Reklama

Prymas Polski spotkał się z rodzicami, rodzeństwem i krewnymi misjonarzy

2017-12-16 14:39

bgk / Gniezno (KAI)

Piotr Drzewiecki

Prymas Polski abp Wojciech Polak przełamał się opłatkiem i złożył świąteczne życzenia rodzicom i krewnym misjonarek i misjonarzy pochodzących z archidiecezji gnieźnieńskiej. „Wszystkim życzę, by nadchodzące święta były czasem otwarcia serca na Chrystusa” – mówił.

Tegoroczne spotkanie odbyło się po raz dwudziesty piąty, archidiecezjalna rodzina misyjna przeżywała więc mały jubileusz o czym przypomniał ks. kan. Franciszek Jabłoński z referatu misyjnego Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie. Wspominając początki spotkań i dziękując za coroczną obecność, kapłan wymienił nazwiska wszystkich duchownych i świeckich, którzy pracują bądź pracowali na misjach, prosząc dla nich o modlitwę. Jest ona – jak mówił – największym darem i zarazem najpiękniejszym wyrazem pamięci i miłości o bliskich.

Słowa podziękowań, życzeń i pozdrowień wypowiedział także abp Wojciech Polak, który z rodzicami, rodzeństwem i krewnymi misjonarzy spotkał się po raz kolejny. Wskazując na zbliżające się święta Bożego Narodzenia zwrócił uwagę na prostotę z jaką Bóg przyszedł na świat. Nie wkroczył z hałasem i fanfarami, ale narodził się z kobiety – jak każdy człowiek.

„I to jest wielka prawda dla nas, żebyśmy w przychodzącym Bogu przyjmowali człowieka, w twarzy Tego, który się rodzi, widzieli twarz bliźniego” – mówił Prymas.

Reklama

Abp Polak prosił też rodziców i krewnych misjonarzy o przekazanie podziękowań i życzeń ich synom, córkom, braciom i siostrom, którzy śladem św. Wojciecha głoszą Dobrą Nowinę w różnych zakątkach świata. Złożył też życzenia wszystkim obecnym.

„Święta Bożego Narodzenia mają różne samki. Mają smak potraw, które przygotowujemy, mają smak spotkania i smak prezentów. Ja nade wszystko życzę, by miały smak prawdziwej nadziei, która ma swoje źródło w Panu Bogu. Niech On będzie dla nas i naszych najbliższych, naszych rodzin i wspólnot, radością, mocą i siłą” – mówił Prymas Polski.

Spotkanie jak zawsze rozpoczęła modlitwa różańcowa za żyjących i zmarłych misjonarzy oraz Msza św. sprawowana pod przewodnictwem abp. Wojciecha Polaka w kaplicy Centrum Edukacyjno-Formacyjnego, gdzie „opłatek” zorganizowano. Homilię podczas Eucharystii wygłosił ks. prałat Florian Cieniuch, misjonarz z Wenezueli. Obecny był także m.in. ks. Grzegorz Pawlaczyk, który od lat pełni posługę wędrownego prezbitera. Do Gniezna, jak co roku, przyjechała także mama bp. Zygmunta Robaszkiewicza MSF, ordynariusza diecezji Morombe na Madagaskarze, która w spotkaniach uczestniczy od samego początku. 

Po Eucharystii, przy śpiewie kolęd i po wysłuchaniu fragmentu Ewangelii o narodzeniu Jezusa, wszyscy przełamali się opłatkiem i złożyli sobie świąteczne życzenia. Był też czas na rozmowy, wspomnienia i dzielenie się nowinami o najbliższych, którzy choć daleko, wciąż są sercu każdej matki, każdego ojca, brata i siostry niezmiennie bliscy.

Tagi:
Gniezno prymas Polski abp Wojciech Polak

Prymas Polski dla KAI: Kościół, oprócz tego, że głosi Ewangelię, musi pokazywać, że służy życiu

2018-04-14 10:15

Dorota Abdelmoula, Dawid Gospodarek / Warszawa (KAI)

Kościół, oprócz tego, że głosi Ewangelię, musi pokazywać, że służy życiu. Bo jeśli w trwających sporach społecznych cokolwiek może przemawiać do ludzi, to świadectwo konkretnej działalności, konkretnej troski nas, wierzących, o życie - mówi prymas Polski abp Wojciech Polak. W rozmowie z KAI metropolita gnieźnieński odnosi się do bieżących tematów, którymi żyje polskie społeczeństwo.

Piotr Drzewiecki

Abp Wojciech Polak: Te obchody wiążą się przede wszystkim z pewną refleksją historyczną. Dlatego cieszę się, że po raz pierwszy udało się nam zgromadzić dosyć duże grono profesorów z różnych ośrodków akademickich w Polsce, którzy pochylili się nad historią prymasostwa na przestrzeni wieków. Owocem ich rocznej pracy i organizowanych sympozjów jest pierwsza monografia dziejów prymasostwa polskiego, której promocja odbędzie się 28 kwietnia.
Jeżeli natomiast chodzi o współczesność, ten rok służył nie tyle przemyśleniu roli prymasa, ile jej zaznaczeniu. Dlatego rozpoczęliśmy ten jubileusz, goszcząc w Gnieźnie kilku prymasów Europy, m.in. z Hiszpanii i Francji. Przygotowaliśmy też wspólną deklarację, upominającą się o powrót do chrześcijańskich korzeni Europy. Ten głos miał podkreślać nie samą rolę prymasostwa, ale pewną wrażliwość prymasów w Europie na współczesną sytuację. Szkoda, że ten apel był zbyt mało promowany.
Nie traktuję tego roku prymasowskiego jako czasu, w którym w szczególny sposób osoba prymasa miałaby zaistnieć. Aczkolwiek z zakończeniem tego jubileuszu zbiega się wydanie mojej pierwszej książkowej wypowiedzi biograficzno-dyskusyjnej, dotyczącej Kościoła. Ukaże się ona w formie wywiadu przeprowadzonego przez red. Marka Zająca. Odnosi się ona do wielu współczesnych sytuacji, w których zabierałem głos, być może będzie więc podkreśleniem roli prymasa w debacie publicznej. Tę rolę określiłbym nie jako proponowanie konkretnych rozwiązań, ale raczej przypominanie o fundamencie, na którym buduje Kościół i społeczeństwo.

- Ksiądz Prymas wspomniał, że apel prymasów Europy o powrót do chrześcijańskich korzeni kontynentu nie został w dostatecznym stopniu usłyszany. O czym to świadczy?

- Istotnie, z jakichś powodów ten apel nie był słyszany ani dyskutowany. Nie wydaje mi się, by powodem był jego zbyt ogólny charakter. Przeciwnie: wrażliwość kard. Duki, kard. Barbarin, abp. Plazy czy moja jest wrażliwością Kościoła w danej części Europy, a nasze wspólne przesłanie było jasne, zwłaszcza w kontekście ubiegłorocznego jubileuszu Traktatów Rzymskich i pewnej refleksji nad fundamentami Europy.
Z pewnością trzeba ten apel ponawiać w różnych formach, także wówczas, gdy mamy okazję do wspólnego spotkania prymasów. Najbliższa taka okazja będzie mieć miejsce jeszcze przed zakończeniem roku prymasowskiego, w Czechach. W dniach od 20 do 21 kwietnia kard. Duka sprowadzi do Pragi ciało kard. Josefa Berana, którego proces beatyfikacyjny jest w toku. Na tę uroczystość prymas Czech zaprasza prymasów Polski, Węgier i Chorwacji. Będzie taka okazja do wspólnej modlitwy, spotkania i pokazania, że jesteśmy zatroskani o wspólne, chrześcijańskie korzenie Europy.

- Czy jednak dotychczasowe przemilczenie apelu prymasów Europy, odwołującego się do tych samych wartości, o których mówili choćby założyciele Wspólnoty Europejskiej, można interpretować, jako ignorowanie głosu Kościoła we współczesnej Europie?

- Nie sądzę, że jest to wyraz świadomego marginalizowania głosu Kościoła, być może bardziej tego, że nie potrafimy wciąż dostatecznie promować tego głosu, ukazywać jego wagi w świecie i powracać do niego, nie tylko podczas uroczystych nabożeństw. Z drugiej strony także przygotowania do tegorocznego Zjazdu Gnieźnieńskiego, który się wpisuje w tę refleksję na temat Europy, są okazją do przypomnienia tego głosu.
Debata prowadzona podczas Zjazdu Gnieźnieńskiego inspiruje mieszkańców krajów europejskich dzięki uczestnikom tych zjazdów. Reprezentują oni kilkadziesiąt organizacji i instytucji Wschodu i Zachodu Europy. Dzięki nim głos Kościoła rozprzestrzenia się w Europie, nie tylko jako uroczysty apel, ale jako fundamentalna inspiracja do mierzenia się z konkretną rzeczywistością poszczególnych krajów.

- Spójrzmy zatem na polską rzeczywistość. Niedawna rocznica katastrofy smoleńskiej po raz kolejny pokazała głębokie podziały w polskim społeczeństwie. Czy w opinii Księdza Prymasa, w ciągu minionych 8 lat Kościół zrobił wszystko, co było możliwe, by te podziały niwelować i budować jedność?

- Sądzę, że pytanie o to, czy Kościół może zapobiegać takim czy innym podziałom i odnosić się do trwających sporów w społeczeństwie, nie może być rozumiane jako działalność „punktowa”, wyizolowana i mająca na celu zażegnanie pojedynczych konfliktów. Zadaniem Kościoła nie jest bowiem chaotyczne „gaszenie pożarów”, które co jakiś czas wybuchają w społeczeństwie.
Uważam, że rolą Kościoła wynikającą z jego istoty i powołania jest konsekwentne budowanie jedności z Bogiem i drugim człowiekiem. Sobór Watykański II tak określał istotę Kościoła w konstytucji Lumen Gentium: „Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”. To zadanie jest więc wpisane w codzienne życie Kościoła. Nie tylko Kościoła hierarchicznego, ale też każdego człowieka wierzącego.
Kościół może się przyczynić do tego, że także te napięcia społeczne będą się zmniejszać, że obywatele zjednoczą się bardziej w tym podzielonym świecie. To zjednoczenie dokonuje się jednak poprzez przemianę konkretnego człowieka, czyli poprzez docieranie do konkretnego człowieka z Ewangelią.
Bardzo bliska jest mi myśl kard. Wyszyńskiego, wygłoszonego w Gnieźnie 2 lutego 1981 r., w czasach, kiedy Polska budziła się z komunistycznego letargu ku wolności. Prymas Tysiąclecia mówił wówczas: „nie idzie o to, by wymieniać ludzi, tylko o to, aby ludzie się odmienili, aby byli inni”. Przypominał, że zadaniem Kościoła i jego odpowiedzialnością jest praca nad sumieniem, nad sercem człowieka i nad tym, by człowiek potrafił bolesne i trudne sytuacje przeżywać w zjednoczeniu z Chrystusem i w miłości do drugiego człowieka.
W takim kluczu musimy odpowiedzieć na pytanie o to, w jaki sposób współcześnie powinien być rozumiany głos Kościoła. Podczas poświecenia pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej kard. Nycz upomniał się, by było to miejsce, które ludzi jednoczy. Czyli wezwał do tego, co jest istotą: do jedności. To wezwanie powraca w naszych homiliach, także w moich. Przypominam o konieczności pojednania, konieczności przebaczenia, o jedności. O tym, co się wiąże z budowaniem życia na prawdzie i na miłości. Myślę, że taka jest rola Kościoła. Nie w jakimś wyselekcjonowanym momencie, czy kontekście, ale w dłuższej perspektywie.

- Co zatem powinniśmy zrobić, jako chrześcijanie, jeśli wezwania do budowania na chrześcijańskich wartościach nie są właściwie rozumiane w społeczeństwie? Tak, jak w przypadku inicjatywy ustawodawczej #ZatrzymajAborcję, która pokazała jak głębokie są podziały w polskim społeczeństwie.

- Sądzę, że podziały w społeczeństwie są nieuniknione. Wobec nich kluczowe jest właściwe rozumienie i promowanie życia i troski o nie. Tworzone rozwiązania prawne muszą w pewnym sensie odpowiadać ludzkiemu sumieniu i temu, co człowiek potrafi zrozumieć. Toteż rolą Kościoła nie jest upominanie się o prawo, które ma zabezpieczać taką czy inną rzeczywistości, co właśnie o ludzkie sumienie i jego przemianę.
Być może nazbyt uspokoiliśmy się tym, że większość opinii publicznej w Polsce jest za życiem. Do tej pory trwaliśmy w takim optymistycznym przekonaniu. Okazuje się, że dzisiaj rzeczywistość jest inna. Mamy dziś nowe pokolenie ludzi, którzy mają potężne wyczucie wolności i którzy redukują ją do wolności wyboru. Czyli do tego, że jestem wolny, ponieważ mam wybór między dobrem i złem i to jest moja gwarancja, której nikt nie powinien mi zabierać.
Tymczasem wychowywać, czyli starać się przekonywać do tego, że wolność, to opowiadanie się za dobrem, za wartościami, za życiem, za zobaczeniem tego co jest większe niż tylko zdolność mojego wyboru – to jest wielkie zadanie i wielka praca edukacyjna i formacyjna! Oczekiwanie tego, że może się dokonywać tylko przy pomocy zewnętrznych zmian, uważam za pewne złudzenie. Dziś objawiają się podziały, różne stanowiska, odkrywa się przed nami pewna prawda. Nie po to, żebyśmy się jej wystraszyli, czy byśmy wycofali się z głoszenia Ewangelii życia, ale byśmy jeszcze bardziej służyli życiu.

- To bardzo ważne: Kościół, oprócz tego, że głosi Ewangelię, musi pokazywać, że służy. To jest świadectwo nie do przecenienia. Tak, jak np. świadectwo Centrum Opieki Perinatalnej św. Łazarza w Bydgoszczy, w którym grupa ludzi: lekarzy, pielęgniarek, duchownych, wolontariuszy, angażuje się właśnie w towarzyszenie w trudnych sytuacjach rodzicielskich. Pokazują oni, że rodzice znajdujący się często w dramatycznym dla nich położeniu nie zostają sami.

- Oczywiście, to propozycja, która nie zabiera wolności człowieka. Są osoby, które za takie towarzyszenie „dziękują”, nie chcąc z niego skorzystać. Są tacy, którzy rezygnują z niego po kilku krokach. Ale są też takie osoby, i to jest dla mnie jakieś wielkie świadectwo, które proszą wolontariuszy, żeby byli przy narodzinach chorego dziecka. Proszę sobie wyobrazić: jeżeli małżonkowie dopuszczają trzecią osobę do tak intymnej sytuacji, w której przeżywają niezwykle trudne doświadczenie, to znaczy, że to towarzyszenie ma sens! Że między nimi zbudowano pewną ważną więź.
Kolejnym przypadkiem jest Dom Chłopaków w Broniszewicach, który miał się rozlecieć jak domek z kart, ponieważ trzeba było znaleźć konkretne miejsce dla blisko 60 niepełnosprawnych chłopców, znajdujących się pod opieką sióstr dominikanek. Te siostry nie występują w roli oskarżycielek, mówiących, że „źli rodzice podrzucają im chore dzieci do wychowania”. One mówią o dramatach ludzkich, którym próbują pomóc. Dzięki ich postawie i wielkiej solidarność ludzi, udało się wybudować nowy dom, który właśnie jest wyposażany.
Warty przemyślenia jest głos przełożonej tego domu, która mówi, że niektórzy z tych, którzy dziś tak łatwo mówią o potrzebie ochrony życia, nie otwierali drzwi, gdy prosiła o konkretną pomoc. Nasza wrażliwość musi być bardzo konkretna. Nie tylko głośmy, nie tylko głosujmy, ale także służmy życiu. Bo myślę, że jeśli w trwających sporach społecznych cokolwiek może przemawiać do ludzi, to świadectwo konkretnej działalności, konkretnej troski nas, wierzących, o życie. Podobnych przykładów do tych, które wymieniłem, jest wiele. Warto o nich mówić.

- Ksiądz Prymas wspomniał o tym, że ważniejsze od wpływania na prawo cywilne jest formowanie sumień. Czy Kościół nie powinien jednak lobbować na rzecz dopasowania prawa cywilnego do wartości, którymi kieruje się sumienie chrześcijańskie?

- Kościół nie jest po to, żeby lobbował w takiej kwestii. Kościół może apelować i ma prawo zwracać uwagę tym, którzy prawa ustanawiają, żeby kierowali się sumieniem, i wartościami, których prawo powinno bronić. Natomiast innego lobbingu nie widziałbym tutaj ani za możliwy, ani za konieczny, ani wręcz za pożądany. Kościół powinien się troszczyć przede wszystkim o to, by w pluralizmie naszego życia społecznego osoby, które uważają się za wierzące i które są związane ze wspólnotą Kościoła, miały wrażliwe i uformowane sumienie.
Od pewnego czasu odczuwam, że promocja społecznej nauki Kościoła jest w odwrocie. Nie w wyniku jakiegoś zamierzonego działania, ale dlatego, że w porównaniu z czasem pontyfikatu Jana Pawła II, który niezwykle promował to nauczanie, m.in. poprzez swoje encykliki, nieco o nim zapomnieliśmy.
Oczywiście, papież Franciszek przy całej swojej wrażliwości społecznej wraca do tych tematów bardzo stanowczo, encyklika Laudato Si’ jest tego sztandarowym przykładem. Nie znajdziemy w niej jednak jakiś konkretnych recept, jak budować raj na ziemi, ale przypomnienie fundamentów, na których budowana jest nasza troska o integralny rozwój człowieka.
Są różne drogi dochodzenia do troski o dobro wspólne. Kościół ma ukazywać fundamenty i filary tego dobra wspólnego, ale nie określać dróg dochodzenia do niego. Myślę, że Kościół nie tylko powinien ale i musi szanować wolność człowieka w dochodzeniu do prawdy. Niemniej jednak ważne jest, by pokazywał, na czym polega społeczna nauka Kościoła, co jest jej istotą, co jest prawdą, którą trzeba żyć.

- Wśród tematów społecznych, powracających w polskiej debacie, aktualny jest też temat pedofilii. Wydano ostatnio kilka książek, trwają prace nad dwoma filmami, w Sejmie odbyła się konferencja tematyczna. Kościołowi wciąż zarzuca się, że robi za mało. Czy Ksiądz Prymas zgadza się z tymi zarzutami?

- Zawsze podkreślam, że jesteśmy dopiero na początku drogi, jaką musimy podjąć wobec tego tematu. Nie można powiedzieć, że w temacie ochrony dziecka zrobiliśmy wszystko i że jesteśmy bezpieczną wyspą na nieznanym morzu. Oczywiście, Kościół podjął kroki, o których możemy mówić, że są ważne, jak np. cała struktura prawna, czyli wytyczne watykańskie, które zostały w Kościele przyjęte i które są dostosowywane do zmieniającego się prawodawstwa polskiego, jak np. ostatnia nowelizacja, wprowadzająca konieczność zgłaszania tych spraw do prokuratury.
Drugą rzeczą jest świadomość, że nasze działania mają dotyczyć nie tylko karania za czyny pedofilskie, ale również prewencji. W tym obszarze jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia, ale mamy działające Centrum Ochrony Dziecka, które prowadzi cykl szkoleń, różnych spotkań, kształtuje świadomość, która powinna coraz bardziej docierać do zgromadzeń zakonnych i do diecezji.
W polskich diecezjach są jeszcze nieśmiało wprowadzane projekty pilotażowe, tzw. Wewnętrzne wytyczne dla pracowników kościelnych, dla szkół itd., które mają przekładać ten system prewencyjny na kształtowanie ludzkiej świadomości. To jest ten etap, na którym jesteśmy. Nie możemy powiedzieć, że wszystko już uczyniliśmy. Dlatego ciągle mówimy, że jesteśmy na początku.
Ponadto, o czym coraz częściej mówimy, w temacie pedofilii brak odpowiedniej komunikacji ze społeczeństwem. Liczymy na wsparcie środków społecznego przekazu, nie tylko katolickich, abyśmy mogli budować odpowiednią komunikację. Nie przerzucając winy na innych, nie ukrywając jakieś winy, tylko mówiąc jasno, że działamy i, że chcemy i musimy być w tej kwestii wiarygodni.
Kościół ma jasną, zdecydowaną wolę oczyszczenia, nie tylko własnych szeregów. Kościół musi pamiętać o swojej roli społecznej. Nie żeby przerzucać swój problem na społeczeństwo i mówić, że „to nie my tylko oni”. Przekonuje mnie stwierdzenie o. Żaka, że różne sytuacje w Kościele są odbiciem lustrzanym tego, co dzieje się w społeczeństwie.
W wywiadzie z Dominique Woltonem, papież Franciszek mówi, że w skali całego duchowieństwa tylko 2 proc. duchownych ma na sumieniu czyny pedofilskie. Ale już w następnym zdaniu dodaje, że w przypadku Kościoła, każde z tych przestępstw jest przypadkiem jeszcze bardziej znaczącym i gorszącym. I takie jest też nasze przekonanie. Nie chodzi o to, żebyśmy się przerzucali liczbami i statystykami. Papież nie usprawiedliwia tych czynów niskimi statystykami, ale wzywa do pracy i bardzo ważne jest, żebyśmy my w Polsce chcieli w tym temacie pracować jako Kościół. Bardzo mocno i bardzo rzetelnie pracować. I to jest ten kierunek, który jest pożądany.

- Dziękujemy za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jasna Góra: szczególne miejsce modlitwy w intencji powołań

2018-04-22 20:18

mir/r / Jasna Góra (KAI)

Jasna Góra jest szczególnym miejscem niemal dla wszystkich wybranych na wyłączną służbę Bogu. To tu kształtuje się niejedno powołanie. Jak je rozpoznać, uczą się w jasnogórskiej „Szkole Maryi” zwłaszcza maturzyści. Dziś, w Niedzielę Dobrego Pasterza rozpoczął się 55. Tydzień Modlitw o Powołania.

Bożena Sztajner/Niedziela

O odnowę zapału w ewangelizacji i o nowych powołanych do głoszenia Chrystusa modlił się dziś na Jasnej Górze abp José Octavio Ruiz Arenas. "Podziwiam Polaków za ich odwagę mówienia o Prawdzie w czasach komunizmu" – powiedział Sekretarz Papieskiej Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Abp Arenas mówił o potrzebie kontynuowania i odnowienia wiary Polaków. "W kolejnych latach, po przełomie, wchodzi obojętność religijna, traci się tę odwagę, traci się tę zdolność Kościoła, który prawie że w tych latach komunizmu żył męczeństwem i męczennikami" - wskazywał abp Ruiz Arenas.

Pod hasłem: „Wpadnij na dziesiątkę różańca” na Jasnej Górze w wakacje proponowana jest modlitwa w intencji nowych powołań. Na placu przed główną bramą wejściową ustawiony jest specjalny namiot, w którym dyżury pełnią przedstawicielki różnych zgromadzeń i zakonów.

Siostry posługujące w tzw. namiocie powołaniowym zachęcają pielgrzymów do modlitwy dziesiątkiem różańca w intencji powołań. Tu uzyskać można wiele informacji np. dotyczących potrzeby wielkiego wołania o „nowe sługi Pana”, form modlitwy o powołania i za powołanych, charyzmatu różnych zgromadzeń i zakonów. Są także wiadomości praktyczne np. gdzie się zgłosić, by wstąpić do klasztoru.

Już od ponad pół wieku na Jasną Górę pielgrzymują rodziny osób powołanych i ci, którzy wspierają powołania do kapłaństwa i życia konsekrowanego. Jak mówią uczestnicy jasnogórskich spotkań, przybywają oni do tronu Królowej Polski, by podziękować za zaszczyt, jaki ich spotkał, że w ich rodzinie Bóg wybrał i powołał do swojej służby bliską im osobę. Od wielu lat te spotkania odbywają się w maju.

Modlitwa o nowe powołania to także intencja licznych czuwań i pielgrzymek różnych zakonów, zgromadzeń zakonnych, grup parafialnych i diecezjalnych.

Jasna Góra to także tradycyjnie miejsce, gdzie za dar powołania do życia kapłańskiego dziękują neoprezbiterzy ze wszystkich polskich diecezji i wielu zgromadzeń zakonnych. Wielu alumnów przyjeżdża zawierzać się jeszcze przed święceniami, niektórzy w specjalnej pieszej pielgrzymce jak klerycy III roku Wyższego Seminarium Duchownego we Wrocławiu. Wspólne pielgrzymowanie jest dla nich jedną z form przygotowań do uroczystości obłóczyn, czyli przyjęcia sutanny. We wrocławskim seminarium to już tradycja – pielgrzymka w ubiegłym roku odbyła się po raz 45-ty.

W Kaplicy Matki Bożej każdego dnia zanoszona jest modlitwa za Zakon Paulinów, zwłaszcza o nowe powołania. To msza św. w języku łacińskim o godz. 8.00.

W Sanktuarium działa Jasnogórski Ośrodek Powołań. Znajduje się przed wejściem do kaplicy św. Józefa na Halach i służy przede wszystkim młodym ludziom w rozeznawaniu życiowego powołania. Jest także miejscem przypominającym o konieczności modlitwy za kapłanów, zakonników i siostry zakonne. Powstał z inicjatywy Komisji Episkopatu ds. Misji. Początek jego istnienia to rok 1972. Pierwszymi opiekunami byli: s. Elżbieta Okulicz, urszulanka, ks. Bernard Weideman, salezjanin, a z ramienia Jasnej Góry o. Hadrian Lizińczyk, paulin. Obecnie kierują nim kolejni duszpasterze powołań Zakonu Paulinów, teraz tę funkcje pełni o. Andrzej Grad.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 11/12 2017

Europejki coraz później rodzą dzieci

2018-04-23 18:04

vaticannews.va / Madryt (KAI)

Włochy i Hiszpania to kraje Unii Europejskiej, gdzie kobiety najpóźniej decydują się na macierzyństwo - wynika z najnowszych danych Eurostatu. Pierwsze dziecko przychodzi na świat, kiedy mają ok. 31 lat. Hiszpania jest też krajem, gdzie najwięcej kobiet po raz pierwszy zostaje matką po 40. roku życia.

mikecogh / Foter.com / CC BY-SA

Hiszpania posiada najniższy przyrost naturalny w Unii Europejskiej (1,34 na kobietę; średnia UE – 1,6). Tuż za nią plasują się Włochy i Portugalia. Polska zajmuje 7. miejsce.

Średnia wieku kobiet w Hiszpanii, która ma pierwsze dziecko wynosi blisko 31 lat (30,08). Niewiele wyższa jest ona we Włoszech (31), które zajmują pierwsze miejsce na liście. Kolejne miejsca przypadają Luksemburgowi (30,5), Grecji (30,3) oraz Irlandii (30,1).

Dane pokazują też, że ponad 7,2 proc. kobiet we Włoszech zostaje matką po raz pierwszy po 40. roku życia. Drugie miejsce przypada Hiszpanii (6,6 proc.), a kolejne Grecji (5,3 proc.) i Luksemburgowi (4,8 proc.). Na końcu listy znajdują się Polska (1 proc.) i Litwa (1 proc.).

Wśród przyczyn opóźniania macierzyństwa eksperci wymieniają brak pomocy ze strony państwa, zmiany zachowań społecznych oraz niewyraźną rolę mężczyzn.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem