Reklama

Warszawa będzie miała sanktuarium Najświętszego Serca Jezusowego

2018-06-05 18:18

mag / Warszawa (KAI)

Adrian Grycuk/pl.wikipedia.org
Bazylika Najświętszego Serca Jezusowego w Warszawie

W najbliższy piątek w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa bp warszawsko-praski bp Romuald Kamiński podniesie do rangi sanktuarium bazylikę mniejszą Najświętszego Serca Jezusowego, którą opiekują się salezjanie. Uroczystość odbędzie się o godz. 19 w czasie nawiedzenia kopii Jasnogórskiego Wizerunku.

– Będzie to dla nas wielkie święto, podczas którego przybywająca do nas w cudownym wizerunku Matka Zbawiciela, niejako zawierzy nas wszystkich Sercu swojego Umiłowanego Syna, którego kult liczy tu już prawie sto lat – powiedział proboszcz parafii ks. Edmund Modzelewski SDB.

Obraz, przed którym od dziesiątków lat modlą się wierni, został namalowany przez Wincentego Łukasiewicza. Początkowo wisiał on nad tabernakulum w obszernej drewnianej kaplicy mieszczącej nawet tysiąc osób. Po wybudowaniu bazyliki został przeniesiony do absydy świątyni. W 1953 roku po stworzeniu mozaiki znalazł się w bocznej kaplicy. - Mimo to, kolejne pokolenia ludzi wypraszają przed nim łaski uzdrowienia z alkoholizmu, nałogu narkotykowego czy uzdrowienie relacji w swoich rodzinach – wyznaje ks. Modzelewski, który po objęciu urzędu proboszcza cztery lata temu odrestaurował wizerunek Najświętszego Serca Jezusowego.

Reklama

Duchowny podkreśla, że w pierwsze piątki miesiąca do świątyni przybywają wierni z całej Warszawy, a nawet i okolic. – W konfesjonałach spowiada wówczas nawet sześciu zakonników, a Mszę św. trzeba celebrować przy ołtarzu głównym bazyliki, ponieważ wierni nie mieszczą się w kaplicy, gdzie jest stała adoracja Najświętszego Sakramentu.

W przyszłym roku bazylika Najświętszego Serca Jezusowego będzie świętowała stulecie swojego istnienia. Została ona wzniesiona dzięki staraniom i środkom finansowym księżnej Marii Radziwiłłowej z Zawiszów. Świątynia wzorowana jest na bazylice św. Pawła za Murami w Rzymie.

Tagi:
Warszawa sanktuarium

Warszawa: 1 lipca rozpoczyna się XXV Międzynarodowy Festiwal Muzyki Organowej

2018-06-20 16:05

Michał Guzek

„Festiwal w tym roku będzie gościł wybitnych pedagogów, wirtuozów, pofesorów oraz lauertów prestiżowych konkursów na świecie. Na festiwalu Muzyki Organowej znajdziemy to wszystko co najlepsze. Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce niż Archikatedra św. Jana w Warszawie. Organy w katedrze są idealnym instrumentem” - mówi Przemysław Kapituła, dyrektor XXV Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Organowej ORGANY ARCHIKATEDRY.

www.kapitula.org

„Czeka nas wiele pięknych koncertów – dodaje Kapituła – Festiwal rozpocznie się 1 lipca koncertem Yuzuru Hiranaka z Japonii. Jest to jeden z najlepszych organistów na świecie. Grał kilka lat na Festiwalu Muzyki Sakralnej w Warszawie. Publika oszalała na jego punkcie. Słychać w jego grze wpływy innej kultury. Jego możliwości techniczne, zaangażowanie i muzykalność zachwycają.”

„Festiwal jest różnorodny. Skupia różne doświadczenia i tradycje narodowe. Dla mnie osobiście ważne jest, żeby grali na festiwalu prawdziwi artyści i interpretatorzy.” - zauważa Przemysław Kapituła

W tegorocznej edycji usłyszymy wybitnych artystów z Europy i świata. Wśród nich będą organiści z: Japonii, Włoch, Słowacji, Niemiec, Belgii i Polski. Koncerty festiwalowe odbędą się od 1 lipca do 16 września w każdą niedzielę o 16.00 w Archikatedrze św. Jana.'

Więcej informacji o festiwalu można znaleźć na stronie www.kapitula.org

KALENDARZ KONCERTÓW

01.07 Yuzuru Hiranaka (Japonia)

08.07 Stanislav Šurin (Słowacja)

15.07 Giovanna Triocarico (Włochy)

22.07 Piotr Rachoń (Polska)

29.07 Martin Bernreuther (Niemcy)

05.08 Fabio Ciofini (Włochy)

12.08 Giampaolo Di Rosa (Włochy)

19.08 Przemysław Kapituła (Polska)

26.08 Eric Hallein (Belgia)

02.09 Francesco Bongiorno (Włochy)

09.09 Józef Kotowicz (Polska)

16.09 Ennio Cominetti (Włochy)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Światłość, która nie oślepia

2018-06-23 14:35

Anna Buchar

Wczoraj o godz. 18.30 w katedrze wrocławskiej odbyła się dziękczynna Msza św. za 50 lat istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. Eucharystii przewodniczył kardynał Gerhard Ludwig Müller, niemiecki duchowny, prefekt Kongregacji Nauki Wiary (2012 – 2017).

Anna Buchar
Kard. Müller przewodniczył dziękczynnej Mszy św. w katedrze wrocławskiej

Na początku Mszy św. zebranych przywitał ks. prof. Włodzimierz Wołyniec, rektor PWT. - Książka, pt. ,,Msza Święta źródło chrześcijańskiego życia” mówi o osobistym spotkaniu z Panem Jezusem w czasie każdej Eucharystii, spotkaniu, które prowadzi do głębokiej wspólnoty życia i miłości z Bogiem. Odpowiadając na dar Bożej miłości, chcemy dziękować w tej Mszy św. koncelebrowanej przez naszych profesorów, wykładowców, księży absolwentów oraz kapłanów zaprzyjaźnionych z naszą uczelnią, za 50 lat istnienia i działalności Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu.


W homilii metropolita krakowski, abp Marek Jędraszewski mówił o Chrystusie, który jest światłością. - Stajemy wobec Chrystusa, który jest światłością świata. I nie jest to światłość, która nas oślepia. To światło, dzięki któremu widzimy świat, jako owoc stwórczej miłości Najwyższego. I widzimy Boga, który z miłości powołał wszystko do istnienia i nad tym swoim dziełem nachylił się i nim zachwycił, widząc, że wszystko co stworzył było bardzo dobre. Ważne, byśmy w tym świetle, którym jest Chrystus, dostrzegli siebie – mówił metropolita krakowski, dodając, że tylko wtedy, gdy spojrzymy na Boga, na świat i siebie zrozumiemy w pełni słowa św. Jana Pawła II, które wypowiedział podczas inauguracji swojego pontyfikatu i które pogłębił wizytując Polskę w 1979 r. – Św. Jan Paweł II prosił, abyśmy nie bali się otwierać drzwi Chrystusowi, bo tylko on wie, co kryje się w głębi człowieka. On jest kluczem, dzięki któremu człowiek jest w stanie zrozumieć siebie – puentował.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Tato - ten, który steruje łodzią

2018-06-23 22:25

Agnieszka Bugała

Jeśli rodzina jest wielkim statkiem płynącym po wzburzonym morzu - ojciec stoi na mostku i trzyma ster. Nie może z niego schodzić wtedy, gdy okręt wykonuje najtrudniejszy manewr, skręt w zupełnie nowym kierunku. To on, kapitan, zna współrzędne, zagrożenia i cel wyprawy. Jeśli nie zna - naraża rodzinę na to, że ta utknie na mieliźnie albo roztrzaska się o skały.

Marta Sadownik

Są sprawy ważniejsze niż Himalaje

Monika od pięciu lat jest żoną. Zaraz po studiach zaczęła pracę, nieźle zarabia. Jej mąż Jacek, uznany fotograf, wciąż w rozjazdach. Chcieliby mieć dziecko, ale przyznają, że to by mogło zmienić ich dotychczasowy tryb życia. Dlatego czekają. Może za dwa, trzy lata? Muszą to zaplanować. Tomek z Asią zdecydowali się na dziecko trzy lata po ślubie. Ona na jakiś czas zrezygnowała z pracy, jest w domu. Ponieważ mieszkają z rodzicami, jej mama aktywnie uczestniczy w zajmowaniu się dzieckiem. To sprawia, że Tomek przestał się angażować w pomoc przy córce. Wycofał się na bezpieczną, jak mówi, dla mężczyzny pozycję - fotel przed telewizorem. Pierwszy z nich nie chce zrezygnować z tego, co robi teraz ani podjąć wyzwania. Drugi podjął, ale szybko pozwolił, aby za sterem stanęła żona i teściowa. Obydwaj panowie nie słyszeli o wietrze w żaglach, który niesie statek, ani o smaku przygód, jakie wynikają z bycia tatą.

„Są sprawy ważniejsze niż Himalaje” - pisał w książce pt. „Mój pionowy świat” Jerzy Kukuczka. „15 grudnia odleciała pierwsza grupa. Beze mnie. Są sprawy ważniejsze niż Himalaje. Najważniejsze. W sylwestra urodził nam się syn. Daliśmy mu na imię Maciek”.

Smutny raport o współczesnych sternikach

Kobieta staje z drżeniem przed mężem, który boi się zostać tatą, i pokazuje ciążowy test. Dla młodych małżeństw to często trudna próba miłości. Dla kobiety reakcja męża decyduje o sposobie przeżywania ciąży. Mężczyzna, oświadczając się kobiecie, biorąc ślub, musi wiedzieć, czy chce mieć dziecko i co robić, gdy zostanie ono poczęte, a później narodzi się. To jest dowód na jego odpowiedzialność za okręt, którym wypłynął.

Ojcem nie jest mężczyzna tylko wtedy, gdy podejmuje inicjatywę powołania nowego życia. On musi kontynuować to dawanie życia swemu dziecku dzień po dniu. Gdy da życie ciału, musi potem obudzić inteligencję, serce i sumienie dziecka. To długi proces, a podtrzymując nasze obrazowanie o statku i kapitanie, to po prostu bardzo długi rejs. Ojciec, jako kapitan okrętu, musi sobie z tego zdawać sprawę.

Dwa marzenia przyszłych rodziców

Większość mężczyzn wyobraża sobie ojcostwo jako czas górskich wypraw, jazdy na rowerze, długich dystansów w basenie, meczów piłki nożnej, wędkowania. Wyobrażają sobie syna, którego będą mogli uczyć, któremu będą mogli przekazywać swoją wiedzę. Bo mężczyzna dojrzały chce dzielić z dziećmi swój męski świat - pasje, zadania, trudne do zdobycia szczyty, wiedzę. Kobieta, gdy myśli o dziecku, koncentruje się raczej na jego bezradności, maleńkości i swoją rolę widzi jako ta, która osłania, zabezpiecza, pomaga. Nie naraża na ryzyko i wyzwania. Chce ukryć, zatrzymać.

Chodź, zbudujemy most

Dojrzały mężczyzna, świadomy własnej tożsamości, będzie dążył do wyprowadzenia dziecka na zewnątrz domu, własnych słabości i wreszcie rodziny. Do pokonywania przeszkód i trudności. Poda rękę i pozwoli wyruszyć własną drogą. Przyjdzie przecież dzień, że dziecko zechce opuścić łódź i wsiąść na własną. Ojciec musi być tym, który pomaga dorastać do tej chwili. Więcej - on wie, że ta chwila jest już zaplanowana w przyszłości, a jego rola to uformowanie nowego sternika - jeśli to syn, albo towarzyszki sternika - jeśli to córka. Świadomość obojga - mamy i taty - musi być na tyle duża, aby matka nie zabraniała ojcu na męski sposób realizowania rodzicielstwa. Koniecznie muszą się uzupełniać, jednak nie mogą myśleć, że są w stanie zastąpić siebie w pełnieniu tych ról. Ojciec uczy dzieci świata mężczyzn - tych, którzy bronią słabszych i pokrzywdzonych, walczą o uczciwość i sprawiedliwość, dbają o ekonomiczne zaplecze rodziny. Kochają wiernie i decyzyjnie - bez odwołania miłości pod wpływem nabrzmiałych do granic emocji.

Sternik musi czasem zmienić kurs, aby ocalić okręt przed katastrofą, ale nie rezygnuje z celu wyprawy. Dla katolickich rodzin tym celem musi być życie wieczne, wszystko inne - zaszczyty, tytuły, pieniądze - nie ma sensu.

Nie mów, co robić, po prostu rób to, co dobre

Ale jak być ojcem, który wychowuje? Dzieci nie lubią długich kazań. Ani małe, ani starsze. Wyłączają swoją uwagę, a ojcowie często złoszczą się i skarżą, mówiąc: „Mój syn mnie nie słucha, córka ma mnie za nic”. Ważna informacja dla każdego taty: ojciec nie przekazuje systemu wartości, wygłaszając długie przemowy przy kuchennym stole lub w trakcie jazdy samochodem. On na co dzień stara się żyć w taki sposób, aby dzieci bez nudnych kazań wiedziały, co powinny robić. Jan Paweł II często w swych opowieściach wracał do obrazka zapamiętanego z dzieciństwa: tato, wdowiec, modlący się na kolanach przy łóżku. Nie musiał pan Wojtyła mówić potem: „Módl się, Karol, tak trzeba”. Syn widział i dowiadywał się w najlepszy ze sposobów: „Skoro mój tata tak robi, to widocznie jest to dobre”.

Jeśli tato krzyczy na mamę i mówi o niej, używając obraźliwych słów, na nic zdadzą się wzniosłe przemowy o szacunku dla kobiet. Jeśli tato jest właścicielem firmy i nie wynagradza uczciwie swych pracowników - na nic puste frazesy o uczciwości. Jeśli tato głosił szczytne, antykomunistyczne idee, a po latach okazało się, że jednak należał do PZPR, trudno, by dziecko nie poczuło się oszukane. Jeśli niedzielne przedpołudnie to dla ojca czas wypadu na ryby, nie można się dziwić, że dziecko nie chce chodzić do kościoła. Dziecko wie, czym i w jaki sposób żyją jego rodzice, szybko odkrywa podwójność.

Tato nie może karać milczeniem

To, co ważne dla ojców, gdy dzieci nie są posłuszne, to nie próbować się na nie obrażać. Manifestowanie swojej rodzicielskiej władzy, obnoszenie się ze zranioną dumą rodzica - ostentacyjne milczenie, które trwa czasem kilka dni, nie zmieniają naszych dzieci. Rodzą wyolbrzymione poczucie winy i nie uczą rozwiązywania konfliktów. Pokazują postawę egoisty: „Nie robisz, jak ja chcę, to się obrażam”. Jakie będzie małżeństwo dziecka, które wkroczy w dorosłość z takim bagażem doświadczeń? Już dziś rokuje ciche dni z żoną i dąsy, zamiast rzeczowej rozmowy. Tato musi nauczyć siebie, a potem swoje dziecko rozmawiać o sytuacjach trudnych, o rozczarowaniach. Męskim językiem, innym niż ten, którego w takich rozmowach używa mama, ale to jego obowiązek. Nie wystarczy, że nauczymy dziecko mówić „dzień dobry” niemiłym sąsiadom, ono musi przede wszystkim umieć stawić czoła trudnościom.

Tym, którzy czekają na dziecko

Jeśli przyjąć, że dzień narodzin dziecka jest linią startu dla rodzicielstwa, to kobieta bierze przed startem dłuższy rozbieg. Ma dziewięć miesięcy na to, aby w dniu przyjścia na świat dziecka być dobrze przygotowaną. Jest sam na sam z maleństwem. Dzielą tlen, pokarm, krew, przestrzeń. Nie ma fizycznego zespolenia większego niż to. Mężczyzna - mąż, ojciec dziecka - jest w innej sytuacji, ale powinien, podejmując świadomy wysiłek, wykorzystać czas ciąży najlepiej jak to możliwe. Nie może być zaskoczony.

Nasza miłość zaprasza tu dziecko...

Ktoś pięknie powiedział, że już w oczach żony wita się dziecko, które pocznie się z miłości. W to zdanie wpisuje się wdzięczność żonie za trud dziewięciu miesięcy, ale też świadoma zgoda na to, aby ta właśnie kobieta była matką moich dzieci. Nie inna, nie przypadkowa. Właśnie ta. Zresztą, choć innym językiem, ale taką właśnie zgodę wyrażają małżonkowie słowami przysięgi małżeńskiej: deklarują, że przyjmą potomstwo, jakim Bóg ich obdarzy. Ta przysięga zobowiązuje również do tego, aby od początku mężczyzna podejmował konkretne kroki w przygotowywaniu siebie do bycia ojcem. Jeśli rany wyniesione z domu w relacji z własnym ojcem są zbyt głębokie, jeśli nie ma wzorców - może się okazać, że trudno podjąć ten wysiłek. Ale nie trzeba się bać. Instynkt ojcowski budzi się powoli, a Bóg, którego małżonkowie zapraszają do swojej miłości przez sakrament, pomaga w stawaniu się tatą. On, który pierwszy jest Ojcem, może pomóc w tym trudnym rejsie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem