Reklama

Biały Kruk 1

Zachowajmy trzeźwość

2018-07-24 09:09

Antoni Szymański, Senator RP

Ks. Dariusz Woźniczka
Włostów: składanie deklaracji abstynenckich

W roku jubileuszu 100-lecia odzyskania niepodległości warto przypomnieć sobie ponadczasowe słowa bł. ks. Bronisława Markiewicza, który przestrzegał, że „Polska będzie trzeźwa albo jej wcale nie będzie”.

Przed nami kolejny sierpień od 1984 roku dzięki zabiegom Kościoła Katolickiego przeżywany jako miesiąc trzeźwości. Dzięki temu mamy okazję do chwili refleksji nad zagrożeniami jakie niesie ze sobą nadużywanie alkoholu. W Polsce wciąż najpoważniejszym zagrożeniem jest fakt nadmiernego spożywania alkoholu. Według danych statystycznych, aż 14 % dorosłych Polaków pije ryzykownie i szkodliwie. Wielu nawet nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa. Ponad milion Polaków jest uzależnionych. Co najmniej dwa miliony dzieci żyje w rodzinach obarczonych dramatem uzależnienia. Każdy polski podatnik przeznacza co roku ok. 800 zł na pokrycie strat wynikających z nadmiernego spożycia alkoholu. Jak wynika z dostępnych danych, dzisiejsza sytuacja jest alarmująca, a spożycie alkoholu ciągle wzrasta, zwłaszcza wśród ludzi młodych.

Najważniejszą rolę w kształtowaniu właściwych postaw wobec alkoholu odgrywa rodzina. Św. Jan Paweł II nazwał rodzinę „szkołą bogatszego człowieczeństwa”, a papież Benedykt XVI podczas Światowego Spotkania Rodzin w Mediolanie mówił o „życiu rodzinnym jako szkole cnót społecznych”. To w domach rodzinnych powinna kształtować się trzeźwość indywidualna i społeczna. Jest to niezwykle ważne w wychowywaniu dzieci, które od najmłodszych lat niczym zwierciadła odbijają zachowania swoich rodziców. Gesty, czyny i słowa rodziców są dla nich najbardziej sugestywną lekcją. Gdy więc dzieci będą widzieć, że ich matki i ojcowie potrafią żyć bez alkoholu, będą ich naśladować. Jeżeli zaś będą obserwować rodziców upijających się, topiących w alkoholu problemy, jedynie w nim szukających odpoczynku i relaksu, to również w świadomości dzieci alkohol stanie się głównym sposobem radzenia sobie z trudami życia. Rzadko mówi się jednak, że aktualne problemy wynikają z głębokiego kryzysu moralnego. Człowiek staje się więźniem cywilizacji chciwości i rywalizacji, a narastający w nim stres sprawia, że ucieka w świat konsumpcji, rozrywki i przyjemności.

Coraz więcej osób jest uzależnionych od narkotyków, leków antydepresyjnych, hazardu, gier komputerowych czy Internetu. Mówi się dziś wręcz o „epoce uzależnień” oraz „nałogowej osobowości naszych czasów.” Postawa wobec napojów alkoholowych ujawnia istotną prawdę o każdym człowieku. Jest odwzorowaniem osobistej hierarchii wartości, stopnia wewnętrznej wolności i panowania nad sobą. Uciekanie się do alkoholu w trudnych sytuacjach życiowych, czy też traktowanie, go jako sposobu na ukrycie własnych słabości, to wyraźny sygnał wkraczania na drogę uzależnienia.

Reklama

Zasmucające jest, że Polacy wydają rocznie na alkohol ponad 35 miliardów złotych. Problemem jest także pobłażliwy stosunek rodziców do spożywania alkoholu przez dzieci. Usprawiedliwianie synów i córek, przyzwalanie na weekendowe upijanie się, to otwieranie drzwi przed przyszłymi dramatami, które nie pojawiają się nagle, lecz narastają powoli kumulując wiele pozornie nieistotnych wydarzeń. Odpowiedzią na problemy powinna być troska o to, by wszystkie rodziny były miejscem kształtowania dojrzałych postaw.

Na drodze do wychowania w trzeźwości rodziny potrzebują bezpiecznego i przyjaznego środowiska. Potrzebują społeczeństwa, w którym nie ma przyzwolenia na sprzedaż alkoholu nieletnim. Rodzice mają prawo oczekiwać, że ich dzieci nie otrzymają alkoholu na spotkaniu towarzyskim, w mieszkaniu przyjaciół czy na dyskotece. Mają też prawo wymagać od szkoły i nauczycieli jednoznacznego stosunku wobec picia alkoholu. Abstynencja dzieci i młodzieży nie jest dobrowolnym wyborem, lecz koniecznością.

Dlatego przypominam apel św. Jana Pawła II: „Młodzi, nie dajcie się zniewolić! Nie dajcie się skusić pseudowartościami, półprawdami, urokiem miraży, od których później będziecie się odwracać rozczarowani, poranieni, a może nawet ze złamanym życiem”.

Dziękujemy za odwagę, miłość i mądrość tym, którzy w sierpniu ofiarują Bogu i bliźnim dobrowolny dar abstynencji. Niech to świadectwo mobilizuje nas wszystkich do całorocznej troski o trzeźwość Polaków w kraju i poza jego granicami.

Tagi:
trzeźwość

Ku wyzwoleniu

2018-08-14 11:07

Ewa Monastyrska
Edycja zamojsko-lubaczowska 33/2018, str. I

Andrey Cherkasov/fotolia.com

Sierpień został uznany za miesiąc trzeźwości. W tym czasie osoby chcące modlić się za uzależnionych i współuzależnionych odmawiają sobie nie tylko spożywania napojów alkoholowych, ale powstrzymują się od zakupu i proponowania innym trunków wysokoprocentowych. W myśl słów Chrystusa, że istnieją demony, które „można wyrzucić tylko modlitwą i postem” (Mt 17,21), Polacy ofiarowują swoje wyrzeczenie w imię trzeźwości osób bliskich, a także całego narodu. W tym roku księża biskupi zachęcają, by owa wstrzemięźliwość trwała nie tylko przez miesiąc, ale przez 100 dni dla uczczenia 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. Zaapelował o to Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Przed 40 laty wybrano Jana Pawła I - "uśmiechniętego papieża"

2018-08-21 14:58

Paweł Bieliński (KAI) / Watykan

Przed 40 laty - 26 sierpnia 1978 r. wybrano na papieża patriarchę Wenecji kard. Albino Lucianiego. Zmarł po 33 dniach zasiadania na Stolicy Piotrowej. Od razu po swym wyborze Jan Paweł I zdobył sympatię świata. Z przekrzywioną białą piuską na głowie i uśmiechem dziecka "bezradnie" rozkładał ręce w loggii Bazyliki św. Piotra, jakby chciał powiedzieć: "Zobaczcie, co mi zrobili". Włosi poufale nazywali go Gianpaolo. W listopadzie 2017 r. papież Franciszek ogłosił dekret o heroiczności jego cnót i tym samym do beatyfikacji „papieża uśmiechu” konieczne jest już tylko stwierdzenie autentyczności cudu za jego przyczyną.

wikipedia.org

Jako pierwszy w historii papież przyjął dwa imiona. Wytłumaczył się z tego nazajutrz po wyborze, w pierwszym przemówieniu do tłumów zgromadzonych na Placu św. Piotra: "Pomyślałem sobie: Papież Jan osobiście udzielił mi sakry biskupiej w tej tu bazylice św. Piotra. Następnie, choć niegodny, objąłem po nim katedrę św. Marka w Wenecji, w tej Wenecji, która jeszcze teraz pełna jest Papieża Jana. Wspominają go gondolierzy i zakonnice, wszyscy. Ale papież Paweł nie tylko kreował mnie kardynałem, ale na kilka miesięcy przedtem, na kładkach, na zalanym wodą placu św. Marka sprawił, że cały zaczerwieniłem się wobec 20 tysięcy ludzi, ponieważ zdjął stułę i nałożył ją na moje ramiona. Jeszcze nigdy się tak nie zaczerwieniłem! Z drugiej strony Papież ten przez 15 lat swego pontyfikatu nie tylko mnie, ale całemu światu pokazał jak kochać, jak służyć, jak pracować i cierpieć dla Kościoła Chrystusowego. Dlatego powiedziałem sobie: będę się nazywał Jan Paweł. Nie mam mądrości serca Papieża Jana, ani przygotowania i kultury Papieża Pawła, ale jestem na ich miejscu, muszę więc starać się służyć Kościołowi. Ufam, że będziecie mnie wspierać swoimi modlitwami".

Słowa te, przerywane burzliwymi oklaskami, bp Władysław Rubin, ówczesny sekretarz generalny Synodu Biskupów, nazwał "uczciwym przyznaniem się do swoich możliwości" i "świadectwem ogromnej pokory".

Przemówienie Jana Pawła I uderzało prostotą. Papieże zwyczajowo przemawiali używając w stosunku do siebie liczby mnogiej "my". Papa Luciani natomiast mówił jak ojciec do swych dzieci. Skądinąd po raz pierwszy od 75 lat - gdy katedrę św. Piotra objął św. Pius X, skądinąd także przybyły z Wenecji - papieżem został doświadczony duszpasterz. Luciani bowiem nigdy nie pracował ani w Kurii Rzymskiej, ani w papieskiej dyplomacji. Mówiono wręcz, że do Rzymu jeździł tak rzadko, jak to było możliwe... Obcy mu był kurialny savoir-vivre.

Biskup katecheta

Albino Luciano przyszedł na świat 17 października 1912 r. w Forno di Canale - górskiej wiosce położonej w Dolomitach na północy Włoch. Pochodził z ubogiej rodziny. Jego ojciec w poszukiwaniu pracy jeździł za granicę jako sezonowy robotnik, a w końcu zatrudnił się przy produkcji szkła w Wenecji. Był socjalistą i antyklerykałem, toteż gdy syn oznajmił mu, że zostanie księdzem, z trudem zaakceptował jego decyzję.

Już jako dziecko Albino bardzo dużo czytał, głównie literaturę włoską, francuską i angielską. Uwielbiał zwłaszcza książki Charlesa Dickensa.

Po święceniach kapłańskich, które przyjął w Belluno 7 lipca 1935 r., Albino został wikariuszem w swej rodzinnej wiosce, a następnie w pobliskim Agordo. To tam zdobywał pierwsze doświadczenia katechetyczne - dziedzina ta stałą się jego pasją na całe życie. W wieku 25 lat ks. Luciani był już wicerektorem seminarium duchownego w Belluno. Wykładał tam też teologię dogmatyczną i moralną, prawo kanoniczne i sztukę sakralną. Podjął też zaoczne studia na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, zdobywając w 1947 r. doktorat z teologii dogmatycznej. Pisał o pochodzeniu duszy ludzkiej według Antonio Rosminiego - XIX-wiecznego teologa, którego publikacje długo znajdowały się na kościelnym indeksie ksiąg zakazanych.

Odtąd powierzano mu coraz poważniejsze obowiązki w diecezji Belluno. Był wicekanclerzem kurii biskupiej, sekretarzem synodu diecezjalnego, zastępcą wikariusza generalnego, wikariuszem generalnym. Kierował też wydziałem katechetycznym kurii, co zaowocowało wydaniem dwóch książek: "Catechesi in briciole" (1949), którą wielokrotnie wznawiano, i "Nuovo briciole di catechetica" (1961), zawierającą praktyczne wskazówki dla duchowieństwa.

Mianowany w grudniu 1958 r. biskupem Vittorio Veneto poświęcił się pracy duszpasterskiej i katechetycznej. Gdy przedstawiono mu kandydaturę Lucianiego, Jan XXIII miał powiedzieć: "Znam go. Ten człowiek sprawi mi radość". Sam Luciani wspominał o swych kontaktach z Roncallim: "Kilkakrotnie podróżowałem z nim koleją, ale wówczas to on najczęściej mówił.."..

W dniu konsekracji biskupiej Jan XXIII przeczytał Lucianiemu fragment książki Tomasza á Kempis "O naśladowaniu Chrystusa": "Mój synu, próbuj postępować raczej zgodnie z wolą innych niż swoją. Zawsze staraj się posiadać mniej niż więcej. Zawsze wybieraj najskromniejsze miejsce i dąż do tego, by mniej znaczyć niż wszyscy inni. Zawsze zmierzaj ku temu i módl się o to, by w twoim życiu całkowicie urzeczywistniała się wola Boga. Przekonasz się, że człowiek, który bierze sobie to wszystko do serca, będzie poruszał się po krainie ciszy i pokoju". Młody biskup wziął sobie te zachęty do serca i wcielił w życie.

Często porównywano go z Janem XXIII: "Było tak, jak gdyby papież Roncalli był w tej diecezji i pracował z nami. Podczas posiłków gościł u siebie zazwyczaj dwóch lub trzech księży. Nie potrafił po prostu inaczej, jak tylko dzielić z innymi to, co posiadał oraz siebie samego. Zdarzało się, że bez zapowiedzi odwiedzał chorych lub kalekich. W szpitalu zawsze pojawiał się nieoczekiwanie, przybywał nagle na rowerze lub w swoim starym samochodzie; swojemu sekretarzowi polecał czekać na zewnątrz i czytać dokumenty, a sam wizytował pokoje chorych. W chwilę później pojawiał się w górskiej wiosce, by z tamtejszymi księżmi przedyskutować określony problem". Najczęściej nosił zwykłą, czarną księżowską sutannę.

Uczestniczył w obradach Soboru Watykańskiego II, które relacjonował w listach do księży. Nie był jednak

jego aktywnym uczestnikiem, raczej przysłuchiwał się dyskusjom i zawierał przyjaźnie z biskupami z całego świata. "Sobór przeniknął do jego ciała i krwi. Znał na pamięć dokumenty. Co więcej, wyciągał z nich praktyczne konsekwencje" - wspomina jeden z ówczesnych współpracowników Lucianiego.

W grudniu 1969 r. został patriarchą Wenecji, a trzy lata później wiceprzewodniczącym Konferencji Episkopatu Włoch. W tym samym 1972 r. jego gościem w Wenecji był papież Paweł VI. W swoim domu przyjmował wszystkich, którzy przychodzili. Troszczył się o los ubogich, podejmując liczne akcje charytatywne. Dużo szumu wywołał jego apel do księży, by sprzedali kościelne kosztowności, aby wesprzeć ośrodek dla upośledzonych. "Mierząc w kategoriach finansowych - pisał - niewiele to wyniesie, ale może będzie to miało jakąś wartość, jeśli pomoże zrozumieć ludziom, że prawdziwymi skarbami Kościoła, jak powiedział św. Wawrzyniec, są biedni i słabi, których trzeba wspierać nie okazjonalną jałmużną, lecz dopomaganiem im w stopniowym osiągnięciu owego standardu życia i owego poziomu kultury, do jakich mają prawo". Baczną uwagę zwracał na robotników, organizując dla nich duszpasterstwo. W marcu 1973 r. został kardynałem.

Ludzie, którzy zetknęli się z Lucianim powtarzali, że już sama myśl o nim nastrajała pogodnie, uśmiechali się, ich twarze odprężały się i nabierały łagodnego wyrazu. Mówiono o nim: pobożny, świątobliwy, pokorny, ubogi, człowiek o pozytywnym nastawieniu do świata. Od dziecka wprost "pożerał" książki. Uwielbiał zwłaszcza powieści Charlesa Dickensa. Mówił po niemiecku, francusku, portugalsku i angielsku. Dużo podróżował, nie tylko po Europie; był także w Brazylii i Afryce - jeszcze jako biskup Vittorio Veneto nawiązał partnerstwo z diecezją Kiremba w Burundi. Wśród jego znajomych byli nie tylko katoliccy hierarchowie (m.in. kard. Karol Wojtyła), lecz także niekatolicy (m.in. sekretarz generalny Światowej Rady Kościołów Philip Potter) i niechrześcijanie. Z niepokornym teologiem Hansem Küngiem wymieniał listy i książki.

Zanim został papieżem najbardziej znany był jako... publicysta. Często ogłaszał artykuły w weneckim "Il Gazettino". Dla "Messagero di Sant'Antonio" napisał cykl listów do sławnych postaci z przeszłości (króla Dawida, Hipokratesa, św. Teresy z Lisieux, Carla Goldoniego itp.), a także do... postaci literackich (np. do Cyrulika Sewilskiego i do "czterech jegomościów z Klubu Pickwicka"), poruszając aktualne problemy współczesności. Pisał o życiu rodzinnym, związkach zawodowych, narkomanii, przemocy, nauce, sztuce. Teksty te złożyły się na książkę "Ilustrissimi" (po polsku wydano ją jako "Listy do sławnych postaci").

"Niebezpieczeństwo"

Gdy 6 sierpnia 1978 r. zmarł Paweł VI grupa znanych teologów opublikowała ogłoszenie: "Poszukuje się przepełnionego nadzieją, świątobliwego człowieka, który potrafi się śmiać. (...) Podania (...) prosimy kierować do kolegium kardynalskiego w Watykanie".

"Trudno będzie znaleźć właściwą osobistość, która mogłaby poradzić sobie z (...) licznymi problemami, stanowiącymi naprawdę ciężkie brzemię - pisał Luciani w przeddzień konklawe do swej siostrzenicy. - Na szczęście mnie nie grozi to niebezpieczeństwo". Konklawe rozpoczynało się w sobotę, a już na wtorek zamierzał wracać do Wenecji.

Jednak to właśnie on został wybrany papieżem 26 sierpnia 1978 r., po konklawe trwającym zaledwie jeden dzień. Ostatni raz tak szybko wybrano następcę św. Piotra w 1939 r., gdy został nim Pius XII. Niezwykła jednomyślność kardynałów była tym bardziej zaskakująca, że po raz pierwszy Biskupa Rzymu wybierało konklawe tak liczne: aż 111 kardynałów (spośród 114 uprawnionych) było obecnych w kaplicy Sykstyńskiej. Nie przybyli jedynie trzej chorzy: kard. Valerian Gracias z Indii, kard. John Wright z USA i kard. Bolesław Filipiak z Polski. Kardynałowie pochodzili z kilkudziesięciu państw z wszystkich kontynentów. Spodziewano się więc, że konklawe będzie trwało długo, gdyż dojdzie do konfrontacji kultur i konieczne będą kompromisy. Tymczasem - jak napisali nazajutrz polscy kardynałowie: Karol Wojtyła i Stefan Wyszyński w wydanym w Rzymie komunikacie - "dokonany w ciągu jednego dnia wybór Papieża jest widomym znakiem Opatrzności Bożej. Objawił się w nim «dar jedności w Duchu Świętym», o który Kościół prosi na początku Mszy św."..

A oto jak sam Papież wspominał te wydarzenia w swym pierwszym przemówieniu: "Wczoraj rano poszedłem spokojnie do Kaplicy Sykstyńskiej na głosowanie. Nigdy mi do głowy nie przyszło, że stanie się to, co się stało. Jak tylko zbliżyło się w moją stronę niebezpieczeństwo, dwóch siedzących obok mnie kardynałów zaczęło mi szeptać słowa otuchy. Jeden z nich powiedział: «Odwagi! Jeżeli Pan nakłada ciężar, to i da siły do niesienia go». Drugi natomiast: «Nie obawiaj się! Na całym świecie tylu ludzi modli się za nowego papieża». Przyszedł moment: przyjąłem". Niedługo potem zwierzał się w prywatnym liście: "Nie wiem, jak to się stało, że przyjąłem wybór. Dzień później już tego żałowałem, ale było za późno".

Pierwsze chwile nowego Papieża ujawnił kard. Alexandre Renard z Lyonu: "Kiedy Duch Święty przemówił ustami zgromadzonych na konklawe, on po prostu powiedział: tak. Nie zaczął płakać, nie był zmieszany. Powiedział: przyjmuję imiona Jana i Pawła, by kontynuować dzieło moich poprzedników". "Szukałem tego, który wydawał mi się najlepiej odpowiadać potrzebom dzisiejszego świata" - tłumaczył głosowanie na Lucianiego kard. François Marty z Paryża. Francuscy kardynałowie dostrzegli w patriarsze Wenecji "pokorę, łagodność, ducha nadprzyrodzonego, ale także odwagę". "Wiemy, że będzie on zarazem stanowczy i otwarty, przyjazny dla wszystkich, ale zwłaszcza - on, syn robotnika - dla biednych i maluczkich" - napisali w oświadczeniu wydanym po konklawe. Kard. George Basil Hume nazwał Jana Pawła I "kandydatem Boga".

Jego wybór został powitany z radością także poza kolegium kardynalskim. "Jestem przekonany, że Bóg dał nam we właściwej godzinie papieża, którego powinniśmy mieć" - wyznał na wieść o wyborze swego przyjaciela Dom Helder Camara. Rzecznik prymasa Kościoła anglikańskiego oznajmił: "Celem Kościoła anglikańskiego jest, abyśmy się mogli pewnego dnia zjednoczyć z Kościołem katolickim. Mamy nadzieję, że dzień ten nadejdzie szybko, dzięki wyborowi kardynała Luciani". Niezadowolony był jedynie krytyk Soboru Watykańskiego II abp Marcel Lefebvre: "Wybrał imię Jana Pawła i jeśli to imię świadczy, że zamierza kontynuować dzieło Jana XXIII i Pawła VI, to wyznaję, że nie jest to dla nas dobry znak".

Kard. Luciani nie był uważany za faworyta do sukcesji po Pawle VI. W gronie papabili wymieniał go jedynie pewien hiszpański dziennik i polski tygodnik "Perspektywy", zaś włoskie gazety - jak sam żartował - umieszczały go "najwyżej na liście C". "Jakoś ukrył go Pan Jezus i ochronił przed tym całym hałasem i rejwachem prasy włoskiej i światowej, przed tym przetargiem i przelicytowywaniem się poszczególnych dziennikarzy" - komentował na gorąco kard. Wojtyła wychodząc z konklawe.

Boży meteor

Bożym meteorem nazwał Jana Pawła I jeden z jego biografów. Po 33 dniach jego pontyfikatu Kościół nie mógł już być taki jak przedtem. Nadał papiestwu nowy styl. Przede wszystkim zrezygnował z koronacji tiarą, zastępując ją Mszą św. inaugurującą pontyfikat, w czasie której, tak jak każdy metropolita (a papież jest metropolitą rzymskiej prowincji kościelnej), włożono mu na ramiona wełniany paliusz. Potrójna papieska korona oznaczała m.in. świecką władzę papieży nad światem. Rezygnując z tiary Jan Paweł I wyrzekł się tym samym jakiejkolwiek innej władzy poza duchową. "Monarcha zmienił się w pasterza" - komentowano.

Na pierwszą audiencję ogólną przyszedł piechotą. Postanowił zrezygnować z noszenia w sedia gestatoria - tronie-lektyce, którego używali jego poprzednicy. Jednak wkrótce uległ namowom otoczenia i na kolejne audiencje dawał się wnosić, aby mogli go widzieć zgromadzeni wierni.

Tym, co najbardziej odróżniało Jana Pawła I od swych poprzedników był sposób mówienia. Przemawiał językiem, który ludzie rozumieli. Często improwizował, używając mało teologicznych, za to chwytliwych medialnie sformułowań. Polemizował z twierdzeniem: Ubi Lenin, ibi Jeruzalem. O Bogu powiedział, że jest nie tylko naszym Ojcem, ale także Matką. Duszę porównał do silnika samochodu, a modlitwę do używania mydła. O św. Pawle mówił, że gdyby żył w dzisiejszych czasach, byłby szefem agencji Reutera i starałby się o czas antenowy w telewizji. Słynne były jego rozmowy podczas środowych audiencji ogólnych z chłopcami z watykańskiego chóru, przypominające szkolną katechezę. Cytował Marka Twaina, mówił o Pinokiu...

W swym programowym orędziu wygłoszonym nazajutrz po wyborze Jan Paweł I przypomniał, że podstawowym obowiązkiem Kościoła jest ewangelizacja, czyli głoszenie orędzia zbawienia. Chciał, aby prowadzili ją "wszyscy synowie Kościoła". Upatrywał w niej ratunku dla świata spragnionego miłości i prawdy. "Różnica między księdzem parafialnym w Canale a mną polega tylko na liczbie wiernych, ale zadanie jest to samo: przypominanie Chrystusa i jego przesłania" - powiedział kiedyś. W październiku chciał to przesłanie przypominać w Meksyku, przed Bożym Narodzeniem zamierzał udać się do Libanu.

Jan Chrzciciel?

Zmarł niespodziewanie 28 września 1978 r. Tak niespodziewanie, że zaczęto tworzyć scenariusze o spisku na życie Papieża, który został otruty, gdyż chciał wprowadzić śmiałe reformy: zezwolić katolikom na antykoncepcję, poprzeć teologię wyzwolenia, przeciąć niejasne powiązania watykańskich finansistów z mafią itp. Jednak nawet ówczesny komunistyczny ambasador PRL w Rzymie Kazimierz Sidor nazwał te teorie "absurdalnymi supozycjami". To raczej "schorowane serce nie podołało ciężarowi obowiązków wikariusza Chrystusowego". W podobnym duchu wypowiadał się długoletni rzymski korespondent PAP Zdzisław Morawski: "Nie brak było w Rzymie głosów, że jedną z przyczyn przedwczesnego i niespodziewanego zgonu było stałe napięcie, w jakim żył od chwili wyboru na papieża ów skromny człowiek, czujący, że problemy, którym musi stawić czoła jako najwyższy zwierzchnik Kościoła uniwersalnego, przerastają jego możliwości". "Gdybym wiedział, że pewnego dnia zostanę papieżem, więcej bym się uczył" - miał powiedzieć Papa Luciani do swej bratanicy.

Ktoś napisał, że Jan Paweł I miał powołanie Jana Chrzciciela: przygotował drogę papieżowi znad Wisły.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rodzina w Europie: alarmujące statystyki i pilna potrzeba zmian (analiza)

2018-08-21 15:54

azr (KAI) / Watykan

Lawinowo rosnąca liczba aborcji, coraz mniej zawieranych małżeństw i brak dostatecznie rozwiniętej polityki rodzinnej w krajach członkowskich Unii Europejskiej – to wnioski z raportu nt. rodziny, który publikuje na swojej stronie internetowej papieska Dykasteria ds. Świeckich, Rodziny i Życia. Dokument przygotowany przez hiszpański niezależny Instytut Polityki rodzinnej zawiera też propozycje zmian, które mają szansę odwrócić „demograficzną zimę” Starego Kontynentu.

pixabay.com

Dokument niezależnego Instytutu Polityki Rodzinnej (Instituto Politica Familiar) zatytułowany „Raport nt. ewolucji rodziny w Europie w 2018 r.” wskazuje na najważniejsze zmiany społeczne i światopoglądowe, zachodzące obecnie na Starym Kontynencie. Przedstawione w nim dane dotyczą Europy, rozumianej jako wspólnota 28 państw członkowskich Unii Europejskiej.

Populacja Europy

Według raportu, ludność Europy przekroczyła w tym roku liczbę 511,8 mln osób. Od 1975 r. populacja krajów europejskich wzrosła o 60 mln, a w ciągu ostatnich 10 lat (tj. w latach 2007-2017) o 13,5 mln mieszkańców. „Imigracja była fundamentalną przyczyną europejskiego wzrostu demograficznego” - podkreślają autorzy. Wskazują też na dużą dysproporcję w liczbie mieszkańców poszczególnych krajów. W czterech najbardziej zaludnionych państwach UE, Niemczech (82,8 mln mieszkańców), Francji (67 mln), Wielkiej Brytanii (65,8 mln) i Włoszech (ponad 60,5 mln) mieszka łącznie 54 proc. całkowitej populacji Unii Europejskiej (276,2 mln osób). Z kolei w trzech najmniejszych pod względem liczby ludności krajach (Luksemburg, Cypr, Malta) żyje łącznie zaledwie 1,8 mln obywateli, czyli 0,3 proc. populacji unijnej.

Tymczasem „naturalny przyrost demograficzny w Unii Europejskiej w ciągu ostatnich 20 lat (1997-2017) jest niemal w całości wynikiem zwiększenia liczby urodzeń we Francji, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. W tych państwach urodziło się w tym czasie ponad 23,5 mln osób, co stanowi 82 proc. wzrostu liczby ludności we wszystkich krajach UE. Z kolei aż 8 państw Unii zanotowało w tym okresie spadek liczby ludności. Największy: w Rumunii (ubyło ponad 2,94 mln obywateli), a także kolejno w: Bułgarii (-1,23 mln), na Litwie (-740 tys.), w Polsce (-666 tys.), na Węgrzech (-502 tys.), na Łotwie (-494 tys.), w Chorwacji (-378 tys.) i w Estonii (-90 tys.).

Wzrost demograficzny a imigracja

Od 1995 r. w Europie wzrost demograficzny w większym stopniu był wynikiem imigracji, niż liczby urodzeń w poszczególnych krajach. W latach 2015 i 2016 wzrost ten był w 100 proc. efektem imigracji, ponieważ łączny przyrost naturalny w krajach UE był ujemny. Szczegółowo wyniki te przedstawiają się w następujący sposób: w 1980 r. wzrost demograficzny w Europie wyniósł 1,98 mln osób, z czego ponad 1,56 mln, to przyrost naturalny. W 1990 r. rozkładał się on na 927 tys. urodzeń i 661 tys. imigrantów. Pięć lat później do Europy przybyło ponad 598 tys. imigrantów, a urodziło się w niej zaledwie 179 tys. dzieci. W roku 2000: 1,03 mln imigrantów wobec 305 tys. urodzeń, w 2010 r. 747 tys. imigrantów i 504 tys. urodzeń, w 2013 r. 1,76 mln imigrantów i 76 tys. urodzeń. W 2016 r. do Europy przybyło 1,22 mln imigrantów, a wskaźnik przyrostu naturalnego wyniósł -15,8 tys. obywateli. W Polsce w 2016 r. liczba mieszkańców wzrosła o 11,5 tys. osób – także za sprawą przybycia imigrantów.

Jeśli chodzi o stosunek liczby narodzin do zgonów, to w 2016 r. w Europie liczba zgonów była wyższa od wskaźnika urodzeń o ponad 15,8 tys. Krajami w których zgony w największym stopniu przewyższają urodzenia, są Niemcy i Włochy. Z kolei krajami, w który przewaga narodzin nad zgonami jest największa, to Francja i Wielka Brytania. W Polsce wskaźnik urodzin w stosunku do zgonów był ujemny i wyniósł -5752 osób.

Liczba imigrantów w krajach UE wynosi obecnie 38,6 mln osób i stanowi 8 proc. mieszkańców kontynentu (wg danych z 2017 r.) W latach 2006-2017 liczba ta wzrosła o 11,2 mln osób, czyli aż 41 proc.

Starzejący się kontynent

Wg danych opracowanych przez IPF, co piąty Europejczyk, to osoba powyżej 65 roku życia. W sumie, w całej Europie jest ich 97,7 mln i stanowią ponad 19,2 proc. społeczeństwa. Od 1986 r. liczba tych osób wzrosła o ponad 6 proc., podczas gdy liczba Europejczyków w wieku poniżej 15 lat spadła w ciągu ostatnich 35 lat o 23 mln i stanowi dziś 15,6 proc. europejskiego społeczeństwa. Aż 25 mln. Europejczyków, to osoby powyżej 80 lat. Każdego dnia w Europie przybywają 433 osoby poniżej 15 roku życia oraz 4766 osób, które przekroczyły 65 lat.

Równocześnie, w innych częściach świata można obserwować odwrotne tendencje. W Stanach Zjednoczonych osoby poniżej 15 roku życia stanowią 19 proc. społeczeństwa, podczas gdy osoby, które przekroczyły 65 lat stanowią 15,03 proc. W Rosji proporcje między osobami poniżej 15 lat i powyżej 65 lat, to 16,3 proc. kontra 13,12 proc. a w Chinach: 17,7 proc. wobec 10,02 proc.

W krajach europejskich największy odsetek ludzi młodych (poniżej 15 roku życia) notowany jest w: Irlandii (21,9 proc. społeczeństwa), Francji (18,5 proc.) i Wielkiej Brytanii (17,7 proc.). Najmniej młodych jest natomiast w społeczeństwach: bułgarskim (14 proc.), włoskim (13,7 proc.) i niemieckim (13,2 proc.) Natomiast jeśli chodzi o osoby powyżej 65 roku życia, największy odsetek mieszkańców stanowią one we Włoszech, Grecji i Niemczech (odpowiednio: 22 proc., 21,3 proc., 21,1 proc.), a najmniejszy na Słowacji, w Luksemburgu i Irlandii (kolejno: 14,4 proc., 14,2 proc. i 13,2 proc.)

Żyjemy coraz dłużej

Kraje europejskie notują nieustanny wzrost długości życia mieszkańców, którego wskaźnik jest wyższy niż np. w Stanach Zjednoczonych, Rosji i Chinach. Od 1982 r. do 2016 r. w Europie średnia długość życia kobiet wzrosła z 77,2 do 83,6 lat, a mężczyzn z 70,3 do 78,2 lat. W 2016 r. oczekiwana długość życia od chwili narodzin (tożsama w badaniach demograficznych ze średnią długością życia) w krajach Unii Europejskiej wynosiła 81 lat. Najwyżej była notowana w Hiszpanii (83,5 lat), Włoszech (83,4) i Francji (82,7), najniżej w Rumunii, Bułgarii i na Litwie (wszędzie 74,9 lat). Polska wraz z Estonią zajmują 7 miejsce od końca, ze średnią 78 lat.

Spadek liczby urodzeń i wzrost liczby osób starszych sprawiły, że zwiększyła się średnia wieku mieszkańców krajów UE. W 2017 r. wynosiła ona 42,8 lat, co oznacza, że od 1985 r. wzrosła ona o 8,3 lat. Najwyższą zanotowano w Niemczech i Włoszech (45,9 lat), najniższą w Irlandii i na Cyprze (odpowiednio: 36,9 i 37,4 lat). Polska jest 6. krajem z najniższą średnią wieku w UE: 40 lat. Średnia wieku europejczyków jest wyższa od mieszkańców Chin (37,4 lat), Stanów Zjednoczonych (38,1 lat) i Rosji (39,6 lat).

„Zima demograficzna” i jej skutki

„Obecny scenariusz demograficzny starzenia się społeczeństwa nie miał precedensu w historii ludzkości i jeśli ta tendencja będzie się utrzymywać, w 2050 r. konsekwencje zimy demograficznej będą katastrofalne” - alarmują autorzy raportu. Wg danych z 2016 r., zestawiając wskaźnik urodzeń z odsetkiem mieszkańców powyżej 65 roku życia, sytuacja wygląda najgorzej we Włoszech, w Hiszpanii i Portugalii. W tych krajach 1 na 5 mieszkańców, to osoby powyżej 65 roku życia, a wskaźnik urodzeń nie przekracza 1,5 pkt. Także Polska znajduje się w czołówce, zajmując 7 miejsce wśród 28 krajów.

Według autorów raportu, jeśli sytuacja się nie zmieni, w 2050 r. w Europie na jedną osobę młodą będą przypadały dwie osoby starsze, a tylko 1 na 7 osób będzie miała poniżej 15 lat. Blisko jedna na trzy osoby będzie miała powyżej 65 lat, a osoby powyżej 80 roku życia będą stanowiły ponad 11 proc mieszkańców.

Jeszcze bardziej pesymistyczna jest prognoza na rok 2080, kiedy populacja osób powyżej 80 roku życia będzie praktycznie taka sama, jak osób młodych. Badacze szacują, że poniżej 15 lat będzie miało niewiele ponad 15 proc. mieszkańców Europy, osoby powyżej 65 roku życia będą stanowiły 29,1 proc. społeczeństwa europejskiego, a powyżej 80 roku życia – 12,7 proc.

Jak podkreślają badacze, obecny proces starzenia się Europy nie miał precedensu. Już teraz na kontynencie jest o 18 mln więcej osób starszych od młodych, mieszkańcy żyją coraz dłużej, a piramida demograficzna ulega stopniowemu odwróceniu.

Autorzy raportu zwracają uwagę na fakt, że obecne przemiany mogą przynieść poważne konsekwencje społeczne i ekonomiczne: wzrost wydatków na ochronę zdrowia, zagrożenie dla sektora emerytalnego: wzrost liczby pobierających świadczenia i malejąca liczba płatników. Mówią też o zmianach w zakresie rynku pracy.

Coraz mniej dzieci, coraz starsze matki

„Podczas gdy w 1975 r. notowano w Europie 760 narodzin na godzinę, w 2016 r. było ich tylko 587” - zwracają uwagę autorzy raportu. W przeciągu 41 lat roczna liczba narodzin spadła w Europie z 6,65 mln do 5,14 mln. Ten spadek zanotowano pomimo wzrostu liczby mieszkańców Europy o 60 mln i rodzących się w krajach Starego Kontynentu dzieci imigrantów.

Podczas gdy w 2015 r. światowy wskaźnik urodzeń utrzymywał się na poziomie ok. 2,5 dziecka przypadającego na jedną kobietę, w Europie wynosił on zaledwie 1,6. Najwyższą wartość osiąga on we Francji (1,92), Szwecji (1,85) i Irlandii (1,81), a najniższą we Włoszech i Hiszpanii (po 1,34) oraz Portugalii (1,34). Polska zajmuje 22 z 28 miejsc ze wskaźnikiem zaledwie 1,39.

Rośnie też średnia wieku matek. W 1980 r. kobiety rodziły pierwsze dziecko mając średnio 27,1 lat. W 2016 r. wskaźnik ten wzrósł do 30,6 roku życia. Najpóźniej na macierzyństwo decydują się Irlandki (32,1 lat) oraz Hiszpanki (32 lat).

Dwie aborcje w ciągu minuty

Według raportu, opierającego się m.in. o dane EUROSTAT, w krajach Europejskich co 30 sekund dokonywany jest zabieg aborcji. Oznacza to, że każdej godziny dokonuje się ich 116, a każdego dnia ok. 2,8 tys. Liczba aborcji dokonywanych w Europie w 2015 r. wyniosła 1 021 044.

Krajem, w którym w 2015 r. przeprowadzono najwięcej aborcji jest Francja (ponad 216,1 tys.), a następnie: Wielka Brytania (197,9 tys.) i Niemcy (99,2 tys.) Najmniej dokonano ich w Polsce (1040), Chorwacji (3002) i Słowenii (3682).

Według danych, w 2015 r. 1 na 6 ciąży w Europie kończyła się aborcją. Na ponad 6,12 mln ciąży, aborcja została dokonana w ponad 1,02 mln przypadków. W Polsce dochodziło do nich najrzadziej: jedynie w 1 przypadku na 350. W Bułgarii dokonywano aborcji u ponad 29,5 proc. ciężarnych kobiet, w Rumunii u 26,4 proc. z nich a w Estonii w przypadku 26 na 100.

Szacuje się, że od 1980 do 2015 r. w krajach UE dokonano 52,2 mln aborcji. „To odpowiednik straty mieszkańców Austrii, Bułgarii, Danii, Finlandii, Słowacji, Irlandii, Chorwacji, Litwy, Słowenii, Łotwy, Estonii, Cypru, Luksemburga i Malty” - piszą autorzy raportu. W ciągu ostatnich 35 lat, 4 aborcje na 10 (czyli 22,8 mln) zostały dokonane w Rumunii, Francji i Wielkiej Brytanii, a aborcja stała się jedną z głównych przyczyn śmierci.

Autorzy raportu zwracają też uwagę na aborcje wśród nastolatek. Szacuje się, że w Europie dokonuje się je co 5 min. czyli ponad 300 dziennie. W 2015 r. blisko 102 tys. aborcji (czyli ponad 11 proc. wszystkich dokonanych w UE) przeprowadzono w przypadkach, gdy matkami były nastolatki. Najwięcej, ponad 28,1 tys. dokonano ich w Wielkiej Brytanii, we Francji (ponad 24 tys. oraz w Hiszpanii (ponad 10 tys.)

W 2015 r. w krajach UE na 5 narodzin dokonywano jednej aborcji. Stosunek liczby aborcji do narodzin najbardziej alarmująco przedstawia się w Bułgarii, gdzie wynosi 0,42 (tzn. że na 10 narodzin dokonano ponad 4 aborcji). Najlepiej sytuacja przedstawiała się w Polsce i Chorwacji, gdzie było on bliski zeru.

Jako możliwe konsekwencje spadku narodzin w UE autorzy raportu wymieniają m.in. „samobójstwo demograficzne”, polegające na zmniejszaniu się populacji poszczególnych krajów, a także zmniejszenie liczby pracowników, a więc płatników składek.

Gospodarstwa domowe pustoszeją

W latach 2006 – 2016 liczba gospodarstw domowych wzrosła w krajach UE o 17 mln, wynosząc ostatecznie blisko 220 mln. Niemniej jednak w tym samym przedziale czasowym sukcesywnie spadała liczba zamieszkujących je osób. W 2006 r. było to średnio 2,6 osób na jedno gospodarstwo domowe, a w 2016 r. 2,3 osoby. Tymczasem w Chinach wskaźnik ten wynosi 3,1 mieszkańca na gospodarstwo domowe, w Stanach Zjednoczonych i w Rosji po 2,6 osób na gospodarstwo, a w Japonii: 2,4.

Najliczniejsze są obecnie gospodarstwa domowe w Polsce, Chorwacji i Słowacji (średnio 2,8 mieszkańca na gospodarstwo). Najmniejsze – w Danii, Niemczech, Finlandii i Szwecji (średnio 2 mieszkańców).

Wg danych z 2016 r. w Europie najwięcej było gospodarstw domowych, w których mieszkały pojedyncze osoby (32,5 proc), następnie dwoje dorosłych (28,8 proc.), dwoje dorosłych z dziećmi (21,4 proc.), troje lub więcej dorosłych (8,2), troje lub więcej dorosłych z dziećmi (4,9 proc.) i osoby samotne z dziećmi (4,2 proc.) Od 2006 r. rośnie odsetek gospodarstw jednoosobowych, przy jednoczesnym spadku odsetku gospodarstw dwuosobowych i liczniejszych. Aż w 4 na 10 domostw jednoosobowych mieszkają osoby powyżej 65 roku życia. Tymczasem w 2016 r. w Chinach odsetek gospodarstw domowych jednoosobowych wynosił 15 proc. a w Stanach Zjednoczonych 28 proc.

W 2016 r. aż w 7 na 10 gospodarstw domowych (czyli ok. 154 mln domostw) nie mieszkało żadne dziecko. Zaś w połowie z pozostałych 30 proc. domostw mieszkało tylko jedno dziecko. Zaledwie w 1 domostwie na 8 mieszka troje dzieci lub więcej.

Najwięcej gospodarstw domowych bez dzieci znajduje się w Niemczech (76 proc.), Finlandii (75,7 proc.), Danii (73,8 proc.) i Szwecji (73,3 proc.). Natomiast najmniej znajduje się ich na terenach: Irlandii (57,2 proc.), Luksemburga (61,1 proc.), Cypru (61,4 proc.) i Słowacji (61,6 proc.) oraz w Polsce (63,7 proc.)

Małżeństwo – coraz rzadziej

W Europie liczba małżeństw zawieranych każdego roku spadła z 3,48 mln w 1975 r. do niespełna 2,2 mln w 2015 r. Oznacza to, że podczas gdy w 1975 r. zawierano w Europie ok. 9,5 tys. małżeństw dziennie, to w 2015 r. notowano ich już jedynie średnio 6 tys. każdego dnia. Stało się tak pomimo wzrostu ludności Europy o ok. 60 mln osób w ciągu tego trzydziestolecia.

Wskaźnik małżeństw zawieranych na 1000 obywateli spadł z 7,7 w 1975 r. do 4,2 w 2015 r. Tymczasem w Chinach wynosi on 9,6, w Rosji 8,5, a w Stanach Zjednoczonych 6,9. W Europie na najwyższym poziomie utrzymuje się on na Litwie (7,6), Cyprze (7,2), Malcie (7), Łotwie (6,9) i w Rumunii (6,3), natomiast najniższy jest w Słowenii i Portugalii (3,1), we Włoszech (3,2), we Francji (3,5) oraz w Hiszpanii, Luksemburgu i Belgii (3,6). Polska znajduje się na 12 miejscu spośród 28 państw UE ze wskaźnikiem na poziomie 5 pkt.

W ostatnich 35 latach w Europie obserwowany jest spadek wskaźnika zawieranych małżeństw. Na całym kontynencie spadł on o ok. 2,6 pkt. Najbardziej we Francji, gdzie zanotowano spadek aż o 6,2 pkt. Polska jest piątym krajem notującym największy w tym okresie spadek liczby zawieranych małżeństw – ze wskaźnikiem obniżonym o 3,6 pkt. Jedyny kraj, w którym na przestrzeni lat liczba zawieranych związków małżeńskich wzrosła jest Szwecja.

Obecnie w Europie 4 na 10 dzieci rodzi się poza związkiem małżeńskim. Od 1990 r. do 2015 r. liczba takich urodzeń wzrosła z 18,05 proc. do 42,5 proc. i wyniosła w 2015 r. ponad 2,15 mln. Oznacza to, że w krajach UE każdego roku rodzi się średnio 14,1 tys. dzieci, z których 5,94 tys. poza małżeństwem. Najwięcej takich przypadków notowanych jest we Francji (59,7 proc.), Bułgarii i Słowenii (58,6 proc.) oraz w Estonii (56,1 proc.), zaś najmniej w Grecji (9,4 proc.), Chorwacji (18,9 proc.), na Cyprze (19,1 proc.) i w Polsce, gdzie poza małżeństwem rodzi się średnio co czwarte dziecko.

W krajach UE obserwuje się też duże różnice w średniej wieku nowożeńców. Wg statystyk mężczyźni najpóźniej zawierają związek małżeński w Szwecji i Hiszpanii (odpowiednio: 36,2 lat i 34,9 lat), a najwcześniej na Litwie i w Polsce (28,9 lat oraz 29,3). Najpóźniej wychodzą za mąż Szwedki (33,6 lat) i Hiszpanki (32,7 lat), a najwcześniej Rumunki (26,8 lat) oraz Polki (26,9 lat).

Milion rozwodów rocznie

Liczba rozwodów w krajach UE wzrosła z ponad 615,3 tys. w 1975 r. do ponad 1,01 mln w roku 2010. Od tego czasu powoli maleje i w 2015 r. wyniosła niecałe 946 tys. Oznacza to, że obecnie w Europie jedno małżeństwo rozwodzi się średnio co 30 sekund, a każdego dnia notuje się ponad 2,59 tys. decyzji sądu o rozwodzie. To właśnie rozwód jest uznawany za pierwszy powód braku stabilności rodziny.

W latach 1980 – 2015 r. w Europie miało miejsce ponad 30,8 mln rozwodów, a w tym czasu ich liczba wzrosła w dwóch na trzy kraje UE. Najbardziej w Hiszpanii, we Włoszech, w Niemczech i w Polsce. Ponadto rozpadowi ulegają coraz młodsze małżeństwa. Wg danych z 2015 r., co 7. rozwodząca się para podejmuje tę decyzję po mniej niż 5 latach związku małżeńskiego, a jedna czwarta małżeństw, które się rozpadają, to związki o stażu długości 5-9 lat.

Jak alarmują autorzy badań, w 1975 r. w Europie rozpadało się jedno małżeństwo na 7, a w 2015 r. jedno na dwa. Procentowo, najwięcej małżeństw rozpada się w Portugalii (72 proc.), Luksemburgu (66 proc.) i Belgii (61 proc.), zaś najmniej na Malcie (12 proc.), w Irlandii (15 proc.) i w Rumunii (25 proc.) Polska, gdzie wg statystyk rozpada się 36 proc. związków małżeńskich, zajmuje 21 miejsce.

Polska – niechlubny lider „umów śmieciowych”

Podczas gdy w 2016 r. liczba bezrobotnych w Europie wynosiła 20,9 mln osób, w roku 2017 r. była obliczana na poziomie 18,8 mln osób. Skądinąd, wg danych z 2016 r. co trzecia umowa o pracę ma charakter umowy czasowej, bądź w niepełnym wymiarze godzin. W 2017 r. w Europie na bezrobociu przebywało ok. 21 mln osób, z czego 10 mln, to osoby, które długotrwale nie podejmowały pracy.

Najwięcej bezrobotnych znajduje się w następujących krajach: Grecja (21,5 proc. mieszkańców), Hiszpania (17,2 proc.), Włochy (11,7 proc.), najmniej w: Niemczech (3,8 proc.), na Malcie (4 proc.) i na Węgrzech (4,2 proc.). Polska, z wynikiem 4,9 proc. zajmuje 21 miejsce, ex aequo z Rumunią i Holandią.

Z kolei Polska prowadzi w rankingu krajów, które zatrudniają pracowników na warunkach tzw. „umów śmieciowych” - w 2016 r. było to aż 21,9 proc. wszystkich zatrudnionych. Kolejne miejsca za Polską zajmowały Hiszpania (21,8 proc.) i Chorwacja (19,3 proc.) Najmniej tzw. „śmieciówek” oferuje się natomiast pracownikom na Łotwie (3,2 proc.), w Estonii (3,4 proc.) i Bułgarii (3,6 proc.)

Inaczej wyglądają statystyki dotyczące zatrudnienia w niepełnym wymiarze godzin. Na takich warunkach pracuje aż co drugi obywatel Holandii, blisko 28 proc. Austriaków i 26 proc. Niemców i Duńczyków. W Polsce w niepełnym wymiarze godzin pracuje niewiele ponad 6 proc. obywateli, a w Bułgarii, która zamyka ranking, zaledwie jeden pracownik na 50. Głównymi przyczynami, dla których Europejczycy podejmują pracę w niepełnym wymiarze godzin są: brak możliwości znalezienia pracy na cały etat (26,1 proc.), choroba lub niepełnosprawność (24,6 proc.), opieka nad dziećmi lub dorosłymi, którzy tego wymagają (ponad 20 proc.)

Co czwarty Europejczyk zagrożony ubóstwem

Wg badań IFP, co czwarty obywatel Europy zagrożony jest ubóstwem lub wykluczeniem społecznym. Najbardziej narażeni są mieszkańcy Bułgarii (40,4 proc. społeczeństwa), Rumunii (38,8 proc.), Grecji (35,6 proc.), Litwy (30,1 proc.) oraz Włoch (30 proc.) Najmniejsze zagrożenie występuję w następujących krajach: Czechach (ryzyko dotyczy 13,3 proc. mieszkańców), Finlandii (16,6 proc.), Holandii i Danii (po 16,7 proc.), Austrii (18 proc.) i Słowacji (18,1 proc). Wg badań w Polsce ubóstwo lub wykluczenie społeczne zagraża 21,9 proc. obywateli, co plasuje nasz kraj w połowie europejskiego rankingu.

Podsumowując, aż 21 mln Europejczyków, to osoby bezrobotne, spośród których aż 10 mln. to osoby na tzw. „długotrwałym bezrobociu”. 1 umowa o zatrudnieniu na 8 ma charakter czasowy, a co piąta dotyczy pracy w niepełnym wymiarze godzin. Ubóstwem i wykluczeniem społecznym zagrożona jest jedna czwarta Europejczyków, a 1 młody człowiek na 9 żyje w gospodarstwie domowym zmagającym się z bezrobociem.

Życie rodzinne i zawodowe trudne do pogodzenia

W krajach UE 3 pracowników na 10 może cieszyć się elastycznością dotyczącą czasu pracy, która ułatwia pogodzenie życia rodzinnego z obowiązkami zawodowymi. Dlatego wśród rodziców, zwłaszcza wśród kobiet większą popularnością cieszy się zatrudnienie na tzw. „niepełny etat”. Praca w niepełnym wymiarze godzin wybierana jest w 79 proc. przez kobiety (tj. 33,7 mln spośród 42 mln zatrudnionych) i aż w 82 proc. przez osoby mające dzieci.

Największy odsetek kobiet wśród osób pracujących w niepełnym wymiarze godzin notuje się w Luksemburgu (85,5 proc.), Niemczech (83,8 proc.) i na Malcie (83 proc.). Najmniejszy – w Rumunii (51,4 proc.), Bułgarii (53,7 proc.) i na Cyprze (58,1 proc.) W Polsce kobiety stanowią 73,1 proc. osób zatrudnionych na takich warunkach.

Aż 97 proc. urlopów rodzicielskich trwa krócej, niż jeden miesiąc. Z kolei blisko 97,5 proc. matek decyduje się na urlop macierzyński trwający powyżej 12 miesięcy.

Opieka nad dzieckiem? Nie wszędzie

Aż 67 proc. Europejczyków nie decyduje się na korzystanie z opieki nad dzieckiem. Natomiast pośród tych, którzy z niej korzystają, ponad połowa oddaje dziecko pod opiekę na min. 30 godz. tygodniowo.

Liderem wśród krajów, których obywatele decydują się na skorzystanie z opiekunki lub instytucji zajmującej się dziećmi, jest Dania (69,6 proc.) Najmniej rodziców korzysta z tego rozwiązania na Słowacji (13,5 proc.) Polska zajmuje trzecie miejsce od końca, z wynikiem 17,1 proc. W przeciwieństwie do większości krajów Europy, to nie względy ekonomiczne są przyczyną tego, że Polscy rodzice wolą, by opiekę nad dzieckiem sprawowała rodzina – jedynie 4,6 proc. Polaków uznało bowiem usługi opieki nad dzieckiem za bardzo kosztowne.

Dysproporcje dotyczą także długości urlopów macierzyńskich w poszczególnych krajach UE. Ich średnia długość w Europie, to ponad 24 tygodnie, nie licząc możliwości wydłużenia. Najdłużej trwają one w Szwecji (78,2 tygodni), Bułgarii (58,6 tygodni oraz możliwość przedłużenia o kolejne 45,7 tygodni), Wielkiej Brytanii (52 tygodnie) oraz Danii (50 tygodni i możliwość przedłużenia o kolejne 14). Najkrótsze są w Niemczech (14 tygodni plus 4 dodatkowe), Słowenii (15 tygodni), Belgii (15 tygodni plus 2 dodatkowe) oraz na Łotwie (16 tygodni plus 2). Polska, gdzie urlop macierzyński trwa 20 tygodni i może zostać wydłużony o dodatkowe 11, plasuje się na 13 miejscu.

Wydatki na rodzinę niewielką częścią budżetu

Tylko w co trzecim państwie UE działa obecnie ministerstwo ds. rodziny (oprócz Polski są to: Niemcy, Austria, Chorwacja, Słowenia, Luksemburg, Finlandia, Słowacja i Malta). Według danych IPF w krajach UE średnio 1/4 PKB jest przeznaczana na wydatki socjalne (najwięcej we Francji: wg danych za 2015 r. było to 32 proc. PKB).

Jednak niespełna 9 proc. tych europejskich wydatków przeznaczona jest na rodziny: w 2000 r. było to zaledwie 2 proc. PKB (wobec 24,2 proc. przeznaczanych na „inne cele socjalne”), a w 2014 r. 2,4 proc. (wobec 27,5 proc.) „Chociaż procent PKB przeznaczony na rzecz rodziny wzrósł, to jednak wzrost ten był dużo mniejszy, niż w innych obszarach, co doprowadziło do jeszcze większych rozbieżności” - piszą autorzy raportu.

W 2015 r. liderem w rankingu państw, przeznaczających konkretny procent PKB na rzecz rodziny była Dania (3,5 proc.), za którymi plasowały się: Luksemburg (3,4 proc.) i Niemcy (3,2 proc.) a najmniejsze wydatki notowano w Holandii, Grecji i na Litwie (po 1,1 proc. PKB). W Polsce było to wówczas 1,5 proc. - czwarty najsłabszy wynik w Europie. Sytuacja ta uległa pozytywnej zmianie po wprowadzeniu programu 500 plus.

Wg raportu IPF, 2,4 proc. PKB, przeznaczane w Europie na pomoc rodzinie dzieli się na pomoc finansową (średnio 1,6 proc. PKB) i pozafinansową (0,8 PKB). Największy procent PKB przeznaczony na pomoc finansową w notowany jest w Luksemburgu (2,5 proc., natomiast 0,9 proc. na pomoc pozafinansową), najmniejszy – w Hiszpanii (0,5 proc. PKB na pomoc finansową i 0,8 proc. na pozafinansową).

Ogromne dysproporcje notowane są też wsparciem oferowanym w poszczególnych krajach UE. W Luksemburgu, który jest liderem rankingu, wynosi ono rocznie 2286 euro na osobę. W Grecji, która zamyka listę jest aż jedenastokrotnie niższe i wynosi 215 euro. Polska zajmuje wg zestawienia 19 miejsca ze wsparciem w wysokości 316 euro rocznie.

Z kolei średnia wysokość dodatków przyznawanych „na dziecko” wnosi w krajach UE 103 euro miesięcznie, jednak jedynie 1/4 państw wspólnoty europejskiej wypłaca świadczenia w wysokości lub powyżej tej średniej. „Łotewska rodzina potrzebowałaby 26 dzieci, aby otrzymać taką samą pomoc, jaką otrzymuje rodzina w Luksemburgu z jednym dzieckiem. Podobnie rodzina litewska potrzebowałaby 23 dzieci i musiałaby zarabiać mniej, niż 7433 euro rocznie, aby otrzymać taką samą pomoc, jak niemiecka rodzina z dwójką dzieci” - czytamy w raporcie. Jego autorzy zwracają też uwagę na tzw. „dyskryminację podatkową rodzin” - m.in. na fakt, że rodzice samotnie wychowujący dziecko płacą w krajach UE podatki wyższe średnio o 12,9 proc. od tzw. „pełnych” rodzin.

Potrzeba pilnych zmian

IPF nie ogranicza się w swoim raporcie do analizy danych, ale też postuluje konkretne i długofalowe zmiany, które mogłyby uratować sytuację rodzin i całego społeczeństwa Starego Kontynentu. To m.in. promowanie „odnowy demograficznej w Europie”, ujednolicenie polityk rodzinnych w poszczególnych krajach, co zniwelowałoby znaczące różnice m.in. w zakresie wsparcia socjalnego, likwidowanie dyskryminacji i nierówności społecznych, których podłożem jest sytuacja rodzinna.

Wśród konkretnych działań dla osiągnięcia tych długofalowych celów, IPF postuluje m.in. utworzenie „Instytutu na rzecz perspektyw rodziny” wewnątrz Komisji Europejskiej, przywrócenie unijnego obserwatorium polityk rodzinnych, doroczne spotkania ministrów z poszczególnych krajów, którzy kierują resortami ds. rodziny. Instytut widzi też potrzebę ujednolicenia polityk finansowych w poszczególnych krajach UE w zakresie wydatków na rzecz rodziny, a także wezwanie wszystkich krajów Wspólnoty Europejskiej do utworzenia ministerstwa bądź odpowiedniej jednostki na szczeblu rządowej, odpowiedzialnej za sprawy rodziny.

Wśród pomysłów zawartych w podsumowaniu raportu jest też m.in. ujednolicenie urlopów rodzicielskich: macierzyńskiego (20 tygodni), ojcowskiego (4 tygodnie), obu płatnych. Mowa jest też o obniżeniu stawek podatku VAT o 50 proc. w przypadku produktów i sprzętów dziecięcych i niemowlęcych oraz 50-procentowa obniżka podatku VAT na mieszkania dla rodzin. Instytut zachęca też m.in. do przygotowania programu wsparcia dla nastoletnich matek i tworzenia centrów prewencyjnych dla rodzin zagrożonych rozpadem.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem