Reklama

Przed beatyfikacją

O. Leon Jan Dehon

Kard. Stanisław Nagy SCJ
Niedziela Ogólnopolska 10/2005

Archiwum
Sługa Boży o. Leon Jan Dehon (1843-1925)

24 kwietnia br. zostanie beatyfikowany ks. Leon Jan Dehon - założyciel Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, w Polsce nazywanego sercanami. Dobrze się stało, że w tym samym dniu odbędą się, wraz z czterema innymi, także dwie polskie beatyfikacje: ks. Bronisława Markiewicza - założyciela Zgromadzenia Księży Michalitów oraz ks. Władysława Findysza. Na pewno te trzy wyjątkowe postaci zostaną przedstawione na łamach katolickiej prasy i poprzez poświęcone im pozycje książkowe. To wielkie wydarzenie, zwłaszcza w skali Kościoła w Polsce, będzie transmitowała Telewizja Polska.
Stosunkowo mało znany w Polsce ks. Leon Dehon urodził się we Francji i działał głównie w Belgii, Holandii i Luksemburgu. Otarł się o Warszawę w podróży do Rosji, Czechosłowacji i Niemiec. I chyba nie przypuszczał, że stworzone przez niego dzieło na terenie środkowej Europy właśnie w Polsce zapuści wyjątkowe, głębokie korzenie, a jego nieprzeciętna postać spopularyzowana zostanie przez jego duchowych synów w Kraju nad Wisłą, a potem na Białorusi, Ukrainie, Przydnieprzu i w Mołdawii.
Przyszły Błogosławiony, którego życie przypadło na burzliwy pod wielu względami okres gwałtownych i różnorodnych przemian w drugiej połowie XIX wieku i niemniej burzliwe lata początku wieku XX, dziwność tych czasów przeżywał całym bogactwem swej wrażliwej duszy i wyrafinowanego intelektu. Przy całej ogromnej ciekawości szeroko poznawanego świata był przede wszystkim człowiekiem trzech pasji życiowych, na które Bóg spojrzał łaskawym okiem i które uhonorowane zostały koroną chrześcijańskiej świętości.

Burzliwa młodość - bój o kapłaństwo

Leon Dehon urodził się 14 marca 1843 r. w północnej Francji, w małej miejscowości La Capelle. Był drugim synem Aleksandra Juliana - dość zamożnego ziemianina i fabrykanta, chrześcijanina z tradycji, mniej z praktyki, oraz głęboko religijnej i żarliwie praktykującej matki Stefanii Vandelet. Wychowana w internacie dla dziewcząt przejętym przez siostry ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa św. Zofii Barat, matka Leona przesiąknięta była pobożnością Serca Jezusowego. Zasiała ona w duszy ukochanego syna ziarno tego, co w swoim dojrzałym już czasie wybuchnie zżerającym go płomieniem. Zasiała ducha miłości wynagradzającej.
Dzieciństwo spędził więc Leon pod czujnym okiem swojej matki, ale młodość ze szkołą średnią przeżył w znacznie surowszych warunkach - w odległym nieco od La Capelle Kolegium w Hazebrouck. Tam też posłyszał wezwanie Boga do kapłaństwa. Było ono tak silne, że gdy po studiach w Hazebrouck młody Leon wrócił do La Capelle, zaskoczył swym postanowieniem zwłaszcza zacnego, lecz ambitnego ojca, lokalnego magnata - do tego stopnia, że ten postanowił w sposób stanowczy przeciwdziałać jego zamierzeniom najprzód przez narzucenie studiów politechnicznych i prawa w Paryżu, a następnie przez organizowanie trwającemu w oporze synowi kolejnych podróży, na początku po zachodniej Europie, a następnie, po 4-letnim pobycie w Paryżu i osiągnięciu licencji adwokackiej (1862) i doktoratu z prawa - długiej podróży na Bliski Wschód z Grecją i Palestyną włącznie. W drodze powrotnej przez Małą Azję, Konstantynopol, Węgry i Austrię w 1865 r. Leon Dehon zatrzymuje się w Rzymie. Jest to jego pierwszy, opatrznościowy pobyt w Świętym Mieście. „Skończyłem moją podróż w Rzymie... to stanowiło ukoronowanie mojej podróży” - napisze później.
W 1865 r. w domu rodzinnym Dehonów rozegrała się dramatyczna batalia. Inteligentny, świetnie wykształcony prawnik, bywalec szerokiego świata, powołując się na fakt swojej pełnoletności i prawo decydowania o sobie - stanowczo obstaje przy swoim postanowieniu zostania kapłanem i w tym właśnie celu wyjeżdża do Rzymu. Ojciec, ale tym razem także matka są stanowczo przeciwni takim planom. Jednak kochający, ale nade wszystko wierny głosowi swego powołania syn pozostaje nieugięty. Jeszcze w tym samym roku powraca do Rzymu, wstępuje do francuskiego Seminarium św. Klary i podejmuje studia filozoficzne i teologiczne. Szczęśliwy i bogaty duchowo pobyt w Seminarium św. Klary kończy potrójnym doktoratem: z filozofii, teologii i prawa kanonicznego, ale co najważniejsze - święceniami kapłańskimi, pogodzony z rodzicami i bezmiernie szczęśliwy szczególnie z powodu głębokiej przemiany religijnej ukochanego ojca. To wszystko ma miejsce 19 grudnia 1868 r.
Po krótkim, ale ważnym „epizodzie rzymskim”, jakim było powołanie ks. Leona Dehona na stenografa Soboru Watykańskiego I, następuje nagła decyzja biskupa ordynariusza Soissons z 3 listopada 1871 r., która wyznacza nowy etap w jego życiu.

Reklama

Ostatni z siedmiu wikarych w Saint-Quentin - walka o sprawiedliwość społeczną

Decyzja skierowująca do zwykłej pracy duszpasterskiej kapłana legitymującego się wszechstronną wiedzą prawniczą, filozoficzną i teologiczną, znającego jak mało kto ówczesny świat i klimat polityczno-społeczny, jakim ten świat żył, była decyzją więcej niż zaskakującą. Młody ksiądz o głębokiej formacji wewnętrznej nie miał jednak najmniejszych wątpliwości co do tego, jaką powinien był zająć postawę wobec tej decyzji. Dla niego był to kolejny apel Boga, wobec którego nie pozostało mu nic innego, jak powiedzieć „fiat” - niech się stanie. I tak powiedział, po czym zakasawszy rękawy, zabrał się do szarej, duszpasterskiej pracy w trudnej robotniczej parafii Saint-Quentin. Oznaczało to rozpoczęcie drugiej jego życiowej batalii, albo może lepiej - nowej pasji życiowej, jaką stało się żarliwe zaangażowanie w działalność społeczną. Działalność duszpasterska w przemysłowym mieście Saint-Quentin bowiem, do której przeznaczał go dekret biskupa Soissons, w rozumieniu ks. Dehona powinna była zostać poprzedzona rzetelnym wysiłkiem społecznym, zmierzającym do poprawy warunków materialnych, w jakich żyli powierzeni jego trosce parafianie. A warunki te - jak wszędzie wtedy w uprzemysławiających się gwałtownie miastach Europy i Francji - były opłakane w wymiarze życia, mieszkania, opieki lekarskiej, a przede wszystkim stosunków pracowniczo-płacowych. Do tego dochodził klimat ideologiczny, kreowany przez nasilające się ruchy rewolucyjne i działalność masonerii. Słowem, kwestia społeczna startującego do biegu w połowie XIX wieku w Europie świata wielkiego przemysłu i kapitalizmu staje przed młodym bywalcem stolic Europy i innych części ówczesnego świata z całą dramatyczną ostrością i postulatem wyjścia mu na przeciw. I siódmy wikary parafii Saint-Quentin czyni to z całą energią. Troszczy się o katechizowaną młodzież, organizuje patronat św. Józefa, powołuje do istnienia lokalny dziennik katolicki Conservateur de l’Aisne, zakłada koła młodzieżowe, inspiruje działalność społeczną w skali diecezji, ale z biegiem czasu poszerza krąg tej działalności i staje się znaną postacią katolickiej aktywności społecznej we Francji. Zyskuje rozgłos i opinię wyjątkowego znawcy katolickiej nauki społecznej, a skutkiem tego jest nominowanie go na kanonika w 1876 r. (6 kwietnia) przez bp. Thibaudier, który proponuje mu w związku z tym wyjazd do Rzymu. Ks. Dehon podejmuje propozycję. W trakcie tej podróży odwiedza Loreto, gdzie zapada kolejna ważna życiowa decyzja: powołanie do życia nowego Zgromadzenia. Do sprawy tej trzeba będzie wrócić, ale przedtem wypada wspomnieć o szczytowej działalności katolicko-społecznej, jaka wiązała się z popularyzacją encykliki społecznej Leona XIII Rerum novarum z 15 maja 1891 r. Już w 1894 r. ks. Leon Dehon publikuje wielki komentarz do encykliki jako Podręcznik chrześcijańsko-społeczny, a następnie - m.in. Katechizm społeczny (1898 r.). Można bez przesady powiedzieć o bliskim kontakcie byłego wikarego z Saint-Quentin z wielkim papieżem Leonem. Ks. Dehon będzie się sam później uważał za „tubę” Leona XIII.

Założyciel nowej Rodziny Zakonnej

Już w intensywnym religijnie okresie studiów teologicznych pojawiało się w życiu Leona Dehona ziarno myśli o głębszym życiu wewnętrznym, aniżeli dyktowało to zwyczajne kapłaństwo. O żarliwym okresie święceń kapłańskich napisze: „Zostałem kapłanem, wzięty na własność przez Jezusa i cały wypełniony Nim samym, Jego miłością dla swego Ojca, zbawienia dusz, Jego modlitwą i Jego opieką”. Wyrażona w ten sposób kapłańska żarliwość odbijać się będzie w jego działalności duszpasterskiej, a z czasem zamieniać na coraz to wyraźniej zaznaczające się pragnienie życia zakonnego, heroicznie oddanego i poświęconego Bogu.
W ramach swojego bogatego duszpasterstwa zainteresowany był pogłębieniem formacji księży i dlatego coraz częściej stawał wobec pytania o ewentualność własnego życia zakonnego. Zaczynało się to stawać bolesnym dylematem, którego rozwiązania szukał u różnego rodzaju duchowych autorytetów. Za tym szły próby przymierzania się do istniejących już instytutów zakonnych. Sporą rolę w tych bolesnych poszukiwaniach odegrało spotkanie w 1873 r. przybyłych z Niemiec Służebnic Najświętszego Serca Jezusa. Został ich kapelanem i żywo zainteresował się ich duchowością opartą na życiu wynagradzania Najświętszemu Sercu Jezusa. Nie ustawał jednak w poszukiwaniu woli Bożej - m.in. przez regularnie odprawiane rekolekcje. Wreszcie 27 czerwca 1878 r., w święto Najświętszego Serca Jezusa, podejmuje decyzję i składa śluby zakonne na gruncie Konstytucji Zgromadzenia Oblatów Najświętszego Serca Jezusowego. Był to, niestety, początek, który 5 lat później - 8 grudnia 1883 r. zakończył się zniesieniem Zgromadzenia Oblatów Najświętszego Serca. Dramat na szczęście trwał tylko jeden rok. Już w 1884 r. zgromadzenie zostaje odbudowane jako Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego, w 1888 r. otrzymuje ono tzw. dekret pochwalny, a w 1908 r. - ostateczne zatwierdzenie. Było to ukoronowanie trzeciej pasji ks. Leona - już o. Jana Dehona - jaką była pasja całkowitej ofiary z miłości dla Najświętszego Serca Jezusowego w duchu wynagrodzenia Mu za brak oczekiwanej przez Niego miłości i wyrządzone zniewagi, a więc w duchu objawień św. Małgorzaty Marii Alacoque.
A później było dramatyczne przeżycie I wojny światowej, ostatnie dzieło dotyczące życia wewnętrznego: nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego, podróż do zaprzyjaźnionego papieża Benedykta XV i sprawa bazyliki Najświętszego Serca Jezusowego w Rzymie - i to bogate życie zaczęło powoli tracić swój wigor. W wieku 75 lat o. Dehon zdobywa się jeszcze na jedną wielką podróż po świecie, ażeby ostatecznie osiąść w Brukseli i dobrze przygotować się do śmierci. Nadeszła ona 12 sierpnia 1925 r.
Ostatnimi słowami wypowiedzianymi przez o. Dehona z oczyma wpatrzonymi w obraz Najświętszego Serca było stwierdzenie: „Dla Niego żyłem, dla Niego umieram”. I to było samo jądro tego życia, tak zadziwiająco bogatego, wszechstronnego, charyzmatycznie aktywnego dla sprawy Bożej, ale naznaczonego w sposób szczególny stygmatem krzyża i cierpienia.
A wśród synów duchowych o. Dehona, asystujących jego wyjątkowej śmierci, znaleźli się dwaj młodzi sercanie polscy: ks. Ignacy Stoszko i ks. Władysław Majka.

Trwa dramat Alfiego Evansa

2018-04-24 17:11

vaticannews.va / Watykan, Liverpool (KAI)

Trwa dramat Alfiego Evansa i jego rodziców. O godz. 22.30 2-letniego chłopca z poważnym uszkodzeniem mózgu odłączono od aparatury wspomagającej oddychanie. Uczyniono to na polecenie sądu i wbrew woli rodziców. Chłopiec jednak nie umarł. Po jedenastu godzinach dramatycznej walki dziś rano ponownie podano mu tlen, wodę i pożywienie.

Alfie Evans/Facebook

W walkę o życie chłopca zaangażowały się również włoskie władze. Wczoraj po południu podano do wiadomości, że Alfiemu przyznano włoskie obywatelstwo. Wydawało się, że w ten sposób sprawa zostanie rozwiązana. Rodzice Alfiego zabiegają bowiem o przewiezienie chłopca do należącego do Watykanu szpitala pediatrycznego Dzieciątka Jezus w Rzymie. Wbrew protestom włoskiego konsula w Wielkiej Brytanii sędzia podtrzymał jednak decyzję o odłączeniu Alfiego od aparatury wspomagającej oddychanie.

W obronie angielskiego chłopca ponownie zaapelował wczoraj wieczorem papież. O godz. 21.15 Franciszek napisał na Tweeterze: „Poruszony modlitwami i wielką solidarnością okazywaną Alfiemu Evansowi, ponawiam mój apel, aby ból ich rodziców został wysłuchany i by spełniono ich pragnienie podjęcia nowych form terapii”.

Aby uratować angielskiego chłopca do Liverpoolu udała się wczoraj osobiście dyrektor rzymskiego szpitala, w którym miałoby być kontynuowane jego leczenie i który już teraz zajmuje się dziećmi, którzy cierpią na to samo schorzenie. Szpital, w którym przetrzymywany jest Alfie, nie chciał z nią jednak rozmawiać.

- Spotkałam się z bardzo chłodnym przyjęciem. Atmosfera chłodna, niegościnna – powiedziała Radiu Watykańskiemu Maria Enoc. - Wpuszczono mnie jedynie do poczekalni, gdzie rozmawiałam przede wszystkim z rodzicami. Tata Alfiego Thomas był oczywiście bardzo rozdrażniony. Trudno nam było w ogóle zrozumieć, co się dzieje. Kiedy powiadomiono nas, że rozpocznie się cała procedura musiałam odejść. Również dlatego, że Thomas był zdruzgotany, był w złym stanie. Bardzo dobrze go rozumiem. Było z nami wielu krewnych, rodzina bardzo prosta, liczne rodzeństwo. Mnie towarzyszył lekarz z naszego szpitala. Był też kapłan, który, jak mi się wydaje, udzielił dziecku sakramentów.

Maria Enoc zapewnia, że w rzymskim szpitalu wszystko jest gotowe na przyjęcie angielskiego chłopca. Włoskie władze zapewniły, że zajmą się jego transportem samolotem rządowym. Dyplomacja musi się jednak uporać z oporem brytyjskich urzędów.

Apel o uwolnienie Alfiego ponowił też dziś rano prezes papieskiej Akademii Życia abp Vincenzo Paglia. - Myślę, że papież w swym ostatnim apelu dał wyraz odczuciom zdecydowanej większości ludzi, którzy rozumieją ból rodziców, tych, którzy dali mu życie i teraz nie mogą przyglądać się dziełu śmierci – stwierdził abp Paglia. - Potrzebujemy nowej kultury, nowego przymierza między lekarzami i tymi, którzy są przywiązani do życia najsilniejszymi więzami rodzicielstwa. Nie można podejmować takich decyzji bez uwzględniania tych więzi. Jak to możliwe, że decyzję o kontynuowaniu leczenia powierza się sądowi. Trzeba uszanować te podstawowe więzi, aby uniknąć jeszcze większego dramatu. Musimy się wyzwolić z atmosfery sporów ideologicznych i potwierdzić, że najważniejsze jest człowieczeństwo. Tylko w ten sposób możemy uniknąć tych nieludzkich i bolesnych wypaczeń.

Prezes Papieskiej Akademii Nauk wyraził nadzieję, że całe to bolesne wydarzenie obudzi sumienia Brytyjczyków i doprowadzi do stworzenia nowego systemu, w którym prawa rodziców zostaną uszanowane.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Konferencja poświęcona Zofii Kossak

2018-04-25 08:36

senat.gov.pl

24 kwietnia 2018 r. w Senacie – z inicjatywy senatora Artura Warzochy – odbyła się konferencja „W obronie wartości chrześcijańskich i patriotycznych. Senat RP w hołdzie Zofii Kossak w 50. rocznicę śmierci”, zorganizowana przez Komisję Kultury i Środków Przekazu we współpracy z Akademią im. Jana Długosza w Częstochowie.

senat.gov.pl

Konferencja jest kontynuowana drugiego dnia w Częstochowie, w siedzibie Akademii im. Jana Długosza, ul. Zbierskiego 2/4 (sala 1.05). Celem konferencji jest przedstawienie spuścizny Zofii Kossak oraz upowszechnienie wiedzy o tej wybitnej postaci oraz jej twórczości. Wydarzenie poprzedzi otwarcie wystawy poświęconej pisarce i działaczce społecznej przygotowanej przez Muzeum Zofii Kossak w Górkach Wielkich oraz fundację jej imienia.


Konferencję poprzedziło otwarcie wystawy „Bezcenne dziedzictwo. Zofia Kossak (1889–1968)”, przygotowanej przez Muzeum Zofii Kossak-Szatkowskiej w Górkach Wielkich i Fundację im. Zofii Kossak. Na ekspozycji, prezentowanej w Senacie również z inicjatywy senatora Artura Warzochy, przedstawiono kolejne etapy życia pisarki, począwszy od dzieciństwa i młodości na Lubelszczyźnie i Wołyniu, poprzez okres międzywojenny spędzony w Górkach Wielkich, lata okupacji w Warszawie (udział w konspiracji, działalność w Komitecie Pomocy Żydom „Żegota”, pobyt w obozie w Auschwitz), 12-letnią emigrację w Anglii i działalność po powrocie do Polski w 1957 r.

senat.gov.pl

Jak powiedziała wicemarszałek Maria Koc, pisarka została skazana na niepamięć w okresie PRL ze względu na wyznawane przez nią wartości, głębokie przywiązanie do wiary i patriotyzm. Nie zmieniło się to nawet po 1989 r. „Jej miejsce jest w panteonie największych Polaków (…) Przywróćmy to bezcenne dziedzictwo, czerpmy z niego, niech będzie inspiracją dla wszystkich” – apelowała wicemarszałek Senatu.

Prezes IPN Jarosław Szarek dodał, że wielkość Zofii Kossak polega na wierności wartościom cywilizacji łacińskiej. To one dały jej siłę na czas wojny.

Pisarkę wspominała też jej wnuczka Anna Fenby Taylor. Jak mówiła, dla wnuków Zofia Kossak była przede wszystkim kochającą babcią, traktującą każdego z nich z należytą uwagą. Jej niezwykłe życie i twórczość mogą inspirować przyszłe pokolenia.

Otwierając konferencję, wicemarszałek Maria Koc podkreśliła, że – podobnie jak wystawa – stanowi ona cenną inicjatywę w przywracaniu pamięci zarówno o dziele życia, jak i twórczości Zofii Kossak. Jak zaznaczyła wicemarszałek, pisarka była postacią wyjątkową pod każdym względem. W czasach próby wykazała się heroizmem. Przez całe życie zachowywała się godnie, co zawdzięczała wierze. „Każdej chwili mego życia wierzę, ufam, miłuję” – takie słowa towarzyszyły jej jako więźniarce obozu Auschwitz-Birkenau.

List marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego do uczestników konferencji odczytał senator Artur Warzocha.

O kodeksie wartości Zofii Kossak mówił wnuk pisarki prof. François Rosset z Uniwersytetu w Lozannie. Jak Twardowski na księżycu – tak, jego zdaniem, czuła się pisarka nie tylko podczas przymusowej emigracji na farmie w Kornwalii, alei obserwując środowisko polskich emigrantów w Londynie. Jak zaznaczył, całe swoje życie, w tym literackie, zbudowała wokół wiary. Wszystkie działania traktowała jako służbę Bogu, ludziom i ojczyźnie. Pogoda ducha, życzliwość, bezgraniczne zaufanie Bogu – tak Zofia Kossak była postrzegana. Zdaniem prof. Françoisa Rosseta całe jej dzieło przeczy jednak bajkowej wizji wiary. Jej powieści pokazują, że wiara to największa z prób. Jak wynika ze wspomnieniowej powieści „Z otchłani”, obozy koncentracyjne postrzegała jako skrajne zło, a jako katoliczka – jako grzech, a ten podlega odkupieniu i wybaczeniu. Prof. François Rossetprzypomniał też kredo dla Europy z eseju „Oblicze matki”: nie zapominać, przebaczać, poznać i zrozumieć. Podkreślił także, że dla Zofii Kossak najwyższą wartością był człowiek, niezależnie od poglądów i religii. Każdy zasługiwał na troskę i szacunek. Jak zaznaczył prof. François Rosset, nie była to wizja czy pogląd „z księżyca” dla kogoś, kto głęboko odczuwał płynącą z wiary i miłości do ojczyzny odpowiedzialność, związaną z przekonaniem, że „Królestwo Boże należy budować już tu, na ziemi, w Polsce, w Europie, nie na księżycu”.

Senator Jan Żaryn przedstawił działalność Zofii Kossak na rzecz ratowania Żydów w czasie II wojny światowej. Przypomniał, że w 1941 r., wraz z przyjaciółmi i księdzem Edmundem Krauzem z parafii św. Krzyża, utworzyła Front Odrodzenia Polski, odwołujący się do nauki społecznej Kościoła katolickiego. Współpracowała też z katolicką konspiracyjną Federacją Organizacji Narodowo-Katolickich „Unia”. W sierpniu 1942 r. opublikowała „Protest!”, mający na celu określenie stanowiska polskich katolików wobec zagłady Żydów. Powoływała się w nim na zasady wiary katolickiej i uniwersalne wartości chrześcijaństwa – miłość bliźniego: „Polak katolik musi pomagać!”. „Możemy być dumni z Zofii Kossak” – mówił senator Jan Żaryn. To dzięki jej postawie stosunek Polaków do Żydów nie poddał się niemieckiej antysemickiej propagandzie. We wrześniu 1942 r. wraz z Wandą Krahelską pisarka powołała Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom, przekształcony w Radę Pomocy Żydom „Żegota”. Za tę działalność, wynikającą z nakazu sumienia, po wojnie została odznaczona medalem „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”.

Prelegenci, mówiąc o życiu i twórczości Zofii Kossak, wskazywali na jej niezwykłą osobowość, siłę fizyczną i psychiczną, wolność sumienia, spójność twórczości z postawą społeczną. Przytaczali świadectwa o pisarce, m.in. Władysława Bartoszewskiego i Jana Karskiego, który nazwał ją najszlachetniejszym płomieniem Polski podziemnej. Jej życie i utwory pokazują, że bez względu na okoliczności zawsze stawała w obronie wartości ludzkich i chrześcijańskich. Nakazy swojej wiary traktowała z wielką powagą. W ocenie prof. Krzysztofa Dybciaka z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie była pierwszą pisarką, która w swoich dziełach pokazała istotę 2 największych totalitaryzmów XX w.: w „Pożodze” żywiołowość anarchii, a w „Z otchłani” – systematyczność zbrodni narodowego socjalizmu niemieckiego. Mówiąc o prekursorstwie twórczości Zofii Kossak, wskazał m.in. na jej rolę w procesie historyczno-literackim. Jego zdaniem osiągnęła ona doskonałość w tradycyjnej powieści historycznej, stwarzając jeden z ważniejszych modeli literatury religijnej, który stał się inspiracją dla późniejszych twórców.

Podczas konferencji został ogłoszony konkurs literacko-plastyczny dla uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych„Zofia Kossak na nowo – komiksowo”, organizowany przez Towarzystwo Historyczne im. Szembeków, Oddział w Częstochowie. Pomysłodawcą konkursu jest senator Artur Warzocha. Zaprezentowano też publikację „«Nieznany Kraj» Zofii Kossak. Powrót do czytelnika po 50. latach”.

II część konferencji odbędzie się 25 kwietnia 2018 r. w Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem