Reklama

Franciszek do ofiarodawców choinki: jest ona znakiem wiary Polaków

2017-12-07 10:59

st (KAI) / Watykan

Włodzimierz Rędzioch

„Choinka, pochodząca w tym roku z Polski, jest znakiem wiary tego narodu, który także poprzez ten gest zechciał wyrazić swoją wierność wobec Stolicy Piotrowej” – powiedział Ojciec Święty, przyjmując delegacje ofiarodawców szopki i choinki stojących na placu św. Piotra. Obok diecezji ełckiej są to opactwo Montevergine, które ofiarowało żłóbek, a także dzieci leczone na oddziałach onkologicznych kilku szpitali włoskich oraz przybyłe z obszarów dotkniętych trzęsieniem ziemi w środkowych Włoszech.

Oto słowa papieskiego pozdrowienia w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry,

Z radością witam was przy tej okazji i kieruję podziękowania za dar szopki bożonarodzeniowej i choinki umieszczonych na Placu Świętego Piotra. Serdecznie pozdrawiam was wszystkich, począwszy od władz i przedstawicieli instytucji, które wsparły tę inicjatywę. Pozdrawiam opata terytorialnego opactwa Montevergine, za dar żłóbka oraz biskupa Ełku w Polsce, skąd pochodzi choinka. Pozdrawiam również dzieci leczone na oddziałach onkologicznych kilku szpitali włoskich oraz przybyłe z obszarów dotkniętych trzęsieniem ziemi w środkowych Włoszech, które koordynowane przez Fundację „Hrabiny Lene Thun” wykonały dekoracje.

Reklama

Co roku szopka i choinka przemawiają do nas swoim językiem symbolicznym. Sprawiają, że bardziej widoczne jest to, co odczytuje się w doświadczeniu narodzin Syna Bożego. Są to znaki współczucia Ojca Niebieskiego, Jego zaangażowania i bliskości wobec rodzaju ludzkiego, który doświadcza, że nie jest opuszczony w otchłani dziejów, ale nawiedzony i wspierany w swoich trudnościach. Drzewo wyciągnięte ku górze pobudza nas byśmy wychylili się ku „większym darom Bożym” (por. 1 Kor 12,31), abyśmy wznieśli się ponad przesłaniające mgły i doświadczyli, jak pięknie i radośnie jest być skąpanymi w świetle Chrystusa. W prostocie żłóbka spotykamy i kontemplujemy czułość Boga, objawiającą się w czułości Dzieciątka Jezus.

Tegoroczna szopka wykonana w typowym stylu sztuki neapolitańskiej inspirowana jest uczynkami miłosierdzia. Przypominają nam one, że Pan nam powiedział: „Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7, 12). Szopka jest miejscem sugestywnym, gdzie kontemplujemy Jezusa, który biorąc na siebie nędze człowieka zachęca nas, abyśmy i my tak czynili poprzez działania miłosierdzia. Choinka, pochodząca w tym roku z Polski, jest znakiem wiary tego narodu, który także poprzez ten gest zechciał wyrazić swoją wierność wobec Stolicy Piotrowej.

Drogie dzieci, moje podziękowanie jest skierowane szczególnie do was. W waszych pracach przekazałyście wasze marzenia i pragnienia, aby wznieść je do nieba i przedstawić Jezusowi, który staje się dzieckiem takim jak wy, aby wam powiedzieć, że was kocha. Dziękuję za wasze świadectwo, za uczynienie piękniejszymi tych oznak świątecznych, które będą mogli podziwiać pielgrzymi i goście z całego świata. Dziś wieczorem, gdy zapalą się światła żłóbka i choinki, także pragnienia, które przedstawiliście w waszych pracach zdobiących drzewko staną się jaśniejące i widoczne dla wszystkich.

Niech Boże Narodzenie będzie okazją do większej wrażliwości na potrzeby ubogich i tych, którzy podobnie jak Jezus, nie znajdują nikogo, kto by ich przyjął. Wam tu obecnym, waszym bliskim i tym, których reprezentujecie wyrażam moje szczere życzenia Dobrego Bożego Narodzenia. Zapewniam was o mojej modlitwie, aby Pan przyjął i spełnił wasze oczekiwania. Także i wy módlcie się za mnie i za moją posługę dla Kościoła. A teraz przyzywam dla was błogosławieństwa Pana, którym obejmuję także członków waszych rodzin.



Oto słowa papieskiego pozdrowienia w tłumaczeniu na język polski:

Drodzy bracia i siostry,

Z radością witam was przy tej okazji i kieruję podziękowania za dar szopki bożonarodzeniowej i choinki umieszczonych na Placu Świętego Piotra. Serdecznie pozdrawiam was wszystkich, począwszy od władz i przedstawicieli instytucji, które wsparły tę inicjatywę. Pozdrawiam opata terytorialnego opactwa Montevergine, za dar żłóbka oraz biskupa Ełku w Polsce, skąd pochodzi choinka. Pozdrawiam również dzieci leczone na oddziałach onkologicznych kilku szpitali włoskich oraz przybyłe z obszarów dotkniętych trzęsieniem ziemi w środkowych Włoszech, które koordynowane przez Fundację „Hrabiny Lene Thun” wykonały dekoracje.

Reklama

Co roku szopka i choinka przemawiają do nas swoim językiem symbolicznym. Sprawiają, że bardziej widoczne jest to, co odczytuje się w doświadczeniu narodzin Syna Bożego. Są to znaki współczucia Ojca Niebieskiego, Jego zaangażowania i bliskości wobec rodzaju ludzkiego, który doświadcza, że nie jest opuszczony w otchłani dziejów, ale nawiedzony i wspierany w swoich trudnościach. Drzewo wyciągnięte ku górze pobudza nas byśmy wychylili się ku „większym darom Bożym” (por. 1 Kor 12,31), abyśmy wznieśli się ponad przesłaniające mgły i doświadczyli, jak pięknie i radośnie jest być skąpanymi w świetle Chrystusa. W prostocie żłóbka spotykamy i kontemplujemy czułość Boga, objawiającą się w czułości Dzieciątka Jezus.

Tegoroczna szopka wykonana w typowym stylu sztuki neapolitańskiej inspirowana jest uczynkami miłosierdzia. Przypominają nam one, że Pan nam powiedział: „Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7, 12). Szopka jest miejscem sugestywnym, gdzie kontemplujemy Jezusa, który biorąc na siebie nędze człowieka zachęca nas, abyśmy i my tak czynili poprzez działania miłosierdzia. Choinka, pochodząca w tym roku z Polski, jest znakiem wiary tego narodu, który także poprzez ten gest zechciał wyrazić swoją wierność wobec Stolicy Piotrowej.

Drogie dzieci, moje podziękowanie jest skierowane szczególnie do was. W waszych pracach przekazałyście wasze marzenia i pragnienia, aby wznieść je do nieba i przedstawić Jezusowi, który staje się dzieckiem takim jak wy, aby wam powiedzieć, że was kocha. Dziękuję za wasze świadectwo, za uczynienie piękniejszymi tych oznak świątecznych, które będą mogli podziwiać pielgrzymi i goście z całego świata. Dziś wieczorem, gdy zapalą się światła żłóbka i choinki, także pragnienia, które przedstawiliście w waszych pracach zdobiących drzewko staną się jaśniejące i widoczne dla wszystkich.

Niech Boże Narodzenie będzie okazją do większej wrażliwości na potrzeby ubogich i tych, którzy podobnie jak Jezus, nie znajdują nikogo, kto by ich przyjął. Wam tu obecnym, waszym bliskim i tym, których reprezentujecie wyrażam moje szczere życzenia Dobrego Bożego Narodzenia. Zapewniam was o mojej modlitwie, aby Pan przyjął i spełnił wasze oczekiwania. Także i wy módlcie się za mnie i za moją posługę dla Kościoła. A teraz przyzywam dla was błogosławieństwa Pana, którym obejmuję także członków waszych rodzin.

Tagi:
szopka choinka szopka Franciszek

Częstochowa: bezdomni przygotowali szopkę bożonarodzeniową w centrum miasta

2017-12-22 11:42

ks. mf / Częstochowa (KAI)

Bezdomni z Fundacji św. Barnaby przygotowali szopkę bożonarodzeniową na placu Biegańskiego, centralnym placu Częstochowy, przed kościołem św. Jakuba.

Niedziela TV

Pomoc organizacyjną, a także ciepły posiłek dla pracujących, za sprawą s. Milleny ze Zgromadzenia Sióstr św. Józefa zapewniło kilka okolicznych barów i zaprzyjaźnione instytucje.

„Takie pragnienie i pomysł, by w centrum naszego miasta stanęła szopka bożonarodzeniowa, zrodził się już trzy lata temu w sercach młodzieży z Liceum im. Kopernika w Częstochowie, podczas spotkania, które miałam z młodzieżą. Potem dzięki życzliwym ludziom znalazły się materiały do budowy szopki w centrum miasta” – podkreśla s. Millena.

- Dzięki tym ludziom, którzy podarowali drewno, gwoździe i inne materiały, nasi kochani bezdomni mogli wybudować szopkę – dodaje s. Millena.

Natomiast Mariusz Machowski, wolontariusz z Fundacji św. Barnaby wspomina, że sam kiedyś żył daleko od Boga. - Pan Bóg też na mojej drodze postawił siostrę Millenę, która sama bardzo dużo nam pomaga. Sam także lubię pomagać ludziom. Myślę, że Bóg, aby mógł się narodzić, musi mieć dom. Musi być dom, żeby się narodzić na nowo – podkreśla Mariusz Machowski.

Pierwsza szopka bożonarodzeniowa na placu Biegańskiego stanęła w grudniu 2015 r. Wykonali ją bezdomni z miejskiej ogrzewalni przy ul. Krakowskiej pod kierunkiem s. Milleny ze Zgromadzenia Sióstr św. Józefa. Natomiast choinkę ozdabiały serca i anioły wykonane przez młodzież częstochowskich szkół, m.in. IV LO im. Sienkiewicza, Katolickiego Liceum Ogólnokształcącego i Gimnazjum im. Matki Bożej Jasnogórskiej oraz Technicznych Zakładów Naukowych.

Reportaż można zobaczyć na http://tv.niedziela.pl/film/2150/Musi-byc-dom-zeby-sie-narodzic-na-nowo

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Kard. Zenon Grocholewski o św. Janie Pawle II

2018-10-14 21:53

Joanna Adamik, Justyna Walicka | Archidiecezja Krakowska

W wywiadzie dla biura prasowego archidiecezji krakowskiej kard. Zenon Grocholewski wspomina dzień wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową oraz opowiada o wieloletniej współpracy z papieżem, który zawsze był sobą.

Katarzyna Katarzyńska | Archidiecezja Krakowska

– Osobiście kard. Wojtyłę poznałem dopiero w Rzymie. Przyjechałem tu 1966 roku i kiedy on przyjeżdżał do Rzymu to zawsze zatrzymywał się w Kolegium Polskim, gdzie mieszkałem. Był tam jednym z nas. To nie był hierarcha, który przechodzi obok studentów i ich nie widzi, ale dostrzegał każdego. 16 października 1978 roku byłem wśród studentów w Kolegium Polskim w Rzymie. Wtedy tam nie mieszkałem, ale akurat przyjechałem. Trwała transmisja z wyboru papieża. Pamiętam, że jak wyszedł kard. Felici, który zresztą był wtedy moim szefem, od razu podzieliłem się ze wszystkimi obecnymi, że coś tu nie gra, bo kard. Felici był jowialny, zawsze wesoły, uśmiechnięty, a tu wyszedł poważny. Widać było, że on nie był z tych, którzy promowali Wojtyłę. On, który przecież pisał wiersze po łacinie, rzymianin z krwi i kości, nie był zadowolony, że teraz zostaje papieżem ktoś „z lasu”. Ale potem się przekonał. Pamiętam, że w całej jego wypowiedzi rozpoczynającej się od „Habemus papam…” Wojtyła było na końcu, ale jak powiedział „Carolum” to wszyscy od razu wykrzyknęliśmy „Wojtyła!” To była wielka radość i mocne przeżycie.

Kard. Zenon Grocholewski wyznaje dalej, że po wyborze polskiego papieża obok wielkiej radości towarzyszył mu strach.

– Myślałem sobie, że Wojtyła nigdy nie pracował w kurii rzymskiej, a tu jest mnóstwo „mózgów” z całego świata, bałem się, czy nie będzie się czuł trochę przygnieciony tym całym aparatem. Ale już po dwóch dniach wiedziałem – o nie, nikt go nie przygłuszy, on jest sobą, tak jakby był w swoim domu. Zaczyna żyć zupełnie inaczej, idzie do chorych, przemawia, zaprasza do siebie na śniadania, kolacje. Był zupełnie sobą i bardzo mi się to podobało.

Kardynał wspomina, że pracował wtedy w Najwyższym Sądzie Kościelnym, gdzie przychodziło wielu profesorów prawa, adwokatów i uderzyło go, że przyjęli tego papieża bardzo dobrze, nie było słowa krytyki, każdy gratulował i cieszył się. Podkreślił też, że Wojtyła był sympatyczny od samego początku i wszystkich ujął już podczas pierwszego przemówienia, kiedy wyznał, że jeszcze nie umie dobrze włoskiego i prosił, że jeśli zrobił jakiś błąd, to żeby go poprawić – przy czym właśnie w tym zdaniu błąd popełnił. To jeszcze bardziej zjednało mu ludzi.

Następnie kardynał odniósł się do homilii, którą Jan Paweł II wygłosił, inaugurując swój pontyfikat i kiedy wypowiedział słynne „otwórzcie drzwi Chrystusowi”.

– Pamiętam, że jak tego kazania słuchałem to byłem przekonany, że to jest Wojtyła. Normalnie jest tak, że nowemu papieżowi na początku pomagają i na pewno mu kazanie napisali. Jednym z autorów miał być kard. Felici. Potem Felici był niezadowolony, bo papież nawet tego nie przeczytał, tylko sam powiedział to, co mu leżało na sercu. Dla niego bardzo ważny był człowiek, którego chciał ubogacić Chrystusem. I wyraził to wobec całego świata. Zaraz widziało się, że w tym mu nikt nie pomagał, nikt mu tego nie pisał, że to jest on.

Kard. Grocholewski powiedział także, że do dzisiaj wszyscy to kazanie wspominają i cytują, co jest piękne, właśnie dlatego, że Wojtyła nigdy nikogo nie naśladował tylko był sobą, był autentyczny i dzięki temu zjednywał sobie bardzo wielu ludzi i to nie tylko katolików.

Kardynał wspomniał też sytuację, kiedy najwięksi amerykańscy adwokaci przybyli do Rzymu, by zobaczyć jak funkcjonuje Najwyższy Sąd Kościelny, w którym pracował wtedy kard. Grocholewski. W ramach tej wizyty zorganizował im również spotkanie z Ojcem św. Wspomina, że otrzymał potem od ich przewodniczącego – Żyda piękny list, w którym dziękował za wizytę, ale przede wszystkim za spotkanie z papieżem, które ogromnie go ujęło.

– Takie wrażenie zrobił ten człowiek przez kilka minut, bo przecież tyle trwa spotkanie z Ojcem św. To było piękne. Był to papież, który robił wrażenie, ale nie dlatego, że starał się komuś zaimponować, ale swoją osobowością. Zawsze mówię, że był prawdziwym człowiekiem. Był ilustracją tego, o czym nauczał.

Kard. Grocholewski podkreślił, że z pism Jana Pawła II jasno wyłania się fakt, że szczytem człowieczeństwa jest świętość.

– On właśnie był świętym. Jego świętość to jest bycie prawdziwie człowiekiem. Nikt nie miał wątpliwości, że on żyje tym co mówi i naprawdę w to wierzy.

Rozmówca przypomniał dalej, że Jan Paweł II wiele mówił o dialogu, a prawdziwym człowiekiem dialogu był tylko on – z kilku ważnych powodów, które bardzo konkretnie wskazał kard. Grocholewski. Po pierwsze dlatego, że rozmawiał ze wszystkimi bez wyjątku.

– Nie było kategorii ludzi, z którymi by nie rozmawiał: z katolikami, robotnikami, intelektualistami, studentami, muzułmanami, Żydami, buddystami, ze wszystkimi. Nawet rozmawiał z tym, który chciał go zabić.

Po drugie w rozmowie nikogo nie obrażał, bo miał szacunek dla każdego.

– Nigdy nie było tak, żeby do kogoś odzywał się z jakąś pogardą czy lekceważeniem. Wobec każdego miał szacunek.

Po trzecie Jan Paweł II wszędzie był sobą.

– On nie starał się żeby zaimponować, nie zmieniał swoich poglądów w zależności od tego z kim rozmawiał. Nie starał się przypodobać np. młodzieży, ale wszędzie i z każdym był sobą. Wobec każdego świadczył o swojej wierze.

Czwartym elementem była koherencja czyli spójność.

– Dla mnie był to papież, który odegrał wielką rolę w świecie. Szkoda tylko, że jego doktryna wciąż jest tak mało znana. (…) A niesie potężny potencjał świętości, wiedzy, nauki dla całego świata. Ja bardzo chętnie wracam do jego tekstów i czasem jestem naprawdę zachwycony, bo odkrywam na nowo jego myśl.

Kardynał podkreślił, że cieszy się, iż przez cały pontyfikat miał okazję współpracować z polskim papieżem, choć pracę w Najwyższym Sądzie Kościelnym rozpoczął już sześć lat przez wyborem Wojtyły. Wspomina Ojca św. jako człowieka niezwykle otwartego.

– Można mu było wszystko powiedzieć. Można było z niego pożartować, ale też można było powiedzieć, że coś się nam nie podoba, dyskutował wtedy i dawał szansę zmiany na lepsze.

Kard. Grocholewski mówił także o wielkim wpływie, jaki miał i ma na niego Jan Paweł II, wpływie, który jednocześnie jest rachunkiem sumienia. Podkreślił, że źródłem jego wielkości było życie duchowe. Wspomniał pierwszy, spontaniczny wyjazd papieża na Mentorellę, gdzie chodził jeszcze jako kardynał. Powiedział tam dwie fundamentalne rzeczy: pierwszym zadaniem papieża jest modlitwa, nie nauczanie, organizowanie, reformowanie, tylko modlitwa oraz, że to jest pierwszy warunek skuteczności jego pracy. Kardynał podkreślił, że właśnie dlatego on tak dobrze rozumiał Siostrę Faustynę, bo i on prowadził głębokie życie duchowe.

– Jego piękna osobowość znajduje swoje korzenie w jego łączności z Panem Bogiem. Nikt nie może w Kościele wiele zrobić jeżeli nie jest złączony z Panem Bogiem. Pan Jezus mówił jasno „beze mnie nic uczynić nie możecie”. Dlatego cała ta mozaika osobowości Jana Pawła II znajduje swoje korzenie w człowieku, który się naprawdę modlił. Papież kazał sobie kłaść na klęczniku kartki z intencjami tych, którzy prosili go o modlitwę i rzeczywiście się w tych intencjach modlił. Jego wiara i kontakt z Panem Bogiem dawały mu bardzo duży spokój duchowy. Widział problemy w świecie, kłopoty, trudności, ale był zawsze pogodny. On umiał na to wszystko patrzeć w świetle wiary i swojej łączności z Chrystusem, któremu zawierzył.

Kardynał wspomina, że tylko raz widział jak papież się zdenerwował.

– Byłem prawnikiem i poprosił mnie wraz z grupą siedmiu osób żebyśmy dyskutowali na temat kodeksu prawa kanonicznego, który potem w ’83 roku się ukazał. Ten kodeks był 20 lat opracowywany przez fachowców. W końcu powstał. Ostatni schemat niosłem do papieża i wszyscy byliśmy przekonani, że musi zaufać i podpisać, bo nie jest prawnikiem. A tak nie było. Dostałem telefon, żeby przyjść do papieża na obiad. Przyszedłem i okazało się, że było nas takich siedmiu, z różnych środowisk, i papież powiedział nam, że już dwa razy ten kodeks przeczytał, ale jeśli ma go podpisać to musi go jeszcze przestudiować i prosi nas o pomoc. Mieliśmy 14 spotkań z papieżem po 3 lub 4 godziny każde.

Kardynał opowiada dalej, że w pewnym momencie zasugerowali papieżowi, żeby przy tych obradach był obecny szef komisji, która zatwierdziła kodeks. Tak się stało. I raz, gdy wszyscy krytykowali jeden punkt, on nie wytrzymał i przy papieżu na nich nakrzyczał.

– Wtedy widziałem, że papież też się trochę uniósł i powiedział, że jest nieprawdą, że się za dużo mówi, bo jeśli ktoś stawia tezę to ma prawo ją uzasadnić. I zakończył bardzo mocno, że bardzo prosi, by tak było mówione jak dotychczas. Czyli naprawdę chciał słuchać różnych opinii. Tym bardziej, że on nas wybrał wiedząc, że się nie będziemy zgadzali.

Kard. Grocholewski wyznał także, że prace nad tym kodeksem były czymś, co go najbardziej uderzyło, wzruszyło i wydawało się nieprawdopodobne.

– Ja byłem wtedy najmłodszy, ale nikt z nas nie mógł pojąć, że papież chce z nami dyskutować. Dla nas wszystkich to było wielkie przeżycie.

Wspomina także poważny problem prawniczy, z którym mierzyli się w sądzie i trzeba było potwierdzenia papieża. Kardynał opowiada, że był zaniepokojony czy papież zrozumie zawiłości prawne, a on bez problemu je zrozumiał.

Z drugiej strony jednak uderzała jego prostota – zapraszał ich po kolacji na taras na różaniec. Można było z nim pożartować. Rozmówca podkreśla, że papież miał poczucie humoru również na własny temat.

– Myśmy się czasem z niego nabijali. Pamiętam jak były raz imieniny Stanisława Dziwisza i my z papieżem na te imieniny jechaliśmy. Wcześniej to było nie do pomyślenia! Albo na gwiazdkę ks. Dziwisz dzwoni, bo papież chce kolędy pośpiewać. On się wszędzie czuł sobą i ten kto do niego przychodził też się czuł dobrze. Wiedział, że papież nie patrzy na niego jakoś z góry tylko jako przyjaciel, ktoś kto go szanuje i dla kogo jest drogi.

Kardynał opowiedział także, że w prywatnej kaplicy bierzmował osobę, która przyjęła chrzest pod wpływem spotkania z papieżem i w książce pamiątkowej napisała „najpiękniejszą religią świata jest katolicyzm”.

Mówił również, że Jan Paweł II dał świadectwo jak można cierpienie uczynić apostolatem. Wspomniał Światowe Dni Młodzieży w Rzymie, gdzie przybyło 2,5 mln osób. Ojciec św. był starym człowiekiem, który ledwo mówił, a tyle młodzieży chciało się z nim spotkać. Kardynał podkreślił, że autentyzm jego życia pociągał i dawał entuzjazm Kościołowi.

Wspomina także czas, kiedy budowano salę audiencyjną Pawła VI i krytykowano, że jest zbyt duża na 7 tys. miejsc siedzących, że nigdy nie będzie pełna.

– Za Pawła VI nie była pełna. Przyszedł Jan Paweł II i sala za mała! Bo przychodzi nie 7 tys. ludzi ale 70 tys., 100 tys. i więcej. I zaczęły się audiencje na Placu św. Piotra. To nie skończyło się przez cały jego pontyfikat i trwa nadal.

Jeśli chodzi o krytykę papieża, to kardynał wskazał, że najpierw trzeba znaleźć źródło tej krytyki – o co tak naprawdę chodzi. Podkreślił, że człowiek, który oddala się od Chrystusa często krytykuje, by zagłuszyć swoje sumienie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Moje pismo Tęcza - 7/8 2018

Młody Irakijczyk przemawiał na Synodzie. Papież zaprosił go do domu

2018-10-15 17:19

ts (KAI) / Watykan

Papież Franciszek nieoczekiwanie przyjął w Domu św. Marty młodego Irakijczyka, uczestnika Synodu Biskupów w Watykanie na temat młodzieży i przekazał mu przesłanie do młodych chrześcijan w jego kraju. 26-letni stomatolog Safa al.-Abbia musi wcześniej wracać do kraju, aby opiekować się chorą na raka matką. Przed powrotem do domu wierny Kościoła chaldejsko-katolickiego pragnął osobiście pozdrowić papieża – Franciszek natychmiast spełnił jego życzenie.

VaticanNews/YouTube.com
Safa al.-Abbia z Iraku

Zdjęcia z tego serdecznego spotkania z 13 października zostały natychmiast zamieszczone na oficjalnym synodalnym Twitterze @Synod2018. Młodemu Irakijczykowi papież podarował różaniec dla mamy oraz przekazał przesłanie do młodych chrześcijan w Iraku. Franciszek zapewnił, że stale nosi w sercu młodych chrześcijan znad Eufratu i Tygrysu i zdaje sobie sprawę z ich cierpień. Jednocześnie przekonywał młodych chrześcijan w Iraku, aby ufali w przyszłość i nie dali się zniechęcić bolesną przeszłością oraz trudnym czasem współczesnym gdyż towarzyszy im Chrystus.

Safa al-Abbia zwrócił na siebie uwagę swoim wystąpieniem w auli synodalnej 11 października, kiedy przedstawił raport ukazujący męczenników w Iraku, którzy w ciągu minionych 15 lat zginęli z powodu świadectwa wiary w Chrystusa. Młody Irakijczyk podkreślał, że dziś dla młodzieży irackiej największymi wyzwaniami są „pokój, stabilizacja i prawo dożycia w godności”. Kończąc swoje wystąpienie wezwał młodych Irakijczyków do modlitwy za wszystkich cierpiących chrześcijan, nie tylko w ich kraju i wypowiedział życzenie leżące w sercach wielu irackich chrześcijan, „abyśmy pewnego dnia mogli pozdrowić papieża u nas, w naszym kraju”. Według uczestników synodalnych obrad, wystąpienia Safa al-Abbia spotkało się z największą – jak dotychczas – owacją.

W rozmowie z portalem vaticannews młody Irakijczyk powiedział, że chodziło mu o to, aby zwrócić uwagę, iż w Iraku żyje wielu wspaniałych chrześcijan, którzy mimo „smutnych i nędznych warunków życia żyją silną wiarą i ją zaświadczają”. Młodzi chrześcijanie w Iraku chcą po prostu móc żyć w swoim kraju „w godnych warunkach”. "Módlcie się za nas, my także modlimy się za was", zaapelował do młodych chrześcijan w krajach, w których nie są oni prześladowani.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem