Reklama

Świadek Powstania mówi, jak było

2018-02-14 23:08

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Spotkaniem z Bogdanem Lipnickim – pułkownikiem w stanie spoczynku, emerytowanym lekarzem wojskowym, uczestnikiem Powstania Warszawskiego i żołnierzem AK – Centrum Historii Zajezdnia we Wrocławiu uczciło 14 lutego 76. rocznicę powstania Armii Krajowej. Spotkanie odbyło się w ramach cyklu „Świadkowie historii opowiadają Wrocław”.

Płk. Bogdan Lipnicki okupację przeżył w rodzinnym mieście, był świadkiem pacyfikacji powstania w getcie warszawskim. W czasie wojny przydzielony do kompanii saperów był zaangażowany m.in. w obronę Banku Polskiego na Starym Mieście i przemierzył kanałami drogę do Śródmieścia. Po wojnie spędził lata w służbie wojskowej jako lekarz epidemiolog i bakteriolog.

Gdy wybuchła wojna pan Bogdan miał dziesięć lat, gdy wybuchło Powstanie piętnaście. Należał już wtedy do Szarych Szeregów.

- Pamiętam, że pierwszym elementem terroru niemieckiego, było rozporządzenie o oddaniu wszystkich aparatów radiowych. Druga rzecz to była konfiskata wszystkich samochodów. W związku z tym Plac Piłsudskiego był zastawiony skonfiskowanymi pojazdami. Niemcy wywieźli z Warszawy wszystkie nowoczesne tramwaje i autobusy. Taksówki też zlikwidowali. Dlatego jeździły po mieście tramwaje z XIX w. Rozpoczął się terror i głód. Zamknięto teatry i kawiarnie. Szkoły nie były czynne. Moją szkołę przy ul. Barokowej też zamknięto. Rok szkolny 1939/40 dokończyłem w domu – opowiadał w Zajezdni.

Reklama

- Jak wybuchło Powstanie, to zgłosiłem się do dowództwa na odcinku przy ulicy Freta i tam spotkałem oficera, któremu zaproponowałem swoje usługi. To on mnie przydzielił do kompanii saperów, która stacjonowała też przy ulicy Kościelnej – opowiadał płk. Lipnicki. Do jego zadań należało noszenie pisemnych raportów. Chodził najczęściej na ulicy Freta, codziennie po południu, albo wieczorem.

Pan Bogdan stracił w Powstaniu najpierw ojca, przygniecionego przez ruiny, a potem jedynego brata Stanisława Lipnickiego ps. „Szczucki”, który zginął na Żoliborzu na dwie godziny przed kapitulacją Powstania Warszawskiego. Został sam i po wojnie opiekowali się nim dalsi członkowie rodziny.

- Mój brat był bardzo osadzony w konspiracji. Z tego co mi opowiadał, to należał do różnych ugrupowań. Więc jeżeli chodzi o moją świadomość przedpowstańczą, to pośrednio dowiadywałem się o tym od brata, który był mocno osadzony w konspiracji. Brat był starszy ode mnie o prawie pięć lat, tak że przed wojną rozpoczął naukę w gimnazjum i podczas wojny uczęszczał na komplety, tak że nawet przystąpił do egzaminu maturalnego. Brał udział w szkoleniu podchorążych, tak że miał takie przygotowanie niemalże wojskowe. W dniu wybuchu – znaczy przed wybuchem, poinformował ojca i mnie, że będzie brał udział w Powstaniu i 1 sierpnia tam gdzieś koło godziny pierwszej poszedł na miejsce zgrupowania na Żoliborzu, w okolicach Cytadeli.

Do Wrocławia trafił w transporcie jenieckim. Wysiadł na stacji Wrocław – Sołtysowice i to było jego pierwsze spotkanie z miastem.

- Z tego transportu wyszliśmy i zaprowadzili nas do obozu przejściowego, tam właśnie w tej części miasta zwanej teraz Sołtysowicami. To były tyły a tam olbrzymia cukrownia, młyn, i olbrzymie koszary. Stamtąd wywieźli nas do Lamsdorf, dziś to są Łambinowice, olbrzymiego obozu niemieckiego.

Potem los rzucił go jeszcze do Zawiercia. Do stolicy Dolnego Śląska wrócił dziesięć lat po zakończeniu wojny.

W czasie spotkania odtworzono nagranie z przemową gen. Bora – Komorowskiego, który wyjaśniał dlaczego podjęto decyzję o zbrojnej walce z dużo silniejszym, niemieckim okupantem. Po prelekcji słuchacze zadawali Pułkowinikowi pytania. Jedno z nich dotyczyło oceny Powstania warszawskiego.

- To wydarzenie historyczne, było i już. Nie można teraz dywagować, czy było potrzebne, czy dobrze zorganizowane. Nie cofniemy czasu. Robiliśmy, co mogliśmy. Walczyliśmy, chcieliśmy przetrwać, chcieliśmy przeżyć.

PO spotkaniu w holu głównym zrobiono pamiątkowe fotografie.

Tagi:
Wrocław Armia Krajowa

Biłgorajska bohaterka Wanda

2018-02-14 11:10

Joanna Ferens
Edycja zamojsko-lubaczowska 7/2018, str. V

W Muzeum Ziemi Biłgorajskiej została otwarta wystawa poświęcona Wandzie Wasilewskiej, odważnej i wiernej swoim przekonaniom i Ojczyźnie, żołnierzowi Armii Krajowej

Joanna Ferens
Na otwarcie wystawy przybyli m.in. harcerze. Obok okładka książki

Postać Wandy Wasilewskiej przybliżyła w rozmowie dyrektor biłgorajskiego muzeum Dorota Skakuj. – Wanda „Wacek” Wasilewska to postać, której biłgorajanom nie trzeba przypominać, ma ona nawet w Biłgoraju ulicę swojego imienia. Historia jej odwagi jest znana, łącznie z próbą samobójczą – podczas torturowania – wyskoczenia przez okno z siedziby gestapo. Została zamordowana w wieku 21 lat. Była osobą szczerą, lojalną i wierną. Wolała zrobić wszystko, by nie wydać współtowarzyszy broni. Chcieliśmy pokazać osobę Wandy Wasilewskiej w perspektywie czasów, w których przyszło jej żyć i zginąć. By jednak zrozumieć jej życie, trzeba poznać kontekst historyczny wychowania i walki o wolną Polskę – wskazała.

Wraz z otwarciem wystawy odbyła się promocja książki o bohaterskiej Wandzie Wasilewskiej, której autorem jest jej siostrzeniec Bogdan Siejek. Podczas wydarzenia mówił o powstawaniu tej pozycji oraz zbieraniu do niej materiałów. – Materiały zbierałem od dawna, głównie na potrzeby rodzinne. Jakiś czas temu własnym nakładem wydałem fotoksiążkę o Wandzie Wasilewskiej. Ale takim zapalnikiem była pani redaktor z Biłgorajskiej Telewizji Kablowej, która zmotywowała mnie do napisania książki. Publikacja w małym nakładzie została wydana w 2016 r. Po opublikowaniu biografii mojej ciotki Wandy z Brzyskich Wasilewskiej ps. Wacek, utrzymywałem kontakty z biłgorajskim Muzeum, otrzymałem także wiele dowodów zainteresowania i ciepłych słów, które potwierdziły, że nawet po ponad siedemdziesięciu latach pamięć o niej jest ciągle żywa. Dzięki Dorocie Skakuj, dyrektorowi Muzeum w Biłgoraju, i Tomaszowi Brytanowi powstała wystawa, która osobę mojej cioci przypomina. W dużej mierze ta wystawa składa się z naszych pamiątek, być może one znajdą się na stałe w Muzeum w Biłgoraju, wszystko zależy od zgody pozostałych członków rodziny – podkreślił. Bogdan Siejek przytaczał również słowa „Wira” Bartoszewskiego o wszystkich walecznych kobietach tamtych czasów, które podobnie jak Wanda nie dały się złamać wrogowi: „A wyście mogły tylko tak żyć, jak żyłyście, lub zginąć. I jeżeli żałować czego należy, to tego, że za mało było czasu, byście mogły takie pojmowanie życia zaszczepić innym”. Bogdan Siejek dodaje, że takich postaci jak jego ciotka Wanda Wasilewska było tysiące. Dzięki nim III Rzesza nie pokonała Zamojszczyzny. To niezłomny opór tych ludzi oraz ich wytrwałość nie pozwoliły okupantowi uporać się z ruchem partyzanckim.

Na otwarciu wystawy pojawili się również harcerze z 13. Drużyny Starszoharcerskiej „Pochodni” działającej przy Szkole Podstawowej nr 3 w Biłgoraju. Podharcmistrz Dorota Woźniak zdradziła, co sprawiło, że postanowili wziąć udział w tym wydarzeniu. – Przyszliśmy na wystawę poświęconą Wandzie Wasilewskiej ps. Wacek i promocję jej biografii ze względu na to, że jako harcerze staramy się jak najlepiej poznać historię naszego miasta, ponadto Wanda była również harcerką. Jesteśmy nowo powstałą drużyną i szukamy patrona – bohatera. Być może ta młoda kobieta, która walczyła w czasie II wojny światowej na naszym terenie, może być wzorem dla naszego harcerskiego życia – wskazała.

Decyzją Miejskiej Rady Narodowej w Biłgoraju z 1957 r. ulica, przy której znajdowała się katownia gestapo w Biłgoraju, została nazwana imieniem „Wacek” Wasilewskiej. Jest to miejsce, gdzie bohaterska Wanda była przetrzymywana, bita i torturowana przez gestapo, skąd wyskoczyła przez okno, na wskutek czego doznała wstrząsu mózgu i połamania nóg, a mimo to była nadal przesłuchiwana i torturowana, a następnie wywieziona na Rapy i tam rozstrzelana. Mimo strasznych tortur nie wydała swoich przyjaciół ani nikogo z partyzantów. Odnalezione ciało Wandy wraz z ciałami ekshumowanych innych partyzantów przewieziono na cmentarz w Krzeszowie i 3 sierpnia 1944 r. pochowano we wspólnym grobie.

Mąż Wandy, Konrad Wasilewski ps. Grot, napisał we wspomnieniach o swojej walecznej i odważnej żonie, która nie wahała się oddać swojego życia za wolność każdego z nas. Świadczyła o prawdzie i do samego końca pozostała wierna swoim ideałom, Bogu i Ojczyźnie: „Wanda to dla mnie symbol i uosobienie najwyższych wartości ludzkich, szlachetności i wielkości. To świętość, o której mogę mówić z nabożeństwem i tylko w wyjątkowych chwilach. Wobec niej czuję się jak marny pył i gdy o niej mówię, to równocześnie czuję, że żadne słowo nie odda jej wielkości. Ona mnie widzi i w swej wielkoduszności i wspaniałości nie ma do mnie żalu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Matka zabójcy prezydenta Adamowicza dostanie różaniec od Ojca Świętego

2019-01-20 17:48

aw / Warszawa (KAI)

Matka zabójcy prezydenta Pawła Adamowicza, Stefana W., dostanie różaniec od papieża Franciszka. Poinformowała o tym dziś na twitterze autorka programu „Między niebem a ziemią” Paulina Guzik.

Natalia Janowiec
Papieskie różańce stanowią cenną pamiątkę rodzinną

W rozmowie z KAI dziennikarka wyjaśniła, że pomysł o przekazaniu różańca zrodził się po wizycie wiceprezydenta Gdańska Piotra Kowalczuka, u matki Stefana W. Po upublicznieniu tego faktu zadzwonił do niego z Rzymu kard. Konrad Krajewski. „Przechadzasz się po Ewangelii” – miał powiedzieć do wiceprezydenta Gdańska i zapowiedział, że kilka dni po pogrzebie przekaże różaniec matce.

W dniu pogrzebu różańce od papieża Franciszka otrzymała rodzina tragicznie zmarłego prezydenta Adamowicza.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Koncert kolęd 2019 300x300 nowy termin

Paryż: tysiące Francuzów manifestowały w obronie życia

2019-01-20 19:14

st (KAI) / Paryż

Od 30-50 tysięcy Francuzów wzięło dziś udział w trzynastym „Marszu dla życia”, apelując o zaprzestanie banalizowania aborcji i broniąc klauzuli sumienia lekarzy, którzy odmawiają zbijania dzieci w łonie matki. Co roku we Francji dokonuje się około 220 tys. aborcji.

La Manif Pour Tous

Marsz dla życia nie miał charakteru konfesyjnego chociaż do udziału w nim zachęcał arcybiskup Paryża, Michel Aupetit, a nuncjusz apostolski we Francji, abp Luigi Ventura przekazał pozdrowienia oraz słowa zachęty skierowane do uczestników przez Papieża Franciszka. Ojciec Święty podkreślił, że wszelkie zło na świecie bierze początek w braku szacunku dla życia. Zachęcił Francuzów do nieustannego dawania świadectwa niezbywalnych wartości: godności człowieka oraz godności życia.

Marsz rozpoczął się o godz. 13.30 od Porte Dauphine i przeszedł w kierunku placu Trocadero. Nawiązując do ruchu „żółtych kamizelek” delegat generalny marszu, Nicolas Sévillia wyjaśnił, że w formie publicznej wyraża się nie tylko zaniepokojenie z powodu trudności społecznych, ale także cierpienie niematerialne. Dodał, że dzisiejszy marsz był też pierwszym aktem mobilizacji obywatelskiej przeciwko próbom rewizji prawa bioetycznego odnośnie do sztucznego zapłodnienia, które w myśl propozycji kręgów liberalnych ma być dostępne dla wszystkich – nie tylko małżeństw, ale także związków osób tej samej płci, czy kobiet samotnych. Natomiast prezes Fundacji Lejeune, Jean-Marie Le Méné wyraził obawy, że obecny rząd prezydenta Macrona będzie chciał zalegalizować wykorzystanie embrionów do badań naukowych i eksperymentów pseudomedycznych.

W paryskiej manifestacji uczestniczyła także Viviane Lambert, która walczyć będzie w poniedziałek przed sądem w Châlons-en-Champagne o życie swojego syna Vincenta, znajdującego się od dziesięciu lat w stanie określanym przez media jako „wegetatywny”. Szpital nie chce kontynuować utrzymywania go przy życiu, chociaż film wideo pokazuje, że reaguje on na bodźce. Pani Lambert nie kryła wielkiego wrażenia widząc w stolicy Francji tak wielkie zgromadzenie obrońców życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem