Reklama

Kołyma - Kościół na końcu świata

Ks. Rafał Brzuchański
Edycja bielsko-żywiecka 13/2011

Po 10 latach służby na Ukrainie w archidiecezji lwowskiej, Pan dał mi łaskę zmierzenia się z Rosją. Tak trochę z doskoku. I tylko na 3 miesiące. Zrodziła się potrzeba zastępstwa kapłana w parafii na Kołymie. Konkretnie w Magadanie

Trzynastego sierpnia minionego roku w Częstochowie zawierzyłem Niepokalanej całe to przedsięwzięcie. Spakowałem plecak, zabrałem tzw. podręczny bagaż i 17 sierpnia 2010 r. wsiadłem w Warszawie do samolotu lecącego do Moskwy. Rosja walczyła z pożarami. Nad lotniskiem Szeremietiewa unosiła się letnia sierpniowa mgiełka. Bardzo ciepło. W poczekalniach klimatyzacja pracuje bez zarzutu. W terminalu przewijają się ludzie o różnych twarzach. Oblicza o rysach gruzińskich, ormiańskich, azjatyckich, mongolskich i oczywiście europejskich. Przemknęło nawet kilku murzynów. Słychać różne języki, choć dominuje rosyjski, który jest oficjalnym na terenie całej Federacji. Czekanie uczy pokory. Zwłaszcza ośmiogodzinne. Ludzie drzemali, pili wodę mineralną, czytali gazety i książki oraz „gmerali” w laptopach. W końcu doczekałem odprawy na kurs Moskwa - Magadan. Po 8 godzinach lotu Boeing dotknął kołami płyty lotniska.
Aniołowie święci, oby tak zawsze, dziękuję wam. Z nieukrywaną ulgą zszedłem po trapie i dotknąłem nogami kołymskiej ziemi. Na lotnisku czekał na mnie ks. proboszcz Michael, Amerykanin z Alaski i s. Małgorzata, Polka, siostra miłosierdzia, zwana popularnie szarytką. O tej godzinie jeszcze nie wiedziałem, że Pan realnie pokaże mi rzeczy o których czytałem w Ewangelii - „kto ma, temu będzie dodane”, i ten fragment o otrzymaniu stokroć więcej, kiedy się z czegoś rezygnuje. Ale to potem. Pan stopniowo i spokojnie odkrywa swoje tajemnice.

Kołyma

Nazwa pochodzi od rzeki o tej samej nazwie. Słowo, które u starszego pokolenia, znającego historię wywołuje niepokój i niedobre skojarzenia. Młodsze pokolenie zapewne nie do końca zdaje sobie sprawę z niszczycielskiej przestrzeni, które objawia ta nazwa. To obszar na którym władza radziecka na czele ze Stalinem stworzyła swoisty archipelag obozów pracy przymusowej, nazwany przez Sołżenicyna „archipelagiem gułag”. Początek stanowi rok 1929. Wtedy zaczęto budować zaplecze logistyczne i administracyjne Kołymy, które nazwano Magadan. Do tego czasu teren ten był bezludny i niezagospodarowany. Nie było elektryczności, dróg, jakichkolwiek oznak cywilizacji. Tylko tajga i góry zwane tutaj sopkami oraz rdzenni mieszkańcy Czukcze, którzy polując i łowiąc ryby budowali w pobliżu swoje jurty.
Dlaczego w tej części świata, bezludnej, o surowym klimacie, gdzie zima zaczyna się z początkiem października, a kończy z końcem maja, zaczęto budować miasto Magadan? Otóż w latach 20. ubiegłego wieku odkryto na Kołymie złoża surowców mineralnych, w tym złota, węgla, rożnego rodzaju rud oraz uranu. Towarzysze radzieccy na czele ze Stalinem postanowili w specyficzny sposób wykorzystać ludzi zamieszkujących teren Związku Sowieckiego do eksploatacji kołymskich skarbów. Należało stworzyć w tym celu odpowiednie prawo, więc napisano paragraf „58”, na podstawie którego ogłaszano wyroki - 5, 10, 15 i więcej lat pracy przymusowej na Kołymie. Za co? Za noszenie medalika, za udział w nabożeństwach w cerkwi i kościele. Za przynależność do organizacji patriotycznych, za nielegalne zebrania, za kontestowanie nowej władzy ludowej, za rzekomą „zdradę ojczyzny”. Warłam Szarłamow, który spędził w łagrach 18 lat, w swoich „Opowiadaniach kołymskich” przywołuje przypadek mężczyzny z Rosji zesłanego do łagrów tylko dlatego, że nielegalnie dokonał uboju swojego ostatniego barana. Do największej eksterminacji i zesłań dochodzi w latach 40. XX wieku, zwłaszcza po zakończeniu II wojny światowej, gdy Związek Sowiecki poszerzył swoje granice. Ukraińcy, Białorusini, Litwini, Łotysze, Polacy i oczywiście sami Rosjanie. Praktycznie cała środkowa i wschodnia Europa. Transportem więźniów zajmowało się NKWD oraz przedsiębiorstwo „Dalstroj”. W celu przewiezienia z Europy skazanych, wykorzystywano kolej, a w końcowej fazie statki, które z Władywostoku przez Morze Ochockie przewoziły więźniów do portu w Magadanie. To nie była wycieczka. Wielu skazanych, jak mówią żyjący świadkowie, zmarło w czasie podróży.

Moja kołymska trasa

Odebrałem plecak. Wraz z proboszczem i siostrą jedziemy z lotniska do parafii. To tylko 40 km. „Droga po której jedziemy to najdłuższy grobowiec na świecie” - powiedziała s. Małgorzata. Co to znaczy? „To znaczy, że pod powierzchnią drogi układano ciała zmarłych przy budowie tej trasy” - dopowiedział Michael. Z Magadanu do Jakucka jest ponad 2 tys. km. Aby móc transportować kołymskie złoża, należało najpierw wybudować drogi, których w tej części świata jeszcze nie było. W latach 30., przez 5 lat zbudowano ponad 700 km kołymskiej trasy. Śmiertelność wśród pracujących wynosiła w tym czasie ok. 80%. Miejsce pochówku długie na 2 tys. km.
Za oknami busa piękna pogoda. Świeci słońce, które wraz z zieloną listwienicą (modrzewiem) i błękitnym niebem daje odczucie niesamowitej przejrzystości i czystości. Wystające ponad zieleń sopki (góry) dodają powagi i surowości. Tak więc przebywając w Magadanie, przez pewien czas dane mi będzie jeździć po najdłuższym grobowcu na świecie. Wieczny odpoczynek racz im dać Panie.

Reklama

Miasto

Jedynym miastem na obszarze wielkością podobnym do Francji jest Magadan. Zamieszkane przez ok. 100 tys. mieszkańców. Pozostali mieszkają w tzw. pasiołkach, czyli osiedlach przypominających duże wioski. Miasto zbudowane między dwoma zatokami. Jedna z nich nosi nazwę Zatoka Nagajewa, nazywana tutaj „wrota Kołymy” z uwagi na port, do którego przypływają statki dostarczające towary dla miasta i województwa. W latach funkcjonowania łagrów przez „wrota” wpływały statki z więźniami. Do dziś zachowały się dwa stare pomosty.
Ponieważ, jak mówią harcerze, dobrze jest zrobić rozpoznanie terenu, zacząłem od spaceru po najbliższej dzielnicy. Nic specjalnego. Blokowisko, skrzyżowania i brak wyraźnej starej części miasta. Nie ma rynku i typowych kamieniczek. Najstarsze murowane budynki pamiętają Stalina. W porcie i przy zatoce stoją drewniane domki. Prawdopodobnie z lat 30. i 40. Niektóre z nich zamieszkałe, większość opuszczonych. Całość sprawia wrażenie delikatnego nieporządku. W nowej części Magadanu natknąłem się na pomnik Lenina. Dość okazały, z włosami „ufarbowanymi” przez ptaki. Przeniesiony z miejsca, gdzie obecnie trwa budowa cerkwi prawosławnej. Lenin stoi na skwerze wyłożonym kostką. Wokoło ławeczki. Dwoje dzieci bawi się ze stadkiem gołębi. Na ławkach kilku emerytów toczy rozmowy o życiu, a młode mamy z wózeczkami chodzą tu na spacery, zapewne dlatego, że skwer jest w miarę równy.
Pijąc herbatę z parafianami pomagającymi w duszpasterstwie zagadnąłem o pomnik Lenina. Oznajmiłem, że u nas w Polsce już nie stoją pomniki wodza, a w Magadanie jeszcze tak. Dlaczego tu stoi? „Ponieważ był mądrym człowiekiem, filozofem, a w czasie jego rządów w Rosji przeprowadzono elektryfikację” - usłyszałem odpowiedź. No cóż, brakło mi argumentów do dalszej dyskusji. „Poza tym, partia komunistyczna nie pozwala na usunięcie pomnika. Mówią, że teraz jest demokracja i każdy ma prawo do swoich przekonań” - dopowiedział Wołodia. A Stalin? „Stalin nie był dobry, mordował ludzi, Rosjan także” - stwierdziła Tamara.
Przez Kołymę w latach od 1930 do 1956 przewinęło się ponad 20 mln więźniów. Podobno od 4 do 6 mln nigdy nie odzyskało wolności. Ofiar praktycznie nie można dokładnie policzyć. Ich doczesne szczątki pozostaną tam do dnia przyjścia Pana. Obozy zaczęto zamykać po śmierci Stalina. Ostatni przestał pracować w 1957 r.
Współczesny Magadan żyje swoim rytmem wyznaczanym przez przyrodę i ludzi. Wielu znajduje tu zatrudnienie w górnictwie, przetwórstwie, rybołówstwie i w budżetówce. Najbliższym większym miastem do którego można dotrzeć drogą lądową jest Jakuck - ponad 2 tys. km. Innym jest Pietropawłowsk na Kamczatce - 2, 5 godz. lotu (An-24, raz w tygodniu).

Parafia Narodzenia Pańskiego

Jest koniec sierpnia. W jedynej rzymskokatolickiej parafii znajdującej się na obszarze wielkością przypominającym dwie Polski trwa właśnie kurs „alfa”. Na „alfie” słuchacz dowiaduje się o życiu Chrystusa, o Jego misji i Jego ciągłej obecności. Inicjatorem tych spotkań jest proboszcz, ks. Michael. Kursy takie odbywają się prawie co roku. Wspólnota katolicka w Magadanie obchodzi w bieżącym roku jubileusz 20-lecia. Bo trzeba zaznaczyć, że w tej części świata oficjalnie można głosić Chrystusa dopiero od 20 lat (w Polsce od 966 r.). Wcześniej docierali tu kapłani i wierni, ale ich przepowiadanie ograniczone było drutem kolczastym okalającym strefy cierpienia i morderczej pracy. Oni stali się „niemym ziarnem” rzuconym w ziemię. Oby z tej ofiary wyrosło dobro. Jednym z wielu dowodów działania Pana w Magadanie jest zbudowana 7 lat temu niewielka świątynia pw. Narodzenia Pańskiego. Stanowi wotum wdzięczności Bogu za dar wolności. To także miejsce modlitwy za ofiary i oprawców. Wokół świątyni znajduje się zaplecze duszpasterskie. Do kościoła przylega skromna kaplica - Męczenników Kołymskich. We wnętrzu kaplicy dwie charakterystyczne ikony przedstawiające świętych katolickich i prawosławnych, świadków Chrystusa. Wszyscy razem cierpieli za wiarę i sprawiedliwość w czasie represji. Pod krzyżem wyrzeźbionym przez Czukczę, pani Bronia złożyła swój dar - różaniec ugnieciony z chleba w czasie pobytu w obozie. Pani Bronia, Litwinka i katoliczka, aby zrobić ten różaniec, który stał się dla niej ostoją człowieczeństwa i wiary, nie jadła chleba przez 3 dni. Pod różańcem złożyła swoją obozową chustę z numerem. Gdy tylko pogoda i stan zdrowia pozwala, pani Bronia przychodzi na Msze św. i cały czas dziękuje Bogu. Za każdy dzień życia. Jej koleżanka, Olga z Ukrainy, która kilka lat przepracowała w obozach, twierdzi, że tylko dzięki modlitwie przetrwali trudny czas łagrów.
Wierni parafii Narodzenia Pańskiego pochodzą z wielu zakątków świata. Są wśród nich Rosjanie, Ukraińcy, Łotysze, Białorusini, Litwini, Koreańczycy, Buriaci, Kazachowie i Czukcze. Jest również Japonka. Babcia Jana, która pracowała w kopalni uranu, pochodzi z Białorusi, ale modlić się umie tylko po polsku. Wymierającą powoli społeczność stanowią byli więźniowie łagrów przywiązani do katolicyzmu (również grekokatolicy). Do kościoła zaglądają obecnie ich potomkowie lub ci, którzy w latach istnienia Związku Radzieckiego przyjechali tu do pracy. Władza radziecka dawała w tym czasie większe wypłaty niż w centralnej Rosji. Zachęcano w ten sposób ludność do osiedlania się na Dalekim Wschodzie. Bywa, że po kursach i rekolekcjach przychodzą protestanci i pytają o możliwość przejścia na katolicyzm. Społeczeństwo Dalekiego Wschodu jest otwarte na duchowość, jednak większość stanowią obojętni religijnie (najczęściej tylko ochrzczeni), wśród nich wyznawcy prawosławia oraz różnych sekt. Zdarzają się również przypadki obnoszenia się z ateizmem, wynikającym z miłości do poprzedniego systemu. Istnieje też nieokreślona grupa nieochrzczonych. Daleki Wschód Rosji dla człowieka z Polski jawi się jako pewnego rodzaju pustynia. To swoista próżnia wynikła z zawirowań historii oraz ścierania się dobra i zła, łaski i grzechu. Czy człowiek współcześnie żyjący w obszarze nazywanym „końcem świata”, a przez innych „początkiem” jest w stanie wypełnić tę próżnię Bogiem i człowieczeństwem? W każdym razie walka o człowieka i o miejsce Boga w jego życiu trwa nadal.
W każdą niedzielę po południu kapłan uprawia tzw. chrześcijaństwo katakumbowe lub blokowe, ponieważ jeździ z posługą sakramentalną do dwóch parafii filialnych, gdzie Msze św. odbywają się w mieszkaniach zaadaptowanych do potrzeb liturgii, w blokach mieszkalnych.
Oprócz tego, we wspólnocie pracują i modlą się 3 siostry szarytki. Dwie z Polski, jedna z Ameryki. Mieszkają w bloku na 4 piętrze, bez windy, 300 m od kościoła. Odwiedzają starszych, chorych i samotnych w mieście. Pamiętają również o prawosławnych. Swoją obecnością budują wspólnotę wiernych i dają świadectwo o Bogu, który jest Miłością.
Wspólnota katolicka w Magadanie jest niewielka. „Nie bój się mała trzódko”, powiedział kiedyś Pan. Statystyki i wykresy nie budują Kościoła. Buduje go łaska Boża i konkretni ludzie, którzy odpowiadając Bogu zaufali Mu i pokochali Go. Fundament założony przez męczenników Kołymy jest mocny. Żadne siły go nie przemogą. Należy mieć nadzieję, że Niepokalane Serce Maryi zwycięży na Dalekim Wschodzie. Obecnie największym skarbem Kołymy są ludzie i to oni są drogą Kościoła, którą pragnie kroczyć Zbawiciel.
Z końcem sierpnia ks. Michael wyjechał. Przygotowania do jubileuszu oraz sprawy dekanalne wymagały jego obecności poza parafią. Pan dał mi przebywać na pustyni przez ponad dwa miesiące. Pustynia odziera ze złudzeń i stawia człowieka w prawdzie. W prawdzie o Nim, o sobie i o drugim człowieku.
Jeśli ktoś pragnie materialnie wesprzeć pracę kapłanów krzewiących wiarę na Kamczatce, można to uczynić wpłacając ofiary na konto: Kuria Biskupia Koszalińsko-Kołobrzeska, ul. Kard. St. Wyszyńskiego 25, 75-062 Koszalin, PeKaO S.A. I/o Koszalin, ul. Jana z Kolna 11, 38-1240-1428-1111-0010-2151-8356, z dopiskiem „KAMCZATKA”.

* * *

Ks. Rafał Brzuchański - kapłan diecezji bielsko-żywieckiej. Od 2000 r. pracował na Ukrainie w archidiecezji lwowskiej. Przez trzy miesiące ubiegłego roku pełnił posługę duszpasterską na Kołymie i Kamczatce. Po krótkim pobycie w Polsce powrócił do parafii Narodzenia Pańskiego w Magadanie

Bazylika czy katedra?

Maciej Siciński
Edycja dolnośląska 39/2004

Bazylika, katedra, fara, kolegiata to nazwy kościołów, które często słyszymy, nie zawsze jednak wiemy, co się za nimi kryje. Postaram się w prosty sposób wyjaśnić te pojęcia, uwzględniając typy architektoniczne budowli i ich tytuły związane z funkcją lub przywilejami. Kościół św. Stanisława BM i św. Wacława M w Świdnicy przez niektórych nazywany bazyliką, przez innych katedrą, tak naprawdę funkcję katedry pełni od marca br., gdy stał się siedzibą biskupa diecezjalnego, matką i głową wszystkich kościołów w diecezji.

Ze względu na konstrukcję architektoniczną kościoły dzielimy na:
Bazylikę - kościół wielonawowy zbudowany na planie prostokąta z nawą główną wyższą i przeważnie szerszą od bocznych oraz posiadającą niezależny od nich dach, oświetloną oknami znajdującymi się ponad nawami bocznymi. Wywodzi się ze starożytnego Rzymu, gdzie była salą sądowo-targową.
Kościół salowy - jednonawowa świątynia zbudowana na bazie prostokąta - jej wnętrza nie dzielą kolumny. Wywodzi się z wczesnochrześcijańskich kościołów domowych.
Kościół halowy - wielonawowa świątynia, w której nawa główna i nawy boczne są tej samej wysokości, przykrywa je wspólny dach i nawa główna jest oświetlona oknami znajdującymi się w ścianach naw bocznych.
Kościół schodkowy (pseudobazylika) - odmiana kościoła halowego, różni się od niego tym, iż nawy boczne są nieco niższe od nawy głównej.
Kościół centralny - świątynia, której wszystkie elementy zorientowane są na jeden punkt znajdujący się w centrum. Budowana najczęściej na planie koła, kwadratu, wielokąta i ich wariantów.

Ze względu na tytuł i funkcję, jaką pełnią, kościoły dzielimy na:
Bazylika większa (patriarchalna) - kościół podporządkowany bezpośrednio Papieżowi, wyróżniający się tronem i ołtarzem papieskim zastrzeżonym dla niego i upoważnionych przez niego prałatów. Zalicza się tu bazyliki rzymskie: św. Piotra na Watykanie, św. Pawła za Murami, Matki Bożej Większej, św. Jana na Lateranie i św. Wawrzyńca oraz św. Franciszka i Najświętszej Maryi Panny od Aniołów w Asyżu.
Bazylika mniejsza - honorowy tytuł nadawany kościołom przez Papieża. Po raz pierwszy tytuł ten nadał w 1783 r. papież Pius VI kościołowi św. Mikołaja w Tolentino. W 1836 Kongregacja Obrzędów przeniosła na b. m. przywileje nadane kolegiatom. Obecnie tytuł ten posiada większość znaczniejszych kościołów kolegiackich, klasztornych oraz sanktuariów, np. katedra i kościół garnizonowy we Wrocławiu, sanktuaria w Wambierzycach i Trzebnicy.
Katedra - kościół biskupa diecezjalnego, w którym znajduje się jego tron, jest głównym kościołem diecezji. Duchowni powołani do posługi liturgicznej w katedrze to kanonicy tworzący kapitułę katedralną. Jeśli z jakiegoś powodu niemożliwe jest sprawowanie liturgii w katedrze to biskup wybiera inny kościół na prokatedrę do czasu np. odbudowy katedry.
Kolegiata - kościół z kolegium kanoników nie będący siedzibą biskupa. Posiada prawo pierwszeństwa przed pozostałymi świątyniami w danej miejscowości.
Tum - średniowieczna nazwa katedry i kolegiaty.
Kościół parafialny - główna świątynia gminy wyznawców, kierowana przez proboszcza.
Fara - główny kościół w mieście (dawniej będący pod opieką cechów). W siedzibie biskupa drugi kościół po katedrze.
Kościół filialny - świątynia podporządkowana kościołowi parafialnemu. Najczęściej znajduje się w rozległych parafiach i umożliwia wiernym uczestnictwo w nabożeństwach bez dojeżdżania do kościoła parafialnego.
Kościół klasztorny - kościół przy klasztorze, dawniej kościoły klasztorne nie miały prawa do prowadzenia parafii.
Kaplica - niewielka budowla sakralna służąca jako miejsce modlitwy lub odprawiania nabożeństw dla małej grupy wiernych. Kaplica może być niezależnym budynkiem lub być częścią innego, np. kościoła, zamku, szpitala.

W metropolii wrocławskiej są obecnie trzy katedry: św. Jana we Wrocławiu, Świętych Piotra i Pawła w Legnicy i św. Stanisława i św. Wacława w Świdnicy.

Ratujmy świdnicką katedrę!

Wszyscy, którzy chcą wesprzeć trwające od 9 lat prace remontowe w świdnickiej katedrze, mogą dokonywać wpłat na konto: BZ WBK S.A. I O/Świdnica 24 1090 2369 0000 0006 0200 1960
Parafia rzymskokatolicka
św. Stanisława BM i św. Wacława M
pl. Jana Pawła II 1
58-100 Świdnica
Za ofiary składamy serdeczne Bóg zapłać

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Ewa Kowalewska o waszyngtońskim Marszu dla Życia: tłum radosnych ludzi manifestujących swoje zaangażowanie pro-life

2019-01-18 21:18

pra / Gdańsk (KAI)

„Atmosfera tego marszu jest absolutnie unikalna, wręcz niesamowita. To niezapomniane przeżycie znaleźć się w tłumie tak wielu młodych, radosnych ludzi, manifestujących swoje zaangażowanie w obronie życia” - wspomina Ewa H. Kowalewska. Prezes Human Life International w Polsce w waszyngtońskim Marszu dla Życia uczestniczyła trzykrotnie i - jak mówi - „za każdym razem było to coś niepowtarzalnego”.

dlazycia.info

W dzisiejszym newsletterze Human Life International w Polsce Ewa H. Kowalewska przypomina historię Marszu dla Życia, który w tym roku w Waszyngtonie przejdzie po raz czterdziesty szósty. Odbywa się on w rocznicę niesławnej decyzji Sądu Najwyższego USA w sprawie Roe contra Wade, która w 1973 roku w praktyce zalegalizowała aborcję na życzenie podczas całej ciąży, aż do urodzenia dziecka.

W tym roku Marsz odbywa się pod hasłem „Jedyny w swoim rodzaju od pierwszego dnia: pro-life jest pro-naukowe”. „W ten sposób organizatorzy chcą pokazać, że każda istota ludzka jest unikalna, niepowtarzalna od samego poczęcia oraz połączyć te fakty z rzetelną wiedzą, która zawsze stoi po stronie prawdy i życia” - komentuje Ewa Kowalewska.

Marsz tradycyjnie przejdzie Aleją Konstytucji pod Kapitol oraz gmach Sądu Najwyższego. Zapowiedziano wielu znakomitych gości, w tym abp. Josepha Neumanna przewodniczącego Komitetu ds. Aktywności Pro-life Konferencji Episkopatu USA. Narrację ma prowadzić znany dziennikarz Ben Shapiro.

Z okazji Marszu organizowanych jest wiele wydarzeń towarzyszących. Większość dużych organizacji przygotowuje własne spotkania dla swoich wolontariuszy i pracowników, najczęściej połączone z posiłkiem. Wieczorem poprzedniego dnia odbywa się Msza św. w waszyngtońskiej katedrze, po której wielu młodych pozostaje na całonocnym czuwaniu. „Punktem kulminacyjnym jest jednak uroczysta kolacja po marszu nazywana „Rose Dinner”. W tym roku ma w niej wziąć udział wiceprezydent USA Mike Pence, który od lat jest osobiście związany z ruchem pro-life” - informuje prezes HLI Polska.

Human Life International, najstarsza w USA organizacja pro-life, założona przez benedyktyna o. Paula Marxa w 1974 roku, od początku uczestniczy w Marszu zwartą grupą swoich wolontariuszy i pracowników. „Atmosfera tego marszu jest absolutnie unikalna, wręcz niesamowita. To niezapomniane przeżycie znaleźć się w tłumie tak wielu młodych, radosnych ludzi, manifestujących swoje zaangażowanie w obronie życia” - wspomina Ewa H. Kowalewska. Prezes Human Life International w Polsce w waszyngtońskim Marszu dla Życia uczestniczyła trzykrotnie i - jak mówi - „za każdym razem było to coś niepowtarzalnego”.

„18 stycznia duchowo łączymy się z obrońcami życia z Ameryki! Papież Franciszek ogłosił odpust zupełny pod zwykłymi warunkami dla wszystkich, którzy tego dnia będą się łączyć w modlitwie w intencji obrony życia z uczestnikami Marszu dla Życia w Waszyngtonie - przyłączmy się” - zachęca Ewa Kowalewska.

Waszyngtoński Marsz dla Życia jest największym tego typu wydarzeniem na świecie. Weźmie w nim udział kilkaset tysięcy ludzi, w większości młodych. „Udział w nim robi wielkie wrażenie, bo jest to autentyczna, radosna afirmacja życia” - mówi Ewa Kowalewska. Marsz dla Życia w Waszyngtonie jest ukoronowaniem podobnych akcji pro-life, które w tych dniach odbywają się w ponad osiemdziesięciu amerykańskich miastach.

Prezes HLI Polska zwraca uwagę, że batalia o zaprzestanie aborcji w ostatnich latach w Ameryce nasila się coraz bardziej. „Od ujawnienia handlu organami zabijanych dzieci przez Planned Parenthood, organizację posiadającą najwięcej placówek aborcyjnych w USA, rozgorzała walka o pozbawienie ich funduszy federalnych. Są to duże pieniądze i jest o co walczyć. Zamknięto już ponad 200 placówek aborcyjnych, ale proceder zabijania poczętych dzieci nadal trwa. Wybór prezydenta Trumpa wzmocnił amerykański ruch pro-life, jednak każdy krok w kierunku delegalizacji aborcji wywołuje totalną awanturę, wspieraną głównie przez demokratów” - pisze Kowalewska.

W najnowszym newsletterze HLI Polska zauważono także, że po ostatnich zmianach w amerykańskim Sądzie Najwyższym większość sędziów jest po stronie ochrony życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem