Reklama

Sekretarz Caritas Polska: Dzieci w Aleppo marzą o powrocie do życia sprzed wojny

2017-12-23 10:14

rozmawiała Dorota Abdelmoula / Aleppo (KAI)

Ks. Rafał Cyfka

Na Święta dzieci w Aleppo nie marzą nawet o prostych zabawkach. Siedmioletni Ibrahim chciałby, by powrócili jego tata i dwójka braci, którzy zginęli na wojnie. Kolejne dzieci, o życiu sprzed wojny, kiedy chodziły do szkoły i na plac zabaw - relacjonuje w rozmowie z KAI sekretarz Caritas Polska ks. Marcin Schmidt, który przebywa w Syrii i spędzi Boże Narodzenie z mieszkańcami Aleppo.

Publikujemy treść rozmowy:

Dorota Abdelmoula (KAI): Mówiąc o Syrii, często wspomina się, że są to tereny początków chrześcijaństwa, opisywane na kartach Pisma Świętego. Jak ta biblijna ziemia wygląda dziś, tuż przed świętami Bożego Narodzenia?

Ks. Marcin Schmidt: Istotnie, Syria, to ziemia wielokrotnie wymieniana w Biblii, która odegrała bardzo ważną rolę w tym, co możemy nazwać "geografią świętości". Właśnie tu znajduje się m.in. Damaszek, gdzie miało miejsce nawrócenie św. Pawła. Ponadto, jak pamiętamy z Dziejów Apostolskich, to właśnie w Antiochii Syryjskiej, czyli w Syrii, wyznawcy Chrystusa zostali nazwani chrześcijanami.
Dziś chrześcijanie tworzą tu wielobarwną mozaikę Kościołów: mamy tu wspólnoty syriackokatolickie, maronickie, greckokatolickie, łacińskie oraz obrządków prawosławnych. W sumie jest ich 12. Trzeba jednak pamiętać, że liczba chrześcijan zmniejszyła się dziś w Syrii o 75 proc. Przed wojną żyło w Aleppo ok. 300 tys. chrześcijan. Dziś, mówi się, że pozostało ich tu ok. 30-35 tys. I oni tak, jak tylko mogą przygotowują się do świąt Bożego Narodzenia.
W ostatnich dniach uczestniczyłem tu w kilku nabożeństwach, przygotowujących do Bożego Narodzenia. W czwartek np. byłem w kościele greckokatolickim i było to niezwykłe doświadczenie. Ci ludzie naprawdę żyją wiarą i nadzieją, że narodzi się Książę Pokoju, który naprawdę ogłosi w końcu pokój na świecie. Wierzą, że On potrafi przekuć broń na lemiesze - bo dziś potrzeba tu ogromnej pracy, by odbudować ich życie, ich domy, kościoły, szkoły, miejsca pracy.

- W Polsce te przygotowania wyglądają nieco inaczej: na ulicach miast widać świąteczne iluminacje, udekorowane witryny, promocje w centrach handlowych. A co Ksiądz widzi, wychodząc na ulice Aleppo?

- Dobrze, jeśli w ogóle coś widać. Mówię tak, bo w ostatnich dniach Aleppo znów jest bez prądu, który jest tu dostarczany tylko na kilka godzin w ciągu doby, a jesteśmy w okresie zimowym - czyli o godz. 15.00 bardzo szybko zapada tu zmrok. W ostatnich dniach poruszamy się tu w absolutnych ciemnościach.

Natomiast jeśli chodzi o przygotowania do Bożego Narodzenia, to świątecznej atmosfery prawie tu nie czuć. Jedynym akcentem jest wielka choinka, ustawiona na głównym placu miasta, obok której widnieje pokaźnych rozmiarów portret prezydenta i życzenia, w języku rosyjskim. Przy tej choince żołnierze i cywile, chrześcijanie i muzułmanie robią sobie "selfie".
Tym niemniej Aleppo, to dzisiaj bardzo smutne miasto. W zasadzie możemy mówić o dwóch jego częściach: centralnej, chrześcijańskiej, która ucierpiała w czasie wojny, ale nie została całkowicie zniszczona. Tam próbuje pomału przebijać się jakiś optymizm. Otwierane są pierwsze sklepy, a nawet pierwsze kawiarnie, gdzie zaczyna być widoczny bardzo powolny ruch ludzi.
Jednak druga część miasta, czyli wschodnie Aleppo, jest bardzo zniszczona. Szczerze mówiąc, to widok, który wywołuje bardzo niedobre emocje: bezsilność wobec ogromu zniszczenia, wobec ogromu biedy. Odwiedzałem w ostatnich dzielnice wschodniego Aleppo, m.in. Sakour, gdzie wracają ludzie. Oni, zauważając, że nie słychać już tak bardzo strzałów i pocisków moździerzowych, wychodzą z ruin.
Proszę sobie wyobrazić, że w jedna z dzielnic jest w 75 proc. zniszczona i nie ma tam domów, które byłyby nieuszkodzone. Budynki, nawet jeśli całkiem się nie zawaliły, to nie mają drzwi, okien, części ścian. A jednak w tych ruinach żyje 3 tys. muzułmańskich rodzin, które albo pozostały na tym terenie, albo powróciły w ostatnich miesiącach z przechodnich obozów i tułaczki wewnętrznej po Syrii. To był niesamowity widok: kiedy pojechaliśmy tam z wolontariuszami JRS (Jezuickiej Służby Uchodźcom - przyp. KAI), których Caritas Polska wspiera na tym terenie, kiedy ogłaszaliśmy, że za chwilę będzie wydawana żywność - z tych ruin naprawdę zaczęły wychodzić tłumy ludzi, zwłaszcza dzieci!
Nie jestem w stanie opisać tego widoku. Dzieci - bez kurtek, ciepłego obuwia, często w sandałach. A w tej chwili temperatura spada tu do 2-3 stopni, a w nocy poniżej zera.

Reklama

- Jakie życzenia złoży Ksiądz mieszkańcom Aleppo z okazji nadchodzących Świąt? Pokój i pomyślność, których często życzymy, zapewne oznaczają dla tych ludzi konkretne marzenia i potrzeby?

- W ostatnich dniach rozmawiałem o tym z dziećmi, przy okazji przedświątecznych przyjęć, które organizuje tu dla nich Caritas Polska. Pytałem ich, czego życzyliby sobie na tegoroczne Święta. I proszę sobie wyobrazić, że na Święta dzieci w Aleppo nie marzą o konsoli do gier, ani nawet o prostych zabawkach.

Ibrahim, siedmiolatek, chciałby, by powrócili jego tata i dwójka braci, którzy zginęli na wojnie. Kilkuletnia Hannah mówiła, że chciałaby, by w jej dzielnicy znów zamieszkali ludzie. Kolejne dzieci, o życiu sprzed wojny, kiedy chodziły do szkoły i na plac zabaw.
Trudno składać tu życzenia. Ja na pewno życzę i będę im życzył, żeby wytrwali. Żeby cały czas czuli, że nie są sami. Że jesteśmy z nimi my, Polacy. Aby nigdy nie stracili wrażliwości na drugiego człowieka. Bo tutaj biedny spotyka jeszcze biedniejszego. Abyśmy wszyscy uczyli dzielić się tym, co mamy i przede wszystkim nie stracili ufności i wiary w to, że jutro może być lepszy dzień.
Chciałbym opowiedzieć jeszcze jedną historię. Przywiozłem tu świece Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, które w Polsce stawiamy na tysiącach wigilijnych stołów, przy których siadamy w atmosferze prawdziwej radości, rodzinności, uniesienia. Wczoraj przekazaliśmy tę świecę liderom różnych organizacji i wspólnot pracujących z młodzieżą. Zorganizowaliśmy dla nich wspólne spotkanie, podczas którego zebrali się razem po raz pierwszy od czterech lat, a niektórzy po raz pierwszy w ogóle. I kiedy przekazaliśmy im tę świecę, wyjaśniając jej znaczenie, przyjęli ją ze łzami i postawili przed Najświętszym Sakramentem, bo mieliśmy wspólną adorację. W tym momencie zabrakło prądu, a także tzw. "amperów", czyli elektryczności z rezerwowych generatorów i tylko ta świeca oświetlała monstrancję.
Później słyszałem od wielu osób: wy jesteście dla nas takim światłem. Wasza pomoc i poczucie bliskości jest tym światłem, które pomaga nam dostrzec Chrystusa, który używa waszych rąk, aby nam pomóc. Prosimy, abyście dalej nieśli to światło.
Słysząc te słowa, chciałem życzyć im, aby i oni czuli, że są światłem, że oświetlają drogę, która prowadzi do Chrystusa, tak, abyśmy nie patrzyli jedynie w dół, szukając tego, co jest pierwszą, doraźną pomocą.

- A co my, jako Polacy i członkowie międzynarodowej wspólnoty możemy zrobić, by pomóc spełniać te bożonarodzeniowe życzenia?

- Jeśli chodzi o konkretne działania, to pilną i naprawdę konieczną inicjatywą jest kontynuowanie programu "Rodzina rodzinie". Dziś dzięki tej pomocy, którą od 14 miesięcy Polacy wysyłają do Syrii, pomagamy dokładnie 9743 rodzinom - choć w pierwotnych założeniach planowaliśmy pomoc dla ok. 20 rodzin. Kwota, która dotąd została przekazana tym rodzinom, to, według najnowszych obliczeń, ponad 30 mln złotych. Naprawdę, jesteśmy tu za ten projekt chwaleni, często słyszę: "Shukran Bulanda!" to znaczy: dziękuję Polsko!
Ta pomoc dosłownie pozwala przeżyć i nie są to wyolbrzymione słowa. Odwiedzam te rodziny, spotykam się z wieloma z nich i widzę, że one wciąż potrzebują naszego wsparcia, dzięki któremu mogą kupić jedzenie, opłacić mieszkanie, czy kupić żarówkę. Dosłownie: żarówkę! Spotkaliśmy się z jedną z rodzin, która żyje w kompletnych ciemnościach, bo nie stać jej nawet na kupienie tzw. "amperów". Ta matka powiedziała, że musi zaplanować wydatki na dwa miesiące naprzód, żeby móc kupić jedną ledową żarówkę, bo trójka jej dzieci zaczyna bać się, żyjąc w nieustających ciemnościach.
Drugą forma pomocy są tzw. mikroprojekty przedsiębiorczości - to nowa inicjatywa, którą będziemy realizowali w odpowiedzi na prośby tutejszych biskupów i świeckich mieszkańców. Oni proszą, byśmy pomogli im stanąć na nogi, tworząc miejsca pracy. Jeden taki projekt ma wartość ok. 5-6 tys. dolarów i pozwala na otworzenie sklepu, małej piekarni czy szwalni. A ludzie chcą tu pracować. Syryjczycy są dumni, pracowici, inteligentni. A takie mikroprojekty są konieczne, by mogli się na nowo usamodzielnić.
Trzecia sprawa jest naprawdę pilna, na teraz: potrzebujemy środki na zakup odzieży, zimowych kurtek i butów. Tu są dosłownie tysiące dzieci, które chodzą w klapkach, sandałach, a jest bardzo zimno. Potrzebujemy też funduszy na zakup leków i opału dla wielu rodzin.

- W takim razie powinniśmy pomagać na miejscu, czy także przyjmować uchodźców? Pytam także z tego względu, że w przeddzień Bożego Narodzenia powracają porównania uchodźców do Świętej Rodziny uciekającej do Egiptu.

- Proszę pozwolić, że podzielę się odpowiedzią, jakiej na to samo pytanie udzielił mi kilka dni temu maronicki arcybiskup Aleppo Joseph Tobji. Zwrócił uwagę na coś bardzo ciekawego: Europa, która przejmuje się losem mieszkańców bombardowanych terenów, otwiera granice i przyjmuje wszystkich - w szczególności chrześcijan. Jak tłumaczył abp Tobji to przyczynia się do absolutnego "czyszczenia" Bliskiego Wschodu z obecności chrześcijan - chociaż mamy bardzo dobrą wolę!
Z drugiej strony nie jest przypadkiem, że tu atakowane są w pierwszej kolejności chrześcijańskie szkoły, kościoły i szpitale. Komuś zależy na tym, aby chrześcijanie opuścili Bliski Wschód. I mówił, ze z punktu widzenia chrześcijan z tych terenów musimy zrobić wszystko, by pomóc im tu przetrwać. By chrześcijaństwo tu pozostało!
To nie jest wyzwanie jedynie dla Syrii, ale dla całego Kościoła. Jan Paweł II mówił w kontekście chrześcijan z Bliskiego Wschodu o dwóch płucach, którymi oddycha Kościół. Obecność Kościoła na tych terenach jest więc jakby kwestią fizjologiczną, dotyczącą Ciała Chrystusa! Jeśli zabraknie nam jednego płuca - organizm całego Kościoła odczuje ten wielki brak.
Chcemy wsłuchiwać się w głos tych, którzy proszą nas, byśmy pomagali im przetrwać na miejscu i odbudowywać tu życie. Oni nie chcą stąd wyjeżdżać, choć często są do tego zmuszeni, ze względu na służbę wojskową. Oczywiście, jeśli ktoś dociera do naszych granic, to starajmy się go przyjąć. Mogę tu podać przykład kilku syryjskich rodzin, którymi Caritas Polska zajmuje się w Polsce, a także studenta z Syrii, który dołączył do swoich braci, którzy nauczyli się już polskiego i chcą pozostać w Polsce. Ta pomoc też ma dwa płuca: pomoc tutaj na miejscu i przyjęcie tych, którzy chcą do nas przyjechać i u nas szukają schronienia.

- Patrząc z zewnątrz, mamy świadomość tego, jak ważna jest dla Kościoła wspólnota chrześcijan na Bliskim Wschodzie. A co o sobie samych mówią dziś mieszkańcy np. Aleppo?

- Coraz częściej słyszę od tutejszych mieszkańców, także tych, którzy poświęcili wszystko, by być tu i nieść pomoc potrzebującym, taką opinię: może świat nie rozumie nas i naszych potrzeb? Może zaczyna o nas zapominać? A także bardzo duży lęk, że zarówno ludzie, jak i wielkie organizacje przestaną pomagać Aleppo. Bardzo mocno zmniejszyła się udzielana tu pomoc, ludzie boją się, że duże organizacje, jak FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa - przyp. KAI) wstrzyma dostawy pożywienia. Tutejsi mieszkańcy boją się, że świat znudził się pomocą dla Syrii. Obawiają się, bo media mówią, że sytuacja się poprawiła - co nie jest prawdą. Tu wciąż trwa wojna!
W czwartek rano, o godz. 9.30, niecałe 600 m. od miejsca, w którym przebywałem, uderzył pocisk, który zabił całą 5-osobową rodzinę. Oczywiście, nikt tej informacji nie podął. Każdej nocy słychać ostrzeliwania, bo niecałe 1,5 km od miejsca w którym jesteśmy jest kolejna linia frontu, granicząca z zachodnim Aleppo zajętym przez rebeliantów, którzy cały czas próbują zdobyć kolejne pozycje. Ten kraj wciąż jest rozdarty na kilka terytoriów.

Z kolei chrześcijanie mówią mi, że coraz częściej zadają sobie pytanie: kim my dziś jesteśmy, jako chrześcijanie Syrii, Bliskiego Wschodu? Czego oczekuje od nas Pan Bóg? Jaka jest nasza misja? Zacząłem to rozumieć, odwiedzając tutejsze wspólnoty. Przed wojną Aleppo było podzielone na dzielnice, w których mieszkali członkowie poszczególnych wiar i obrządków. Wojna obaliła te podziały, a miasto stało się globalną wioską, w której mieszają się chrześcijanie i muzułmanie.
Bardzo mocnym doświadczeniem było dla mnie spotkanie z muzułmanami, w dzielnicy, w której pomagają jezuici. Dzieci kojarzą ich zakon z imieniem Jezusa i podczas gier i zabaw z wolontariuszami, często wykrzykują: "Kocham Jezusa!" To jeden z tych wymiarów tego, o czym mówi św. Jan Paweł II i papież Franciszek: kultury spotkania. Paradoksalnie doprowadziła do niej wojna.

- Dziękuję za rozmowę.

Tagi:
dzieci Aleppo

Syria: chrześcijanie nie wierzą Zachodowi, bronią Asada

2018-04-18 22:49

vaticannews.va / Aleppo (KAI)

Chrześcijanie w Syrii nie wierzą w dobre intencje państw zachodnich. Dla nich rzekome użycie broni chemicznej przez reżim Asada to tylko pretekst, by zaatakować ten kraj – powiedział w Radiu Watykańskim bp Georges Abou Khazen OFM, wikariusz apostolski Aleppo dla katolików obrządku łacińskiego. Jego głos współbrzmi z jednoznacznym, ekumenicznym oświadczeniem trzech syryjskich patriarchów: dwóch prawosławnych i jednego katolickiego, którzy w tych dniach udzielili zdecydowanego poparcia prezydentowi Baszarowi Asadowi.

Archiwum Pomoc Kościołowi w Potrzebie

"Cała ta broń chemiczna to tylko pretekst, by zaatakować Syrię. Zachód nie wierzy nam, ale taka jest prawda. Wysłano komisję, która ma przeprowadzić dochodzenie, ale zaatakowano, nie czekając na wyniki jej ustaleń" – powiedział biskup franciszkanin. Przypomniał, że Syria już w 2013 r., kiedy po raz pierwszy pojawił się zarzut użycia przez jej władze broni chemicznej, poprosiła o przysłanie ekspertów, by przeprowadzili dochodzenie. "Nigdy tego nie uczyniono ani nie sprawdzono, kto użył broni chemicznej: rząd, a może ktoś inny" - podkreślił hierarcha.

Zaznaczył, że "dziś źródłem odwagi i nadziei są już tylko słowa Ojca Świętego. Jest to jedyny głos, który wzywa do dialogu i zaprowadzenia pokoju".

Biskup zwrócił uwagę, że chrześcijanie mówią o tym od 7 lat, prosząc, aby nie zbroić, nie dawać broni, nie szkolić, nie pomagać w wojnie. "A niestety pomagano, szkolono: grupy dżihadystów, Państwo Islamskie, Al-Kaidę i inne tym podobne grupy. Wszyscy korzystali z zagranicznej pomocy. A oskarża się nas, kiedy o tym przypominamy" - zauważył bp Abou Khazen. Przypomniał, że w Syrii walczyło 100 tys. zagranicznych wojowników. "Kto ich tu sprowadził, przeszkolił, uzbroił, finansował? My chcemy pokoju. Nie dawajcie im broni! Nadszedł czas, aby Zachód otworzył się na prawdę i uznał, że ten naród ma prawo do życia w pokoju tak jak wszystkie inne narody" - zaapelował dramatycznie łaciński wikariusz apostolski Aleppo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Chile: podpalono kościół w proteście przeciwko nadużyciom seksualnym

2018-05-25 16:11

pb (KAI/cooperativa.cl) / Santiago de Chile

Nieznani sprawcy obrzucili trzema koktajlami Mołotowa kościół katolicki w chilijskiej miejscowości Conchalí. Na miejscu pozostawili afisz krytykujący nadużycia seksualne duchownych.

fernandisco/pixabay.com

Do ataku doszło 24 maja wieczorem. Straty wynikłe z wybuchu koktajli Mołotowa są niewielkie. Napis na pozostawionym afiszu głosi: „Podnieśmy bunt! Świnie-gwałciciele! Nie chcemy waszych kazań!”.

Kościół w Chile przeżywa obecnie kryzys w związku z ujawnionymi nadużyciami seksualnymi duchownych, a szczególnie ks. Fernando Karadimy. Wśród jego ofiar byli także księża. Jeden z jego wychowanków, bp Juan Barros jest oskarżany o krycie nadużyć ks. Karadimy, czemu zaprzecza. Po spotkaniu episkopatu Chile z papieżem Franciszkiem, wszyscy biskupi tego kraju złożyli 18 maja rezygnację. Ich dalszy los zależy od Ojca Świętego.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Włochy: beatyfiakacja s. Sgorbati - męczenniczki

2018-05-26 21:47

vaticannews.va / Piacenza (KAI)

Męczennik-chrześcijanin na zło odpowiada miłością i tak męczeństwo s. Leonelli staje się ziarnem nadziei rzuconym w ziemię człowieka, które wyda kwiaty i owoce dobra – mówił kard. Angelo Amato dzisiaj w katedrze w Piacenzy. Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych wyniósł dziś do chwały ołtarzy włoską zakonnicę, Leonellę Sgorbati, zamordowaną w Somalii.

Małgorzata Cichoń

S. Leonella urodziła się w 1940 r. w Gazzola koło Piacenzy, w północno-zachodniej części Włoch. Gdy miała 23 lata, wstąpiła do Zgromadzenia Matki Bożej Pocieszenia. Po studiach w Anglii, gdzie uzyskała dyplom pielęgniarki, wyjechała na misje do Afryki. Najpierw pracowała w Kenii, a następnie w Somalii, gdzie oprócz normalnej pracy pielęgniarki kształciła wyspecjalizowaną kadrę medyczną. Zginęła z rąk ekstremistów muzułmańskich w 2006 r.

S. Leonella w swoim życiu hołdowała zasadzie: „dawać wszystko, kochać bardzo, kochać wszystkich”. Znana była z promiennego uśmiechu, którym obdarzała wszystkich. Przed śmiercią, raniona śmiertelnie, trzykrotnie powtórzyła pod adresem zabójców: przebaczam.

Kard. Angelo Amato wskazał na aktualność jej świadectwa. “ Wszystkim nam s. Leonella Sgorbati pozostawia jasne przesłanie autentycznego życia chrześcijańskiego, na które składa się otwartość, miłość i przebaczenie. Swoim współsiostrom przypomina słowa ich błogosławionego założyciela, który mówił: «Powinniśmy ślubować służbę misji nawet kosztem życia; powinniśmy być zadowoleni, jeśli umrzemy przy pracy. Kiedy składacie śluby pamiętajcie, że obok trzech ślubów jest także i ten czwarty». S. Leonella żyła z sercem uczennicy całkowicie oddanej Chrystusowi, szukając tylko Boga i Jego woli; w wolności wobec rzeczy i całkowicie oddana posłuszeństwu. Delikatna i cicha, z pojednania i nieużywania przemocy uczyniła styl swojego życia; czyniła dobro bez rozgłosu, oddając się także pracy fizycznej” - powiedział prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem