Reklama

Biały Kruk 1

Stany Zjednoczone: setki tysięcy ludzi na Marszach dla Życia

2018-01-11 17:29

RV / Waszyngton (KAI)

AnyaLogic / Foter.com / CC BY

W najbliższych dniach ulice miast Stanów Zjednoczonych zapełnią się setkami tysięcy ludzi pragnącymi chronić życie od poczęcia do naturalnej śmierci.

W Waszyngtonie jak co roku (19 stycznia) wystartuje Marsz dla Życia. Zakończy się modlitwą w Narodowym Sanktuarium Niepokalanego Poczęcia. Biskupi dwóch sąsiadujących ze sobą diecezji Waszyngton i Arlington ogłosili możliwość uzyskania odpustu zupełnego, pod zwykłymi warunkami, za uczestnictwo w przedsięwzięciu.

Marsze organizowane są także między innymi w Chicago, Los Angeles, czy San Francisco. Wszystkie w okolicach dnia 22 stycznia, kiedy przypada niechlubna rocznica decyzji Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych z 1973 r. o legalizacji aborcji w całym kraju. Oprócz marszów obrońcy życia, w te dni, spotykają się na Mszach św. i innych wydarzeniach, wspierających potrzebujące matki.

Reklama

Los Angeles będzie gościć Johna Bruchalskiego, lekarza, który przez lata dokonywał aborcji, a po nawróceniu zaczął prowadzić klinikę pro-life. Chicago może liczyć na obecność biskupów katolickich i prawosławnych, jak również na świadectwo życia byłej menadżerki aborcyjnego giganta Planned Parenthood, Ramony Treviño.

Tagi:
USA obrońcy życia

Papież przyjął przedstawicieli episkopatu USA

2018-09-14 08:50

KAI

Ojciec Święty przyjął w czwrtek na audiencji przedstawicieli episkopatu katolickiego Stanów Zjednoczonych Ameryki. Po prywatnej audiencji u papieża Franciszka, kardynał Daniel DiNardo , arcybiskup Galveston-Houston i przewodniczący Konferencji Biskupów Katolickich Stanów Zjednoczonych wydał oświadczenie.

Copyright: Vatican Media
Franciszek i szefowie konferencji biskupów USA: kard. Daniel DiNardo, kard. Seán Patrick O’Malley, abp José Horacio Gomez i ks. pral. Brian Bransfield

Jesteśmy wdzięczni Ojcu Świętemu za przyjęcie nas na audiencji. Mówiliśmy z Papieżem Franciszkiem o naszej sytuacji w Stanach Zjednoczonych. O tym jak Ciało Chrystusa jest zranione przez zło wykorzystywania seksualnego. Ojciec Święty słuchał bardzo szczerze. Była to długa, owocna i dobra wymiana zdań.

Na zakończenie audiencji odmówiliśmy wspólnie modlitwę „Anioł Pański” z prośbą o Boże miłosierdzie i siłę, w chwili gdy pracujemy nad uzdrowieniem ran. Z niecierpliwością czekamy, aby aktywnie kontynuować nasze rozeznanie razem, określając najskuteczniejsze kolejne kroki.

W komunikacie kard. DiNardo nie ma mowy o ewentualnej wizytacji apostolskiej w amerykańskim Kościele. W komunikacie z 27 sierpnia, po oblikowaniu listu abp. Carlo Marii Viganò stwierdził on: „Postawione kwestie zasługują na odpowiedzi ostateczne i oparte na dowodach. Bez tych odpowiedzi niewinni ludzie mogą być dotknięci fałszywym oskarżeniem, a winni mogą powtórzyć grzechy przeszłości”.

W skład delegacji amerykańskiego Kościoła obok przewodniczącego episkopatu, kard. Daniela DiNarodo, wiceprzewodniczącego –abp José Horacio Gómez oraz sekretarza generalnego – ks. prał. J. Brian Bransfield wszedł kard. Seán Patrick O’Malley, arcybiskup Bostonu a zarazem przewodniczący Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Jedenastoletni Sybirak

2013-09-04 12:06

Anna Buchar
Edycja wrocławska 36/2013, str. 6-7

NKWD przyszło w zimie. Bez zapowiedzi. Zaskoczonych ludzi zabierali w nieznane. O deportacji w głąb Związku Radzieckiego do gułagów opowiada Sybirak, Paweł Mazur, w lutym 1940 r. 11-letni chłopak

Anna Buchar

ANNA BUCHAR: - Dzień deportacji?

PAWEŁ MAZUR: - Deportowali nas 10 lutego 1940 r. Nie byliśmy tak jak osoby wywożone w kwietniu i czerwcu na to przygotowani. Zostaliśmy zaskoczeni nocą, zmuszeni do porzucenia swoich rodzinnych stron i dorobku całego życia. Uniemożliwili nam zabranie ze sobą podstawowych rzeczy, niezbędnych do codziennej egzystencji. Musieliśmy udać się w nieznane pod strażą uzbrojonych funkcjonariuszy NKWD. Wywózka trwała 6 tygodni w warunkach urągających godności ludzkiej. Trudno to opisać.

- Jak wyglądała wywózka na Sybir?

- Wsadzili nas do bydlęcych wagonów, w których panował straszny brud. Na czas drogi były one zaryglowane od zewnątrz, by uniemożliwić ucieczkę. Pamiętam, że było tylko jedno, małe okienko, w którym znajdowały się kraty. Przez ogromną liczbę osób ciężko było się poruszyć. Karmiono nas raz dziennie, a czasem raz na kilka dni. Dawali nam czarny chleb i tzw. kipiatok, czyli wrzątek. Sporadycznie karmiono nas gorącym posiłkiem w postaci kaszy z jakimś mięsnym sosem. Pamiętam, że panował straszny mróz, widziałem lód na ścianach. Pewnej nocy do którejś z nich przymarzła kobieta. Jak wysiedliśmy, pomyślałem sobie, że to koniec świata, bo nie było już torów. Końcowa stacja kolejowa nie była jednak kresem udręki. Dalej czekała nas podróż na saniach przez pokrytą grubym śniegiem tajgę.

- A warunki życia w gułagu?

- Nie znaliśmy przyczyny, celu, ani czasu podróży, która dla starych schorowanych osób i niemowląt kończyła się nieraz śmiercią. Brakowało nam pożywienia. Każdemu przydzielano porcję zupy, po pół litra dla osób pracujących, oraz 500g chleba dla dorosłych i 200g dla dzieci. Ta niewielka porcja musiała wystarczyć nam na całą dobę. Głód, katorżnicza praca oraz brak wyżywienia powodowały, że organizmy ludzkie wyniszczały się bardzo szybko. Lekarstw jak na lekarstwo, o lekarzu nikt nie słyszał, o szpitalach senne marzenie, chleb śnił się po nocach i przybierał cechy mistyczne. W tych irracjonalnych warunkach przyszło nam żyć. Psychicznie dobijali nas funkcjonariusze NKWD, którzy pilnowali obozów, tych naszych miejsc katorgi, twierdząc, że nie wrócimy do ojczyzny. Ja jednak do końca w to wierzyłem.

- Jak wyglądała praca na zesłaniu?

- Gdy dotarliśmy na miejsce, osoby dorosłe wysłano do pracy w lesie. Pracowali przy piłowaniu drzew. Na początku był na nie jeden barak, z czasem powstawało ich coraz więcej. Dotkliwie odczuwano brak odzieży i obuwia odpowiedniego do pracy i egzystencji w trudnych warunkach. Głód, surowy klimat i praca ponad siły wycieńczały organizmy, które stawały się podatne na epidemie, dziesiątkujące rodziny.

- Pan także musiał pracować?

- Miałem zaledwie jedenaście lat, gdy mnie deportowano. Spędziłem na Sybirze sześć lat swojego życia. Do pracy przymuszano już od dwunastego roku życia, mówiono nam: kto nie pracuje, ten nie je. Najgorszym z przeżyć dla dzieci w moim wieku przebywających na zesłaniu był pochówek własnych rodziców. Zwalniano je z pracy tylko na rzecz owego pochówku.

- Jak udało się powrócić do ojczyzny?

- Zmianę przyniósł wybuch wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 r. Cofające się pod naporem wojsk niemieckich, siły obronne Kraju Rad potrzebowały wsparcia z zewnątrz. Józef Stalin zmuszony został do nawiązania stosunków z polskim rządem na emigracji reprezentowanym przez gen. Sikorskiego. Sikorski, Stalin i Anders podpisali układ w Londynie, który przywracał stosunki dyplomatyczne między dwoma państwami. Zobowiązywał do wzajemnej pomocy i wsparcia w wojnie z sowietami. Wyrażono zgodę na utworzenie wojska polskiego na terenie Związku Radzieckiego i ogłoszono dla sybiraków amnestię. Zaczęła docierać do nas pomoc organizowana przez UNRA - organizację narodów zjednoczonych do spraw pomocy i odbudowy. Ze Stanów Zjednoczonych nadchodziły zbawienne transporty z żywnością i odzieżą ratującą nasze życie. Tysiące zesłańców wstępowało wówczas do formującej się Armii Polskiej gen. Władysława Andersa. Koniec II wojny światowej przyniósł nam wyzwolenie i powrót do Polski. Nie pamiętam dokładniej daty mojego powrotu do ojczyzny, ale był to 1946 r.

- Należy Pan do Związku Sybiraków?

- Oczywiście. Do tej pory byłem nawet skarbnikiem, ale wzrok mi już na to nie pozwala. Jest dużo oddziałów i kół Związku Sybiraków na Dolnym Śląsku. Ja należę do koła w Chobieni. Naszym godłem jest orzeł z koroną i rozerwanymi łańcuchami. Są one symbolem rozerwania spętania Polski, która była wymazana z mapy Europy przez 103 lata. Otrzymałem nadaną przez Zarząd Główny Związku honorową odznakę Sybiraka. Otrzymują ją osoby, które służą społeczności sybirackiej, sympatycy Związku Sybiraków, którzy swą działalnością realizowali cele statutowe Związku Sybiraków. Posiadam także Krzyż Zesłańców Sybiru, to odznaczenie państwowe, ustanowione przez Sejm Rzeczpospolitej Polskiej w 2003 r. Nadał mi to odznaczenie sam Prezydent. Związki posiadają również swój hymn! Najbardziej podoba mi się jego ostatnia zwrotka: „I myśmy szli i szli - dziesiątkowani, choć zdradą pragnął nas podzielić wróg... i przez Ludową przeszliśmy - niepokonani, aż Wolną Polskę raczył wrócić Bóg!!!”.

- Sybir nie był jedynym zesłaniem?

- Ofiary stalinowskiego reżimu, zesłańcy i więźniowie, którzy powrócili do Polski po 1946 roku, zostali skazani na dodatkowy, szczególny rodzaj zesłania: milczenia i strachu przed ponowną zsyłką na tereny Związku Radzieckiego. Ta tragedia Polski i Polaków i udział zbrojny w odzyskaniu wolnej Polski i Europy ma służyć młodemu pokoleniu, by zgoda, przebaczenie i pojednanie były podstawą przyszłych relacji z sąsiadami. Zgodnie z przesłaniem, jakim kieruje się Związek Sybiraków: „Pamięć zmarłym, żyjącym pojednanie”. Ojciec Święty Jan Paweł II nazwał tę gehennę Golgotą Wschodu.

* * *

W czasie II wojny światowej ludność polską wywożono w głąb ZSRR w czterech kolejnych deportacjach. Szacuje się, że w tym okresie zesłano od 1, 5 do 2 mln ludzi, z czego do 1945 roku przeżyło 554 tys.

I deportacja w nocy 9/10 lutego 1940 roku (wywieziono 320 tys. leśników, osadników - z rodzinami, ich znajomych, sąsiadów oraz niektórych urzędników polskiej administracji). Wcześniej, w noc z 9/10 grudnia 1939 roku wywieziono - przeważnie do więzień 4 805 cywili;

II deportacja z 13 kwietnia 1940 roku (wywieziono blisko 330 tys. represjonowanych Polaków - głównie rodzin, znajomych i przyjaciół skazanych na śmierć w 5 „Katyniach”);

III deportacja w nocy 28/29 czerwca 1940 roku (z aktywną pomocą repatriacyjnych komisji niemieckich, dzięki którym Sowieci dysponowali dokładnymi spisami i adresami - deportowano 420 tys. uciekinierów z Polski Centralnej + ok. 15 czerwca 1940 roku oddzielnie deportowano 185 tys. Żydów);

IV deportacja z 20 czerwca 1941 r. (wywieziono ok. 300 tys. osób. Tylko nieliczni zbiegli po zbombardowaniu pociągów deportacyjnych przez Niemców 22 czerwca 1940 roku pod Mińskiem oraz w rejonie Berdyczowa i Żytomierza).

* * *

Światowy Dzień Sybiraka

Dzień ten obchodzony jest każdego roku 17 września w rocznicę napaści rosyjskiej na Polskę. Jego celem jest przypominanie prawdziwych losów zesłańców, spisywanie ich od żyjących osób i rozpowszechnianie świadectw. Każdego roku Sybiracy z całego świata - ok. 5 tysięcy osób - spotykają się najpierw pod pomnikiem Golgoty Wschodu na Cmentarzu Łostowickim w Gdańsku. Następnie spotykają się w Szymbarku na Kaszubach. Teren, na którym odbywa się Światowy Dzień Sybiraków, to miejsce ukazujące w niezwykły sposób historię Sybiraków. Można tam zobaczyć: Dom Sybiraka przywieziony z Syberii, pociąg którym wywożono Polaków na zsyłkę podczas II wojny światowej, repliki łagrów a także kościół im. św. Rafała Kalinowskiego, w którym znajdują się liczne pamiątki podarowane przez Sybiraków. Od 2006 w Szymbarku artyści wystawiają spektakle poświęcone tematyce wywózki Polaków na wschód. Wszystkie scenariusze oparte są na autentycznych przeżyciach zesłańców.

Oprac. KK

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Osiemnastoletni Święty na grafice w licheńskim muzeum

2018-09-18 15:47

Anita Rossa

Dzisiaj obchodzimy święto patrona Polski, młodzieży i dzieci św. Stanisława Kostki (1550-1568). Jego dzieje są dokładnie udokumentowane w hagiografii polskiej.


Temu świętemu przypisywano zwycięstwo nad Turkami w bitwie pod Chocimiem w 1621. Związane jest to z wizją o. Mikołaja Oborskiego, jezuity, który widział św. Stanisława na obłokach, jak błagał Matkę Bożą o pomoc dla wojsk polskich.

W Muzeum im. ks. Józefa Jarzębowskiego w Licheniu Starym znajduje się kilka grafik przedstawiających św. Stanisława.

Autor prezentowanego miedziorytu - Wolfgang Kilian (1581-1663) przedstawił św. Stanisława Kostkę proszącego Maryję o wstawiennictwo i pomoc w bitwie pod Chocimiem zwanej "Polskim Lepanto". Św. Stanisław stoi w centrum grafiki, po jego lewej stronie Matka Boża, w płaszczu i w koronie, idzie z dłońmi wyciągniętymi przed siebie, w geście powstrzymywania, wzrok ma skierowany na dół, na słońce, które znajduje się u Jej stóp. Ma to zapewne związek z zaćmieniem słońca, które miało miejsce przed wyruszeniem wojsk tureckich.

Stanisław Kostka urodził się w 1550 r. na Mazowszu, w Rostkowie koło Przasnysza. Jego ojciec Jan był kasztelanem zakroczymskim, matka Małgorzata pochodziła z rodziny Kryskich z Drobina. W życiu Stanisława znaczącą rolę odegrał jego brat Paweł, z którym po ukończeniu 15. roku życia został wysłany na studia do kolegium jezuickiego w Wiedniu.

Stanisława charakteryzował zapał do nauki i żarliwa pobożność. W młodym wieku osiągnął dojrzałość prowadzącą do przeżyć mistycznych. Jego wizje po raz pierwszy miały miejsce w 1565 r., w Wiedniu, podczas krótkotrwałej, lecz groźnej choroby. Nagłe uzdrowienie Stanisław przypisywał wstawiennictwu Matki Bożej.

Wcześnie zrodziło się w nim powołanie do życia zakonnego. Mimo wielu przeszkód młody Stanisław usilnie dążył do tego by zostać zakonnikiem. Decyzja o wstąpieniu do zakonu spotkała się ze sprzeciwem ze strony rodziny, zwłaszcza brata Pawła. Stanisław potajemnie udał się pieszo z Wiednia do Bawarii, do jezuitów w Dylindze (650 km). Tamtejszy prowincjał Piotr Kanizjusz odesłał go do Rzymu. Chłopiec pieszo odbył dalszą podróż. 28 października 1567 r. został przyjęty do nowicjatu jezuickiego przez Franciszka Borgiasza. Budował wszystkich uczynnością i pokorą w spełnianiu obowiązków.

Mając 18 lat, złożył śluby zakonne. Niespodziewanie zapadł na malarię, po krótkiej chorobie, przepowiedziawszy swą śmierć, zmarł w wigilię uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 14 sierpnia 1568 r.

Kult Stanisława zrodził się spontanicznie. Kostka został beatyfikowany w 1670 r. Jego kanonizacja odbyła się za papieża Benedykta XIII w 1726 r.

Decyzją polskich biskupów rok 2018 przeżywamy pod szczególnym patronatem tego właśnie Świętego. Wybór nie jest przypadkowy, bo 15 sierpnia 2018 r., obchodziliśmy 450. rocznicę Jego śmierci.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem