Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Hanna Chrzanowska miała integralną wizję człowieka chorego

2018-02-08 09:00

Magda Dobrzyniak / Kraków (KAI)

Archiwum Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich
Powszechne było przekonanie o świętości życia krakowskiej pielęgniarki Hanny Chrzanowskiej

Hanna Chrzanowska miała integralną wizję człowieka chorego, to znaczy patrzyła na niego całościowo. Chory nie był dla niej przypadkiem, jednostką chorobową, ale człowiekiem – mówi w rozmowie z KAI ks. dr Kazimierz Kubik, duszpasterz pielęgniarek i położnych archidiecezji krakowskiej. Zdaniem kapłana, taki punkt widzenia jest dziś bardzo cenny, choć niestety zapominany.

KAI:– Co jest sednem duchowości Hanny Chrzanowskiej? Jak można ją scharakteryzować?

Ks. dr Kazimierz Kubik: – Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy w mowie pogrzebowej, wygłoszonej przez kard. Karola Wojtyłę 2 maja 1973 r. Żegnając Hannę Chrzanowską, dziękował za jej obecność w życiu diecezji, w życiu ludzi chorych, w środowisku pielęgniarskim: „Dziękujemy (…), że byłaś wśród nas jakimś wcieleniem Chrystusowych błogosławieństw z Kazania na Górze, zwłaszcza tego, które mówi: Błogosławieni miłosierni". Jeżeli kard. Wojtyła tak odczytywał posługę i cały charyzmat Hanny Chrzanowskiej, przez pryzmat miłosierdzia i ewangelicznego błogosławieństwa, to my z całą pewnością możemy ją nazwać apostołką Miłosierdzia Bożego. Cała duchowość Hanny skupia się na miłosierdziu. Miłosierdzie ogniskuje wszystkie elementy życia duchowego, które prowadziły ją do zjednoczenia z Jezusem Chrystusem i z Jego Krzyżem, z człowiekiem chorym.

– Hanna Chrzanowska wywodziła się z domu o wielkich tradycjach humanistycznych i filantropijnych, choć raczej religijnie obojętnego. Czy jest taki moment w jej życiu, o którym możemy powiedzieć, że spowodował przełom w jej życiu duchowym i sprawił, że Pan Bóg zajął pierwsze miejsce?

– Był to raczej proces niż moment. Wiele wskazuje na to, że rozpoczął się już przed wojną, w latach trzydziestych. Jego początek wszakże owiany jest tajemnicą, nieznaną nawet najbliższym. W tym czasie Hanna opublikowała, pod pseudonimem Agnieszka Osiecka, szereg utworów literackich, w tym dwie powieści, w których znajdujemy opis duchowego przełomu bohaterek. O wyraźnej postawie religijnej, postawie wiary Hanny Chrzanowskiej w tamtym czasie, świadczy z pewnością zgłoszenie wraz z innymi pielęgniarkami w 1937 r. wniosku do księcia abp. Adama Stefana Sapiehy o zatwierdzenie statutu Katolickiego Związku Pielęgniarek Polskich, czy fakt publikacji na łamach „Pielęgniarki Polskiej” nacechowanych religijnie artykułów, jak np. „Miłosierdzie Skargi” z 1936 r.
Szczególnym okresem duchowego dojrzewania Hanny Chrzanowskiej był czas II wojny światowej i związane z nim bolesne, osobiste przeżycia. Sam wybuch wojny był traumą dla całego społeczeństwa. Dla Hanny i jej rodziny początek wojny okazał się niezwykle tragiczny. Wystarczy wspomnieć uwięzienie ojca w ramach Sonderaktion Krakau i jego śmierć w obozie Sachsenhausen, śmierć jedynego brata Bohdana, doktora filozofii, który zginął w Katyniu, odejście ukochanej ciotki Zofii Szlenkierówny, śmierć serdecznej przyjaciółki w czasie pacyfikacji Zamojszczyzny i wiele innych doświadczeń. Cierpienie własne i drugich przeżywała w duchu wiary, w zjednoczeniu z Bogiem. Wymowną pod tym względem jest wypowiedź matki Hanny – Wandy Chrzanowskiej, zapisana we „Wspomnieniach o Sachsenhausen”, oddająca atmosferę pełnego napięcia oczekiwania na wieści od uwięzionego prof. I. Chrzanowskiego: „Jestem tak przygnębiona, że sobie dać rady nie mogę (…) Hania w niedzielę zapłakuje się w kościele”. Z modlitwy Hanna czerpała niezwykłą siłę, która pozwalała jej zapominać o sobie i z niemal heroicznym poświęceniem nieść pomoc wielu innym ofiarom wojny.
W dalszych latach życie wewnętrzne Hanny będzie ulegać stałemu rozwojowi i pogłębieniu.

– Jakie znaczenie dla tego duchowego dojrzewania miały tradycje domu rodzinnego?

– Dom, z którego się wywodziła, światopoglądowo można określić jako liberalny czy obojętny, niemniej nacechowany praktykowaniem filantropii, inaczej mówiąc: czynnej miłości bliźniego, i to zarówno ze strony rodziny matki Hanny, jak i ze strony rodziny ojca. Jak sama pisze w „Pamiętniku”, ta atmosfera niesienia pomocy innym, gotowości służenia i ponoszenia z tego tytułu pewnych ofiar, towarzyszyła jej od dziecka i była istotną przesłanką dla kształtowania wewnętrznej postawy i podejmowania życiowych wyborów. Pozytywne doświadczenia z dzieciństwa z pewnością miały wpływ na kierunek ewolucji duchowej Hanny Chrzanowskiej w stronę miłości bliźniego.

– A jej życie modlitewne?

– Oczywiście coraz bardziej zbliżała się do Boga. Łączyła w sobie różne doświadczenia, wewnętrzne i zewnętrzne. Jej życie duchowe stawało się coraz bardziej bogate. Nowego impulsu nabrało wtedy, kiedy w latach pięćdziesiątych zainteresowała się duchowością benedyktyńską, stając się tyniecką oblatką. Bardzo często w opactwie tynieckim uczestniczyła w rekolekcjach, modlitwach, w liturgii benedyktyńskiej. Podejmowała tam medytacje i pozostawała w skupieniu i wyciszeniu wewnętrznym, które krystalizowało coraz bardziej jej duchową sylwetkę. Wiele w tym czasie czytała. Zgłębiała Pismo Święte i dzieła teologiczno-mistyczne. Jednoczyła się często z Chrystusem w ofierze Mszy świętej i podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Odkrywała Go coraz pełniej w swoim sumieniu, w okolicznościach życia, a nade wszystko w człowieku cierpiącym. Ta chrystocentryczna duchowość była niejako zapośredniczona poprzez człowieka chorego, poprzez refleksję nad cierpieniem, dla którego poza chrześcijaństwem nie ma wystarczającej odpowiedzi. Hanna szukając odpowiedzi na pytanie o sens cierpienia, znajdowała ją w Jezusie, w Jego krzyżu. I to także prowadziło ją – poprzez człowieka – do Chrystusa.

– Czyli drugi człowiek był jej drogą do Boga?

– I na odwrót. Przez Chrystusa cierpiącego docierała do człowieka chorego i dzięki światłu łaski odkrywała w cierpiącym samego Chrystusa, utożsamiając go z Nim samym. Jest to zrozumiałe w świetle Jezusowych słów: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Kontemplacja tajemnicy Chrystusa prowadziła ją do czynów miłosierdzia, na wzór Maryi, służebnicy Pańskiej, która „z kwapieniem wielkim” spieszyła, by pomóc Elżbiecie, a także jako Matka Bolesna stała pod krzyżem Syna, dzieląc z Nim ból Jego męki.
Niezwykle ważnym rysem duchowości Hanny Chrzanowskiej było dawanie siebie, dzielenie się swoim bogactwem duchowym z innymi. W tym duchu organizowała rekolekcje dla chorych i tworzyła koronne dzieło życia – pielęgniarstwo parafialne. Organizowała także konferencje, dni skupienia, rekolekcje i pielgrzymki dla samych pielęgniarek. Rozpowszechniała wśród nich „Rachunek sumienia pielęgniarki”. Wygłaszała referaty dla księży, sióstr zakonnych, kleryków i studentów, przybliżając im problematykę cierpienia i przedstawiając środki niesienia pomocy. Sama podejmowała najprostsze czynności pielęgniarskie wobec szczególnie zaniedbanych chorych. Bezinteresowny dar z siebie konstytuował jej posługę miłosierdzia.
W dalszych latach wielki wpływ na jej postawę życiową i duchowość miał kontakt z Kościołem diecezjalnym, a zwłaszcza z księdzem, potem biskupem i kardynałem, Karolem Wojtyłą. Ta bardzo bliska współpraca była kolejnym źródłem umocnienia i afirmacji doświadczenia, które miała za sobą oraz nieustannego pogłębiania życia duchowego.

– W jaki sposób Hanna Chrzanowska doświadczała Boga wtedy, gdy przyszło jej dzielić los z chorymi i zapadła na chorobę nowotworową?

– Hanna Chrzanowska doświadczała Boga jako wielkie Dobro i Źródło wszelkiej dobroci. Była szczęśliwa, że Bóg tak dobry pomagał jej czynić dobro innym. Nie koncentrowała się na sobie, ale troszczyła o to, aby dzieło pielęgniarstwa według jej rozumienia było kontynuowane. Wyraz tej troski zawarty został w liście do abp. Wojtyły z prośbą o odczytanie go po jej śmierci. Liczyła się z tą rzeczywistością i przyjmowała ją świadomie, pragnąc do końca, mimo cierpienia i związanych z nim niedogodności, dalej służyć chorym, praktykować posługę pielęgniarską, przesyconą miłosierdziem i ofiarowaniem Bogu swoich cierpień. Tego uczyła swoje współpracownice i tym sposobem myślenia dzieliła się również z osobami chorymi, dla których możliwość pogłębienia sensu tego, co przeżywają, była niezmiernie ważna. Wychodziła naprzeciw trudnym pytaniom, bo sama przecież musiała sobie na nie odpowiedzieć.
W ciężkim czasie choroby pojmowała Boga jako Ojca Miłosiernego, który jest, czuwa, prowadzi człowieka właściwymi dla niego drogami, prowadzi do Siebie. Hanna Chrzanowska pojmowała swoje życie jako pielgrzymkę do domu Ojca. Tę prawdę odkrywamy w napisanej przez Hannę rok przed śmiercią modlitwie: „Każdy siwiejący włos niech będzie radośnie przyjęty jako zapowiedź odlotu do Ciebie. Każdy krok obolałej nogi zbliża mnie do Ciebie, Ojcze”.

– Przyszła błogosławiona spotykała się z ludźmi, którzy żyli w skrajnej biedzie i opuszczeniu. Obcowała na co dzień z niekiedy niewyobrażalnym bólem i nędzą ludzką i przez to jest porównywana do Matki Teresy z Kalkuty. Miewała jak ona swoje noce ciemne? Życie w ciągłej konfrontacji z cierpieniem nie budziło w niej wątpliwości?

– Jeśli tego typu doświadczenia się pojawiały, to z pewnością nie w takim stopniu, jak te, które opisywała Matka Teresa. Święta z Kalkuty przeżywała bardzo długotrwałe stany nocy ciemnej, może nawet dominowały one w jej życiu. U Hanny Chrzanowskiej możemy wskazać pewne momenty, które świadczą o tego typu doświadczeniu. W pisanym przez nią „Pamiętniku” znajdujemy takie oto słowa: „Rok 1956 i 1957 to był dla mnie okres przełomu. Wiem, że ani za mego życia, ani po mojej śmierci, nikt z tych, co go znają, nic nie wyjawi. Są cierpienia tak ostre, że na szczęście dla człowieka już się całej ich ostrości nie odczuwa, jak się nie słyszy ultradźwięków. Widzi je, słyszy i ocenia, jeden tylko Bóg na szlakach swej własnej, dla nas niedostępnej, absolutnej sprawiedliwości”. To poruszające wyznanie, otoczone właściwą dla Hanny dyskrecją, wydaje się być przeżyciem ograniczonym w czasie, podczas gdy Matce Teresie doświadczenie nocy ciemnej towarzyszyło przez większość życia. Stąd raczej trudno porównywać stan ducha obu postaci. Opisane wewnętrzne przeżycie Hanny zjednoczyło ją jeszcze mocniej z cierpiącym Synem Bożym i stało się zaczynem nowego błogosławionego dzieła.

– Dziś, gdy przygotowujemy się do beatyfikacji Hanny Chrzanowskiej, nie sposób nie zapytać o aktualność jej przesłania. Czego od niej możemy się dzisiaj uczyć? Jakie inspiracje możemy czerpać z jej duchowości i postawy wobec Boga i ludzi?

– Hanna Chrzanowska miała integralną wizję człowieka chorego, to znaczy patrzyła na niego całościowo, holistycznie. Chory nie był dla niej przypadkiem, jednostką chorobową, ale człowiekiem. W podejściu do niego uwzględniała zarówno aspekt fizyczny, jak i stronę psychiczną czy sferę duchową. A nawet szerzej: to spojrzenie obejmowało również jego otoczenie i środowisko rodzinne. To punkt widzenia, który jest bardzo cenny, choć dziś niestety zapominany.
Ewangelicznego spojrzenia Służebnicy Bożej Hanny Chrzanowskiej na całość problemu cierpienia powinni uczyć się wszyscy, którzy służą człowiekowi choremu, ale nie tylko. Każdy człowiek współpracuje z innymi, służy innym w życiu rodzinnym czy zawodowym, i może z postawy tej niezwykłej, wielkiej umysłem i sercem pielęgniarki, czerpać naukę dla siebie.
Istotę przesłania Hanny Chrzanowskiej znakomicie wyraził bp S. Smoleński w homilii wygłoszonej z okazji 25-lecia jej śmierci: „Dzisiaj się słusznie wzywa, czasem nawet dramatycznie przyzywa, konieczność uczłowieczenia, humanizacji wszelkiej służby zdrowia. Hanna Chrzanowska poszła o krok dalej. Ona starała się „uchrześcijanić” stosunek człowieka pielęgnującego do człowieka chorego, cierpiącego, kalekiego czy upośledzonego. Starała się, by to było konsekwentną formą realizacji tej miłości, którą Chrystus nam nakazał, której dał nam przykład: „Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali, tak, jak Ja was umiłowałem” i do czego otrzymujemy od Boga potężne łaski, jeśli się tylko na nie otwieramy”.
Rozmawiała Magda Dobrzyniak

Tagi:
wywiad

Czy jesteście powołani do niepłodności?

2018-05-22 12:23


Edycja wrocławska 17/2018, str. IV-V


Małgorzata Trawka: – Oktawa Wielkanocna w tym roku była dla Was szczególnym momentem, w Waszej rodzinie pojawiło się nowe życie.

Bernadetta: – W Oktawie Wielkanocnej zadzwoniła do nas pani z ośrodka adopcyjnego i zapytała, czy jesteśmy gotowi na odrobinę szaleństwa, ponieważ jest dziecko, które urodziło się z końcem marca, w Wielkim Tygodniu. I pytanie, czy bylibyśmy zainteresowani, by je poznać, jego akta, historię, spotkać się z nim i dowiedzieć czegoś więcej. Powiedzieliśmy: tak, chcemy się spotkać. To jest noworodek, nie jest wolny prawnie. To jest dziecko, które zostało w szpitalu po urodzeniu. Matka biologiczna złożyła pismo, że chce dziecko oddać do adopcji. Po sześciu tygodniach tę decyzję musi potwierdzić w sądzie. To jest troszeczkę niespodzianka, nie wiemy, jak się skończy, ale jesteśmy poddani woli Bożej. Liczymy na to, że będziemy mogli dziecko adoptować, ale jeżeli Pan Bóg zaplanował inaczej, to po prostu przez te sześć tygodni damy mu tyle miłości, ile możemy.

Krzysztof: – Cała procedura przy noworodkach jest szybka. Na decyzję mieliśmy jeden dzień, następnego byliśmy go zobaczyć, a kilka dni później był już z nami.

– W którym momencie pozwalacie sobie na stwierdzenie: „To jest nasze dziecko”?

K: – Zdecydowanie już w tej chwili. Tym bardziej, że czekaliśmy na naszego maluszka rok i cztery miesiące. To jest nasze wymodlone dzieciątko.

B: – Z naszą starszą córką było tak, że potrzebowałam trzech tygodni, by oswoić się z myślą, że jestem mamą, że mam córkę. Potrzebowałam czasu, żeby tę więź nawiązać. Wydaje mi się, że tym razem idzie dużo szybciej.

– Kiedy poczuliście się powołani do zorganizowania i poprowadzenia rekolekcji dotykających problemu niepłodności?

K: – Należymy do ruchu Equipes Notre-Dame. Wiosną 2017 r. byliśmy na rekolekcjach naszej wspólnoty małżeńskiej o komunikacji w małżeństwie współprowadzonych przez ks. Gabriela Pisarka, sercanina, który na co dzień pracuje w Kluczborku. Podczas jednego z posiłków zaczęliśmy rozmawiać z księdzem o naszej historii i może trochę zbyt śmiało zapytałem, czy na rekolekcjach albo warsztatach dla małżeństw prowadzonych przez sercanów poruszany jest temat trudności z zajściem w ciążę, niepłodności itp. I ks. Gabriel powiedział, że nie ma takich tematów, i zachęcił: to zróbmy coś.

– Czy te rekolekcje są adresowane do małżonków, którzy wprawdzie mają już swoje dziecko, ale jednocześnie doświadczają trudności w poczęciu następnego?

K: – Rekolekcje są dla małżeństw sakramentalnych, to jest jedyny podstawowy warunek. Mogą to być małżeństwa, które mają dzieci i dalej nie mogą naturalnie począć. Adresujemy je do małżeństw, które są na każdym etapie zmagania się z trudnościami z poczęciem, czy to jest pół roku starania się, czy kilka lat, czy to jest już któryś rok leczenia niepłodności, czy któryś rok oczekiwania na adopcję, czy któryś rok, gdy ona jest zdrowa, on jest zdrowy, a dalej mimo wszystko nie ma potomstwa.

– A jak Wy odbieraliście sytuację, że nie możecie mieć dzieci?

B: – Przeszliśmy drogę, która może nie jest idealna, ale typowa. Zaczęło się od decyzji, że staramy się o dziecko i skoro wszystkim innym naokoło wychodzi to dosyć szybko, to z nami będzie tak samo, bo dlaczego by nie? Staramy się jeden miesiąc, drugi, trzeci i kolejny, ciągle nic. I w pewnym momencie pojawiały się pytania, wątpliwości i myśl, że może należałoby się przebadać. Ja się badałam i Krzysiu też, no i wyniki nie były dobre. Zaczął się okres leczenia, ale nie przynosiło ono oczekiwanych skutków. Była medycyna niekonwencjonalna, testy owulacyjne, dużo modlitwy, pas św. Dominika, różne sposoby... W pewnym momencie pojawił się bunt, foch na Pana Boga: Panie Boże, my jesteśmy Tobie wierni już długie lata, jesteśmy wobec Ciebie fair, a Ty z nami postępujesz niesprawiedliwie. Obiecałeś: „Bądźcie płodni, rozmnażajcie się”, a u nas tego nie widać. I był okres głębokiego dołu i załamania, i patrzenia z zazdrością na inne pary, które spodziewają się dziecka, albo prowadzą wózek. I były myśli naprawdę nieżyczliwe w stosunku do tych osób, bo też czuliśmy, że zasługujemy na dzieci.

K: – W Piśmie Świętym jest napisane: „Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie” (Mt 18,19). To zdanie nas buntowało. To była masakra.

B: – Jak jedno z nas było w dole, to drugie ciągnęło ku górze i odwrotnie, tak na wymianę, a w pewnym momencie oboje byliśmy w dołku. Jednej niedzieli modliliśmy się w kościele po Mszy św. i wtedy łzy leciały strumieniami. Wychodzimy z kościoła, patrzymy, stoi przed wejściem Kuba, nasz znajomy, i mówi, że właśnie powstaje ekipa Notre-Dame, może byśmy chcieli przyjść na takie niezobowiązujące spotkanie, by się więcej dowiedzieć. Myślałam wtedy, po co nam to, przecież przeżywamy dół i mamy inne problemy. Ale okazało się, że jak już poszliśmy, to był to początek wspaniałej przygody z Panem Bogiem. Wsparcie, jakie zaczęliśmy dostawać w naszej ekipie, bardzo nam pomogło. Niedługo potem okazało się, że jest miejsce na wcześniejszy kurs adopcyjny i sprawy potoczyły się szybko.

– Słyszymy czasami o rekolekcjach dla bezpłodnych małżeństw, w których dominująca wydaje się być modlitwa o uzdrowienie. Temat tych rekolekcji może sugerować, że akcent jest położony na akceptacji niemożliwości bycia biologicznymi rodzicami.

B: – Akcent stawiamy na działanie. Widzimy wokół siebie wiele par, które, mówiąc kolokwialnie, bardzo się guzdrają, gubią, tkwią w marazmie, trzymając się kurczowo jednego rozwiązania, np. jednego lekarza, i to nie przynosi efektów. Są nieszczęśliwi, stoją w miejscu. My chcemy, żeby z tego miejsca ruszyli. Chcemy ich zaprosić do zaufania Panu Bogu, żeby działa się Jego wola w czasie, jaki On chce, i w sposób, w jaki On chce.

K: – Doświadczyliśmy tego, że łatwo jest popaść w stagnację i czekać na cud. Nasz przykład: zaczynamy się starać, mijają kolejne miesiące i nie wiemy, co zrobić. Później, gdy chcemy się zbadać, kobieta wie, gdzie pójść, bo badanie ginekologiczne jest dosyć naturalnym sposobem. Ale mężczyzna? Żeby zbadać swoje nasienie? Jeszcze w sposób zgodny z moralnością katolicką? To jest trudne i nie wiadomo, gdzie pójść, kogo zapytać. To jest pierwszy krok, trzeba odwagi, żeby zacząć rozmawiać. Gdy dostaje się wyniki poniżej normy, to jest kolejny cios, gdy słyszę, że najlepiej jest pójść na in vitro lub spróbować inseminacji, do których nasza wiara i Kościół mają jednoznaczne stanowisko: nie. Idziemy z wynikami do jednego ginekologa, drugiego, większość nie wie, jak do tego podejść. Specjalistów naprotechnologii nawet we Wrocławiu jest bardzo mało, a leczących mężczyzn prawie wcale. I dalej trwa się w dole, nostalgii. Te rekolekcje są również po to, żeby pokazać konkretne miejsca, w których można otrzymać pomoc. Nie jesteśmy ekspertami, ale chcemy podzielić się naszym doświadczeniem.

B: – Nie chcemy robić reklamy adopcji. Chcemy pokazać drogi wyjścia, na które Pan Bóg otwiera serce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 5/6 2018

Relikwie św. Jana XXIII w jego rodzinnych stronach

2018-05-24 17:18

Włodzimierz Rędzioch

Włodzimierz Rędzioch
Peregrynacja ciała Jana XXIII

24 maja o godz. 7,00 w Bazylice św. Piotra miała miejsce szczególna uroczystość – kard. Angelo Comastri, archiprezbiter bazyliki watykańskiej i wikariusz papieża dla Państwa Watykańskiego, bp Vittorio Lanzani, delegat Administracji Bazyliki św. Piotra, liczni biskupi z Lombardii, którzy w tych dniach przebywają w Watykanie na spotkaniu Episkopatu Włoch, kanonicy Bazyliki Watykańskiej oraz pracownicy Bazyliki żegnali św. Jana XXIII, którego relikwie, za zgodą Papieża Franciszka, transportowano w jego rodzinne strony do Bergamo i Sotto il Monte.

Od czasów jego beatyfikacji ciało zmarłego Papieża znajduje się w przezroczystym sarkofagu w ołtarzu św. Hieronima w prawej nawie Bazyliki. Po krótkiej ceremoni pożegnalnej, sarkofag wyniesiono ze świątyni przez boczne drzwi zwane Drzwiami Modlitwy, gdzie czekał specjalnie przygotowany do transportu papieskich relikwii karawan.

Zobacz zdjęcia: Peregrynacja relikwii św. Jana XXIII

Auto wyruszyło z Watykanu o godz 7.20, a eskortowali go watykańscy żandarmi – przyjazd do Bergamo zaplanowano na godz. 15.30. Relikwie będą tam wystawione trzy dni – pierwszym etapem będzie miejscowe więzienie (ma to przypomnieć historyczną wizytę Jana XXIII w rzymskim więzieniu Regina Coeli, 26 grudnia 1958 r., kilka tygodni po jego wyborze na Stolicę Piotrową), następnie seminarium diecezjalne, które jest dedykowany właśnie Papieżowi, a następnie katedra, gdzie sarkofag będzie eksponowany aż do niedzieli, 27 maja.

Następnie sarkofag zostanie przewieziony do Kaplicy „Nostra Signora della Pace” w pobliskiej miejscowości Sotto il Monte, gdzie 25 listopada 1881 r. urodził się Angelo Roncalli.

Po drodze relikwie św. Jana XXIII „odwiedzą” Sanktuarium Matki Bożej Cornabusa w dolinie Imagna (Papież był bardzo przywiązany do tego sanktuarium , a 1958 r. przewodniczył nawet koronacji obrazu NMP) i klasztor w Baccanello Calusco.

Podczas wystawienia w Sotto il Monte najważniejszymi inicjatywami będą: procesja diecezjalna w Corpus Domini, w czwartkowy wieczór, 31 maja, której będzie przewodniczył biskup Bergamo, Francesco Beschi, a 3 czerwca - Msza św. upamiętniająca rocznicę śmierci Jana XXIII (w 1963 r., w piątym roku pontyfikatu) pod przewodnictwem arcybiskupa Mediolanu, Mario Delpiniego; koncelebrować będą wszyscy biskupi Lombardii. Wreszcie, 10 czerwca, doczesne szczątki Papieża Jana powrócą do Watykanu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rotmistrzu Pilecki, pamiętamy!

2018-05-26 08:29

Jadwiga Kamińska

W Szkole Salezjańskiej im. Księdza Bosko w Łodzi odbyły się uroczystości poświęcone 70 rocznicy mordu rotmistrza Witolda Pileckiego. Był jednym z największych patriotów w historii Polski, żołnierz Armii Krajowej, więzień i organizator ruchu oporu w Auschwitz, żołnierz wyklęty.

Marek Kamiński

Uroczystość rozpoczął modlitwą ks. Julian Dzierżak dyrektor szkoły. – Módlmy się o Ojczyznę i Jej pomyślność. Módlmy się o to, by Pan Bóg uchronił nas od bezbożnictwa, niesprawiedliwości, byśmy byli krajem ludzi szczęśliwych i trwali w dostatku. By to co przeżywamy teraz jako stulecie niepodległości, nie tylko było wspomnieniem wydarzeń sprzed stu lat, ale byśmy tę niepodległość dalej tworzyli, o nią dbali i byśmy byli naprawdę patriotami. – powiedział Ksiądz Dyrektor.

Życie i działalność rotmistrza Witolda Pileckiego przybliżył przybyłym gościom i uczniom szkoły Artur Ossowski, naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN w Łodzi.

Ważnym punktem spotkania był koncert patriotyczny barda, kompozytora i poety Lecha Makowieckiego. W jego wykonaniu , a także zespołu Zayazd wysłuchano m.in.: „Dokąd idziesz Polsko”, „Patriotyzm”, Balladę o rotmistrzu Pileckim”, „Ostatni nabój”, „Hymn o domu”, „Modlitwa” (Obudź się Polsko). Niezwykle wzruszający koncert nagrodzono owacjami na stojąco.

Na zakończenie uroczystości została otwarta wystawa poświęcona rotmistrzowi Pileckiemu, którą przygotowali uczniowie liceum i gimnazjum szkoły przy współpracy Ewy Słomkowskiej nauczycielki języka polskiego i Tadeusza Brojewskiego nauczyciela historii i wiedzy o społeczeństwie. Znacznego wsparcia udzieliły także - Łódzki Oddział IPN oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nad całością uroczystości czuwali Małgorzata i Andrzej Cebulscy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem