Reklama

Jasna Góra: „Puls Niepodległości” na finale Konkursu Choinkowego

2018-01-09 16:58

mir / Częstochowa (KAI)

Grzegorz Jakubowski/KPRP/prezydent.pl
8 stycznia br. Prezydent RP podczas spotkania z przedstawicielami instytucji obywatelskich oraz organizatorami kampanii społecznych z okazji Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej na jednym z będnów wybił „Puls Niepodległości"

„Puls Niepodległości” - specjalny gong, który wybił w poniedziałek prezydent Andrzej Duda, rozpoczynając z organizacjami pozarządowymi stulecie niepodległości, zabrzmiał dziś także na Jasnej Górze. Tym samym w sanktuarium rozpoczęło się świętowanie tego szczególnego polskiego jubileuszu. Inauguracja wpisała się w finał Konkursu na Wieczernikową Choinkę. Drzewka tegorocznej, dziesiątej edycji konkursu, mają patriotyczny wystrój i wyrażają miłość dzieci do Polski.

Na wzór uroczystości w Pałacu Prezydenckim, także na Jasnej Górze miało miejsce uroczyste wybicie gongu. W wielkie talarze uderzył naczelny jasnogórski kapelmistrz Marek Piątek. W ten sposób z udziałem dzieci zostały zainaugurowane obchody stulecia niepodległości Polski.

Za piękne motywy „polskie” dominujące w ozdobach tegorocznych choinek dzieci usłyszały szczególe podziękowanie od przeora Jasnej Góry, o. Mariana Waligóry. - Tak, jak z wieży jasnogórskiej powiewa flaga biało-czerwona, tak tutaj, w Wieczerniku, barwy narodowe są niejako przedłużeniem naszej miłości do Polski – powiedział jasnogórski przeor.

Podkreślił, że to piękny akcent wpisany w jasnogórskie świętowanie 100-lecia niepodległości. Przypomniał, że „Jasna Góra codziennie obdarza naszą Ojczyznę Mszą św. o 15.30, a flaga biało-czerwona powiewająca na jasnogórskiej wieży przypomina nam, że my, i te malutkie dzieci i my dorośli, naprawdę kochamy Polskę”.

Reklama

Przeor wyraził uznanie dla pomysłowości i wielkiego zaangażowania dzieci, ich rodziców i nauczycieli. Przyznał, że sam oddał głos, na jego zdaniem, najpiękniejszą choinkę, ale „miał z tym problem, ponieważ w dniach głosowania trudno wręcz było przebić się przez tłum pielgrzymów oglądających drzewka”.

W konkursie na „Wieczernikową Choinkę” pielgrzymi w ciągu 8 dni oddali prawie 33 tys. głosów. To znacznie więcej niż rok temu. W konkursie wzięło udział 40 placówek szkolno -wychowawczych i przedszkoli arch. częstochowskiej.

Pierwsze miejsce zajęła choinka nr 35 ozdobiona przez uczniów Szkoły Podstawowej im. Władysława Szafera w Żarkach . Na to drzewko zagłosowało 2531 pielgrzymów.

Szkoła z Żarek nie tylko wytrwale startowała we wszystkich edycjach konkursu, ale, jak przyznają uczniowie z wielką sumiennością wykonywali tegoroczne ozdoby. Dominowały polskie barwy. Czubek drzewka ozdobił dużych rozmiarów biały orzeł w koronie. Pod nim znalazła się mapa Polski i bombki z wypisanymi datami: 1918-2018. Biało-czerwone bombki zostały misternie wykonane m.in. z naklejanych cekinów. Jak zapewniały dzieci – każdy wniósł swój wkład w wykonywanie ozdób. Bartek Szczepanek i Piotruś Basista dodali, że w ten sposób chcieli też pokazać, swój patriotyzm. Chłopcy zauważyli też „bycie patriotą na co dzień”, to także solidna nauka, kupowanie rzeczy od polskich producentów i sprzątanie, by w naszej ojczyźnie było pięknie. Jeden z nich marzy o karierze piłkarza, „który będzie rozsławiał nasz kraj”.

Drugie miejsce przypadło Szkole Podstawowej nr 41 w Częstochowie – to drzewko nr 37. Zdobyło 2455 głosów. Jak przyznali uczniowie udział w tegorocznym konkursie był też dla nich piękną lekcją historii. Na ich świerku znalazły się szczególne bombki - podobizny wielkich Polaków jak np. Józefa Piłsudskiego, Ignacego Paderewskiego, A. Mickiewicza, brata Alberta. Inne bombki wykonane zostały techniką decoupage.

Na trzecim miejscu uplasowała się Szkoła Podstawowa w Węglowicach. Uczniowie z tej placówki przystroili choinkę nr 23. W konkursie uczestniczyli po raz pierwszy. Ich choinka była jak polska flaga. Górę drzewka ozdobiły białe bombki, a dół czerwone. Wszystkie wykonane z misternie nawlekanych nici na baloniki, które następnie, po wykrochmaleniu i utrwaleniu, zostały usunięte tworząc niezwykłe ażurowe ozdoby. Swoim „subtelnym wdziękiem” przyciągnęły one wzrok 1923 pielgrzymów.

Także w wystroju innych drzewek znalazło się wiele motywów nawiązujących do obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. I tak w wielu miejscach zamiast gwiazdy na czubku choinki „przysiadł” biały orzeł, bombki i łańcuchy przybrały biało–czerwone barwy. One też dominowały w detalach „zdradzających” np. patrona szkoły. I tak uczniowie ze Szkoły Podstawowej im. Zdobywców Przestworzy w Częstochowie stworzyli bombki ze słojów drzewnych z wymalowanymi na biało-czerwono samolotami i rakietami.

Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy ze zdjęciami ich choinek. Dla wszystkich były cukierki, aniołki. A laureaci trzech pierwszych miejsc otrzymali jeszcze ryngrafy z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej i historyczne gry edukacyjne. Finał uświetniła gra Jasnogórskiej Orkiestry Dętej.

Także na dziedzińcu Jasnej Góry stanęła jubileuszowa bożonarodzeniowa choinka na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości. Wyjątkowe drzewko ozdobił przed świętami Bożego Narodzenia przeor klasztoru z uczestnikami X Konkursu na Wieczernikową Choinkę.

Każda z placówek przygotowała ozdobę nawiązującą do treści patriotycznych ze szczególnym uwzględnieniem roli Matki Bożej Królowej Polski i Jasnej Góry.

Świerki zostały podarowane częstochowskiemu Sanktuarium przez Lasy Państwowe. Ozdobione przez dzieci choinki można jeszcze podziwiać w Jasnogórskim Wieczerniku do 13 lutego, czyli wtorku przed środą popielcową.

Organizatorami Konkursu na Wieczernikową Choinkę są: klasztor OO. Paulinów, Radio Jasna Góra i Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” w Częstochowie.

Tagi:
Jasna Góra

36. Pielgrzymka Ludzi Pracy z udziałem tysięcy osób

2018-09-16 11:53

it / Częstochowa (KAI)

Na Jasnej Górze trwa dwudniowa 36. Ogólnopolska Pielgrzymka Ludzi Pracy. W tym roku jest podziękowaniem za sto lat niepodległości Polski i przypomnieniem, że o niepodległość wyraźnie i skutecznie upomnieli się w sierpniu 1980 r. właśnie ludzie świata pracy. Modlitewne spotkania zapoczątkował bł. ks. Jerzy Popiełuszko, kapelan „Solidarności”.

Bożena Sztajner/Niedziela

W 1983 r. ks. Jerzy Popiełuszko, kapelan „Solidarności”, zorganizował pierwszą pielgrzymkę wtedy robotników Huty Warszawa na Jasną Górę. Inicjatywa ta była aktem masowej mobilizacji Polaków w trudnym czasie łamania ich praw i godności. Zgromadziło się wtedy kilka tysięcy robotników. Ks. Jerzy nie przewodniczył wtedy Mszy św. a jedynie miał modlitwę wiernych. Została wtedy odczytana „Modlitwa dziękczynna robotników”. Pracownicy hut, kopalń, stoczni dziękowali Maryi za to, że była z nimi w celach więziennych w czasie internowania i prosili, aby Królowa Polski ich nie opuszczała. Świadkowie tamtej pielgrzymki uważają, że próbowano kapelana ludzi pracy chronić, bo cały czas był śledzony i inwigilowany.

Ks. Popiełuszko zdążył przygotować jeszcze tylko jedną pielgrzymkę na Jasną Górę, we wrześniu 1984 r. Została ona potraktowana jako II Pielgrzymka Ludzi Pracy.

Od tamtego czasu każdego roku w połowie września świat ludzi pracy spotyka się w Częstochowie, by wspólnie zawierzać swoje najtrudniejsze sprawy Matce Bożej. Naturalnym organizatorem tego wydarzenia stała się i jest do dzisiaj Solidarność. Dwudniowa pielgrzymka gromadzi kilkadziesiąt tysięcy osób z całej Polski. Głównym punktem spotkania jest niedzielna Msza św. na jasnogórskim szczycie. W programie jest też droga krzyżowa, nocne czuwanie oraz okolicznościowe wystawy i prelekcje.

Tegoroczna pielgrzymka odbywa się już po raz 36. Jak napisał w zaproszeniu na nią Piotr Duda, przewodniczący NSZZ Solidarność, pielgrzymowanie w tym roku „zyskuje intencję szczególną – podziękowanie za sto lat niepodległości Polski”. - Ludzka praca i niepodległość nawzajem się warunkują i szczególnie w Polsce są ze sobą integralnie związane. To przecież w naszym kraju o niepodległość wyraźnie i skutecznie upomnieli się w sierpniu 1980 r. właśnie ludzie pracy – napisał przewodniczący.

Przypomniał słowa bł. Ks. Jerzego wypowiedziane kilka miesięcy przed męczeńską śmiercią: „mamy obowiązek pielęgnować nadzieję Sierpnia’80” i podkreślił: „udajemy się na Jasną Górę po to, by tę nadzieję pielęgnować i prosić o pomyślność dla naszej Ojczyzny”.

Z organizacją pielgrzymki wiąże się tradycja peregrynacji obrazu Matki Boskiej Robotników Solidarności. Każdego roku podczas Mszy św. w Częstochowie przejmuje go ten region, który będzie organizował pielgrzymkę Ludzi Pracy w roku kolejnym. W 2018 r. obraz przebywał w parafiach diec. szczecińsko-kamieńskiej, duchowo przygotowując członków „Solidarności” do pielgrzymki. Nawiedził rekordową liczbę 53 parafii. Kolejnym Regionem, który przejmie obraz i zorganizuje pielgrzymkę w roku 2019 będzie Podkarpacie.

Dziś o 9.15 rozpoczęła się modlitwa różańcowa. Na 10.40 zaplanowano wystąpienie Przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy. O 11.00 Mszy św. na szczycie przewodniczyć będzie abp Józef Kupny z Wrocławia, krajowy duszpasterz Ludzi Pracy a homilię wygłosi abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Nie zapomnijmy o 17 września 1939 r.

Jerzy Andrzej Skrodzki
Niedziela Ogólnopolska 38/2006, str. 21

17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na tereny II Rzeczpospolitej, położone na wschód od linii Narew-Wisła-San. Był to efekt tajnego paktu Ribbentrop-Mołotow, podpisanego 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie, który ustalał "strefy interesów Niemiec i ZSRR" na terytorium Polski.

Ehlert, Max / wikipedia.pl
Spotkanie żołnierzy Wehrmachtu i Armii Czerwonej we wrześniu 1939 r. na wschód od Brześcia.

Dziś nie powinniśmy zapomnieć o ziemi, po której stąpały całe pokolenia Waszych przodków.
Wiktoria Blacharska,
„Brasławszczyzna”, Gdańsk 2004

Wschodnia połowa przedwojennej Polski była spolonizowana, ale wielokulturowa i wielonarodowa. Było to dziedzictwem Polski Jagiellońskiej, bo nie wyobrażano sobie Polski bez Wilna, Grodna, Lwowa i Kresów.
Gdy w 1939 r. szykowała się niemiecka napaść na Polskę, władze polskie podpisały sojusz wojskowy z Wielką Brytanią i Francją, który przewidywał ich wystąpienie zbrojne w 14. dniu po wypowiedzeniu przez nie wojny. Termin ten zbiegł się z sowiecką agresją na wschodnią Polskę. Nasi sojusznicy wycofali się ze swych obietnic, twierdząc, że układ przewidywał tylko wojnę z Niemcami. Jak pokazały późniejsze dzieje II wojny światowej, utrata wschodniej Polski była na rękę aliantom pomimo protestów emigracyjnego rządu polskiego. Wtedy nie było powszechnie wiadome, że zawarty 23 sierpnia 1939 r. układ o nieagresji pomiędzy Niemcami a Sowietami zawierał tajny protokół o wspólnym rozbiorze Polski. I tak 17 września 1939 r. zaczęła się wojna Sowietów z Polską, zwana „nożem w plecy”. Front był rozległy - od Łotwy do Rumunii. Nie było to przewidziane przez władze polskie. We wschodniej Polsce zgromadzone były olbrzymie zapasy wojenne dla stawienia ostatecznego oporu Niemcom, ale wojska tam były nieliczne, głównie Korpus Ochrony Pogranicza. Dzisiejsze badania historyków wskazują, że wojska niemieckie były już wówczas zmęczone i cierpiały z powodu braku materiałów i paliw. Sowiecka agresja przyszła im w porę. Stało się to 17 września o godz. trzeciej w nocy, gdy w Moskwie ambasadorowi Wacławowi Grzybowskiemu wręczono notę o rozpoczęciu działań wojennych przeciwko Polsce. Ambasador Grzybowski nie przyjął tej noty - rząd polski był jeszcze w kraju, nadal trwały walki z Niemcami.

Atak sowiecki był niespodziewany - Armia Czerwona zaskoczyła polskie placówki; gdy żołnierze byli jeszcze we śnie, przez otwarte okna do sal sypialnych wrzucano granaty, uprzednio zabijając wartowników. Trudno ustalić wielkość tego uderzenia. Źródła niemieckie oceniają te siły na 20-24 dywizje piechoty, 15 dywizji kawalerii i 9 brygad czołgów. Użyto również samolotów bombowych.

Historia tej wojny jest wciąż w stadium opracowań. Mówi się o obronie Wilna i Grodna, o bohaterstwie żołnierzy KOP-u, o marynarzach Flotylli Pińskiej. Cała wschodnia część Polski była objęta beznadziejnymi walkami z Sowietami. Wielu generałów dostało się do niewoli. Władysław Anders, ranny, dostał się do osławionego więzienia NKWD na Łubiance w Moskwie. Mieczysław Smorawiński i Bronisław Bohaterowicz zginęli w Katyniu i mają swoje osobne, zidentyfikowane jeszcze przez Niemców mogiły. Zasłużyli się jako obrońcy Kresów gen. Wilhelm Orlik-Rückemann, gen. Władysław Langner i gen. Franciszek Kleeberg - bohater późniejszej bitwy z Niemcami pod Kockiem. Sowieci jeńców polskich pędzili w długich marszach. Zaczęły się aresztowania i wywózki ludności polskiej.
Dopiero po 1989 r. z trudem przebijała się prawda o 17 września 1939 r. Dowodzą tego choćby trudności z pomnikiem mającym upamiętnić walki z Sowietami i masowe wywózki ludności na Wschód. Ówczesne władze Warszawy wręcz nie chciały tego pomnika. Wreszcie po długich przetargach znalazł on dobre miejsce w ruchliwym punkcie Warszawy.

Autorem pomnika jest Maksymilian Biskupski, a odsłonięto go 17 września 1995 r. Pomysł dzieła jest genialny - przedstawia on wagon towarowy pełen krzyży, a na podkładach toru umieszczono napisy z miejscami bitew i deportacji. Co roku 17 września odbywa się tutaj apel poległych i cały pomnik płonie zniczami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Chopin w ciele kobiety

2018-09-18 12:06

Agata Iwanek

Miała 25 lat, kiedy opuściła Wrocław i wyjechała do Włoch. Dziś coraz częściej wraca do Polski, bo właśnie tutaj chce promować niezwykłą płytę, na której nagrała zapomniane pieśni Chopina. O miłości do Polski i muzyki w rozmowie z Agatą Iwanek opowiada światowej sławy sopranistka Dominika Zamara.


Agata Iwanek i Dominika Zamara we wrocławskiej redakcji Niedzieli

Skąd miłość do muzyki?

Śpiewałam od zawsze. Mój dziadziuś grał na organach i od małego inspirował mnie do sztuki. Inspirował mnie także kościół. Śpiewałam w Kościele Świętego Krzyża, pamiętam pierwsze schole, w których byłam solistką

Jak Dominika Zamara stała się gwiazdą opery?

Byłam dobrą studentką wrocławskiej Akademii Muzycznej na wydziale wokalnym. Od drugiego roku zawsze miałam stypendium naukowe, już wtedy koncertowałam. W końcu moja pani profesor, Barbara Ewa Werner, powiedziała, że jest możliwość wygrania stypendium do Włoch. Zupełnie w to nie wierzyłam, ale wzięłam udział w konkursie. Po miesiącu dostałam telefon, że się udało! To było marzenie mojego życia i faktycznie całkiem je odmieniło. Miałam 25 lat, kiedy wyjechałam. We Włoszech nauczyłam się bel canto – śpiewu wybitnych mistrzów opery, który do dzisiaj jest moją pracą.

Czy polskie realia odbiegały od włoskiej rzeczywistości?

Śpiewu uczył mnie maestro Enrico De Mori, niezwykły dyrygent, pianista Marii Callas. To on odkrył biedną studentkę z Polski. Realia były na początku bardzo ciężkie. Miałam stypendium, ale to były niewielkie pieniądze, a mistrz tak uwierzył we mnie, że udzielał mi lekcji za darmo. Uczył mnie oper i całej techniki śpiewu włoskiego, której używa się w Teatro alla Scala, czyli najważniejszych teatrach na świecie. W ramach odpracowania lekcji koncertowałam z jego orkiestrą. To była moja zapłata, a tak naprawdę wspaniała szkoła i prestiż. Pod mistrzowską batutą mogłam śpiewać w Weronie, czy Mediolanie. Zadebiutowałam w roli Mimi w operze Pucciniego pt. „Cyganeria”. W ten sposób nauczyłam się, jak pracować nad operą profesjonalnie. Wokalnie, interpretacyjnie i z włoską wymową.

Co ze znajomością języka?

Na wrocławskiej Akademii Muzycznej mieliśmy bardzo dobry poziom języka włoskiego. Szkoliła nas pani Tołłoczko, która była bardzo wymagająca. Mimo że ktoś doskonale śpiewał, mógł „wylecieć” z wokalistyki przez włoski! Wiele jej zawdzięczam. Nieustannie przepytywała, krzyczała, ale była świetna. Dzięki niej, gdy wyjeżdżałam z Polski, znałam praktycznie całą włoską gramatykę. Jak ktoś z mojego roku nie zrobił kariery wokalnej, to miał szansę mieć drugi zawód, ponieważ szedł na italianistykę.  

Ulubione miejsce we Wrocławiu?

Ostrów Tumski. To jest takie metafizyczne, duchowe miejsce, które inspiruje. Serce Wrocławia. Mieszkam dwa kroki stąd na ulicy św. Marcina przy siostrach zakonnych i kiedy jestem w Polsce, odbywam tu długie, nocne spacery. Mój ulubiony Kościół, to Kościół Matki Boskiej na Piasku. Za każdym razem, gdy się tam modlę, czuję niesamowitą duchową więź.

 A muzycznie?

Oczywiście Narodowe Forum Muzyki. Pan profesor Kosendiak organizuje tam wiele godnych uwagi wydarzeń. Jest też opera, a koneserom sztuki lżejszej polecam Capitol jako połączenie teatru i śpiewu.

Jeżeli jesteśmy przy łączeniu śpiewu z teatrem – opera to też teatr?

Tak, oczywiście. Właśnie to kocham w operze – to nie jest zwykłe śpiewanie, tylko interpretacja, wejście w postać. Tam jest bardzo dużo teatru. Utożsamiam się z postacią, którą gram. Czasem muszę się nauczyć na pamięć 300 stron, ale to szukanie klucza interpretacji jest niezwykłe. Postaci opery są z reguły bardzo dramatyczne. Moim debiutem była postać Mimi z Cyganerii. Mieszkałam w Veronie tak jak ona, też w mieszkaniu artystycznym. Ona na koniec umiera i właśnie jak wystawiałam tę operę, to czułam, jakby część mnie też umarła na chwilę. To takie mocne utożsamianie się. Powiem szczerze, że wpływa to na psychikę, ale w muzyce lubię bardziej dramatyzm, niż komizm.

Opera to wyjątkowe stroje, makijaż i uczesanie, czy w życiu osobistym także wyraża Pani siebie w ten sposób?

Oczywiście! Na scenie jest to pewna charakteryzacja, ale w życiu codziennym także bardzo lubię się wyróżniać. Nie ukrywam, my artyści lubimy być inni, ale nie celowo, pozersko, to wynika z podświadomości. Lubimy być jacyś, nie lubimy być szarzy. Ja to lubię.

Dlaczego Polacy nie słuchają opery?

Po pierwsze bariera językowa. W Polsce stawia się na tekst. Opery są pisane głównie w języku włoskim, który jest najbardziej śpiewny i teatralny. Mimo że mamy libretto w ręku, bądź tekst jest wyświetlany, to trzeba mieć tę podzielność uwagi, a i tak nie zawsze wszystko się rozumie, ponieważ język opery, to język metafor. Szukanie tego klucza jest bardzo ciekawe, ale trudne. Poza tym media nie promują tak bardzo opery, jest to dla nich sztuka niezrozumiała. U nas w Polsce tylko elita intelektualna uczęszcza do opery. We Włoszech jest to sztuka popularna, nawet takie proste rodziny słuchają arii operowych i znają je całe na pamięć.

Skąd pomysł na nagranie płyty z utworami Chopina?

To mój ukochany polski kompozytor. Mało kto zna twórczość wokalną Chopina, mało kto wie, że kochał operę. Nigdy sam jej nie napisał, ale stworzył piękne pieśni. Postanowiłam je zaśpiewać i wydać na płycie. Pomysł zrodził się głównie z sentymentu i nostalgii za Polską. Chopin też wyemigrował. Też po to, żeby zrobić karierę. Poza tym lubię promować kulturę polską. Często przemycam pieśni Chopina, Moniuszki, Paderewskiego, czy Szymanowskiego na światowe sceny. Płyta cieszy się już dużą popularnością. Jest przetłumaczona na trzy języki: polski, angielski i włoski.

Czy Chopin za życia był w Polsce doceniany?

Na początku nie, wcześnie wyemigrował. Sytuacja była tutaj bardzo ciężka. Po nieudanych próbach zaistnienia w Wiedniu wyjechał na szczęście do Paryża, gdzie spotkał węgierskiego kompozytora Ferenca Liszta, wirtuoza fortepianu. Dzięki niemu został zauważony.

Wyjazd z kraju, kariera międzynarodowa, odkrycie przez mistrza… Wiele analogii. Czy niedocenienie w ojczyźnie też się do nich zalicza?

Dobre pytanie. Nie wiem jak na nie odpowiedzieć. To stypendium było moim wyborem i przeznaczeniem. Dzięki niemu mogłam rozwinąć karierę międzynarodową, a w Polsce nie miałabym takiej możliwości, jednak z perspektywy czasu bardzo tęsknię za ojczyzną – stąd ten ukłon i wydanie płyty z utworami Chopina. Teraz widzę, że jestem coraz częściej zapraszana do Polski, polskich filharmonii. Jestem tu coraz bardziej doceniana.

Czy możemy dowiedzieć się więcej o współpracy z Watykanem?

Od lat nieoficjalnie współpracowałam z Watykanem. To najważniejszy mecenat kultury we Włoszech. Księża, kardynałowie, sam papież, to wspaniali ludzie wspierający kulturę i kochający ją, szczególnie muzykę sakralną. W tym roku zadzwonił do mnie kardynał Jean Marie Gervais i zaprosił mnie do Watykanu. Tam zaproponował mi stałą współpracę. To ogromne wyróżnienie.

Gdzie rodacy mogą Panią usłyszeć?

Płytę można kupić internetowo, mam też zaplanowane koncerty w Polsce. 21 września będę po sąsiedzku w Czechach, 27 września w jeleniogórskiej Filharmonii, a 5 października w Warszawie. Serdecznie zapraszam.








CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem