Reklama

Kongres 60 milionów

Franciszek do chilijskich duchownych: nie przeżuwajcie rozpaczy

2018-01-17 07:19

tłum. kg (KAI) / Santiago de Chile

Niblado Pérez, Ignacio Elissegaray

"Kościół z ranami jest w stanie zrozumieć rany dzisiejszego świata i utożsamiać się z nimi, cierpieć je, towarzyszyć im i próbować leczyć je" - powiedział Franciszek podczas spotkania z kapłanami, osobami konsekrowanymi, seminarzystami w katedrze w Santiago. Papież przestrzegł chilijskich duchownych by nie "przeżuwali rozpaczy" i wskazał, że chwilą "wstrząsu i bólu" były dla chilijskiego Kościoła nadużycia dokonane wobec nieletnich przez osoby duchowne i z uznaniem mówił o tym, jak wiele robi się dla przezwyciężenia tego "poważnego i bolesnego zła".

Publikujemy tekst papieskiego przemówienia.

Drodzy bracia i siostry,

Cieszę się, że mogę spotkać się z wami. Podoba mi się sposób, w jaki kard. Ezzati przedstawił was: „Oto (...) kobiety konsekrowane, mężczyźni konsekrowani, prezbiterzy, diakoni stali, seminarzyści”. Przypomniał mi się dzień naszych święceń lub konsekracji, gdy po przedstawieniu nas mówiliśmy: „Oto jestem, Panie, aby pełnić Twoją wolę”. Podczas tego spotkania chcemy powiedzieć Panu: „Oto jesteśmy”, aby ponowić swoje „tak”. Chcemy ponownie razem odpowiedzieć na wezwanie, które pewnego dnia przeniknęło nasze serca.

Reklama

I w tym celu pomocne nam będzie, jak sądzę, wyjście od wysłuchanego fragmentu Ewangelii i zwrócenie uwagi na trzy elementy z życia Piotra i pierwszej wspólnoty: Piotr – wspólnota przygnębiona, Piotr – wspólnota doświadczająca przebaczenia oraz Piotr – wspólnota przemieniona. Posługuję się tym dwumianem: Piotr – wspólnota, gdyż życie apostołów zawsze ma ten podwójny aspekt: osobowy i wspólnotowy. Idą ze sobą w parze i nie możemy ich rozdzielać. Owszem, jesteśmy powołani indywidualnie, ale zawsze aby być częścią większej grupy. Nie ma „powołaniowego selfie”. Powołanie wymaga, aby zdjęcie zrobił ci ktoś inny, co możemy począć?

1. Piotr przygnębiony

Zawsze podobał mi się styl Ewangelii, który nie ozdabia ani nie osładza wydarzeń, ani nie maluje ich jako piękne. Przedstawiają nam one życie takim, jakim ono jest, a nie jakie powinno być. Ewangelia nie boi się ukazywać nam chwil trudnych a nawet konfliktowych, przez które przechodzili uczniowie.

Odtwórzmy tę scenę. Zabito Jezusa, a niektóre kobiety powiedziały, że On żyje (por. Łk 24, 22-24). Jeśli nawet widziały Jezusa Zmartwychwstałego, to samo to wydarzenie jest tak silne, że uczniowie będą potrzebowali czasu, aby zrozumieć, co się stało. Zrozumienie to dotrze do nich w dniu Pięćdziesiątnicy, wraz z zesłaniem na nich Ducha Świętego. Wkroczenie Zmartwychwstałego da czas, aby przeniknąć do serc Jego bliskich.

Uczniowie powracają na swoją ziemię. Będą robić to, co umieli, czyli łowić ryby. Ale nie wszyscy, tylko niektórzy. Podzieleni, rozbici? Nie wiemy tego. Ewangelia mówi nam tylko, że ci, którzy byli, niczego nie ułowili – mają puste sieci.

Ale była też inna pustka, która ciążyła nieświadomie nad nimi: zamęt i przygnębienie z powodu śmierci ich Mistrza. Nie ma Go już, został ukrzyżowany. Ale nie tylko Jego ukrzyżowano, lecz także ich, gdyż śmierć Jezusa ujawniła wir konfliktów w sercach Jego przyjaciół. Piotr się Go zaparł, Judasz Go zdradził, pozostali uciekli albo się ukryli. Pozostała jedynie garstka kobiet i umiłowany uczeń. Reszta odeszła. Wystarczyło kilka dni, a wszystko się zawaliło. Są to godziny zamętu i przygnębienia w życiu ucznia. W chwilach, „w których wskutek wydarzeń kulturalnych i historycznych unosił się tuman prześladowań, nieszczęścia, wątpliwości itd., nie jest łatwo trafić na drogę, którą należy kroczyć. Istnieją różne pokusy właściwe temu okresowi: dyskutowania o ideach, brak należytej uwagi poświęcanej temu, co się wydarzyło, nadmierne skupianie się na prześladowcach... i sądzę, że najgorszą pokusą ze wszystkich jest oddawanie się przeżuwaniu rozpaczy” (1). Tak, oddawanie się przeżuwaniu rozpaczy.

Jak nam mówił kard. Ezzati, „życie kapłańskie i konsekrowane w Chile przeszło i przechodzi trudne godziny nieobojętnych wstrząsów i wyzwań. Wraz z wiernością ogromnej większości wyrósł także kąkol zła, z jego następstwem zgorszenia i dezercji”.

Chwila wstrząsów. Znam ból, wywołany przez nadużycia dokonane na nieletnich i śledzę uważnie to, jak wiele robi się dla przezwyciężenia tego poważnego i bolesnego zła. Jest to ból z powodu szkód i cierpienia ofiar i ich rodzin, które zobaczyły, że zdradzono ich zaufanie, pokładane w sługach Kościoła. Ból z powodu cierpienia wspólnot kościelnych, a także ból was, bracia, którzy oprócz wyczerpania z powodu swego oddania, przeżyliście szkody spowodowane podejrzeniami i zwątpieniami, które w niektórych lub wielu z was mogły zasiać wątpliwości, lęk i nieufność. Wiem, że czasami doświadczaliście zniewag w metrze lub idąc ulicą; za to, że idzie się ubranym „po księżowsku” w wielu wypadkach płaci się wysoką cenę. Dlatego zapraszam was, abyśmy prosili Boga o jasność umysłu do nazywania rzeczy po imieniu, o męstwo proszenia o wybaczenie i zdolność uczenia się słuchania tego, co On nam mówi.


Niblado Pérez, Ignacio Elissegaray

Chciałbym dodać ponadto inny ważny aspekt. Nasze społeczeństwa zmieniają się. Dzisiejsze Chile różni się bardzo od tego, które poznałem w czasach mojej młodości, gdy się formowałem. Rodzą się nowe i różne formy kulturalne, które nie pasują do znanych nam ram. I musimy przyznać, że często nie wiemy, jak się dostosować do tych nowych okoliczności. Nieraz marzymy o „cebulach z Egiptu” i zapominamy, że ziemia obiecana jest jeszcze przed nami. I to, że obietnica jest z wczoraj, ale dotyczy jutra. I możemy ulec pokusie zamknięcia się w sobie i izolowania się, aby bronić swoich stanowisk, które kończą się jedynie jako dobre monologi. Możemy doświadczać pokusy myślenia, że wszystko jest złe i zamiast głosić „dobrą nowinę”, jedyne, co wyznajemy, to apatia i rozczarowanie. W ten sposób zamykamy oczy na wyzwania duszpasterskie, sądząc, że Duch nie będzie miał nic do powiedzenia. I tak oto zapominamy, że Ewangelia jest drogą nawrócenia, ale nie tylko „innych”, lecz także nas samych.

Czy nam się to podoba czy nie, jesteśmy wezwani do stawiania czoła rzeczywistości takiej, jaka nam się ukazuje – rzeczywistości osobistej, wspólnotowej i społecznej. Apostołowie mówią, że sieci są puste i możemy zrozumieć uczucia, jakie to wywołuje. Wracają do siebie bez wielkich przygód, o których można by opowiadać. Wracają do domu z pustymi rękami, wracają do domu przygnębieni.

Co pozostało z tych uczniów – silnych, pełnych zapału i życia, którzy czuli się wybranymi i zostawili wszystko, aby pójść za Jezusem (por. Mk 1, 16-20)? Co zostało z tych uczniów pewnych siebie, którzy poszliby do więzienia, a nawet oddaliby życie za swego Nauczyciela (por. Łk 22, 33), którzy aby bronić Go, chcieli rzucić ogień na ziemię (por. Łk 9, 54) i w Jego obronie wyciągnęli miecz i walczyli (por. Łk 22, 49-51)? Co zostało z Piotra, który upominał swego Nauczyciela, mówiąc, jak powinien On prowadzić swoje życie (por. Mk 8, 31-33)?

2. Piotr doświadczający przebaczenia

Oto godzina prawdy w życiu pierwszej wspólnoty. Oto godzina, w której Piotr zderzył się z częścią samego siebie, z częścią prawdy o sobie, której często nie chciał widzieć. Doświadczył swych ograniczeń, swej kruchości, swego bycia grzesznikiem. Piotr, spontaniczny, pobudliwy szef i zbawca, z dużą dawką samowystarczalności i nadmiarem zaufania do samego siebie oraz swoich możliwości, musiał ulec swej słabości i grzechowi. Był takim samym grzesznikiem jak inni, był tak samo potrzebujący jak inni, był tak samo kruchy jak inni. Piotr zawiódł Tego, któremu przysięgał ochronę. Oto kluczowa godzina w życiu Piotra.

Jako uczniom, jako Kościołowi może nam się przydarzyć to samo: są chwile, podczas których zderzamy się nie ze swoją chwałą, ale ze swoją słabością. Kluczowe godziny w życiu uczniów, ale jest to także godzina w której rodzi się apostoł. Niech nas poprowadzi tekst.

„A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: «Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej anieli ci?” (J 21, 15).

Po posiłku Jezus zaprasza Piotra na przechadzkę i jedynym słowem jest pytanie, pytanie o miłość: „Czy miłujesz Mnie?”. Jezus nie czyni wyrzutów ani potępień. Jedyne, co chce zrobić, to uratować Piotra; chce uratować go od niebezpieczeństwa pozostawania zamkniętym w swym grzechu, aby nie trwał w „przeżuwaniu” rozpaczy, będącej owocem jego ograniczenia; od niebezpieczeństwa zaniedbania z powodu swoich ograniczeń całego tego dobra, które przeżył z Jezusem. Jezus chce go ustrzec od zamknięcia się w sobie i od izolacji. Chce go uratować od tej niszczycielskiej postawy, jaką jest użalanie się nad sobą lub, przeciwnie, popadanie w pogląd, że „to wszystko jedno”, który ostatecznie kończy się rozcieńczaniem wszelkiego zaangażowania w jeszcze szkodliwszym relatywizmie. Chce go wyzwolić od uważania za wroga każdego, kto się mu sprzeciwia, lub nie godzenia się z pogodą ducha z przeciwieństwami lub krytykami. Chce go uwolnić od smutku, a zwłaszcza od niezadowolenia. Poprzez to pytanie Jezus zaprasza Piotra, aby słuchał swego serca i uczył się rozeznawania. Albowiem „nie od Boga pochodziła obrona prawdy za cenę miłości ani miłości kosztem prawdy, ani równowaga kosztem ich obu. Jezus chce nie dopuścić do tego, aby Piotr stał się szczerym niszczycielem lub miłosiernym kłamcą albo speszonym sparaliżowanym” (2), jak mogłoby się nam przytrafić w tych okolicznościach.

Jezus zapytał Piotra o jego miłość i nalegał na niego, aby mógł udzielić odpowiedzi realistycznej: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham” (J 21, 17). W ten sposób Jezus utwierdza go w misji. W ten sposób staje się on ostatecznie Jego apostołem.

Cóż umacnia Piotra jako apostoła? Co nas podtrzymuje, jako apostołów? Tylko jedno: „Dostąpiliśmy miłosierdzia” (1 Tm 1, 12-16). „Pośród naszych grzechów, ograniczeń, bied, pośród naszych rozlicznych upadków Jezus Chrystus zobaczył nas, zbliżył się, podał nam rękę i okazał nam miłosierdzie. Każdy z nas może wspomnieć, i zapamiętać wiele razy, kiedy Pan go zobaczył, spojrzał na niego, zbliżył się i okazał mu miłosierdzie” (3). Nie jesteśmy tutaj dlatego, że jesteśmy lepsi od innych. Nie jesteśmy superbohaterami, którzy z wyżyn zniżają się na spotkanie ze „śmiertelnikami”. Zostaliśmy raczej posłani ze świadomością bycia mężczyznami i kobietami, którym wybaczono. I to jest źródłem naszej radości. Jesteśmy konsekrowanymi i duszpasterzami na podobieństwo Jezusa zranionego, zmarłego i zmartwychwstałego. Osoba konsekrowana to ta, która znajduje w swych własnych ranach znaki Zmartwychwstania. Która potrafi zobaczyć w ranach świata moc Zmartwychwstania. Która, jak Jezus, nie wychodzi na spotkanie swych braci z wyrzutami i potępieniem.

Jezus Chrystus nie ukazuje się swoim uczniom bez ran; to właśnie na widok Jego ran Tomasz może wyznać wiarę. Jesteśmy wezwani, aby nie zacierać ani nie ukrywać swych ran. Kościół z ranami jest w stanie zrozumieć rany dzisiejszego świata i utożsamiać się z nimi, cierpieć je, towarzyszyć im i próbować leczyć je. Kościół z ranami nie stawia się w centrum, nie uważa się za doskonały, ale stawia tam Jedynego, który może leczyć rany i który nazywa się Jezus Chrystus.

Świadomość posiadania ran nas wyzwala; co więcej – uwalnia nas od stawania się punktem odniesienia dla samych siebie, uważania się za najdoskonalszych. Uwalnia nas od tej tendencji „prometejskiej tych, którzy w ostateczności liczą tylko na własne siły i stawiają siebie wyżej od innych, ponieważ zachowują określone normy albo ponieważ są niewzruszenie wierni wobec pewnego katolickiego stylu z przeszłości.” (4).

W Jezusie nasze rany zmartwychwstają. Czynią nas solidarnymi; pomagają nam obalać mury, które zamykają nas w działalności elitarnej, aby pobudzić nas do budowania mostów i do wychodzenia naprzeciw tak wielu spragnionym tej samej miłości miłosiernej, którą tylko Chrystus może nam ofiarować. „Ileż razy marzymy o planach apostolskich ekspansjonistycznych, drobiazgowych i dobrze nakreślonych, typowych dla przegranych generałów! W ten sposób przekreślamy naszą historię Kościoła, która jest chwalebna jako historia ofiar, nadziei, codziennej walki, życia spędzonego na służbie, wytrwałości w żmudnej pracy, ponieważ każda praca jest «potem naszego czoła»” (5). Widzę z pewnym zatroskaniem, że istnieją wspólnoty, które żyją bardziej pragnieniem znalezienia się na świeczniku, zajmowania miejsca, pojawienia się i pokazania, aniżeli zakasania rękawów i wyjścia, aby dotknąć pełnej cierpień rzeczywistości naszego wiernego ludu.

Ileż dyskusji przywołuje refleksja tego świętego Chilijczyka, który ostrzegał: „Będą więc fałszywe wszystkie te metody, które są narzucane w celu ujednolicania; wszystkie, które usiłują skierować nas do Boga, skłaniając do zapomnienia o naszych braciach; wszystkie, które sprawiają, że zamykamy oczy na wszechświat, zamiast uczyć nas otwierać je, aby wznosić wszystko ku Stwórcy każdego bytu; wszystkie, które czynią nas egoistami i sprawiają, że zamykamy się w samych sobie” (6).

Lud Boży nie oczekuje ani nie potrzebuje naszych superbohaterów, czeka na duszpasterzy, osoby konsekrowane, które potrafią współczuć, potrafią wziąć za rękę, zatrzymać się przy tym, kto upadł i – podobnie, jak Jezus – pomagają wyjść z tego błędnego koła „przeżuwania” rozpaczy, które zatruwa duszę.

3. Piotr przemieniony

Jezus zaprasza Piotra do rozeznania i w ten sposób zaczynają przybierać na sile liczne wydarzenia w życiu Piotra, jak proroczy gest umycia nóg. Piotr, który sprzeciwia się umyciu nóg, zaczął rozumieć, że prawdziwa wielkość przechodzi przez stawanie się małym i sługą (7).

Jakaż to pedagogia naszego Pana! Od proroczego gestu Jezusa do proroczego Kościoła, który – umyty ze swego grzechu – nie boi się wychodzić, aby służyć poranionej ludzkości.

Piotr doświadczył na własnej skórze rany nie tylko grzechu, ale też swych ograniczeń i słabości. Ale odkrył w Jezusie, że jego rany mogą być drogą do Zmartwychwstania. Poznanie Piotra przygnębionego, aby poznać Piotra przemienionego, jest wezwaniem do przejścia od bycia Kościołem przygnębionych zrozpaczonych do Kościoła służącego licznym przygnębionym, żyjącym obok nas. Do Kościoła, zdolnego służyć swemu Panu, gdy był głodny, uwięziony, spragniony, wypędzony, nagi, chory... (Mt 25, 35). Jest to służba, która nie utożsamia się z opiekuńczością czy paternalizmem, ale jest nawróceniem serca. Problem nie polega na nakarmieniu ubogiego, ubraniu nagiego, towarzyszeniu choremu, ale uznaniu, że ubogi, nagi, chory, więzień, wypędzony mają godność, aby zasiąść przy naszych stołach, poczuć się jak „w domu” wśród nas, poczuć się rodziną. Jest to znak, że Królestwo Niebios jest pośród nas. Jest znakiem Kościoła, który został zraniony przez swój grzech, doznał miłosierdzia od swego Pana i stał się proroczy przez swe powołanie.

Odnowienie proroctwa to odnowienie naszego zaangażowania, aby nie czekać na świat idealny, na wspólnotę idealną, na idealnego ucznia, aby żyć lub ewangelizować, ale aby tworzyć warunki, w których każda osoba przygnębiona mogłaby spotkać się z Jezusem. Kocha się nie sytuacje czy idealne wspólnoty, ale kocha się osoby.

Szczere, bolesne i modlitewne uznanie swoich ograniczeń, zamiast oddzielać nas od naszego Pana, pozwala nam wracać do Jezusa, wiedząc, że „On może zawsze, dzięki swej nowości, odnowić nasze życie i naszą wspólnotę, a chociaż propozycja chrześcijańska przemierza mroczne epoki i słabości Kościoła, nigdy się nie starzeje. (...) Za każdym razem, gdy staramy się powrócić do źródeł i odzyskać pierwotną świeżość Ewangelii, pojawiają się nowe drogi, twórcze metody, inne formy wyrazu, bardziej wymowne znaki, słowa zawierające nowy sens dla dzisiejszego świata” (8). Jakże jest dla nas wszystkich dobre pozwolić, aby Jezus odnawiał nam serce!

Na początku tego spotkania powiedziałem wam, że przyszliśmy tu, aby ponowić swoje „tak” z rozmachem, z zapałem. Chcemy na nowo powiedzieć swoje „tak”, ale realistyczne, gdyż opiera się na spojrzeniu Jezusa. Zachęcam was, abyście po powrocie do swych domów przygotowali w waszym sercu swego rodzaju testament duchowy, na wzór kard. Raúla Silvy Rodrigueza. Jest to piękna modlitwa, rozpoczynająca się od słów:

„Kościół, który kocham, jest Świętym Kościołem wszystkich dni, twoim, moim, Świętym Kościołem przez wszystkie dni...Jezus Chrystus, Ewangelia, chleb, Eucharystia, Ciało Chrystusa pokornego każdego dnia z obliczem ubogich oraz z obliczem mężczyzn i kobiet, którzy śpiewali, walczyli, cierpieli. Święty Kościół wszystkich dni”.

Jaki jest Kościół, który kochasz? Czy kochasz ten Kościół zraniony, który znajduje życie w ranach Jezusa?

Dziękuję za to spotkanie. Dziękuję za umożliwienie mi ponownego wypowiedzenia „tak” wraz z wami. Niech Maryja Panna z Góry Karmel osłania was swoim płaszczem.

Proszę, nie zapominajcie modlić się za mnie.

Przypisy.

1. JORGE M. BERGOGLIO, Las cartas de la tribulación, 9; ed. Diego de Torres, Buenos Aires 1987.

2. Por. tamże. 3. Video mensaje al CELAM en ocasión del Jubileo extraordinario de la Misericordia en el Continente americano, 27 sierpnia 2016.

4. Adhort. ap. Evangelii gaudium, 94.

5. Tamże, 96.

6. Św. ALBERT HURTADO, Discurso a jóvenes de la Acción Católica, 1943.

7. „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” (Mk 9, 35).

8. Adhort. ap. Evangelii gaudium, 11.

Tagi:
Franciszek w Chile i Peru

Zdjęcia, które mówią

2018-01-24 12:43

Ks. Paweł Rozpiątkowski
Niedziela Ogólnopolska 4/2018, str. 4-5

To zdjęcie wyraża więcej niż tysiąc słów – przypomniał znaną maksymę papież Franciszek, wręczając dziennikarzom lecącym z nim do Chile i Peru wstrząsającą fotografię, która obrazuje skutki wybuchu bomby atomowej. Zdjęcie można zobaczyć na str. 10 bieżącego numeru „Niedzieli”

Vatican Media
W więzieniu dla kobiet

Spójrzmy na kilka obrazów zastępujących słowa, które wryły się w pamięć opinii publicznej podczas pielgrzymki do Chile i Peru w dniach 15-22 stycznia 2018 r. Wybraliśmy kilka ważnych stop-klatek.

Ślub w samolocie

Podczas pierwszego etapu 22. zagranicznej podróży Franciszka pierwszym wyjątkowym obrazem były uszczęśliwione twarze chilijskiej pary stewardesy i stewarda. Oboje byli w pracy na pokładzie samolotu, którym Papież leciał do Santiago. Podeszli do Franciszka i prosili o wspólną fotografię i błogosławieństwo. Po krótkiej rozmowie i zbadaniu sytuacji obydwojga Ojciec Święty pobłogosławił ich małżeństwo, gdyż nie mieli jeszcze ślubu kościelnego – dopiero zamierzali zawrzeć sakramentalny związek małżeński. Planowali już ceremonię, ale trzęsienie ziemi zniszczyło ich parafialny kościół w Santiago de Chile. Świadkami sakramentu byli dyrektor kompanii LATAM Airlines – Ignacio Cueto oraz odpowiedzialny za organizację papieskich podróży ks. prał. Mauricio Rueda Beltz. Na koniec spisano akt zawarcia małżeństwa, a chilijska para była wtedy chyba najszczęśliwsza na świecie.

Inny obraz, który obiegł cały świat, to zatrzymujące się gwałtownie na polecenie Franciszka papamobile, z którego wysiadł i pochylił się z troską nad policjantką, gdyż przed chwilą koń zrzucił ją z siodła. Te obrazy pokazują prawdziwą twarz Ojca Świętego i to, że lubi zaskakiwać. I pewnie jeszcze nie raz zaskoczy.

Eucharystie

Pielgrzymka do Chile była podobna do innych papieskich podróży. Ojciec Święty spotykał się z tymi grupami społecznymi, z którymi zazwyczaj ma zamiar się spotykać. Pełne emocji było spotkanie z więźniami, konkretnie z kobietami odbywającymi karę pozbawienia wolności w Kobiecym Ośrodku Penitencjarnym św. Joachima w Santiago. Było – jak zwykle – czuwanie z młodzieżą, podczas którego Franciszek odszedł od przygotowanego przemówienia i improwizował. Jedno z piękniejszych przemówień całego dotychczasowego pontyfikatu – jak ocenili na gorąco komentatorzy – Franciszek skierował do chilijskiego duchowieństwa.

Najważniejszymi punktami w programie pielgrzymki były Msze św., a szczególne eucharystyczne celebracje z Mapuczami na południu i w najbogatszym w Ameryce Południowej Iquique, do którego ściągają rzesze imigrantów, na północy kraju.

Apel o pojednaną różnorodność

Najbardziej elektryzująca i wyczekiwana była wizyta w Temuco, największym mieście regionu zamieszkiwanego przez blisko 600 tys. Mapuczów. Walczą oni od lat o zabraną im przez kolonizatorów ziemię. Nie stronią w ostatnim czasie od przemocy, a ich ataki często wymierzane są w kościoły i kaplice. Nasiliły się one przed wizytą Ojca Świętego. Nie zabrakło również anonimów z groźbami wobec samego Franciszka. Liczba uczestników Eucharystii pokazała, że nie wszyscy Mapucze zgadzają się z tą taktyką. Na lotnisku Maquehue w chilijskim Temuco było ich 400 tys. Papież także w ich imieniu upomniał się o należne im prawa i potępił doznane wcześniej i później krzywdy – po jednej i po drugiej stronie. Tubylcom i rządzącym powiedział: – Jedność jest pojednaną różnorodnością, ponieważ nie toleruje, aby w jej imieniu usprawiedliwiano niesprawiedliwości osobiste lub wspólnotowe. Franciszek nie unikał również trudnego, sprawiającego Kościołowi w Chile wiele problemów, tematu pedofilii. Spotkał się z ofiarami i – jak przekazał rzecznik Watykanu – płakał razem z nimi.

Życie, kultury, ziemia

Jako obraz symbol drugiego etapu amerykańskiej pielgrzymki Papieża w andyjskim Peru można potraktować zdjęcie, na którym uwieczniono go w tradycyjnej peruwiańskiej czapce – chullo. Symbolizowała ona jakby główne tematy, które podjął Franciszek – podkreślenie znaczenia rdzennych ludów tej ziemi, ich kultury i form pobożności. Wizytę w Peru rozpoczął nie od spotkania z władzami kraju, ale odwiedził prawdziwych gospodarzy – ludy Amazonii. W Coliseo Regional Madre de Dios w Puerto Maldonado Ojciec Święty spotkał się m.in. z przedstawicielami ludów: Ese’Eja, Matsigenka, Yines, Shipibo, Asháninka, Yanesha, Kakinte, Nahua, Yaminawá, Kaxinawá, Madija, Manchineris, Kukamas, Kandozi, Keczua, Witoto, Shawi, Achuar, Bora, Aguaruna, Wampi. Tych nazw zapewne nikt z nas nigdy nie słyszał i gdyby nie Ojciec Święty, pewnie by nie usłyszał. Podczas przemówienia, które dotyczyło zarówno ludzi, ziemi, jak i kultur, padło wiele istotnych słów. – Obrona ziemi nie ma innego celu niż obrona życia – wskazał Franciszek na nierozerwalną, zagrożoną więź między ludźmi a ich „domem”, czyli ziemią. Ludzie tworzą kultury, z których każda stanowi bogactwo. – Zanik pewnej kultury – przestrzegł Ojciec Święty za tym, co napisał w encyklice „Laudato si’” – może być równie albo jeszcze bardziej poważny niż wyginięcie gatunku zwierząt lub roślin.

Miłosierdzie

W słowach skierowanych do Peruwiańczyków czy to w Puerto Maldonado, czy dzień później w Trujillo, które jako pierwsze miasto ogłosiło niepodległość od Hiszpanii, podczas zarówno nabożeństwa maryjnego, jak i spotkania z duchowieństwem, Franciszek przekonywał o wartości ludowej pobożności. – Wasz lud – zwrócił się do duchownych – okazał ogromną miłość do Jezusa Chrystusa, Matki Bożej oraz świętych i błogosławionych, z wieloma nabożeństwami, których nie odważę się wymienić po imieniu, z obawy przed pominięciem niektórych. Kilkakrotnie w papieskich wystąpieniach pojawiał się również ulubiony wątek miłosierdzia. – Nie ma bowiem lepszego lekarstwa na wyleczenie wielu ran – zapewnił Peruwiańczyków – niż serce zdolne do miłosierdzia, serce zdolne do okazania współczucia w obliczu cierpienia i nieszczęścia, w obliczu błędu i pragnienia powstania wielu ludzi, którzy często nie wiedzą, jak to uczynić.

Ostatnim, bardzo mocnym akordem pielgrzymki była Msza św. w bazie lotniczej „Las Palmas”. Wzięło w niej udział aż milion osób.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Narodowa Pielgrzymka Francuzów do Lourdes

2018-08-16 17:29

vaticannews.va / Lourdes (KAI)

W czwartek 16 sierpnia zakończyła się Narodowa Pielgrzymka Francuzów do sanktuarium maryjnego w Lourdes. Wzięło w niej udział około 10 tys. pątników, wśród których było około 800 chorych i niepełnosprawnych z całej Francji. Przewodniczył jej arcybiskup Montpellier, Pierre-Marie Carré. Motywem przewodnim tegorocznych rozważań były słowa Maryi z Ewangelii św. Jana „Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Ks. Daniel Marcinkiewicz

Przyrównując Lourdes do Kany Galilejskiej, o. Vincent Cabanac, dyrektor pielgrzymki, powiedział: „Co nam proponuje Niepokalana przez zawsze żywy i trwały znak, gdy zjawia się w grocie? Przyjdźcie, napijcie się ze źródła i obmyjcie! To źródło obficie zaspokaja nasz głód, nasze oczekiwania, ono oczyszcza nasze ciała i serca”.

Program pielgrzymki wypełniony był wspólnymi nabożeństwami i konferencjami, w czasie których zastanawiano się m.in. nad problemami związanymi z dialogiem islamu z chrześcijaństwem, a także nad tym, czy można przyjąć wszystkich uchodźców i emigrantów.

W niedzielę 12 bm. wieczorem odbyło się czuwanie młodzieży, a nazajutrz celebrowano sakramenty pokuty i chorych. Kulminacją sześciodniowej pielgrzymki była Eucharystia w samą uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i popołudniowa procesja z Najświętszym Sakramentem, której towarzyszyła modlitwa w intencji Francji i całego świata. Pielgrzymkę zakończono 16 sierpnia poranną Mszą dziękczynną w Grocie Massabielskiej, a następnie wszyscy wyruszyli w drogę powrotną do swoich domów.

Organizatorem Narodowej Pielgrzymki Francuzów jest Zakon Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, czyli księża asumpcjoniści, którzy w tych dniach zapewniali pielgrzymom opiekę duchową.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

To pielgrzymka kapłanów o kapłanów

2018-08-17 13:31

Beata Pieczykura

– To pielgrzymka kapłanów o kapłanów – mówił ks. Szymon Gołuchowski w parafii pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lubojnie na szlaku „Modlitwy serc i stóp kapłańskich w intencji powołań”. I dalej wyjaśniał licznie zgromadzonym na Mszy św. wiernym, że jest to modlitwa o nowe powołania kapłańskie i zakonne oraz za kapłanów: chorych, cierpiących, przeżywających kryzysy, tych, którzy odeszli z kapłaństwa, aby wrócili, jeżeli jest to możliwe, a także za rodziny. Zachęcał rodziców i dzieci, by do porannego i wieczornego pacierza dodały modlitwę np. „Pod Twoją obronę” w intencji powołań i księży. Ta modlitwa jest tak ważna, bowiem trwa walka między dobrem a złem, między Bogiem, który powołuje, a szatanem, który chce, by młodzi nie odpowiedzieli na wołanie Pana: „Pójdź za Mną”.

Beata Pieczykura/Niedziela
Zobacz zdjęcia: To pielgrzymka kapłanów o kapłanów

Dziś trasa podzielona była na dwa odcinki: jeden rozpoczął się w parafii pw. Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza w Wierzchowisku i wiódł przez parafię pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Lubojnie, Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Rybnej do św. Stanisława BM w Cykarzewie. Drugi natomiast przeszedł z parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Rudnikach (tam celebrowano Mszę św. o godz. 8) przez Najświętszej Maryi Panny Różańcowej w Kościelcu do św. Leonarda w Mykanowie.

WSZYSTKIE MATERIAŁY O "MODLITWIE SERC I STÓP KAPŁAŃSKICH W INTENCJI POWOŁAŃ" ZNAJDZIESZ TUTAJ TUTAJ

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem