Reklama

Dom na Madagaskarze

Historia zapomniana

2018-02-09 06:57

Grzegorz Jacek Pelica

wikipedia.pl
Demonstracja robotników z Zakładów Putiłowskich w Piotrogrodzie, marzec 1917

Wielka profanacja lutowa (nie tylko) 1917 roku

Rzecz dotyczy niesłusznie marginalizowanej w publicystyce i historiografii rewolucji lutowej (w marcu 1917 r.), po której nastąpił brzemienny w krwawe skutki przewrót październikowy. Motywacji do napisania niniejszego tekstu przyświecają rozliczne kamuflowane (np. poprzez aktywistów „Odnowy” KOD) lub perfidnie ostentacyjne próby wykorzenienia religii we wszelkich jej przejawach i na różne sposoby. Przywołane fakty i zjawiska historyczne stanowią jedynie ostrzegawcze, oby nie nazbyt późne, memento.

Z korzeniami, obcęgami

W rytm życia, w większości jeszcze postfeudalnych, społeczności upadającej Rosji, wdarł się najbrutalniej od czasów rzymskiego cesarstwa, bolszewicki barbarzyńca wszechczasów. Dzieło Łunaczarskiego „Religia i socjalizm” głosiło już w 1908 r.: „Religia jest jak gwóźdź: jeśli w nią uderzysz, wbijesz tylko jeszcze głębiej. Tu trzeba obcęgów. Religię trzeba chwycić, ścisnąć od dołu: nie uderza się jej, ale wyciąga z korzeniami”.

Reklama

W styczniu 1918 r. pijani żołnierze zamordowali kijowskiego metropolitę Włodzimierza. Motywem był m.in. jego sprzeciw wobec aresztowania i rozstrzeliwania księży, profanacji świątyń i narzucania państwowego prawa, które zrównywało a nawet afirmowało związki niesakramentalne, wobec małżeństw sakramentalnych. W historiografii cerkiewnej wydarzenie to stało się czasową cezurą fizycznej eksterminacji hierarchów, mnichów i mniszek oraz duchowieństwa i służby cerkiewnej rosyjskiego Kościoła prawosławnego. Patriarcha Tichon Bieławin (obecnie św. męczennik) otwarcie potępił „potwory w ludzkim ciele, jawnych i skrytych wrogów prawdy Chrystusowej, którzy w miejsce chrześcijańskiej miłości zasiewają ziarna zła, nienawiści mi walk bratobójczych”. Ekskomunikujący zwolenników bolszewickiego prawa-bezprawia Sobór biskupów przypominał, że nawet Tatarzy, którzy rządzili Rosją, okazywali większe poszanowanie dla chrześcijaństwa. Dekrety „władzy rad” zakazywały nauczania religii osób małoletnich, sankcjonując takie „przestępstwo rocznym wymiarem ciężkich robót karnych”.

W marcu 1918 r., po ratyfikacji traktatu brzeskiego, patriarcha Tichon – jak przypomina Richard Pipes – zerwał ze strategią niemieszania się w sprawy państwowe. I żadna osoba publiczna w tamtym czasie nie odważyła się upomnieć leninowskiego reżimu w tak ostrych słowach („robota Antychrysta”). Oczywiście Patriarcha przepłacił tę postawę wielokrotnymi aresztowaniami, internowaniem, przesłuchaniami i śmiercią „w niewyjaśnionych okolicznościach” (7 IV 1925). Wiedział, że już w 1917 r. stracono 322 biskupów i duchownych, w 1925 r. w więzieniach przebywało ok. setki władyków i ponad 10 tys. prawosławnych księży, zaś młodzi komuniści żydowscy celowo byli włączani w profanację cerkwi, aby skierować wrogość prostego ludu wobec nacji żydowskiej (Novoje russkoje słovo nr 15559).

Skłócić i wytępić

Szczególnie niszczący był atak na religię żydowską, gdyż przekonania i rytuały Żydów przenikały każdy aspekt ich codzienności i były przesycone wartościami i uczuciami narodowymi. Wobec społeczności żydowskiej zastosowano sprawdzoną taktykę „dziel i rządź”: zagrano na wrogości socjalistów żydowskich do rabinów i synagog, użyto Bundu – żydowskiej sekcji Międzynarodówki Socjalistycznej, skłócając z syjonistami. Bundowcy prześladowali własnych, niedawnych współwyznawców szczególnie zajadle, aby udowodnić, że antysemici nie mają racji. Gorliwe sekcje żydowskie wydawały czekistom syjonistów, pomagały ich aresztować i skazywać w większości miast ukraińskich i rosyjskich. Centralny Komisariat Żydowski zniósł w 1919 r. tradycyjne samorządy żydowskie (kahały). Ateizm, jako religia państwowa, rozrywał społeczne i kulturowe więzi łączące Żydów tradycyjnych miast. W bolszewickich publikacjach od 1923 r. „posługiwano się antysemickimi stereotypami łudząco podobnymi do tych z nazistowskiego, niemieckiego «Sturmera»”.

Pobożny Żyd odcięty od Tory, Proroków i Talmudu, nie mógł – jak ateizowany prawosławny Rosjanin - zwrócić się ku ludowej pieśni, utworów Puszkina, Tołstoja, Dostojewskiego czy Czechowa; był osaczony przez kulturalną pustynię i skazany na wykorzenienie.

Orszaki bezbożników

Misteria i obrzędy religijne bezbożnicy zastąpili widowiskami, wyszydzającymi wiarę w Boga. W styczniu 1923 swoista procesja (orszak kolędniczy?) przeszła ulicami Moskwy. Izwiestia pisała: „Żydowski rabin z uniesionymi rękami, głosem zmęczonym i żałobnym opowiada, jak to ksiądz miał psa, który zjadł kawałek mięsa. Postawieni obok babilońskiego Marduka prawosławna mniszka i papież rzymski w swojej tiarze, błogosławiący wiernych z kolorowego samochodu”. Był też, jak czytamy, rosyjski duchowny w typowym epitrachilionie, proponujący każdemu za drobną opłatą ponowny ślub. Czerstwe dziewczyny śpiewają przy tym „pastorałkę”: «Nie trzeba nam rabinów, nie trzeba popów, bić burżujów, dusić kułaków». Wiosną podobne „obchody uczciły” święto Jom Kippur. Żydów-syjonistów, chcących emigrować do Palestyny piętnowano publicznie jako kontrrewolucjonistów.

Tagi:
historia

Sosnowiec: spotkanie z ostatnim żyjącym żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych

2018-12-12 08:25

Z inicjatywy E. Rudzkiej - opiekunki Szkolnego Klubu Historycznego im. AK działającego przy Szkole Podstawowej nr 6 w Sosnowcu 10 grudnia gościem w szkole był Pan Aleksander Tarnawski.

Elżbieta Rudzka
Aleksander Tarnawski

Pan Tarnawski to jeden z 316 Cichociemnych (ostatni żyjący) - żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych desantowanych do okupowanej Polski podczas II wojny światowej w celu prowadzenia walki nieregularnej z niemieckim okupantem oraz organizowania i szkolenia ruchu oporu w kraju. W spotkaniu uczestniczyli uczniowie klas 8 oraz Pan Jan Musiał - przedstawiciel ŚZŻAK .

Pan Tarnawski pseudonim Upłaz, opowiedział o swojej drodze z Polski, przez Węgry, Francję, Hiszpanię do Wielkiej Brytanii, gdzie przeszedł szkolenie oraz naukę skoków na spadochronie. Ciekawostką jest, że 4 lata temu Pan Aleksander skakał jako 94 - latek, upamiętniając w ten sposób 70 lat od swojego pierwszego skoku spadochronowego. Obecnie ostatni z Cichociemnych mieszka ze swoją żoną w Gliwicach. Młodzież podziękowała serdecznie Panu na przyjęcie zaproszenia na spotkanie i życzyła kolejnych lat w zdrowiu. Ta niezwykła lekcja historii, a przede wszystkim możliwość zobaczenia i wysłuchania świadka II wojny światowej na długo zostanie w pamięci uczniów.

Elżbieta Rudzka
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Zmarł 21 lat po swojej aborcji

2019-01-12 18:58

Artur Stelmasiak

Twitter.com

Kilka dni temu, po krótkiej i niespodziewanej chorobie płuc, zmarł Tim Guido. Znany był jako „Baby z Oldenburga”. O dziecku z Zespołem Downa zrobiło się głośno w 1997 roku, gdy przeżył swoją aborcję.

Chłopiec "urodził się" 6 lipca 1997 roku w wyniku wywołania poronienia. Była to późna aborcja po 6 miesiącu życia, czyli taka, którą stosuje się obecnie także w Polsce. Powodem zabicia dziecka było wykrycie choroby Zespołu Downa, którą zdiagnozowano w 25 tygodniu prenatalnego życia. Okazało się jednak, że wbrew woli rodziców i lekarzy dziecko po poronieniu nie chciało umrzeć. - Takie same historie znamy z polskich szpitali. Do naszej fundacji docierają pojedyncze przypadki, ale nie wiemy jaka skala żywych urodzeń po aborcji jest w naszym kraju - mówi "Niedzieli" Kaja Godek z fundacji Życie i Rodzina. - Statystyki z innych krajów pokazują, że żywych urodzeń w wyniku aborcji eugenicznych jest od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. Przecież polskie dzieci nie różnią się od zagranicznych, czyli mamy prawo twierdzić, że u nas skala żywych urodzeń jest podobna.

Tim Ważył 690 gramów i miał 32 cm długości. Przez pierwsze dziewięć godzin leżał zawinięty w ręcznik bez żadnej opieki medycznej. Temperatura jego ciała spadła do 28 stopni Celsjusza. Pozostawiony sam sobie, walczył o życie. Dopiero po dziewięciu godzinach personel medyczny szpitala zaczął udzielać mu pomocy.

Lekarze nie dawali mu szans. Mówili, że jego śmierć jest kwestią miesięcy. Jego organizm był wycieńczony przez proces aborcyjny, nie wykształciły się w pełni jego płuca, miał zniekształcone stopy. Lekarze z kliniki, do której został przetransportowany po nieudanej aborcji, wymienili kilkanaście poważnych uszkodzeń ciała niemowlęcia.

Tim bardzo szybko został adoptowany przez małżeństwo Bernarda i Simone Guido, które miało dwóch biologicznych synów, a potem - prócz Tima - przygarnęło jeszcze dwie dziewczynki z zespołem Downa. Troskliwie opiekowali się chłopcem i bardzo dbali o jego terapię, bo dzięki "nie udanej" aborcji Tim oprócz Zespołu Downa miał autyzm, uszkodzony wzrok i bardzo słabe płuca. I właśnie ta ostatnia dolegliwość okazała się dla niego śmiertelna 4 stycznia 2019 r. - Można powiedzieć, że była to aborcja z opóźnionym zapłonem. Gdyby Tim urodził się naturalnie w 9 miesiącu to dziś pewnie by żył i cieszył się o wiele lepszym zdrowiem - podkreśla Kaja Godek, która również wychowuje synka z Zespołem Downa.

Po latach terapii, licznych operacji i zabiegów Tim zaczął chodzić, grać w piłkę i wygłupiać się ze swoim rodzeństwem. Jego sprawność była już na tyle duża, że coraz częściej rodzina myślała o znalezieniu dla Tima pracy. - Gdy podejmowano decyzję o zabiciu dziecka nikt nie przepuszczał, że tak szybko znajdzie sie rodzina, która otoczy go miłością. Jego przykład dobitnie pokazuje, że nie ma sytuacji, które są beznadziejne. Tim był szczęśliwym i uśmiechniętym człowiekiem, którego miłością otoczyła rodzina. A nam wmawia się, że takie dzieci trzeba zabić - mówi Kaja Godek.

Tim świętował z rodziną Boże Narodzenie i Sylwestra bez znaku na zbliżającą się śmierć. - Mieliśmy bardzo miłe święta - mówi Simone Guido w rozmowie z portalem www.ndr.de. Przybrana matka tłumaczy, że płuca chłopca zostały uszkodzone z powodu wczesnego porodu. Dlatego w miesiącach zimowych często miał infekcje. Tegoroczna infekcja okazała się śmiertelna.  - Jesteśmy bardzo smutni i jeszcze nie wiemy, jak poradzić sobie z utratą naszego wyjątkowego radosnego syna - dodaje Bernard Guido. 

O sprawie Tima w niemieckich i światowych mediach zrobiło się głośno nie dlatego, że przeżył aborcję i lekarze nie pomagali mu w pierwszych godzinach życia, ale z zupełnie innego powodu. Kilka miesięcy później biologiczni rodzice Tima postanowili oskarżyć szpital o to, że ich syn przeżył aborcje. Domagali się wysokiego odszkodowania.

Według prezesa niemieckiego Towarzystwa Ginekologicznego i Położniczego, profesora Dietricha Berga, każdego roku ponad 100 dzieci w Niemczech przeżywa aborcję. W 2003 roku lekarz, który nie pomógł Timowi, został ukarany grzywną w wysokości 13 000 euro, ale nie za dokonanie późnej aborcji, a za brak opieki nad żywym noworodkiem. Tragedia syndromu postaborcyjnego dotknęła również biologiczną matkę Tima. Kobieta po nieudanej psychoterapii popełniła samobójstwo.

Przybrani rodzice Tima na jego 18. urodziny napisali książkę „Tim żyje!”, zabierając głos w kampanii przeciwko aborcji. Książka ta jest dostępna także w języku polskim, bo została wydana nakładem Edycji Świętego Pawła. - Ta Historia pokazuje, jaka jest okrutna prawda o aborcji. Aborcja nie jest żadnym dobrodziejstwem dla dzieci i kobiet. Nigdy nie znamy przyszłości i nie możemy wyrokować, czy dziecko będzie szczęśliwe, czy nie - podkreśla Kaja Godek, pełnomocnik inicjatywy ustawodawczej Zatrzymaj Aborcję.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek u św. Marty: Słowo Boże to nie ideologia, lecz życie powodujące wzrost

2019-01-17 12:54

st (KAI) / Watykan

O zagrożeniu przewrotnego serca, które może doprowadzić chrześcijanina do małoduszności, postawy ideologicznej i kompromisów, mówił Ojciec Święty podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii papież nawiązał do pierwszego czytania dzisiejszej liturgii (Hbr 3,7-14), w którym pojawiają się słowa zachęty: „Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego”.

Vatican Media

Franciszek zaznaczył, że przesłanie zawarte w Liście do Hebrajczyków jest przestrogą dla całej wspólnoty chrześcijańskiej, zarówno dla księży, zakonnic jak i biskupów, by nie ulegali małoduszności, natręctwu ideologii czy też zniewoleniu oszustwem.

Papież wskazał, że serce, które uległo zatwardzeniu, to serce zamknięte, które nie chce się rozwijać. Przyczynę tego stanu rzeczy może być na przykład cierpienie, jak to miało miejsce w przypadku uczniów z Emaus czy Tomasza Apostoła. Trwanie w takim nastawieniu prowadzi do małoduszności i przewrotności serca.

„Możemy zadać sobie pytanie: czy mam serce zatwardziałe, czy moje serce jest zamknięte? Czy pozwalam, by moje serce wzrastało? Czy boję się, by się rozwijało? A zawsze rozwijamy się poprzez próby, trudności, rozwijamy się, tak jak każdy z nas wzrasta od dziecka: uczymy się chodzić upadając, od raczkowania do powstawania tyle razy, ile upadliśmy! Ale dorastamy z trudnościami” – powiedział Ojciec Święty. Dodał, że trwają w tej zatwardziałości ludzie małoduszni.

Komentując z kolei słowa: „zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co «dziś» się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwardziałości” (Hbr 3,13) Franciszek zauważył, że także Szczepan przed swym męczeństwem zarzucał swoim oskarżycielom zatwardziałość (por. Dz 7,51). Chodzi o duchowy upór, bunt, zamknięcie we własnym myśleniu, postawę właściwą także ideologom, ludziom pysznym.

„Ideologia to upór. Słowo Boże, łaska Ducha Świętego nie jest ideologią: to życie, które powoduje twój rozwój, postęp, otwierając serce na znaki Ducha Świętego, na znaki czasu. Ale upór jest także pychą, arogancją. Upór, który tak bardzo boli: zamkniętego serca, zatwardziali to ludzie małoduszni, a ludzie uparci są ideologami. Niech każdy pomyśli, czy jego serce jest uparte, czy potrafi słuchać innych osób, czy potrafi prowadzić dialog? Ludzie uparci nie potrafią, gdyż zawsze bronią się za pomocą idei, są ideologami. A jakże wiele zła wyrządzają ideologie ludowi Bożemu, gdyż zamykają działalność Ducha Świętego” – stwierdził papież.

Na końcu Ojciec Święty zwrócił uwagę na niebezpieczeństwo zniewolenia oszustwem, uwodzeniem, które prowadzi do niewłaściwych kompromisów, zwodzeniem grzechu, za którym kryje się szatan.

„A z uwodzeniem, albo się nawrócisz i zmienisz życie, albo będziesz próbował pójść na kompromis: trochę tutaj i trochę tam. «Tak, tak, podążam za Panem, ale lubię to uwodzenie» ... I zaczynasz prowadzić podwójne życie chrześcijańskie. Aby użyć słowa wielkiego Eliasza do narodu Izraela w tym momencie: «utykacie na dwie nogi». To droga kompromisu: «Tak, jestem chrześcijaninem, podążam za Panem, tak, ale... ». W ten sposób są letnimi, ci, którzy zawsze idą na kompromis: chrześcijanie kompromisu. My też często to robimy: kompromis. Kiedy Pan wskazuje nam drogę, także poprzez przykazania, natchnienia Ducha Świętego, to ja szukam sposobu, by pójść dwoma drogami, kulejąc na dwie nogi” – zauważył Franciszek.

„Niech Duch Święty nas oświeci, by nikt nie miał serca przewrotnego, serca zatwardziałego, prowadzącego ciebie do małoduszności, serca upartego, prowadzącego cię do buntu, prowadzącego do ideologii, serca uwiedzionego, zniewolonego uwodzeniem, które prowadzi ciebie do chrześcijaństwa kompromisu” – powiedział papież na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Akcja dom

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem