Reklama

Studia na UKSW - pielęgniarstwo

MÓJ KRZYŻ

Dziękuję za niepełnosprawnego syna

2018-03-07 10:47

Małgorzata Piszek, Warszawa

pixabay.com

Poniedziałek...

Dziś rozpoczęłam kolejne w moim życiu rekolekcje ignacjańskie, które mogę odprawiać dzięki temu, że są serwowane codziennie przez Radio Plus Warszawa. Jakie to wspaniałe uczucie – móc wejść w ten błogosławiony czas.

Chciałabym kiedyś wyjechać w dowolne odosobnione miejsce rekolekcyjne, oderwać się od całego tego zgiełku, w którym żyję, i zająć się wyłącznie moją relacją z Bogiem. Moje „wyjechanie” na dłużej nie jest jednak możliwe, nie mam z kim zostawić Mateusza…

A z Mateuszem na rekolekcje wyjechać nie mogę… Mateusz jest moim najstarszym synem, ma 27 lat i jest niepełnosprawny. Mateusz jest moim krzyżem. Właściwie nie Mateusz – tylko jego choroba, problemy wynikające z jego niepełnosprawności. Mateusz jest autystyczny i upośledzony intelektualnie, a jakby tego było mało – cierpi jeszcze na nerwicę natręctw i różne inne dolegliwości natury emocjonalnej. Mateusz jest pierwszym moim dzieckiem (córka i drugi syn są młodsi o parę lat), długo wyczekiwanym, upragnionym. Kiedy się urodził, nie mogłam od niego oderwać oczu, wydawało mi się, że jak mi na chwilę zniknie z pola widzenia, to nagle okaże się, że to tylko sen… Został poczęty w trudnym dla mnie czasie, właśnie rozpadło się moje małżeństwo, które w moim przekonaniu miało być związkiem z ukochanym mężczyzną „na całe życie”…

Reklama

Mówię „rozpadło się”, bo jeśli ukochany mężczyzna przebywający przez dłuższy czas w Ameryce w celu zarobienia pieniędzy na nasze wspólne wymarzone mieszkanie nagle stwierdza, że zostaje w Ameryce na stałe i ma już kogoś innego, czy to nie przekłada się na taki właśnie komunikat: „małżeństwo XY właśnie się rozpadło”…

Panie Boże! Byłeś tam wtedy ze mną w Ameryce, trzymałeś mnie za rękę, ale ja trwałam w tak potwornym zaślepieniu, że nie byłam w stanie poczuć Twojej obecności ani usłyszeć Twojego głosu. Owszem, modliłam się do Ciebie, ale miałam włączony tylko jeden „program” w tej sprawie – prosiłam, błagałam tylko o to, żeby on, mój mąż, który był wtedy dla mnie moim „bogiem”, wrócił ze mną do Polski, a potem „choćby potop”…

Na szczęście dla nas obojga (bo uważam teraz, z perspektywy lat, że oboje dostaliśmy taką samą szansę na naprawienie siebie i relacji z Tobą, Boże) – Pan poprowadził nas inną drogą. Dziękuję Ci, Panie, za krzyż mojego bolesnego rozstania się z moim sakramentalnym mężem. To nie była miłość prześwietlona Twoim światłem, przefiltrowana Twoją, Bożą, miłością… Myślałam, że tego nie przeżyję, ale teraz wiem, że to było zniewolenie, uzależnienie, które nie zbliżało mnie do Ciebie, a tylko niosło cierpienie i gorycz. Dziękuję Ci, bo Ty wyzwoliłeś mnie, Panie…

Wtorek…

Mateusz wziął swój początek w czasie traumy mojej „żałoby” po rozstaniu z mężem. Mój samotny powrót do Polski był szokiem dla wszystkich pozostałych członków zespołu, którzy też przeżywali różne „zawirowania”, ale w końcu „wracali do pionu”. To, że wróciłam zza oceanu sama, nie mogło być niezauważone przez kogoś, kto już wcześniej dawał oznaki sympatii, a nawet uczucia. Ale czy to była miłość?

Miłość nie osądza

miłość nie potępia

nie ma względu na osoby

miłość nie oczekuje nagrody

miłość zawsze wybaczy…

Kiedy pogrążona w bólu i rozpaczy po stracie ukochanej osoby dałam się poprowadzić za rękę kolejnemu partnerowi (zawarliśmy po urodzeniu Mateusza ślub cywilny) – począł się Mateusz, niemy świadek mojej wewnętrznej szamotaniny i walki samej z sobą. Dzięki Ci, Panie, za Twoje błogosławieństwo, bo bez niego nie byłoby ani Mateusza, ani żadnego z moich dzieci. Ty, który jesteś samą Miłością, wyprowadziłeś dobro z mojego grzechu, z mojego błędu, z mojego zaślepienia…

Dziękuję Ci za krzyż mojego osamotnienia w drugim małżeństwie nieuświęconym sakramentem, krzyż moich rozpaczliwych prób ogarnięcia tej trudnej sytuacji, kiedy nie miałam prawa zbliżać się do Stołu Pańskiego. Dziś, kiedy jeden dzień bez Twojej bliskości w sakramencie Eucharystii jest dla mnie karą – nie mieści mi się w głowie, jak kiedyś dawałam radę?! Teraz wiem! Byłeś przy mnie nawet wtedy, gdy trwałam w grzechu, nie opuściłeś mnie, nie zostawiłeś na pastwę losu i mojej krótkowzroczności pomieszanej z głupotą!

Środa…

Mateusz urodził się zdrowy – tak przynajmniej się wydawało przez pierwsze dwa i pół roku. Nic nie zapowiadało nieszczęścia. Pierwsze objawy to były parosekundowe wyłączenia, potem coraz dłuższe ataki niecałkowitej utraty świadomości, występowały jednak: bardzo wyraźnie zaburzone funkcjonowanie, bladość twarzy i potem szybkie łapanie powietrza. Pamiętam czas „wykluwania” się choroby… to był bardzo trudny okres w moim życiu, ponieważ odkrycie tego, jak poważna jest to dolegliwość (Mateusz miał częste napady padaczki – podejrzewano padaczkę typu „napady skłonów” z bardzo złymi rokowaniami), nałożyło się na okres, w którym urodziłam najmłodszego syna. Nie miałam nawet szans, żeby się zastanawiać, czy moje złe samopoczucie, mój niepokój to syndrom „depresji poporodowej”, czy to raczej coś związanego z odkryciem, że Mateusz jest poważnie chory i że będzie niepełnosprawny.

Przy tym musiałam sobie radzić z prowadzeniem domu, w którym była trójka małych dzieci, a więc pieluchy, posiłki z „książką w ręku”, żeby były pełnowartościowe i o właściwej porze, spacery do południa i po południu, kąpiele, prania itd. Wprawdzie jeszcze wtedy pozornie nie byłam sama… ale nie było łatwo. Do tego wszystkiego praca, która wymagała solidnego przygotowania się i dobrej kondycji psychicznej.

Jak ja mogłam sobie z tym wszystkim poradzić? Wtedy o tym nie myślałam, ale teraz to widzę bardzo

dokładnie. Panie, niosłeś mnie cały czas na rękach, ochraniałeś mnie, podnosiłeś, kiedy upadałam, byłeś cały czas przy mnie… Jak mogłam tego nie czuć?!

Czwartek…

Czytam fragment Pisma Świętego przeznaczony do medytacji – Mdr 11, 22-26 – Bóg miłośnikiem życia… W komentarzu do tego fragmentu Pisma znajduje się parę pytań, na które muszę odpowiedzieć sama przed sobą: Dlaczego ja żyję? Po co zostałam powołana do życia? W jakim celu? Mam na swoim koncie dwa małżeństwa, które nie były szczęśliwe. Od dłuższego czasu żyję sama, zajmując się moim niepełnosprawnym synem. Kiedyś, dawno temu, podjęłam niełatwą decyzję o samotnym życiu. Moje pierwsze małżeństwo było związkiem sakramentalnym, drugie – tylko cywilnym. Kiedy Pan dał mi szansę, żebym stanęła w prawdzie i kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że żyję w grzechu śmiertelnym – musiałam coś zrobić. Tym bardziej że odczuwałam bardzo dotkliwie brak możliwości przystępowania do sakramentów świętych. Najpierw była szamotanina, wyrywanie sobie włosów z głowy i brak koordynacji we wszystkich działaniach.

Ale tu też byłeś ze mną, Panie, prowadziłeś mnie za rękę, ustawiałeś drogowskazy i sygnały świetlne, żebym nie zabłądziła. Zaczęłam długą i mozolną drogę naprawiania swojego życia: pamiętam czas wielu rozmów z ks. P., duszpasterzem małżeństw niesakramentalnych, odbyłam wiele nocnych pielgrzymek pokutnych do Niepokalanowa w tej intencji… Był to czas bolesnych doświadczeń i czas odkrywania swoich zranień. Ale też czas nadziei na powtórne narodzenie się, na odnalezienie się w prawdzie i w Bogu. W moim drugim małżeństwie ani ja, ani mój partner nie byliśmy szczęśliwi, teraz wiem, że nie stanowiliśmy jedności, nie budowaliśmy naszego związku w łączności z Panem. Byliśmy jak dwa niezależnie funkcjonujące urządzenia odłączone od źródła zasilania. Działaliśmy chaotycznie, bez kompasu i busoli, każdy kolejny dzień był przypadkiem… Kiedy rozstaliśmy się (przeprowadziliśmy rozwód i zamieszkaliśmy oddzielnie, on sam, ja z wszystkimi dziećmi), poczułam taką ulgę, że do dziś pamiętam pierwsze moje dni, kiedy zostałam już tylko z dziećmi. Byłam wolna, pierwszy raz od wielu lat!

Zyskałam prawdziwą wolność, która daje szczęście. Nie jest to takie samo szczęście, jakie odczuwa ktoś kochający i kochany, żyjący w związku małżeńskim z długo i starannie wybieraną osobą, z którą wszystko go łączy, a prawie nic nie dzieli… Ale poczułam szczęście dziecka Bożego, ukochanego i przytulonego przez Boga. Dziękuję ci, Panie, za krzyż życia z drugim człowiekiem bez Twojego błogosławieństwa i bez Twojej zgody, bo dzięki temu zrozumiałam, jak ważna dla mnie jest Twoja obecność w moim życiu, że bez Twojego wsparcia, bez Twojej opieki moje życie jest puste i bez sensu. Zrozumiałam, że samotność, której się tak panicznie boi wielu ludzi, nie czyni człowieka nieszczęśliwym – jeśli Ty jesteś blisko. Za to samotność dwojga ludzi tkwiących bez Twojej obecności w życiu pełnym bezustannych pretensji i poczucia krzywdy, frustracji i permanentnego cierpienia – jest najokrutniejszą formą samotności na świecie.

* * *

Dzięki rekolekcjom odkryłam moje powołanie. Moim powołaniem jest odkopywanie i odkrywanie kolejnych „talentów” mojego niepełnosprawnego syna. Praca nad rozwijaniem jego talentów daje niesamowite

efekty. Z czasem okazuje się, że jest mnóstwo przestrzeni, w których Mateusz, niepełnosprawny 27-letni facet, może funkcjonować konkurencyjnie dla osób zupełnie sprawnych. Na przykład sport: Mateusz świetnie pływa, jeździ na łyżwach, rolkach, nartach, na rowerze, jego pasją jest wspinaczka, regularnie trenuje na ściance wspinaczkowej. Największą jednak pasją Mateusza jest muzyka: ma rewelacyjny słuch i pamięć muzyczną, ma „zahibernowane” w pamięci swoje ulubione piosenki z różnych nagrań, które kolekcjonuje. Jestem z niego dumna, to dzięki niemu byłam już w tylu krajach, nawet dwa razy w Ameryce, gdzie dwukrotnie występowaliśmy. Z koncertami. A także w Hiszpanii, w Austrii… Dzięki naszym wspólnym występom mam szansę na spełnienie moich marzeń o podróżach. A co najważniejsze – odkryłam w sobie powołanie do mówienia o Bogu innym ludziom przy pomocy muzyki. Dzięki Ci, Panie! Dostałam od Ciebie wielki dar, powołanie do ewangelizowania. Dzięki ci, Panie! To dzięki Twojemu prowadzeniu przekułam „kalectwo” Mateusza na sukces – w Ameryce, gdzie byliśmy z koncertami w wielu miastach, okazało się, że zarówno on, jak i autystyczna dziewczyna, z którą śpiewał w duecie, dają ludziom tyle bezinteresownej miłości i radości, że nikt nie był w stanie tego przewidzieć.

Okazało się, że dwójka niepełnosprawnych, upośledzonych młodych ludzi, za których może wielu nie dałoby „złamanego grosza”, gołym okiem patrząc, nic niewartych dla dzisiejszego świata – niesie taką ilość bezinteresownej, szczerej miłości, że ma ona niesamowitą siłę rażenia. Ci najsłabsi, ułomni, nieporadni dają świadectwo Bożej miłości i przewodzą tę miłość najlepiej ze wszystkich ludzi.

Są jak „kosmici” – wyposażeni przez samego Boga w coś, czego my nie widzimy, ale czujemy, jeśli tej miłości jesteśmy w stanie ulec. Ona nas ogarnia jak fala i unosi ze sobą.

Piątek…

Dzięki ci, Panie, za krzyż niepełnosprawności mojego syna. Tak naprawdę ten krzyż jest moim zbawieniem i łaską. Dzięki niemu jestem innym człowiekiem. Kiedyś myślałam wyłącznie o sobie, teraz o sobie już nie pamiętam. Jego problemy, codzienna walka z nimi uwrażliwiły mnie na potrzeby innych ludzi, dzięki niemu potrafię „wyłowić” z tłumu kogoś, kto potrzebuje pomocy, bez żadnych dodatkowych sygnałów. On nauczył mnie tolerancji i zrozumienia dla innych. On stał się prawdziwym powodem, dla którego zaczęłam szukać Ciebie, Boże, na poważnie. On nauczył mnie miłości, dzięki niemu zrozumiałam, co to znaczy kochać naprawdę.

Sobota…

Prosiłam Cię, Panie, kiedyś, dawno temu o zdrowe i piękne dziecko, które miało w przyszłości wyrosnąć na wielkiego, wspaniałego, mądrego i błyskotliwego człowieka – lekarza, adwokata albo biznesmena – a otrzymałam upośledzonego i autystycznego Mateusza, który ma tyle miłości w sobie, że mógłby obdarować nią cały świat… Niczego nie otrzymałam, o co prosiłam. Ale dostałam wszystko to, czego się nie podziewałam. Prawie na przekór mnie moje niesformułowane modlitwy zostały wysłuchane.

Jestem najbardziej obdarowana ze wszystkich ludzi.

Tagi:
świadectwo

Placido Domingo: modlę się przed każdym występem

2018-07-19 11:10

ts (KAI) / Frankfurt nad Menem

Światowej sławy śpiewak operowy i dyrygent, Placido Domingo wyznał, że modli się przed każdym występem. W rozmowie z niemiecką gazetą „Frankfurter Rundschau” 77-letni hiszpański artysta powiedział, że dziś widzi, jak skuteczne są jego modlitwy i jak chronią go święta Cecylia, patronka muzyki oraz św. Błażej, strzegący przed chorobami gardła.

pl.wikipedia.org

Od lat Domingo marzy też o pielgrzymce do Santiago de Compostela, ale w zrealizowaniu tego planu ciągle przeszkadzają terminy zawodowe.

W najbliższym czasie Placido Domingo będzie dyrygował operą „Walkiria” Ryszarda Wagnera na festiwalu wagnerowskim w Bayreuth. W okresie od 25 lipca do 29 sierpnia przewidziane są trzy przedstawienia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Francja: ksiądz popełnił samobójstwo – powodem prawdopodobnie zarzut molestowania seksualnego

2018-09-22 12:50

ts (KAI) / Rouen

Ksiądz z francuskiej diecezji Rouen popełnił samobójstwo. Według mediów powodem śmierci ks. Jean-Baptiste Sebe były prawdopodobnie zarzuty wykorzystywania seksualnego nieletnich stawiane 38-letniemu duchownemu. Martwego na podłodze w kościele Saint Romain znalazł 18 września tamtejszy kościelny.

Senlay/pixabay.com

„W naszych sercach pojawia się wiele pytań”, napisał w liście do księży swojej diecezji abp Dominique Lebrun. „Całkowicie nie rozumiemy takiego kroku, chociaż wiedziałem, że ksiądz przeżywał trudny czas”, stwierdził arcybiskup Rouen.

Według francuskiego dziennika „La Croix”, pewna kobieta zarzuciła księdzu „nieprzyzwoite zachowanie” i ataki seksualne na jej córkę. Z relacji policji wynika, że kobieta złożyła skargę także do abp. Lebruna. Jednak przed samobójstwem ks. Sebe policja nie miała żadnych informacji w jego sprawie. Gazeta zwraca uwagę, że doniesienia tego typu traktowane są obecnie „bardzo ostrożnie”.

Ks. Jean-Baptist Sebe po otrzymaniu święceń kapłańskich w 2005 roku pracował w wielu szkołach publicznych. Był bardzo ceniony i lubiany przez uczniów. W swojej diecezji był delegatem ds. oświaty. Był również wykładowcą na wydziale teologicznym Instytutu Katolickiego w Paryżu, gdzie wcześniej uzyskał tytuł doktora teologii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

XII Piesza Pielgrzymka Dużą Ścieżką św. Jadwigi

2018-09-23 14:32

ks. Bogdan Giemza

Blisko 200 osób zgromadziło się 22 września przed bazyliką św. Bartłomieja i św. Jadwigi w Trzebnicy, by wziąć udział w 12. Pielgrzymce Dużą Ścieżką św. Jadwigi.

ks. Bogdan Giemza

Uczestnicy przeszli nieco skróconą trasą, obejmującą pięć pamiątkowych monumentów. Każdy z nich przypominał o innej cnocie chrześcijańskiej, którą praktykowała św. Jadwiga Śląska. Były to: Wiara (przy bazylice), Nadzieja (przy ołtarzu polowym), Sprawiedliwość (w Rotundzie Pięciu Stołów), Skromność/Prostota (przy kościele w Lesie Bukowym) oraz Roztropność (przy kościele parafialnym pw. Apostołów Piotra i Pawła).

Przy każdym z pamiątkowych kamieni krótkie rozważania na temat roli danej cnoty przedstawił ks. Jacek Nowak SDS, a pielgrzymi za wstawiennictwem św. Jadwigi prosili Boga o wzrost w tej cnocie. Na zakończenie pątnicy otrzymali pamiątkowe certyfikaty potwierdzające udział w pielgrzymce.

Duża Ścieżka Świętej Jadwigi w Trzebnicy powstała w 2007 roku w związku z 740. rocznicą kanonizacji Świętej Jadwigi. Jest to jedna z dwóch Ścieżek utworzonych ku czci Patronki miasta, mająca charakter dydaktyczny, kontemplacyjny oraz pielgrzymkowo-turystyczny. Trasa Dużej Ścieżki Świętej Jadwigi prowadzi po ważnych miejscach historycznych oraz malowniczych wzgórzach Trzebnicy. Poza walorami historyczno-edukacyjnymi, ścieżka pełni również doskonałą funkcję krajobrazowej trasy turystycznej. Przechodząc ścieżką można zobaczyć siedem miejsc związanych z życiem św. Jadwigi. Na trasie ustawionych zostało siedem kamieni kontemplacyjnych, które ukazują cnoty Świętej.

Na placu przed bazyliką znajduje się pierwszy kamień z napisem „Wiara”, w pobliżu placu pielgrzymkowego drugi – „Nadzieja”, natomiast trzeci - „Miłość-Miłosierdzie” - na jednym z dziedzińców klasztoru sióstr boromeuszek. Następny kamień z napisem: „Sprawiedliwość” znajduje się przy średniowiecznej Rotundzie Pięciu Stołów. Piąty kamień – „Skromność-Prostota” - umieszczono przy kościółku Leśnym pw. Czternastu Świętych Wspomożycieli. Szósty kamień na ścieżce z napisem: „Męstwo” znajduje się na wzgórzu przy kapliczce Świętej Jadwigi. Ostatni z kamieni z napisem: „Roztropność" umieszczono przy kościele pw. Świętych Piotra i Pawła.

Warto wiedzieć, że Ścieżka Dydaktyczna świętej Jadwigi Śląskiej Ścieżka znajduje się także we Wleniu k. Jeleniej Góry. Powstała ona z inicjatywy grona pedagogicznego Zespołu Szkół im. św. Jadwigi Śląskiej. Jej otwarcie nastąpiło 1-go października 2006 roku. Trasa oznaczona jest 6 piaskowcowymi kamieniami ułożonymi wzdłuż drogi. Na owych kamieniach znajdują się tablice przypominające o żywocie św. Jadwigi. Ścieżka liczy ok. 2 km.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem