Reklama

Finał Ogólnopolskiego Konkursu 'Jasnogórska Królowa Polski'

2017-12-09 12:29

o. Stanisław Tomoń BPJG/ es, dr

Piotr Drzewiecki

Finał Ogólnopolskiego Konkursu 'Jasnogórska Królowa Polski' w 300. rocznicę koronacji Jej Cudownego Wizerunku odbył się 8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi, na Jasnej Górze.

Konkurs, organizowany Radę Szkół Katolickich i Klasztor Ojców Paulinów na Jasnej Górze, skierowany był do uczniów klas VII szkół podstawowych, oddziałów gimnazjalnych i szkół ponadgimnazjalnych w całej Polsce. Konkurs na etapie szkolnym miał charakter indywidualny, a na etapie ogólnopolskim zespołowy – każdy zespół liczył trzy osoby.

W konkursie udział wzięło 838 uczniów szkół z całej Polski. Pośród nich wyłoniono 40. trzyosobowych drużyn, które przeszły do finału. Pośród nich znalazło się 28 szkół samorządowych i 12 szkół katolickich. W ścisłym finale, który odbył się na Jasnej Górze, rywalizowało 6 drużyn:

- LO im. Jan Pawła II Sióstr Prezentek w Rzeszowie, w składzie: Jakub Szyszka, Natalia Duda, Piotr Ciach

Reklama

- Gimnazjum nr 53 Sióstr Prezentek w Krakowie, w składzie: Hanna Kownacka, Katarzyna Totoń, Agnieszka Gruchot

- Zespół Szkolno-Przedszkolny w Kąclowej, w składzie: Zuzanna Matuła, Aleksandra Święs , Joanna Ziółko

- LO nr 12 im. Bolesława Chrobrego we Wrocławiu, w składzie: Mikołaj Sołkiewicz, Michał Kowalewski, Aleksandra Jasnosz

- LO nr 64 im. Stanisława Ignacego Witkiewicza w Warszawie, w składzie: Maria Klefas, Laura Lipińska, Natalia Ciach

- Zespół Szkół Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu , w składzie: Marta Bogdańska, Miłosz Molenda, Maria Kwiecień.

I miejsce wywalczyła drużyna z Liceum Ogólnokształcącego im. Jan Pawła II Sióstr Prezentek w Rzeszowie, w składzie: Jakub Szyszka, Natalia Duda, Piotr Ciach.

II miejsce zdobyli reprezentanci Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Kąclowej - Zuzanna Matuła, Aleksandra Święs, Joanna Ziółko.

III miejsce należy do drużyny z Gimnazjum nr 53 Sióstr Prezentek w Krakowie, w składzie: Hanna Kownacka, Katarzyna Totoń, Agnieszka Gruchot.

„Pomysł na konkurs został zasugerowany przez sam fakt Jubileuszu 300-lecia koronacji Obrazu Matki Bożej – przypomina o. Tomasz Tlałka, paulin - Na ten pomysł wpadł o. Mariusz Tabulski, który jest odpowiedzialny za duszpasterstwo w naszym paulińskim Zakonie. Stąd pomysł, aby przybliżyć młodzieży konkretną wiedzę o Jasnej Górze, o Matce Najświętszej i Jej działaniu w naszej historii, ale również przez to ich ewangelizować, zbliżyć do Matki Bożej”.

„Jestem pod wrażeniem naszej młodzieży, że oni się tak mocno w to zaangażowali – mówi ks. Zenon Latawiec, przewodniczący Rady Szkół Katolickich, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu - Moi uczniowie też dostali się do finału, i widzę, jaką oni mają teraz ogromną wiedzę, bo naprawdę poświęcili wiele czasu, wiele zaangażowania, żeby jak najwięcej tej wiedzy zdobyć. I myślę, że to jest najważniejszy owoc tego wszystkiego, po prostu przybliżenie tego miejsca, tego serca duchowego Polski młodym ludziom, tej młodzieży, która kiedyś będzie prowadziła Polskę we właściwym kierunku”.

„Mam nadzieję, że uda nam się co dwa lata taki konkurs zrobić, w zależności od rocznic, bo widzimy, że taka potrzeba jest – zauważa ks. Latawiec - Dziś młodzi ludzie potrzebują pewnej adrenaliny, pewnych poprzeczek, które się im stawia wyżej, żeby przeskoczyć, żeby coś zdobyć, żeby coś osiągnąć. Myślę, że ta rywalizacja pozwala na pogłębienie tej wiedzy, na zbliżenie się bardziej do miejsc, do przeżywania tych jubileuszy, tych uroczystości, które obchodzimy”.

Konkurs finałowy rozpoczął się o godz. 13.30 w Sali Rycerskiej. Poprowadziła go Dominika Figurska, aktorka. W jury finału konkursu zasiedli: Renata Bakuła, Hanna Łączyńska oraz Elżbieta Grocholska.

„Pytania są na zróżnicowanym poziomie, jest trochę pytań prostych, żeby wszyscy mogli odpowiedzieć, ale muszą też być pytania trudne, aby była łatwość w wyselekcjonowaniu tych najlepszych – wyjaśnia Antoni Buchała, wicedyrektor LO Katolickiego Stowarzyszenia Wychowawców w Libiążu, przewodniczący komisji i autor pytań konkursowych - Finał będzie się składał z 13 pytań. Będą one miały rożną formę. Będą pytania, na które uczniowie będą po prostu udzielać odpowiedzi, czyli każde pytanie w danej rundzie będzie inne dla każdej drużyny, ale są też pytania identyczne, a więc będzie chwila do namysłu, uzupełnienie kart odpowiedzi, a potem weryfikacja odpowiedzi prze komisje. Będą również pytania graficzne, będą pytania dotyczące Golgoty Jasnogórskiej Jerzego Dudy Gracza, a ostatnie zadanie będzie w charakterze puzzli”.

W konkursie udział wzięli m.in. uczniowie Zespołu Szkół Zawodowych Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu: Marta Bogdańska, Marysia Kwiecień i Miłosz Molenda. „Przygotowania były bardzo ciężkie, musieliśmy przeczytać bardzo dużo książek, informacji i artykułów, ale cała historia Jasnej Góry jest bardzo ciekawa” – stwierdza Miłosz Molenda.

„Udział w konkursie znaczy dla mnie bardzo wiele, bo oprócz konkursu niezwykłym przeżyciem jest samo przyjechanie tutaj, na Jasną Górę, do Maryi – wyznaje Marysia Kwiecień - Teraz jeszcze bardziej zbliżyłam się do Maryi, bo wiedząc o Niej tak dużo, łatwiej mi się do Niej zwracać”.

Podobne odczucia ma Marta Bogdańska: „Dzięki konkursowi dużo dowiedziałam się o Matce Bożej Jasnogórskiej, więc teraz łatwiej mi do Niej mówić i modlić się do Niej”.

*

Uczestnicy zmagań konkursowych wzięli udział we Mszy św. o godz. 11.00 w bazylice jasnogórskiej pod przewodnictwem o. Mariana Waligóry, przeora Jasnej Góry. „Bardzo dziękuję wam za obecność dziś, na Jasnej Górze, za ten wysiłek intelektualny, ale też i duchowy w zgłębianiu tej perły, jaką jest Jasna Góra dla nas, perły, którą nazywamy duchową stolicą Polski” – powiedział o. przeor Marian Waligóra. Kazanie wygłosił o. Marcin Ciechanowski, paulin.

Tagi:
konkurs

Konkurs wiedzy o patronach KSM

2018-10-18 12:31

Kamil Krasowski

Kiedy i gdzie urodził się św. Stanisław Kostka? Do jakich grup modlitewnych należała bł. Karolina? Kto był spowiednikiem św. Stanisława Kostki w Wiedniu? Jakie książki najczęściej czytała bł. Karolina? – na te i inne pytania odpowiadali uczestnicy szkolnego etapu Konkursu Wiedzy o bł. Karolinie Kózkównie i św. Stanisławie Kostce, patronach Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Karolina Krasowska
Uczestnicy konkursu o bł. Karolinie Kózkównie i św. Stanisławie Kostce

Konkurs odbył się 18 października m.in. w V Liceum Ogólnokształcącym w Zielonej Górze. Wzięło w nim udział 15 uczestników, którzy udzielali odpowiedzi na 28 pytań.


W gronie uczestników konkursu była Marta Dudek z parafii Najświętszej Trójcy w Zielonej Górze – Ochli. Marta należy do Kręgu Biblijnego. Udział w konkursie był dla niej bardzo ciekawym doświadczeniem. – Mogę dowiedzieć się czegoś więcej o osobach, które były naszymi rówieśnikami. Ciekawe było dla mnie to jak wyglądało ich życie i dlaczego umarli. Podoba mi się bardzo postać bł. Karoliny. Przygotowuję się do bierzmowania i rozważam wzięcie jej imienia jako swoje drugie. W niej najbardziej podobało mi się to, że próbowała naśladować Matkę Bożą, próbowała być taka sama jak Ona, nawet z wyglądu. Bardzo mi się podobało to, że nawet w chwili, gdy grożono jej śmiercią, gdy kozak chciał ją zabić, to ona chciała przede wszystkim obronić swoją czystość i zginęła w obronie swojej czystości - powiedziała Marta.

Zobacz zdjęcia: Etap szkolny Konkursu Wiedzy o bł. Karolinie Kózkównie i św. Stanisławie Kostce, patronach KSM

W naszej diecezji za I Ogólnopolski Konkurs Wiedzy o bł. Karolinie i św. Stanisławie Kostce odpowiedzialny jest ks. Marcin Bobowicz, asystent kościelny KSM, który przeprowadził etap szkolny w V LO w Zielonej Górze. – Konkurs już trwa długo. Jest przygotowany przez Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej. Wcześniej był to taki regionalny konkurs i cieszył się dużym zainteresowaniem, więc w tamtym roku jego organizatorzy postanowili, żeby była to akcja ogólnopolska. Dlatego też zgłosiliśmy się i ogłosiliśmy w naszej diecezji przez Wydział Nauki Katolickiej konkurs pod naszym patronatem. Finał diecezjalny odbędzie się 29 października. Z etapu szkolnego do finału diecezjalnego przechodzą osoby, które uzyskają minimum 75 procent poprawnych odpowiedzi. Później z etapu diecezjalnego 3 najlepsze osoby pojadą do Zamościa, gdzie 19 listopada odbędzie się finał ogólnopolski – tłumaczy ks. Marcin. – Pytania nie są trudne. Chodzi o to, żeby jak najwięcej osób brało udział i poznawało przede wszystkich tych patronów, a są to ludzie święci dla młodych, bo w ich wieku. Dlatego pytania dotyczą takich podstawowych kwestii jak tego kiedy nasi patroni żyli, dotyczą ich rodziców i rodziny, czyli tych, którzy mają największy wpływ na wychowanie młodego człowieka.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak za 10 dolarów uratować życie?

2018-10-16 11:31

Z s. Marią Żywiec – misjonarką w Zambii – rozmawia Grzegorz Polak
Niedziela Ogólnopolska 42/2018, str. 40-42

S. Maria Żywiec ze Zgromadzenia Służebniczek Najświętszej Maryi Panny (starowiejskich), która od 1994 r. pracuje w Zambii, wyjaśnia, jak można za 10 dolarów uratować ludzkie życie, opowiada, jak doszło do tego, że siostry Afrykanki skutecznie zastępują Polki, i tłumaczy, dlaczego chciałaby zostać do końca życia w Zambii.

Maciej Syka
Sympatyczni podopieczni z ochronki sióstr służebniczek

Grzegorz Polak: – Czy można powiedzieć, że pracujecie w ekstremalnych warunkach? Przecież w Waszych szpitalach nieraz brakuje prądu czy nawet wody...

S. Maria Żywiec: – Kiedy pierwsze służebniczki 90 lat temu pojechały do Zambii, zastały tam rzeczywiście ekstremalne warunki. W jakiejś mierze tak jest do dziś. Mamy placówki w buszu, w miejscach bardzo odległych od miasta, czyli od cywilizacji. W porze letniej temperatury dochodzą do 50oC, a my nie mamy klimatyzacji, czasem nawet trudno o zwykły wiatraczek, żeby schłodził powietrze. Mamy placówki, gdzie siostry służą jako pielęgniarki, felczerki, lekarki. Prowadzimy także szpitale misyjne i przychodnie zdrowia. Nie jest to łatwe, ponieważ często brakuje nam podstawowych leków, środków opatrunkowych, przyrządów. Ekstremalne warunki są wtedy, kiedy nie ma prądu, a przywożą kogoś z wypadku. Trzeba uruchomić generator, żeby oświetlić salę operacyjną i laboratorium, aby przeprowadzić niezbędne badania. Na porządku dziennym są transfuzje krwi. Malaria nieustannie atakuje dzieci – aby ratować im życie, konieczna jest krew. Trzeba przywieźć ją z miasta odległego o 280 km, a drogi są niebezpieczne i niewygodne.

– Jak zdobywacie leki i sprzęt medyczny?

– Wszystko to, co jest potrzebne w szpitalu, przywozimy z miasta. W dużej mierze zakupów sprzętu i leków dokonujemy z własnych środków, ponieważ dofinansowanie ze strony zambijskiego rządu jest niewielkie. Dlatego jesteśmy niezmiernie wdzięczne tym, którzy wspierają nasze dzieła. Zachęcam do dalszej pomocy, bo ona – choć nieraz skromna – może uratować komuś życie. Nieraz wystarczy do tego zaledwie 10 dolarów.

– Tyle kosztuje zastrzyk przeciw malarii?

– Zastrzyk oraz wenflon, kroplówka i aparat potrzebny do przetaczania krwi. Więc to nie jest aż tak drogie, ale są jeszcze inne koszty, przede wszystkim transport. Żeby krew była zdatna do użytku, trzeba ją przewieźć z miasta w lodówce i potem przechowywać ją w bezpiecznym, chłodnym miejscu.

– Czy siostry przyjmują też porody?

– Oczywiście, bo w Zambii brakuje specjalistów. Dlatego my jako pielęgniarki często musimy wykonywać prace lekarskie, np. zastępować anestezjologa, radiologa, wykonywać małe zabiegi chirurgiczne. Wiąże się z tym spore ryzyko, jednak w takich sytuacjach ja i moje współsiostry zawsze bardzo czujemy Bożą opiekę. Często wzdychamy do naszego założyciela – bł. Edmunda Bojanowskiego, a także do naszych poprzedniczek sióstr, które są już „po tamtej stronie”. To jest nasze świętych obcowanie.

– Można chyba mówić o cudach bł. Edmunda Bojanowskiego, bo słyszałem, że nie było żadnego śmiertelnego przypadku podczas porodu czy w czasie operacji prowadzonej przez siostry.

– Tak. Wizerunek naszego ojca Edmunda wisi w każdej sali operacyjnej. W jego stronę kierowane są nasze westchnienia. Wiele cudów można przypisać jemu, zwłaszcza kiedy udało się wyprowadzić pacjenta z krytycznej sytuacji. Także na co dzień odczuwamy opiekę i pomoc nadprzyrodzoną, bo jako osoby słabe nie dałybyśmy rady stawić czoła temu wszystkiemu.

– Czy trudno zrobić zastrzyk afrykańskiemu dziecku?

– Ogromnie trudno, szczególnie ten dożylny, dlatego że ma ono ciemną skórę, jest bardzo często odwodnione i zanemizowane przez malarię. Bardzo trudno znaleźć maleńką żyłkę, cienką jak niteczka, w którą trzeba jeszcze wkłuć igłę i podłączyć kroplówkę czy zrobić zastrzyk. To bardzo często graniczy z cudem. To są chyba najbardziej stresujące sytuacje, kiedy ma się świadomość, że koniecznie trzeba wkłuć się do żyły, żeby uratować życie.

– Siostry muszą być w stanie gotowości przez całą dobę?

– Tak jak w każdym szpitalu są nocne dyżury. Gdy jednak dzieje się coś szczególnego, kiedy przyjęty jest pacjent w krytycznym stanie, to wszystkie siostry idą do szpitala, aby pomóc. Mogą to być skomplikowany poród czy operacja kogoś pogryzionego przez krokodyla. Często takiego nieszczęśnika niosą przez cały dzień i dopiero w nocy dostarczają do szpitala. Są też przypadki ukąszenia przez węża czy poranienia przez hipopotamy, a nawet słonie. Ogromnym problemem są choroby tropikalne, w tym szczególnie niebezpieczna malaria.

– Czy da się przed nią ustrzec?

– To szalenie trudne zarówno dla nas, jak i dla mieszkańców wiosek. Nosicielami malarii są moskity, ale nawet zakładana na noc moskitiera nie zabezpiecza przed nimi w 100 proc. Pojawiają się one najczęściej wieczorem, a ludzie tak wcześnie nie chodzą spać, więc są narażeni na ukąszenie. Gdy pracuje się w szpitalu przez całą noc, szczególnie w porze deszczowej, bardzo trudno się uchronić od ukąszenia moskita.

– A dlaczego jest tak dużo porodów niepełnoletnich dziewcząt?

– Bardzo często kończą one edukację na szkole podstawowej. Ich rodzice nie mają pieniędzy na opłacenie im nauki w szkole średniej albo jest ona położona bardzo daleko. W konsekwencji dziewczęta przedwcześnie wychodzą za mąż albo mają dzieci w bardzo młodym wieku. Takie porody są bardzo skomplikowane i ryzykowne, szczególnie przy pierwszym dziecku. W takich wypadkach mobilizujemy się maksymalnie, aby uratować i dziecko, i matkę. Bardzo często taki poród kończy się cesarskim cięciem, które jest jedynym wyjściem, choć nie najlepszym.

– Czy plaga AIDS została w Zambii zatrzymana?

– Nie, mimo dostępności leczenia. Najważniejsza jest profilaktyka, jednak skoro dziewczęta już w młodym wieku mają dzieci, to nie rokuje to dobrze. Będzie tych zachorowań więcej i we wcześniejszym wieku. To pociąga za sobą poważne problemy społeczne, ponieważ jest ogromna liczba osieroconych dzieci. Bardzo często obraz wioski jest następujący: starsi i małe dzieci. Średniego pokolenia za bardzo nie widać.

– A gdzie jest?

– To ci, którzy umarli na AIDS. Jest ogromna liczba sierot, którymi też się opiekujemy, bo jako służebniczki nie tylko zajmujemy się lecznictwem, ale też prowadzimy dużo szkół. Edukację zaczynamy od przedszkoli. Niemal każda nasza misja, a mamy ich ponad 30 w naszej afrykańskiej prowincji, prowadzi ochronkę, żeby użyć terminologii Edmunda Bojanowskiego. Pracują w nich także siostry Afrykanki. Prowadzimy też szkoły podstawowe i średnie. Zajmujemy się nie tylko sierotami, ale także dziećmi z rodzin ubogich i zaniedbanymi. Zależy nam, aby dać im wykształcenie. Zawsze jest lepiej dać komuś wędkę aniżeli rybę. Innymi słowy: ważne jest, żeby kształcić dzieci i młodzież. Doraźna pomoc nie da takich efektów, tak nie wychowuje się ludzi.
Rozpoczęłyśmy budowę szkoły średniej z internatem dla dziewcząt w Chamuce, gdyż sam przywódca plemienia ofiarował nam 45 ha ziemi na ten cel i bardzo o to prosił. Niestety, brak nam funduszy na kontynuowanie budowy. Jest to duży projekt, tak jak duże są potrzeby. Docelowo będzie się tam uczyło 500 dziewcząt. Ma to być ośrodek oświatowy na całą okolicę. Będą z niego mogły korzystać także młode kobiety, które chciałyby się nauczyć szycia, gotowania, uprawy ziemi czy hodowli zwierząt. Dla nas to także bardzo dobra możliwość ewangelizacji. Dlatego bardzo gorąco zachęcam czytelników „Niedzieli” do wsparcia tego projektu, przez datki.

– Wspomniała Siostra o służebniczkach afrykańskich. Ile ich jest w stosunku do Polek?

– To powód do ogromnej radości, że jest ich znacznie więcej niż nas, Polek. W Zambii i Republice Południowej Afryki pracuje ok. 170 sióstr tubylczych, a nas zostało 12. Ziarno zasiane 90 lat temu wydało plon. Siostry tubylcze są naszą radością, ponieważ pracują wśród swoich ludzi. One bardzo dobrze znają ich kulturę i obyczaje, znają ich słabe i mocne strony, wiedzą, jak do nich podejść, w jaki sposób ich do czegoś zachęcić, czego od nich wymagać. W samej Zambii jest ponad 70 różnych narzeczy, więc one mogą się z miejscową ludnością lepiej niż my porozumieć. Siostry Afrykanki bardzo pięknie ewangelizują. Wcale się nie martwimy, że nas jest tam coraz mniej, ponieważ mamy tę świadomość, że oddajemy dzieło w dobre ręce. Obecnie prowincja przeżywa rozkwit: otwieramy nowe domy, nowe placówki, gdzie siostry zajmują się dziećmi i młodzieżą. Wychowane przez nas dziecko będzie dobrym obywatelem, pracującym dla swego kraju, nie wyjedzie w poszukiwaniu lepszego bytu do Europy. Tak wychowujemy nasze dzieci.

– Czy Siostra wyobraża sobie sytuację, że polskich sióstr służebniczek nie będzie w Zambii?

– Oczywiście, że tak. Uważam, że taka jest kolej rzeczy. My po to tam pojechałyśmy – myślę tutaj o pierwszych siostrach służebniczkach – żeby przygotować siostry Afrykanki do przejęcia misji. To najlepsza pomoc w dziele ewangelizacji. Bardzo się cieszymy, że siostry przejmą po nas tę pracę, którą my zaczęłyśmy. Zresztą już przejmują, bo przecież znaczna większość domów jest prowadzona przez siostry Afrykanki. Robią to w sposób bardzo piękny i z wielką gorliwością. To już widać po owocach, ponieważ szkoły prowadzone przez nasze siostry Afrykanki znajdują się w czołówce wszystkich zambijskich szkół. Nasze uczennice, ponieważ prowadzimy szkoły przede wszystkim dla dziewcząt, zdają egzaminy maturalne w 100 proc. A przecież są to dzieci pochodzące w dużej mierze z ubogich rodzin. Jest to dla nas ogromna satysfakcja, że potrafimy przygotować do odpowiedzialnego, dorosłego życia dziewczęta ubogie, z buszu, dziewczęta, które – wydawać by się mogło – nie miały żadnych perspektyw w życiu.

– Czy Siostra mogłaby żyć bez Zambii?

– Pracuję w tym kraju 24 lata. Szczerze powiem: czuję, że należę do Zambii. Oczywiście, w sercu jestem Polką, ale moja druga ojczyzna to właśnie Zambia. Trudno byłoby mi sobie wyobrazić życie bez Zambii. Bardzo bym chciała zostać tam do końca mojego życia i tam być pochowana. Tam są moi ludzie, tam są moje dzieci, tam jest moja druga ojczyzna.

– Spotykam doświadczonych polskich misjonarzy, którzy przyjeżdżają do Polski na urlop, ale nie mogą się doczekać powrotu na misje. Jak to się dzieje, że oni, choć nie zapominają o swojej pierwszej ojczyźnie, myślami są przy tej drugiej – przybranej?

– To trudno wytłumaczyć. Jest to na pewno tajemnica, która wiąże się z powołaniem. Źródło radości z tej służby tkwi właśnie w powołaniu. Jest to dar Boży, który ciągle się na nowo odkrywa. Jeśli się go w całości przyjęło, to są tego takie właśnie skutki: znajdujesz miejsce, do którego posyła cię Bóg. W Zambii jest mój dom, oczywiście ten doczesny. Tam się czuję u siebie, wśród ludzi, których znam, którym służę i którzy okazują mi wdzięczność i serdeczność. Każdy człowiek powinien mieć gdzieś swój dom, miejsce, do którego należy, gdzie chce pracować, za którym tęskni. Mój dom jest w Zambii. Jak przyjeżdżam do Polski, tęsknię za jak najszybszym powrotem na misje. W Polsce życie jest zupełnie inne, czuję się zagubiona, zwłaszcza przez pierwszy miesiąc pobytu; nie umiem załatwić wielu prostych spraw. Tam mam do czynienia z ludźmi prostymi, skromnymi, dobrze się czuję w ich obecności. Uczę się od nich prostoty, pokory i otwartości serca. Określam ich jako ludzi, którzy wyzwalają z egoizmu, z patrzenia na siebie i myślenia o sobie. Oni zawsze są zainteresowani kimś drugim. Zawsze znajdą czas na to, żeby pozdrowić, zapytać, co słychać, ofiarować się drugiemu człowiekowi. Zastanawiam się, który świat jest bardziej ludzki: ten zautomatyzowany, ucywilizowany, czy ich, gdzie żyje się biedniej, ale gdzie znajduję więcej człowieczeństwa.
Tam czuję ciepło, naturalność w kontaktach. Dla ludzi w Zambii każdy człowiek jest ważny. Zambijczycy mają ogromne pokłady cierpliwości, bardzo dużo czasu poświęcają jedni drugim. To ludzie niezwykle spokojni, żyjący bezstresowo. Ten inny styl życia powoduje, że nie ma tam chorób związanych w dużej mierze ze stresem, a więc zawałów serca, a wylewy należą do rzadkości.

– Czym się Siostra zajmuje?

– Po wielu latach pracy w szpitalu jestem w zarządzie prowincjalnym. Jestem jedyną Polką wśród sióstr Zambijek. Zajmuję się sprawami administracyjnymi, w tym zaopatrzeniem. Wiąże się to z częstymi wyjazdami do miasta, gdzie stoi się w ogromnych korkach, trzeba jeździć między ludźmi, bo wszędzie są przechodnie, i pilnować swego dobytku. Miasto jest męczące: pełne spalin, a w porze deszczowej zalane wodą. Gdybym mogła, uciekłabym do buszu.
Do tego dochodzi troska o siostry starsze i chore. Mamy już przecież siostry seniorki Afrykanki i ja się nimi zajmuję. We wspólnocie są także nowicjuszki i postulantki ze swoimi mistrzyniami. W sumie to duża, 23-osobowa wspólnota. Żeby to wszystko utrzymać, zaczęłam hodować przepiórki. Nasza ferma liczy blisko 4 tys. sztuk.

– Na jajeczka czy na mięsko?

– Na jedno i drugie. Odstawiamy przepiórki do zakładów mięsnych, także do różnych parafii, domów zakonnych. Zdrowe mięso przepiórek staje się popularną potrawą wśród miejscowego duchowieństwa.

– Jak się Siostrze współpracuje z afrykańskimi służebniczkami?

– Doznaję od nich wiele szacunku i miłości, szczególnie teraz, gdy jestem wśród nich jedyną Polką. Kiedy wracam z miasta z zakupami, zawsze się o mnie zatroszczą, przygotują kolację, usiądą ze mną przy stole. Z zawstydzeniem przyznam, że tego musiałam się uczyć od nich, bo zdawało mi się, że właśnie praca, obowiązki są na pierwszym miejscu. Natomiast one nauczyły mnie takiego podejścia, aby być do dyspozycji drugiej osoby. Cały czas dają mi lekcję siostrzanej miłości.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Europa Christi - sesja w Częstochowie

2018-10-22 11:09

Red

22 października (poniedziałek) godz. 11.00

Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”,

Częstochowa, ul. 3 Maja 12



EKONOMIA W KONTEKŚCIE „EUROPA CHRISTI”

Prowadzenie: Red. Mariusz Książek, Tygodnik Katolicki „Niedziela”

Powitanie: Lidia Dudkiewicz, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela”

Otwarcie: Abp Wacław Depo, Metropolita Częstochowski

Wprowadzenie: Ks. inf. dr Ireneusz Skubiś, Moderator Ruchu „Europa Christi”

Wykłady

Ks. Grzegorz Piątek SCJ, Koordynator Duszpasterstwa Przedsiębiorców i Pracodawców TALENT – „Indywidualny i społeczny wymiar odpowiedzialności przedsiębiorcy”

Ks. dr Przemysław Król SCJ, Duszpasterz Przedsiębiorców i Pracodawców TALENT – „Sprawiedliwość proceduralna – o nową jakość w relacji przedsiębiorcy z administracją podatkową”

Dr Henryk Siodmok, Prezes Zarządu Grupy ATLAS – „Sprawiedliwe podatki w duchu chrześcijańskim”

Adam Abramowicz, Rzecznik małych i średnich przedsiębiorców – „Sprawiedliwe podatki – propozycja nowego systemu podatkowego dla Polski”

Stefan Kawalec, Współpracownik Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych – „Wspólny obszar walutowy zagrożeniem dla współistnienia narodów i państw w duchu chrześcijańskim”

Dr Remigiusz Piłat, Właściciel i Redaktor Naczelny magazynu-gospodarczo-finansowego CAPITAL MAGAZYN – „Kapitał narodowy fundamentem chrześcijańskiej Europy”

Inż. Jan Michał Małek, USA – „Chrześcijańska myśl ekonomiczna, a (tak zwane) państwo opiekuńcze”

Zakończenie: Ks. inf. dr Ireneusz Skubiś, Moderator Ruchu „Europa Christi”

Godz. 15.30 – Msza św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze

22 października (poniedziałek) godz. 12.00

Sanktuarium św. Jana Pawła II, ul. Totus Tuus 32

Kraków-Łagiewniki

Msza św. dziękczynna na zakończenie Kongresu pod przewodnictwem kard. Stanisława Dziwisza

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem