Reklama

Dom na Madagaskarze

Warszawa: "głos wolności" – jubileusz 50-lecia Biura Prasowego KEP

2018-09-12 16:29

maj, dg, tk, BP KEP / Warszawa (KAI)

Artur Stelmasiak/Niedziela

„To był głos wolności w czasach komunistycznych” – mówił o publikowanym przez Biuro Prasowe KEP Piśmie Okólnym ks. Paweł Rytel-Adrianik. W Sekretariacie Episkopatu Polski świętowano jubileusz 50-lecia Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski.

Jubileusz towarzyszył konferencji prasowej zapowiadającej 52. Dzień Środków Społecznego Przekazu, obchodzony w Polsce 16 września 2018 r. Wzięli w niej udział bp Artur Miziński (Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski), o. Adam Schulz SJ (rzecznik Konferencji Episkopatu Polski w latach 1998-2003), Ewa Ablewicz-Rzeczkowska (zastępca redaktora naczelnego Informacyjnej Agencji Radiowej), Marcin Przeciszewski (prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej) oraz ks. Marek Lis (prezes Stowarzyszenia Komunikacji Społecznej SIGNIS-POLSKA). Spotkanie poprowadził ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

Po spotkaniu wszyscy uczestnicy zaproszeni zostali na okolicznościowy tort, z którego wspólnie świeczki zdmuchnęli bp Artur Miziński, bp Grzegorz Ryś, bp Rafał Markowski, ks. Adam Szulc SJ i ks. Paweł Rytel-Andrianik.

Pierwszą publikacją Biura Prasowego było Pismo Okólne. Ks. Rytel-Adrianik opowiadał o początkach: „Mamy dwie strony na temat Polski, a ponad dwadzieścia na temat świata. Co to znaczy? Już wtedy księża biskupi i Biuro Prasowe było takim łącznikiem między Polską a innymi krajami świata, było zainteresowane tym, co się dzieje i przekazywało informacje”. – Było głosem wolności. Ponieważ o ile inna prasa katolicka była cenzurowana, to Pismo Okólne nie było cenzurowane. To był głos wolności w czasach komunistycznych – wskazał rzecznik KEP. „To pismo w wersji skróconej było również w języku francuskim. Biuro Prasowe przesyłało na cały świat informacje w najbardziej wówczas powszechnym języku” – dodał.

Reklama

Artur Stelmasiak/Niedziela

– Lata 90 to dosyć burzliwy okres, jeśli chodzi o media. Powstają wówczas nowe media, a media tzw. publiczne przechodzą transformację. To jest taki okres poszukiwania, jak się odnaleźć. Kościół jest w takiej sytuacji, że próbuje się odnaleźć już nie jako ten, który mówi w imieniu społeczeństwa, ale jako funkcjonujący w społeczeństwie demokratycznym. To wszystko tworzy pewien zamęt i niełatwą posługę. Zaufanie do Kościoła w 1998 r. spadło do 47%. To jest moment, w którym ja podejmuję posługę rzecznika i dyrektora Biura Prasowego KEP. Gdy kończyłem, zaufanie do Kościoła wynosiło 63-64 %. Jednak to nie jest moja zasługa, bo na to pracowało setki, jeżeli nie tysiące ludzi, ale swoje trzy grosze w to wszystko wniosłem – opowiadał ks. Adam Szulc SJ.

Jezuita wspominał, jak media uczyły się Kościoła, jego zwyczajów, ale także, jak Kościół uczył się mediów: „Było kilku biskupów, którzy nie mieli problemu, by spotykać się z dziennikarzami, ale spora część dopiero tego się uczyła, bała się mediów. To był czas oswajania się Kościoła i biskupów z mediami”.

– Trudne było uczenie się, jak mówić o Kościele w sposób ciekawy, nie odwołując się do skandali. Cała sztuka polegała na tym, żeby nie sprowadzić tej rzeczywistości prezentacji Kościoła do odpowiadania i reagowania na skandale, ale na wskazaniu na pewne dobro Kościoła, które w nim się dzieje. Myślę, że dobrym czasem na to był Jubileusz 2000 roku – opowiadał były rzecznik KEP.

Historia Biura Prasowego KEP sięga 1968 r. kiedy to jego ówczesny kierownik, dziś biskup senior diecezji łowickiej Alojzy Orszulik, za zgodą prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego, rozpoczął wraz z niewielkim zespołem wydawanie Biuletynu Informacyjnego pod nazwą „Pismo Okólne”. Biuletyn przepisywany był na maszynach. Dziś Biuro m.in. prowadzi stronę internetową, obecne jest w mediach społecznościowych i wysyła stały mailing z wiadomościami do kilkuset redakcji.

Pierwszy numer „Pisma Okólnego” nosi datę 2-8 września 1968 r. Biuletyn był redagowany w dawnym budynku nieistniejącej wówczas Nuncjatury Apostolskiej, zawierał wiadomości przekazywane przez diecezje, zakony męskie i z Radia Watykańskiego.

Biuro Prasowe KEP współtworzyły osoby świeckie. Wielką rolę odegrały tu zwłaszcza trzy osoby: Sławomir Siwek, Jacek Ambroziak i Marek Pernal. Po przemianach 1989 r. każdy z nich pełnił ważne funkcje publiczne.

W 1993 r. funkcję zbierania i publikowania informacji o życiu Kościoła w Polsce przejęła nowo powstała Katolicka Agencja Informacyjna. Wówczas bp. Alojzego Orszulika na stanowisku dyrektora Biura Prasowego zastąpił bp Tadeusz Pieronek, ówczesny sekretarz generalny KEP. W latach 1993-1998 Biuro Prasowe praktycznie nie miało zespołu redakcyjnego, a głos w imieniu Konferencji Episkopatu Polski poprzez środki społecznego przekazu zabierał sekretarz generalny.

W czerwcu 1998 r. rzecznikiem polskiego Episkopatu został mianowany jezuita ks. Adam Schulz. W miejsce „Pisma Okólnego” Biuro Prasowe zaczęło wówczas wydawać poranny przegląd prasy zwany ogólnie Biuletynem. W 1998 r. ukazał się również pierwszy numer organu urzędowego KEP wydawanego co pół roku i zbierającego najważniejsze dokumenty Episkopatu pod nazwą „Akta Konferencji Episkopatu Polski”. W 1999 r. powstała oficjalna strona internetowa Konferencji Episkopatu Polski, za którą odpowiada do dziś Biuro Prasowe.

Wykonawcą strony Episkopatu był ks. dr hab. Józef Kloch z Tarnowa, który w końcu lat 90-tych założył Fundację i portal OPOKA, a w 2003 r. zaczął pełnić funkcję rzecznika KEP i jednocześnie dyrektora Biura Prasowego. W dużej mierze dzięki jego staraniom we wszystkich diecezjach i zgromadzeniach zakonnych mianowani zostali rzecznicy prasowi. Ks. Kloch prowadził też dla nich systematyczne szkolenia. Ich ważnym elementem było przygotowanie rzeczników do profesjonalnego reagowania w sytuacjach kryzysowych w Kościele. Rozpoczął też publikację na Twitterze - tworząc jeden z najpopularniejszych profili katolickich na tym komunikatorze.

Od 1 lipca 2015 r. Biurem Prasowym kieruje rzecznik Episkopatu ks. Paweł Rytel-Andrianik, który w ramach swoich obowiązków jest także odpowiedzialny za kontakty z mediami i strategię komunikacyjną KEP, ustalaną z biskupami. Oprócz codziennie aktualizowanej strony internetowej z informacjami prasowymi, komunikatami i oficjalnymi dokumentami, Biuro prowadzi profile @episkopatnews na Twitterze, Faceboku, YouTubie i Flickrze. Informacje dostępne są także w języku angielskim na twitterowym profilu @churchinpoland.

Tagi:
media KEP

Przewodniczący KEP spotka się z ofiarami nadużyć seksualnych osób duchownych

2018-12-21 17:12

BP KEP / Warszawa (KAI)

Przed wyjazdem do Rzymu w lutym abp Stanisław Gądecki, Przewodniczący Episkopatu Polski, spotka się z ofiarami nadużyć seksualnych osób duchownych. Spotkanie będzie miało charakter prywatny, a nie medialny, dlatego szczegóły spotkania nie będą podawane do środków społecznego przekazu.

Artur Stelmasiak

Spotykania z ofiarami nadużyć nie są nowością w Kościele w Polsce. Biskupi już spotykali się z ofiarami nadużyć. Ponadto w każdej diecezji jest delegat wyznaczony do kontaktowania się z osobami pokrzywdzonymi.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Duszpasterska wizyta, duszpasterska szansa

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 3/2004

Graziako/Niedziela
Kapłan podąża z wizytą kolędową

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece. Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika? Inni bronią księży: przecież parafia liczy 15 tys. osób - musi wystarczyć krótka modlitwa i wymiana kilku zdań. Tak czy owak, nie milkną dyskusje wokół celowości kolędy.

Skąd się wzięła

O chodzących po kolędzie księżach pisał już Mikołaj Rej wkładając w usta wójta krytykę plebana: „... potym bieży po kolędzie / w każdym kącie dzwonić będzie / Więc woła Illuminare / a ty chłopku musisz dare...”. Skąd się jednak wziął zwyczaj duszpasterskich wizyt, trudno ustalić.
W starożytnym Rzymie odwiedzano się w styczniowe kalendy (callandae), zaczynające nowy rok. Wiadomo także, że wyraz „kolęda”, który do Polski dotarł za pośrednictwem Czechów, oznaczał pierwotnie pieśń noworoczną, śpiewaną podczas odwiedzania z tej okazji wiejskich gospodarzy.
Kościół zaadaptował te ludowe zwyczaje, łącząc je z błogosławieństwem domów w uroczystość Trzech Króli. A że nie dałoby się tego dnia odwiedzić wszystkich, wizyta rozłożyła się na czas poświąteczny.
Niemiecka i polska tradycja każe z okazji Trzech Króli napisać poświęconą kredą na drzwiach domów „K+M+B” (lub „C+M+B”) i datę roczną. Litery nie tyle są, jak zazwyczaj się uważa, skrótem od tradycyjnych imion Trzech Króli, lecz od łacińskiego Christus mansionem benedicat (lub polskiego: Chrystus Mieszkanie Błogosławi).
Dziś wizyta duszpasterska to nie tylko błogosławieństwo, ale może przede wszystkim spotkanie duszpasterza z parafianami. Przygotowanie do takiej wizyty powinno przebiegać w dwóch wymiarach: duchowym i zewnętrznym przygotowaniu domu.

... i jak przebiega?

Odwiedziny duszpasterskie mają charakter domowej liturgii. Rozpoczynają się od obrzędu błogosławieństwa rodzin (w czterech wersjach) ze wspólną modlitwą i ewentualnie rozważaniem Słowa Bożego. Niekiedy wizyta rozpoczyna się od zaintonowania kolędy, którą wraz z domownikami (i czasami ministrantami) śpiewa kapłan. Witając się słowami „pokój temu domowi” życzy, aby stale był w tym domu obecny Chrystus, który przychodząc na świat przyniósł ludziom pokój. Po tym pozdrowieniu następuje modlitwa o błogosławieństwo Boże dla całej rodziny i obrzęd błogosławieństwa mieszkania z pokropieniem wszystkich obecnych wodą święconą.
Podczas wizyty powinien być czas na rozmowę duszpasterza z wiernymi, przedstawienie księdzu rodzinnych radości i problemów; jest możność zademonstrowania osiągnięć szkolnych pociech, czy też ich udziału w parafialnych ruchach.
Dziś jednak często dominuje pesymizm. Biedniejemy, wielu traci pracę i stać ich na skromną lub żadną ofiarę. Wstydzimy się tego, bo przecież chcemy złożyć jakiś datek na potrzeby najbliższej nam wspólnoty. Zatem „ ile dać?”, staje się często przedmiotem długich dysput i przysłania zupełnie inne możliwości, jakie stwarzają odwiedziny księdza w naszym domu.
Na ogół nie wiemy też, dlaczego i po co duszpasterze zapisują coś w swoich kartotekach. Czyżby spisywali wysokości ofiar, albo liczyli „pogłowie”? Tymczasem księża tłumaczą, że informacje zebrane podczas kolędy pozwalają na rozeznanie potrzeb danej rodziny, uregulowanie jej spraw dotyczących życia sakramentalnego (np. stwierdzenie pożycia w związku niesakramentalnym).
- Dokładne przestudiowanie kartotek przed kolędą było dla mnie zawsze bardzo cenną sugestią - wyjaśnia ks. Dariusz Gącik, notariusz Kurii diecezjalnej w Kielcach. - Wynikało z nich np., że ktoś z rodziny jest poważnie chory, że jest w niej problem alkoholowy albo, że ludzie żyją bez ślubu. Znając te fakty mogłem odpowiednio przygotować się do rozmowy. I zdarza się, że wizycie duszpasterskiej towarzyszą naprawdę budujące doświadczenia - jej owocem jest np. chrzest dziecka, przystąpienie do sakramentu pokuty po długim okresie przerwy, zawarcie zawiązku małżeńskiego, albo skierowanie do rodziny konkretnej pomocy materialnej. Ogólnie - „powrót do praktyki wiary”, jak mówią księża.
Niekiedy, z myślą o swych następcach, szczególnie w miejskich parafiach, duszpasterze przekazują sobie uwagi zabawne i nietypowe, np. gdzie można liczyć na posiłek. Chociaż, co do posiłku, to w miastach brakuje zupełnie nań czasu - chyba że jest to naprawdę ostatnie mieszkanie w tym dniu.
- Dzień chodzącego z wizytą duszpasterską księdza przedstawia się zazwyczaj tak - wyjaśnia ks. D. Gącik. - Rano katecheza w szkole, powrót na obiad lub nieco później, przejrzenie kartotek i już ok. 15.00 rozpoczynamy wizytę duszpasterską. Kończymy zwykle ok. 21.00 - 21.30. Potem ewentualnie jakaś kolacja i przygotowanie się do katechezy na następny dzień. Czasem przez tydzień zdarzało mi się nie odsuwać zaciągniętych na noc zasłon…

Po co w ogóle takie odwiedziny

W Kodeksie Prawa Kanonicznego odnajdujemy kan. 529 § 1, który mówi: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeżeli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując”.
Wizyta duszpasterska jest dobrym sposobem realizacji tej „funkcji pasterza”. Ks. D. Gącik przestrzega przed nazywaniem jej kolędą. Bo kolęda dotyczy tylko okresu Bożego Narodzenia i choć jest umocniona w Polsce silną tradycją, nie należy ograniczać możliwości wyboru przez proboszcza innego czasu.
Coraz częściej dzieje się tak w wielkich miejskich parafiach, gdzie wizytę rozpoczyna się na początku Adwentu - np. w kieleckiej parafii św. Maksymiliana. - Siła tradycji jest tak wielka, że ludzie oburzają się na tę praktykę. A nie ma ku temu podstaw - wyjaśnia ks. Gącik, zalecając wyrozumiałość wobec realiów konkretnej parafii. W innych diecezjach spotkać można daleko bardziej nowatorskie praktyki, np. odwiedzanie parafian przez cały rok w dwa wybrane dni tygodnia. Wówczas są to wizyty rzeczywiście długie. Ale u nas… - My pochodzimy z Bielin, Wilkowa, Lisowa - tłumaczą parafianie ze św. Maksymiliana - w naszych wsiach nie rozbierało się choinki, dopóki ksiądz nie przyszedł po kolędzie. To i niełatwo przywyknąć...

Jak to jest w naszej diecezji

Diecezja kielecka ma w zdecydowanej większości charakter rolniczy, gdzie na dobre zakorzenił się obyczaj celebrowania kolędy. Nie ma mowy o krótkich odwiedzinach. Ksiądz musi wysłuchać tego, co ludzie mają mu do powiedzenia, czasem pokosztować ciast upieczonych na tę okazję, „omodlić” nowe domowe sprzęty, skorzystać z transportu organizowanego przez parafian. Pan Stanisław z Morawicy nie wyobraża sobie, żeby ksiądz chodził na piechotę albo jeździł własnym samochodem. - To jedyna okazja, żeby z księdzem bliżej pogadać, poznać go. No i nie wypada - kwituje krótko. - Co ksiądz, to ksiądz.
- Dla mnie kolęda jako ciągłe pogłębianie relacji z parafianami, ma duży sens - wyjaśnia ks. prob. Marian Gawinek. - W takiej parafii jak Stojewsko, ksiądz zna wszystkich i wszyscy znają księdza, więc tym bardziej jest o czym porozmawiać. Odwiedzanie rodzin i domów odbywa się na sposób tradycyjny, w ciągu godziny mniej więcej są to cztery „numery”. Księdza poprzedzają zawsze ministranci, którzy zaśpiewają gospodarzom kolędę. Pan domu czeka przed bramą, zaprasza do wysprzątanego wnętrza. Z księdzem starają się spotkać wszyscy domownicy. Ludzie chcą się wygadać; mówią, że coraz trudniej im o nadzieję, rolnictwo jest bez szans. Ale ostatnio obserwuję, że część młodych zaczyna osiedlać się w rodzinnej parafii, głównie za sprawą dobrze prosperującego zakładu drzewnego.
Jednak i na kieleckiej wsi w tradycję wkraczają realia. - Ja z kolędą chodzę od rana, więc uwijamy się dość szybko - wyjaśnia ks. Jerzy Siemiński, proboszcz z Mieronic k. Wodzisławia. - Dlaczego? To proste. Ludzie nie pracują prawie w 100%, więc można odwiedzać ich od rana. W parafii Mieronice, liczącej ok. 1300 osób, kolęda trwa ok. 15 dni. Chociaż ludzie są ubodzy, to absolutnie nie spotkałem się z mniejszą niż kiedyś serdecznością. Chcą księdza zatrzymać jak najdłużej, wygadać się. Panuje zupełnie wyjątkowa atmosfera - inna, nie naznaczona takim pośpiechem, jak np. wspominam z Kielc czy Pińczowa.
Kolęda, choć nieraz krytykowana za jej formę, jawi się jako szansa i propozycja. Otwarte drzwi domów, tradycja staropolskiej gościnności i wreszcie zaproszenie do rewizyty - bo taki sens ma przecież jakakolwiek wizyta - stwarzają wielkie możliwości. Warto z nich skorzystać.

Wydarzyło się podczas kolędy...

Państwu N. pomyliła się data wizyty księdza, więc na pukanie kapłana otworzył tylko pan domu. Ponieważ zapewniał, że żona za chwilę nadejdzie, a do wizyty są w zasadzie przygotowani - psychicznie i duchowo, ksiądz zgodził się zaczekać i nawet ofiarował swą pomoc w szybkim przygotowaniu ładnie wysprzątanego pokoju. Jakaż była konsternacja pani domu, która na to właśnie nadeszła i stwierdziła, że stół został nakryty... poszewką na kołdrę.

* * *

Gospodarze długo oczekujący swej kolejki włączyli telewizor i zapomnieli go wyłączyć, gdy ksiądz wreszcie nadszedł. Usadowili go w fotelu naprzeciw ekranu, gdzie właśnie trwały wybory Miss Nastolatek, zapewniając, że to będzie najlepsze dla księdza miejsce…

* * *

Zmęczony całodzienną kolędą ksiądz trafił wreszcie na koniec do swych dobrych znajomych i rozluźniony rozpoczął wspólną modlitwę: „A teraz pomódlmy się słowami, którymi Pan Jezus zwrócił się do swego Ojca: Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna...

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sekretarz Generalny Rady Europy: głos Papieża bardzo ważny

2019-01-18 19:03

vaticannews / Watykan (KAI)

Głos Papieża jest bardzo ważny. Nie boi się mówić o problemach, o których wielu przywódców politycznych nie chce słyszeć – stwierdził sekretarz generalny Rady Europy, którego Franciszek przyjął na audiencji.

ec_audiovisual_servis

W wywiadzie dla Radia Watykańskiego Thorbjørn Jagland wskazał, że w czasie spotkania mówiono o potrzebie ochrony człowieka, zarówno przed arbitralnym wykorzystywaniem go przez władzę, ale także w relacjach międzyludzkich, jak chociażby w wypadku seksualnego wykorzystywania dzieci. Niestety – stwierdził norweski polityk – do czynienia z tym problemem mamy wszędzie, gdzie przebywają dorośli i nieletni. W tym kontekście podkreślono także potrzebę wspólnej walki z nadużyciami. Mówi Thorbjørn Jagland.

"Jeżeli Watykan z Radą Europejską wystosowałby wspólne, jednoznaczne przesłanie do świata stwierdzające, że nadużycia seksualne w stosunku do nieletnich są nie tylko nie do przyjęcia, ale są bezprawiem, to byłoby to czymś naprawdę bardzo, bardzo mocnym – stwierdził sekretarz generalny Rady Europy. – Mówiłem także Ojcu Świętemu, że jego głos jest ogromnie ważny, szczególnie dziś, kiedy mówi o konieczności ochrony instytucji, wielostronności, instytucjach międzynarodowych, walce o wyeliminowanie biedy... Papież mówił i mówi o migracji, problemie, o którym żaden z przywódców politycznych nie chce słyszeć, a on o tym mówi i dlatego jego rola jest tak ważna".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem