Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

Nie tylko wyjście z grobu

Z ks. prof. Józefem Naumowiczem rozmawiała Milena Kindziuk
Edycja warszawska (st.) 13/2002

Zmartwychwstanie Jezusa oznacza, że On żyje: w Kościele, w sakramentach, w sercach ludzi. Obecny jest w miłości, dobroci, przyjaźni, prawości - mówi ks. prof. Józef Naumowicz, znawca pierwszych wieków chrześcijaństwa, wykładowca na Uniwersytecie kard. S. Wyszyńskiego. Wyjaśnia też, jak liczymy datę Wielkanocy i dlaczego jest ona świętem ruchomym.

MILENA KINDZIUK: - Malarze często ukazują Chrystusa wychodzącego z grobu. Czy tak wyglądało Zmartwychwstanie?

KS. PROF. JÓZEF NAUMOWICZ: - To artystyczne wyobrażenie. Sam moment Zmartwychwstania nie miał jednak świadków. Nie widziało go żadne ludzkie oko. Nie jest też możliwe do dokładnego opisania ani przedstawienia. Ewangelie tylko tyle nam przekazują: Chrystus, który umarł, znów żyje i można Go spotkać. I na tym polega istota Zmartwychwstania.

- O Zmartwychwstaniu świadczy pusty grób. Gdy Jan Apostoł wszedł do niego "ujrzał i uwierzył" - jak mówi Ewangelia.

- Tak, zadziwiły go leżące tam płótna i sposób ich rozmieszczenia. Pamiętał, jak Jezus został pochowany. Wcześniej bowiem był świadkiem Jego ukrzyżowania, przebicia boku, śmierci. Niewątpliwie uczestniczył też w złożeniu Go do grobu. Widział, w jaki sposób ciało po namaszczeniu zawinięto w całun i obwiązano, a nadto głowę owinięto " chustą", czyli innym kawałkiem płótna. Gdy natomiast w niedzielę rano wszedł do wnętrza grobu, zobaczył płótna leżące na tym samym miejscu, co w piątek wieczorem. Ponieważ ciało zniknęło, całun opadł. Leżał rozpostarty, ale opaski nie były ruszone. Podobnie, chusta pozostała w tej samej pozycji - nietknięta - jak wtedy, gdy owijała głowę zmarłego. Ciała Jezusa więc nikt nie wydobył z owych płócien. On sam z nich wyszedł w cudowny sposób, nie naruszając układu płócien pogrzebowych.

- Nie było więc to tak, jak w przypadku Łazarza po jego wskrzeszeniu?

- Łazarzowi trzeba było zdjąć opaski, odwinąć chustę, a wszystko działo się na oczach ludzi. Ale on jedynie wracał do poprzedniego stanu, i później ponownie musiał umrzeć. Czym innym jest zmartwychwstanie Jezusa: On nie cofa się do zwykłego życia, ale przekracza próg śmierci. Nie jest już z tego świata, choć zarazem pozostaje w nim obecny.

- Jezus wyszedł z grobu, jak Jonasz z brzucha morskiego potwora?

- Tak, ale nie jest tu ważne jedynie samo "wyjście z grobu". W przypadku Jonasza chodziło o to, że jego przebywanie w brzuchu owego potwora nie tylko nie zakończyło się śmiercią, ale stało się początkiem misji poza granicami jego kraju, przed czym wcześniej się bronił. Stało się początkiem nowego oddziaływania proroka: poszedł on do pogańskiej Niniwy i ją nawrócił. Podobnie śmierć Jezusa i Jego pogrzeb nie oznaczają, że Jego misja się skończyła, ale że wtedy zaczął się jej nowy etap. Od swego zmartwychwstania żyje On i działa w szczególny sposób, nie ogranicza się już do jednego miejsca, narodu, skrawka ziemi. To początek innego rodzaju obecności. Zmartwychwstanie Jezusa oznacza więc, że On żyje: w Kościele, w sakramentach, w sercach ludzi na całym świecie. Obecny jest w miłości, dobroci, przyjaźni, przebaczeniu, prawości. Daje nadzieję zmartwychwstania ostatecznego.

- Jest jeszcze inna analogia. Jonasz przebywał we wnętrznościach ryby przez trzy dni.

- Zgodnie z interpretacją starotestamentalną, po trzech dniach od chwili zejścia z tego świata zaczynał się rozkład ciała. Łazarz leżał w grobie "już cztery dni", jak mówi Ewangelia i jego ciało zaczęło ulegać rozkładowi. Chrystus powstaje z martwych właśnie trzeciego dnia, zanim się zaczął rozkład Jego ciała.

- Centralne dla chrześcijaństwa wydarzenie zmartwychwstania Chrystusa wspominamy co roku. Dlaczego więc data Wielkanocy jest ruchoma?

- Bo jest wyznaczana według kalendarza księżycowo-słonecznego, jakim posługiwano się w Izraelu, także przy wyznaczaniu święta Paschy. Miesiące księżycowe mają inny bieg, niż w kalendarzu słonecznym, jakim posługujemy się w naszym obszarze kulturowym.

- A jak wyznaczano datę Paschy w Izraelu?

- Podaje to Księga Wyjścia, gdy określa zasady pierwszej Paschy, jaka rozpoczynała cudowne wyzwolenie z niewoli egipskiej. Księga ta mówi o zabiciu i spożywaniu baranka z chlebem niekwaszonym i gorzkimi ziołami. Opis kończy się wezwaniem do corocznego odnawiania podobnego obrzędu. Wskazuje również dokładną datę, kiedy należy to czynić: w pierwszym miesiącu roku, czternastego dnia miesiąca, o zmierzchu. Miesiąc, o którym tu mowa, to miesiąc księżycowy, a więc wyznaczony przez fazy Księżyca. Miesiąc ten zaczyna się od nowiu ( Księżyc zwrócony jest wtedy ku Ziemi częścią nieoświetloną i pozostaje niewdoczny) i trwa 28 lub 29 dni. Jego czternasty dzień przypada wtedy, gdy blask tego ciała niebieskiego staje się pełny i najjaśniej rozświetla mroki nocy. Jeżeli pełnia ta następuje po wiosennym zrównaniu dnia z nocą, należy do miesiąca, zwanego "Nisan". Wtedy, a więc podczas pierwszej wiosennej pełni księżyca, świętowano doroczną Paschę.

- A dlaczego Pascha wiąże się z Wielkanocą?

- Jezus bowiem umarł i zmartwychwstał w czasie tego głównego święta Izraela. Także Eucharystię ustanowił podczas wieczerzy paschalnej. Gdy więc Jego uczniowie obchodzili doroczną pamiątkę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, nawiązywali do kalendarza stosowanego w Starym Testamencie.

- Ewangelie nie są jednak zgodne, czy w czasie Paschy Chrystus spożywał Ostatnią Wieczerzę czy też został już ukrzyżowany.

- Pozostańmy przy tradycji ustanowionej przez Ewangelię św. Jana, która zwraca szczególną uwagę na znaczenie symboliczne dat. Według niej, Jezus umarł czternastego dnia miesiąca Nisan, który wówczas wypadł w piątek. Śmierć nastąpiła wkrótce po godzinie dziewiątej, która odpowiada mniej więcej naszej godzinie piętnastej (było dwanaście godzin dziennych i dwanaście godzin nocnych). Chrystus umierał na Golgocie w czasie, gdy w świątyni zabijano baranki na ucztę paschalną. Stawał się nowym barankiem paschalnym, który zastąpił ofiarę Starego Przymierza. Wieczorem była pełnia: na niebie pojawiał się jasny, pełny księżyc. Zasiadano wtedy do uczty paschalnej. Jezus natomiast swą wieczerzę spożywał wraz uczniami dzień wcześniej. Postępował według innego kalendarza lub też z własnej woli przyśpieszył ucztę paschalną. Ostatnia Wieczerza odbywała się jednak w atmosferze rozpoczynającego się święta, zachowywała starożytny ryt, będąc zarazem już nową Paschą.

- Jaka może być najwcześniejsza data Wielkanocy?

- Nie może ona przypadać przed 22 marca. Zawsze następuje po wiosennym zrównaniu dnia z nocą, ustalonym na 21 marca. Równonoc ta ma znaczenie symboliczne: wyznacza dzień, gdy po mrocznej zimie, światło dnia staje się dłuższe od ciemności nocy. Symbolizuje zwycięstwo światła nad ciemnością. Powszechnie była przyjmowana jako pierwszy dzień wiosny, a więc nowego życia. Stąd datę Paschy wyznacza zawsze pierwsza pełnia Księżyca po wiosennym zrównaniu dnia z nocą, datę Wielkanocy zaś - pierwsza niedziela po pierwszej wiosennej pełni Księżyca.

- Mówi się, że każda niedziela to cotygodniowa Wielkanoc.

- Tak, każda niedziela jest pamiątką Zmartwychwstania. Zauważmy, że zmartwychwstały Jezus przychodzi do swoich uczniów zawsze w pierwszym dniu po szabacie, czyli w dniu po sobocie. "W pierwszym dniu tygodnia" ukazał się Marii Magdalenie i uczniom z Emaus, "pierwszego dnia tygodnia" ukazał się uczniom w Wieczerniku, a "po ośmiu dniach", czyli też w pierwszym dniu tygodnia zjawił się w Wieczerniku ponownie, gdy był już Tomasz. Wynikają stąd ważne przesłania dla naszego traktowania niedzieli.

- Jakie?

- Że jest ona "pierwszym dniem". Ona nie kończy tygodnia, nie jest ostatnim jego dniem jak w systemie rozkładu naszej pracy, nie jest to weekend - jak w systemie naszego wypoczynku. To pierwszy dzień tygodnia, który rozpoczyna nowy czas. Jak wtedy w pierwszym dniu tygodnia Chrystus łamał chleb uczniom w Emaus i zjawił się w Wieczerniku, tak dzisiaj nie można właściwie przeżyć niedzieli bez spotkania Chrystusa Zmartwychwstałego w Wieczerniku, czyli we Mszy św.

- A jak obchodzono samą Wielkanoc w pierwszych wiekach chrześcijaństwa?

- Przede wszystkim było to najważniejsze święto w roku, tym bardziej, że do IV w. nie znano przecież Bożego Narodzenia. Inną cechą starożytnych obchodów było to, że Wielkanoc była mocno związana z chrztem i całą tajemnicą odrodzenia przez sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego. W zasadzie chrztu udzielano tylko na Wielkanoc, albo przede wszystkim w ową Wielką Noc. Dzięki temu po każdym święcie wspólnoty odradzały się, zasilone przez nowe wielkie grono ochrzczonych. Liturgia wielkanocna była połączona z długą lekturą Pisma Świętego, całonocnym czuwaniem.

- W wielu bizantyńskich kościołach i na ikonach jako " Zmartwychwstanie" przedstawia się "Zstąpienie do Otchłani". Dlaczego?

- Bo przedstawienie to ukazuje istotę Zmartwychwstania: zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią i zaproszenie wszystkich ludzi do udziału w tym zwycięstwie. Pokonanie śmierci jest tu przedstawione w sposób niezwykle dramatyczny: oto Chrystus roztrzaskuje bramy piekieł, rozrywa pęta, więzy, łańuchy śmierci, depcze złe moce. Pokonuje śmierć, ale dokonuje tego nie tylko dla siebie, ale dla ludzi. Trzyma bowiem za rękę Adama i Ewę, za którymi podążają całe pokolenia. Pierwsi rodzice symbolizują bowiem ludzkość. Chrystus chwyta ich nie za dłoń, ale dokładnie w tym miejscu ręki, gdzie mierzy się puls, znak życia - i przenosi ich do istnienia. Obraz może najwięcej powiedzieć, czym jest Zmartwychwstanie: pokonaniem śmierci, ale też przeniesieniem do życia.

- Skąd się wzięło "Triduum paschalne"?

- Sama nazwa, mimo że łacińska, pojawiła się chyba dopiero w XX w. Jednak uroczystości Wielkiego Czwartku, Piątku i Soboty sięgają początków chrześcijaństwa. Każdy dzień miał własny charakter: czwartek wyznaczał koniec czterdziestodniowego przygotowania do Wielkanocy, był dniem pojednania pokutników, później stał się dniem wspomnienia Wieczerzy Pańskiej. Piątek - dzień Męki Pańskiej, w sobotę oddawano cześć Chrystusowi złożonemu do grobu. Bardzo ciekawy opis tych trzech wielkich dni w Jerozolimie pozostawiła pątniczka Egeria w końcu IV w.

- A tradycja grobów w kościołach?

- Upamiętnia ona złożenie Chrystusa do grobu, chociaż tradycja ta istniała nie zawsze i nie wszędzie. W średniowieczu, zwłaszcza w krajach północnych, pojawił się zwyczaj, że w Wielki Piątek w grobie składano krzyż, a nawet stawiano Najświętszy Sakrament. Stąd wywodzi się tradycja ubierania grobów, która w Polsce przybrała specjalny charakter zwłaszcza w okresie zaborów w XIX w. czy w oczasie stanu wojennego. Dodajmy, że np. w kościołach w Irlandii w niemal każdym ołtarzu widać wbudowany grób Chrystusa - umarłego i zarazem zmartwychwstałego. Ma to wielką wymowę teologiczną.

- Św. Paweł porównał Zmartwychwstanie do tajemnicy ziarna, które obumiera, aby dać wielokrotne życie.

- Jest to ciekawe porównanie. Ziarno bowiem, gdy nie obumiera, pozostaje samo. W grobowcach egipskich przetrwało nawet przez kilka tysięcy lat. Przetrwało, ale olbrzymie możliwości życia, jakie w tych ziarnach tkwiły, nie zostały wykorzystane. Inne ziarna, które padły w ziemię, obumarły, ale z nich każdorazowo na wiosnę wyrastały nowe obfite kłosy. Obumieranie ziarna jest więc tylko pozorne, w rzeczywistości służy życiu. Prawdziwa śmierć zatem to nie śmierć fizyczna, ale odmowa dawania, zamknięcie się w sobie. Żeby wejść w życie, trzeba umrzeć dla siebie. Umrzeć, aby lepiej żyć.

- Dziękuję za rozmowę.

Obchody 77. rocznicy śmierci św. o. Maksymiliana Kolbego

2018-08-14 13:41

Bartosz Bartyzel, Muzeum Auschwitz/lk / Oświęcim, Harmęże (KAI)

77 lat temu w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym i zagłady Auschwitz został zabity franciszkanin św. o. Maksymilian Maria Kolbe. W rocznicę tego wydarzenia przy bloku 11, w którym mieściło się obozowe więzienie i w którym zamordowano zakonnika, odprawiono uroczystą Mszę świętą. Podczas obchodów odczytano dekret ogłaszający św. Maksymiliana patronem Ziemi Oświęcimskiej.

Joanna Adamik | Archidiecezja Krakowska

Wzięło w niej udział kilkaset osób, m.in. wicepremier RP Beata Szydło, biskupi, księża i zakonnicy, a także przedstawiciele władz wojewódzkich oraz samorządów lokalnych. Mszy św. przewodniczyli metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, biskupi seniorzy Tadeusz Rakoczy i Kazimierz Górny, oraz abp Ludwik Schick z Niemiec. Gośćmi honorowymi była rodzina Maksymiliana Kolbego oraz byli więźniowie obozu Auschwitz.

Zobacz zdjęcia: Obchody 77. rocznicy śmierci św. o. Maksymiliana Kolbego

Abp Jędraszewski w homilii przypomniał moment, w którym o. Kolbe zgłosił się na śmierć głodową za nieznanego mu współwięźnia. - Ucieczka więźnia, apelowy place, długie godziny czekania i wreszcie wyrok - dziesięciu więźniów z bloku 14 skazanych na głodową śmierć. Wtedy pośród ogromnej ciszy i przerażenia płacz jednego ze współwięźniów. Ma żonę, ma dzieci, chce żyć. Ale przecież za tym płaczem kryło się jeszcze jedno. Jest Polska, dla której trzeba narażać się, przelewać krew i walczyć. Uwięziony został w Poroninie, wtedy, kiedy szykował się do wędrówki przez Tatry na Węgry, by tam dołączyć do polskiej armii na zachodzie. Chciał żyć dla najświętszych wartości. Według Fritscha miał zdychać tutaj jak pies, a tymczasem w tym momencie okazuje się, że pozostał człowiekiem, bo pamiętał o żonie i o dzieciach, tego co najświętsze i najbardziej głębokie w jego sercu nie pozwolił sobie wydrzeć. Stąd jego głośny szloch - mówił metropolita krakowski.

– A potem nieoczekiwane wystąpienie z szeregu więźnia o numerze 16670. Samo wystąpienie z szeregu bez rozkazu równało się wtedy wyrokowi śmierci. Więzień był już tylko numerem, odarty z imienia i nazwiska i z samej swojej tożsamości. Nie wolno mu było myśleć, nie wolno mu było podejmować własnych decyzji. Miał wykonywać rozkazy. A on występuje i prosi o to, aby mógł swoje życie ofiarować za tego współwięźnia szlochającego i ciągle myślącego o swoich najbliższych – dodał arcybiskup.

– Ten czas obozowy był dla o. Maksymiliana i zapewne dla wielu innych więźniów czasem szczególnej refleksji nad swoim losem, nad przeznaczeniem, nad najbardziej głębokim sensem ludzkim cierpień. Z tej to refleksji wydobywa się stwierdzenie, którym o. Maksymilian podzielił się ze współwięźniem Józefem Stemlerem kilka tygodni przed śmiercią: „Nienawiść nie jest siłą twórczą, siłą twórczą jest miłość”. Miał na pewno na względzie w jaki sposób trzeba tutaj odpowiadać na tak przerażające zło doświadczane niemal każdej godziny – podkreślił metropolita krakowski.

Podczas obchodów rocznicowych odczytano dekret prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Roberta Saraha ogłaszający św. Maksymiliana patronem Ziemi Oświęcimskiej.

„Duchowieństwo i wierni Ziemi Oświęcimskiej darzą szczególną czcią św Maksymiliana Marię Kolbego, prezbitera i męczennika, który ustanawiając przykład największej miłości nie zawahał się wspaniałomyślnie poświęcić swojego życia za bliźniego. Dlatego też biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel, mając na uwadze liczne prośby oraz przychylność władzy świeckiej, pragnie zaaprobować wybór św. Maksymiliana Marii Kolbego, prezbitera i męczennika na patrona Ziemi Oświęcimskiej. On też w piśmie z dnia 12 kwietnia 2018 r. zwrócił się z prośbą, aby ten wybór i decyzja zostały zaakceptowane w świetle przepisów o ustanawianiu patronów. Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów na mocy praw nadanych jej przez Ojca Świętego Franciszka i po rozważeniu przedstawianej sprawy uznała, że wybór ten i decyzja dokonały się zgodnie z przepisami prawa, przychyliła się do powyższej prośby i potwierdza, że Maksymilian Maria Kolbe, prezbiter i męczennik, jest patronem Ziemi Oświęcimskiej” - przeczytał podczas Mszy o. Jan Cuber.

Kwiaty złożono pod Ścianą Śmierci na dziedzińcu bloku 11, a także na obozowym placu apelowym, gdzie 29 lipca 1941 r. Maksymilian Kolbe ofiarował życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka. Hierarchowie i franciszkanie modlili się również w celi nr 18 w podziemiach bloku 11, w której zamordowano św. Maksymiliana.

Obchody 77. rocznicy śmierci o. Kolbe zainaugurowało rano nabożeństwo „Transitus św. Maksymiliana” we franciszkańskim Centrum św. Maksymiliana w Harmężach, po której do byłego obozu przeszła franciszkańska pielgrzymka z relikwiami świętego. Pątnicy z diecezji bielsko-żywieckiej wyruszyli też z oświęcimskiego kościoła św. Maksymiliana. Obie pielgrzymki spotkały się przy bramie „Arbeit macht frei”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Dzień 13. – Spotkanie twarzą w Twarz

2018-08-14 21:08

Ks. Krzysztof Hawro

"Matko o Twarzy jak polska ziemia czarnej, Matko o Twarzy jak polska ziemia znaczonej bliznami, do Serca swego jak Syna nas przygarnij…".

Ks. Krzysztof Hawro/Niedziela

I stało się. Po 12 dniach wędrówki mogliśmy doświadczyć radości spotkania z Matką.

Na szlaku 36. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko-Lubaczowskiej na Jasną Górę pokonaliśmy ponad 300 km. Dzisiaj spełniło się nasze pragnienie. Osiągnęliśmy wspólny cel, stąd zgodnie możemy stwierdzić, że dzisiejszy dzień jest inny niż wszystkie.

Pod stopami znikały kolejne kilometry. Naszym oczom ukazał się oczekiwany widok: wieża Jasnogórskiego klasztoru.

To dodało nam energii i sił po krótkiej nocy (niektórzy wstali o 3.00 – patrz Grupa św. Wojciecha). Na Alejach Najświętszej Maryi Panny czekał na nas Pasterz naszej diecezji bp Marian Rojek, który poprowadził nas, niczym ojciec swoje dzieci do Matki.

Zobacz zdjęcia: Finał 36. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko-Lubaczowskiej na Jasną Górę

Tuż przed Szczytem spłynął na nas z nieba obfity deszcz, który przyjęliśmy z ulgą, jako znak łaski danej nam po czasie wędrówki w upalnym słońcu.

Gdy wchodziliśmy na jasnogórskie błonia, każda z grup została przywitana przez dyrektorów pielgrzymki: ks. Michała Monia i ks. Karola Stolarczyka, którzy zaprezentowali krótkie dane dotyczące charakterystyki grupy, na co pielgrzymi odpowiedzieli przygotowaną na ten dzień piosenką bądź okrzykiem. Później nastąpił szczególny moment: nasze twarze spotkały się z ziemią, po której tego dnia stąpały kroki wielu tysięcy pątników. To niezapomniana chwila. Z oczu wielu pielgrzymów płynęły łzy wzruszenia i szczęścia. I to nie dziwi.

W ciszy i skupieniu udaliśmy się do kaplicy, gdzie czekała na nas najcudowniejsza z Matek. Na tę chwilę czekaliśmy przez wszystkie dni pielgrzymki. Patrząc głęboko w Jej zatroskane oczy, złożyliśmy przed Jej Obliczem cały trud naszego pielgrzymowania. To było spotkanie pełne matczynej miłości i ufności dziecka, które przyniosło trud i zmęczenie, radość i wdzięczność, przebłaganie i prośbę. Krótko mówiąc: mnogość intencji.

Podsumowaniem pielgrzymki była uroczysta Msza święta o godz. 13.00. Przewodniczył jej Metropolita Warszawski, Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Kazimierz Nycz, homilię wygłosił Ksiądz Arcybiskup Stanisław Budzik, Metropolita Lubelski. Wśród celebransów byli: Pasterz naszej diecezji oraz wszyscy duszpasterze towarzyszący pątnikom w drodze na Jasną Górę.

Oficjalnie nasza pielgrzymka piesza dobiegła końca, ale umocnieni przez Ducha Świętego powracamy do naszych codziennych spraw, domów rodzinnych, miejsc pracy i wspólnot parafialnych.

Prowadź nas Duchu Święty, byśmy za rok mogli spotkać się na szlaku 37. Pieszej Pielgrzymki Zamojsko – Lubaczowskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem