Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

No to jadziem na Bielany!

Alicja Dołowska
Edycja warszawska 27/2010

Nie pojedziemy już na Bielany statkiem. Znana z piosenki „karuzela na Bielanach co niedziela” też przestała się kręcić. Nie ma już potańcówek na „dechach” ani biesiad na trawie z serdelkami i jajami na twardo

W czasach „Lalki”, gdy w Lesie Bielańskim strzelał się Wokulski z baronem Krzeszowskim, była to wieś, położona 5 km na północ od Warszawy, znana z kościoła i klasztoru kamedułów. Także z terenów rekreacyjnych i bujnej zieleni.

W Zielone Świątki - obowiązkowo

Przybywali tu warszawiacy odetchnąć świeżym powietrzem: dorożkami, bryczkami, potem również statkami - i czym kto tylko mógł - całymi rodzinami. A poniedziałkowa prasa donosiła o co pikantniejszych incydentach tego ludowego pikniku z karuzelą, diabelskim młynem, piwem od Bochenka, cukrową watą, niekiedy też bijatyką i odwożeniem karetkami poszkodowanych do szpitala Świętego Ducha. Największy ludowy festyn odbywał się tradycyjnie w Zielone Świątki, bo był odpust.
Aż trudno uwierzyć, że do utwardzenia alejek w parku przy Lesie Bielańskim zabrano się dopiero w latach 30. ubiegłego wieku, bo dopiero wtedy Bielany przyłączono do Warszawy. Park pozostawał półdziki, z bezładnie wiodącymi ścieżkami wśród gęstwiny roślinności. Przed samą wojną w słoneczne niedziele kolejki amatorów wycieczki na Bielany ustawiały się na Powiślu z samego rana w obawie o miejsce na pokładzie, choć warszawska żegluga liczyła wtedy kilkadziesiąt parowców.

Reklama

Stolica z rezerwatem

Po II wojnie światowej na Bielanach powstał Park Kultury ze sławną karuzelą. Napływ odpoczywających na masową skalę ludzi powodował dewastacje naturalnego środowiska leśnego. Aby uchronić unikatową przyrodę, w 1973 r. na północ od ul. Podleśnej utworzono rezerwat, Park Kultury zlikwidowano w 1986 r. I tak Warszawa stała się jedyną stolicą w Europie, która ma na swoim obszarze rezerwat przyrody. Bywa, że przechodzące do Puszczy Kampinoskiej, z którą enklawami zieleni łączy się Las Bielański, sarny, dziki, łosie czy zające, zabłądzą na miejskie drogi i stają się ofiarami wypadków.
Nie mniej radzą sobie całkiem nieźle głównie dzięki temu, że na Bielanach skończyła się pewna epoka i „śniadania na trawie”, po których pozostawała kupa śmieci.
Dawną obyczajowość zaczęła wypierać nowa. Zmienili się ludzie, formy wypoczynku i rozrywki. Nikt by dziś pewnie nie przyszedł na zabawę na wydeptanej trawie czy też umajonym podeście z desek.

Życie nie lubi próżni

Ale łącznikiem „między starymi i nowymi czasy” pozostaje dziś na Bielanach nie tylko najsłynniejszy kameduła - Michał Wołodyjowski, bohater powieści Henryka Sienkiewicza, którego figura w białym habicie spogląda na nas z wieży zabytkowego kościoła parafii bł. Edwarda Detkensa. Bo Bielany nadal pozostają miejscem kultury. Jednak już innej, nie hałaśliwej, przaśno-ludowej, ale tej duchowej, wysublimowanej, religijnej.
I choć na Bielany nie jeżdżą już statki po Wiśle i aż do Młocin dowiezie nas metro, to jednak ks. Wojciech Drozdowicz, zwany proboszczem Lasu Bielańskiego, zaprasza na inny statek. Mówi, że to kościół jest wielkim okrętem, na którym jest miejsce dla każdego. „Na nasz okręt mogą się zabrać wszyscy. Jedynym biletem wstępu jest chęć zaokrętowania się i odbycia wspólnej podróży. Nie gorszmy się, nie denerwujmy. Niech z nami popłyną” - powiedział na jednym z kazań podczas Mszy św.
To kompletnie nietypowa parafia. W dzień powszedni uczestniczą w nabożeństwach przeważnie studenci sąsiadującego z kościołem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. W niedziele i święta przybywają tu single, pary i rodziny wielodzietne, by po nabożeństwie pospacerować po lesie i odetchnąć czystym powietrzem. Przychodzą też na imprezy kulturalne w kościele i podziemiach pokamedulskich, na spektakle teatralne, wystawy, występy artystyczne i koncerty. Ks. Drozdowicz ma serce dla artystów.
Nadal, jak w dawnych czasach, odbywa się odpust w Zielone Świątki, bo ta bielańska impreza jest świadomym nawiązaniem do tradycji. Odpust upamiętnia przeniesienie obrazu św. Brunona z kolegiaty św. Jana w drugi dzień Zielonych Świąt 1673 r. Po uroczystej Mszy św. na licznych straganach można jak niegdyś kupić watę cukrową, serduszka z piernika, pańską skórkę, kolorowe wiatraczki, lizaki oraz wiele rzeczy, które zarówno dorosłym jak i dzieciom sprawiają wiele radości.
Ks. Drozdowicz dba, aby pielęgnować tradycje tego miejsca i przyciągać ludzi. Nie są to już dawne Bielany z polegiwaniem na trawie, pasącymi się końmi, tańcami, serdelkami czy flakami z pulpetami, o których pisywał Wiech, ale zmieniły się formy spędzania wolnego czasu. Zmieniło się też piknikowe menu. Czy dzisiaj pan Piecyk powiedziałby swoje słynne „Przepadli Bielany!”. Trudno powiedzieć, bo pan Piecyk też by się zmienił.

Święty Mikołaj - „patron daru człowieka dla człowieka”

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 49/2004

6 grudnia cały Kościół wspomina św. Mikołaja - biskupa. Dla większości z nas był to pierwszy święty, z którym zawarliśmy bliższą znajomość. Od wczesnego dzieciństwa darzyliśmy go wielką sympatią, bo przecież przynosił nam prezenty. Tak naprawdę zupełnie go wtedy jeszcze nie znaliśmy. A czy dziś wiemy, kim był Święty Mikołaj? Być może trochę usprawiedliwia nas fakt, że zachowało się niewiele pewnych informacji na jego temat.

pl.wikipedia.org

Wyproszony u Boga

Około roku 270 w Licji, w miejscowości Patras, żyło zamożne chrześcijańskie małżeństwo, które bardzo cierpiało z powodu braku potomka. Oboje małżonkowie prosili w modlitwach Boga o tę łaskę i zostali wysłuchani. Święty Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga.
Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań, nie pragnął rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.
Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego - Myry.

Biskup Myry

Był to czas, gdy chrześcijanie w Myrze przeżywali żałobę po stracie biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę. Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku.
Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem. Niósł Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Starał się krzewić Je wśród pogan.
Tę owocną pracę przerwały na pewien czas edykty cesarza rzymskiego Dioklecjana wymierzone przeciw chrześcijanom. Wyznawców Jezusa uczyniono obywatelami drugiej kategorii i zabroniono im sprawowania obrzędów religijnych. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan. Po latach spędzonych w lochu Mikołaj wyszedł na wolność.
Biskup Mikołaj dożył sędziwego wieku. W chwili śmierci miał ponad 70 lat (większość ludzi umierała wtedy przed 30. rokiem życia). Nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł: zgon nastąpił między 345 a 352 r. Tradycja dokładnie przechowała tylko dzień i miesiąc tego zdarzenia - szósty grudnia. Podobno w chwili śmierci Świętego ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie.
Mikołaj został uroczyście pochowany w Myrze.

Z Myry do Bari

Wiele lat później miasto uległo zagładzie, gdy w 1087 r. opanowali je Turcy. Relikwie Świętego zdołano jednak w porę wywieźć do włoskiego miasta Bari, które jest dzisiaj światowym ośrodkiem kultu św. Mikołaja. Do tego portowego miasta w południowo-wschodniej części Włoch przybywają tysiące turystów i pielgrzymów. Dla wielu największym przeżyciem jest modlitwa przy relikwiach św. Mikołaja.

Międzynarodowy patron

Biskup z Myry jest patronem Grecji i Rusi. Pod jego opiekę oddały się Moskwa i Nowogród, ale także Antwerpia i Berlin. Za swego patrona wybrali go: bednarze, cukiernicy, kupcy, młynarze, piekarze, piwowarzy, a także notariusze i sędziowie. Jako biskup miasta portowego, stał się też patronem marynarzy, rybaków i flisaków. Wzywano św. Mikołaja na pomoc w czasie burz na morzu, jak również w czasie chorób i do obrony przed złodziejami. Opieki u niego szukali jeńcy i więźniowie, a szczególnie ofiary niesprawiedliwych wyroków sądowych. Uznawano go wreszcie za patrona dzieci, studentów, panien, pielgrzymów i podróżnych. Zaliczany był do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Święty zawsze aktualny

Od epoki, w której żył św. Mikołaj, dzieli nas siedemnaście stuleci. To wystarczająco długi czas, by wiele wydarzeń z życia Świętego uległo zapomnieniu. Dziś wiedza o nim jest mieszaniną faktów historycznych i legend. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet w fantastycznie brzmiących opowieściach o św. Mikołaju tkwi ziarno prawdy.
Święty Mikołaj nieustannie przekazuje nam jedną, zawsze aktualną ideę. Przypomina o potrzebie ofiarności wobec bliźniego. Pięknie ujął to papież Jan Paweł II mówiąc, że św. Mikołaj jest „patronem daru człowieka dla człowieka”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Przewodniczący KEP napisał list do Ministra Zdrowia

2018-12-12 17:22

Fundacja SMA, pgo / Warszawa (KAI)

„Szanowny Panie Ministrze, w imieniu własnym oraz społeczności chorych na rdzeniowy zaniki mięśni w Polsce, proszę o możliwe jak najszybsze doprowadzenie do refundacji leku oraz o wsparcie dla wszystkich chorych na SMA, którzy czekają na leczenie” – napisał w liście przesłanym 12 grudnia do Ministra Zdrowia Łukasza Szumowskiego Przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki.

BP KEP
Abp Stanisław Gądecki

Abp Gądecki napisał, że ze smutkiem przyjął wiadomość od przedstawicieli Fundacji SMA w Polsce o śmierci 9-letniego Kuby oraz dwojga innych dzieci, które w minionych miesiącach przegrały walkę z rdzeniowym zanikiem mięśni.

Jak informują członkowie Fundacji, historia Kuby i wielu innych mogłaby zakończyć się inaczej. „Dzieci mógł uratować lek, na który chorzy w Polsce czekają od ponad półtora roku. Pozostajemy jednym z ostatnich państw europejskich, w których mimo postępów medycyny setki chorych na SMA stoją przed widmem nieubłaganej niepełnosprawności i śmierci, doświadczając ciągłego, bezpowrotnego pogarszania się stanu zdrowia” – napisał Przewodniczący KEP.

„Szanowny Panie Ministrze, w imieniu własnym oraz społeczności chorych na rdzeniowy zaniki mięśni w Polsce, proszę o możliwe jak najszybsze doprowadzenie do refundacji leku oraz o wsparcie dla wszystkich chorych na SMA, którzy czekają na leczenie” – dodał metropolita poznański.

13 grudnia w Ministerstwie Zdrowia odbędą się negocjacje pomiędzy producentem leku, a przedstawicielami MZ w tej sprawie.

Pojawienie się pierwszego leku na SMA nazywane jest przełomem. Dlatego na całym świecie chorzy i ich bliscy toczą nieustanną walkę o lek. Większość batalii znalazła swój pozytywny finał, ale nadal wielu chorych nie może skorzystać z możliwości leczenia. Polska jest jednym z ostatnich krajów, który nie refunduje leku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem