Reklama

Moje pismo Tęcza - 1/2 2019

Relikwie Jana Pawła II w Wińsku

2018-02-05 19:35

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

Relikwie św. Jana Pawła II znajdują się w wielu polskich kościołach i kaplicach. Przyszedł czas na Wińsko – 4 lutego odbyło się ukoronowanie figury Matki Bożej Fatimskiej i instalacja relikwii Jej wielkiego czciciela, św. Jana Pawła II –dwa wydarzenia, na które czekali mieszkańcy gminy i parafianie kościoła pw. Św. Michała Archanioła.

Przygotowywali się nie tylko duchowo, ale również materialnie. Panie zaangażowane w Żywy Różaniec zebrały składki, za które ufundowano relikwiarz, a korona dla figury Matki Bożej Fatimskiej została wykonana ze złota ofiarowanego przez parafian (darczyńcy byli bardzo hojni i korona okazuje się być większą, niż się spodziewano). O pozyskanie relikwii z krakowskich Łagiewnik starał się ks. Czesław Krochmal, proboszcz parafii i to on wraz z ks. Bartłomiejem Suwadą, wikariuszem, przywieźli relikwie do parafii.

Uroczystości rozpoczęły się jeszcze poza kościołem – w asyście syren strażackich przywitano bp Jacka Kicińskiego, który wprowadził relikwie Papieża.

Agnieszka Bugała

– Miejmy świadomość, jakiego teraz mamy gościa i gospodarza. Mieć świętego Jana Pawła II tu, u siebie, to dar, ale też zobowiązanie. Starajmy się, aby ludzie „widzieli dobre czyny w nas i chwalili Ojca, który jest w niebie”, aby patrząc na nas mówili: To ci, u których jest Jan Paweł II – mówił bp Kiciński. W homilii poprowadził zebranych po śladach Maryi, Tej, której Jan Paweł II cały się powierzył, którejmówił „Totustuus, Maria”. Fakt, że w jednym dniu spotkały się dwa wydarzenia: wprowadzenie relikwii i koronacja figury MB Fatimskiej, wskazał jako szczególny symbol i zobowiązanie. Na koniec rozważań zachęcił do zorganizowania peregrynacji relikwii Świętego w parafii – mogłyby odwiedzać domy i rodziny, angażować do wspólnej modlitwy i adoracji.

Reklama

Agnieszka Bugała

Nasza parafia pw. Św. Michała Archanioła, z oczywistych względów, nie ma szans na relikwie swojego patrona – mówiła na zakończenie uroczystościJolanta Krysowata – Zielnica, wójt gminy Wińsko. Jednak chcieliśmy, aby był wśród nas święty, Boży świadek, ktoś, kogo wszyscy znamy. Skoro mamy już ciało świętego, niech wypełni się też jego prośba: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi…”

Po Mszy św. bp Kiciński dokonał poświęcenia skweru przed kościołem, któremu pod koniec stycznia Rada Gminy Wińsko nadała imię Jana Pawła II. Radni potwierdzili nazwę specjalną uchwałą.

Tagi:
relikwie

Wprowadzenie relikwii św. Joanny Beretty Molli do kościoła w Skrzydlowie

2018-12-30 13:44

Agnieszka Chadzińska

Ostatnia niedziela bieżącego roku to święto Świętej Rodziny, które pozwala podczas Mszy św. odnowić przyrzeczenia małżeńskie, uzyskać błogosławieństwo kapłana na kolejny rok, a w modlitwie skupić się na tym, co dotyka nas, naszych najbliższych, co nas raduje i smuci.

Sławomir Błaut/Niedziela

Zwracamy się do Boga, aby przychodził do nas zarówno w chwilach trudnych, jak i pięknych, aby umacniał w nas miłość, by w naszych rodzinach płonęły prawdziwe ogniska wiary.

Dla wiernych parafii św. Stefana Węgierskiego w Skrzydlowie dzień ten – 30 grudnia 2018 – był szczególnie uroczysty i szczególnie rodzinny, a to za sprawą obecności wielkiej orędowniczki rodziny św. Joanny Beretty Molli. Z inicjatywy proboszcza parafii, ks. Zbigniewa Zalejskiego, przed pierwszą Mszą św. o godz. 9.00 trzy rodziny wielodzietne z parafii wprowadziły relikwie Świętej do świątyni. Od tego momentu wierni mogą odczuwać jej bliskość i przez wzgląd na jej doświadczenie życia, prosić o pomoc w swoich nierozwiązanych sprawach, o wstawiennictwo u Boga w kwestiach tak trudnych do wyjawienia nawet przed najbliższymi.

Zobacz zdjęcia: Wprowadzenie relikwii św. Joanny Beretty Molli do kościoła w Skrzydlowie

Ksiądz Proboszcz zachęcił, by na początku powierzyć w modlitwie każdą rodzinę przez wstawiennictwo św. Joanny Beretty Molli. Wyznaczył 28. dzień każdego miesiąca jako dzień modlitw za wstawiennictwem Świętej. Zwrócił się do niej, polecając wspólnotę w opiekę tej, która nie zawahała się poświęcić swojego życia za cenę życia swojego dziecka: – Prosimy, wejrzyj łaskawie na naszą jedność, wierność i ufność. W naszych wątpliwościach, trudach i udrękach oddajemy się Tobie i błagamy, byś chroniła nas przed każdym złem i grzechem. Niechaj zawsze mamy przed oczyma Twój świetlany przykład. Niech Twoje postępowanie pouczy nas, co nam czynić należy… Święta Joanno! Nie wypuszczaj nas ze swojej opieki; prowadź ścieżką Bożych wymagań i Bożej woli. Chroń nas przed złym wyborem, niezgodnym z wolą Pana naszego Jezusa Chrystusa. Daj nam dużo sił, męstwa i odwagi, abyśmy krocząc drogą Ewangelii doszli do życia wiecznego razem z naszymi najbliższymi. Amen.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

„Chciałem cię zabić”

2019-01-08 11:58

Witold Gadowski
Niedziela Ogólnopolska 2/2019, str. 27


Archiwum prywatne

Długo stał na korytarzu, przestępował z nogi na nogę, schodził trzy stopnie niżej, aby za chwilę powrócić pod same drzwi. Wcześniej wielokrotnie widział tę scenę w wyobraźni. Czuł, jak naciska klamkę, wchodzi do środka... Dalej nie starczało mu już odwagi, by przewidywać, co się stanie. Teraz wreszcie stał przed tymi drzwiami. Przemógł chęć ucieczki i był tu... Uniesiona w górę dłoń lekko zadrżała. W końcu mruknął coś do siebie, przełknął ślinę i nacisnął dzwonek. Otworzył mu wysoki, niemal równy mu wzrostem mężczyzna. Miał bujną szpakowatą czuprynę i głębokie bruzdy pod dużymi niebieskimi oczami. Jego nieogolone policzki były blade jak u człowieka, który jest bardzo zmęczony.

– Dzień dobry, jestem... – zaczął.

– Wiem, kim jesteś – przerwał mu starszy mężczyzna i krótkim gestem dłoni zaprosił go do wnętrza mieszkania.

Z korytarza wyjrzały dwie zaciekawione twarze ślicznych dziewcząt, bez skrępowania patrzyły mu prosto w oczy.

– Moje córki – na twarzy gospodarza pojawił się wątły uśmiech.

Weszli do przestronnego pokoju. Był pełen słonecznego światła i ciężkich, staromodnych mebli. Smugi światła wydobywały obraz wirowania drobinek kurzu, które kłębiły się tuż nad podłogą. Usiedli przy przedwojennym dębowym stole.

– Palisz? – starszy mężczyzna wyciągnął ku niemu paczkę czerwonych Marlboro.

– Nie, dziękuję – odruchowo pokręcił głową.

Rozległ się trzask zapałki i starszy chciwie zaciągnął się papierosem. Słyszał, jak dziewczyny cicho szepczą za drzwiami, nie był jednak w stanie złowić sensu ich ożywionego trajkotania.

Przybysz miał ściśnięte szczęki, z trudem przeciskały się przez nie słowa. Ukradkiem spoglądał na szpakowatego gospodarza i musiał przyznać, że za młodu był zapewne bardzo przystojny. Do teraz jego twarz zachowała harmonijne, szlachetne rysy. Córki urodę odziedziczyły pewnie po nim.

Pokój był urządzony ze smakiem, regały z tysiącami książek, masywne biurko, na którym stała prawdziwa lampa od Tiffany’ego. Młody sam robił szklane witraże, potrafił więc rozpoznać precyzyjne, ręcznie wykonywane łączenia różnokolorowych kawałków barwnego szkła. W tym pokoju królował człowiek, który dobrze wiedział, czym są wyrafinowanie i dobry smak.

– Chciałem cię zabić! – powoli uniósł twarz, tak aby dojrzeć wyraz źrenic człowieka, który siedział naprzeciw.

Szpakowaty mężczyzna zgarbił się, ale ani na moment nie opuścił wzroku, wytrzymał jego spojrzenie. W pokoju zaległo ciężkie milczenie. Nawet drobiny kurzu sprawiały wrażenie, jakby zastygły w swoim bezrozumnym tańcu. Miast oczekiwanego przerażenia przybysz dojrzał, jak gospodarz spogląda na niego z rosnącym zaciekawieniem. Czuł, jak dyskretnie omiata go ciepłym spojrzeniem, wpatruje się w jego twarz, przygląda się jego dłoniom. Coś w myślach precyzyjnie szacuje.

Czytał jego ostatnią książkę. Wzruszała go i przez to jeszcze bardziej go nienawidził. Przez wiele nocy przewracał kolejne kartki, aby chwilę potem rzucać książką z rozmachem o ścianę i mleć w ustach najwulgarniejsze przekleństwa. Nienawidził tej patetycznej, napuszonej frazy, nie mógł znieść pewności, z jaką autor wypowiadał swoje ostateczne sądy. Gdyby wtedy był w pokoju obok, z całą pewnością dźgnąłby go nożem i spokojnie spoglądał na krew, która sączyłaby się z rany. Zapamiętał nawet fragment, za który najbardziej go nienawidził: „Brat Andrzej wiedział, że umrze – skromnie, bez komunikowania tego komukolwiek i rozgłaszania o nadchodzącej nieuchronności, czekał na ostatni moment. Uśmiechał się jak człowiek nie tylko pogodzony z opuszczeniem swojej doczesnej postaci, ale także rozliczony ze wszystkim, co w życiu zrobił i pomyślał, ze wszystkim, czego kiedykolwiek pragnął i czego nigdy nie osiągnął. Nadchodząca śmierć przynosiła mu poczucie coraz większej i coraz bardziej bezwarunkowej wolności”.

– Pieprzony obserwator! – młody czytelnik warczał w myślach, wspominając opis ostatnich chwil brata Andrzeja.

Gospodarz nadal palił papierosa i ciągle patrzył na niego, tak jakby starał się zapamiętać najdrobniejszy szczegół jego oblicza. Wyglądał jak człowiek, który chce się nauczyć tego, co widzi, i wbić sobie ten widok w najbardziej wytrzymałe struktury pamięci. Głosy dziewcząt za drzwiami dawno już umilkły. Znudzone zapewne poszukały sobie bardziej stosownej dla ich wieku rozrywki. W wypełnionym już wieczornym półmrokiem pokoju nagle rozległy się słowa przybysza:

– Matka nigdy mi o tobie nie opowiadała. Gdy byłem mały, mówiła, że zginąłeś w wypadku samochodowym, tuż przed moim narodzeniem – młodzieniec przerwał i nerwowo wstał z fotela. Zaczął krążyć po rozległym pokoju, aż w końcu zatrzymał się tuż przed oknem. Gospodarz widział teraz jego barczyste plecy obrysowane gasnącym światłem dnia.

– Kiedyś, jak byłem już w liceum, znalazłem wasze zdjęcia ze studiów. Wtedy powiedziała mi prawdę – młodzieniec zaśmiał się nerwowo. – Wtedy dowiedziałem się, że żyjesz. Była bardzo dumna, ale wymusiłem na niej, aby opowiedziała mi całą prawdę.

Gospodarz niepewnie podniósł się ze swojego fotela.

– Nie, jeszcze nie teraz! – warknął przybysz. Ciągle stał przed oknem, wpatrując się w pierwsze zapalone latarnie. – Jeszcze ja chcę mówić!

– Ale ja...

– Jeszcze chwila! – przybysz ponownie brutalnie mu przerwał.

– Wiem, że nie wiedziałeś. Dałeś jej przecież pieniądze na skrobankę, a potem zniknąłeś. Nigdy więcej jej nie zobaczyłeś.

– Pięć lat temu napisała do mnie list – głos gospodarza był spokojny i cichy, brzmiał jak bardziej chropawa wersja tembru młodzieńca.

Młody mężczyzna odwrócił się zaskoczony.

– List?

– Tak. Napisała do wydawnictwa. Opisała mi ciebie, twoje studia...

– Zmarła dwa miesiące temu – młodzieniec znów mu przerwał, tym razem jednak jego głos nie był już tak zimny jak kilka minut wcześniej. Podszedł do fotela i znów usiadł naprzeciw gospodarza. – Nie wiedziałem, że cię znalazła. Szukałem wśród waszych starych znajomych ze studiów. W końcu dowiedziałem się, że wyjechałeś do Łodzi, że założyłeś rodzinę. Przez te wszystkie lata życzyłem ci śmierci. Modliłem się, aby Bóg zesłał na ciebie śmiertelną chorobę, uderzył cię nieszczęściem. Przez te wszystkie lata nienawidziłem cię najmocniej, jak tylko potrafiłem.

– Wiem – szpakowaty mężczyzna znów skurczył się w ramionach.

– Skąd ty to możesz wiedzieć?! Przyjechałem tu... – młody głos zawisł na chwilę w powietrzu.

Zaskoczony gospodarz dostrzegł łzy w oczach młodzieńca.

– Przyjechałem tu, aby cię przeprosić, aby...

– Przeprosić? – starszy stuknął się dłonią w czoło.

– Tak. I prosić, byś mi wybaczył.

– Ja tobie?!

– Tak.

Starszy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach, jego plecy zadrgały w bezgłośnym szlochu.

***

Kiedy z wielkiego okna na powrót zaczęły się sączyć pierwsze promienie porannego słońca, młody mężczyzna wstał i pocałował gospodarza w dłoń.

– Dziękuję.

– To ja dziękuję – odpowiedział gospodarz. – Wyzwoliłeś mnie z więzienia mojej bezsenności – dodał, zauważywszy pytające spojrzenie młodzieńca. – Od dwudziestu lat nie mogłem spać. Myślałem o dziecku, które się nie narodziło, o jego małych rączkach, ustach, sercu. Potem, pięć lat temu, gdy dowiedziałem się, że jednak istniejesz, dziękowałem Bogu, napisałem tę książkę, a teraz przyniosłeś mi wolność.

Młodzieniec cicho przeszedł przez korytarz – dziewczyny spokojnie spały w swoim pokoju. Zamknął drzwi najciszej jak umiał i lekko zbiegł po schodach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Panamskie pozdrowienia od Biskupa Marka

2019-01-17 14:37

Rozpoczęły się Dni w Diecezjach, mamy więc dla Was panamskie pozdrowienia od Biskupa Marka

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem