Reklama

Pod patronatem Niedzieli

By zobaczyć owoc troski i ukochania Polski

2018-11-08 12:17

Maria Fortuna- Sudor

Maria Fortuna-Sudor

- Jesteśmy w domu kard. Karola Wojtyły. W tym domu rezydował jako młody ksiądz – mówił ks. prof. Andrzej Witko, dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego, witając przybyłych na wernisaż wystawy „Polonia Sacra”.

I dodawał: - Chcielibyśmy, aby to nowe otwarcie muzeum było także nowym otwarciem domu kard. Karola Wojtyły. Niech szeroko otwarte dzisiaj drzwi tego muzeum będą zaproszeniem dla wszystkich, aby czuli się tutaj jak u siebie w domu. W domu kard. Karola Wojtyły, który jest dla nas tak bliski i drogi. Aby to muzeum rzeczywiście stało się tym domem otwartym i dla Kościoła krakowskiego, któremu w pierwszej kolejności służy, ale także dla Krakowa. Aby tutaj można było zawsze odnaleźć atmosferę otwartości, troski o kulturę, piękno i dobro.

Zobacz zdjęcia: Wystawa "Polonia Sacra"

Przesłanie ideowe

W wernisażu uczestniczył metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski - honorowy patron wystawy. Hierarcha mówił o przesłaniu ideowym wystawy w kontekście 100. rocznicy odzyskania niepodległości. I przekonywał: - By być wolnym, trzeba wybrać wolność, trzeba chcieć być wolnym. Tak samo, żeby przeżywać niepodległość, trzeba się za nią opowiedzieć. Odnosząc się do wystawy, podkreślał, że przywołuje ona wielkie, wspaniałe pokolenia Polaków, z których dzisiaj jesteśmy dumni, a ich imiona przywołujemy m.in. w słowach pieśni i w muzyce. I zauważał: - Przywołujemy także postawy Polaków przez tyle pokoleń, które wybierały wolność, wybierały niepodległość, mówiąc zdecydowane „nie” wobec tego, co wolność krępuje, a niepodległości zaprzecza. Na tej wystawie będzie można zobaczyć to, co jest owocem troski i ukochania Polski, i ukazywania za wszelką cenę pewnych wydarzeń, które wskazywały na wielkich Polaków mówiących "nie" wobec prób zniewolenia i podporządkowania, do których nas zaborcy próbowali zmusić. Abp przyznał, że wyraził zgodę, niejako uległ namowom, aby zaprezentować Gabinet Historyczny stworzony przez bp. Jana Pawła Woronicza w Pałacu Biskupów Krakowskich. I wyjaśniał:- Zgodziłem się na to, żeby można było zobaczyć te wspaniałe znaki, które przeszłość nam pokazuje i przekazuje, mówiące o tym, że Polacy chcieli być wolni.

Reklama

Wernisaż uświetnił koncert divy Opery wrocławskiej Jadwigi Postrożnej, której akompaniował pianista Piotr Michalski. Pochodząca z Limanowej śpiewaczka wykonała utwory Stanisława Moniuszki, Ignacego Jana Paderewskiego i Tadeusza Joteyki.

W trakcie otwarcia wystawy dobrodziejom Muzeum Archidiecezjalnego przyznano po raz pierwszy nagrodę "Tuus Maria", które wręczyli abp Marek Jędraszewski i ks. prof. Andrzej Wikto.

Ekspozycja

Na wystawie znajduje się ponad 200 eksponatów pochodzących z Pałacu Arcybiskupów Krakowskich oraz świątyń i klasztorów z terenu archidiecezji krakowskiej, w tym m.in. pokazywane obrazy maryjne m.in. z Krakowa, Bolechowic, Gaju i Raciborowic. Drugi kurator wystawy, dr Józef Skrabski, zwracał uwagę na obraz odnaleziony w kościele w Raciborowicach. Podkreślał: - Najcenniejszym dziełem o tematyce maryjnej, pokazywanym po raz pierwszy, jest szesnastowieczny obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem, powstały w kręgu warsztatu Łukasza Cranacha. Obraz został wyeksponowany w szczególnym miejscu - w specjalnie zaaranżowanym oratorium wraz z relikwiami świętych , m.in. św. Stanisława i św. Jana Kantego.

Na ekspozycji są także prezentowane wizerunki polskich świętych, m.in. św. Wojciecha i św. Stanisława, bł. Salomei, św. Stanisława Kostki czy bł. Michała Giedroycia. Zainteresowani będą mogli przypomnieć sobie rolę takich wybitnych duchownych Kościoła w wysiłkach zmierzających do odzyskania niepodległości Polski jak np. kard. Adam Stefan Sapieha i kard. Karol Wojtyła – Jen Paweł II.

Drugą część wystawy stanowi ekspozycja w Muzeum Katedralnym, gdzie można sobie uświadomić, jaką rolę w drodze do wolności odegrali m.in. biskupi krakowscy. Jak informowano zebranych na wernisażu, oprócz pamiątek po monarchach i biskupach, można tam zobaczyć m.in. rękopis bulli kanonizacyjnej św. Stanisława z 1253 r. i pochodzącą z XIII w. księgę "Rocznika Krakowskiego".

Wystawę "Polonia Sacra" będzie można oglądać do 14 kwietnia przyszłego roku, w siedzibie Muzeum Archidiecezjalnego Kardynała Karola Wojtyły w Krakowie przy ul. Kanoniczej 19-21. Organizatorzy zachęcają do zwiedzania nie tylko krakowian. W sposób szczególny zapraszają uczniów, przekonując, że to dla nich może być bardzo wartościowa lekcja historii.

Tagi:
wystawa

"Trwaliśmy mężnie na rubieżach..."

2019-01-16 09:52

Kamil Krasowski

Muzeum Ziemi Wschowskiej prężenie włączyło się w ubiegłoroczne obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Z tej okazji, wraz z Archiwum Państwowym w Lesznie, przygotowało wystawę, którą do 27 stycznia można oglądać w kamieniczkach przy pl. Zamkowym 2.

Archiwum MZW
Fragment wystawy "Trwaliśmy mężnie na rubieżach..."

„Trwaliśmy mężnie na rubieżach… Polacy powiatu wschowskiego w walce o odzyskanie niepodległości”, bo taki tytuł nosi wystawa, traktuje o kształtowaniu się państwa polskiego po zakończeniu I wojny światowej do 1939 r. Pamiątki zgromadzone na wystawie dotyczą wydarzeń, które we wspomnianym okresie czasu rozegrały się we Wschowie, Lesznie i ich okolicach. – Pamiątki dotyczą naszego regionu, czyli tego co działo się w tym wspomnianym przedziale czasu we Wschowie i okolicach Wschowy, w Lesznie i okolicach Leszna. Ponieważ Wschowy do Polski nie włączono, natomiast część ziem dawnego powiatu wschowskiego została włączona do powiatu leszczyńskiego, dlatego uznaliśmy, że mamy prawo do tego, żeby mówić także o naszych sąsiadach - mówi Dariusz Czwojdrak, kurator wystawy. - Na wystawie znajdziemy liczne materiały ikonograficzne, pamiątki związane z powstaniem wielkopolskim i działalnością jednostek wojskowych, które na bazie kompanii powstańczych utworzono najpierw w ramach armii wielkopolskiej, a potem już armii polskiej. Są również pamiątki osobiste, związane z działalnością patriotyczną, służbą wojskową mieszkańców obu wymienionych powiatów, są obrazy i ryciny oraz wyposażenie wojskowe, którego używano w okresie powstania wielkopolskiego albo już przez formacje wojskowe armii polskiej – dodaje Dariusz Czwojdrak.

Wystawa jest zorganizowana we współpracy z Archiwum Państwowym w Lesznie i włączona w obchody stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości w ramach programu "Niepodległa". - Wystawa zorganizowana jest w przestrzeni trzech sal. Narrację, wyczerpującą opowieść zgromadzono na planszach. Na nich są również reprodukowane materiały ikonograficzne, ale można też odnaleźć na tej wystawie oryginalne zabytki czy dokumenty, związane z działalnością propolską - dodaje Marta Małkus, dyrektor Muzeum Ziemi Wschowskiej.

Zobacz zdjęcia: Wystawa „Trwaliśmy mężnie na rubieżach… Polacy powiatu wschowskiego w walce o odzyskanie niepodległości” w Muzeum Ziemi Wschowskiej

Kurator wystawy Dariusz Czwojdrak jest autorem publikacji pt. "Droga do niepodległości. Powstanie wielkopolskie 1918 - 1919 na ziemi wschowskiej". Premiera książki odbyła się 10 stycznia w siedzibie muzeum. - Książka dotyczy powstania wielkopolskiego w powiecie wschowskim w dwóch zakresach terytorialnych. Samo powstanie siłą rzeczy musimy rozmieścić w granicach powiatu wschowskiego z lat 1918 - 1920, natomiast jest tam również część poświęcona tym powstańcom wielkopolskim, którzy osiedlili się na terenie powiatu po 1945 r. I tutaj już musieliśmy ograniczyć się do terenu obecnego powiatu wschowskiego, żeby podkreślić tą część powiatu, która dzisiaj znajduje się w granicach województwa lubuskiego - wyjaśnia autor publikacji, która powstała przy udziale Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana" Oddział Wschowa i Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego 1918 - 1919 Koło we Wschowie. - Książka zawiera z jednej strony rys historyczny, z drugiej wspomnienia i relacje uczestników powstania wielkopolskiego - zarówno z naszego rodzimego terenu, jak i tych, którzy walczyli chociażby pod Inowrocławiem, czy pod Gnieznem, a potem los rzucił ich do Wschowy, bądź w okolice Wschowy. Są również biogramy powstańców, którzy zostali upamiętnieni na pomniku odsłoniętym w październiku ub. r. - 50 uczestników tego ważnego dla Wielkopolski wydarzenia. Mamy świadomość tego, że to nie jest lista pełna, ale od czegoś należało zacząć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Inną drogą udali się z powrotem

2019-01-19 22:06

A.Cz.

Kiedy zastanawiamy się nad wędrówką Trzech Króli, myślimy przede wszystkim o gwieździe, która ich prowadziła, o spotkaniu z przebiegłym Herodem i darach, jakie wcielony Bóg otrzymał od przybyłych z daleka podróżników. Mamy świadomość, iż złoto, kadzidło i mirra stanowią antycypację losu Jezusa i już w chwilę po narodzinach określają jego przeznaczenie. Wiemy, jak potoczy się dalej historia życia Zbawcy.

www.pl.wikipedia.org
Podróż Magów, James Tissot.
Zobacz

Scena pokłonu Trzech Króli fascynowała wielu malarzy. Zapewne dlatego, że wielkim artystycznym wyzwaniem są odmienna, egzotyczna uroda podróżników, nieznane zwierzęta, na których jechali, wymyślne nakrycia głów dostojników, długie kolorowe płaszcze uszyte z ciężkich tkanin, przy królewskich pokłonach układające się w skomplikowane struktury i wymyślnie udrapowane figury. Albrecht Dürer, Sandro Botticelli, Leonardo da Vinci, Giovanni di Paolo, Fra Angelico, El Greco… Ranga wymienionych malarzy najlepiej świadczy o popularności tematu i nieodpartej chęci przedstawienia go w swoisty, oryginalny sposób. We wszystkich ikonograficznych prezentacjach historii podróży wschodnich władców centralne miejsce zajmuje pokłon Trzech Króli.

Fragment Ewangelii św. Mateusza (2, 1-12) dużo uwagi poświęca spotkaniu Mędrców z Herodem i roli gwiazdy w ich podróży. Autor relacjonuje także spotkanie wędrowców z Bogiem, dary, jakie składają Dzieciątku. Mało uwagi poświęca temu, co nastąpiło po spotkaniu Magów z Dzieciątkiem. Św. Mateusz pisze tylko, że Królowie “inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju”. Oczywiste jest, że zmiana trasy odbyła się po ingerencji Anioła i z troski o bezpieczeństwo małego Jezusa. Ale co po drodze przeżywali Królowie? Jak zmieniło się ich życie? Przysłowie mówi, że “podróże kształcą”. Jaką naukę wynieśli władcy ze spotkania z Nowonarodzonym?

Na te pytania daje odpowiedź amerykański poeta mieszkający w Wielkiej Brytanii, laureat Nagrody Nobla z 1948 roku, Thomas S. Eliot, w swoim wierszu Podróż Trzech Króli. Napisany w 1927 roku utwór możemy czytać po polsku dzięki przekładom Józefa Czechowicza (najwcześniejszy, z 1938 roku), Jerzego Pietrkiewicza i Antoniego Libery. Przyjmuje się, że wiersz stanowi wyraz przełomu duchowego autora, jest figurą jego nawrócenia i włączenia do wspólnoty kościoła anglikańskiego. Eliot opowiada dzieje wyprawy Trzech Króli – trudy wędrówki, zmaganie się ludzi i zwierząt z nieprzychylnym klimatem, poczuciem wyobcowania, trudnościami z aprowizacją, głodem i zniechęceniem. Przybywający z bogatych, ciepłych krain wędrowcy musieli pokonać nie tylko zmęczenie, ale i własny głos rozsądku, kierujący ich z niebezpiecznej drogi z powrotem do domu.

Można powiedzieć, że wierszowi Trzej Królowie podążali ku Jezusowi po znakach, które w przyszłości miały się wypełnić treścią Chrystusowej biografii. Pisze Eliot:

“Stanęliśmy przed gospodą porosłą liśćmi wina;

W otworze drzwi sześć rąk rzucało raz po raz kośćmi i zgarniało srebrniki,

Stopy zaś uderzały w puste bukłaki po winie.

Nikt jednak tam nic nie wiedział; ruszyliśmy więc dalej

I dopiero pod wieczór, prawie w ostatniej chwili,

Trafiliśmy w to miejsce – można powiedzieć – właściwe. “

Przedstawiona gra w kości, w której wygraną są srebrniki jest wyraźnym sygnałem zdrady Judasza. My już wiemy, że ma ona nastąpić w trzydzieści trzy lata po podróży Trzech Króli. Potrącane pod stołem puste bukłaki po winie są oczywistą prezentacją stanu świadomości grających – biblijne stare zbiorniki tutaj nie zostały napełnione nową treścią, dlatego też, jak pisze poeta, “nikt jednak tam nic nie wiedział”.

Sens wędrówki Magów nie polega na ich geście złożenia darów. Złoto, kadzidło i mirra znaczą dopiero w perspektywie życia Chrystusa i jego męki. Podobnie mijani po drodze ludzie w gospodzie też nie wiedzą – ich srebrniki nie ważą jeszcze tyle, co zdrada, a bukłaki są zwykłymi przedmiotami. Przed spotkaniem z Bogiem wędrowcy pozostają nieświadomi. Dopiero droga powrotna naznacza sensem całą ich, wydawałoby się, nierozsądną wyprawę. Pisze Eliot:

“Pamiętam, było to dawno;

Dziś bym postąpiłbym tak samo, tylko trzeba zapytać

Trzeba zapytać

O to: czy cała ta droga nas wiodła

Do Narodzin czy Śmierci? Że były to Narodziny, to nie ulega kwestii,

Mieliśmy na to dowody. Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci,

I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny

Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć, śmierć nasza.

Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw,

Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo,

Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe bóstwa.

Rad byłbym innej śmierci.”

Powrót do domu oznacza więc całkowitą, radykalną zmianę świadomości. Trasa, w Biblii uzasadniona poleceniem Anioła, jest inna, bo podróżują nią inni ludzie. Narodziny Chrystusa stały się dla wędrowców śmiercią, konaniem. Podczas drogi do Betlejem umarło stare ja, nowy człowiek nie mieści się już w pozostawionym niegdyś, ciepłym i wygodnym świecie. Spotkanie z prawdziwym Bogiem przekreśla sens całego dotychczasowego życia Trzech Króli. I sprawia, że dopiero teraz poznają prawdziwą wartość swojej egzystencji. Cena tej wiedzy już nie jest ważna. “Dziś postąpiłbym tak samo” – mówi po zakończeniu trudów wędrówki jeden z nich, odnowiony człowiek.

Czy Boże Narodzenie odnowiło także nas? Czy oddany przez nas nie tak dawno pokłon przed Dzieciątkiem w stajence pozostał tylko pustym, rytualnym gestem?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem