Reklama

Ellis Island - Wyspa Nadziei, Wyspa Łez

Niedziela w Ameryce 18/2006

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Na Ellis Island - wyspę, która dla wielu imigrantów XIX i XX wieku była miejscem postoju przed wejściem do bram raju, podobnie jak na Statuę Wolności, można dopłynąć statkiem wypływającym z Battery Park na dolnym Manhattanie.
Dziś, prawie wiek później od momentu największego napływu imigracji, który przypadał na lata 1892-1924, Ellis Island jest jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji turystycznych. Dopływając statkiem do jej brzegu, odnosi się wrażenie jakby historia w jakiś dziwny sposób ożyła na nowo. Wchodząc do budynków, w których kiedyś przebywali imigranci, czułam, że czas się cofa, a ja staję się częścią historii, jednym z tamtych imigrantów, dla których przekroczenie „złotych wrót” Ameryki było wszystkim. To tutaj, na Ellis Island, znajduje się bowiem żywe Muzeum Imigracji - żywe, bo zwiedzający je turyści przeżywają tu chwile prawdziwego wzruszenia. Coś ich łączy z tamtymi ludźmi, dlatego - chociaż się nie znali - czują się sobie bardzo bliscy. Widać to najlepiej podczas projekcji filmu w reżyserii Charlesa Guggenheima Wyspa Nadziei, Wyspa Łez, wyświetlanego w jednej z sal. Już po kilku minutach jego projekcji w sali słychać szloch, tak prawdziwa jest opowiadana w tym filmie historia, tak bliska, tak wzruszająca i szokująca zarazem. Nagle z ekranu słychać język polski. Nie mogę powstrzymać łez. Zerkam na siedzącą obok mnie kuzynkę, ona również płacze.
Kiedy później zwiedzamy kolejne pomieszczenia budynku, czujemy, że ściany przemawiają do nas. Nagle Hol Główny (Grand Hall) wypełnia się głosami pierwszych imigrantów. Żadne miejsce w Stanach Zjednoczonych nie poruszyło mnie tak do głębi swoją historią.

Przekroczyć „wrota Ameryki”

Dlaczego aż tak wielu ludzi próbowało dostać się do Ameryki? Po pierwsze - jawiła się ona jako ląd bogactwa i możliwości; żeby się tu dostać, większość imigrantów była gotowa na wszystko. W ojczystych krajach zostawiali swoje rodziny, przyjaciół i pracę. Wielu z nich na bilet za 10 $ w jednym z najtańszych pomieszczeń na statku - w ładowni pracowało miesiące, a nawet lata. Kiedy już się im udało nazbierać taką sumę, kiedy ktoś zza Wody przesłał im jakieś zaproszenie, wyruszali w podróż. Na statku parowym, w tej przeludnionej, brudnej, zimnej i ciemnej ładowni, pokonywali Ocean Atlantycki, odbywając najważniejszą, a często jedyną podróż swojego życia. Wokół unosił się odór, wielu z powodu głodu wyciągało odpadki jedzenia z koszy na śmieci. Los był znacznie łaskawszy dla tych, których było stać na I czy II klasę; mieli znacznie więcej szczęścia, gdyż przeznaczono dla nich górną część pokładu statku. To oni, zbliżając się do wybrzeży Nowego Jorku, mogli zobaczyć wyłaniającą się z oddali Statuę Wolności. Wszystkich jednak imigrantów łączył wspólny cel: to w Stanach Zjednoczonych szukali wolności - jedni wolności politycznej, inni - ekonomicznej, a jeszcze inni - religijnej.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

Kolejne etapy procesu imigracyjnego

Pierwszy etap procesu imigracyjnego miał już miejsce na statku. Pasażerowie I i II klasy (pasażerowie kabin), jeszcze na statku przechodzili szybki egzamin medyczny i odprawę celną, dlatego po dopłynięciu do wybrzeży Manhattanu od razu mogli opuścić statek (niektórzy byli jednak odrzucani). Pozostali, czyli pasażerowie III klasy oraz podróżujący w ładowni statku, byli przetrasportowywani na Ellis Island, by tam przejść kolejny etap swojej podróży. To właśnie w budynkach Ellis Island miały miejsce najpierw badania medyczne, a potem odprawa. Pasażerowie, świadomi, jak wiele zależy od stanu ich zdrowia, w różny sposób próbowali ukryć swoje schorzenia. Osoba, która kulała na lewą nogę, zasłaniała ją walizką, kobieta z wysypką na twarzy zasłaniała ją swoimi długimi włosami. Wielu nie wiedziało, że już gdy wchodzili po schodach, dwóch lekarzy sprawdzało ich stan zdrowia i zaznaczało białą kredą na ich ubraniach literę odpowiadającą chorobie, jaką u nich zdiagnozowano. I tak litera H (heart disease) oznaczała problemy z sercem, E (eye problem) - problemy z oczami, B (back problem) - problemy z kręgosłupem i plecami, K (hernia) - przepuklinę, PG (pregnancy) - ciążę, X (suspected mental defect) - podejrzenie upośledzenia umysłowego.
W przypadku gdy dane schorzenie można było wyleczyć, osobę taką umieszczano w szpitalu znajdującym się na wyspie. Jeżeli nie było takiej możliwości, pasażer był odsyłany do swego kraju, co dla większości osób równało się ze śmiercią (ponowna kilkutygodniowa podróż statkiem była często ponad ich siły).
Szczęśliwcy, którzy pomyślnie przeszli przez badanie medyczne, udawali się do kolejnego pomieszczenia, gdzie poddawani byli egzaminowi-przesłuchaniu. W ciągu zaledwie 2 minut zadawano im prawie 30 pytań, m.in.: Kto cię zaprosił? Jak się nazywasz? Z kim przyjechałeś? Skąd przyjechałeś? Czy masz pieniądze na pociąg? Gdzie w USA zamierzasz się zatrzymać? (W późniejszych latach imigrantów pytano także o to, czy potrafią pisać i czytać). Dopiero po takiej „rozmowie” orzekano, czy dana osoba może zostać w tym kraju, czy musi go opuścić. Ci, którzy „zdali egzamin”, dostawali tzw. landing card - przepustkę do raju. Mogli udać się schodami na dół, wymienić pieniądze, kupić bilet na pociąg, jeśli potrzebowali, wysłać telegram do rodziny i w końcu odebrać swój bagaż. Od tego momentu rozpoczynało się dla nich nowe życie.
Niestety, niektórzy nie mieli tyle szczęścia, gdyż nie pozwolono im zostać - czy to ze względów zdrowotnych, czy też z powodu niemożliwości udowodnienia, że będą potrafili utrzymać się w tym kraju. Tragedia była tym większa, kiedy takie decyzje rozdzielały rodziny - wpuszczano np. żonę z dziećmi, a męża odsyłano do jego ojczystego kraju. Spośród imigrantów, którzy w okresie najsilniejszego napływu imigracji przybyli do Ameryki, odrzucono ok. 250 tys. osób. To dla nich Ellis Island z Wyspy Nadziei stawała się Wyspą Łez.

Reklama

Biuro imigracyjne na Ellis Island

Biuro Imigracyjne na Ellis Island zostało otwarte 1 stycznia 1892 roku. Już pierwszego dnia przeszło przez nie ponad 2 tys. ludzi. To tu cumowały okręty wiozące biedotę ze Starego Kontynentu, tu oczekiwano na decyzje władz imigracyjnych. Przez poczekalnie, sypialnie i biura znajdujące się w budynku z czerwonej cegły przewinęły się w tamtych latach miliony imigrantów. Pierwszym zarejestrowanym imigrantem była 15-letnia irlandzka dziewczyna Annie Moore. Biuro imigracyjne dało jej 10-dolarową nagrodę za to, że była pierwszą osobą, która przekroczyła wrota Ellis Island.
Po pięciu latach od momentu otwarcia potężny pożar zaatakował drewniane budynki biura imigracyjnego, pozostawiając po sobie tylko gruzy. Na szczęście nikt nie zginął, a imigrantów przewieziono w bezpieczne miejsce. Potem odbudowano budynki, powiększono Ellis Island. Główny budynek wyglądał jak pałac, w pozostałych znajdowały się kuchnia i jadalnia, łazienki, szpital i pralnia.
W 1921 roku Kongres Amerykański przegłosował nowe prawo ograniczające liczbę imigrantów przekraczających granice Ameryki, od tej pory liczba imigrantów napływających z każdego kraju była określona z góry. Powoli też imigracja zaczęła maleć i 29 listopada 1954 roku Ellis Island zostala zamknięta.

Pamiętajmy, skąd przyszliśmy i dokąd idziemy

Pomimo iż od okresu największej fali imigracyjnej minął ponad wiek, także dziś Ameryka jest dla wielu krainą marzeń, ziemią obiecaną, na której czeka lepsze życie. Ponad pół miliona Amerykanów może dziś w historii swojej rodziny odnaleźć przynajmniej jednego przodka, który przeszedł przez Ellis Island. Wielu odwiedza Ellis Island w poszukiwaniu własnych korzeni, śladów po przodkach, w poszukiwaniu siebie. Niezależnie bowiem od tego, czy znaleźliśmy się w tym kraju 100 lat, czy może rok temu, przyjeżdżając tutaj z różnych zakątków świata, wszyscy nosimy to samo imię - Imigrant - imię, które pomimo upływu lat dziś, podobnie jak kiedyś, kryje w sobie wiele znaczeń, doświadczeń i przeżyć.

2006-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

#PodcastUmajony (odcinek 13.): Po drugiej stronie

2024-05-12 21:31

[ TEMATY ]

Ks. Tomasz Podlewski

#PodcastUmajony

Mat.prasowy

Po co się zwierzać Jezusowi, skoro On i tak wszystko wie? Czy w modlitwie wystarczą same formuły? Czy każda myśl na modlitwie to rozproszenie? Zapraszamy na trzynasty odcinek „Podcastu umajonego” ks. Tomasza Podlewskiego o Maryi przynoszącej światu Boga z ludzkim sercem.

ZOBACZ CAŁY #PODCASTUMAJONY

CZYTAJ DALEJ

Matko Boża Pocieszenia, módl się za nami...

2024-05-12 20:50

[ TEMATY ]

Rozważania majowe

Wołam Twoje Imię, Matko…

Mateusz Góra

Matka Boża Pocieszenia w Pasierbcu

Matka Boża Pocieszenia w Pasierbcu

Obraz, przed którym chcemy dziś się zatrzymać, nie jest obrazem oryginalnym. Ten pierwotny obraz był późnogotycki, namalowany temperą na desce.

Rozważanie 13

CZYTAJ DALEJ

Noc Muzeów - Światło Miłosza

2024-05-13 18:43

Wydarzenie literackie „Światło Miłosza: Mapping Wspomnień i Czytanie Dźwięków" realizowane jest w ramach corocznej akcji Stowarzyszenia Anthill pod nazwą „Lublin z literaturą”. Wydarzenie jest bezpłatne, wsparte w ramach programu Patron Roku 2024 Fundacji Lotto im. Haliny Konopackiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję