Reklama

Pielgrzymka do Ojca Pio

Wiecznie młoda i zniewalająco piękna

2017-12-07 10:43

Antoni Szymański

Krzysztof Sitkowski/KPRP

Z uwagą wysłuchałem orędzia Prezydenta Andrzeja Dudy wygłoszonego podczas uroczystego Zgromadzenia Narodowego zwołanego na okoliczność 150–lecia urodzin Józefa Piłsudzkiego. Uroczystość ta zapoczątkowała obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, których kulminacja nastąpi 11 listopada 2018 roku.

Szczególnie bliski memu sercu był wątek pojednania narodowego. Przewijał się on właściwie przez całe przemówienie, jednak najsilniej wybrzmiał w następujących słowach: Nadeszła pora, aby istotą naszego życia publicznego przestało być nieustanne, wyniszczające starcie wrogich plemion. Czas na rzeczową debatę w gronie rodaków. Na rozmowę pomiędzy depozytariuszami bezcennego dobra, którym jest nasze wspólne, niepodległe państwo – powiedział dobitnie prezydent.

Obserwatorom polskiego życia publicznego nie trzeba tłumaczyć o jakie „wrogie plemiona” chodziło głowie państwa. Jednak ciekaw jestem jakie myśli i uczucia przebiegły wówczas przez serca zgromadzonych w sali słuchaczy. Gdyby wyświetlić zawartość umysłów posłów i senatorów na ekranie pokazującym wyniki sejmowych głosowań – ciekawe czy ukazałyby się również takie zdania?: „On chyba nie mówi o mnie!”, „nie przesadzajmy przecież taka jest polityka…” , „Moje ugrupowanie to nie żadne plemię!”

Oczywiście to tylko moje fantazje i skrzywdziłbym Koleżanki i Kolegów parlamentarzystów, gdybym suponował, że u każdego z nich wyłącznie taki rezonans wywołały słowa prezydenta. Jestem bowiem pewien, że przynajmniej część z nas zdaje sobie sprawę z tego, że początkiem pojednania jest uderzenie się we WŁASNE, a nie cudze piersi…

Reklama

Prezydent powiedział dalej: Polska nie jest niczyją własnością. Polska nie jest nawet naszą własnością, naszego pokolenia. My tylko jesteśmy jej wybrańcami, jej sługami i opiekunami. Wspaniałe słowa wskazujące, że drogą do pojednania narodowego jest pokora. Nieraz zastanawiam się co takiego jest w naturze człowieka, że trudno mu o pokorę. Niesłychanie przywiązani jesteśmy do swojego piękna, własnych osiągnięć, zazdrośni o splendor, sławę i zaszczyty. Skąpimy innym zaufania a odmienność jest często dla nas zagrożeniem.

Czy jest rada dla zapatrzonych w siebie ludzi (polityków) ? Czy jest coś w stanie odwrócić ich uwagę od zachwytu nad samym sobą? Musiałoby to być coś znacznie bardziej zachwycającego. I tu prezydent Duda trafia w samo sedno: Polska – wiecznie młoda i zniewalająco piękna, groźna, ale i pełna majestatu – wciąż budzi w nas nowe siły i zdolności, dumę i odwagę, wielkie idee i żywe uczucia. Wzrasta razem z nami. Jest silna naszą siłą i naszymi sukcesami. Opiekę nad tym skarbem przekażemy kiedyś naszym dzieciom i wnukom.

Użyty przez mówcę zabieg literacki personifikujący Polskę w duchu najlepszych tradycji poezji romantycznej, wywołał zapewne nie tylko u mnie ogromne wrażenie.

Porównanie do kobiety, która pociąga i skłania do zaopiekowania się nią – nie z obowiązku lecz z szlachetnego odruchu serca. Cóż za genialne odkrycie! Istotnie lekarstwem na pychę i narcyzm nie jest dokonywanie uroczystych postanowień, czy ciągłe „branie się w garść”. Tym nowym obiektem zachwytu, który odwróci moją uwagę od samego siebie i moich partykularnych interesów ma być wiecznie młoda i zniewalająco piękna, groźna, ale i pełna majestatu… P O L S K A.

Odwróćmy oczy od samych siebie i trzymajmy je utkwione w Polsce – tak można by skonkludować przesłanie prezydenta i tak skwitować drogę do narodowego pojednania.

Czy wygłoszone przesłanie przyniesie pożądany efekt? Z pewnością nie stanie się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jednak wierzę (dla niektórych może naiwnie), że piękno i prawda zasiane w szczerych sercach z czasem nie pozostaną bezowocne. Polska nie jest tylko figurą literacką lecz wspólnotą realnych ludzi, którzy mają swoje lepsze i gorsze dni, głoszą różne poglądy polityczne, okazują słabości i nieraz uciążliwe przyzwyczajenia, ale niezależnie od tego mają sporo do zaoferowania swojemu krajowi.

Tagi:
komentarz

ProEugeniczny dokument genetyków i ginekologów

2018-05-13 17:05

Artur Stelmasiak

Lektura dokumentu genetyków i ginekologów jest przerażająca. Profesorowie medycyny mają w ręku "zabawki" do selekcji człowieka i protestują, bo ich "zabawa" może być zakazana.

Bożena Sztajner

"Nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny, ani nikomu nie będę jej doradzał, podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie" - to cytat z Przysięgi Hipokratesa, ojca medycyny i filozofa. Nie był on wcale związany z polską polityką, Kościołem katolickim, czy z Kają Godek. Hipokrates jest totalnie spoza naszego politycznego, religijnego i antyreligijnego układu. A jednak zakaz eutanazji i aborcji farmakologicznej postawił na pierwszym miejscu, tuż przed przykazaniem zachowania tajemnicy lekarskiej.

Okazuje się, że żyjący 2400 lat temu człowiek, przewidział jakie zagrożenia nieść może medycyna w XXI wieku. Hipokrates na pewno nie podpisałby się pod "stanowiskiem" sygnowanym przez Polskie Towarzystwo Genetyki Człowieka oraz Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników (dla ścisłości podpisanych genetyków jest 14, a ginekologów tylko 2). Ich stanowisko zostało rozesłane do wielu instytucji w Polsce, aby w ten zaatakować obywatelski projekt "Zatrzymaj Aborcję". Nic więc dziwnego, że z proaborcyjnej postawy medyków zachwyceni są m. in. dziennikarze radia TokFM i Gazety Wyborczej.

Z dokumentu dowiadujemy się, że współczesne standardy opieki ginekologicznej powinny zapewnić "optymalne warunki pozwalające na urodzenie zdrowego dziecka". Co do wykładni pełna zgoda, bo przecież od tego są lekarze, by dbali o zdrowie nawet najmniejszego pacjenta. Ale co zrobią profesorowie, gdy maleńki pacjent zachoruje, albo - nie daj Boże - będzie prawdopodobieństwo, że jest niepełnosprawny? "Postęp technologiczny, w tym m. in. w zakresie badań ultrasonograficznych, a także wykorzystywania w diagnostyce szeregu markerów biochemicznych i genetycznych, przyczynia się do wykrywania wielu nieprawidłowości rozwojowych u płodu jeszcze na wczesnym etapie rozwoju ciąży" - czytamy w dokumencie sygnowanym głownie przez genetyków. Ale "losowy charakter występowania" "różnego typu nieprawidłowości", to "dramat zarówno dla kobiety, jak i dla opiekującego się nią lekarza".

W tym miejscu zmienia się już narracja profesorów medycyny. Lekarz zajmuje się tylko kobietą, a drugi pacjent (dziecko) nazywane jest już "prawem wyboru". Według sygnatariuszy dokumentu najważniejszym obowiązkiem lekarza jest poinformowanie kobiety o stanie zdrowia tego "prawa wyboru". Innymi słowy chodzi o wystraszenie kobiety o podejrzeniu "wadliwego płodu" i "skutków" jego urodzenia. W tym samym czasie "etyczny" lekarz musi zabiegać o "autonomiczną decyzję kobiety", która ma prawo do zdrowia także "psychicznego". - "Kwestionowanie takiego prawa jest nieludzkie" - czytamy w dokumencie.

Teraz ja zapytam: Czy oznacza to, że zabicie dziecka, u którego zdiagnozowano chorobę, jest bardziej "ludzkie", niż zdrowie psychiczne kobiety i ewentualna bezsenność matki, która pochyla się nad kołyską swojego dziecka? W dokumencie nie ma słowa o traumie, głębokiej chorobie postaborcyjnej dla obojga rodziców, a często również dla całej rodziny. Autorzy dokumentu nie chcą chronić przed zagrożeniem syndromu proaborcyjnego, a jedynie chcą ją "chronić" przed potencjalnymi skutkami urodzenia "wadliwego" dziecka. Co więcej profesorowie sugerują, że przyjście na świat niepełnosprawnego dziecka, często jest "szkodą dla zdrowego rodzeństwa". Innymi słowy "wadliwego" brata lub siostrę lepiej zabić.

Dokument jest tak sprytnie skonstruowany, że ani razu nie pada w nim słowo aborcja. Zabójstwo człowieka jest nazywane "prawem wyboru", albo "autonomią kobiet". Kwestionowanie "prawa kobiet" do zabicia własnego dziecka nazwane jest czymś "nieludzkim" i "stygmatyzującym". I właśnie w kontekście życia i śmierci małego pacjenta przedstawiciele środowiska medycznego wypowiadają swoje filozoficzne credo. "Nie istnieje w tym zakresie żadna prawda uniwersalna" - napisali. Zupełnie tak, jakby chcieli zaprzeczyć, że życie zabitego dziecka nie było prawdziwą prawdą, bo przecież "prawda uniwersalna" nie istnieje. I dlatego można to (nieprawdziwe) życie przerywać.

W następnym akapicie polscy uczeni przekonują, że "około 95 proc. badań prenatalnych kończy się wydaniem wyniku prawidłowego". O co chodzi? Prawidłowy wynik dla profesorów, jest równoznaczny z prawem do życia, bo według obowiązującego przepisów nie da się "skłonić ciężarną do innej decyzji".

Te właśnie fragmenty dokumentu oraz specyficzny dobór słów najlepiej pokazują, kim oni są, co robią na co dzień w pracy i jakie mają cele. Środowisko medyczne podważą prawdę o życiu, by rozszerzać praktykę eugeniczną i bawić się w panów życia i śmierci.

W jednym punkcie muszę się zgodzić z przedstawicielami dwóch medycznych towarzystw. Wyrażają oni swoją zdecydowaną dezaprobatę dla tworzenia "katalogu wad, chorób lub zaburzeń", którego celem mogłoby być administracyjne rozstrzygnięcie o prawie do zabicia dziecka, lub jego ocaleniu. Oczywiście dokument nazywa to ograniczeniem "poszanowania autonomicznej decyzji kobiety". Jednak lekarzom chodzi zupełnie o coś innego, niż obrońcom życia. Oni boją się, że zostaną ograniczeni w interpretacji istniejącego prawa do decydowaniu o zabiciu lub życiu dziecka. To przecież oni wydają odpowiedni dokument ze skierowaniem do "decyzji".

Aby zobaczyć, jak wygląda historia interpretacji obecnego prawa, wystarczy sięgnąć pamięcią kilkanaście lat wstecz. Na początku lat 2000. dzieci z Zespołem Downa normalnie rodziły się w polskich szpitalach. Lekarze, a zwłaszcza genetycy interpretację prawa aborcyjnego tak rozszerzyli, że dziś dzieci z Zespołem Downa prawie się nie rodzą. Pewnie dlatego sygnatariusze dokumentu protestują również przeciwko używaniu w debacie publicznej przykładów chorób rozpoznawalnych prenatalnie. Trudno się dziwić, że genetycy i ginekolodzy nie chcą, by Polacy wiedzieli, że oni masowo zabijają np. dzieci z Zespołem Downa.

Dzięki medycznej reinterpretacji prawa ilość aborcji eugenicznych w ciągu 20 lat zwiększyła się z 39 do 1044 zbitych dzieci. To im zawdzięczamy wzrost aborcji eugenicznych aż o 2,6 tysiąca procent. Dlatego nie można tworzyć katalogów chorób, które będą furtką do kolejnych medycznych interpretacji. Aborcję eugeniczną trzeba zakazać, bo nikt nie powinien decydować o życiu i śmierci człowieka w oparciu o diagnostykę medyczną, która często jest błędna. Znam wiele historii dzieci, których lekarze skazali na decyzję kobiety. Rodzice odmówili aborcji, a dzieci urodziły się całkowicie zdrowe.

Z dokumentu dowiadujemy się, że zarząd dwóch towarzystw o specjalizacjach medycznych wyraża swoje stanowisko niezależnie od różnych opinii pośród członków obu towarzystw. Kolejną ciekawostką jest fakt, że dokument jest firmowany przez środowisko genetyków i ginekologów, ale jak popatrzymy, kto go podpisał, to okazuje się, że tam są praktycznie sami profesorowie genetyki i zaledwie dwóch ginekologów. Wprawdzie jest prezes PT Ginekologów i Położnych prof. Mirosław Wielgoś, ale nie może być mowy, że pod stanowiskiem podpisał się cały zarząd Towarzystwa, bo brakuje przynajmniej trzech nazwisk. Prezes towarzystwa ginekologicznego słynie ze swoich proaborcyjnych poglądów. Mocno atakował prof. Bogdana Chazana za to, że odmówił zabicia dziecka. Chwalił jednocześnie postawę prof. Romualda Dębskiego, który słynie z aborcji dzieci z Zespołem Downa.

Zaskakuje bardzo duża ilość podpisów naukowców, którzy są specjalistami od genetyki. Dokument podpisany jest przez cały zarząd towarzystwa genetyków, a także dołączyli do nich przewodniczący poszczególnych sekcji. W sumie aż 14 osób z tytułami. Niestety wygląda na to, że środowisko genetyków ma największy problem z przysięgą Hipokratesa i jednocześnie są zwolennikami eugeniki. Ginekolodzy, którzy zabijają dzieci z Zespołem Downa wielokrotnie mówili, że namówili ich do tego genetycy i ich opinie. Tak mówił w wywiadach m. in. prof. Wielgoś. Wygląda więc na to, że współczesna nauka medyczna ma niebezpieczne "zabawki" w ręku. Z jednej strony genetyka próbuje poprawić człowieka, a tych ludzi, których zdaniem genetyków nie da się "naprawić" trzeba zabić i wyrzucić, jak zepsutą zabawkę. Znam wielu wybitnych genetyków, którzy w swojej pracy posługują się sumieniem, ale to oni mówili mi również o zepsuciu moralnym i zapędach eugenicznych tego środowiska.

W tle tej dyskusji są również duże pieniądze na badania genetyczne, i etaty dla lekarzy. Medycy chwalą się w dokumencie, że 95 proc. badań genetycznych u podejrzanych dzieci kończy się brakiem wskazania do aborcji. Jeżeli mamy ponad 1000 aborcji rocznie, to oznacza, że rocznie mamy około 20 tysięcy drogich badań eugenicznych w Polsce.

Genetyka jednoznacznie wskazuje, że człowiek, jest człowiekiem od poczęcia. Ale medycy, którzy to doskonale wiedzą, podpisali się pod dokumentem, w którym stwierdzają, że życie i śmierć małego człowieka nie jest prawdą uniwersalną. Jeżeli można nieprawdziwie zabijać, to przecież tym bardziej można kraść i kłamać. I z punktu etycznego ten dokument należy traktować, jako zwykłe kłamstwo ubrane w pseudonaukowe szaty.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Skąd mieć pewność, że On przyszedł?

2018-05-16 11:24

Bp Andrzej Siemieniewski
Edycja wrocławska 20/2018, str. I

Fotolia.com

"Bez Ducha Świętego wszystko jest zimne. Kiedy czujemy, że stygnie w nas zapał, powinniśmy szybko rozpocząć nowennę do Ducha Świętego i prosić w niej o wiarę i miłość”. Tymi słowami św. Jan Vianney w kazaniu o Duchu Świętym dał nieprzemijającą receptę dla wszystkich, którzy nie są zadowoleni ze stanu swojej wiary. „Ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden” (Dz 2, 3). Języki z ognia to siedem darów Ducha Świętego. Znamy je z księgi proroka Izajasza.

Z biegiem wieków ród Jessego, ojca króla Dawida, bardziej przypominał obalony na ziemię pień niż dumnie wznoszące się drzewo. Ale podobnie jak ze ściętej topoli lub wierzby wypuszczają się wiosną nowe pędy, tak samo i z pnia Jessego, z rodu Dawida, powstał nowy pęd zapowiadający duchową wiosnę. To Jezus jest pełen wszystkich siedmiu darów Ducha, to On zawiera „wszystkie skarby mądrości i umiejętności”. Kto chce być podobny do Jezusa, powinien modlić się o dary Ducha. Siedem darów Ducha Świętego to lekarstwo na siedem słabości naszego serca, które sprawiają, że schodzimy na manowce.

Jakże często dowiadując się o kolejnych, niesłychanych nigdy wcześniej nonsensach współczesnego społeczeństwa, mówimy: „świat chyba zwariował”. Wobec utraty rozumu w tak wielu dziedzinach społecznego życia, potrzebne nam jest przyjście do Jezusa i odzyskanie zdrowych zmysłów, potrzebny nam jest DAR ROZUMU.

Mówimy: „Jak mogłem być taki głupi!” Z powodu zawężonego spojrzenia, nadmiaru emocji, nieopanowania pożądań – dochodzi do czynów kierowanych życiową głupotą. Potrzebna nam jest modlitwa o DAR MĄDROŚCI.

A strach przed ludzką opinią? Przed narażeniem się większości, przed „wychyleniem się”, przed byciem innym? Potrafi być równie potężny i paraliżujący jak lęk wobec okrutnych prześladowań Kościoła w krajach pozbawionych wolności religijnej. Duch Święty przynosi nam DAR MĘSTWA.

Ostatnie dwa stulecia to czas ideologii systemów myśli produkowanych przez zawodowych intelektualistów nie posiadających jednak moralnej wrażliwości i duchowej wyobraźni. Dlatego nie są w stanie przewidzieć skutków swoich pomysłów dotyczących społeczeństwa, rodziny i wolności. Na to trzeba być zakorzenionym w całych wiekach tradycji i historii, potrzeba dystansu, który wynika tylko z przebywania w obecności Boga. Konieczny jest nam DAR WIEDZY.

Nie tylko na zewnątrz nas znajdują się źródła życiowego zamieszania. Bywa, że w sercu zadomowi się jeszcze inna wada: lekkomyślność. To brak powagi w traktowaniu swojego życia i powołania, marnowanie czasu i zdolności, które – nie używane i nie trenowane – zanikają. Trzeba modlić się o dar głębokiego przejęcia się tym, jak wiele zostało nam dane, a tę postawę umożliwia DAR BOJAŹNI BOŻEJ.

Nawet gorliwość religijna sama w sobie jeszcze nie wystarczy. Dotkliwie doświadczył tego gorliwy przecież Szaweł, zanim nauczył się słuchać Boga. Chciał służyć Bogu, ale według własnego pomysłu. Tymczasem służyć Panu mamy po Bożemu i to właśnie jest DAR POBOŻNOŚCI.

Pobożność nie kończy się jednak na osobistym przeżywaniu spotkania z Bogiem. Celem jest przecież uwolnienie z krępujących nas więzów egoizmu i wyruszenie na pomoc bliźniemu. Tak właśnie działa udzielony przez Ducha Świętego DAR RADY.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

„Deszcz” różanych płatków w Panteonie

2018-05-20 21:41

Włodzimierz Rędzioch

W samym centrum Rzymu wznosi się Panteon - jedna z najbardziej znanych i najlepiej zachowanych starożytnych budowli miasta. To dzieło geniuszu rzymskich inżynierów, słusznie uznawane za jeden z cudów świata, zostało wzniesione przez Rzymian dla ich bóstw. Stąd jego nazwa - „panteon”, która pochodzi od greckich słów: „pan” - wszystko, „theoi” – bogowie. W 609 r. cesarz Fokas podarował Panteon ówczesnemu papieżowi Bonifacemu IV, który przekształcił pogańską świątynię na kościół - poświęcił go chrześcijańskim męczennikom i Matce Bożej. Według tradycji, właśnie tutaj zostały przeniesione z katakumb relikwie pierwszych męczenników, stąd jego nazwa: kościół Najświętszej Marii Panny od Męczenników (po włosku - Santa Maria ad Martyres). Tradycja głosi, że cesarz przekazał papieżowi również pochodzącą z Konstantynopola ikonę Matki Bożej, która czczona jest do dziś w świątyni.

Włodzimierz Rędzioch
Deszcz róż w Panteonie
Zobacz zdjęcia: Deszcz płatków róż w Panteonie

Rzymski Panteon to olbrzymia, wykonana z cegły rotunda z kolumnowym portykiem, którą przykrywa wspaniała kopuła. Przez ponad 1000 lat od jej wzniesienia nikomu na świecie nie udało się zbudować większej kopuły. Średnica rotundy i jej wysokość są identyczne - 43,50 m, co oznacza, że harmonijne wnętrze Panteonu mogłaby wypełnić olbrzymia sfera o tej właśnie średnicy. Jedynym „oknem” oświetlającym wnętrze jest olbrzymi otwór w kopule, zwany oculusem, który ma prawie 9 m średnicy. Przez otwór do Panteonu wpada nie tylko światło, lecz także deszcz, dlatego podłoga w środku jest nieco wklęsła, by mogła odprowadzać wodę.

W kościele Najświętszej Marii Panny od Męczenników w XVI i XVII wieku pochowano wielu wybitnych artystów włoskich, a wśród nich Rafaela, Perina del Vaga, Baltazara Peruzziego, Taddeo Zuccari i Flaminio Vacca. Umieszczono tam też grobowce ostatnich władców Włoch: króla Humberta I (1844-1900), królowej Małgorzaty (1868-1900) i króla Wiktora Emanuela II (1820-1878).

Panteon jest wielką atrakcją turystyczną, ale pozostał świątynią, gdzie w każdą niedzielę opiekujący się bazyliką kanonicy odprawiają uroczystą Mszę św. - uczestniczenie w Eucharystii w tym właśnie miejscu jest wielkim i niezapomnianym przeżyciem. Szczególnie uroczysty charakter ma Msza św. w dzień Zesłania Ducha Świętego, podczas której z otworu w dachu wrzucane są do wnętrza kościoła płatki róż. Tą starą tradycję przywrócił w 1995 r. ks. Antonio Tedesco, włoski kapłan, który przez kilkadziesiąt lat zajmował się organizowaniem pielgrzymek do Rzymu wiernych z krajów języka niemieckiego, bo - jak wyjaśnia ks. Antonio - „każdy czerwony płatek róży symbolizuje płomyk Ducha Świętego”.

W tym roku, 20 maja, już od wczesnych godzin porannych ustawiła się przed Panteonem kolejka wiernych pragnących uczestniczyć w Mszy św. Było wśród nich wielu cudzoziemców przybyłych z całego świata. Eucharystia rozpoczęła się o godz. 10,30, przewodniczył jej kard. Franco Ravasi, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury, który wygłosił również homilię; koncelebrowali kanonicy bazyliki, ks. Tedesco i około 50 kapłanów, głównie księża studiujący w Rzymie. Na zakończenie Mszy przez otwór w kopule grupa rzymskich strażaków wrzuciła do wnętrza płatki 5 tys. czerwonych róż, które pokryły kwiatowym dywanem centrum marmurowej podłogi świątyni.

Płatki różane i róże, które ozdobiły Panteon pochodzą z miasteczka Giffoni Valle Piana (prowincja Salerno), rodzinnego misteczka ks. Tedesco. Tradycyjnie na tę uroczystość przybywa do Rzymu delegacja z Giffoni – w tym roku w Mszy św. uczestniczyła wiceburmistrz miasteczka, Angela Maria Mele i radna ds. polityki społecznej, Eliana Malfeo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jestem od poczęcia

Reklama

Najczęściej czytane

Wiele stron internetowych, wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka). Służą one m.in. do tego, by zagłosować w sondzie. Nowe przepisy zobowiązują nas do poinformowania o tym. Dalsze korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będzie oznaczało, że zgadzasz się na ich wykorzystywanie.
Aby dowiedzieć się więcej, przeczytaj o Polityce plików cookies.

Rozumiem