Reklama

BETEL - Zakupy z sercem - Rahel Kebebe Tshay

Abp Skworc na pogrzebie abp Wesołego: na drodze życia upodabniamy się do Chrystusa

2018-09-10 14:29

tk / Katowice (KAI)

Na drodze życia według błogosławieństw można upodobnić się do do Chrystusa - mówił podczas Mszy w intencji śp. abp Szczepana Wesołego metropolita katowicki Wiktor Skworc. W żałobnej liturgii sprawowanej w katowickiej archikatedrze Chrystusa Króla uczestniczyło kilkudziesięciu polskich biskupów. Mszy przewodniczył abp Wojciech Polak, Prymas Polski.

Publikujemy treść homilii abp. Wiktora Skworca

Deo et Patriae

Bracia i Siostry!

Reklama

1. W życiu arcybiskupa Szczepana już spełniły się pełne nadziei i pokoju słowa z Apokalipsy św. Jana. Ujrzał nową rzeczywistość, w którą wierzył, którą głosił. Wszedł – jak wierzymy – do przybytku Boga z ludźmi. Jesteśmy przekonani, że Bóg otarł z jego zmęczonych oczu ludzkie łzy. Wierzymy, że został napojony ze źródła wody życia. I że jeszcze bardziej w śmierci niż w życiu stał się dzieckiem Bożym. A jego historia rozpoczęła się tu, w Katowicach. Używając słów Jana Pawła II, w tym mieście „wszystko się zaczęło” – życie się zaczęło i historia zbawienia się rozpoczęła. Wszedł w nią przez bramę chrztu św. w ówczesnej katedrze pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Przyszedł na świat w rodzinie, która optowała za Polską i z chwilą włączenia Górnego Śląska do II Rzeczypospolitej postanowiła w jej granicach zamieszkać. To właśnie w takiej rodzinie – gdzie przez wieki nie zapomniano języka ojczystego ani pacierza polskiego – przyszedł na świat Szczepan, aby wzrastać w cieniu pierwszej katowickiej katedry. To w niej doświadczył wspólnoty Kościoła i od najmłodszych lat włączył się w służbę Bogu i Kościołowi. Tam też po raz pierwszy usłyszał Jezusowe Kazanie na górze i nieraz odnajdywał siebie w gronie objętych błogosławieństwami. Jan Paweł II powiedział o Kazaniu na górze, iż błogosławieństwa są opisem oblicza Jezusa. Są tym bardziej, że Jezus nie ograniczył się tylko do ogłoszenia błogosławieństw, tej wielkiej konstytucji Królestwa Bożego – On nimi żył. Patrząc na Jego życie opisane w Ewangelii, stwierdzamy: najbiedniejszy pośród biednych, najdelikatniejszy pośród łagodnych, osoba o czystym i miłosiernym sercu – to Jezus Chrystus, jedyny Odkupiciel człowieka. Jednocześnie błogosławieństwa to także duchowy portret ucznia Jezusa, obraz tych, którzy przyjęli Królestwo Boże i pragną prowadzić życie zgodne z wymaganiami postawionymi w Ewangelii. To do nich Jezus przemawia, nazywając ich „błogosławionymi”. Na drodze życia według błogosławieństw można upodobnić się do Chrystusa, wszak na tym polega cała tajemnica chrześcijaństwa. Patrząc na Jezusa, trzeba się uczyć, co to znaczy być ubogim duchem, łagodnym i miłosiernym, co to znaczy poszukiwać sprawiedliwości, być czystego serca, wprowadzać pokój, co to znaczy być cichym i pokornym… Kiedy dziś gromadzimy się, aby pożegnać chrześcijanina i biskupa Kościoła, arcybiskupa Szczepana Wesołego, to uprawnione jest szukanie punktów stycznych między konstytucją Królestwa Bożego a jego życiem, rozpisanym na blisko 92 lata, podzielonym na różne etapy.

2. Jego droga do Rzymu rozpoczęła się w czasie II wojny światowej. Nie miał jeszcze 18 lat, kiedy chyląca się do upadku Tysiącletnia Rzesza sięgała po młodych z polskich rodzin, aby ich wysyłać na roboty i do budowania schronów; by w końcu ubierać ich w mundury swojej armii i wysyłać na front. Kiedy nadszedł 15 dzień sierpnia 1944 roku, Szczepan Wesoły – Polak w niemieckim mundurze – usłuchał sumienia i w imię miłości do Polski zaryzykował. Szczęśliwie. Dzień wybrał nieprzypadkowy, bo maryjny. Przeszedł na stronę aliantów i stał się żołnierzem polskim, walczącym w służbach łączności na frontach Algierii i we Włoszech. A po zakończeniu wojny znalazł się z rzeszą żołnierzy polskich w Wielkiej Brytanii. Tam pracuje, uczy się i oszczędza na podróż do Rzymu, aby odpowiedzieć na głos powołania i zostać kapłanem. Tam spotyka biskupa polowego wojska polskiego Józefa Gawilnę, który wprowadzał kleryka, a potem kapłana w sprawy duszpasterstwa Polaków na uchodźstwie – jak się to wtedy mówiło. Święcenia kapłańskie przyjął w Rzymie w październiku 1956 roku. Bodaj w roku 1957 – po październikowej odwilży – „wpada” na krótko do Polski, aby zobaczyć rodziców i rodzeństwo, swego biskupa -wygnańca Stanisława Adamskiego i po to, by w swoim Piotro-Pawłowym kościele odprawić prymicje. Szybko wraca do Rzymu, aby zająć się duszpastersko Polakami we Włoszech. Opatrznościowa była jego obecność w Rzymie w czasie Soboru Watykańskiego II, kiedy to powierzono mu Sekcję Słowiańską Biura Prasowego Sekretariatu Soboru. Redagował biuletyn informacyjny dla dziennikarzy z Europy Wschodniej, a znajomość języków obcych ułatwiła mu to zadanie. W grudniu 1968 roku ustanowiony został biskupem pomocniczym gnieźnieńskim z zadaniem wspomagania w posłudze biskupa, potem kardynała, Władysława Rubina, delegata prymasa Polski dla duszpasterstwa emigracyjnego. Sakrę biskupią przyjął z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego 7 lutego 1969 roku. Jako hasło posługi przyjął słowa: Laetus serviam („Będę służył z radością”). Od 1980 roku pełnił funkcję delegata prymasa Polski dla duszpasterstwa emigracyjnego i aż do końca swoich dni służył z radością.

To w roku 1980 rozpoczęła się najpiękniejsza karta życia i posługi biskupa emigracji – arcybiskupa Szczepana Wesołego. Rezydował w Rzymie, a stamtąd podejmował posługi dla Polonii. Był biskupem „na każde zawołanie” polskich środowisk rozsianych po całym świecie. Służy „starej” i „nowej” emigracji; pociesza tych, którzy się smucą z powodu losów Ojczyzny za żelazną kurtyną i losów rozdzielonych rodzin; jest przy kombatantach i harcerzach. Gdzie przybywa – wprowadza pokój. Organizuje w Loreto wakacyjne spotkania dla polskiej młodzieży emigracyjnej.

Żadna podróż nie jest dla niego zbyt odległa, jeśli tylko sprawa Kościoła i Polski mogła przez jego posługę zyskiwać. Umacnia słowem i sakramentami – przede wszystkim sakramentem Ducha Świętego. Dodaje ludziom ducha, aby nie tracili nadziei, bo ostatecznie Bóg zwycięża i Polska się odrodzi. Angażuje się w pomoc ludziom „Solidarności” – jest miłosierny. To dzięki jego pośrednictwu Polonia może pomagać internowanym i ich rodzinom. Wspiera ks. Franciszka Blachnickiego, którego stan wojenny został na Zachodzie. Podziela jego łaknienie sprawiedliwości. Pracuje bez wytchnienia – zyskuje miano „biskupa na walizkach”. Prowadzi szeroką korespondencję, osobiście odpowiada na każdy list i opisuje historię emigracji wojennej i powojennej, której był świadkiem w Anglii. Sam pozostaje „ubogi w duchu” i ubogi materialnie, i cichy. Zawsze modlący się o poranku w polskim kościele św. Stanisława w Rzymie i zawsze gościnny.

Z biegiem czasu i zebranych zasług przychodzą kościelne, państwowe i uczelniane wyróżnienia. Jan Paweł II mianuje go arcybiskupem ad personam, a nawet wyróżnia obecnością – incognito – na imieninach. Katolicki Uniwersytet Lubelski nadaje pierwszy doktorat honoris causa. A na dyplomie herb uczelni i słowa Deo et Patriae – jakby podpowiedź syntezy życia arcybiskupa Szczepana Wesołego, życia przeżytego dla Boga, Ojczyzny, dla Kościoła. Również dla tej małej ojczyzny, jaką był dla niego Śląsk i Katowice. Kiedy tylko mógł – to tu zaglądał, a nawet planował powrócić na stałe. Tu został wyróżniony tytułem honorowego obywatela miasta, tu Uniwersytet Śląski nadał mu również doktorat honorowy. Zaś 5 maja 2018 roku w Rzymie został odznaczony najwyższym orderem państwowym w Polsce: Orderem Orła Białego. Kochani Bracia i Siostry! W czasie pogrzebu biskupa – pielgrzyma – nie można nie przywołać wiersza C.K. Norwida o tym tytule, „Pielgrzym”:

I Nad stanami jest i stanów-stan, Jako wieża nad płaskie domy Stercząca w chmury... II Wy myślicie, że i ja nie Pan, Dlatego że dom mój ruchomy, Z wielbłądziej skóry... III Przecież ja aż w nieba łonie trwam, Gdy ono duszę mą porywa Jak piramidę!   IV Przecież i ja ziemi tyle mam, Ile jej stopa ma pokrywa, Dopokąd idę!...

Patrząc na życie śp. abp. Szczepana przez pryzmat Ośmiu Błogosławieństw i tekstu Norwida dostrzegamy pewne napięcie. Kiedy zostaje się mianowanym biskupem, otrzymuje się w przenośnym sensie „ziemię”, to znaczy określoną przestrzeń Kościoła, w której biskup staje się pasterzem. Zwyczajnie tą przestrzenią jest diecezja, ale bywa, że Kościół wyznacza biskupowi inną sferę posługiwania przekraczającą ramy terytorialnych granic między lokalnymi wspólnotami. Abp Szczepan – był biskupem bez ziemi – ale w zamian otrzymał cały świat, a w nim polskich emigrantów, których miał otoczyć pasterską troską. Przestrzenią biskupiej służby by dla niego człowiek – Polak, katolik – który sam został wywłaszczony ze swej ojczystej ziemi. Abp Szczepan służył takiemu człowiekowi pokonując do niego drogę nieraz tysięcy kilometrów, spędzając wiele godzin na lotniskach i w powietrzu, aby dotrzeć w końcu do czekającego nań rodaka. Nazywano abp. Szczepana „biskupem na walizkach” – ziemi miał tyle, ile pokrywała jej jego stopa.

Kiedy Piotr pytał Jezusa, co otrzymają za to, że dla Niego opuścili wszystko, usłyszał: „Każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy” (Mt 19,29). Pójście za Jezusem, który nie miał gdzie głowy złożyć, oznacza najpierw utratę własnej ziemi, by otrzymać ostatecznie coś znacznie większego. Tę obietnicę wyraźnie słychać w błogosławieństwach Jezusa, a zwłaszcza w pierwszym i trzecim w wersji zapisanej przez św. Mateusza: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem do nich należy królestwo niebieskie” oraz „Błogosławieni cisi, albowiem oni posiądą ziemię”. Ubodzy duchem to jednocześnie ludzie cisi, pokorni, łagodni, których jedynym dziedzictwem jest Bóg, a właściwą do zamieszkania ziemią – niebo. Abp Szczepan „bez ziemi”, ubogi i łagodny sercem, przemierzał cały świat, aby spotkać się z człowiekiem, aby we wspólnocie wierzących Polaków sprawować Eucharystię. Dla nas chrześcijan – pisze w „Jezusie z Nazaretu” papież Benedykt XVI – „każde eucharystyczne zgromadzenie jest miejscem panowania Króla pokoju. Rozproszona po całym świecie wspólnota Kościoła Jezusa Chrystusa stanowi zarys ziemi jutra, która ma się stać ziemią pokoju Jezusa Chrystusa” (t. 1, s. 80).

Zmarły pasterz, ciągle w drodze, ziemi miał tyle, ile pokrywała ją jego stopa, ale przez swoją posługę w tylu miejscach na Ziemi rysował zarys owej ziemi jutra, nowej, przychodzącej od Boga, przemienionej w wieczność. W godzinie swojej śmierci abp Szczepan zwinął swój namiot, zakończył żywot nomada z pastorałem, wkroczył w nową rzeczywistość, w nowy świat, który – ufamy – jest już jego ziemią obiecaną, ojczyzną i domem.

Drogi, kochany arcybiskupie Szczepanie, spełniamy dziś Twoją wolę, wyrażoną w naszych rozmowach i w testamencie – przyjmujemy Cię w Twoim rodzinnym mieście, w Twoim domu. Przyjmujemy Twoje zmęczone pracą, wiekiem i chorobą ciało do krypty tego kościoła, w którym Twoi szlachetni Rodzice prosili o chrzest dla Ciebie i Twoich Braci. Spoczniesz w kościele pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła, a my tą Eucharystią dziękujemy za Twoje piękne, szlachetne i pełne poświęcenia życie – na podobieństwo życia Twojego i naszego Mistrza i Pana, który uczy, że trzeba życie dać, do końca.

Drogi arcybiskupie Szczepanie, żyłeś błogosławieństwami. Sam stałeś się błogosławieństwem dla wielu. Wierzymy, że Twoja nagroda wielka jest w niebie. Amen.

Tagi:
pogrzeb abp Wiktor Skworc

Abp Dzięga o śp. ks. Alojzym Keglu

2018-10-16 06:45

rk / Kęty (KAI)

Za 27 lat kapłańskiej pracy na Pomorzu Zachodnim dziękował nad trumną śp. ks. Alojzego Kegla metropolita szczecińsko-kamieński abp Andrzej Dzięga, który przewodniczył 15 października w Kętach uroczystościom pogrzebowym. Zmarły w wieku 88 lat kapłan pochodzący z Nowej Wsi na Podbeskidziu, był wieloletnim proboszczem parafii pw. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Starym Czarnowie i dziekanem dekanatu Kołbacz w archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej.

M. Paszun

Abp Dzięga przed rozpoczęciem liturgii pogrzebowej w kościele pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kętach podkreślił, że życie zmarłego 10 października kapłana było wyciszone, ale uduchowione i bardzo ofiarne, „pełne modlitwy i pracy, ale i cierpienia”. Hierarcha przyznał, że przybył na południe Polski, by podziękować kapłanowi, który zostawił ziemię beskidzką, bo usłyszał, że Pomorze Zachodnie potrzebuje duszpasterzy.

„Mówiło się i jeszcze wielu do dziś mówi, że są to tereny misyjne. I to jest prawda: chcesz jechać na misje, to jedź na ziemię zachodnią. Jeden kapłan musi obsługiwać 4-5 kościołów. I musi mieć siłę, mając nawet 70-75 lat. O emeryturze myśli ksiądz, który ma słabe zdrowie, brakuje mu sił, a nie z racji na wiek. Bo każdy jest potrzebny” – wyjaśnił metropolita, podkreślając swą wdzięczność wobec zmarłego kapłana z kęckiej ziemi, który przez 27 lat posługiwał na terenie archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej.

„Wszedł i ks. Alojzy w tamtą ziemię i ją zagrzał swoim sercem. Pozostał w sercach kapłanów i ludzi, jego parafian. Dotknął 10 parafii – albo jako pomoc duszpasterska i wikariusz, albo jako samodzielny proboszcz, administrator” – przypomniał arcybiskup i zapowiedział, że chciałby, aby imię ks. Alojzego zostało upamiętnione w jednej z parafii, w której posługiwał. Zwrócił uwagę, że posługa zmarłego księdza na Pomorzu Zachodnim przypadła na trudny czas, kiedy „archidiecezja dopiero się rodziła”.

„Księże Alojzy, przyszedłeś z sercem i dałeś serce. I to serce zostało tam” – dodał abp Dzięga i przypomniał, że z powodu zdrowia kapłan od 17 lat przebywał domu rodzinnym. „Niech ta ziemia pozostanie błogosławiona za dar kapłanów dla innych regionów” – podkreślił duchowny i zaznaczył, że z tej ziemi wyszło także tchnienie i słowo ks. kard. Karola Wojtyły, które zaowocowało dla świata 27-letnim pontyfikatem.

Duchowny podziękował też najbliższej rodzinie ks. Alojzego za to, że dała go Bogu i Kościołowi. Listy kondolencyjne przysłali na uroczystości biskup sosnowiecki Grzegorz Kaszak, który był uczniem zmarłego kapłana w latach 1974-1977, gdy ks. Alojzy był katechetą w Choszcznie, oraz biskup bielsko-żywiecki Roman Pindel. O modlitwie i duchowej łączności zapewnił bp senior Adam Dyczkowski.

W kazaniu proboszcz kęckiej parafii ks. Jerzy Musiałek przywołał koleje życia i liczne wspomnienia o zmarłym kapłanie. „W naszej kęckiej parafii spędził 17 lat, ponad 10 lat, dopóki zdrowie mu pozwalało pomagał w duszpasterstwie, nie tylko w naszym kościele, ale i w dekanacie kęckim, spowiadał, odprawiał Msze św., modlił się, wnosił kapłańskiego ducha, braterskiego ducha. Bardzo cenił sobie spotkania kapłańskie” – przypomniał kaznodzieja i przyznał, że Pawłowe słowa – „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” – były dla ks. Alojzego mocą i nadzieją w trudnych momentach życia i siłą napędową jego kapłańskiej posługi.

Ks. Alojzy Kegel spoczął w rodzinnym grobowcu na kęckim cmentarzu komunalnym.

W liturgii pogrzebowej i pochówku udział wzięli kapłani archidiecezji diecezji szczecińsko-kamieńskiej, bielsko-żywieckiej, sercanie, księża przyjaciele zmarłego, siostry zakonne oraz najbliższa rodzina.

Ksiądz Alojzy Kegel urodził się 1 maja 1930 r. w Nowej Wsi. Wychował się w parafii św. Małgorzaty i Katarzyny w Kętach, do której należała wówczas jego rodzinna wioska. Święcenia kapłańskie przyjął 29 września 1957 r. w Tarnowie jako sercanin. Został inkardynowany do diecezji szczecińsko-kamieńskiej 10 października 1980 r.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Św. Teresa z Avila - życiowa mistyczka

Elżbieta Adamczyk
Edycja łódzka 41/2007

François Gérard, "Św. Teresa”
Św. Teresa Wielka z Ávila – piękna kobieta, „teolog życia kontemplacyjnego”

Czy czytali Państwo „Drogę doskonałości” św. Teresy z Avila, reformatorki żeńskich klasztorów karmelitańskich, mistyczki i wizjonerki? A jej listy pisane do osób duchownych i świeckich? To zaskakująca literatura. Autorka, święta i doktor Kościoła, żyjąca w XVI w. w Hiszpanii, ujawnia w niej nadzwyczajną trzeźwość umysłu oraz wiedzę o świecie i człowieku. Jej znajomość ludzkiej, a szczególnie kobiecej natury, z pewnością przydaje się i dziś niejednemu kierownikowi duchowemu. Trapiona chorobami, prawie nieustannie cierpiąca, św. Teresa zwraca się do swoich sióstr językiem miłości, wolnym od pobłażania, ale świadczącym o głębokim rozumieniu i nadprzyrodzonym poznaniu tego, co w człowieku słabe, i może stanowić pożywkę dla szatańskich pokus.
Po latach pobytu w klasztorze św. Teresa podjęła trudne dzieło reformy żeńskich wspólnot karmelitańskich. Dostrzegła niedogodności i zagrożenia wynikające z utrzymywania dużych zgromadzeń, zaproponowała więc, aby mniszki całkowicie oddane na służbę Chrystusowi mieszkały w małych wspólnotach, bez stałego dochodu, zdane na Bożą Opatrzność, ale wolne od nadmiernej troski o swe utrzymanie. Zadbała także o zdrowie duchowych córek, nakazując, aby ich skromne siedziby otoczone były dużymi ogrodami, w których będą pracować i modlić się, korzystając ze świeżego powietrza i słońca. Te wskazania św. Reformatorki pozytywnie zweryfikował czas i do dziś są przestrzegane przy fundacji nowych klasztorów.
Oczywiście, główna troska św. Teresy skierowana była na duchowy rozwój Karmelu. Widziała zagrożenia dla Kościoła ze strony proponowanych przez świat herezji. Cóż może zrobić kobieta? - pytała świadoma realiów. Modlitwa i ofiara jest stale Kościołowi potrzebna. Kobieta, przez daną jej od Boga intuicję i wrażliwość, potrafi zaangażować nie tylko swój umysł, ale i serce na służbę Bożej sprawy. W życiu ukrytym i czystym, przez modlitwę i ufność może ona wyprowadzić z Serca Jezusa łaski dla ludzi. Jak korzeń schowany w ziemię czerpie soki nie dla siebie, ale dla rośliny, której część stanowi, tak mniszka za klauzurą Karmelu podtrzymuje duchowe życie otaczającego świata. Dąży do zażyłości z Panem nie dla zaspokojenia własnych pragnień, lecz dla Królestwa Bożego, aby Stwórca udzielał się obficie stworzeniu, karmiąc je łaską i miłością. Tak widziała to św. Teresa i tak postrzegają swe zadanie dzisiejsze karmelitanki. Modlą się za Kościół, za grzeszników i ludzi poświęconych Bogu, narażonych na potężne i przebiegłe zasadzki złego, aby wytrwali i wypełnili swoje powołanie. Szczęśliwe miasto, w którym Karmel znalazł schronienie. Szczęśliwa Łódź.
Pełne wiary, wolne od strapień doczesnych, mieszkanki Karmelu potrzebują wszakże naszego wsparcia, materialnej ofiary, dziękczynnej modlitwy. W przededniu święta Założycielki Karmelu terezjańskiego, w roku poprzedzającym 80. rocznicę obecności Karmelitanek Bosych w Łodzi przy ul. św. Teresy 6, ku nim zwracamy spojrzenie. Niech trwa wymiana darów.

Przeczytaj także: Człowiek pióra i czynu
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na Światowy Dzień Misyjny: "Potrzebuje Cię wielu ludzi"

2018-10-16 14:38

st (KAI) / Watykan

Przekazywanie wiary przez zarażanie miłością bez granic to istota misji Kościoła – czytamy w orędziu jakie Franciszek wystosował na Światowy Dzień Misyjny, nazywany także Niedzielą Misyjną. W tym roku przypada ona 21 października.

Archiwum Misyjne

Ojciec Święty zwrócił uwagę, że bycie pociągniętym i posłanym to dwa poruszenia, które serce, szczególnie młode wiekiem, odczuwa jako wewnętrzne siły miłości, dające życiodajną nadzieję na przyszłość. Zachęcił też młodych, aby nie lękali się Chrystusa i Jego Kościoła, gdyż tam jest skarb wiary, który napełnia życie radością. „Mówię to Wam z doświadczenia: dzięki wierze znalazłem fundament swoich marzeń i siłę, by je zrealizować” – napisał papież.

Stwierdził następnie, że jako członkowie żywego Kościoła, przez sakramenty zastaliśmy włączeni w nurt przeszłych pokoleń świadków. Mądrość starszych i nadzieja młodych uzupełniają się wzajemnie i to dzięki nim Kościół może budować międzypokoleniowe mosty, dzięki którym wiara i miłość stają się czynnikami jego jedności. Przekazywanie wiary, będące istotą misji Kościoła, odbywa się przez zarażanie innych miłością a jej nie można stawiać granic – podkreślił autor przesłania. W tym kontekście zauważył, że każde ubóstwo materialne i duchowe, wszelka dyskryminacja braci i sióstr są zawsze skutkiem odrzucenia Boga i Jego miłości.

W ostatniej części swego orędzia Franciszek podziękował wszystkim strukturom misyjnym, które pomagają młodym złożyć swoje życie jako dar w służbie bliźnim. Na zakończenie przypomniał słowa ze swego tegorocznego przemówienia do chilijskiej młodzieży: „Nigdy nie myśl, że nie masz nic do dania albo że nikogo nie potrzebujesz. Wielu ludzi potrzebuje Ciebie, pomyśl o tym”.



Orędzie na Światowy Dzień Misyjny 2018 r.

Wraz z młodymi nieśmy wszystkim Ewangelię

Drodzy młodzi, pragnę zastanowić się wraz z wami nad misją, którą powierzył nam Jezus. Zwracając się do was, zamierzam zwrócić się do wszystkich chrześcijan, którzy przeżywają w Kościele przygodę swego życia jako dzieci Boże. Tym, co pobudza mnie, by nawiązując dialog z wami mówić do wszystkich, jest pewność, że wiara chrześcijańska pozostaje zawsze młoda, jeśli otwiera się na misję, którą przekazuje nam Chrystus. „Misje odnawiają Kościół” (Enc. Redemptoris missio, 2), napisał św. Jan Paweł II, papież, który tak bardzo kochał młodych i bardzo się im poświęcił.

Okoliczność Synodu, który będziemy obchodzić w Rzymie w październiku, miesiącu misyjnym, daje nam możliwość lepszego zrozumienia w świetle wiary tego, co Pan Jezus chce powiedzieć, wam, młodym ludziom, a przez was wspólnotom chrześcijańskim.

Życie jest misją

Każdy mężczyzna i każda kobieta jest misją i to jest powodem, dla którego żyje na ziemi. Być pociągniętym i być posyłanym to dwa poruszenia, które nasze serce – szczególnie, gdy jest młode wiekiem – odczuwa jako wewnętrzne siły miłości, obiecujące przyszłość i popychające nasze istnienie naprzód. Nikt tak, jak młodzi, nie odczuwa, jak bardzo życie wdziera się i pociąga. Wielkim wyzwaniem jest przeżywanie z radością swej odpowiedzialności za świat. Dobrze znam blaski i cienie bycia młodym, a jeśli myślę o mojej młodości i mojej rodzinie, to przypominam sobie siłę nadziei na lepszą przyszłość. Fakt, że jesteśmy na tym świecie nie wskutek naszej decyzji, pozwala nam domyślać się, że istnieje inicjatywa, która nas uprzedza i sprawia, że ​​istniejemy. Każdy z nas jest powołany do refleksji nad tą rzeczywistością: „Ja jestem misją na tym świecie, i dlatego jestem w tym świecie” (Adhort. ap. Evangelii gaudium, 273).

Głosimy wam Jezusa Chrystusa

Kościół głosząc to, co darmo otrzymał (por. Mt 10, 8; Dz 3, 6), może dzielić się z wami, młodymi, drogą i prawdą, które prowadzą do sensu życia na tej ziemi. Jezus Chrystus, który dla nas umarł i zmartwychwstał, oddaje się naszej wolności i pobudza ją do poszukiwania, odkrywania i głoszenia tego prawdziwego i pełnego sensu. Drodzy młodzi, nie lękajcie się Chrystusa i Jego Kościoła! W nich jest skarb, który napełnia życie radością. Mówię to wam z doświadczenia: dzięki wierze znalazłem fundament moich marzeń i siłę, by je zrealizować. Widziałem wiele cierpień, wiele ubóstwa oszpecającego twarze wielu braci i sióstr. A jednak dla tych, którzy są z Jezusem, zło jest wyzwaniem, aby kochać coraz bardziej. Wielu mężczyzn i wiele kobiet, wielu ludzi młodych w imię Ewangelii wielkodusznie poświęcało się, czasami aż do męczeństwa, służbie swoim braciom. Z krzyża Jezusa uczymy się Bożej logiki ofiarowania siebie (por. 1 Kor 1,17-25) jako przesłanie Ewangelii dla życia świata (por. J 3, 16). Bycie rozpalonymi miłością Chrystusa pochłania tych, którzy płoną i powoduje rozwój, oświeca i rozpala tych, których kochamy (por. 2 Kor 5, 14). Za przykładem świętych, którzy otwierają nas na szerokie perspektywy Boga, zachęcam was do stawiania sobie w każdych okolicznościach pytania: „Co Chrystus zrobiłby na moim miejscu?”

Przekazywać wiarę aż po krańce ziemi

Również wy, ludzie młodzi, przez chrzest jesteście żywymi członkami Kościoła i wspólnie mamy misję niesienia Ewangelii wszystkim. Wchodzicie w życie. Wzrastanie w łasce wiary przekazywanej nam przez sakramenty Kościoła włącza nas w nurt pokoleń świadków, gdzie mądrość tych, którzy mają doświadczenie, staje się świadectwem i zachętą dla tych, którzy otwierają się na przyszłość. A nowość młodych staje się z kolei wsparciem i nadzieją dla osób będących blisko celu swej podróży. Dzięki współistnieniu różnych grup wiekowych, Kościół w swojej misji buduje mosty międzypokoleniowe, poprzez które wiara w Boga i miłość bliźniego stają się czynnikami głębokiej jedności.

To przekazywanie wiary, będące istotą misji Kościoła, odbywa się zatem przez „zarażanie” miłością, przez co radość i entuzjazm wyrażają nowo odnaleziony sens i pełnię życia. Upowszechnianie wiary przez przyciąganie wymaga serc otwartych, poszerzonych miłością. Miłości nie można stawiać granic: jak śmierć potężna jest miłość (por. Pnp 8, 6). A taka otwartość rodzi spotkanie, świadectwo, głoszenie; rodzi wzajemne dzielenie się w miłości z tymi wszystkimi, którzy są dalecy od wiary, okazują się na nią obojętni, niekiedy niechętni i przeciwni jej. Środowiska ludzkie, kulturowe i religijne wciąż jeszcze nieznające Ewangelii Jezusa i sakramentalnej obecności Kościoła, stanowią najbardziej odległe „krańce ziemi”, do których, od czasu Paschy Jezusa posłani są Jego uczniowie i misjonarze, z pewnością, że zawsze jest z nimi ich Pan (por. Mt 22, 20; Dz 1, 8). Na tym polega to, co nazywamy missio ad gentes. Najbardziej przygnębiającymi peryferiami człowieczeństwa potrzebującego Chrystusa jest obojętność wobec wiary, czy wręcz nienawiść wobec boskiej pełni życia. Każde ubóstwo materialne i duchowe, wszelka dyskryminacja braci i sióstr jest zawsze konsekwencją odrzucenia Boga i Jego miłości.

Najodleglejsze krańce ziemi są dla was dzisiaj, drodzy młodzi bardzo aktualne i zawsze łatwe do „nawigacji”. Świat cyfrowy, sieci społecznościowe, które nas przenikają i osaczają, zacierają granice, niwelują skrajności i odległości, zmniejszają różnice. Wszystko wydaje się w zasięgu ręki, wszystko tak bliskie i bezpośrednie. A jednak bez daru, jakim jest zaangażowanie naszego życia, możemy mieć mnóstwo kontaktów, ale nigdy nie będziemy zanurzeni w prawdziwej komunii życia. Misja aż po najdalsze krańce ziemi wymaga daru z siebie samego, w powołaniu danym nam przez Tego, który nas umieścił na tej ziemi (por. Łk 9, 23-25). Śmiałbym powiedzieć, że dla człowieka młodego, który chce podążać za Chrystusem, niezbędne jest poszukiwanie i akceptacja własnego powołania.

Świadczyć o miłości

Dziękuję wszystkim strukturom kościelnym, które pozwalają wam osobiście spotkać Chrystusa żyjącego w swoim Kościele: parafiom, stowarzyszeniom, ruchom, wspólnotom zakonnym, różnym przejawom posługi misyjnej. Wielu młodych znalazło w wolontariacie misyjnym formę służenia „maluczkim” (por. Mt 25, 40), promując ludzką godność i świadcząc o radości kochania i bycia chrześcijanami. Te doświadczenia kościelne sprawiają, że formacja każdego jest nie tylko przygotowaniem do własnego sukcesu zawodowego, ale rozwija i otacza troską Boży dar, żeby lepiej służyć innym. Te zasługujące na pochwałę formy czasowej posługi misyjnej są owocnym początkiem i, przy rozeznawaniu powołania, mogą wam pomóc w podjęciu decyzji o całkowitym darze samych siebie jako misjonarze.

Z młodych serc zrodziły się Papieskie Dzieła Misyjne, by wspierać głoszenie Ewangelii wszystkim narodom, przyczyniając się do rozwoju ludzkiego i kulturowego wielu ludzi spragnionych Prawdy. Modlitwy i pomoc materialna, które są hojnie ofiarowywane i przekazywane za pośrednictwem Papieskich Dzieł Misyjnych, pomagają Stolicy Apostolskiej w zapewnieniu, aby ci, którzy otrzymują dla zaspokojenia własnych potrzeb, mogli z kolei świadczyć w swoim środowisku. Nikt nie jest tak biedny, by nie mógł dać tego, co ma, ale wcześniej jeszcze tego, kim jest. Chciałbym powtórzyć zachętę, jaką skierowałem do młodych Chilijczyków: „Nigdy nie myśl, że nie masz nic do dania lub że nikogo nie potrzebujesz. Wielu ludzi ciebie potrzebuje, pomyśl o tym. Niech każdy z was pomyśli w swym sercu: wielu ludzi mnie potrzebuje” (Spotkanie z młodymi, Sanktuarium Maipu, 17 stycznia 2018).

Drodzy młodzi, tegoroczny październik – miesiąc misyjny, podczas którego odbędzie się poświęcony wam Synod – będzie kolejną okazją, aby stać się uczniami-misjonarzami, coraz bardziej rozmiłowanymi w Jezusie i Jego misji, aż po najdalsze krańce ziemi. Maryję Królową Apostołów, świętych Franciszka Ksawerego i Teresę od Dzieciątka Jezus, błogosławionego Pawła Mannę, proszę o wstawiennictwo dla nas wszystkich oraz by nam zawsze towarzyszyli.

Watykan, 20 maja 2018 r., w uroczystość Zesłania Ducha Świętego.

Franciszek

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem