Reklama

Litwa z nadzieją oczekuje papieża Franciszka

2018-06-05 17:07

Marcin Przeciszewski, rl, ag / Wilno (KAI)

M. i M. Osip-Pokrywka
Obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej

Na Litwie trwają intensywne przygotowania do wizyty Ojca Świętego. Franciszek przybędzie do Wilna 22 września, gdzie spotka się z władzami państwa oraz młodzieżą, modlić się będzie w Ostrej Bramie, jak również w byłym więzieniu KGB. Nazajutrz odprawi Mszę św. w Kownie. 24 września przebywać będzie na Łotwie: w Rydze i Agłonie, a 25 września uda się do stolicy Estonii Tallina. Pielgrzymce towarzyszy hasło: „Jezus Chrystus naszą nadzieją” i odbywa się dokładnie w 25 lat po historycznej wizycie Jana Pawła II.

Oczekujemy orędzia nadziei i drogowskazów!

- Wizyta Franciszka pomoże Litwinom odnaleźć nową nadzieję na przyszłość - zapewnia abp Gintaras Grušas, metropolita wileński, przewodniczący Konferencji Episkopatu Litwy. W rozmowie z KAI, nawiązując do hasła pielgrzymki wyjaśnia, że papieska pielgrzymka „umocni wiarę wiernych oraz ich nadzieje na przyszłość; pokaże, że nadzieja nie leży tylko w wolności politycznej lub ekonomicznej czy w takim czy innym systemie prawnym, ale że prawdziwą nadzieją jest Jezus Chrystus”.

Z kolei o. Saulius Rumšas OP, sekretarz generalny kościelnego Komitetu Organizacyjnego wizyty Franciszka na Litwie spodziewa się, że głównym motywem pielgrzymki będzie „ukazanie nadziei eschatologicznej jaką niesie wiara, ale także i tej konkretnej nadziei w sytuacji, kiedy ludzie masowo z Litwy emigrują”. Sytuacja pod tym względem faktycznie jest tragiczna, w ciągu niemal 27 lat wolności ludność Litwy zmniejszyła się z o jedną czwartą: z 3,5 mln do 2,8. Główną przyczyną jest emigracja, ale również niski wskaźnik urodzeń. Żadna z dotychczasowych wojen nie skutkowała takim wyludnieniem kraju. W niektórych parafiach pozostała tylko połowa wiernych.

Reklama

- Oznacza to, że ludzie nie mają nadziei. A jeśli papież wybrał takie hasło, to być może i z tej strony coś nam wskaże - dodaje dominikanin.

- Mam nadzieję, że wizyta papieża nie będzie dla ludzi tylko spotkaniem z „gwiazdą” o wymiarze światowym, ale pragnę, żeby była to możliwość spotkania Jezusa Chrystusa. Chciałbym, aby spotkanie to było dla ludzi fundamentem dla przyszłości, dzięki któremu mogą pójść dalej. Aby to spotkanie było nowym początkiem ich drogi - konstatuje koordynator papieskiej pielgrzymki.

Dla przewodniczącego Episkopatu Litwy papieska pielgrzymka w krajach bałtyckich jest kontynuacją generalnego kierunku posługi Franciszka. - Ojciec Święty zorientowany jest na peryferia, zarówno te społeczne, jak i światowe. Litwa, Łotwa i Estonia są na peryferiach Unii Europejskiej - wyjaśnia. Dodaje, że „tutaj na Litwie spotkać można wiele tych zagadnień, które są częścią papieskiego nauczania o współczesnym świecie, jak choćby migracje czy handel ludźmi i inne problemy, które nękają dziś nasze społeczeństwo”.

O tym, jakie są nowe problemy w czasach wolności mówi abp Sigitas Tamkevičius, jezuita i dysydent polityczny w czasach sowieckich, a dziś emerytowany metropolita koweński. - Kiedy 25 lat temu oczekiwaliśmy na przyjazd Jan Pawła II - wyjaśnia - a był to czas kiedy po latach niewoli zaczęliśmy iść wolną drogą, wtedy zastanawialiśmy się, co musimy odrzucić z lat niewoli, i ku czemu musimy dążyć w nowej perspektywie. A dziś, przed przyjazdem Franciszka jesteśmy na zupełnie innym etapie, jesteśmy wolni, ale droga ta nie jest bynajmniej łatwa. Jest skomplikowana, gdyż żyjemy w otoczeniu kultury świeckiej, zlaicyzowanej, gdzie wartości duchowe są odrzucane, a na pierwszym planie są wartości materialne. A ludzie bardzo łatwo poddają się tej pokusie - podkreśla abp Tamkevičius.

- Bardzo troszczymy się dziś o rodzinę, widzimy silne ataki na instytucję rodziny, proponowana jest ideologia genderyzmu. Kościół w tej walce i atakach wobec niego czuje się osamotniony, choć mamy świadomość, że Bóg nas wspiera, ale nie jest to łatwe - dodaje. Przy okazji stwierdza, że „włączenie się w Unię Europejską nie jest jednoznaczne. Z jednej strony cieszymy się, że jesteśmy w jednej rodzinie europejskiej, ale z drugiej widzimy, że wartości w tej rodzinie często są dalekie od chrześcijaństwa”.

- Od papieża Franciszka oczekujemy więc spojrzenia w przyszłość, takiej perspektywy ze wskazaniem jakie wartości musimy zachować. Oczekujemy wzmocnienia, odwagi oraz jasnego ukazania drogowskazów na przyszłość - konstatuje abp Tamkevičius.

Spodziewany program wizyty

Dokładny program papieskiej wizyty jeszcze nie został ujawniony, gdyż wciąż trwają nad nim prace. Zostanie on ogłoszony przez Stolicę Apostolską zapewne w lipcu, gdyż od 1 sierpnia mają trwać zapisy pielgrzymów i grup. Pielgrzymi chcący uczestniczyć w spotkaniach z Ojcem Świętym na Litwie będą mogli się zarejestrować za pośrednictwem strony internetowej popieziausvizitas.lt. A kiedy rejestracja zostanie przyjęta, od razu zgłaszający będzie mógł uzyskać specjalną kartę wejścia do określonego sektora, którą będzie mógł sam wydrukować. Inna forma rejestracji i przyznawania kart wejścia nie jest przewidziana. Karty wejścia będą obowiązywać w sektorach bliższych ołtarza, natomiast każdy kto chce, będzie mógł wejść do dalszych sektorów bez specjalnej przepustki. Za pomocą wspomnianej strony mogą zapisywać się i otrzymają karty wstępu również pielgrzymi zagraniczni, w tym z Polski.

Natomiast proces akredytacji dla mediów zostanie otwarty 30 lipca. Organizatorem głównego centrum medialnego w Wilnie oraz pomocniczego w Kownie będzie Kancelaria Prezydenta.

Na razie wiadomo, że Franciszek przyleci do Wilna w godzinach rannych w sobotę 22 września br. Zostanie przywitany na lotnisku a następnie, wedle protokołu dyplomatycznego, spotka się z prezydentem Litwy, Dalią Grybauskaitė. Przez cały czas swej wizyty w krajach bałtyckich papież mieszkać będzie w Nuncjaturze Apostolskiej na starym mieście w Wilnie przy ul. Kościuszki. Jest to jedyna placówka dyplomatyczna Stolicy Apostolskiej w krajach bałtyckich. Nuncjusz apostolski na Litwie akredytowany jest również w Republice Estońskiej i Republice Łotewskiej. Obecnie jest nim abp Pedro López Quintana.

22 września po południu planowane jest spotkanie papieża z młodzieżą, na placu katedralnym w Wilnie, w samym centrum miasta. Organizatorzy przygotowują ok. 20 tys. miejsc na placu a pozostałe w sektorach przed telebimami znajdującymi w Alei Giedymina (główna ulica miasta, kiedyś Mickiewicza a później Lenina) jak i w innych dalszych miejscach.

Spotkaniu z młodzieżą towarzyszyć będzie słynny obraz Jezusa Miłosiernego, który zostanie przyniesiony z pobliskiego sanktuarium Bożego Miłosierdzia w kościele św. Trójcy. Jest to oryginalny obraz namalowany w Wilnie przez Eugeniusza Kazimirowskiego w 1934 r. wedle wskazań s. Faustyny. To właśnie w Wilnie miały miejsce niemal wszystkie objawienia s. Faustyny i to tutaj został napisany „Dzienniczek”. Kult obrazu rozwijał się w Wilnie w kościele św. Michała w środowisku polskim. Jednym z jego pierwszych propagatorów wśród Litwinow był beatyfikowany w ubiegłym roku abp Teofilius Matulionis. Utrzymywał on kontakty z ks. Michałem Sopoćką, spowiednikiem s. Faustyny i sprowadził kopię obrazu do klasztoru benedyktynek w Kownie, ówczesnej stolicy niepodległej Litwy.

Po utrwaleniu się władzy komunistów wileński obraz został ukryty w 1948 r., a następnie znalazł schronienie w Nowej Rudzie na Białorusi, skąd powrócił do Wilna w 1986 r. Do 2005 r. eksponowany był w kościele Ducha Świętego, gdzie gromadzili się Polacy, a następnie z inicjatywy kard. Audrysa Juozasa Bačkisa został przeniesiony o kilkaset metrów do obecnego sanktuarium w kościele św. Trójcy, czemu zresztą towarzyszyły protesty miejscowych Polaków. Umożliwiło to jednak rozwój kultu Bożego Miłosierdzia wśród Litwinów, tak że dziś obraz jest czczony niemal we wszystkich litewskich świątyniach.

Przed obrazem Jezusa Miłosiernego na Placu Katedralnym w Wilnie młodzi wraz z papieżem odmówią prawdopodobnie o godz. 15-tej Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Spotkanie będzie miało bogaty program modlitewny i artystyczny, który rozpocznie się jeszcze przez przyjazdem Ojca Świętego. Papież przemówi do młodzieży, a wcześniej ich przedstawiciele podzielą się swoimi świadectwami. Dotyczyć będą one problemów w życiu młodych na Litwie. Jednym z głównych jest masowa emigracja na Zachód, a także wyraźny spadek wiary. Systematycznie uczestniczy w praktykach religijnych zaledwie 5 proc. młodych Litwinów. Nie pomaga w tym katechizacja szkolna, mimo, że cieszy się ona wysoką frekwencją - niemal 70 procentową. O. Sławomir Brzozecki, polski dominikanin pracujący w Wilnie od wielu lat wyjaśnia, że największym problemem jest dziś przekaz wiary w rodzinach. Bowiem rodzice obecnej młodzieży sami wychowali się w czasach sowieckich i nie za bardzo potrafią przekazać swoją wiarę dzieciom. A szkoła nie jest tego w stanie za nich zrobić.

Abp Lionginas Virbalas z Kowna wyjaśnia, że „bardzo ważnymi obszarami działania Kościoła na Litwie są duszpasterstwo rodziny i młodzieży. Ale z drugiej strony proces sekularyzacji także postępuje. Wyzwaniem jest emigracja, która ma charakter masowy. A ci, którzy wyjeżdżają to głównie młodzi”.

Dokładny przebieg spotkania młodych z papieżem przygotowuje centrum młodzieży wraz z Radą ds. Młodzieży przy Konferencji Biskupów Litwy, w bliskiej współpracy z młodzieżowymi centrami istniejącymi w każdej diecezji. Ogólnokrajowe spotkania młodych na Litwie organizowane są obecnie co dwa lata. Tegoroczne prowadzić będą m.in. wolontariusze, którzy mają za sobą doświadczenia uczestnictwa w Światowych Dniach Młodzieży Kraków 2016.

Przed dwoma tygodniami rozpoczęła się rejestracja wolontariuszy, którzy będą pomagać w organizacji nie tylko spotkania z młodzieżą, ale i całej pielgrzymki na Litwie. Zainteresowanie jest duże, w ciągu pierwszego tygodnia zgłosiło się 600 osób. Do ich zadań będzie należała pomoc przy przygotowaniu miejsc spotkań z papieżem i dróg, którymi w Wilnie i Kownie będzie się przemieszczać - tak, aby wszyscy chcący zobaczyć Ojca Świętego otrzymali taką możliwość.

W Wilnie planowana jest także modlitwa Ojca Świętego w Ostrej Bramie, gdzie oczekiwać będą chorzy i przedstawiciele rodzin adopcyjnych. - Można się spodziewać, że chorym Ojciec Święty poświeci szczególną uwagę, gdyż na pierwszym miejscu stawia on zawsze ludzi najsłabszych, ubogich i zmarginalizowanych - wyjaśnia s. Michaela Rak ze zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego, założyciela pierwszego i jedynego dotąd na Litwie stacjonarnego Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki na wileńskiej Rossie. Hospicjum powstało w zabudowaniach dawnego klasztoru wizytek, w którym najpierw władze carskie a później komuniści urządzili więzienie.

S. Michaela informuje, że jej pacjenci, terminalnie chorzy Litwini, Polacy i Rosjanie już dziś przygotowują się na przyjazd Ojca Świętego. - Otoczymy Franciszka modlitwą – zapewnia -będzie to 9-dniowa nowenna różańcowa, w której uczestniczyć będą chorzy zarówno z hospicjum wileńskiego jak i ze środowisk hospicyjnych powstających w Olicie, Kownie, Szawlach i Poniewieżu. - W intencji papieża będziemy ofiarowywać swoje cierpienia - zapewnia siostra.

Materialnym znakiem nowenny w intencji Franciszka będzie powstający właśnie 50-metrowej długości różaniec, nad którym pracuje jeden z pacjentów wileńskiego hospicjum. - W dniu przyjazdu Ojca Świętego - informuje s. Michaela - chcemy się z tym różańcem ustawić na trasie przejazdu papieża, być może na ulicy przed hospicjum, jeśli ona tędy będzie prowadzić. Poszczególne dziesiątki różańca będą trzymać osoby z powstających na Litwie domowych ośrodków hospicyjnych z różnych miast. - Ufam, że papież nam pobłogosławi - ma nadzieję siostra Michaela.

Główna, papieska Msza św. dla wiernych z całej Litwy będzie miała miejsce w niedzielę 23 września rano w Kownie na błoniach Parku Santaka u zbiegu Niemna i Wilii, w tym samym miejscu, gdzie Eucharystię sprawował 25 lat temu św. Jan Paweł II. Znakiem tego jest jego pomnik, dłuta Czesława Dzwigaja z Krakowa. Jan Paweł II cieszy się niezwykłą estymą na Litwie, a w upamiętnienie miejsc jego pobytu włącza się państwo. Zorganizowane zostały nawet specjalne papieskie szlaki turystyczne.

Msza w Kownie będzie sprawowana po litewsku i łacinie. Na placu przed ołtarzem jest miejsce dla 90 tys. ludzi i drugie tyle w dalszej części parku, gdzie będą ustawione telebimy. Telebimy będą stały także na rynku kowieńskim. Msza pod przewodnictwem papieża z udziałem Episkopatu Litwy i kilkuset kapłanów zakończy się modlitwą Anioł Pański.

Po mszy i po prywatnym obiedzie z litewskimi biskupami, papież uda się do katedry kowieńskiej, gdzie spotka się z duchowieństwem, zakonnikami i przedstawicielami życia konsekrowanego. Obecnie na Litwie jest 721 księży diecezjalnych i 95 zakonnych oraz 5 stałych diakonów. Ponadto 54 braci zakonnych i 602 siostry. Jest ich o wiele za mało, często jeden kapłan obsługuje 2 - 3 wiejskie parafie. Coraz większy problem stanowią powołania. O ile w pierwszych latach niepodległości zgłaszało się kilkuset kandydatów, to dziś jest zaledwie 54 alumnów w 3 seminariach duchownych.

Litwini wybierają się tłumnie do Kowna. Aby dodatkowo ich do tego zmobilizować Episkopat odwołał msze poranne w parafiach w tę niedzielę. Na papieskiej Eucharystii spodziewani są też pielgrzymi z krajów sąsiednich: Polski, Białorusi i Rosji (w tym z Okręgu Kaliningradzkiego). Metropolita kowieński abp Lionginas Virbalas deklaruje: „Zapraszamy Polaków, gdyż w 1991 r. Litwini zostali zaproszeni do Łomży, na spotkanie z Janem Pawłem II podczas jego wizyty w Polsce. To była dla nas pierwsza możliwość spotkania się z papieżem. Teraz taka możliwość jest dla wszystkich naszych krajów sąsiednich: dla Białorusi, Polski czy Rosji. Byłem niedawno w Petersburgu i wiem, że wielu katolików stamtąd się wybiera. Będziemy starali się pomóc im w uzyskaniu wizy.”

Po spotkaniu z duchownymi Franciszek powróci samochodem do Wilna. Jest to zaledwie 100 km autostradą. Tuż przy niej 30 km od Kowna znajdują się Koszedary, gdzie w katedrze spoczywa sarkofag z relikwiami beatyfikowanego przed rokiem abp. Teofiliusa Matulionisa - litewskiego męczennika z czasów komunizmu, który spędził wiele lat w sowieckich więzieniach i łagrach, m.in. na słynnych Wyspach Sołowieckich, a na koniec w 1962 r., został najprawdopodobniej otruty przez KGB. Kult jego szerzy się w całej Litwie, a w listopadzie ub. r. rozpoczął się proces kanonizacyjny. Jego obecny następca biskup diecezji koszedarskiej Joan Ivanauskas ma nadzieję, że Ojciec Święty choć na chwilę zboczy z trasy, by pomodlić się u grobu błogosławionego. Aby zwrócić jego uwagę, tuż przy autostradzie ustawiony zostanie dużych rozmiarów obraz abp. Matulionisa ze wskazówką: „tu prowadzi droga do męczennika”.

W Wilnie Franciszek odwiedzi również budynek byłej siedziby KGB, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Ofiar Ludobójstwa. Tam będzie się modlić w celi, gdzie byli więzieni i torturowani księża i biskupi litewscy. W katowni KGB zamordowany został strzałem w tył głowy bp Vincentas Borisevičius, a więziony był m.in. abp Teofilius Matulionis. Papieżowi towarzyszyć będzie m.in. abp Sigitas Tamkevičius, który sam był tam więziony. Był on redaktorem naczelnym wydawanego w latach 1972-1983 w podziemiu biuletynu Kronika Kościoła Katolickiego na Litwie, która była głównym źródłem informacji o prześladowaniach chrześcijan w ZSRR. W listopadzie 1978 został jednym z założycieli Katolickiego Komitetu Obrony Praw Wierzących. W 1983 r. został skazany na sześć lat łagrów i cztery lata zesłania – Podczas procesu byłem przetrzymywany w pojedynczej celi w wileńskiej KGB, papież odwiedzi tę celę i mam nadzieję, że będę mu towarzyszył - wyjaśnia arcybiskup.

Następnie Franciszek złoży kwiaty pod znajdującym się na zewnątrz Pomnikiem Ofiar i tam również będzie się modlić. A na leżącym naprzeciw Placu Łukiskim spotka się na chwilę z byłymi więźniami oraz deportowanymi do syberyjskich łagrów. Bp Ivanauskas pytany o znaczenie papieskiej wizyty w Muzeum Ofiar Ludobójstwa, wyjaśnia, że ma ona „duże znaczenie dla umocnienia litewskiej tożsamości i świadomości historycznej, jest oddaniem hołdu naszym męczennikom, którzy oddali życie za ojczyznę i Kościół oraz cierpieli za wiarę”.

Wizyta w dawnej katowni KGB ma też znaczenie dla wileńskich Polaków. Redaktor Naczelny polskojęzycznego „Kuriera Wileńskiego” Robert Mickiewicz informuje, że więzienie KGB było także miejscem męczeństwa Polaków, choć świadomość tego jest nikła. Wielu byłych żołnierzy AK było tam torturowanych. Następnie byli rozstrzeliwani i chowani przy pałacu Tuskulanum nad Wilią, zaledwie 3 km od centrum Wilna. Dziś jest tam specjalny memoriał i Kolumbarium, gdzie znajdują się szczątki 724 ofiar KBG: Litwinów, Polaków i nawet Rosjan. Znajduje się tu około 700 bezimiennych skrzynek ze szczątkami posiadającymi jedynie numery. Zaledwie 40 spośród nich zidentyfikowano.

Pielgrzymka Ojca Świętego do krajów bałtyckich będzie miała też swój wymiar ekumeniczny. Dotyczy to głównie Łotwy i Estonii, gdzie poważną część ludności stanowią luteranie i prawosławni, ale też i Litwy, choć nie będzie tam odrębnego spotkania ekumenicznego. Do udziału w papieskiej pielgrzymce zostanie zaproszony wileński metropolita prawosławny Inocenty, uchodzący za człowieka otwartego, z którym Kościół katolicki utrzymuje bliskie relacje. Wyznawców prawosławia na Litwie jest około 5 proc. Mają oni 40 parafii, w tym 12 w stolicy. Najbardziej znana jest wileńska cerkiew św. Paraskiewy Piątnicy, w której wschodnia liturgia sprawowana jest po litewsku.

Przygotowania do wizyty

Saulius Rumšas OP, sekretarz komitetu organizacyjnego wizyty Franciszka na Litwie wyjaśnia, że Kościelny Komitet organizacyjny od kilku miesięcy pracuje wraz z analogicznym komitetem państwowym oraz ściśle współpracuje z Nuncjaturą Apostolską. Jego zadaniem jest koordynacja współpracy między Kościołem, nuncjaturą a licznymi instytucjami państwa, przede wszystkim z rządem, kancelarią prezydenta czy ministerstwem spraw zagranicznych.

Oprócz przygotowań organizacyjnych, Kościół na Litwie rozpoczął intensywne przygotowania duchowe swych wiernych, traktując wizytę Ojca Świętego jako istotny impuls i szansę na ożywienie wiary.

- Ważne jest, aby wierni mogli się poczuć członkami nie tylko Kościoła na Litwie ale Kościoła powszechnego. W każdej diecezji jest delegat biskupa odpowiedzialny za duchowe przygotowanie wiernych. Dokonuje się ono w parafiach oraz w ruchach religijnych - mówi koordynator papieskiej pielgrzymki o. Rumšas.

Szczególny akcent położony jest na młodzież. Już dziś na każdym kościele wisi, na ogół dużych rozmiarów, plakat pokazujący uśmiechniętego Franciszka w geście błogosławieństwa na tle tłumu radosnych młodych.

Bp Ivanauskas informuje, że przygotowania prowadzone są we wszystkich parafiach, na trzech płaszczyznach. Pierwszą jest przypomnienie młodym wizyty Jana Pawła II z 1993 r. i jej znaczenia dla Litwy. Dokonuje się to głównie poprzez świadectwa uczestników: co znaczyła dla nich ta wizyta papieża u progu niepodległości. Drugi nurt stanowi poznanie nauczania Franciszka, aby wierni w ten sposób byli przygotowani na spotkanie z nim.

Jeśli chodzi o recepcję Franciszka na Litwie, to nie jest z tym źle. Abp Virbalas, wiceprzewodniczący Episkopatu wyjaśnia, że Litwini pozytywnie reagują na Franciszka. - Franciszek jest bardzo autentyczny i to do ludzi przemawia. To co on mówi i robi, jest zrozumiałe dla ludzi, także tych dalekich od Kościoła. Tak jak Jezus szczególną uwagę kieruje ku ubogim, mówi wciąż o miłości bliźniego, a krytykuje bogatych i faryzeuszy. Wyciąga wciąż rękę ku tym, których nikt nie przyjmuje i prosi nas, abyśmy otworzyli się na nich: na ludzi, ubogich, zmarginalizowanych czy na uchodźców - mówi arcybiskup. Dodaje, że rzadko Franciszek spotyka się na Litwie z krytyką. Mówi, że wśród tysiąca księży, tych co są do niego krytycznie nastawieni, może policzyć na palcach jednej ręki.

Trzecią płaszczyzną przygotowań są modlitewne i dyskusyjne potkania w różnorodnych grupach: parafialnych, w stowarzyszeniach katolickich czy wspólnotach. „W każdej diecezji - wyjaśnia bp Ivanauskas - omawiane są tematy aktualne dla młodych ludzi. Rada ds. Młodzieży przy Episkopacie przygotowała do tego specjalne materiały.

Polacy też czekają

Na terytorium dzisiejszej Litwy mieszka ok. 200 tys. Polaków, którzy stanowią 6,6 proc. mieszkańców kraju. Główne ich skupiska są na Wileńszczyźnie w okręgach sołecznikowskim, trockim i święcańskim. Wśród ludności Wilna jest ich dziś 18 proc. W niemal wszystkich kościołach na Wileńszczyźnie sprawowane są msze po litewsku i po polsku. Co najmniej jedna msza sprawowana jest po polsku, a jeśli procent Polaków jest większy, to jest ich kilka, a jedna litewska. O tę równowagę dbają kolejni pasterze archidiecezji. Wyjątkiem jest katedra wileńska, gdzie mszy po polsku nie ma. Natomiast w seminarium wileńskim jednym z obowiązkowych przedmiotów jest język polski.

- Wizyta Franciszka dla Polaków na Litwie będzie wielkim wydarzeniem, bo pamiętamy jak wielkim była wizyta Jan Pawła II - zapewnia Artur Liudkowski, dyrektor Domu Kultury Polskiej w Wilnie. Wówczas - wspomina - na mszy w Wilnie była masa polskich flag. Dodaje, że tym razem zainteresowanie jest nieco mniejsze, gdyż papieska pielgrzymka nie będzie miała odrębnych, polskich akcentów jak chociażby spotkanie Jana Pawła II z rodakami w wileńskim kościele pw. Ducha Świętego. Zapewnia, że Polacy z pewnością tłumnie się wybiorą zarówno na trasy przejazdu Ojca Świętego w Wilnie czy na mszę do Kowna. Organizacją ich wyjazdu zajmą się parafie z Wileńszczyzny, gdzie stanowią oni często większość. Organizacja ta ruszy pełna parą po ogłoszeniu dokładnego programu.

W podobny tonie wypowiada się Robert Mickiewicz, redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego”. Wyjaśnia, że wtedy, w 1993 r. Litwa wyzwalała się, a dziś życie religijne jest absolutną normą. Ponadto osobowość Jana Pawła II była dla Polaków bardziej przyciągająca. Dodaje, że „czekamy na Franciszka, choć nie zawsze dobrze go rozumiemy, a szczególnie jego interpretatorów”. „Dobrze więc będzie z pierwszych ust usłyszeć papieża” - konstatuje.

Polacy na Litwie są generalnie bardziej religijni od Litwinów. O ile średnia praktyk wśród Litwinów wynosi 5 proc, to wśród Polaków jest dwukrotnie wyższa, a w wielu miejscach trzykrotnie. Podobnie, większa wśród Polaków jest liczba powołań kapłańskich i zakonnych.

- W polskich rodzinach bardziej zachowało się przywiązanie do tradycji religijnej, bo wbrew krzywdzącym opiniom, że w okresie komunizmu Polacy byli „czerwoni”, przynależność do partii - procentowo - wśród Polaków była znacznie niższa. Wielu świadomie odrzucało możliwość wstąpienia do partii komunistycznej ze względu na kolizję z wiarą - wyjaśnia w wywiadzie dla KAI ks. Tadeusz Jasiński, proboszcz „polskiej parafii” pw. Ducha Świętego w Wilnie. Dodaje, że Polacy zachowali większe przywiązanie do wiary m.in. dzięki temu, że „mieszkają tam, gdzie ich rodzice i dziadkowie, są to ludzie ugruntowani tu pokoleniowo, a co za tym idzie udało się z pokolenia na pokolenie przekazać tradycję”.

Tagi:
Franciszek Litwa

Działania Falkowskiego niszczą polskość na Kresach oraz szkodzą Polsce

2018-06-15 08:24

Antoni Matulewicz/mojekresy.pl

W ostatnim czasie wielkie emocje wywołuje nagonka na prezesa największej i sztandarowej polskiej organizacji na Litwie. Najpierw cały szereg działań miały go skłonić do rezygnacji z szefowania Związkowi Polaków na Litwie, a gdy ten plan się nie udał, bo Michał Mackiewicz na ostatnim Zjeździe został wybrany na prezesa 342 głosami za, przy 8 wstrzymujących się i 0 przeciw, to rozpoczęto zmasowaną akcję propagandową, włącznie z oskarżeniami o rzekome nieprawidłowości finansowe z instrumentalnym zaangażowaniem prokuratury.

jackmac34/pixabay.com

Swoje zdanie w tej bulwersującej sprawie wyrazili m.in. europosłowie PiS, którzy w liście do Premiera Mateusza Morawieckiego zauważyli: „… z wielkim zaniepokojeniem i oburzeniem przyjęliśmy informację o zachowaniu pani Urszuli Doroszewskiej, Ambasador RP na Litwie, wymierzonym w autonomię i samostanowienie największej polskiej organizacji w Republice Litewskiej, poprzez nieuprawnioną próbę wpłynięcia na demokratyczne wybory w ZPL. Równocześnie nasz niepokój budzą kroki podjęte przez niektórych działaczy Fundacji „Pomoc Polakom na Wschodzie”. (…) Wdzięczni bylibyśmy Panu Premierowi za zwrócenie uwagi kierownictwu Fundacji, że nazywa się ona „Pomoc Polakom na Wschodzie”, a nie Fundacja „Ścigania Polaków na Wschodzie”.

Poseł PSL Paweł Bejda wystosował do Premiera Morawieckiego interpelację „w sprawie skandalicznego zachowania ambasador RP na Litwie Urszuli Doroszewskiej oraz działań wymierzonych w prezesa ZPL posła Republiki Litewskiej.”

Wielu obserwatorów sceny politycznej i politologów zwraca uwagę, że mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu. Jak zauważa ekspert ds. litewskich, politolog dr Bogusław Rogalski:

– „To jest naruszeniem wszelkich standardów dyplomatycznych. Była to ingerencja w wewnętrzne sprawy niezależnego, suwerennego i demokratycznie zarządzanego Związku Polaków na Litwie rządzącego się według przepisów prawa litewskiego.”

Zdumiewająca niekonsekwencja fundacji

Warto zwrócić uwagę na jeszcze inny aspekt tej sprawy. Otóż w oświadczeniu zarządu fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie z 28 maja br. czytamy:

„Z uwagi na międzynarodowy charakter sprawy, mogący mieć wpływ na interesy Państwa Polskiego, ustalono specjalny tryb procedowania. Na wniosek poszkodowanego prokuratura zarządziła klauzulowy tryb procedowania zgodny z obowiązującym prawem.”

Jednak już zaledwie kilka dni później, 7 czerwca br. fundacja zorganizowała specjalną konferencję w Warszawie, podczas której prezes Falkowski wraz z zarządem przedstawił starannie dobranej grupie dziennikarzy (zaproszono jedynie „właściwe” redakcje, blisko powiązane z fundacją poprzez system dotacji) obszerną prezentację na temat ZPL, z pokazem multimedialnym włącznie, wykresami, tabelami, liczbami. Nasuwa się pytanie, co takiego się wydarzyło przez kilka dni, że nagle przestał obowiązywać „klauzulowy tryb procedowania”?

Najprawdopodobniej Falkowski nie przewidział, jakie poruszenie i obronę Polaków na Litwie wywoła rozpoczęta przez niego akcja. Zapewne zakładał, że w wyniku zastraszenia wezwaniem prokuratorskim i ultimatum przedstawionym przez ambasador RP na Litwie, prezes ZPL zrezygnuje z funkcji i nie będzie kandydował na zjeździe delegatów 26 maja br. w Wilnie. Stąd najpierw cytowane wyżej oświadczenie zarządu fundacji, a wkrótce potem pokazowa konferencja prasowa, logicznie sprzeczna i o wzajemnie wykluczającym się przekazie. Niespodziewanie dla niego samego Falkowski musiał przejść do dramatycznej i chaotycznej samoobrony.

Kto daje, ten wymaga

Jako prezes fundacji rozdzielającej środki na działania polskich mediów na Litwie, Falkowski zainspirował powolne sobie redakcje i kilka małych organizacji na Litwie do ogłoszenia „aktów strzelistych” wychwalających go jako prezesa tejże fundacji, a jednocześnie potępiających prezesa ZPL za rzekome niestosowne zachowania. Sypnęło jednakowymi w treści odezwami kanapowych klubików PKD czy Klubu Gazety Polskiej, w tej nagonce wykorzystano nawet grupkę młodzieży, co jest wyjątkowo cyniczne.

W prezentowaniu propagandowej narracji Falkowskiego prym wiedzie radio i portal „Znad Wilii”, medialna grupa związana z Czesławem Okińczycem, który w lutym 2018 roku znalazł się na liście podejrzanych o współpracę z KGB, opublikowanej przez litewski tygodnik „Respublica”. Od lat ZW jest znane z ostrej i bezkompromisowej krytyki, a nawet otwartej wrogości, wobec największych polskich organizacji na Litwie, w tym także przeciw ZPL. Media ZW są ideowo zbliżone do nurtu „Gazety Wyborczej”, a zatem są sprzeczne z wartościami ważnymi dla większości Polaków na Litwie. Dziennikarze ZW brali nawet udział w paradzie gejowskiej w Polsce i zorganizowali proaborcyjny „czarny marsz” na Litwie. Co istotne i dziwne w odniesieniu do przedstawionych wyżej faktów, media ZW są największym beneficjentem dotacji, przekazywanych przez fundację PPnW na media na Litwie. Ta sprawa już kilka lat temu wywoływała poważne wątpliwości. Przypomnijmy w tym miejscu dwie interpelacje poselskie na ten temat.

Posłowie zadają trudne pytania

W lutym 2016 r. do Ministra Spraw Zagranicznych (w latach 2012 - 2015 r. środki na Polonię i Polaków za Granicą rozdzielał MSZ, potem ponownie Senat) z interpelacją nr 1067 zwrócił się poseł Robert Winnicki: „w sprawie kryteriów finansowania mediów polskich i polskojęzycznych na terytorium Republiki Litewskiej.”

Wśród postawionych pytań były: „Czy instytucje państwa polskiego rzeczywiście finansują w sposób niewspółmiernie wysoki działalność mediów tworzonych przez grupę niebędącą reprezentatywną dla ogółu Polaków na Wileńszczyźnie i w całej Republice Litewskiej?”

I dalej: „Czy wszystkie środki, jakie trafiają do fundacji "Znad Wilii radijo stoties labdaros ir paramos fondas" (Fundacja dobroczynności i wspierania rozgłośni radiowej Znad Wilii) są fakturowane i na jakich zasadach są rozliczane z instytucjami państwa polskiego? Czy prawdą jest, iż środki adresowane do wspomnianej fundacji finalnie trafiają do komercyjnej spółki?”

Na interpelację odpowiedział sekretarz stanu w MSZ Jan Dziedziczak: „… pragnę podkreślić, że Radio znad Wilii jest medium funkcjonującym na Litwie od prawie 25 lat i wielokrotnie otrzymywało dotacje z Polski, przede wszystkim z Kancelarii Senatu RP. (…) Pragnę nadmienić, że forma prawna ma znaczenie wtórne, choć oczywiście Państwo Polskie wspiera przede wszystkim organizacje społeczne. Jeśli jednak podmiot prywatny ma duże znaczenie dla danej społeczności polonijnej (np. w wymiarze medialnym czy kulturalnym) - nie ma przeszkód, by taki podmiot wesprzeć, ze względu na interes Polonii czy mniejszości polskiej.”

Odpowiedź ministra Dziedziczaka była co najmniej niepełna i wymijająca. Ale do postaci tego pana jeszcze wrócimy, bo odgrywa on w naszej opowieści istotną rolę.

Polska finansuje media szkodzące polskości

Miesiąc później, w marcu 2016 r. poseł Mieczysław Baszko wystosował interpelację nr 1889 do Ministra Spraw Zagranicznych „w sprawie finansowania mediów polonijnych na Litwie. Dotyczyła ona również niejasności wokół finansowania związanych z „Znad Wilii rozgłośnią radiową sp. z o.o. oraz Fundacją Dobroczynności i Wspierania Rozgłośni Radiowej Znad Wilii.”

Jak podkreślał poseł Baszko: „instytucje państwa polskiego nie mogą dotować polonijnych spółek komercyjnych, a taką jest wspomniana spółka radiowa. Środki finansowe trafiają więc do Fundacji, następnie są transferowane do radia.”

Ponadto według posła PSL: „polityka medialna prowadzona tak przez radio, jak i portal Znad Wilii często jest antypolska i nieprzychylna polskiej mniejszości. Instytucje te nie są również popierane przez organizacje polskiej mniejszości na Litwie, choć otrzymywane przez Znad Wilii wsparcie jest znacząco większe od dotacji przekazywanych dla innych, cieszących się poparciem litewskich Polaków, mediów.”

Odpowiedzi na interpelację udzieliła podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Joanna Wronecka. Dowiadujemy się, że: „za pośrednictwem Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie, Fundacji Dobroczynności i Wsparcia Rozgłośni Radiowej Znad Wilii, udzielono wsparcia w zakresie dofinansowania kosztów emisji, przygotowania materiałów do emisji audycji radiowych nadawanych w ciągu roku kwotą dotacji w wys. 453 tys. zł w 2014 r. oraz w wys. 433 tys. zł w 2015 r. Fundacja Dobroczynności i Wsparcia Rozgłośni Radiowej Znad Wilii uzyskała też wsparcie dofinansowania działalności portalu internetowego kwotą dotacji w wys. 100 tys. zł w 2014 r. oraz 100 tys. zł w 2015 r. Ponadto za pośrednictwem Ambasady RP w Wilnie Fundacja otrzymała w 2015 r. kwotę dofinansowania w wys. 22 986,00 EUR.” Czyli olbrzymi kawałek tortu na media polskie na Litwie trafiał do mediów Czesława Okińczyca, w dodatku drogą okrężną przez fundację, co było - najdelikatniej mówiąc – falandyzowaniem przepisów prawa.

Co do sposobu przekazywania dotacji dowiadujemy się, że MSZ przekazywało: „środki finansowe na wsparcie mediów polskich m.in. na Litwie kierując się zasadami prawa oraz nakazami polskiej racji stanu. MSZ jest świadome faktu, że niektóre media polskojęzyczne na Litwie, choć niemal wszystkie mają charakter komercyjny, korzystają z pomocy wspierających je fundacji.”

Czyli MSZ było świadome faktu, że ma miejsce finansowanie spółek komercyjnych, co jest niezgodne z obowiązującym prawem, ale zasłaniało się bliżej nieokreślonymi „nakazami polskiej racji stanu.”

Aż się chce w tym miejscu zapytać, jak w tej sytuacji było możliwe przejrzyste rozliczanie dotacji, przechodzących z MSZ do fundacji, a dopiero potem do komercyjnego radia Znad Wilii? To pozostaje tajemnicą fundacji PPnW, która jest pośrednikiem przy przekazywaniu środków z Polski na Litwę.

Państwo i polski rząd Zjednoczonej Prawicy powinni się zastanowić, kto i dlaczego wspiera finansowo media polskojęzyczne grupy ZW na Litwie należące do Okińczyca, które głosem swoich stałych publicystów mówią o zagrażającym pod rządami PiS „buldożerze autorytaryzmu” oraz straszą „wielkim krokiem do tyłu w rozwoju demokracji w Polsce”, jak komentował Andrzej Pukszto, dyżurny komentator ZW, w programie „Reporteris” w telewizji Lrytas.

Chronologia wydarzeń

Luty, marzec 2016 r. – interpelacje posłów w sprawie finansowania mediów polskich na Litwie, ze zwróceniem uwagi na niejasności wokół finansowania radia Znad Wilii.

Czerwiec 2016 r. – Rada Fundacji PPnW odwołała prezesa Janusza Skolimowskiego (w latach 2005 – 2013 był ambasadorem RP na Litwie, od 2013 prezesem fundacji PPnW); prezesem fundacji PPnW zostaje Mikołaj Falkowski, postać bliżej nieznana, promowana przez Dziedziczaka.

Wrzesień 2016 r. - podczas zjazdu polonii amerykańskiej w Rzeszowie Jan Dziedziczak mówił o „potrzebie” odwołania prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej oraz prezesa Związku Polaków na Litwie.

Styczeń 2017 r. – fundacja kwestionuje rozliczenie ZPL, uniemożliwia złożenie korekty sprawozdania, składa doniesienie do prokuratury; rozpoczyna się „przeciąganie liny” którego celem jest doprowadzenie do zmiany prezesa ZPL (co zapowiedział Dziedziczak pół roku wcześniej).

Maj 2018 r. – prokuratura rejonowa w Warszawie wzywa z naruszeniem trybu KPK oraz przepisów międzynarodowych prezesa ZPL, który jest jednocześnie parlamentarzystą litewskim i chroni go immunitet, do stawienia się jako podejrzanego w Warszawie, odbywa się to bez wystąpienia o pomoc prawną do Republiki Litewskiej, wymaganej w takich przypadkach

25 maja 2018 r. – ambasador RP na Litwie informuje prezesa ZPL, że nie powinien ubiegać się o ponowny wybór, co narusza przyjęte standardy dyplomatyczne i jest nieuprawnioną ingerencją w niezależność i suwerenność Związku działającego na podstawie prawa litewskiego

26 maja 2018 r. – delegaci XV Zjazdu ZPL jednomyślnie wybierają Michała Mackiewicza na prezesa: 342 głosów za, 8 wstrzymujących się, 0 przeciw.

28 maja 2018 r. – oświadczenie Zarządu Fundacji PPnW i wskazanie na „klauzulowy tryb procesowania”.

7 czerwca 2018 r. – pokazowa konferencja prasowa fundacji PPnW, całkowite złamanie zasady klauzulowej.

Troska Falkowskiego o rozwój antyPISowskich mediów

Na konferencji 7 czerwca Falkowski mówił, że: „ramowo zajmujemy się dofinansowywaniem polskich mediów na Litwie (…) media są głównym filarem wydatkowym na Litwie”

Dalej padły piękne słowa o trosce i odpowiedzialności: „Mając na uwadze odpowiedzialność za przekazywane nam środki publiczne i dotacje polonijne, mając na względzie szczególną troskę o zapewnienie transparentności, nie tylko tego jak i komu te pieniądze są przekazywane, ale również uczciwości i transparentności tego, a jaki sposób te pieniądze są wydatkowane i rozliczane, ponieważ te dotacje polonijne pochodzą ze środków polskich podatników, z budżetu państwa polskiego, przekazywane przez MSZ bądź teraz obecnie przez Kancelarię Senatu, kierujemy się odpowiedzialnością właśnie, głównie w imieniu polskich podatników ale też w imieniu państwa polskiego. Uważamy że jest to nasz obowiązek…”

Jak zatem rozumieć tę troskę i odpowiedzialność, obserwując szereg działań Falkowskiego przeciw ZPL i prezesowi tej organizacji? Od początku swego urzędowania Falkowski prezentował wyraźną niechęć wobec tej największej polskiej organizacji na Litwie. Powszechnie wiadomo, że Falkowski często bywa w Wilnie, ale nie spotyka się z kierownictwem ZPL. Komu więc poświęca swój cenny czas? Falkowski, jak pisały media polonijne, za plecami Polaków na Litwie uzgadniał z wiceministrem oświaty Litwy Kazakevičiusem nieprzychylne dla polskich szkół projekty, co zostało ostro skrytykowane na XV Zjeździe ZPL przez posła, członka sejmowego komitetu oświaty Jarosława Narkiewicza. Falkowskiego łączą bliskie więzi z mediami ZW Czesława Okińczyca, które w niejasny sposób są dofinansowywane za pośrednictwem fundacji PPnW. O tych wątpliwościach pisali w interpelacjach posłowie Sejmu RP.

Falkowski zainspirował do działania przeciw ZPL ambasador na Litwie oraz polską prokuraturę. Doszło nawet do tego, że usiłował wpłynąć na prezydenta Lublina, aby ten nie przyznawał medali z okazji 700 lecia miasta niektórym Polakom z Wileńszczyzny. Jak komentują politolodzy zajmujący się tematyką polonijną, w ostatnim czasie mamy do czynienia z niebywałym, wręcz chorobliwym zachowaniem i agresywnym atakiem Falkowskiego na Prezesa ZPL Michała Mackiewicza, których celem jest rozbicie najlepiej funkcjonującego i zorganizowanego Związku Polaków spośród wszystkich organizacji polonijnych. Przykład powyższego nacisku na samorządowe władze Lublina jest tej chorobliwości i agresywności wyrazistym potwierdzeniem. To działania ewidentnie szkodliwe dla wizerunku polskich instytucji.

Kto zatrzyma tę jawnie antypolską grę?

Skąd się wziął, kim w ogóle jest i w co tak naprawdę gra Falkowski? Kto rozdaje karty w tej grze? Czy jest realizowany scenariusz, ogłoszony we wrześniu 2016 r. przez Dziedziczaka?

Te pytania pozostają aktualne. Pewne jest tylko to, że w wyniku szeregu intryg szkodę ponosi zarówno polski interes na Litwie jak i w samej Polsce, a także podważony został autorytet polskiej dyplomacji, a nawet prokuratury. Falkowski prowadzi bardzo nieelegancką, niebezpieczną i szkodliwą dla Polski grę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Paragwaj: beatyfikacja s. Marii Felicji

2018-06-23 18:52

kg, vaticannews (KAI) / Asuncíon

Dzisiaj w stolicy Paragwaju – Asunción prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Amato ogłosił błogosławioną miejscową karmelitankę Marię Felicję od Jezusa Sakramentalnego Guggiari Echeverríę, zwaną „Chiquitunga”. Ta zmarła w 1959 w wieku zaledwie 34 lat zakonnica zasłynęła jako niezmiennie radosna głosicielka i świadek miłości do Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a przy tym ogromnie wrażliwa na problemy chorych, cierpiących i potrzebujących. Bł. Maria Felicja jest pierwszą beatyfikowaną kobietą paragwajską.

karmel.pl

"Jej delikatny uśmiech odsłaniał, duszę dotkniętą Bożą łaską". Tak o nowej błogosławionej mówi kard. Amato. "Pragnęła ofiarować swoje życie dla Pana, nawet do męczeńskiego przelania swojej krwi. W okresie ówczesnych poważnych zawirowań społeczno-politycznych, jakimi była choćby wojna domowa z 1947 r. powtarzała, że gotowa jest umrzeć za wiarę. Ta miłość do Boga sprawiała, że była przepełniona braterską miłością, uczynnością, zrozumieniem, przebaczeniem – mówił kard. Amato.

Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych przypomniał, że zarówno w Akcji Katolickiej, jak i w klasztorze była zawsze gotowa do współpracy, pomocy, pojednania. "Była miłosierna i hojna wobec zmarginalizowanych, starszych, biednych i chorych. Niektórzy świadkowie porównują ją do Matki Teresy z Kalkuty. Ta młoda i przyjazna błogosławiona zaprasza dzisiaj swoje siostry, aby były, podobnie jak ona, dumne ze swojego powołania i radosne w codziennym ofiarowywaniu się Panu. Następnie zachęca nas wszystkich, abyśmy przeżywali nasze chrześcijaństwo ze spokojem, pod znakiem miłości Boga i miłości bliźniego. Jak dla niej, tak i dla nas niech żywa obecność Jezusa będzie lampą, która oświetla nasze kroki. Dobroć i świętość chrześcijan czyni społeczeństwo bardziej szlachetnym, braterskim, bogatszym w człowieczeństwo” - powiedział kard. Amato.

Maria Felicja (María Felicia) Guggiari Echeverría urodziła się 12 stycznia 1925 w mieście Villarrica del Espíritu Santo na południu Paragwaju jako pierwsze z siedmiorga dzieci miejscowej rodziny. Od najmłodszych lat odznaczała się pogodnym usposobieniem, stale się uśmiechała, wyróżniając się jednocześnie głęboką i gorącą wiarą. Ojciec wcześnie zaczął ją nazywać „Chiquitunga” (Maleńka) i to pieszczotliwe określenie przylgnęło do niej na całe życie. Od lutego 1950 cała rodzina mieszkała w stolicy kraju – Asunción.

W wieku 16 lat wstąpiła, mimo sprzeciwu rodziców, do Akcji Katolickiej i złożyła ślub dozgonnego dziewictwa. Codziennie chodziła na Mszę św. i przystępowała do komunii, zaczęła też zajmować się apostolstwem wśród swych rówieśników, jak również chorych, osób starszych i potrzebujących. Właśnie w miejscowej strukturze Akcji Katolickiej poznała po paru latach jej szefa, studenta medycyny Ángela Sauá Llanesa. Bardzo do siebie pasowali, także w wymiarze duchowym i w pewnym momencie zapytała w modlitwie Boga, czy chce, aby założyła rodzinę. Rozważała przy tym taką możliwość, że gdyby go poślubiła, byłoby to małżeństwo takie jak rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus, którzy po jej urodzeniu ślubowali czystość i nie współżyli ze sobą.

Sprawa rozwiązała się mniej więcej w rok później, gdy Sauá oznajmił jej, że poczuł w sobie powołanie kapłańskie i – mimo sprzeciwu ojca, który był muzułmaninem – postanowił zostać księdzem. Aby uniknąć kłótni w rodzinie, młody człowiek wyjechał w kwietniu 1952 do Madrytu i tam wstąpił do seminarium duchownego. Maria Felicja łatwo pogodziła się z tą decyzją, widząc w tym znak Boży, że ma wrócić do własnych planów podjęcia życia zakonnego. W obliczu silnych oporów swej rodziny wobec tych zamiarów dużo modliła się o wytrwanie w powołaniu i nadal służyła młodym i zmarginalizowanym, zachowując pogodę ducha, „zarażając” otoczenie swą radością.

Wstąpienie do klasztoru odradzali jej zresztą nie tylko najbliżsi, ale też wielu księży, którzy nie chcieli tracić młodej osoby tak bardzo zaangażowanej w działalność charytatywną i katechetyczną. W końcu jednak 14 sierpnia 1955, jako 30-letnie kobieta przywdziała habit karmelitański w klasztorze w Asunción a w rok później złożyła pierwsze śluby czasowe, przyjmując imię zakonne Maria Felicja od Jezusa Sakramentalnego (lub Jezusa w Najświętszym Sakramencie).

Do tego czasu po wyjeździe niedoszłego narzeczonego do Europy napisała do niego co najmniej 48 listów, które się zachowały i są świadectwem jej głębokiego życia wewnętrznego. Z chwilą rozpoczęcia przez „Chiquitungę” życia zakonnego korespondencja ta ustała, bo – jak wyznała młoda karmelitanka – zanurzyła się na zawsze w „życie ukryte z Chrystusem dla Boga”. „Do widzenia w wieczności” – brzmiały jej ostatnie zapisane słowa. W klasztorze nie straciła swej pierwotnej radości, przeciwnie: promieniowała nią na inne siostry, wyróżniając się przy tym gorliwością apostolską i oddaniem dla innych.

Nieco ponad 4 lata później, w styczniu 1959 Maria Felicja od Jezusa ciężko zachorowała na zakaźne zapalenie wątroby i musiała udać się do sanatorium. Było już jednak za późno i po kilku miesiącach cierpień, zmarła w Niedzielę Wielkanocną 28 marca 1959. Przed śmiercią poprosiła przeoryszę, aby przeczytała jej poemat św. Teresy z Avili „Umieram, bo umrzeć nie mogę”. Wokół jej łóżka zgromadziła się cała rodzina, a sama chora, nie tracąc pogody ducha i uśmiechając się, pożegnała się z otoczeniem słowami: „Tatusiu kochany, jakże jestem szczęśliwa! Jak wielka jest religia katolicka! Kocham Cię, Jezu! Jakże słodko jest spotkać Maryję Pannę! Jestem szczęśliwa!”. Miała wówczas 34 lata.

Jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się 13 grudnia 1997, 27 marca 2010 Benedykt XVI ogłosił ją czcigodną służebnicą Bożą a w marcu br. Franciszek zatwierdził dekret uznający cud dokonany za jej wstawiennictwem.

Maria Felicja od Jezusa Sakramentalnego jest pierwszą beatyfikowaną kobietą paragwajską.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Tato - ten, który steruje łodzią

2018-06-23 22:25

Agnieszka Bugała

Jeśli rodzina jest wielkim statkiem płynącym po wzburzonym morzu - ojciec stoi na mostku i trzyma ster. Nie może z niego schodzić wtedy, gdy okręt wykonuje najtrudniejszy manewr, skręt w zupełnie nowym kierunku. To on, kapitan, zna współrzędne, zagrożenia i cel wyprawy. Jeśli nie zna - naraża rodzinę na to, że ta utknie na mieliźnie albo roztrzaska się o skały.

Marta Sadownik

Są sprawy ważniejsze niż Himalaje

Monika od pięciu lat jest żoną. Zaraz po studiach zaczęła pracę, nieźle zarabia. Jej mąż Jacek, uznany fotograf, wciąż w rozjazdach. Chcieliby mieć dziecko, ale przyznają, że to by mogło zmienić ich dotychczasowy tryb życia. Dlatego czekają. Może za dwa, trzy lata? Muszą to zaplanować. Tomek z Asią zdecydowali się na dziecko trzy lata po ślubie. Ona na jakiś czas zrezygnowała z pracy, jest w domu. Ponieważ mieszkają z rodzicami, jej mama aktywnie uczestniczy w zajmowaniu się dzieckiem. To sprawia, że Tomek przestał się angażować w pomoc przy córce. Wycofał się na bezpieczną, jak mówi, dla mężczyzny pozycję - fotel przed telewizorem. Pierwszy z nich nie chce zrezygnować z tego, co robi teraz ani podjąć wyzwania. Drugi podjął, ale szybko pozwolił, aby za sterem stanęła żona i teściowa. Obydwaj panowie nie słyszeli o wietrze w żaglach, który niesie statek, ani o smaku przygód, jakie wynikają z bycia tatą.

„Są sprawy ważniejsze niż Himalaje” - pisał w książce pt. „Mój pionowy świat” Jerzy Kukuczka. „15 grudnia odleciała pierwsza grupa. Beze mnie. Są sprawy ważniejsze niż Himalaje. Najważniejsze. W sylwestra urodził nam się syn. Daliśmy mu na imię Maciek”.

Smutny raport o współczesnych sternikach

Kobieta staje z drżeniem przed mężem, który boi się zostać tatą, i pokazuje ciążowy test. Dla młodych małżeństw to często trudna próba miłości. Dla kobiety reakcja męża decyduje o sposobie przeżywania ciąży. Mężczyzna, oświadczając się kobiecie, biorąc ślub, musi wiedzieć, czy chce mieć dziecko i co robić, gdy zostanie ono poczęte, a później narodzi się. To jest dowód na jego odpowiedzialność za okręt, którym wypłynął.

Ojcem nie jest mężczyzna tylko wtedy, gdy podejmuje inicjatywę powołania nowego życia. On musi kontynuować to dawanie życia swemu dziecku dzień po dniu. Gdy da życie ciału, musi potem obudzić inteligencję, serce i sumienie dziecka. To długi proces, a podtrzymując nasze obrazowanie o statku i kapitanie, to po prostu bardzo długi rejs. Ojciec, jako kapitan okrętu, musi sobie z tego zdawać sprawę.

Dwa marzenia przyszłych rodziców

Większość mężczyzn wyobraża sobie ojcostwo jako czas górskich wypraw, jazdy na rowerze, długich dystansów w basenie, meczów piłki nożnej, wędkowania. Wyobrażają sobie syna, którego będą mogli uczyć, któremu będą mogli przekazywać swoją wiedzę. Bo mężczyzna dojrzały chce dzielić z dziećmi swój męski świat - pasje, zadania, trudne do zdobycia szczyty, wiedzę. Kobieta, gdy myśli o dziecku, koncentruje się raczej na jego bezradności, maleńkości i swoją rolę widzi jako ta, która osłania, zabezpiecza, pomaga. Nie naraża na ryzyko i wyzwania. Chce ukryć, zatrzymać.

Chodź, zbudujemy most

Dojrzały mężczyzna, świadomy własnej tożsamości, będzie dążył do wyprowadzenia dziecka na zewnątrz domu, własnych słabości i wreszcie rodziny. Do pokonywania przeszkód i trudności. Poda rękę i pozwoli wyruszyć własną drogą. Przyjdzie przecież dzień, że dziecko zechce opuścić łódź i wsiąść na własną. Ojciec musi być tym, który pomaga dorastać do tej chwili. Więcej - on wie, że ta chwila jest już zaplanowana w przyszłości, a jego rola to uformowanie nowego sternika - jeśli to syn, albo towarzyszki sternika - jeśli to córka. Świadomość obojga - mamy i taty - musi być na tyle duża, aby matka nie zabraniała ojcu na męski sposób realizowania rodzicielstwa. Koniecznie muszą się uzupełniać, jednak nie mogą myśleć, że są w stanie zastąpić siebie w pełnieniu tych ról. Ojciec uczy dzieci świata mężczyzn - tych, którzy bronią słabszych i pokrzywdzonych, walczą o uczciwość i sprawiedliwość, dbają o ekonomiczne zaplecze rodziny. Kochają wiernie i decyzyjnie - bez odwołania miłości pod wpływem nabrzmiałych do granic emocji.

Sternik musi czasem zmienić kurs, aby ocalić okręt przed katastrofą, ale nie rezygnuje z celu wyprawy. Dla katolickich rodzin tym celem musi być życie wieczne, wszystko inne - zaszczyty, tytuły, pieniądze - nie ma sensu.

Nie mów, co robić, po prostu rób to, co dobre

Ale jak być ojcem, który wychowuje? Dzieci nie lubią długich kazań. Ani małe, ani starsze. Wyłączają swoją uwagę, a ojcowie często złoszczą się i skarżą, mówiąc: „Mój syn mnie nie słucha, córka ma mnie za nic”. Ważna informacja dla każdego taty: ojciec nie przekazuje systemu wartości, wygłaszając długie przemowy przy kuchennym stole lub w trakcie jazdy samochodem. On na co dzień stara się żyć w taki sposób, aby dzieci bez nudnych kazań wiedziały, co powinny robić. Jan Paweł II często w swych opowieściach wracał do obrazka zapamiętanego z dzieciństwa: tato, wdowiec, modlący się na kolanach przy łóżku. Nie musiał pan Wojtyła mówić potem: „Módl się, Karol, tak trzeba”. Syn widział i dowiadywał się w najlepszy ze sposobów: „Skoro mój tata tak robi, to widocznie jest to dobre”.

Jeśli tato krzyczy na mamę i mówi o niej, używając obraźliwych słów, na nic zdadzą się wzniosłe przemowy o szacunku dla kobiet. Jeśli tato jest właścicielem firmy i nie wynagradza uczciwie swych pracowników - na nic puste frazesy o uczciwości. Jeśli tato głosił szczytne, antykomunistyczne idee, a po latach okazało się, że jednak należał do PZPR, trudno, by dziecko nie poczuło się oszukane. Jeśli niedzielne przedpołudnie to dla ojca czas wypadu na ryby, nie można się dziwić, że dziecko nie chce chodzić do kościoła. Dziecko wie, czym i w jaki sposób żyją jego rodzice, szybko odkrywa podwójność.

Tato nie może karać milczeniem

To, co ważne dla ojców, gdy dzieci nie są posłuszne, to nie próbować się na nie obrażać. Manifestowanie swojej rodzicielskiej władzy, obnoszenie się ze zranioną dumą rodzica - ostentacyjne milczenie, które trwa czasem kilka dni, nie zmieniają naszych dzieci. Rodzą wyolbrzymione poczucie winy i nie uczą rozwiązywania konfliktów. Pokazują postawę egoisty: „Nie robisz, jak ja chcę, to się obrażam”. Jakie będzie małżeństwo dziecka, które wkroczy w dorosłość z takim bagażem doświadczeń? Już dziś rokuje ciche dni z żoną i dąsy, zamiast rzeczowej rozmowy. Tato musi nauczyć siebie, a potem swoje dziecko rozmawiać o sytuacjach trudnych, o rozczarowaniach. Męskim językiem, innym niż ten, którego w takich rozmowach używa mama, ale to jego obowiązek. Nie wystarczy, że nauczymy dziecko mówić „dzień dobry” niemiłym sąsiadom, ono musi przede wszystkim umieć stawić czoła trudnościom.

Tym, którzy czekają na dziecko

Jeśli przyjąć, że dzień narodzin dziecka jest linią startu dla rodzicielstwa, to kobieta bierze przed startem dłuższy rozbieg. Ma dziewięć miesięcy na to, aby w dniu przyjścia na świat dziecka być dobrze przygotowaną. Jest sam na sam z maleństwem. Dzielą tlen, pokarm, krew, przestrzeń. Nie ma fizycznego zespolenia większego niż to. Mężczyzna - mąż, ojciec dziecka - jest w innej sytuacji, ale powinien, podejmując świadomy wysiłek, wykorzystać czas ciąży najlepiej jak to możliwe. Nie może być zaskoczony.

Nasza miłość zaprasza tu dziecko...

Ktoś pięknie powiedział, że już w oczach żony wita się dziecko, które pocznie się z miłości. W to zdanie wpisuje się wdzięczność żonie za trud dziewięciu miesięcy, ale też świadoma zgoda na to, aby ta właśnie kobieta była matką moich dzieci. Nie inna, nie przypadkowa. Właśnie ta. Zresztą, choć innym językiem, ale taką właśnie zgodę wyrażają małżonkowie słowami przysięgi małżeńskiej: deklarują, że przyjmą potomstwo, jakim Bóg ich obdarzy. Ta przysięga zobowiązuje również do tego, aby od początku mężczyzna podejmował konkretne kroki w przygotowywaniu siebie do bycia ojcem. Jeśli rany wyniesione z domu w relacji z własnym ojcem są zbyt głębokie, jeśli nie ma wzorców - może się okazać, że trudno podjąć ten wysiłek. Ale nie trzeba się bać. Instynkt ojcowski budzi się powoli, a Bóg, którego małżonkowie zapraszają do swojej miłości przez sakrament, pomaga w stawaniu się tatą. On, który pierwszy jest Ojcem, może pomóc w tym trudnym rejsie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem