Reklama

Kard. Marx kończy kadencję przewodniczącego COMECE

2018-02-06 18:07

ts / Bruksela (KAI)

Marian Sztajner

Komisja Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE) na swoim wiosennym zebraniu plenarnym w dniach 7-9 marca wybierze nowego przewodniczącego. Po sześciu latach przewodniczenia temu gremium kard. Reinhard Marx przekaże swój urząd następcy.

Zgodnie ze statutem COMECE przewodniczący jest wybierany na trzyletnią kadencję i może być tylko raz wybrany ponownie. Ten okres 64-letni kard. Marx wyczerpał jako przewodniczący od 2012 r. Wcześniej przez trzy lata był wiceprzewodniczącym.

- Wybór na kolejną kadencję jest dzięki Bogu niemożliwy - powiedział metropolita Monachium i Fryzyngi podczas spotkania z dziennikarzami. Dodał, że w ten sposób, odpadnie mu kilka terminów w Brukseli, ale – zapewnił – pozostanie nadal obecny „na płaszczyźnie europejskiej”.

W czasie, gdy kard. Marx przewodniczył pracom COMECE, opublikowano m.in. wspólne stanowisko z biskupami USA na temat porozumienia handlowego TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji) oraz opracowano raport ws. polityki zagranicznej oraz polityki bezpieczeństwa Unii Europejskiej.

Reklama

Uczestnicy zebrania plenarnego w Brukseli wybiorą też czterech wiceprzewodniczących COMECE.

W COMECE reprezentowani są przedstawiciele konferencji biskupów z wszystkich 28 krajów członkowskich UE. Informują oni episkopaty swoich krajów m. in. o aktualnych tematach europejskich i aktywnie uczestniczą w rozmowach z jej instytucjami. W październiku 2017 r. COMECE zorganizowała w Rzymie spotkanie dialogu z 350 wysokiej rangi naukowcami, duchownymi i urzędnikami Unii Europejskiej na temat przyszłości Europy. Do uczestników spotkania przemawiał papież Franciszek apelując do rządzących, aby do kwestii uchodźców podchodzili mądrze i z sercem.

Tagi:
Niemcy

Niemcy: ponad 3,5 tys. przypadków pedofilii w Kościele w ciągu prawie 70 lat

2018-09-13 14:19

kg (KAI/informador.mx/AFP) / Trewir

W latach 1946-2014 w Kościele katolickim w Niemczech odnotowano 3677 przypadków nadużyć seksualnych wobec nieletnich, których dopuściło się 1670 duchownych – ujawnił 13 września tygodnik „Der Spiegel” w swym wydaniu internetowym. Powołał się przy tym na wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z uniwersytetów w Mannheimie, Heidelbergu i Giessen.

baon / fotolia.com

Dokument ten został sporządzony na zamówienie Niemieckiej Konferencji Biskupiej i zgodnie z jej planami wnioski, płynące z niego, przedstawi 25 bm. przewodniczący episkopatu kard. Reinhard Marx.

„Mamy świadomość rozmiarów nadużyć seksualnych, które pokazał raport. Odczuwamy zażenowanie i wstyd z tego powodu” – stwierdził biskup Trewiru Stephan Ackermann, któremu w przeszłości zarzucano, że ukrywał tego rodzaju przypadki. Obecnie koordynuje on badanie tego problemu z ramienia episkopatu Niemiec. Jednocześnie skrytykował on przedwczesne, jego zdaniem, ujawnienie przez tygodnik materiałów, mających charakter „poufny” i których dotychczas nie znało nawet wielu biskupów.

„Nieodpowiedzialne przedstawienie” tego studium jest „ciężkim ciosem”, wymierzonym tym, którzy zajmują się tym zagadnieniem – głosi oświadczenie biskupa Trewiru. Zwraca uwagę, że w obliczu zapowiedzianej na koniec września oficjalnej prezentacji raportu episkopat uruchomił usługę pomocy telefonicznej dla tych, którzy ucierpieli z powodu takich czynów. Według hierarchy celem tego opracowania ma być właśnie „zapewnienie jasności i przejrzystości” tej „ciemnej karcie naszego Kościoła”.

Zdaniem tygodnika naukowcy ze wspomnianych trzech uczelni niemieckich przejrzeli około 38 tysięcy materiałów i dokumentów z 27 diecezji tego kraju. W większości przypadków chodzi o akta wewnątrzkościelne, których na ogół dotychczas nie pokazywano i które, według pisma, były „ściśle tajne”.

Raport wychodzi od stwierdzenia podstawowego, opartego na udokumentowanych przypadkach, iż tego rodzaju sytuacje są „problemem masowym” w łonie Kościoła katolickiego i utrzymują się do dzisiaj. Podkreśla przy tym, że rzeczywista liczba takich zdarzeń i ich ofiar jest prawdopodobnie znacznie wyższa, ale nie można było się nimi zająć ze względu na zniszczenie dokumentów lub brak świadków.

Z danych wynika m.in., że prawie połowę ofiar tych przestępstw stanowiły dzieci poniżej 13. roku a w jednym na sześć przypadków chodziło o „jakąś formę gwałtu”. W stosunku do 2/3 ofiar sprawcami czynów byli ich spowiednicy lub inni księża, których łączyła z ofiarami jakaś więź religijna.

Episkopat niemiecki zlecił przeprowadzenie tych badań z powodu skandali pedofilskich, które wstrząsnęły Kościołem w tym kraju, począwszy od 2010 i które doprowadziły do znacznej utraty jego wiarygodności w oczach wiernych. W marcu 2011 Kościół zaproponował wypłacenie 5 tys. euro każdej ofierze nadużyć z możliwością podniesienia tej sumy w najpoważniejszych przypadkach. Wnioski w tej sprawie złożyło dotychczas prawie tysiąc osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chopin w ciele kobiety

2018-09-18 12:06

Agata Iwanek

Miała 25 lat, kiedy opuściła Wrocław i wyjechała do Włoch. Dziś coraz częściej wraca do Polski, bo właśnie tutaj chce promować niezwykłą płytę, na której nagrała zapomniane pieśni Chopina. O miłości do Polski i muzyki w rozmowie z Agatą Iwanek opowiada światowej sławy sopranistka Dominika Zamara.


Agata Iwanek i Dominika Zamara we wrocławskiej redakcji Niedzieli

Skąd miłość do muzyki?

Śpiewałam od zawsze. Mój dziadziuś grał na organach i od małego inspirował mnie do sztuki. Inspirował mnie także kościół. Śpiewałam w Kościele Świętego Krzyża, pamiętam pierwsze schole, w których byłam solistką

Jak Dominika Zamara stała się gwiazdą opery?

Byłam dobrą studentką wrocławskiej Akademii Muzycznej na wydziale wokalnym. Od drugiego roku zawsze miałam stypendium naukowe, już wtedy koncertowałam. W końcu moja pani profesor, Barbara Ewa Werner, powiedziała, że jest możliwość wygrania stypendium do Włoch. Zupełnie w to nie wierzyłam, ale wzięłam udział w konkursie. Po miesiącu dostałam telefon, że się udało! To było marzenie mojego życia i faktycznie całkiem je odmieniło. Miałam 25 lat, kiedy wyjechałam. We Włoszech nauczyłam się bel canto – śpiewu wybitnych mistrzów opery, który do dzisiaj jest moją pracą.

Czy polskie realia odbiegały od włoskiej rzeczywistości?

Śpiewu uczył mnie maestro Enrico De Mori, niezwykły dyrygent, pianista Marii Callas. To on odkrył biedną studentkę z Polski. Realia były na początku bardzo ciężkie. Miałam stypendium, ale to były niewielkie pieniądze, a mistrz tak uwierzył we mnie, że udzielał mi lekcji za darmo. Uczył mnie oper i całej techniki śpiewu włoskiego, której używa się w Teatro alla Scala, czyli najważniejszych teatrach na świecie. W ramach odpracowania lekcji koncertowałam z jego orkiestrą. To była moja zapłata, a tak naprawdę wspaniała szkoła i prestiż. Pod mistrzowską batutą mogłam śpiewać w Weronie, czy Mediolanie. Zadebiutowałam w roli Mimi w operze Pucciniego pt. „Cyganeria”. W ten sposób nauczyłam się, jak pracować nad operą profesjonalnie. Wokalnie, interpretacyjnie i z włoską wymową.

Co ze znajomością języka?

Na wrocławskiej Akademii Muzycznej mieliśmy bardzo dobry poziom języka włoskiego. Szkoliła nas pani Tołłoczko, która była bardzo wymagająca. Mimo że ktoś doskonale śpiewał, mógł „wylecieć” z wokalistyki przez włoski! Wiele jej zawdzięczam. Nieustannie przepytywała, krzyczała, ale była świetna. Dzięki niej, gdy wyjeżdżałam z Polski, znałam praktycznie całą włoską gramatykę. Jak ktoś z mojego roku nie zrobił kariery wokalnej, to miał szansę mieć drugi zawód, ponieważ szedł na italianistykę.  

Ulubione miejsce we Wrocławiu?

Ostrów Tumski. To jest takie metafizyczne, duchowe miejsce, które inspiruje. Serce Wrocławia. Mieszkam dwa kroki stąd na ulicy św. Marcina przy siostrach zakonnych i kiedy jestem w Polsce, odbywam tu długie, nocne spacery. Mój ulubiony Kościół, to Kościół Matki Boskiej na Piasku. Za każdym razem, gdy się tam modlę, czuję niesamowitą duchową więź.

 A muzycznie?

Oczywiście Narodowe Forum Muzyki. Pan profesor Kosendiak organizuje tam wiele godnych uwagi wydarzeń. Jest też opera, a koneserom sztuki lżejszej polecam Capitol jako połączenie teatru i śpiewu.

Jeżeli jesteśmy przy łączeniu śpiewu z teatrem – opera to też teatr?

Tak, oczywiście. Właśnie to kocham w operze – to nie jest zwykłe śpiewanie, tylko interpretacja, wejście w postać. Tam jest bardzo dużo teatru. Utożsamiam się z postacią, którą gram. Czasem muszę się nauczyć na pamięć 300 stron, ale to szukanie klucza interpretacji jest niezwykłe. Postaci opery są z reguły bardzo dramatyczne. Moim debiutem była postać Mimi z Cyganerii. Mieszkałam w Veronie tak jak ona, też w mieszkaniu artystycznym. Ona na koniec umiera i właśnie jak wystawiałam tę operę, to czułam, jakby część mnie też umarła na chwilę. To takie mocne utożsamianie się. Powiem szczerze, że wpływa to na psychikę, ale w muzyce lubię bardziej dramatyzm, niż komizm.

Opera to wyjątkowe stroje, makijaż i uczesanie, czy w życiu osobistym także wyraża Pani siebie w ten sposób?

Oczywiście! Na scenie jest to pewna charakteryzacja, ale w życiu codziennym także bardzo lubię się wyróżniać. Nie ukrywam, my artyści lubimy być inni, ale nie celowo, pozersko, to wynika z podświadomości. Lubimy być jacyś, nie lubimy być szarzy. Ja to lubię.

Dlaczego Polacy nie słuchają opery?

Po pierwsze bariera językowa. W Polsce stawia się na tekst. Opery są pisane głównie w języku włoskim, który jest najbardziej śpiewny i teatralny. Mimo że mamy libretto w ręku, bądź tekst jest wyświetlany, to trzeba mieć tę podzielność uwagi, a i tak nie zawsze wszystko się rozumie, ponieważ język opery, to język metafor. Szukanie tego klucza jest bardzo ciekawe, ale trudne. Poza tym media nie promują tak bardzo opery, jest to dla nich sztuka niezrozumiała. U nas w Polsce tylko elita intelektualna uczęszcza do opery. We Włoszech jest to sztuka popularna, nawet takie proste rodziny słuchają arii operowych i znają je całe na pamięć.

Skąd pomysł na nagranie płyty z utworami Chopina?

To mój ukochany polski kompozytor. Mało kto zna twórczość wokalną Chopina, mało kto wie, że kochał operę. Nigdy sam jej nie napisał, ale stworzył piękne pieśni. Postanowiłam je zaśpiewać i wydać na płycie. Pomysł zrodził się głównie z sentymentu i nostalgii za Polską. Chopin też wyemigrował. Też po to, żeby zrobić karierę. Poza tym lubię promować kulturę polską. Często przemycam pieśni Chopina, Moniuszki, Paderewskiego, czy Szymanowskiego na światowe sceny. Płyta cieszy się już dużą popularnością. Jest przetłumaczona na trzy języki: polski, angielski i włoski.

Czy Chopin za życia był w Polsce doceniany?

Na początku nie, wcześnie wyemigrował. Sytuacja była tutaj bardzo ciężka. Po nieudanych próbach zaistnienia w Wiedniu wyjechał na szczęście do Paryża, gdzie spotkał węgierskiego kompozytora Ferenca Liszta, wirtuoza fortepianu. Dzięki niemu został zauważony.

Wyjazd z kraju, kariera międzynarodowa, odkrycie przez mistrza… Wiele analogii. Czy niedocenienie w ojczyźnie też się do nich zalicza?

Dobre pytanie. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć. To stypendium było moim wyborem i przeznaczeniem. Dzięki niemu mogłam rozwinąć karierę międzynarodową, a w Polsce nie miałabym takiej możliwości, jednak z perspektywy czasu bardzo tęsknię za ojczyzną – stąd ten ukłon i wydanie płyty z utworami Chopina. Teraz widzę, że jestem coraz częściej zapraszana do Polski, polskich filharmonii. Jestem tu coraz bardziej doceniana.

Czy możemy dowiedzieć się więcej o współpracy z Watykanem?

Od lat nieoficjalnie współpracowałam z Watykanem. To najważniejszy mecenat kultury we Włoszech. Księża, kardynałowie, sam papież, to wspaniali ludzie wspierający kulturę i kochający ją, szczególnie muzykę sakralną. W tym roku zadzwonił do mnie kardynał Jean Marie Gervais i zaprosił mnie do Watykanu. Tam zaproponował mi stałą współpracę. To ogromne wyróżnienie.

Gdzie rodacy mogą Panią usłyszeć?

Płytę można kupić internetowo, mam też zaplanowane koncerty w Polsce. 21 września będę po sąsiedzku w Czechach, 27 września w jeleniogórskiej Filharmonii, a 5 października w Warszawie. Serdecznie zapraszam.








CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kalendarz pielgrzyma 2019

Kard. Müller: dzisiejszy kryzys przypomina reformację

2018-09-21 13:54

vaticannews / Watykan (KAI)

Trudne chwile, które przeżywa dzisiaj Kościół, spontanicznie przywodzą na myśl XVI-wieczną schizmę Kościoła oraz sekularyzację życia duchowego w przededniu rewolucji francuskiej – uważa kard. Gerhard Müller.

Monika Książek/Niedziela
Kardynał Gerhard Ludwig Müller

Podkreślił on, że u korzeni tego zła nie leży klerykalizm, lecz odrzucenie prawdy i rozkład moralny. Rozkład doktryny zawsze prowadzi do rozkładu moralności – dodał były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Przypomniał on opinię Huberta Jedina, wybitnego znawcę historii Kościoła, który mówiąc o początkach reformacji, zauważył, że słowo reforma miało wówczas zakamuflować herezję i rodzącą się schizmę Kościoła. Również i dziś dużo się mówi o reformie Kościoła. Pytanie tylko, czy za tym wszystkim rzeczywiście stoi wola odnowy w objawionej prawdzie i chrześcijańskim apostolstwie? Prawdziwa reforma nie jest sekularyzacją Kościoła lecz uświęceniem człowieka – przypomniał kard. Müller.

Były prefekt Kongregacji Nauki Wiary mówił o tym w Rzymie podczas święceń dla zgromadzenia Sług Jezusa i Maryi, podkreślając jak trudne jest w dzisiejszych czasach podjęcie się kapłańskiej posługi.

Tematy

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem