Reklama

27 grudnia - wspomnienie św. Jana, Apostoła i Ewangelisty

2017-12-27 07:46

rl, mp, brewiarz.pl / Warszawa (KAI)

pl.wikipedia.org
Św. Jan Ewangelista – marmurowa rzeźba Donatella z lat 1408-15

Dziś, 27 grudnia, Kościół obchodzi wspomnienie św. Jana, Apostoła i Ewangelisty. W tym dniu święci się wino, które podaje się wiernym do picia. Jest to bardzo stara tradycja Kościoła, sięgająca czasów średniowiecza.

Jan był prorokiem, teologiem i mistykiem. Był synem Zebedeusza i Salome, młodszym bratem Jakuba Starszego. Jan pracował jako rybak. O jego zamożności świadczy fakt, że miał własną łódź i sieci. Niektórzy sądzą, że dostarczał ryby na stół arcykapłana - dzięki temu być może mógł wprowadzić Piotra na podwórze arcykapłana po aresztowaniu Jezusa. Ewangelia odnotowuje obecność Jana podczas Przemienienia na Górze Tabor, przy wskrzeszeniu córki Jaira oraz w czasie konania i aresztowania Jezusa w Ogrodzie Oliwnym.

W Dziejach Apostolskich św. Jan występuje jako nieodłączny towarzysz św. Piotra. Obaj idą do świątyni żydowskiej na modlitwę i dokonują u jej wejścia cudu uzdrowienia paralityka.

Jan przebywał przez wiele lat w Jerozolimie, potem w Samarii, następnie w Efezie. Tam też napisał Ewangelię i trzy listy apostolskie. Wynika z nich, że jako starzec kierował niektórymi gminami chrześcijańskimi w Małej Azji. Z Apokalipsy natomiast dowiadujemy się, że były to: Efez, Smyrna, Pergamon, Tiatyra, Sardes, Filadelfia i Laodycea.

Reklama

W dniu św. Jana święci się wino, które podaje się wiernym do picia. Jest to bardzo stara tradycja Kościoła, sięgająca czasów średniowiecza. Związana jest z pewną legendą, według której św. Jan miał pobłogosławić kielich zatrutego wina. Wersje tego przekazu są różne. Jedna mówi, że to cesarz Domicjan, który wezwał apostoła do Rzymu, by tam go zgładzić, podał mu kielich zatrutego wina. Św. Jan pobłogosławił go, a kielich się rozpadł.

Dziś ta tradycja ma inną wymowę. Głównym przesłaniem Ewangelii według św. Jana jest miłość. Dlatego, gdy podaje się owo wino, mówi się „pij miłość św. Jana”. Bo wino – sięgając do biblijnych korzeni – oznacza szczęście, radość, ale również cierpienie i miłość. Czerwony, a taki był najczęstszy jego kolor, to barwa miłości.

Jan jest patronem Albanii i Azji Mniejszej, a także aptekarzy, zawodów związanych z pisaniem i przepisywaniem.

W ikonografii św. Jan przedstawiany jest jako stary Apostoł, czasami jako młodzieniec w tunice i płaszczu, rzadko jako rybak.

Tagi:
wspomnienia

Cichy bohater z Kuźniczyska

2018-01-03 12:37

Ks. Bogdan Giemza SDS
Edycja wrocławska 1/2018, str. IV

W dziewiątym rozdziale Dziejów Apostolskich mamy opis wydarzenia, które na tle innych zdarzeń, bardzo istotnych dla rozwoju Kościoła, może wydawać się mało znaczące. W mieście Jafa żyła kobieta imieniem Tabita. Św. Łukasz charakteryzując ją napisał, że „czyniła wiele dobrego” i „dawała hojne jałmużny”. Musiała być sławna, skoro zapamiętali ją nie tylko chrześcijanie wywodzący się z Żydów, ale także ci, którzy wywodzili się z pogan

Archiwum ks. Bogdana Giemzy
Krzysztof Lewczak na tle pracowni w Kuźniczysku

Zapamiętali ją pod greckim imieniem Dorkas, czyli Gazela. Śmierć Tabity musiała być wstrząsem także dla bliskich i przyjaciół, a pamięć o jej pięknym życiu skłoniła ich, by wezwali Apostoła Piotra, który przebywał wówczas w Liddzie leżącej blisko Jafy. Nie wiemy czy po to, by przewodził uroczystemu pogrzebowi, czy też liczyli po cichu na cud. Kiedy Piotr przybył, „otoczyły go wszystkie wdowy i pokazywały mu ze łzami w oczach chitony i płaszcze, które Dorkas zrobiła im za swego życia” (Dz 9, 39). Zauważmy, że dzieła miłosierdzia Tabity są argumentem wobec Piotra. W ten sposób wypowiedziały swój żal po stracie kogoś, kto był dla nich dobry, czuły i kochający. Być może, nie mogąc się pogodzić ze śmiercią Tabity, kobiety miały pretensje do Boga i stawiały sobie pytania o Bożą sprawiedliwość. Piotr wskrzesza Tabitę. To spowodowało, że nowe osoby uwierzyły w to, że Zmartwychwstały Jezus jest dawcą życia. Nie tylko Biblia, ale i nasza rzeczywistość jest pełna osób, których śmierć nie tylko prowokuje do płaczu, ale jednoczy wokół dobra, które pozostawiły po sobie.

CV Krzysztofa

Przywołuję biblijne wydarzenie, bo podobne odczucia miałem uczestnicząc 19 grudnia 2017 r. w Kuźniczysku (parafia Czeszów w archidiecezji wrocławskiej) w pogrzebie Mariana Krzysztofa Lewczaka. Chociaż na tabliczce na krzyżu nagrobnym umieszczono „Marian Lewczak”, to znany był bardziej jako Krzysztof, czy zdrobniale Krzysiek.

Z powinności kronikarskiej podaję, że Krzysztof urodził się 14 sierpnia 1960 r. w Brzegu, wychował zaś w Lewinie Brzeskim. W 1978 r. ukończył Szkołę Rzemiosł Artystycznych w Jeleniej Górze, a w następnym zamieszkał w Trzebnicy. Kilka lat temu sam zaprojektował i wykonał pracownię na obrzeżach wsi Kuźniczysko, kilkanaście kilometrów od Trzebnicy, gdzie zamieszkał i pracował do śmierci. Malownicze obejście pracowni obejmowało fragment lasu, łąki z małym stawem i naturalną granicę zamkniętą rowem melioracyjnym z wodą. Ostatnie kilkanaście miesięcy jego życia naznaczone było bolesnym doświadczeniem zmagania się z chorobą nowotworową. Zmarł 16 grudnia 2017 r. w Ośrodku Medycyny Paliatywnej i Hospicyjnej Będkowo k. Trzebnicy. Mimo choroby, niemalże do końca pracował. Na miesiąc przed śmiercią, gdy był bardzo osłabiony, pożyczył od znajomych wkrętarkę. Nie mogąc już pracować nad monumentalnymi rzeźbami, chciał wykonywać małe krzyże Chrystusa i w ten sposób służyć talentem oraz zarabiać na swoje utrzymanie. Jak powiedział ks. Jacek Tomaszewski, proboszcz z Czeszowa, w dniu 12 grudnia 2017 r. w czasie odwiedzin chorych podczas parafii parafialnych rekolekcji adwentowych, wyspowiadał się i przyjął Komunię św. Był już „swój”

Chociaż Krzysztof Lewczak w Kuźniczysku mieszkał zaledwie kilka lat, to uroczystości pogrzebowe odbyły się w miejscowym kościele filialnym i został pochowany na miejscowym cmentarzu. Przez mieszkańców wioski, mimo iż był postrzegany jako ktoś nowy, artysta, rzeźbiarz, po części może „dziwak” z racji swojego sposobu ubierania się i bycia, to jednak został polubiony jako „swój”.

Jak podkreślał ks. proboszcz i sami mieszkańcy Kuźniczyska, takiego pogrzebu jeszcze tutaj nie widziano – zarówno co do ilości uczestników żałobnej uroczystości, jak również całościowej oprawy liturgii. Eucharystię celebrowało pięciu kapłanów pod przewodnictwem ks. Jacka Tomaszewskiego z Czeszowa. Kościół, mimo chóru okalającego prawie całe wnętrze, nie pomieścił rodziny, przyjaciół i mieszkańców wioski. Wśród uczestników pogrzebu można było zauważyć przedstawicieli władz samorządowych, osoby z różnych sfer i grup zawodowych, grupę harleyowców, orkiestrę dętą z Trzebnicy, zespół muzyczno-wokalny. Dodatkowy klimat tworzyła natura: popołudniowa, grudniowa pora, padający śnieg – procesja w mroku na cmentarz oraz dźwięki marsza żałobnego w wykonaniu orkiestry i wycie silników harleyów.

Wspomnienia mają kolor…

W homilii i przemówieniach podkreślano prostotę i dobroć oraz bezpośredniość w nawiązywaniu kontaktów przez Krzysztofa. Mówiono, że Zmarły przebywa teraz w pracowni niebieskiej u Boga, a ks. Kazimierz Sroka z parafii pw. św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu zapraszał na wernisaż licznych rzeźb, które Krzysztof wykonał do tego kościoła. W innym tonie utrzymane było pożegnanie córki, która mówiła o trudnej relacji ze zmarłym ojcem. Stwierdziła, że w palecie barw są barwy jasne i ciepłe oraz ciemne i zimne. Wyznała, że zazdrości tym, którzy doświadczyli ciepłych i jasnych barw od Zmarłego, bo ona jako córka, ma w pamięci raczej barwy ciemne i zimne.

Szukał Boga, który Go chciał

Chciał możliwie jak najmocniej doświadczyć bliskości Boga. W ostatnim okresie prawie codziennie przyjeżdżał na wieczorną Mszę św. w trzebnickiej bazylice i miał swoje miejsce przy pierwszym filarze przed kaplicą, gdzie jest całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Charakterystyczne było również to, że po Mszy św. nie wsiadał od razu do swojego auta lub na harleya, by wrócić do Kuźniczyska, lecz stał przed bazyliką i rozmawiał z różnymi ludźmi. Jakby przeczuwał, że czas jego ziemskiego życia dobiega kresu.

Ważna była jego droga wiary i osobista więź z Bogiem. W pamięci noszę rozmowę w jego pracowni, gdy podarowałem mu Biblię Jerozolimską…

Rzeźby, które zrobił za swego życia

Przywołałem na początku biblijne wydarzenie, w którym mowa, że kobiety pokazywały Apostołowi Piotrowi ze łzami w oczach chitony i płaszcze, które Dorkas zrobiła im za swego życia. Podobnie można powiedzieć o dorobku Krzysztofa Lewczaka. Na pewno zasługuje on na osobne opracowanie i obszerną dokumentację. Był rzeźbiarzem o uznanym dorobku artystycznym w Polsce i za granicą. Jego prace znajdują się w wielu miejscach w Polsce, Stanach Zjednoczonych i w Niemczech. Dominują wśród nich rzeźby o charakterze sakralnym wykonywane w drewnie i w kamieniu. Chyba najwięcej można ich znaleźć we wspomnianym kościele św. Franciszka z Asyżu we Wrocławiu. Także wrocławska katedra może poszczycić się jego dwoma pokaźnymi rzeźbami: św. Edyty Stein i św. Zygmunta Gorazdowskiego, które zostały umieszczone na frontonie południowej wieży. Wiele prac Krzysztofa znajduje się też w kościele parafialnym Matki Bożej Pocieszenia (Our Lady of Consolation Parish) na Brooklynie w Nowym Jorku, gdzie posługują salwatorianie z Polski.

Nie można nie wspomnieć o wątku patriotycznym w twórczości Zmarłego. Do niego zalicza się m.in. popiersie gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” na osiedlu AK w Opolu, czy płaskorzeźba poświęcona katastrofie smoleńskiej znajdująca się przed wspomnianym kościołem Matki Bożej Pocieszenia w Nowym Jorku.

Hołd dla Zmarłego

Kościół poprzez liturgię pogrzebową towarzyszy chrześcijaninowi, tak, jak to czynił sakramentalnie podczas całej jego ziemskiej pielgrzymki, na końcu jego drogi, aby oddać go „w ręce dobrego Ojca”. Zachowujemy w pamięci osobiste wspomnienia i pamiątki po zmarłych. Ważne jest również to, aby ich dobre dzieła były przez nas kontynuowane. Również w przypadku Krzysztofa Lewczaka największym hołdem będzie kontynuowanie jego dzieła prostoty i dobroci oraz wiary. Innym, ważnym wyrazem pamięci będzie opracowanie dokumentacji jego prac znajdujących się w miejscach publicznych i w prywatnych zbiorach. Ważne, abyśmy pamiętali o dziełach tych, których Bóg obdarzył szczególnym talentem. Tych, z Państwa, którzy Krzysztofa znali, albo są w posiadaniu dzieł jego autorstwa ośmielam się prosić o przesłanie na mój adres osobistych wspomnień i fotografii związanych z życiem i twórczością Krzysztofa. Być może wspólnymi siłami uda nam się odtworzyć drogi, które pokonywały rzeźby – wytwory jego rąk i serca, a opowiedziane historie dopełnią bogatą kronikę życia.

Kontakt z autorem:

Ks. Bogdan Giemza SDS

ul. Jana Pawła II 3

55-100 Trzebnica

e-mail: bogdan@sds.pl

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bawaria: od 1 czerwca krzyże we wszystkich urzędach państwowych

2018-04-25 10:25

tom (KAI) / Monachium

Rząd krajowy w Monachium postanowił, aby od 1 czerwca br. we wszystkich budynkach państwowych Bawarii zawisły krzyże. Jak oświadczyła Kancelaria Wolnego Państwa Bawarii w przyszłości w widocznym miejscu w wejściu do urzędu powinien zawisnąć krzyż jako "widoczny znak uznania podstawowych wartości porządku prawnego i społecznego w Bawarii i Niemczech".

B.M. Sztajner

W tym celu Rada Ministrów postanowiła zmienić zasady ogólnego regulaminu działania organów Wolnego Państwa Bawarii. Do jego wprowadzenia zobowiązane są od 1 czerwca urzędy gminne, powiatowe i okręgowe.

- Krzyż jest fundamentalnym symbolem naszej bawarskiej tożsamości i sposobu życia - oświadczył premier Bawarii Markus Söder (CSU) i dodał: "Stoi on za elementarnymi wartościami takimi jak miłość bliźniego, ludzka godność i tolerancja". Po ogłoszeniu decyzji premier Söder zawiesił krzyż w wejściu Kancelarii Wolnego Państwa Bawarii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Przemysł pogardy

2018-04-25 20:33

Ks. Paweł Rozpiątkowski

Kiedy rzuciłem okiem na ten tytuł, choć przecież to nie pierwszy spotkany przeze mnie przypadek takiej metody manipulacji, zrobiło mi się niedobrze. Do szpiku zmroził mnie stopień pogardy zawarty w tych kilku słowach: „Znany działacz antyaborcyjny ma nową pracę, został konsultantem wojewódzkim.” Cóż w istocie znaczą te słowa? Ano tyle, że „Pan nikt” dostał pracę. Przecież a przecież „Pan nikt”, nie powinien dostawać pracy, bo „Pan nikt” jest zerem. Ten „Pan nikt”, to lekarz, który leczył i ratował życie wielu ludziom. Profesor, który wykształcił tysiące innych lekarzy. Tylko dlatego, że twardo opowiada się za życiem został nazwany pogardliwie „znanym działaczem antyaborcyjnym”. Czyli właśnie nikim. Chodzi o prof. Chazana.

BOŻENA SZTAJNER

Wiele już napisano o przemyśle pogardy, który był wymierzony w śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Powstały cale analizy działań jego przeciwników politycznych zmierzających do obalenia godnościowych podstaw jego prezydentury. A to pisano o kartoflu. A to zadawano pytania czy prezydent jest alkoholikiem. W ten sposób również starano się wmówić społeczeństwu, że Lech Kaczyński jest nikim. Wielu w to uwierzyło i wierzy nadal.

Przemysł pogardy nadal dobrze funkcjonuje. Jego tryby mielą dziś co znaczniejszych, co odważniejszych obrońców życia. Używane są najbardziej nieczyste chwyty. Prawdziwa wolna amerykanka.

Wściekłą histerię wywołuje np. pokazanie w przestrzeni publicznej niewinnego i prawdziwego zdjęcia kilkutygodniowego dziecka zrobionego za pomocą ultrasonografu. Niedawno w Rzymie urzędnicy wystraszeni przez agresywnych lewaków nakazali je usunąć natychmiast. Nad Wisłą też to przerabialiśmy. Ileż razy urzędnicy nakazywali usunąć, albo bezprawnie niszczono, czy organizowano „społeczne” pikiety przeciw wystawom podobnych zdjęć. To ze strachu, bo odkłamują one aborcjonistyczną narrację pokazując czarno na białym, że pod sercem matki żyje nie płód, ale człowiek. Każdy z nas w piątym czy dziesiątym tygodniu życia tak wyglądał, a że nie jest podobny do siebie dzisiaj? Przecież wielu ma kłopoty z rozpoznaniem siebie na zdjęciach z dzieciństwa. Człowiek się przecież zmienia.

Kilka tygodni temu oglądałem w telewizji dyskusję Kaji Godek z dwoma feministkami. Jedną z nich była prowadząca program w TVN 24 znana dziennikarka. Kaja Godek dala sobie radę doskonale, mimo, że naprzeciw siebie miała nie skrywające niechęci, wściekłości i pogardy dwie lwice, które najchętniej by ją zakneblowały.

I wreszcie fizyczny atak. Ten na Kurię Biskupią w Warszawie z niewybrednymi hasłami, ba groźbami wobec biskupów i księży po tym jak Episkopat Polski wyraził wsparcie dla społecznej inicjatywy „Zatrzymaj aborcję”. Napastnicy gotowi byli na pewno poszturchać. Nie zawahaliby się przed poturbowaniem, a może i znaleźliby się tacy nakręceni, którzy odważyliby się zabić. Nie przesądzam. Boję się tylko, bo widząc nienawiść w czystej postaci, a także przyzwolenie i brak potępienia takich haseł i działań ze strony wspierających mediów, nie mając zbyt bujnej wyobraźni potrafię to sobie jednak wyobrazić.

I co wobec tego? Schować głowę w piasek? Jak struś. To najgorsze, co można zrobić. Gdy chodzi o życie nie można odpuścić „dla świętego spokoju”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem