Reklama

#AdopcjaJestOK – odpowiedź internautów na okładkę „Wysokich Obcasów”

2018-02-20 17:25

pgo / Warszawa (KAI)

Tomsickova/fotolia.com

Kobiecie, która stoi pod ścianą, której wydaje się - bo tak mówi ojciec dziecka albo sytuacja życiowa - że jest sama i ma tylko jedno wyjście, chcemy powiedzieć przez tę inicjatywę, że ma wybór i nie jest sama - powiedziała KAI Natalia Białobrzeska z „Drużyny B”. Wraz z męże zainicjowała ona akcję #AdopcjaJestOK. To odpowiedź na okładkę weekendowego dodatku do "Gazety Wyborczej" „Wysokie Obcasy”.

W zeszły weekend na okładce „Wysokich Obcasów” pojawiły się 3 kobiety na różowym tle w koszulkach z napisem „Aborcja jest ok” oraz podpisem „Aborcyjny Dream Team”. Na okładce napisano również „Nie jesteś sama. 1 z 3 twoich znajomych miała aborcję”.

Odpowiedzią internautów jest inicjatywa #AdopcjaJestOK zainicjowana przez Natalię i Macieja Białobrzeskich z „Drużyny B”. Hasztag promuje zdjęcie przypominające okładkę „Wysokich Obcasów”, na którym na różowym tle znajduje się kobieta w koszulce z napisem „Adopcja jest ok”. Towarzyszy mu hasło „Oddając swoje dziecko do adopcji, dajesz mu życie po raz drugi”.

Białobrzeska zwraca również uwagę na to, że na koszulce WO dymek z hasłem „aborcja jest OK” wychodzi z krzyczących ust, umiejscowionych na brzuchu. - Nasz dymek z hasłem „adopcja jest OK” wychodzi z serca. To bardzo mocno ukierunkowuje nasze intencje i adresatów – podkreśla.

Reklama

- Nie chcieliśmy robić z tej grafiki, ani aktualnie mówić o niej, jak o jakiejś zorganizowanej „akcji”. To nasza odpowiedź, na naszym fanpage'u „Drużyna B” – mówi w rozmowie z KAI Białobrzeska. Strona prowadzona jest przez małżeństwo z trójką dzieci – jednym w drodze.

- Mieliśmy - jak się okazało - dobre przeczucie, że zmiana dwój liter w wyrazie „aBoRcja”, zmieni kontekst dyskusji. Że zwróci uwagę na pozytywne wspieranie kobiet, którego tak bardzo brakuje nam w Polsce. Na inną retorykę. Na przesunięcie akcentów. Nie chcieliśmy wchodzić w przepychanki na argumenty z okładką WO. Takich odpowiedzi jest cała masa w internecie. Mamy nieco inną wrażliwość – zaznacza Białobrzeska.

Jak podkreśliła, podjęcie decyzji o donoszeniu ciąży, urodzeniu i powierzeniu swojego dziecka innej rodzinie, wcale nie jest łatwe. – To niewyobrażalnie trudna decyzja. Bo procedury, bo niedomagania w funkcjonowaniu instytucji, które taką mamę powinny objąć całkowitą opieką – prawną, psychologiczną, medyczną, materialną - na czas ciąży i po niej, bo emocje, bo rodzina, z którą trzeba się skonfrontować i społeczeństwo, które stygmatyzuje. Ale mimo to: nadal jest to jedna z najbezpieczniejszych dróg, dla niej i dla tego nowego istnienia. Wybór, w którym nie ma niczego poza miłością – podkreśla.

Aby wesprzeć inicjatywę można m.in. udostępnić zdjęcie w mediach społecznościowych z hasztagiem #AdopcjaJestOK. – Można również dodać swój komentarz ze słowem wsparcia dla tych kobiet, którym dzisiaj świat zwalił się na głowę. Bo mają naście lat i „wpadły”, bo dowiedziały się, że ich nienarodzone dziecko jest chore, a one ledwo wiążą koniec z końcem – mówi Białobrzeska.

Białobrzeska zaznacza, że chodzi o realne osoby, z realnymi problemami, którym realnie możemy pomóc. - Możemy podlinkować w opisie stronę fundacji, która pomaga młodym mamom, adres, pod którym zjadą pomoc, możemy zaoferować własne wsparcie. Czasami wystarczy napisać: „jeśli mnie czytasz i czujesz się samotna, napisz do mnie”. Ludzie potrzebują ludzi. Kiedy nie są sami odzyskują wiarę w siebie i siły i nadzieję. A przecież tego potrzeba mamom, które bardziej czują się brzemienne, niż błogosławione – dodaje.

- Kobiecie, która stoi pod ścianą, której wydaje się - bo tak mówi ojciec dziecka albo sytuacja życiowa - że jest sama i ma tylko jedno wyjście, chcemy powiedzieć przez tę inicjatywę, że ma wybór i nie jest sama – podkreśla Białobrzeska.

Adopcję jako alternatywę dla aborcji wskazało również Prezydium Konferencji Episkopatu Polski 8 listopada 2017 roku w apelu w sprawie ochrony prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

„Kościół katolicki w Polsce stale wspiera rodziny w trudnych sytuacjach życiowych. Jeśli rodzice – pomimo dostępnej pomocy psychologicznej, medycznej i materialnej – nie zdecydują się na wychowywanie dziecka, zawsze mogą przekazać je do adopcji, tym bardziej, że tak wiele rodzin jest gotowych z otwartym sercem przyjąć je i otoczyć swoją opieką. Zabijanie dzieci nigdy nie powinno mieć miejsca. Zamiast aborcji – adopcja!” – czytamy w apelu.

Tagi:
inicjatywa

Pogotowieduchowe.pl

2018-07-19 20:20

Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

Wezwanie. Pogotowie rusza, choć jest nieco dziwne: lekarze bez kitli, nie dają zastrzyków, nie przepisują recept i nie zabierają do szpitala, choć zdarza się, że kierują do specjalisty. Nawet sygnał tego pogotowia jest zupełnie inny. Telefoniczny.

Pexels/pixabay.com

W tym roku minęło sześć lat od narodzin inicjatywy, której założeniem było stworzenie takiej przestrzeni, gdzie potrzebujący ludzie będą mieli bezpośredni dostęp do kapłana dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebują. Tak powstało pogotowie duchowe, które trwa, służy i wciąż się rozwija. Jego pomysłodawcą i inicjatorem jest kapucyn br. Benedykt Pączka.

Zielona żarówka

Na stronie pogotowieduchowe.pl znajduje się mapa Polski, na której zaznaczone są ikonki żarówek - jedne mają kolor czerwony, inne zielony. Te drugie informują, gdzie w tym momencie znajduje się kapłan, który czeka na telefon. Obok mapy widnieje także lista księży, przy których również znajdziemy ikonki żarówek informujące o ich gotowości. Warto jednak pamiętać, że może zdarzyć się sytuacja, w której mimo zielonej żarówki kapłan w danej chwili nie odbierze telefonu. Należy wtedy próbować ponownie za jakiś czas albo wybrać innego kapłana z listy.

18 h na dobę 7 dni w tygodniu

Obecnie w to dzieło zaangażowanych jest 17 kapłanów (zarówno diecezjalnych jak i zakonników) pracujących nie tylko w Polsce, ale i poza granicami kraju. Traktują swoje kapłaństwo jako misję i chcą być otwarci oraz dostępni dla ludzi w praktyce. Każdy z nich dyżuruje co najmniej jeden dzień w tygodniu (na stronie można dokładnie sprawdzić kto kiedy jest dostępny, a także przeczytać krótką informację na temat księdza, z którym w danym czasie można podjąć rozmowę). Kapłani dyżurują każdego dnia tygodnia od godz. 6.00 aż do północy. Od tego roku oprócz rozmowy telefonicznej istnieje także możliwość nawiązania kontaktu mailowego. Wystarczy wysłać wiadomość na adres kaplan@pogotowieduchowe.pl, w kilku słowach przedstawić się, tak by ksiądz wiedział, do kogo kieruje odpowiedź oraz zadać pytanie bądź nakreślić problem.

Chciałam być anonimowa

Jeśli natomiast nie masz potrzeby rozmowy, ale nosisz w sercu ważną dla Ciebie intencję, możesz poprosić o modlitwę. Wystarczy otworzyć zakładkę „Modlitwa" i wpisać intencję, a ta zostanie natychmiast przesłana do zgromadzenia, które w danym dniu podjęło się posługi modlitewnej.

Nie są to jedyne możliwości zaangażowania się w dzieło pogotowia duchowego. Zawsze przecież możesz „stanąć po drugiej stronie" i to ty swoją modlitwą lub postem wesprzeć tę inicjatywę - posługujących kapłanów oraz dzwoniące osoby. A o tym, że ludzie naprawdę dzwonią i otrzymują wsparcie oraz pomoc, świadczą m.in. ich świadectwa:

„Bardzo dziękuję za tę piękną inicjatywę. Rozmowa z kapłanem pomogła mi w trudnych chwilach po śmierci ważnej dla mnie osoby. Dzięki tej rozmowie odnalazłam ponownie właściwe ścieżki życia wewnętrznego, zyskałam też dobre rozeznanie tego, co się działo w moim sercu. Życzę kapłanom posługującym w Pogotowiu wszelkich łask i błogosławieństw. Pamiętam w modlitwie".

„Weszłam tutaj jakiś czas temu... Byłam w kryzysie... Pomyślałam, że zamiast zrobić coś głupiego zadzwonię na pogotowie duchowe. Wiedziałam, że wtedy dyżuru nie ma kapłan z mojego rejonu. Odpowiadało mi to, bo chciałam być anonimowa, nie chciałam by padła propozycja spotkania/rozmowy. Chciałam tylko porozmawiać, odwrócić złe myśli. Rozmowa, życzliwość i chęć pomocy tego kapłana z pogotowia pomogły mi.(...) Dziękuję bardzo za pogotowie. Wiem, że w sytuacji alarmowej mogę tu zadzwonić, spotkać się realnie w moim mieście. Nie muszę iść sama ze swoim ciężarem, bo Bóg posyła mi swoich kapłanów".

Pogotowieduchowe.pl - warto dobrze zapamiętać ten adres. Być może kiedyś ktoś z nas lub bliskich nam osób będzie potrzebował takiej pomocy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Jako w niebie, tak i w Komańczy

2018-07-04 11:07

Tadeusz Szyma
Niedziela Ogólnopolska 27/2018, str. 26-27

Pamiętny, trzyletni okres uwięzienia kard. Stefana Wyszyńskiego przez władze komunistyczne, trwający od 25 września 1953 r. do 28 października 1956 r., dzieli się na cztery etapy, niczym cztery stacje jego osobistej drogi krzyżowej. Ich nazwy wyznaczają kolejne miejsca odosobnienia: Rywałd na Kujawach, Stoczek Klasztorny na Warmii, Prudnik na Opolszczyźnie i Komańcza w Bieszczadach.

Michał Kosc/East News
Stanisław Wyszyński, ks. Włodzimierz Sułek, Danuta Maria Sułek, prymas Stefan Wyszyński

Po latach od tych wydarzeń, w miarę odzyskiwania przez Polaków wolności słowa, stacje te zaczęły być przypominane również w polskich filmach, zarówno dokumentalnych, jak i fabularnych. Ze zrozumiałych względów największy rozgłos zyskał ostatni etap więziennej martyrologii Prymasa Tysiąclecia. Nie tylko dlatego, że był ostatni i zakończył się zwycięstwem niezłomnego więźnia, lecz przede wszystkim dlatego, że tam właśnie spod jego pióra wyszły wiekopomne Śluby Narodu Polskiego.

Mimo istnienia dość wielu już ekranowych przypomnień tamtych epokowych wydarzeń nadal pojawiają się kolejne próby nawiązania do nich i przedstawienia ich na ekranie w coraz to inny sposób, z trochę odmiennej perspektywy. Najświeższym tego przykładem jest 46-minutowy fabularyzowany dokument „Jako w Niebie, tak i w Komańczy”, wyprodukowany kosztem 200 tys. zł w podkarpackim Krośnie przez lokalną telewizję – TV Obiektyw. 18 maja br., na kolejnym ogólnopolskim konkursie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji „To nas dotyczy”, zorganizowanym po raz 15. dla takich właśnie lokalnych stacji, których w Polsce jest już 50, został on uhonorowany drugą nagrodą w kategorii: Moja Mała Ojczyzna.

Film ten powstał w 2017 r., a przedsiębiorczy jego producent i zarazem właściciel krośnieńskiej lokalnej telewizji Bogdan Miszczak zaprezentował go wkrótce na zagranicznych pokazach w Brukseli i w Rzymie, a także w wielu miejscowościach na Podkarpaciu. Partnerami filmu, którzy przyczynili się do jego powstania, są również miasta, gminy i powiaty tego regionu. Warto ponadto wiedzieć, że jest on dostępny na starannie wydanych płytach DVD.

Trzeba przyznać, że lokalny aspekt historycznych wydarzeń sprzed ponad 60 lat, o ogromnym ogólnopolskim znaczeniu, jest w tym dokumencie wyraźnie widoczny. Już sam zaskakujący niezwykłym sformułowaniem tytuł, zaczerpnięty z „Zapisków więziennych” kard. Stefana Wyszyńskiego, od razu osadza akcję filmu w realiach bieszczadzkiej wsi. Scenarzysta, którym jest krakowski radiowiec Marcin Ziobro, podbudował rekonstrukcję zasadniczych wydarzeń historycznych z udziałem Kardynała – których owocem były Ślubowania Jasnogórskie – rodzajowymi scenkami z udziałem mieszkańców Komańczy, rodziny miejscowego leśnika, wędrujących wówczas po Bieszczadach z Karolem Wojtyłą studentów, tamtejszych sióstr nazaretanek, a także strzegącego dostępu do klasztoru żołnierza Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i represyjnych oficerów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego... Z kolei autor zdjęć Piotr Trznadel sugestywnie uwydatnił kamerą piękno łagodnie górzystego i lesistego krajobrazu przy zmiennych warunkach pogodowych.

Debiutujący jako reżyser telewizyjny dziennikarz Maciej Wójcik trafnie obsadził znanego aktora teatralnego i filmowego – Marka Kalitę w roli Prymasa, a jego żonę Aleksandrę Popławską zaangażował jako Marię Okońską, główną inspiratorkę powstania owych Ślubów. Ich spotkanie i rozmowa w klasztorze w Komańczy to jedna z najlepszych scen tego filmu. Kilku rzeszowskim aktorom i miejscowym amatorom natomiast reżyser powierzył, ze zmiennym szczęściem, drugoplanowe i pomniejsze role.

Prymas Kality jest wewnętrznie skupiony i pełen godności, bez cienia wyniosłości wszakże. Uderza też jego podobieństwo do znanych zdjęć fotograficznych internowanego w Komańczy ówczesnego przywódcy polskiego Kościoła. Widzimy go więc i w tym filmie w charakterystycznej pozie wędrowca z kosturem, w ciemnym, ściągniętym na bok głowy berecie oraz w niezapiętym jasnym płaszczu, narzuconym luźno na ramiona.

Od strony aktorskiej na szczególne uznanie zasługuje jednak poruszająca minikreacja Jerzego Treli w epizodzie, który odtwarza spotkanie w komańczowskim lesie wzruszonego Prymasa ze swym – nie mniej wzruszonym – ciężko chorym ojcem Stanisławem. To wymowny dowód na to, że dla znakomitego aktora wystarczy pojawić się tylko na parę chwil, by zostać zapamiętanym do końca projekcji czy spektaklu.

Oparta na solidnej dokumentacji, zawierająca autentyczne teksty Prymasa Tysiąclecia fabularyzowana opowieść o wyjątkowo owocnym roku spędzonym przez niego w Komańczy ma nietypową, dwudzielną budowę. Zainscenizowane w niej obrazy odnoszące się do autentycznych wydarzeń, jak np. jego spotkanie z ojcem czy z Marią Okońską oraz archiwalia filmowe z lat 50., 60. i późniejszych ubiegłego wieku, są czarno-białe. Natomiast przedzielające je współczesne zdjęcia z wypowiedziami kilku znanych osób, które przypominają i komentują wydarzenia sprzed lat, są już barwne. Ma to pewną wymowę symboliczną: kontrastuje dramatyczną przeszłość i dzisiejszą normalność.

Owi komentatorzy to: kard. Stanisław Dziwisz, Krystyna Szajer i Iwona Czarcińska z Instytutu Prymasowskiego, znana dziennikarka i biografistka, również Prymasa Wyszyńskiego, dr Ewa Czaczkowska oraz dr Maciej Korkuć z krakowskiego oddziału IPN.

Szczególnie ciekawa jest tu wypowiedź kard. Dziwisza. Na podstawie swej notatki z kalendarza anno 1981 wspomina on dramatyczną rozmowę umierającego Prymasa z prawie też wówczas umierającym, po zamachu na jego życie, Janem Pawłem II. Film ten bowiem, poza tym, że rekonstruuje wydarzenia jednego roku w Komańczy (wrzesień 1955 – październik 1956), ma też swego rodzaju prolog i epilog, dzięki czemu osadza je w szerszym kontekście historycznym. Pozwala to widzowi dostrzec m.in. związek przyczynowy między heroiczną postawą Prymasa Tysiąclecia i jego duchowym dziełem a powstaniem Solidarności.

Charakterystyczną cechą stylistyczną tego dokumentu jest też konsekwentne ukazywanie filmowych archiwaliów jakby przez zmatowiałą szybę, z której pośrodku zdrapywany jest ni to szron, ni jakiś gęsty nalot, co tworzy w niej niewielki prześwit o ostrym, nieregularnym konturze. Ma to pewien walor plastyczno-dramatyczny, ale nie zawsze wydaje się to w pełni uzasadnione i nie zawsze ułatwia zobaczenie archiwalnego materiału. Tak czy inaczej, świadczy o pewnych poszukiwaniach artystycznych i godnych pochwały ambicjach twórców tej powstałej przecież na uboczu, w istocie dość skromnej, choć aspirującej do pełnego profesjonalizmu, prywatnej produkcji telewizyjnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Niemcy: potomkowie uczestników zamachu na Hitlera opowiadają się za silną i zjednoczoną Europą

2018-07-20 18:48

ts (KAI) / Berlin

Potomkowie uczestników zamachu na Hitlera z 20 lipca 1944 i innych niemieckich członków ruchu oporu w 74. rocznicę tego wydarzenia opowiedzieli się za silną i zjednoczoną Europą. „Jak wyglądałaby Europa dziś, gdyby tamten dzień przebiegł inaczej? Gdyby zamach von Stauffenberga się udał, gdyby Hitler zginął, a dyktatura w Niemczech zakończyła się już w 1944 roku?” – zastanawiają się autorzy okolicznościowego listu zamieszczonego na łamach berlińskiego „Tagesspiegel” z 20 lipca. List podpisało ok. 400 osób – potomków i krewnych uczestników wydarzeń sprzed ponad 70 lat.

karlherl/pixabay.com

„Ludzie «Kreisauer Kreis» (Kręgu z Krzyżowej) oraz wielu skazanych na śmierć członków ruchu oporu tamtych lat podkreślało, że marzyli o doczekaniu zjednoczonej Europy narodów, w której na pierwszym planie będzie człowiek, a nie naród, w której to, co wspólne, będzie miało większą wagę niż to, co dzieli” – głosi tekst w „Tagespost”. Jego autorzy zaznaczyli, że ta wizja sprzysiężonych w 1944 nie była odosobniona. O zjednoczonej Europie marzyli także członkowie innych ruchów opozycyjnych, jak np. „Białej Róży”.

Europejska wspólnota państw stoi dziś wobec groźby rozpadu. „Wydaje się, że wypracowane w czasach Oświecenia i umocnione po doświadczeniach drugiej wojny światowej takie podstawowe zasady, jak humanizm, solidarność i sprawiedliwość, stopniowo mają coraz mniejszą wartość” – stwierdzają autorzy i podkreślają, że „nie takie dziedzictwo mieli na myśli uczestnicy sprzysiężenia z 20 lipca 1944”.

„W przypadającą dziś rocznicę pragniemy przypomnieć odwagę i wizjonerską moc naszych rodziców, dziadków, pradziadków i krewnych oraz wyrazić nadzieję, że narodowe «drogi w pojedynkę» nie zagrożą zjednoczonej, silnej, pokojowej Europie, o której dla nas i dla naszych dzieci marzyli nasi przodkowie” – napisali potomkowie nieudanego zamachu na Hitlera w 1944 roku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem