć za sobą tysiące osób - duchownych i świeckich, dla których był po prostu ojcem. Potrafił to czynić, mimo zniewolenia polskiego narodu przez komunizm, nie zniechęcając się trudnościami, jakie pojawiały się na jego drodze.

- W czym ks. Franciszek Blachnicki, jako kandydat na ołtarze, może być przykładem dla nas, duchownych, a w czym dla osób świeckich?

- Jego żywa i głęboka wiara, oddanie Kościołowi i świadectwo życia prostego i ubogiego mogą być inspirujące zarówno dla świeckich, jak i dla duchownych. Ks. Blachnicki był człowiekiem głębokiej, mistycznej modlitwy, która doprowadziła go pod koniec życia do głębokiego zjednoczenia z Chrystusem. Cechowało go wielkie nabożeństwo do Chrystusowego Krzyża, które znalazło wyraz zarówno w jego życiu modlitewnym, jak i w jego nauczaniu, szczególnie w ostatnich latach życia. Dawał świadectwo, jak cicho i pokornie podejmować każdego dnia własny krzyż - osobistych trosk i cierpień. Był również rozmiłowany w liturgii i słowie Bożym. Nie tylko nauczaniem, lecz przede wszystkim świadectwem codziennego, chrześcijańskiego i kapłańskiego życia pielęgnował postawę całkowitego i bezgranicznego oddania się Chrystusowi i Maryi oraz otwarcia na działanie Ducha Świętego. I ostatni wymiar jego duchowości - myślę szczególnie istotny - służebne życie, które nazywał diakonią. Uważał, że każdy człowiek powinien uczynić swoje życie całkowitym darem dla Boga i ludzi. I to zrealizował w swoim życiu w sposób heroiczny. Myślę, że przede wszystkim z powodu tej służebnej postawy jest dla nas szczególnym wzorem i przykładem, pokazując, jak wiele Bóg może zdziałać przez jednego człowieka, który całkowicie odda Mu się na służbę.

- Jak ks. Blachnicki odchodził z tego świata?

- Na rok przed śmiercią, w czasie Wielkiego Postu A.D. 1986, Ksiądz Franciszek odprawił 30-dniowe rekolekcje ignacjańskie. Był to okres jego wielu duchowych, mistycznych przeżyć, które koncentrowały się wokół Krzyża. Pisał, że złożył swoje życie w ofierze za Kościół i za dzieło, które w latach 80. realizował w Carlsbergu, tworząc tam Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Ruchu Światło-Życie. Był to czas wielu cierpień, których doświadczył, zarówno w wymiarze duchowym, jak i fizycznym. W ostatnim okresie życia nasiliły się dolegliwości związane z cukrzycą. 17 czerwca 1986 r. napisał piękny testament. Stwierdził w nim, że jedyne, co ma do przekazania, to dary duchowe - z rzeczy materialnych posiadał niewiele. Pisząc o darach duchowych, wymienił cztery: dar wiary, otrzymany w więziennej celi śmierci; dar wizji Żywego Kościoła, który zaowocował szczególnie w postaci Ruchu Światło-Życie; dar żeńskiej wspólnoty życia konsekrowanego - Instytut Niepokalanej Matki Kościoła oraz możliwość „uczynienia siebie darem całkowitym wobec Boga”.
Sama chwila śmierci sługi Bożego ks. Blachnickiego była cicha i pokorna. Zmarł 27 lutego 1987 r. o godz. 16.15 w Carlsbergu, w momencie, gdy w Polsce na Jasnej Górze gromadzili się oazowicze odpowiedzialni za stworzony przez niego Ruch Światło-Życie, na dorocznej Kongregacji Odpowiedzialnych. Wieść o jego śmierci poruszyła tysiące ludzi, którzy zawdzięczali mu swoje spotkanie z Chrystusem, nieraz odkrycie życiowego powołania. Na wieść o śmierci ks. Blachnickiego Ojciec Święty Jan Paweł II wystosował telegram, w którym pięknie podsumował jego życie. Od pierwszych chwil po śmierci ks. Blachnickiego widać było, że towarzyszy mu sława świętości.

- Na jakim etapie jest proces beatyfikacyjny ks. Blachnickiego?

- Obecnie trwają bardzo zaawansowane prace w Rzymie nad ukończeniem „Pozycji o heroiczności cnót ks. Blachnickiego”. Będzie to podstawa dla dyskusji Kolegium Konsultorów watykańskiej Kongregacji ds. Świętych, brana także pod uwagę przez Kardynałów - członków Kongregacji, gdy będą rozważali, czy pozytywnie zaopiniować dekret o heroiczności cnót, który - jak ufamy - zostanie zatwierdzony przez Ojca Świętego. Obecnie nie rozpoczęto jeszcze żadnego procesu o cudzie za wstawiennictwem ks. Blachnickiego.

- Co ze spuścizny ks. Franciszka Blachnickiego poleca Ksiądz Postulator Czytelnikom „Niedzieli”?

- Informacje o książkach ks. Blachnickiego można znaleźć na stronach internetowych Ruchu Światło-Życie. Szczególnie polecam pozycje, które prezentują jego duchowość i myśl teologiczną. Zostały wydane m.in. fragmenty jego „Pamiętnika duchowego”. Są to trzy pozycje książkowe: „Spojrzenia w świetle łaski”. „Trzy nawrócenia” oraz „Życie swoje oddałem za Kościół”. Piękny jest zbiór dziewięciu zeszytów, wydanych pod wspólnym tytułem „W szkole modlitwy”, gdzie Sługa Boży wprowadza w różne aspekty życia duchowego. Warto poznać jego „teologię wyzwolenia”, która została zebrana w dwóch publikacjach: „Prawda - Krzyż - Wyzwolenie” oraz „Postsovieticum, czyli nie wolno ci być niewolnikiem”. Przemyślenia w nich zawarte są szczególnie istotne we współczesnym kontekście Polski, zarówno dla polskiej klasy politycznej, jak i dla polskiego Kościoła.
Zapraszając do zapoznania się ze spuścizną duchową ks. Blachnickiego, równocześnie proszę o modlitwę o pomyślny przebieg jego procesu beatyfikacyjnego oraz zachęcam, aby modlić się przez wstawiennictwo Sługi Bożego do Boga w różnych intencjach. Jeśli uznamy, że zostaliśmy obdarzeni jakąś łaską, wówczas można o tym napisać krótką informację do Centrum Ruchu Światło-Życie w Krościenku: ul. ks. Franciszka Blachnickiego 2, 34-450 Krościenko n. Dunajcem, tel. (0-18) 262-32-35, fax (0-18) 262-56-41.

Los naszych gazet w rękach kapłanów

2018-12-11 12:41

Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 50/2018, str. 3

Bożena Sztajner/Niedziela

Wszystko wskazuje na to, że jesteśmy świadkami ostatnich ruchów „Ruchu”. Na naszych oczach kończy się żywot istniejącego od 1918 r. głównego do niedawna kolportera gazet. Po przekształceniu w 1991 r. Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej „Prasa-Książka-Ruch” w Przedsiębiorstwo Kolportażowo-Handlowe „Ruch” powstało kilkadziesiąt firm kolporterskich. „Ruch” długo jeszcze miał dominujące znaczenie. Obecnie największymi dystrybutorami gazet obok zadłużonego i upadającego „Ruchu” są spółka „Kolporter” oraz spółka „Garmond Press”. Pewnie nikt się nie spodziewał tak poważnego zagrożenia „Ruchu”– giganta na rynku mediów, z siecią punktów sprzedaży sięgającą wszystkich miast, miasteczek i wsi, ale również zaułków naszego kraju najbardziej oddalonych od różnych centrów. Pamiętamy przecież, że gazetę można było kupić wszędzie aż do późnych godzin wieczornych. Rozświetlone kioski „Ruchu” stanowiły stałe punkty w pejzażu naszych miejscowości. Dziś kioski są zamykane szybciej i jest ich coraz mniej. „Ruch” bowiem stał się bankrutem – jego dług wynosi ok. 600 mln zł. Są to przede wszystkim zadłużenia wobec wydawców prasy – również naszej „Niedzieli” – i wobec Alior Banku.


Posłuchaj: Los naszych gazet w rękach kapłanów

Co więc się stało, że moloch ze stuletnią marką ma pustą kasę? To efekt restrukturyzacji, która doprowadziła do tego, że „Ruch” stał się prywatnym przedsiębiorstwem. Proces prywatyzacji rozpoczął się w 2010 r. Państwową wówczas spółkę „Ruch” kupił zarejestrowany w Holandii fundusz Lurena Investments B.V., należący do amerykańskiego funduszu hedgingowego Eton Park. Katastrofalna sytuacja „Ruchu” jest efektem tej prywatyzacji, która ma wszelkie cechy patologicznego przejęcia państwowego majątku przez obcą firmę. Wprawdzie „Ruch” jeszcze funkcjonuje, ale nie ma pieniędzy na dalszą działalność. Od dłuższego czasu nie płaci wydawcom za dostarczaną przez nich prasę. Tak naprawdę to my, wydawcy, finansujemy bieżącą działalność dystrybutora naszych gazet, który nie rozlicza się z redakcjami ze sprzedaży.

Przedstawiam Czytelnikom „Niedzieli” tę sytuację, aby prosić o pomoc. Tylko wspólnymi siłami możemy uratować nasze pisma. Powiem wprost: chodzi o to, aby Czytelnicy dotarli do każdego nowego numeru „Niedzieli” i go nabyli. Regularne otrzymywanie naszego tygodnika może teraz zapewnić tylko stała prenumerata redakcyjna lub pocztowa (warunki podajemy na str. 67). Gazety są też dostępne w punktach pocztowych i w salonikach prasowych w różnych placówkach handlowych. Niestety, nie zawsze znajdziemy tam prasę katolicką. Stąd coraz ważniejszą rolę odgrywają parafie, w których dostępna jest „Niedziela”. Losy naszych gazet są więc w rękach naszych księży. Od zrozumienia i życzliwości z ich strony zależy, czy pisma katolickie będą w niedzielę w naszych rodzinach. Drodzy Kapłani, proszę, pomóżcie nam dotrzeć z „Niedzielą” do wiernych przychodzących do kościoła. Drodzy Czytelnicy, zatroszczmy się razem o katolickie gazety, które mają do pokonania kolejną wielką przeszkodę. Można bowiem wydawać najwspanialsze pismo, ale trzeba je sprzedać, aby wydać następny numer. Upadłość „Ruchu” może pociągnąć za sobą upadek przede wszystkim gazet z polskim kapitałem, głównie pism katolickich, i doprowadzić do jeszcze większej dominacji zagranicznych koncernów na rynku medialnym.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Kraków: w niedzielę największa w Polsce Wigilia dla potrzebujących

2018-12-13 16:02

led / Kraków (KAI)

W niedzielę na krakowskim Rynku odbędzie się największa w Polsce XXII Wigilia dla Bezdomnych i Potrzebujących. Co roku przyjeżdża na nią kilkadziesiąt tysięcy osób z całego kraju. Po raz pierwszy w akcję włączają się licealiści, którzy przekażą ubogim rękawiczki. Na rynku stanie także specjalny namiot, w którym osoby bezdomne będą mogły wykonać bezpłatne badania medyczne.

naszemiasto.pl

Co roku na krakowską wigilię przyjeżdża kilkadziesiąt tysięcy osób również z odległych zakątków kraju. Organizatorzy przygotowują na nią kilkaset tysięcy porcji różnych dań wigilijnych, które wydawane są przez cały dzień. Będą m.in. pierogi z kapustą i grzybami, czerwony barszcz, bigos, łazanki oraz karp. Oprócz ciepłych posiłków, potrzebujący otrzymają świąteczne paczki. Organizatorzy apelują także do mieszkańców Krakowa, aby przynieśli w niedzielę żywność, która zostanie rozdana ubogim, m.in. konserwy i makarony.

Pomysłodawca i organizator wigilii, krakowski restaurator Jan Kościuszko mówił 13 grudnia podczas konferencji prasowej, że od lat po jednej stronie stołu spotykają się ci, którzy dają, a po drugiej ci, którzy biorą, bo muszą brać. - Ten stół ma łączyć, a nie dzielić. Nie chodzi wyłącznie o to, by osoby potrzebujące mogły zjeść ciepły posiłek, ale żebyśmy mogli spędzić ten wyjątkowy dzień razem. Dajemy ludziom przestrzeń, w której mogą się spotkać niezależnie od zasobności portfela czy preferencji politycznych. Na tym polega piękno naszej wigilii - mówił Kościuszko.

Jak podkreślił, bezdomni nie przyjeżdżają tylko po to, aby coś zjeść, ale w jego ocenie powstał pewien fenomen socjologiczno-psychologiczny. Ludzie, którzy nie mają pieniędzy przyjeżdżają z całego kraju i spotykają się w tym miejscu, wiedzą, że mogą się spotkać, że ten dzień jest dla nich – zaznaczył organizator.

Zastępca prezydenta miasta Krakowa Andrzej Kulig podkreślił, że to ważne wydarzenia, na które ludzie potrzebujący z całej Polski czekają cały rok. - Kraków jest miastem otwartym dla wszystkich, dlatego cieszymy się, że podczas wigilii ubodzy tak licznie gromadzą się w miejscu, które jest dla naszego miasta tak ważne - powiedział.

Tegorocznej wigilii po raz pierwszy towarzyszyć będzie akcja charytatywna "Podaruj ciepło - akcja rękawiczka", której pomysłodawcami są uczniowie V Liceum Ogólnokształcącego im. A. Witkowskiego w Krakowie. Jej celem jest zebranie jak największej ilości rękawiczek, które zostaną rozdane potrzebującym podczas wigilii. - Akcja ma wymiar symboliczny. Chcemy, aby ten drobny gest pomógł w propagowaniu bezinteresownej pomocy i uwrażliwił młodzież na problem ubóstwa i bezdomności - mówił Kacper Balawajder, jeden z organizatorów.

W wigilii dla potrzebujących od kilku lat uczestniczy ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, prezes Fundacji im. Brata Alberta w Radwanowicach, który wraz z podopiecznymi fundacji pomaga przy wydawaniu posiłków i pakowaniu żywności. - Ludziom, z którymi rozmawiam podczas tego spotkania nie chodzi tylko o to, żeby coś ciepłego zjeść, ale aby poczuć się jak w wspólnocie. Przychodzą tam nie tylko bezdomni i ubodzy, ale samotni, którzy mówią, że swoją rodzinę widzą tylko na zdjęciach. Samotność to ogromna plaga naszych czasów - powiedział ks. Isakowicz-Zaleski.

W organizację wydarzenia włącza się także Arcybractwo Miłosierdzia, najstarsza organizacja charytatywna w Polsce, założona w 1584 r. przez ks. Piotra Skargę. Jakub Kwaśnik z krakowskiego arcybractwa zachęcał, aby każdy dołożył swoją cegiełkę to tego dzieła, ponieważ zapotrzebowanie na pomoc jest ogromne.

Uczestnicy wigilii podobnie jak w ubiegłym roku, będą mogli skorzystać z diagnostyki medycznej. Z tej okazji na Rynku Głównym stanie szpital polowy, w którym przez cały dzień lekarze zrzeszeni w Centrum Dobroczynności im. prof. Teresy Adamek - Guzik, Związku Kawalerów Maltańskich oraz Klubie Absolwentów CM UJ będą wykonywać bezpłatne badania medyczne, m.in. EKG i USG, badania stomatologiczne czy echokardiografię.

Akcję wspierają wolontariusze, właściciel sieci sklepów Biedronka, krakowski producent słodyczy Wawel S.A., producent wędlin Bacówka Towary Tradycyjne, Gospodarstwo Rybackie Dolina Będkowska oraz firma ABC, która jak co roku dostarczy jednorazowe naczynia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem