Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Cztery lata temu w Watykanie - Msza dziękczynna za kanonizację Jana Pawła II

2018-04-28 08:09

Włodzimierz Rędzioch

Grzegorz Gałązka

Dzień 27 kwietnia 2014 r. pozostanie na zawsze w pamięci każdego Polaka, ale także i każdego katolika – w tym dni Kościół ogłosił świętym Papieża, który przez ponad ćwierć wieku był duszpasterzem i punktem odniesienia dla ponad miliarda katolików. Jan Paweł II był mi szczególnie bliski, nie tylko dlatego, że był moim rodakiem ale także ponieważ miałem to szczęście i zaszczyt służyć mu przez 25 lat jako urzędnik watykański.

Po raz pierwszy uczestniczyłem w kanonizacji osoby, którą znałem i którą spotykałem. Dlatego czułem się bardzo wyróżniony, gdy włoska telewizja państwowa RAI zaproponowała mi uczestniczenie w transmisji Mszy kanonizacyjnej. Stanowiska telewizyjne znajdowały się na specjalnie przygotowanym, kilkupiętrowym rusztowaniu na placu Piusa XII, przylegającym do placu św. Piotra. Musiałem być tam kilka godzin przed rozpoczęciem ceremoni. Transmisję koordynował znany dziennikarz włoskiej telewizji Aldo Maria Valli a jego gośćmi, oprócz mnie, byli prof. Andrea Riccardi, założyciel wspólnoty św. Idziego, oraz watykanista Andrea Tornielli.

Archiwum Włodzimierza Rędziocha

Znajdowaliśmy się w idealnym miejscu, z którego roztaczał się wspaniały widok na cały plac św. Piotra i bazylikę św. Piotra, ale ze względu na wymagania telewizji siedziliśmy tyłem do ołtarza na wysokich, niewygodnych stołkach. Dlatego całą Mszę kanonizacyjną przesiedziałem przed kamerą telewizyjną śledząc to, co działo się na placu i przy ołtarzu na małych monitorach. Oczywiście były momenty, kiedy prowadzący transmisję dziennikarz prosił zaproszonych gości o wypowiedź na temat nowych świętych – Jana Pawła II i Jana XXIII - lub komentarz do tego, co działo się na placu. Dopiero po zakończeniu transmisji mogłem się odwrócić i spojrzeć na plac. Widok był imponujący - „morze” wiwatujących ludzi, którzy powiewali flagami różnych krajów, najwięcej oczywiście było naszych, biało-czerwonych flag i transparentów. Wracałem do domu zadowolony ze spełnienia mojej misji, ale z drugiej strony byłem nieco rozgoryczony, ponieważ nie przeżyłem kanonizacji „mojego” Papieża w sposób bardziej intymny, w skupieniu.

Następnego dnia, 28 kwietnia, na placu św. Piotra miała miejsce Msza św. dziękczynna, której głównymi celebransami byli kardynałowie Stanisław Dziwisz i archiprezbiter bazyliki watykańskiej kardynał Angelo Comastri. Był wspaniały, wiosenny poranek. Czuć było radosną, świąteczną atmosferę. Tym razem plac przed bazyliką i częściowo również aleję Conciliazione wypełnili szczelnie głównie polscy pielgrzymi. Siedziałem tuż za ołtarzem, przede mną siedziała siostra Marie Simon-Pierre Normand, której cudowne uzdrowienie z choroby Parkinsona otworzyło drogę do beatyfikacji Jana Pawła II. Słowo wstępnie wygłosił po włosku i po polsku kard. Stanisław Dziwisz, który podziękował za kanonizację papieżowi Franciszkowi i jego poprzednikowi Benedyktowi XVI, a władzom Rzymu za przyjęcie tak wielkiej liczby pielgrzymów. Metropolita krakowski podziękował również Włochom zaciepłe przyjęcie „Papieża z dalekiego kraju” i za miłość, jaką go darzyli. Przypomniał, że najpierw dla Włochów był „polskimPapieżem”, ale w krótkim czasie zaczęli o nim mówić "nasz Papież".

Reklama

Homilię, godną kanonizacji, wygłosił kard. Angelo Comastri, archiprezbiterBazyliki Watykańskieji wikariusz generalny Państwa Watykańskiego. Do dzisiaj kojarzę kanonizację Jana Pawła II z tą wspaniałą homilią, w której włoski purpurat jak nikt inny przedstawił postać świętego Papieża.

Oto słowa kard. Comastriego:

„8 kwietnia 2005 roku — zaledwie dziewięć lat temu — bardzo wielu z nas było tu, na tym placu, aby przekazać ostatnie pożegnanie Janowi Pawłowi II. Nasze oczy, mokre od łez, patrzyły ze zdumieniem — patrzyły na Ewangeliarz, położony na prostej, dębowej trumnie, która spoczywała w centrum sagrato. Niespodziewany wiatr, ku zdziwieniu wszystkich, zaczął przewracać kartki księgi.

Wszyscy w tym momencie pytali: «Kim był Jan Paweł II? Dlaczego tak bardzo go kochaliśmy?»

Ręka, która przewracała kartki Ewangeliarza, jakby chciała powiedzieć: «Odpowiedź jest w Ewangelii! Życie Jana Pawła II było nieustannym posłuszeństwem Ewangelii Jezusa: dlatego — mówił wiatr! — dlatego go kochaliście! W jego życiu rozpoznaliście odwieczną Ewangelię: Ewangelię, która dała światło i nadzieję niezliczonym pokoleniom chrześcijan!»

Dziś już wiemy, że to przeczucie było inspirujące, ponieważ Kościół wczoraj, przez Ojca Świętego, uznał świętość Jana Pawła II: a my dziś cieszymy się i dziękujemy razem Bogu, niezmordowanemu Twórcy świętych.

Wspominając słowa Jana PawłaII: «Święci nie proszą, abyśmy ich chwalili, lecz naśladowali», w poczuciu obowiązku npytamy: Czego uczy nas świętość tego niezwykłego ucznia Jezusowego z XX wieku?

Pierwsza odpowiedź jest natychmiastowa: Jan Paweł II miał odwagę wyznawać wiarę w Jezusa Chrystusa w epoce «milczącej apostazji' człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał» (Ecclesia in Europa, 9). Wieczorem 16 października 1978 roku, tuż po wyborze na Papieża, stając w loggii tej Bazyliki, Jan Paweł II zawołał donośnym głosem: «Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!». To był krzyk jego wiary, cel jego życia i początek jego pontyfikatu.

3 kwietnia 2006 roku na tym samym placu Benedykt XVI, mówiąc o swoim poprzedniku, zawołał: «Nieodżałowany Papież, którego Bóg obdarzył wielorakimi darami ludzkimi i duchowymi, przechodził próbę ogniową trudów apostolskich i choroby, coraz bardziej jawił się jako 'skała' w wierze. Kto miał sposobność obcować z nim blisko, mógł niemal namacalnie stwierdzić, jak szczera i niezłomna była jego wiara, która, jeśli wywierała wrażenie na kręgu współpracowników, niewątpliwie miała — w czasie jego długiego pontyfikatu — wielki dobroczynny wpływ na cały Kościół, zwłaszcza w ostatnich miesiącach i dniach jego życia. Była to wiara świadoma, mocna i autentyczna, wolna od lęków i kompromisów». Takie świadectwo dał Ojciec Święty Benedykt XVI.

Słusznie więc w czasie choroby Jana Pawła II pewien dziennikarz francuski wyraził bardzo jasną opinię: «Podczas gdy Papież stawał się coraz mniej sprawny w swoim ciele, jego świadectwo stawało się tym bardziej skuteczne: jego wiara świeciła jak lampa w nocy». Dziś jesteśmy tu, aby mu powiedzieć: Dziękujemy! I, przede wszystkim, aby zebrać jego dziedzictwo i przykład jego odważnej wiary. Jakie dziedzictwo i jaki przykład?

Jan Paweł II miał odwagę bronić rodziny, która jest wyraźnie wpisana w Boży plan życia: bronił rodziny wtedy, gdy powstawało zamieszanie i publiczna agresja na rodzinę, w szaleńczych próbach napisania antystworzenia, napisania projektu przeciwko Stwórcy. W adhortacji apostolskiej Familiaris consortio Jan PawełII wyraźnie powiedział: «W obecnym momencie historycznym, gdy rodzina jest przedmiotem ataków ze strony licznych sił, które chciałyby ją zniszczyć lub przynajmniej zniekształcić, Kościół jest świadom tego, że dobro społeczeństwa, i jego własne, związane jest z dobrem rodziny, czuje silniej i w sposób bardziej wiążący swoje posłannictwo głoszenia wszystkim zamysłu Bożego dotyczącego małżeństwa i rodziny» (n. 3).

A po okresie długiej choroby w szpitalu podczas modlitwy Anioł Pański 29 maja 1994 roku powiedział: «Chciałbym wyrazić dziś przez Maryję moją wdzięczność za dar cierpienia. (...) Zrozumiałem, że ten dar był potrzebny. (...) Zrozumiałem wtedy, że mam wprowadzić Kościół Chrystusowy w trzecie tysiąclecie przez modlitwę i wieloraką działalność, ale przekonałem się później, że to nie wystarcza: trzeba było wprowadzić go przez cierpienie — przez zamach trzynaście lat temu i dzisiaj przez nową ofiarę. Dlaczego (...) teraz, dlaczego w tym roku, w Roku Rodziny? Właśnie dlatego, że rodzina jest zagrożona, rodzina jest atakowana. Także Papież musi być atakowany, musi cierpieć, aby każda rodzina i cały świat ujrzał, że istnieje Ewangelia — rzec można — 'wyższa': Ewangelia cierpienia, którą trzeba głosić, by przygotować przyszłość, trzecie tysiąclecie rodzin, każdej rodziny i wszystkich rodzin».

Święty Janie Pawle II, wyjednaj nam z nieba światło, abyśmy znaleźli drogę Bożego planu dla rodziny; jedyną drogę, która da godność rodzinie i prawdę miłości oraz przyszłość małżonkom i ich dzieciom.

Jan Paweł II miał także odwagę bronić życia ludzkiego — każdego życia ludzkiego! — w epoce, w której szerzy się kultura odpadów, jak wielokrotnie wyraził się Papież Franciszek; rzeczywiście w sytuacji współczesnego braku miłości najbiedniejsi są odrzucani, ponieważ egoizm ich nie znosi, ale traktuje ich jak ciężar. Jest to straszna prawda: znak regresu naszej cywilizacji!

Encyklika Evangelium vitae, która jest usilnym krzykiem w obronie życia, kończy się piękną modlitwą do Maryi, w której wyraża się cała dusza Jana Pawła II. Mówi tak:

«O Maryjo,

jutrzenko nowego świata,

Matko żyjących,

Tobie zawierzamy sprawę życia:

spójrz, o Matko, na niezliczone rzesze dzieci, którym

nie pozwala się przyjść na świat, ubogich, którzy zmagają się

z trudnościami życia,

mężczyzn i kobiet —

ofiary nieludzkiej przemocy,

starców i chorych

zabitych przez obojętność

albo fałszywą litość.

Spraw, aby wszyscy wierzący

w Twojego Syna potrafili

otwarcie i z miłością głosić

ludziom naszej epoki Ewangelię życia» (Evangelium vitae, 105).

Jakże prawdziwe są te słowa, jak są aktualne, jak prorocze: są cennym dziedzictwem.

Pasja bronienia życia ludzkiego wyraziła się w autentycznym krzyku w Dolinie Świątyń w Agrigento. Papież Jan Paweł II, przechodząc od szeptu godnego Amosa czy Izajasza, wołał: «Bóg powiedział: 'Nie zabijaj!' Żaden człowiek, żadne ugrupowanie ludzi, (...) nie może zmienić ani podeptać tego świętego prawa boskiego. (...) Tu potrzeba cywilizacji życia! W imię Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego — i wzrokiem wskazał krucyfiks, który trzymał w rękach — Chrystusa, który jest Drogą, Prawdą i Życiem, zwracam się do ludzi odpowiedzialnych za tę sytuację: nawróćcie się, kiedyś wybije godzina sądu Bożego».

Cóż za wiara, cóż za siła, cóż za heroizm kryły się za tymi słowami: był to heroizm Świętego!

Odważna wiara Jana Pawła II nie zatrzymała się w tym miejscu.

On miał odwagę bronić pokoju, gdy wiały ponure wiatry wojny. W 1991 i w 2003 roku usiłował wszystkimi swoimi siłami zatrzymać dwie wojny w Zatoce Perskiej; nie został posłuchany, ale nie ustawał w wołaniu: «Pokoju!». 16 marca 2003 roku w wielkim pragnieniu zablokowania wojny pozwolił sobie na powiedzenie: «Wiem, czym jest wojna! Muszę powiedzieć do tych ludzi: Wojna nie rozwiązuje problemów, ale jeszcze je pomnaża». Święte słowa, prawdziwe i aktualne.

Jan Paweł II miał odwagę wyjść naprzeciw młodym i uwolnić ich z kultury pustki i tymczasowości oraz zachęcać ich do przyjęcia Chrystusa, jedynego światła życia i jedynego zdolnego dać pełnię i radość sercu ludzkiemu.

15 sierpnia roku 2000, przyjmując ogromny tłum młodych na placu św. Piotra, pozdrowił ich w ten sposób: «Czego szukacie? (...) pozwólcie, że jeszcze raz zapytam: czego szukacie? Albo lepiej — kogo szukacie? Odpowiedź może być tylko jedna: szukacie Jezusa Chrystusa! Jezusa Chrystusa, który jednak wychodzi pierwszy na poszukiwanie was!. (...) nie sądźcie nigdy, że w Jego oczach jesteście nieznajomymi, niczym puste liczby tworzące anonimowy tłum. Chrystus ceni każdego z was, każdego osobiście zna i gorąco kocha».

Młodzi z całego świata rozpoznali w Janie Pawle II prawdziwego ojca, autentycznego przewodnika i wiernego wychowawcę. Kto może zapomnieć uścisk Papieża z młodzieńcem, który w czasie czuwania na Tor Vergata podbiegł do niego, aby mu tylko powiedzieć: «Dziękuję! Kocham cię!». Jest to scena, która stała się częścią naszego serca i historii ludzkości.

Jan Paweł II w trudnym czasie kryzysu powołań kapłańskich miał odwagę mówić światu o radości bycia księdzem, radości przynależenia do Chrystusa i oddaniu się całkowicie dla Jego królestwa.

Pewien były ksiądz, który żył jak włóczęga, przyszedł pewnego dnia w towarzystwie współbrata przyjaciela na audiencję do Papieża do Sali Klementyńskiej. Papież został poinformowany o jego obecności i po zakończeniu audiencji poprosił, aby mógł spotkać tego byłego księdza. I co się stało? Papież uklęknął i poprosił o spowiedź, aby obudzić w sercu kapłana świadomość wielkości kapłaństwa.

Pozdrawiając go, powiedział: «Widzisz, jak wielkie jest kapłaństwo! Nie rzucaj go w błoto!» Słowa i gesty godne Świętego.

Jan Paweł II miał w końcu odwagę stanięcia przed «zimą maryjną» (chłodem wobec kultu maryjnego), jaka charakteryzowała pierwszą fazę po Soborze Watykańskim II.

Powiedział z mocą i z przekonaniem, że pobożność maryjna jest częścią istotną Ewangelii, to znaczy dzieła zbawienia zrealizowanego przez Boga w Jezusie Chrystusie.

«13 maja 1981 roku — są to jego słowa — podczas gdy ręka zabójcy strzelała, aby mnie zabić, ja czułem macierzyńską rękę, która trzymała Papieża na granicy śmierci».

24 lutego 2005 r., po zabiegu tracheotomii, która pozbawiła go głosu, napisał na kartce papieru: «Co mi zrobiliście! Ale... Totus Tuus!».

Aż do końca Jan Paweł II pozwolił się prowadzić Maryi po drodze wiary, oddania i całkowitego daru z siebie samego.

To był Święty!

Święty Janie Pawle II, módl się za Kościół, który tak bardzo kochałeś i odważnie popchnąłeś na drogę heroicznej wierności Jezusowi.

Święty Janie Pawle II, módl się za nami, abyśmy złączeni wokół Papieża Franciszka, formowali, zgodnie z pragnieniem modlitwy Jezusa, jedno serce i jedną duszę, aby świat uwierzył. Amen”.

Tagi:
Jan Paweł II

Barwy Kościoła w „Niedzieli”

2018-09-19 10:25

Ks. Ireneusz Skubiś, Honorowy Redaktor Naczelny „Niedzieli”
Niedziela Ogólnopolska 38/2018, str. 3

Jarosław Budzyński/WOK

Święty papież Jan Paweł II napisał 16 czerwca 2001 r. na 75-lecie „Niedzieli” bardzo ważny list. Czytamy w nim m.in.: „To nie zbieg okoliczności, ale fakt świadczący o duszpasterskiej mądrości bp. Teodora Kubiny, który zakładając ten tygodnik, widział w nim niezbędne narzędzie ewangelizacji. Pragnął, aby pismo docierało do rodzin i było dla wszystkich źródłem inspiracji, katechizmem i modlitewnikiem. Miało ono nieść pomoc duszpasterzom w misji kształtowania sumień”. Jesteśmy do dziś wdzięczni Ojcu Świętemu za te ważne słowa, za życzenia i błogosławieństwo.

Wielki Papież Polak bardzo cenił „Niedzielę” i dawał często znaki pamięci o naszym tygodniku. Trzeba też powiedzieć, że „Niedziela” była zawsze wierna Kościołowi. Tej wierności życzył mi osobiście Czcigodny Sługa Boży Prymas Tysiąclecia kard. Stefan Wyszyński. „Życzę ci wierności” – to ostatnie słowa, które wypowiedział do mnie na ul. Miodowej w Warszawie krótko przed swoją śmiercią, gdy miałem rozpocząć prowadzenie Tygodnika Katolickiego „Niedziela”. Radość z wierności Kościołowi i Polsce – tak mógłbym napisać dziś, 38 lat od chwili, gdy usłyszałem te słowa.

„Niedziela” zawsze ukazywała wszystkie kolory Kościoła. Bo Kościół jest Boży i piękny. Trzeba go po prostu kochać, bo jest Chrystusowy. Wiadomo, że na Kościół sypie się bez przerwy grad, jak mawiał kard. Wyszyński. Jest przecież Kościół znakiem sprzeciwu wobec szatańskich zakusów, które tak mocno dają o sobie znać także w XXI wieku. Śmiem twierdzić, że moce piekielne uruchamiają siły całego globu, by niszczyć to największe dzieło Chrystusa. O tym musi wiedzieć i pamiętać cały lud Boży, bo stawką jest zbawienie człowieka i całej ludzkości. To jest światowa wojna o dusze. „Niedziela” wpisuje się w tę walkę z mocami ciemności. Pryncypia wierności zachowywała i, Bogu dzięki, zachowuje.

„Niedziela” zawsze wspierała starania rozmaitych twórców i apostołów słowa. Również dzisiaj, gdy wielu czyta już tylko w mediach elektronicznych, musimy pamiętać, że trzeba się wzajemnie wspomagać. Solidarność mediów katolickich nie może być tylko pustym hasłem. Chrystusowe „Ut unum sint” – aby byli jedno, oznacza również: Bądźmy solidarni. Przypomnę ważne słowa: Patrz, na Słońcu są plamy. Tak, są plamy, ale Słońce świeci i bez niego nie byłoby życia. Podobnie jest z Kościołem. W Kościele są też ludzie grzeszni – pewnie jest ich o wiele mniej niż gdzie indziej. Ale o tych grzechach krzyczy się najgłośniej, natomiast o potwornych grzechach i zbrodniach dokonywanych w innych środowiskach mówi się często bardzo cicho albo wcale. O tym muszą pamiętać nie tylko katolicy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Hymn o miłości


Niedziela Ogólnopolska 51/2006, str. 18-19

© Igor Mojzes/Fotolia.com

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadł wszelką wiedzę, i miał tak wielką wiarę, iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał,
nic mi nie pomoże.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie jest bezwstydna, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa,
które się skończą, choć zniknie dar języków i choć wiedzy [już] nie stanie.
Po części bowiem tylko poznajemy i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecinne.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [ujrzymy] twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: największa z nich [jednak] jest miłość.

Z Pierwszego Listu św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13)

Przeczytaj także: Hymn o miłości
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Odpust na Hubach w Roku Św. Stanisława Kostki

2018-09-19 18:29

Agata Iwanek

Agata Iwanek
Relikwie św. Stanisława kostki w parafii Patrona na wrocławskich Hubach

„Dzisiejsze czasy, współczesne media pokazują nam ludzi sukcesu, autorytety i kiedy przeżywamy tak piękną uroczystość, jak wspomnienie patrona własnej świątyni, to uświadamiamy sobie, że również Kościół daje nam wzory do naśladowania”. – mówił ksiądz Bartosz – „W prefacji słyszymy: przykład świętych nas pobudza, a ich bratnia modlitwa nas wspomaga, abyśmy osiągnęli zbawienie”. Ksiądz pytał o to, czy Stanisław Kostka, patron polskiej młodzieży, może być wzorem do naśladowania. W wieku 17 lat uciekł z domu, działał wbrew rodzicom i był nieposłuszny... Nie ma co, świetny wzór. Typowy nastolatek, który jak zwykle miał własnym plan na życie… Ale co to był za plan! Uciekł, ponieważ miał silne pragnie serca – zostać zakonnikiem. Działał wbrew rodzicom i był nieposłuszny, ponieważ ci zabraniali mu wstąpić na drogę zakonną. Parafianie mogą być dumni, że patronuje im tak wspaniały święty. Nic dziwnego, że został patronem dzieci i młodzieży. Miał ufność dziecka Bożego i determinację nastolatka, a to właśnie te cechy doprowadziły go do świętości. Stanisław zmarł w wieku 18 lat. Ksiądz Bartosz podkreślał, że „młodość była świadectwem jego doskonałości”. Świętość nie jest więc luksusem przysługującym tylko tym, którym zaczęła siwieć już broda. Stanisław Kostka osiągnął doskonałość przez dojrzałą duchowość w bardzo młodym wieku - podkreślał kaznodzieja licznie zebranym w świątyni parafianom.


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem