Reklama

Kongres 60 milionów

Marki k. Warszawy: uczniowie katolickiego gimnazjum skonstruowali sondę kosmiczną

2018-03-07 14:28

abd / Marki (KAI)

pixabay.com

Uczniowie Katolickiego Gimnazjum im. bł. Bronisława Markiewicza w Markach skonstruowali sondę kosmiczną, która w najbliższą sobotę 10 marca zostanie wysłana z jednodniową misją w stratosferę, na wysokość ok. 30 km n.p.m. Zebrane przez nią dane zostaną wykorzystane podczas zajęć szkolnych.

- Nasi gimnazjaliści w ubiegłym roku wymyślili projekt edukacyjny, polegający na skonstruowaniu sondy kosmicznej, która zostanie wyniesiona do stratosfery na wysokość ok. 30 km z pomocą balonu napełnionego helem. Po drodze będzie badać m.in. rozkład temperatur i ciśnienia na różnych wysokościach oraz zdjęcia - mówi w rozmowie z KAI ks. Grzegorz Sprysak CSMA, dyrektor katolickich szkół im. bł. Bronisława Markiewicza w Markach-Strudze. Jak wyjaśnia, prace uczniów nad konstrukcją sondy trwały przez blisko rok. W tym czasie przygotowali 7 kolejnych wersji urządzenia.

Ostateczna wersja, po uzyskaniu wszystkich niezbędnych pozwoleń, wystartuje w najbliższą sobotę o godz. 10.00 z boiska szkoły, na rozpoczęcie dnia otwartego szkół katolickich. Jego lot będzie można śledzić w internecie i za pomocą systemów krótkofalarskich. Misja sondy, która wzniesie się na wysokość ok. 30 km n.p.m. potrwa kilka godzin. Następnie, z wykorzystaniem spadochronu, sonda opadnie na ziemię i zostanie przechwycona przez konstruktorów. Zebrane przez nią dane posłużą uczniom na lekcjach geografii i fizyki, a jej twórcy mają w planach kolejne eksperymenty.

„Rozmawialiśmy z jednym z naukowców SGGW, który jest zainteresowany tym, byśmy wiosną lub wczesnym latem wypuścili kolejną sondę, która posłuży do przeprowadzenia eksperymentów biologicznych, np. z drożdżami albo roślinami” – wyjaśnia ks. Sprysak.

Reklama

Jak dodaje, sonda kosmiczna „Bł. Markiewicz”, nie jest pierwszym wynalazkiem uczniów szkół katolickich w Markach, którzy uczestniczą w zajęciach z elektroniki i robotyki.

„Mamy w szkole warsztat, w którym uczniowie konstruują i programują różnego rodzaju roboty i sprzęty informatyczne. Kiedyś skonstruowali pudełko, na wyświetlaczu którego pojawiało się pytanie o datę, np. bitwy pod Grunwaldem. Po wpisaniu prawidłowej daty specjalny mechanizm otwierał drzwiczki i z wnętrza pudełka, przy akompaniamencie muzyki, można było wziąć cukierek” – wspomina.

Księża michalici prowadzą działalność edukacyjno-wychowawczą w Markach od 1927 r. Obecnie w jej skład wchodzi szkoła podstawowa, gimnazjum i liceum. Szkoły w swoich założeniach realizują wychowanie młodzieży w duchu katolickim, w oparciu o program wychowawczy bł. ks. Bronisława Markiewicza, założyciela Zgromadzenia Świętego Michała Archanioła. Placówka oferuje naukę języków obcych (język angielski, język francuski, j. włoski), treningi sportowe oraz pomoc w doskonaleniu własnych zainteresowań.

Tagi:
uczniowie

Najlepsze dewizy Państwa

2017-11-15 11:25

Agnieszka Dziarmaga
Edycja kielecka 47/2017, str. 3

Rok szkolny już w pełni. Wśród uczniów diecezji kieleckiej, niczym smakowite bakalie w cieście, są Ci, którzy na serio podchodzą do nauki, mają czas i zapał do pracy społecznej i wolontariackiej, do pomocy rodzeństwu i rodzicom. To Ci, którzy realizowanemu zazwyczaj z większym lub mniejszym zapałem i sukcesem obowiązkowi szkolnemu, nadają smak – motywacji, altruizmu, uczciwej pracy. Stypendyści

TD
Stypendystka Ola Ściegienna aktywnie włączyła się w ŚDM

Zdrowa moralnie młodzież – to najczystsze złoto Kościoła, to najlepsze dewizy państwa” – mówił bp Kaczmarek w homilii wygłoszonej w katedrze kieleckiej 7 kwietnia 1957 r., tuż po powrocie z więzienia.

Diecezjalny Fundusz Stypendialny im. Biskupa Czesława Kaczmarka to stosunkowo młoda, zaledwie dwuletnia, forma pomocy dla uczniów – w tym roku pod koniec października 27 uczniów szkół ponadgimnazjalnych otrzymało stypendia, które wręczył im ks. biskup Marian Florczyk.

– Podobnie jak w tamtym roku, pieniądze trafiły do zdolnej, ale niezamożnej młodzieży uczącej się w szkołach na terenie diecezji kieleckiej. – W tym roku o stypendia ubiegały się łącznie 44 osoby, 27 z nich spełniło warunki i kryteria uwzględnione w regulaminie i tę pomoc otrzymało – informuje ks. Karol Zegan, sekretarz Funduszu Stypendialnego. Każdy stypendysta otrzymał jednorazowo 1200 zł.

– Stypendium jest dla mnie bardzo ważne. Pod kątem osobistym to radość, że są ludzie, którzy myślą o pomocy innym, także nam, młodzieży i przekazują część swoich oszczędności na fundusz stypendialny. Z drugiej strony dzięki stypendium mogę samodzielnie pokryć część kosztów utrzymania na studiach – mówi Ola Ściegienna, studentka I roku biotechnologii UMCS w Lublinie, absolwentka Zespołu Szkół Diecezji Kieleckiej im. św. St. Kostki w Kielcach.

Z kolei Kacper Janyst, 18-latek, uczeń trzeciej klasy II LO w Kielcach przyznaje, że każdy grosz się liczy.

Obydwoje angażują się w życie Kościoła w swoich parafiach. Kacper od 10 lat jest ministrantem w parafii katedralnej, obecnie pełni odpowiedzialną funkcję przewodzenia grupie chłopców służących przy ołtarzu i wcale nie zamierza z niej rezygnować, nawet, gdy dostanie się na wymarzone prawo. – Moje obowiązki? Przede wszystkim obsłużenie Mszy św. z należytą czcią, organizowanie asysty w uroczyste święta, prowadzenie zbiórek formacyjnych – wylicza. Przyznaje, że na początku nie myślał o tej służbie bardzo poważnie („coś nowego, trochę rozrywka”), ale miał szczęście do księży, których dotąd spotkał i którzy otworzyli mu oczy na godność i sens służby liturgicznej; wymienia m.in. ks. Mirosława Besterechę.

– Kiedy oficjalnie zostało ogłoszone, że Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Polsce od razu wiedziałam, że będę w tym wydarzeniu uczestniczyć. Chciałam dołożyć swoją ,,małą cegiełkę” w przygotowanie tej uroczystości, dlatego zapisałam się do wolontariatu – wyjaśnia Ola Ściegienna. – W międzyczasie od jednej z animatorek Ruchu Światło – Życie dowiedziałam się o rekolekcjach oazowych, więc wzięłam w nich udział, a następnie dołączyłam do wspólnoty. Nasz wolontariat zajmował się nie tylko przygotowywaniem na przyjęcie pielgrzymów z całego świata oraz na wydarzenia poprzedzające uroczystości w Krakowie, które miały miejsce w naszej diecezji, ale także innymi akcjami, jak np. pieczenie pierników dla bezdomnych na święta czy pomoc w organizacji Diecezjalnego Spotkania Młodych w Wiślicy – opowiada Ola. Pochodzi z Woli Kopcowej i głównie tam realizowała swój wolontariat. – Kiedy dowiedziałam się, że moja parafia przyjmie pielgrzymów oraz, że powstaje grupka wolontariuszy, która będzie się m.in nimi opiekować, dołączyłam do nich – mówi.

Wartości i zasady wiary stypendyści wynieśli z domów rodzinnych, jest to niemal zawsze reguła. – Od małego rodzice i rodzina przekazywali mi wiarę, uczyli modlitwy i zabierali do kościoła, więc przynależność do chrześcijańskiej wspólnoty była dla mnie czymś oczywistym – wyjaśnia Ola. I dodaje: – Rodzice nigdy nie narzekali, że należę do wolontariatu, wręcz przeciwnie motywowali mnie. – Wychowano mnie tak, że Bóg, wiara, praktykowanie religii i wartości wynikające z nauki Kościoła, są najważniejsze – dodaje Kacper. Opowiada o dobrych relacjach ze starszym o 17 lat bratem, o godzeniu nauki z dodatkowymi zainteresowaniami.

Kacper w 2016/2017 uzyskał średnią 4,9. Świetnie radzi sobie ze wszystkimi przedmiotami, ale najlepsze wyniki uzyskuje z języków obcych, z angielskiego i rosyjskiego, który stał się jego konikiem (zamierza zdawać ten język na maturze). Jego pasją jest historia, a konkretnie historia II wojny światowej, a ściślej – technika pancerna. Pasjonuje go też piłka nożna, najbardziej – liga niemiecka. Kacper gra w piłkę nożną i uzyskuje niezłe wyniki.

– Jeśli chodzi o naukę, to tylko staram się być na bieżąco z materiałem i systematycznie powtarzać wiadomości. Lubię się rozwijać, nie tylko w zakresie wiedzy, ale i praktycznych umiejętności. Studia, które wybrałam dają mi tę możliwość. Oprócz nauki dużo czasu spędzam też w laboratorium – mówi Ola Ściegienna. I podkreśla, że praca społeczna nic a nic nie przeszkadza w nauce.

I właśnie dla takich, jak Ola i Kacper – uczciwie wypełniających swój czas nauką, pracą społeczną, zaangażowaniem w życie Kościoła, pomocnych w domu, szkole i parafii – jest ta forma stypendialna.

Fundusz stypendialny im. Księdza Biskupa Czesława Kaczmarka powstał w 2016 r. na mocy dekretu biskupa kieleckiego Jana Piotrowskiego. Jest zasilany ze środków ofiarowanych na ten cel przez darczyńców instytucjonalnych i prywatnych, z czego gros stanowi ofiara księży diecezji kieleckiej. Przed rokiem bp Piotrowski podkreślał, że poprzez fundusz stypendialny chciał – po pierwsze – docenić pracę młodzieży, ale ponadto zachęcić do poznania osoby i dzieła życia bp. Czesława Kaczmarka. – To wyjątkowa postać w dziejach diecezji kieleckiej. Żył w latach 1895 – 1963, i ten okres był bardzo trudny dla Polski, a także i dla naszego regionu: rozbiory, okupacja niemiecka, stalinowska. Nie lękał się więzienia i prześladowania. Myślę, że był najbardziej bohaterskim biskupem w okresie powojennym (...) i właśnie teraz jest czas, aby wydobyć go niejako z pamięci dla młodych pokoleń – mówił wówczas biskup kielecki.

Z rozmowy z Kacprem Janystem wynika, że faktycznie tak się dzieje; podczas tegorocznego wręczenia stypendiów, po raz pierwszy publicznie został wyświetlony fabularyzowany dokument poświęcony biskupowi Czesławowi Kaczmarkowi w reżyserii Sławomira Mazura. – To film świetnie zrobiony technicznie, o dającej do myślenia treści. Poruszające były sceny przesłuchania… Zainteresowałem się bardziej osobą bp. Kaczmarka, bo jak dotąd, znałem go głównie z pomnika, który mijam idąc do katedry – mówi Kacper. Zapewne większość stypendystów także bliżej zainteresuje postać Biskupa, torturowanego za wiarę i przekonania, męczennika z czasów PRL, wmanipulowanego w pokazowy proces. Sprawa edukacji młodego pokolenia – „najlepszych dewiz państwa” – była mu przecież tak bliska.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Zagubieni w Niemczech

2018-08-14 11:02

Mirosław Piotrowski
Niedziela Ogólnopolska 33/2018, str. 43

Wikipedia

U naszych zachodnich sąsiadów wszczęto poszukiwania. Zaginęło im bowiem 126 tys. cudzoziemców, w tym kilkanaście tys. tzw. uchodźców. Tak zwanych, gdyż odpowiednie władze niemieckie po ich zweryfikowaniu doszły do wniosku, że do takiej kategorii zaliczyć ich nie można. Co więcej, niemieckie służby alarmują, że wśród nich znaleźli się islamiści ekstremiści. Gdy się dowiedzieli, że będą deportowani, co drugi zniknął. Media niemieckie używają określenia: „zapadli się pod ziemię”. Niestety, to nie koniec, gdyż Federalny Urząd Kryminalny (BKA) poszukuje dodatkowo ponad 170-tysięczną grupę przestępców „rodzimych”, m.in. więźniów zakładów karnych i inne poszukiwane listami gończymi osoby. Łącznie prawie 300 tys. groźnych gagatków. Gdzie się podział przysłowiowy niemiecki porządek (Ordnung)? – chciałoby się zapytać. Ale tym razem, niestety, nie jest to wyłącznie wewnętrzny problem niemiecki. Układ z Schengen, który znosi kontrole na granicach w większości krajów Unii Europejskiej i paru spoza niej, sprawił, że po naszym kontynencie swobodnie przemieszczają się nie tylko turyści. Także pozostający na bakier z prawem. Układ o swobodnym przemieszczaniu się osób wymusza jednak pewne rygory. Nie można jednak wpuszczać na swoje terytorium np. niesprawdzonych rzesz osób z innych kontynentów. Kto łamie reguły, powinien zostać z tego układu wykluczony. Gdy jednak idzie o Niemcy, mamy do czynienia ze szczególnym przepoczwarzeniem umysłów oraz unijnego prawa. Niemcy załatwiają sobie miliardowe dotacje z ustalanego właśnie budżetu UE na... uchodźców. Tak, tak, złamali unijne reguły i jeszcze mają otrzymać za to zapłatę. Karane mają być kraje takie jak Węgry i Polska, które praktykom berlińskim się sprzeciwiają. Planowane jest obcięcie środków spójności, z których korzystają kraje Europy Środkowo-Wschodniej. A gdzie zostaną przekierowane? Wiadomo. Problem jednak jest daleko bardziej poważny. Przyjęci beztrosko przez Niemcy islamscy ekstremiści, gdy zaczną być bardziej energicznie poszukiwani przez niemiecką policję, przeniosą się do innych krajów Unii. Okres urlopowy im sprzyja. Miliony turystów przemierzają właśnie wzdłuż i wszerz Europę. Trudniej więc o skuteczną kontrolę. A gdy wakacje się skończą, ogromny problem mogą mieć władze i obywatele wielu państw członkowskich Unii. Za nieodpowiedzialne działanie płacić będą musieli inni. Sądzę, że natychmiast po zakończeniu kanikuły powinna zająć się tym Komisja Europejska. O tak, szczególnie komisarze Timmermans i Juncker. Wszak ewidentnie narusza się reguły rządów unijnego prawa, czyli powtarzaną przez nich jak mantrę zasadę „rule of law”. Nasz europejski parlament, oczywiście, nie powinien pozostać z tyłu i koniecznie wszcząć debatę oraz przegłosować rezolucję pod tytułem... ot np. „Zagubieni w Europie”.

Mirosław Piotrowski
Poseł do Parlamentu Europejskiego, www.piotrowski.org.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziennik watykański wspomina Arethę Franklin i jej występ przed Franciszkiem

2018-08-17 19:52

kg (KAI/OR) / Watykan

Zmarła 16 sierpnia w wieku 76 lat amerykańska piosenkarka Aretha Franklin wystąpiła we wrześniu 2015 w Filadelfii przed Franciszkiem w czasie jego podróży do Stanów Zjednoczonych. Przypomniał o tym watykański dziennik "L'Osservatore Romano" w obszernym artykule poświęconym gwieździe muzyki soul, dodając, że w czasie odbywającego się tam wówczas Światowego Spotkania Rodzin Franklin wykonała słynny hymn "Amazing Grace" (Cudowna łaska).

wikipedia.org

W artykule "Między cierpieniem a nadzieją" pismo zwraca uwagę, że hołd artystce złożyli prezydenci: obecny Donald Trump i jego poprzednik Barack Obama, chociaż ten pierwszy prawdopodobnie "nie był poruszony jej głosem", jak to było w przypadku Obamy. Obecny gospodarz Białego Domu napisał na swoim Twitterze, że "zmarła królowa soulu była wielką kobietą z niewiarygodnym darem Bożym - swoim głosem". I dodał: "Będzie nam jej brakować".

Zdaniem dziennika mniej suche i z pewnością bardziej zaangażowane było wspomnienie pozostawione przez Obamę, "który z piosenkarką dzielił, choć w bardzo odmienny sposób, doświadczenie wzrastania jako Murzyn w Stanach Zjednoczonych drugiej połowy ubiegłego wieku". "W jej głosie mogliśmy usłyszeć naszą historię we wszystkich jej odcieniach, naszą siłę i nasz ból, naszą ciemność i nasze światła, nasze poszukiwania odkupienia oraz nasz z trudem wywalczony szacunek" - przytoczyła gazeta słowa byłego prezydenta.

Zwróciła uwagę, że odniesienie do szacunku nie było przypadkowe, gdyż tak właśnie - "Respect" [Szacunek] - brzmi tytuł jednego z największych przebojów Arethy. Jest to hymn-wezwanie do świadomości czarnych kobiet w trudnych latach sześćdziesiątych, doświadczających wówczas głębokich i gwałtownych napięć rasistowskich.

Ale te same lata, obfitujące również w wielkie możliwości dla tych, którzy zamierzali pojawić się na estradzie muzycznej, stanowiły dla piosenkarki prawdziwy punkt zwrotny. Młoda wykonawczyni utworów gospel, córka kaznodziei baptystycznego, porzucona w wieku 6 lat przez matkę i która po raz pierwszy sama została matką, mając zaledwie 14 lat, trafiła do wytwórni Atlantic Records, założonej przez Ahmeta Ertegüna - syna ówczesnego ambasadora Turcji w Waszyngtonie (takie rzeczy mogły się wydarzyć tylko w tamtych latach - podkreślił dziennik).

Sam Ertegün jest dziś mało znany, ale miał on genialne wyczucie i to on odkrył największe talenty muzyki jazzowej, soul i rocka na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. W gronie tym znalazła się Aretha Franklin, obdarzona niezwykłą rozpiętością głosu, którego nie trzeba było ograniczać ani naginać do wymogów komercyjnych. Pozwalało to jej wykonywać soul, a więc tę muzykę, którą śpiewała od dziecka, gdy jej ojciec prowadził nabożeństwa. Była to muzyka duszy, która "podobnie jak w procesie oczyszczenia, prowadzi śpiewającego i słuchającego od buntu i zmysłowości do uniesienia i tej próby odkupienia, do której nawiązał w swym przesłaniu Obama" - zaznaczył dziennik papieski. I dodał, że "żaden instrument nie mógł lepiej od głosu Franklin wyrazić tej drogi pełnej cierpienia, ale rozświetlanej nadzieją".

Począwszy od lat sześćdziesiątych kariera piosenkarki była naznaczona niezliczonymi sukcesami. Wielokrotnie zdobywała nagrody Grammy (czyli swego rodzaju Nobla w dziedzinie muzyki lekkiej), a w 1980 wystąpiła w filmie "The Blues Brothers" - historycznym obrazie Johna Landisa, w którym grając rolę żony Matta "Guitar" Murphy'ego, wykonała niezapomnianą wersję piosenki "Think", będącej innym z jej najsłynniejszych przebojów.

Jednym z ostatnich jej występów było pojawienie się przed Franciszkiem w czasie jego pobytu w Stanach Zjednoczonych, gdy podczas Światowego Spotkania Rodzin w Filadelfii zaśpiewała 26 września 2015 starą pieśń gospel "Amazing Grace" (Cudowna łaska), "która teraz zdaje się być wyraźnym punktem odniesienia do tej niespodziewanej łaski, którą jej głos był rzeczywiście obdarzony" - zakończył swój komentarz dziennik watykański.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem